Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść obyczajowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść obyczajowa. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 marca 2019

Agnieszka Litorowicz-Siegert "Olszany. Droga do domu".

„Olszany. Droga do domu” to debiutancka powieść Agnieszki Litorowicz-Siegert, dziennikarki, publikującej w znanych magazynach mainstreamowych. Autorka zabiera nas na pełną tajemnic i historii z przeszłości wycieczkę do Olszan, małej wioski niedaleko Szczecinka, z którego sama pochodzi. 

Główna bohaterka, to Julia, młoda kobieta, zajmująca się projektowaniem wnętrz, która znalazła się na życiowym zakręcie. Po sześcioletnim związku, tuż przed zaplanowanym ślubem zostaje sama, gdyż jej ukochany Piotr zafascynował się inną kobietą i po prostu… odszedł. Julia zabiera psa Lorda i wyjeżdża do Olszan, aby na prośbę matki zająć się sprzedażą starego domu, należącego do jej dziadka.  Dom od lat stoi pusty i jest wielki problem z jego sprzedażą. Wśród miejscowej ludności krążą dziwne opowieści o zjawiskach nadprzyrodzonych, które uniemożliwają sprzedaż nieruchomości. Julia nie wierzy w takie bajki i zamierza szybko uporać się ze zbyciem starego, nieco zapuszczonego domostwa. Okazuje się, że trafia do miejsca, w którym przeszłość przeplata się z teraźniejszością, a na swojej drodze spotka wielu niesamowitych ludzi i także pewnego mężczyznę, Wiktora, który jest weterynarzem i sam przeżył ogromną tragedię. 

W tej powieści możecie spotkać wiele znanych nam wątków, które już wcześniej pojawiały się w powieściach obyczajowych. Jest kobieta na zakręcie, odziedziczony dom, przystojny weterynarz. Są tajemnice z przeszłości, odnalezione sekretne listy, niedopowiedzenia, nawet duchy. Lecz to w niczym nie przeszkadza, gdyż całość podana jest w sposób tak wciągający, że każda wielbicielka i każdy wielbiciel sielskich powieści z odrobiną tajemnicy w tle będą usatysfakcjonowani.

Osobiście nie przepadam za takimi historiami, wolę mocniejsze wrażenia i emocje, a jednak przeczytałam tę książkę z prawdziwą przyjemnością i niesłabnącym zainteresowaniem od pierwszej do ostatniej strony. Bohaterowie są sympatyczni, tajemnica bardzo interesująca, duchy naprawdę potrafią przestraszyć, a Olszany pięknie opisane, do tego stopnia, że zaczęłam szukać na mapie tej miejscowości i z chęcią bym tam pojechała.
„Olszany. Droga do domu” to kawałek dobrej obyczajowej prozy, którą warto przeczytać. Polecam!

A dobra wiadomość jest taka, że ten tom, to dopiero początek sagi! I chyba zmienię zdanie co do sag obyczajowych z sekretami i historią w tle.


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa WAB.

piątek, 10 sierpnia 2018

Daniel Koziarski "Miłość w czasach dyskontów"

Z ogromnym zainteresowaniem sięgam po kolejne książki Daniela Koziarskiego. I to nie tylko dlatego, że razem współpracujemy. Po prostu lubię jego styl, umiejętność wikłania postaci w różnorakie osobiste zmagania z losem, a także cenne spostrzeżenia i uszczypliwości dotyczące obecnej sytuacji społeczno-politycznej. Nie inaczej jest w jego najnowszej książce, o przewrotnym tytule „Miłość w czasach dyskontów”.

Główna bohaterka to Oliwia, którą poznajemy w różnych momentach, etapach i latach jej życia. Widzimy ułamek jej dzieciństwa, jej młodość, dorastanie, okres studiów. Wreszcie pracę na emigracji, szukanie tego jedynego, rozczarowania i gorzkie pigułki, które niejeden razy przyjdzie jej przełknąć. Świetnym zagraniem fabularnym jest sposób, w jaki Daniel przedstawił wydarzenia. Nie mają nic wspólnego z chronologią, każdy rozdział to inne lata z życia Oliwii, co sprawia, że ciekawość jest umiejętnie podsycana i z wielką niecierpliwością przewracamy kolejne kartki, aby dowiedzieć się co będzie dalej. Oprócz losów Oliwii, śledzimy także zmagania jej przyjaciela Filipa, do którego dziewczyna chyba czuje coś więcej, ale trudno jest to jej samej sobie w porę uświadomić. Ciekawe są także wątki dotyczące stosunków bohaterki z rodzicami i bratem, Jankiem. 

W powieści przedstawione są znane nam wydarzenia z przeszłości, zamach na World Trade Center, katastrofa smoleńska, zamachy w londyńskim metrze i wiele innych autentycznych zajść. Bohaterowie są prawdziwi, aż do bólu, ich problemy często dotykają zwykłych prostych ludzkich spraw, przez to ich kreacje są takie realne i często bolesne.


„Miłość w czasach dyskontów” to poruszająca historia kobiety, która ciągle szuka swojej drogi w życiu, próbuje odnaleźć się w biegnącym w dzikim tempie na przód świecie i często gubi się pod wpływem błędnych decyzji i złego odczytywania intencji innych. Książka prawdziwa, często bolesna, miejscami wzruszająca. A zakończenie… No cóż, po prostu trzeba to przeczytać. Jeśli lubicie wciągające, ambitne, dobrze napisane historie z wyrazistymi bohaterami i świetnymi odniesieniami do rzeczywistości, to polecam wam tę powieść Daniela Koziarskiego. Jest to kawał świetnej prozy!


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Novae Res.

środa, 18 lipca 2018

Helen Russell "Nie ma mowy!"

Historie o tym, jak kobiety próbują poukładać swoje życie, odnależć jego sens, złapać rytm i nie zgubić w tym wszystkim własnego ja, mogą zostać uznane za nieskomplikowane opowiastki, czasami nawet nieco sztampowe. A co jeśli trzydziestosiedmiolatka niechcący zmienia się w walecznego Wikinga i ugania się po duńskich lasach w celu poszukiwania pożywienia, a tak naprawdę po to, aby dostrzec to, co jej do tej pory w życiu umykało?

Bohaterka książki Helen Russell, pt.: „Nie ma mowy!”, to zbliżająca się do czterdziestki Alice, dentystka, matka dwojga dzieci, która całe swoje życie zaplanowała w kilku tabelkach w excelu. Kiedy wyjeżdża na kolejną konferencję dla stomatologów i daje się ponieść, kolokwialnie mówiąc, „melanżowi”, nazajutrz budzi się w hotelowym pokoju, naga, na kacu i wszystko wskazuje na to, że nie spędziła tej nocy sama. Kolejne upokorzenia tylko czyhają, aby spaść na głowę Alice. Wówczas pojawia się jej siostra, Melissa, która proponuje wspólny relaksujący wyjazd. Alice powinna wiedzieć, że własnej siostrze ufać nie może, ale już widzi siebie na malowniczej plaży z drinkiem z palemką w dłoni. I zgadza się na wspólny wyjazd. Jednak okazuje się, że nie ma ani plaży, ani ciepłej wody, ani drinków. Alice i Melissa lądują na północy Danii, nad morzem Bałtyckim, na obozie przetrwania dla Wikingów. Wraz z dwiema innymi kobietami, pod opieką przystojnego Magnusa, próbują przetrwać w dziczy tydzień, odnajdując nie tylko pożywienie, ale także wiele odpowiedzi na zasadnicze pytania: co tak naprawdę liczy się w życiu? Bliskość sklepu tesco, dostępność kawy w papierowym kubku, jedzenie na szybko obiadów z rodziną wpatrzoną w telewizor lub tablet? Czy może… wolność. Miłość? Rodzina? Po prostu życie?

„Nie ma mowy” to zabawna, ale i pełna refleksji i ważnych spostrzeżeń historia dwóch sióstr, które utraciły to co powinno liczyć się dla nich najbardziej: siebie. Melissa nie bez powodu wyrywa Alice z jej nieustannej pogoni za uciekającym dniem. Obie kobiety, rzucone w zimny duński las, uczą się nie tylko polować i rozpalać ognisko, ale przede wszystkim odnajdują na powrót siebie, dowiadując się o sobie rzeczy, które na zawsze je zmieniają. I Alice zdaje sobie sprawę, że ma teraz dwadzieścia lat do nadrobienia.

Polecam wszystkim kobietom, które czują, że coś im umyka, które myślą, że nic już nie można zmienić we własnym życiu, ale które gdzieś tam głęboko w sobie pielęgnują waleczną duszę Wikinga i chcą jeszcze walczyć.

Świetna komedia, wzruszająca historia, wspaniała przygoda! Warto, a nawet trzeba przeczytać!


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Burda Książki.

niedziela, 8 maja 2016

Jessica Park "To skomplikowane. Julie"

Och, jak ja lubię tajemnice! Wiadomo, że coś jest na rzeczy, coś wydarzyło się w przeszłości bohaterów, coś tragicznego, druzgocącego i teraz próbują swój świat stworzyć na nowo. Jednak czasami trudno jest im się podnieść, innym razem wciąż żyją przeszłością, a w jeszcze innym przypadku nie dopuszczają myśli, że ich życie zmieniło się na zawsze.

