Mari Jungstedt "We własnym gronie"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości serwisu "Zbrodnia w Bibliotece".

Uppsala leży 70 km na północ od Sztokholmu i jest czwartym co do wielkości miastem Szwecji. Ale około tysiąca lat temu miejsce to było ośrodkiem pogańskiego kultu Asów, w którym znajdowały się drewniane posągi Odyna, Thora i Freja. Co to ma wspólnego z akcją najnowszej książki o przygodach inspektora Andersa Knutasa?

Okazuje się, że duch starego kultu nawiedza współczesną Gotlandię w momencie, gdy znika młoda studentka archeologii, Martina Flochten. Grupa Knutasa, którą poznaliśmy już w poprzednich odsłonach, czyli w „Niewidzialnym” i „Niewypowiedzianym” jest już zajęta poszukiwaniem sprawcy lub sprawców okrutnego okaleczenia starego kuca, którego znaleziono w jednym z gospodarstw. Kuc został pozbawiony łba , zebrano też jego krew. Policja jeszcze nie wie, że jest to dopiero początek tragicznych i jednocześnie zagadkowych wydarzeń w Visby, które rozleniwione upałem przygotowuje się do szalonego lata. Ale grupa Knutasa już wie, że to lato na pewno będzie szalone, zwłaszcza, gdy po bezowocnych poszukiwaniach, odnajduje okrutnie okaleczone ciało dwudziestojednoletniej Martiny. Potem pojawiają się kolejne ofiary, z miejscowego muzeum zaczynają znikać staronordyckie wykopaliska, a kolejny koń zostaje pozbawiony i łba i krwi. Inspektor Knutas zaczyna ścigać się z czasem i z mordercą, cała sprawa zostaje nagłośniona, a na Gotlandię zjeżdżają ekipy telewizyjne i przedstawiciele prasy, skutecznie utrudniając śledztwo. Na miejscu jest oczywiście stały dziennikarz Telewizji Szwedzkiej, Johan Berg, którego znamy także z poprzednich części serii Mari Jungstedt. I tym razem losy Johana, Knutasa i mordercy przetną się w sposób, który zaskoczy niejednego czytelnika i pozostawi pewne pytania bez odpowiedzi.

Przystępując do lektury cieszyłam się na spotkanie z Andersem i jego ekipą, traktując ich jak dobrych znajomych. Ale przecież tak do końca jeszcze nie wszystkie karty zostały odkryte i wiele rzeczy jeszcze jest niejasnych, czekających na swoją kolej. W „We własnym gronie” jesteśmy świadkami kolejnego, pasjonującego śledztwa w sprawie serii brutalnych morderstw i okaleczeń zwierząt. A także w sprawie kradzieży skarbów kultury nordyckiej. I możemy sobie zadać pytania: dlaczego ktoś morduje? Czy ma to związek z protestami w sprawie budowy nowego hotelu, czy może do głosu dochodzą członkowie stowarzyszeń, związanych z religią staroskandynawską, czy też ma tutaj coś do powiedzenia polityka? A może wszystko razem? To są znaki zapytania, które na pewno pojawią się wam przed oczami w momencie lektury tego kryminału. Poza tym dowiadujemy się o dalszych losach głównych bohaterów serii, poznajemy ich słabości, ich grzeszki, marzenia, zamiary, tajemnice. Bo przecież są ludźmi z krwi i kości, a poza ściganiem psychopatów, mają jeszcze swoje życie i swoje problemy.

Książka Jungstedt jak zawsze zaskakuje i wciąga swoją zawiłą konstrukcją, świetną narracją i zgrabnym wplataniem osobistych wątków, dotyczących stałych postaci, do przedstawianych wydarzeń. Jestem niezwykle ciekawa jakie będzie następne śledztwo, przed którym stanie ekipa inspektora Knutasa i jak rozwinie się jeden z wątków, który w tej odsłonie został tak tragicznie urwany. Zachęcam do lektury wszystkich części przygód szwedzkiego policjanta i jego współpracowników, to naprawdę świetne historie, łączące ze sobą wątki kryminalne i obyczajowe.

Komentarze

  1. To nazwisko mówi samo za siebie i potrafi się obronić,dlatego wpisuję na listę i poproszę Boga o długie życie...inaczej mogę nie zdążyć...

    OdpowiedzUsuń
  2. hehe, to ja przyłączam się do Twoich modlitw:)

    OdpowiedzUsuń
  3. W trakcie czytania jestem ;) Świetna recenzja

    OdpowiedzUsuń
  4. recenzja jak zawsze pierwsza klasa. Ja książkę czytać będę... za kilka tygodni :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zakupiłam i już niedługo zabiorę się za czytanie tej serii

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz