Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komedia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komedia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 listopada 2017

Kobieta awaria :) Nowa książka pisze się :D

Kolejny fragment mojej nowej powieści, nad którą pracuję:

Czekaj, nie możesz się dostać do mieszkania?
- Tak właśnie powiedziałam.
- Podaj adres. - W jego głosie pojawiło się zniecierpliwienie.
- Ale naprawdę…
- Jagoda, będę jak najszybciej. No już, adres.
Zrezygnowana podałam mu ulicę i numer domu, powiedziałam, żeby podzwonił po sąsiadach, ktoś na pewno go wpuści. Sama nie miałam zamiaru zbiegać z trzeciego piętra w gaciach. I pończoszkach. O psie z różą nie wspomnę.
- Będę za pół godziny.
- Hugo?
- Tak? - Słyszałam, że chyba biegnie. - Posłuchaj, ja jestem… nieubrana. -Gdy tylko wypowiedziałam te słowa, zaczerwieniłam się, niczym pensjonarka.
- Wyszłaś do zsypu nago?
- Nie… Ale prawie.
- Oj, Jagoda. Coraz bardziej mnie zadziwiasz. Staraj się nie rzucać w oczy, zaraz będę! - Cholernik chyba się śmiał. Ale już nie słyszałam dalszego ciągu, bo się rozłączył. A ja oparłam się o ścianę, mając nadzieję, że Maciek przybędzie jednak nieco szybciej.
Nagle doszedł mnie jakiś dźwięk, ktoś szedł po schodach. Po chwili ujrzałam siwą głowę, całą w lokach. To była sąsiadka z piętra, pani Klaps. Naprawdę się tak nazywała, zresztą, co ja tam wiedziałam na temat nazwisk.
- Ojej, a kto tutaj? - Spojrzała na mnie i jej bystre niebieskie oczy zatrzymały się na mojej przykrótkiej koszulce. - A cóż to, moje dziecko? Zgubiłaś spódnicę?
- Zapomniałam kluczy. - Odpowiedziałam nieco bez sensu, ale byłam już całkowicie zrezygnowana.
- I ubrania?
- Szkoda mówić. 
- Oj, ta młodzież.  - Kobieta pokręciła głową z krytyką i wyjęła klucze ze skórzanego eleganckiego, być może przedwojennego, neseserka. - Może dam ci coś do ubrania?
- Nie, ja… - chciałam zaoponować, lecz nagle usłyszałam, że ktoś zmierza po dwa stopnie do góry. Oczywiście, że wiedziałam, kto tak gna. Hugo wparował na korytarz i objął mnie spojrzeniem. W jego oczach coś błysnęło. A mnie brakło tchu. Jak tak dalej pójdzie, będę w jego towarzystwie tachać butlę z tlenem.




wtorek, 31 października 2017

Czas na płodozmian, czyli komedia na czasie :)

Jak zapewne wiecie, lubię zmiany, a w ostatnim czasie pisałam same thrillery i dramaty. Zatem teraz wzięłam się za komedię, uderzam w lżejsze tony, co nie znaczy, że nie będzie trochę nerwów, czy wzruszeń. Ale zabawy pewnie więcej.

Przedstawiam Wam moją bohaterkę, Jagodę Borówko. Kobietę, która uwielbia ładować się w kłopoty... 


fragment:

Gdy przyjechała taksówka, przez chwilę zastanawiałam się, czy nie lepiej jednak się spóźnić. Stary Opel lekko rzęził, a kierowca wyglądał nie lepiej. Jestem pewna, że jeździł już wówczas, gdy pierwsze Fiaty 125p opuszczały taśmę montażową. Ale jednak za pół godziny zaczynało się spotkanie, więc nie miałam wyjścia, wzywając kolejna taksę, na pewno bym się spóźniła. Wsiadłam, przywitałam się i powiedziałam:

- Arkady Wrocławskie. Może mnie pan na Komandorskiej, na przystanku wysadzić.

- Się robi! - Pan kierowca błysnął sztucznymi zębami (chyba że reprezentował idealny wytwór współczesnej ortodoncji) i ruszył z kopyta. Mnie wbiło w siedzenie, w radio leciał Fogg i jego „To ostatnia niedziela”, a ja miałam nadzieję, że to nie będzie mój ostatni poniedziałek. Kierowca miał dziwny zwyczaj gazowania, ze świadomością, że tuż przed nim jest skrzyżowanie, samochody i z daleka widać, że świeci się czerwone światło. Dobrze, że nic rano nie jadłam, bo zapewne uświetniłabym wyblakłą tapicerkę srebrnej strzały z rudą małpą, która pięknie podżerała blacharkę, począwszy od bagażnika, kończąc na przedniej masce, co było doskonale widoczne. 

- Czy mógłby pan nieco zwolnić? - Wybełkotałam, czując zawroty głowy.