Julie przyjeżdża na studia do Bostonu. Jednak od samego początku jest skazana na porażkę i stres. Mieszkanie, które przez internet wynajęła jej mama, okazuje się barem z meksykańskim żarciem. Dziewczyna ma alternatywę: wracać do domu lub spać na ulicy. Jednak jej matka przypomina sobie, że ma w Bostonie przyjaciółkę z dawnych lat, Erin Watkins, która obecnie mieszka w Cambridge i wykłada na Harvardzie. Kobieta zgadza się przyjąć Julie na kilka nocy i oto dziewczyna ląduje w domu Watkinsów. Dziwnym domu Watkinsów, dodajmy. Przyjeżdża po nią dwudziestojednoletni Matt, który od początku wzbudza jej zainteresowanie. Przede wszystkim swoją innością. Matthew jest geekiem, nosi koszulki z dziwnymi napisami, studiuje na MIT jednocześnie matematykę i fizykę i nie ma pojęcia kim jest Lady Gaga. W domu jest też młodsza siostra Matta, trzynastoletnia Celeste, która zaskakuje swoją dojrzałością, literackim językiem i nieodłącznym towarzyszem w postaci tekturowej repliki najstarszego brata Finna, który ruszył w podróż po świecie. Celeste nigdzie się bez Płaskiego Finna nie rusza, a wszyscy domownicy traktują go, jako element rzeczywistości, żeby nie powiedzieć jako członka rodziny.
Julie też zaprzyjaźnia się z Płaskim Finnem, tym łatwiej, że z prawdziwym Finnem zaczyna korespondować na Facebooku. Jednak wciąż i wciąż próbuje zarówno od Matta, jak i od Finna wyciągnąć prawdę o tym, co wydarzyło się w przeszłości Celeste, że teraz dziewczynka jest taka, jaka jest. Rozmawiając coraz więcej z nieobecnym bratem, zaczyna się w nim zakochiwać. Jednocześnie bardzo zbliża się do Matta i zawsze może na niego liczyć. Jednak, gdy w końcu odkryje prawdę, będzie to jej osobisty koniec świata.

Powiem szczerze, że już na samym początku, gdzieś około pięćdziesiątej strony odkryłam całą intrygę i już wiedziałam co jest tajemnicą głównych bohaterów. Co jednak nie przeszkodziło mi w poznawaniu całości tej bardzo wzruszającej historii.
„To skomplikowane. Julie” Jessiki Park to powieść o stracie i próbach radzenia sobie z nią, to historia o wielkiej miłości, o nieumiejętności wyrażania uczuć, o zagubieniu. To także pozytywna opowieść o tym, że czasami warto zaufać komuś z zewnątrz, kto ma inne spojrzenie na nasze życie i może podpowiedzieć kilka celnych rozwiązań.

Piękna wzruszająca opowieść, która w finale bardzo mnie poruszyła, mimo iż wiedziałam niemal od początku w czym rzecz. Gorąco polecam.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak

sobota, 7 maja 2016

Randy Susan Meyers "Bezpieczne kłamstwa"

Problem zdrady jest zawsze delikatną materią, o której chyba lepiej czytać, niż przeżywać. Jeśli do tego dołożymy niechcianą ciążę, złamane serce i temat adopcji, zaczyna robić się dramatycznie i bardzo poważnie. Taka historia przytrafiła się bohaterom powieści „Bezpieczne kłamstwa” autorstwa Randy Susan Meyers.
Trzy kobiety, trzy opowieści, trzy życia ludzi, których los zaczyna splatać się w jedną historię.

Juliette to matka dwóch wspaniałych chłopców i żona Nathana - wykładowcy uniwersyteckiego. Mężczyzny inteligentnego, oczytanego i bardzo w niej zakochanego. Juliette wraz z przyjaciółką z powodzeniem rozwija autorską firmę kosmetyczną i jest bardzo szczęśliwą kobietą.
Tia to młoda dziewczyna, w której życiu pojawia się ten jeden, jedyny. Zakochuje się w nim swoją pierwszą prawdziwą miłością i wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że jej wybranek ma rodzinę. A wkrótce okazuje się, że i z nią może taką rodzinę stworzyć, bo kobieta jest w ciąży. Jednak los nie zamierza w tym przypadku być przychylnym.
Caroline to uznana lekarz patolog, prowadząca ważne badania nad nową szczepionką. Jej mąż, Peter marzy o dziecku, chce stworzyć ze swą wiecznie zapracowaną żoną prawdziwą rodzinę. Jednak nie jest to takie proste. Po wielu rozmowach oboje decydują się na adopcję, ale to chyba Peterowi bardziej na tym zależy. Wkrótce do ich domu trafia malutka dziewczynka, której samotna matka nie jest w stanie wychowywać. Jednakże adopcja ma charakter otwarty, a to oznacza, że w przyszłości biologiczna matka będzie mogła kontaktować się z dzieckiem.

Moja pięć lat. Dla niektórych to pięć lat prób budowania w sobie macierzyńskich uczuć. Dla innych to wieczna tęsknota i leczenie złamanego serca. Jeszcze inni żyją w błogiej nieświadomości, nie zdając sobie sprawy, że gdzieś tam żyje mała istotka, która poczęła się z gorącego romansu.
Jeden list wszystko zmienia. Zmienia na pewno życie trzech rodzin. A właściwie dwóch rodzin i wciąż samotnej Tii.


„Bezpieczne kłamstwa” to obyczajowa powieść, pełna zawirowań i problemów. Jest opowieścią o zwykłych ludziach, zagubionych, podejmujących czasami błędne decyzje, dobrych z natury, lecz szukających odpowiedzi, co tak naprawdę się liczy w naszym życiu. Spokojna wyważona opowieść, bez emocjonalnych szarpnięć, a jednak na swój sposób wciągająca i dająca do myślenia. Polecam, na spokojny wiosenny weekend.


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa MUZA.

piątek, 20 listopada 2015

Kasia Pisarska "Wiedziałam, że tak będzie"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Muza.



Czasami człowiek musi, inaczej się udusi. W tym wypadku, nie śpiewać, o nie, mam wiele zrozumienia i poszanowania dla uszu najbliższych. Na myśli mam tu raczej oderwanie się od rzeczywistości, odreagowanie, odpoczynek, ale nie bezmyślny, raczej inspirujący i pobudzający. Taki efekt daje przeczytanie pełnej włoskich smaków i aromatów powieści Kasi Pisarskiej, pod tytułem „Wiedziałam, że tak będzie”.

W książce tej Italia wypływa z każdej strony i dla mnie, znającej opisywane miejsca, stanowi cudowną przejażdżkę wzdłuż Jeziora Garda, do Werony, Wenecji. Jest to podróż do przeszłości i plan na kolejne wyjazdy, bo po tym, jak autorka zaprezentowała Włochy, wiem że muszę wrócić tam jeszcze raz. 

Ale nie myślcie, że to tylko opowieść o wycieczce krajoznawczej. Nie, osią fabuły jest siedemnaście milionów czterysta osiemdziesiat trzy tysiące dwieście dwadzieścia cztery… euro. Tyle właśnie wygrała we włoskim odpowiedniku naszego Lotto jedna z głównych bohaterek, Weronika. Kobieta jest na poważnym życiowym zakręcie, jej mąż, zwany Rudym, zdradził ją (nie powiem z kim, bo nerwy mnie biorą), teściowa to wredny okaz, dzieci brak, czułości i miłości chyba nigdy nie było. Gdy przyjeżdża do Laury, przyjaciółki (będącej narratorką powieści) i wyjawia jej swój plan, związany z wygraniem tak ogromnej fortuny, ta zbyt długo się nie zastanawia. Sama ma też nieciekawą sytuację osobistą. Czterdziestka zbliża się całkiem rześkim krokiem, faceta ani widu, ani słychu, za to w pracy chamski szef i wszechobecny wyścig szczurów nieszczególnie usposabiają ją radośnie do aktualnego trybu życia. Dlatego też Weronika i Laura wsiadają do wysłużonej „saabinki” i jadą na południe zrealizować kupon. Jednak los czasami bierze sprawy we własne ręce i dziewczyny trafiają do uroczego, acz opuszczonego miasteczka San Rocco. Tam spotykają wielu przyjaznych Włochów, między innymi przystojnego Alessandro. Laura nie wie co się dzieje, Weronika za to dobrze się we wszystkim orientuje. No, ale teraz nie czas na romanse, bo trzeba przecież odebrać wygraną. Na drodze dziewczyn co rusz piętrzą się problemy i jednocześnie pojawiają się ludzie, którzy potem staną się częścią ich szalonego planu.
„Wiedziałam, że tak będzie” to wciągająca, napisana dynamicznym językiem, pełna zwrotów akcji i szalonych pomysłów powieść, gdzie nie tylko „okoliczności przyrody” stanowią o atrakcji tej historii. Także bohaterowie, pełnokrwiści, życiowi, ze wszystkimi ich wadami, rozterkami, obawami, tak bliscy i ludzcy są osią, po której mknie fabuła, łącząc się wraz z nimi w doskonale dopasowaną konstrukcję. 
Powieść czyta się lekko, z radością, z ciekawością, opisy poruszają wyobraźnię, a inteligentny humor w dialogach sprawia, że co rusz czytelnikowi usta rozciągają się w uśmiechu. Nie można także pominąć „zwierzęcego” aspektu tej książki. Autorka od lat działa na rzecz zwierząt, zajmuje się adopcjami, prowadzi programy telewizyjne poświęcone tym kwestiom. W powieści nie brakuje tych akcentów, a psy Dolar i Killer są tego najlepszym przykładem.


Polecam, to doskonała recepta na odstresowanie i nie trzeba tego konsultować z lekarzem, ani farmaceutą. Ewentualnie można po lekturze spojrzeć na siebie, na swoje życie i zadać sobie pytanie: co ostatnio zrobiłem/zrobiłam, żeby poczuć się szczęśliwym/szczęśliwą. Jeśli nie wiecie jak o to zapytać, przeczytajcie tę książkę.