- Się robi! - Kubica sprzed wieku nacisnął z całą mocą na hamulec, a ja niemal zaryłam w zagłówek przedniego siedzenia. Na całe szczęście dojrzałam już po prawej stronie „Arenę” i zorientowałam się, że zaraz wysiadam. 

- Dwadzieścia pięć złotych się należy. - Pan kierowca zerknął na mnie, wyciągając rękę. - Bladzieńka pani jakaś taka.

- Reszty nie trzeba. - Dałam mu trzy dychy i zapragnęłam jak najszybciej wysiąść z tego zabytku motoryzacji, z piratem wszechczasów za kierownicą. I nie wiem jak to się stało. Naprawdę. Wysiadłam, zawiał wiatr, zatrzasnęłam drzwi, w momencie, kiedy szybki i wściekły wcisnął gaz do dechy i ruszył niczym rajdowiec… i wówczas poczułam to. Szarpnięcie, odgłos rozrywania materiału, i chłód na udach. Zerknęłam na dół. Nie miałam połowy sukienki. Znaczy miałam. Zajebisty seksowny rozporek do prawego biodra. Prawie do gardła. Teraz już wszyscy widzieli moje wiśniowe gacie. Ludzie gapili się, faceci uśmiechali radośnie, a mnie trafiał powoli jasny szlag. Zarzuciłam na ramię moją nową torbę z Kazara i ruszyłam w stronę Arkad, trzymając powiewający połeć rozerwanej sukienki.

- Fiu fiu, ale nóżka! - Pan Żul, który często sterczał przy wejściu do Arkad od strony Komandorskiej, gwizdnął przeciągle i uśmiechnął się, ukazując uroczą samotną „jedynkę”.

-----------------
Mam nadzieję, że bohaterka niejednokrotnie Was zaskoczy :) Bo mnie zaskakuje nieustannie. Trzymajcie kciuki za ukończenie tej historii, aby lenistwo mnie nie zaatakowało :)


wtorek, 24 lutego 2015

Emma Chase "Zaplątani"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Filia.


„Zaplątani” autorstwa Emmy Chase stanowią pierwszy tom trylogii Tangled, kolejne części będą zatytułowane „Zakręceni” i „Zniewoleni”. Gdy zaczęłam czytać tę zaplątaną historię, spodziewałam się kolejnego erotyku z nieco wyświechtanym motywem, że ona zaczyna pracę w jego firmie, najpierw się nienawidzą, a potem i tak lądują w łóżku i to w różnych konfiguracjach. Jakież więc było moje zaskoczenie, że pomimo faktycznego lądowania w łóżku i nie tylko, to jednak bohaterowie nie powielają znanych rysów fabuły (chociażby z „Pięknego drania”), a cała akcja zostaje całkiem inaczej poprowadzona.

Bo oto, zagorzały wyznawca stanu kawalerskiego, śmiało korzystający z życia i nie odmawiający sobie kosztowania coraz to nowych damskich kąsków podczas sobotnich wypadów, syn właściciela nowojorskiej firmy skupującej podupadające przedsiębiorstwa, Drew Evans, ma grypę. Hm. No i co z tego? Noo, wiele, bym powiedziała. Bo to nie taka zwykła grypa. Drew nie może spać, nie może jeść, nie może oddychać, bo wszelkie jego zmysły skierowane są na śliczną Katherine Brooks, która pracuje razem z nim. Katherine jest odporna na zabiegi znanego młodego playboya, poza tym ma narzeczonego, ale czy naprawdę ustrzeże się przed potężnymi mackami zainteresowanego aż w nadmiarze faceta? A czy Drew będzie umiał utrzymać to, co dopiero zaczyna się budzić pomiędzy nim, a ostrożną Kate? 

Możecie powiedzieć „ale to już było”, być może, lecz liczy się też forma przekazu i podania tych znanych skądinąd motywów. A podanie to jest naprawdę wyśmienite. Narracja jest pierwszoosobowa, prowadzona z perspektywy Drew, który w nieco ironiczny i niezwykle humorystyczny sposób zwraca się do swoich kobiecych czytelniczek i tłumaczy, jak ciężko być facetem.
Taki sposób przedstawienia sprawia, że książka nie jest rzewnym romansem o zabarwieniu erotycznym, a w odbiorze staje się historią nieznośnego chłopca o wielkim poczuciu humoru, którego, no cóż, pewnie niejedna czytelniczka chciałaby mieć gdzieś w pobliżu.

Jestem ciekawa co autorka zafunduje nam w kolejnych odsłonach serii, na pewno sięgnę po następne tomy, bo tak dobrze dawno się nie bawiłam. Polecam, fajna, odstresowująca lektura.