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Magdalena Witkiewicz "Pierwsza na liście"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Filia


Magdalena Witkiewicz to specjalistka od szczęśliwych zakończeń. Przynajmniej tak było napisane na jej stronie internetowej. Jej wcześniejsze książki były utrzymane w raczej humorystyczno-romansowym tonie, ale ostatnio gdańska autorka ewoluuje w kierunku spraw ważnych, życiowych, zmieniających ludzkie losy. Nie inaczej dzieje się w jej najnowszej powieści „Pierwsza na liście”.

Kto jest główną bohaterką tej książki? Nie jest łatwo odpowiedzieć na to pytanie. Są nimi kobiety, które połączone zostały niewidzialną nicią miłości, zdrady i dominującej nad tymi uczuciami siłą prawdziwej przyjaźni.

Osiemnastoletnia Karolina wyrusza w podróż naznaczoną, a właściwie wyrysowaną przez chorą śmiertelnie matkę, która stworzyła swoją osobistą listę ludzi, którzy mogą pomóc jej córkom, gdy jej zabraknie. W swej podróży spotyka niespodziewanego pomocnika, starszego o dziesięć lat Filipa, nie przypuszczając nawet, że stanie się on jedną z najważniejszych osób w jej życiu. Dziewczyna szuka ojca, jednak czy ten wątek będzie miał swój happy end? Dawna przyjaciółka Patrycji, matki Karoliny, szuka sensu w swoim życiu, a może zacznie to dopiero robić, gdy spotka się z Karolą? Kim jest Grażyna, która sama przeszła ogromną tragedię, a teraz może odnajdzie sens w czymś, co sprawi, że gdzieś indziej ludzie uwierzą w dobro? I wreszcie, czy Patrycja nie za wcześnie zrobiła listę? I co by się stało, gdyby tego nie zrobiła? A raczej, co by się NIE stało?

Książka wciąga nas w wieloletnią i wielowątkową opowieść o wielkich miłościach, o życiu, rodzinie, zagmatwanych ludzkich losach i wciąż o sile prawdziwej przyjaźni. Tak, o tym jest „Pierwsza na liście”. O mocy przyjaźni, która jest w stanie pokonać zadawnione winy, nieprzebaczone krzywdy, złe wybory i złamane serca. A potem okazuje się, że i także chorobę.
Powieść czyta się naprawdę w ekspresowym tempie, a niektóre wątki aż proszą się o kontynuację. Jako romantyczka i wielbicielka romansów bardzo chętnie przeczytałabym osobną historię o Karolinie i Filipie, gdyż ta para niezwykle przypadła mi do gustu.
Nie należy oczywiście zapomnieć o przesłaniu, jakie niesie książka i o ważnej misji zgłaszania się do Banku Dawców Szpiku. Przecież każdy z nas może sprawić, że czyjaś gwiazda nadal będzie świecić na niebie.

Witkiewicz refleksyjna, Witkiewicz poważna, Witkiewicz wzruszająca, ale wciąż wierna swojemu hasłu marketingowemu. Specjalistka od szczęśliwych zakończeń. I bardzo dobrze, bo po takiej dawce wzruszeń chyba bym nie dała rady czytać o kolejnej ludzkiej tragedii. Polecam, to naprawdę wartościowa książka.

środa, 4 czerwca 2014

Elin Hilderbrand "Piękny dzień"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak.


Małżeństwo to trochę wygrana na loterii, a trochę niezapisana karta, którą należy zapełniać słowami rozważnie, zastanawiając się na każdym sformułowaniem. A i tak do końca nie będzie wiadomo, czy wyrażenia, jakich użyliśmy będą właściwe i zadecydują o powodzeniu. Jednym z najważniejszych dni w życiu dwojga ludzi jest na pewno moment, kiedy składają sobie przysięgę małżeńską. Kiedy stoją w otoczeniu przyjaciół, rodziny, znajomych i patrząc sobie w oczy przysięgają wzajemnie to, czego i nawzajem od siebie oczekują. O takiej właśnie chwili, a właściwie o przygotowaniach do niej opowiada powieść Elin Hilderbrand „Piękny dzień”.

Oczywiście stwierdzenie, że ta książka jest tylko o tym okazałoby się olbrzymim nieporozumieniem, ale to właśnie przygotowania do ślubu Jenny i Stewarta są główną osią powieści i powodem, dla którego dwie rodziny spotykają się letnim domku familii panny młodej.
Od tego momentu rozpoczynają się gorączkowe przygotowania, a perypetie bohaterów nie obejmują tylko okołoślubnych perturbacji, ale także sięgają o wiele głębiej, ukazując jak wiele sekretów skrywają niektóre osoby i jak dużo problemów może pojawić się w szczęśliwej na pozór rodzinie.

Jenny przygotowuje ślub wedle wskazówek matki, Beth, która już nie żyje, ale pozostawiła pamiętnik, w którym zawarła wszelkie wytyczne dotyczące tego najważniejszego dnia w życiu najmłodszej córki. Nad całością czuwa starsza siostra panny młodej-Margot, która sama znajduje się na życiowym zakręcie. Rozwód z bawidamkiem, trójka dzieci i romans ze starszym mężczyzną na pewno nie ułatwiają jej życia, a tutaj jeszcze przyszło jej zmagać się ze weselnymi zawirowaniami.
Ojciec dziewczyn, Doug, ułożył sobie życie z Paulline, ale wciąż czuje obecność Beth i bardzo za nią tęskni. Tego nie może, ze zrozumiałych względów, znieść obecna małżonka.
Dwa bracia Jenny i Margot też stanowią nader kolorowy obrazek, Nick to pewny siebie podrywacz, który nie odpuszcza nawet zamężnej przyjaciółce Jenny. Kevin to pyszałek, który na każdy temat ma wyrobione zdanie.

Pojawiają się pierwsze zgrzyty i to nie tylko dotyczące tego, w jaki sposób rozłożyć namiot weselny, aby nie zniszczyć gałęzi starego drzewa, pełniącego funkcję rodzinnej legendy. Niesnaski pomiędzy przyszłymi teściami, zawirowania organizacyjne, tajemnice, zdrady, zawiedzione miłości. To wszystko stanowi kalejdoskop ludzkich zachowań i losów, z którym przyjdzie się zmierzyć podczas lektury „Pięknego dnia”.


Nie jest to tylko wakacyjne czytadełko, to książka o skomplikowanych relacjach rodzinnych i nie tylko, ukazująca jak mocno trzeba pracować nad każdym związkiem, aby ta niezapisana karta na koniec okazała się wartościową w treść i jakość lekturą. Sam „Piękny dzień” właśnie taką lekturą jest. Polecam.

środa, 2 kwietnia 2014

Maria Ulatowska "Prawie siostry"

Ebooka przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Prószyński i S-ka.


Czasami człowiek potrzebuje oddechu, wyciszenia myśli, pragnie spokoju, ciszy, tęskni za przepastnym fotelem, w którym będzie mógł się zanurzyć, niezauważony przez nikogo. I wówczas najlepiej sięgnąć po lekturę, która pomoże w osiągnięciu tego stanu swoistej błogości, stagnacji i tak potrzebnego relaksu. Jeśli znajdziecie się w takim właśnie momencie swego życia, to polecam wam najnowszą książkę Marii Ulatowskiej, zatytułowaną „Prawie siostry”, bo ta właśnie powieść będzie doskonałym uzupełnieniem, a właściwie towarzyszem waszej chwili wyciszenia i oderwania od trudnych rzeczywistych spraw.


W tejże powieści, która przenosi nas na kilka lat a to do Bydgoszczy, a to do Gdańska, czy do Gdyni-Orłowo, kobiety są siłą wiodącą i motorem wszelkich zdarzeń. Trzy przyjaciółki z bydgoskiej szkoły, „Te Trzy”, jak zwykli o nich mówić znajomi i one same, pokazują, że czasami nawet wbrew przeciwnościom losu przyjaźń jest silniejsza niż cokolwiek innego i daje radę w sytuacjach, które na pierwszy rzut oka wydają się być bez wyjścia.

Aleksandra, czyli Leksi, Jolanta, czyli Luśka i Teodora, czyli Teo. Wielka trójca. Dziewczyny, a potem kobiety. Tak inne, różnorodne, z odmiennymi charakterami i sposobem na życie, czasami daleko od siebie, a jednak ciągle razem. Szukają rozwiązań, radzą, krytykują, doradzają. Są dla siebie podporą, chociaż czasami wydawać by się mogło, że może coś zagrozić ich przyjaźni. W końcu w każdym związku są gorsze i złe chwile, a w takim związku na całe życie może się zdarzyć wszystko. I w życiu tych trzech kobiet dzieje się naprawdę wiele. Jesteśmy świadkami ich wzlotów i upadków, śledzimy dramatyczny związek Teo, kiedy zaraz na początku drogi zostaje postawiona twarzą w twarz z niewyobrażalną tragedią, która naznaczy ją na wiele kolejnych lat. Widzimy trudną miłość Jolanty, które to uczucie na początku wcale nie wygląda jak miłość, ale w zamian za wiele przepłakanych nocy Luśka dostaje od losu naprawdę cudowny podarek. Śledzimy losy Leksi, która także szuka swojej drogi w życiu, los rzuca ją do Gdańska, zaraz po tym, gdy zwabiona fałszywym uczuciem prawie utraciła to co dla niej najważniejsze. Wędrując wraz z trzema „prawie siostrami” zwiedzamy Bydgoszcz, Pomorze, a także spotykamy na swej drodze bohaterów znanych z wcześniejszych powieści warszawskiej pisarki.

Maria Ulatowska przenosi nas w świat tak bliski, znajomy, a przez to przyjemny, beztroski, chociaż czasami denerwujący, tak jak to w życiu bywa. Opowieść o przyjaźni, miłości, ludziach, troskach, historia kilku miłości, a także wielu kłamstw i sprzeniewierzeń. Kalejdoskop wrażeń, emocji i ludzkich charakterów. Może dlatego książkę czyta się tak, jakby oglądało się ulubiony serial o losach ludzi mieszkających tuż obok, znajomych i mających problemy niemal identyczne jak my sami. Polecam, ciepła historia o przyjaźni trzech kobiet, z losami których może utożsamić się prawie każdy.

niedziela, 23 marca 2014

Hanna Cygler "Grecka mozaika"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Rebis.


Hanna Cygler mówi o sobie, że jest pisarką lubującą się w romantycznych historiach. Mogę się z tym zgodzić, ale nie do końca jest to prawda. Bo w jej powieściach, oprócz uniesień serca, szukania szczęścia w życiu, walki z przeciwnościami losu, jest zawsze solidna podstawa społeczno-obyczajowa doskonale osadzona w realiach historycznych.

Nie inaczej jest w jej najnowszej powieści, zatytułowanej „Grecka mozaika”, gdzie autorka funduje nam kolejną podróż przez lata, przez różne miejsca, wrzucając nas w szalony wir wydarzeń, które podane w smakowity sposób sprawiają, że nie można się oderwać od tej książki. Poznajemy rodzeństwo greckich uchodźców, Anastazego i Jannisa Kassalisów, którzy wraz z rodzicami mieszkają w małej wiosce w Bieszczadach. Poznajemy starszego już Jannisa, milionera, ojca trójki dzieci, zastanawiającego się nad podjęciem trudnej decyzji ściśle związanej z własnym zdrowiem. Śledzimy losy młodej Polki, Niny, która przybywa na spotkanie z Jannisem i oznajmia mu pewną zaskakującą nowinę. W tej historii, która zaczyna się w Grecji, potem biegnie przez Polskę, Stany Zjednoczone, aby znowu wrócić do Grecji nic nie jest oczywiste, tajemnice mnożą się na każdym kroku, a kolejna otwierana strona funduje czytelnikowi ogrom wrażeń, emocji i ponownie rodzących się pytań.

Oprócz warstwy obyczajowej mamy tutaj świetnie przedstawione realia powojennej Polski, trudną sytuację uchodźców, nie mogących zaznać spokoju w ich ojczyźnie targanej nieustającymi walkami, życie w socjalistycznej Polsce, pierwsze kroki ku lepszemu bytowaniu, świat cinkciarzy, prostytutek i szemranych interesów. Wraz z Jannisem, zwanym Jankiem i Anastazym, zwanym Nastkiem poznajemy zagmatwane losy pewnej rodziny, która w nieoczekiwany sposób wpłynęła także na losy wielu innych ludzi, definiując ich przyszłość, a także przyszłość ich dzieci. W tym cudzoziemskim tyglu mieszają się historie różnych bohaterów, a każdy z nich przedstawiony jest z należytą uwagą i precyzją.

„Grecka mozaika” to prawdziwa uczta dla wielbicieli twórczości gdańskiej pisarki, a także dla wszystkich tych, którzy cenią sobie obyczajowe powieści z historią, intrygą i tajemnicą w tle. Doskonała, wciągająca, poruszająca. Gorąco polecam i dziękuję za tak wspaniałą lekturę.

piątek, 18 października 2013

Magdalena Witkiewicz "Zamek z piasku"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autorki.

Czy budowanie zamku z piasku jest łatwe? Każdy z nas na pewno chociaż raz w życiu robił tę pełną radości czynność, bo najczęściej kojarzy się nam to z morzem, wypoczynkiem, relaksem, beztroską. Ale aby postawić tę kruchą budowlę potrzebujemy co najmniej dwóch budulców: piasek i wodę. I jeśli ten zamek ma odzwierciedlać nasze życie, nasze związki, to przecież nic bardziej prostszego, wystarczy to połączyć i oto jest. Idealna para, idealne życie, perfekcyjny związek. To jednak tylko ułuda, bo wystarczy, że zabraknie wody, że będzie jej za dużo, piasku za mało, wszystko runie w oka mgnieniu, albo przyjmie niewygodny dla nas kształt.
Magdalena Witkiewicz w swojej najnowszej książce zatytułowanej właśnie „Zamek z piasku” pokazuje pewne oczywistości, które często trudno jest nam sobie uświadomić i jeszcze trudniej z nimi walczyć, albo je naprawiać.

Poznajemy wieloletnie kochające się małżeństwo Weroniki i Marka, którzy są ze sobą od zawsze. Pierwsza szkolna miłość okazała się na tyle mocna, że przetrwała lata i teraz oboje uchodzą za modelową parę. Dwie koleżanki, a właściwie przyjaciółki Weroniki mają też swoje życia, jednak różne i mające wiele innych trosk. Ewa zaszła w kolejną ciążę, jej mąż ciągle pracuje, a kobieta wie, że jeszcze kilka lat minie, zanim będzie mogła założyć na siebie coś więcej, niż poplamiony kaszką dres. Dominika to młoda gniewna, taka „Korba” z filmu „Lejdis”, miłość, małżeństwo to dla niej sprawa przereklamowana, a jej filozofia opiera się na przekonaniu, że nie ma związku, którego nie można by było rozbić. „Każdy wagonik można odczepić” – to jej słowa.

Weronika patrzy na życie przyjaciółek ze swojej perspektywy, nie zgadza się z Dominiką, wierząc, że jej własny związek jest ponad takie zagrania, natomiast Ewie z całego serca zazdrości, bo sama także chciałaby już zostać mamą. I od tego momentu zaczyna się historia kobiety, która kochała, pragnęła i powoli niszczyła wieloletnią miłość do męża. 

Powoli zaczyna się psuć pomiędzy Werką a Markiem, na horyzoncie pojawia się przystojny motocyklista Jakub i od tej pory już nic nie jest takie „modelowe” jak było przez lata.

Magdalena Witkiewicz pokazuje ludzi, z całymi ich dobrymi i złymi decyzjami, z wiarą, że być może wszystko można naprawić i jednocześnie z przekonaniem, że nic nigdy nie będzie już takie proste, jak na początku. „Zamek z piasku” to historia o nas, o ludziach, o miłości, pożądaniu, szukaniu odpowiedzi, pragnieniu przeżycia czegoś więcej, czegoś mocniej, bardziej. Opowieść życiowa, wciągająca, wcale nie wybielająca lub potępiająca postępków bohaterów, to autorka pozostawia czytelnikowi.  

Warta uwagi jest także konstrukcja powieści, gdzie każdy rozdział poprzedzony jest fragmentem piosenki, która idealnie wpasowuje się w przedstawione wydarzenia poniżej. Polecam, to po prostu dobra lektura obyczajowa z wątkiem psychologicznym i romansowym.

poniedziałek, 30 września 2013

Veronica Henry "Noc w Orient Expressie"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Pascal.


Chyba każdy, kto nie jest na bakier z literaturą, słyszał o powieści Agathy Christie „Morderstwo w Orient Expressie”.  A niektórzy to może nawet czytali! Inni pewnie oglądali adaptację filmową. W każdym razie większości ten tytuł zapewne „obił” się o ucho. Gdy zobaczyłam propozycję wydawnictwa Pascal o przewrotnym tytule „Noc w Orient Expressie”, wiedziałam, że muszę sięgnąć po tę książkę. Chociaż Veronica Henry nie stworzyła kryminału, to jednak melancholia i nawracające wspomnienia pasjonujących przeżyć w sławnym pociągu były silniejsze.

I bardzo dobrze, że skusiłam się na tę lekturę, bo chociaż „Noc w…” nie jest kryminałem, ale raczej powieścią obyczajową z wieloma wątkami romansowymi, to jednak czytało mi się ją równie intensywnie, co kryminał Agathy Christie.

Mamy tutaj całą plejadę bohaterów i sposób ich przedstawiania, a także konstrukcja powieści przypominają mi z kolei film „To właśnie miłość”, gdzie pojawiają się różne postaci, zupełnie ze sobą nie związane, a jednak wszyscy spotykają się w scenie finałowej. W powieści Veroniki Henry jest podobnie, różne ludzkie historie, smutne, tragiczne, a także pełne nadziei, romantyczne, ukazane w perspektywie rychłej podróży Orient Expressem na trasie Londyn-Wenecja. Poznajemy więc Archiego, któremu przyjaciel zrobił psikusa i wysłał jego zgłoszenie do konkursu, w którym wygraną jest randka w ciemno w luksusowym pociągu. I teraz oto obok niego stoi śliczna Emily. Jest także Imogen, która ucieka od zawadiaki na motocyklu, niepewna jego uczuć do siebie, ale pewna swoich do niego. Z Imogen związana jest także historia pewnego obrazu, a właściwie nie z samą dziewczyną, ale z jej babką i gorącym romansem sprzed lat. Z zapartym tchem śledzimy Stephanie, która od trzech miesięcy spotyka się z Simonem, a teraz rusza z nim i jego nastoletnimi dziećmi w podróż. I będzie musiała stawić czoło wielu rodzinnym problemom. Mamy jeszcze kilka innych ciekawych par, które przeżywają wzloty i upadki, a zawsze wszystko kończy się prawdziwą erupcją uczuć.

„Noc w Orient Expressie” to wciągająca historia o ludziach, pełna emocji, uczuć, zagadek z przeszłości, namiętności i wiary w to, że prawdziwa miłość pokona wszelkie przeszkody. Że prawdziwe uczucie przetrwa lata i na zawsze pozostanie czymś mocnym i niezachwianym. Chociaż czasami fabuła przeżywa zawirowania, a czytelnik czuje lekkie podenerwowanie takim, a nie innym zachowaniem bohaterów, to jednak są to emocje koniec końców pozytywne i zmierzające do niezaprzeczalnego happy endu. Jeśli macie ochotę na pełną miłości i wzruszeń historię, to zapewniam, że w tej powieści na pewno to odnajdziecie. Polecam.