„Kiedy moje spojrzenie nadal prześlizguje się po jej sylwetce, problem, że się tak wyrażę, narasta. Mimo iż mój umysł rozpoznaje Kate Brooks jako konkurencję, najwyraźniej mój koleżka jeszcze nie dostał tej wiadomości.
I, sądząc po jego reakcji, nadal chce się zaprzyjaźnić.
Zatem wyobrażam sobie pannę Gurgle, moją nauczycielkę fizyki z piątej klasy. Była bestią, nie kobietą. Wyglądała jak emerytowany zapaśnik - zdecydowanie nie jak modelka. Na prawym policzku miała pieprzyk tak wielki, że byliśmy pewni, iż to głowa bliźniaka, który nie oddzielił się od niej jeszcze w łonie matki. To było obrzydliwe i jednocześnie hipnotyzujące - mimowolnie człowiek cały czas gapił się na to. Kiedy mówiła, to coś podskakiwało niczym galaretka.

Drżę z powodu tego wspomnienia, ale to pomaga. W moich południowych rejonach wszystko wraca do normy.”*

* str. 57, Emma Chase, Zaplątani, Wydawnictwo Filia, Poznań, 2015.

poniedziałek, 17 listopada 2014

Mike Greenberg "Wszystko, o czym marzysz"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Muza.


O kobietach, ich zawirowaniach życiowych, problemach z facetami, dziećmi, niesprawiedliwymi szefami, korporacjach, niewierności i szukaniu drugiej połówki naczytałam się już wiele, bo i napisano o tym już dużo. Historia, a właściwie historie przedstawione w książce „Wszystko, o czym marzysz” Mike’a Greenberga w sumie w niczym nie odbiegają od typowej chick-lit połączonej z elementami standardowej literatury kobiecej. Ale czy na pewno?

Samantha, Katherine i Brooke. Trzy kobiety, będące w różnym wieku, na różnych etapach życia, nie znające się i nic o sobie nie wiedzące.
Samantha to wysportowana i pełna zapału młoda mężatka przed trzydziestką. Właśnie przebywa w podróży poślubnej na Hawajach i przypadkiem dowiaduje się o niewierności męża. Piękna sceneria i pozbawiona podtekstu seksualnego opieka starszego mężczyzny dają jej siłę do zakończenia tego krótkotrwałego małżeństwa.
Katherine to rekinka biznesu, kobieta twarda, bezkompromisowa, poruszająca się na Wall Street jak we własnym salonie. Odniosła sukces zawodowy, jest niezależna finansowo, gdyby tylko nie musiała codziennie oglądać swojego szefa, który… osiemnaście lat temu złamał jej serce i ożenił się z inną kobietą. A jednak Katherine przez te wszystkie lata wciąż jest blisko i zarobiła dla jego firmy miliony dolarów. Czy to zdrowe?
Brooke to babka w okolicach czterdziestki, wciąż zakochana w swoim mężu, którego poznała w collegu, matka bliźniąt. Oddana domowi i mężowi, planuje szalony prezent dla ukochanego Scotta.

Trzy kobiety, trzy historie, trzy życia. A tu nagle… Jedna informacja, jedna rozmowa, jedna wizyta w… szpitalu. I zmienia się cała perspektywa.

Wszystkie trzy bohaterki dowiadują się o tym, że są chore na raka. Aby nie zwariować, aby jakoś się trzymać zaczynają udzielać się na forum internetowym, skupiającym kobiety zmagające się z tą chorobą. Niebawem Samantha, Katherine i Brooke zaczynają ze sobą korespondować, a jeszcze później dochodzi do spotkań w realu. I znowu poznajemy ich historie, próby radzenia sobie z nową rzeczywistością, walkę z chorobą i każdorazowo walkę o znalezienie w sobie siły, aby się nie poddawać. Życie toczy się dalej i kobiety także pragną żyć. Odnajdują swoje miłości, pielęgnują to, co już udało się im zdobyć. I zaprzyjaźniają się.
Autor w posłowiu opowiedział historię swojej przyjaciółki, Heidi, matki, żony, sportsmenki, świetnej narciarki, którą nagle zaczęły boleć plecy. Od tego się zaczęło, a historia skończyła się na jej pogrzebie, gdzie autor opowiedział historię ich przyjaźni. To go skłoniło do napisania tej powieści.

„Nigdy nie byłem świadkiem większej niesprawiedliwości” powiedział i chyba należy się z tym zgodzić. A także z tym, że trzeba dostrzegać piękno w każdej sekundzie życia, nie marnować ani chwili, bo przecież tak naprawdę jesteśmy tu tylko na chwilę. „Wszystko, o czym marzysz” pokazuje siłę miłości, przyjaźni i siłę woli, aby walczyć, nie poddawać się i każdy kolejny dzień odhaczać w kalendarzu, jako ten przeżyty, dobrze i z sensem. Bo przecież… lada moment wszystko może się skończyć. Polecam, mądra, miejscami zabawna, ciepła lektura nie tylko o tym, o czym marzysz, ale o tym, co tak naprawdę się liczy.

środa, 1 października 2014

Alice Clayton "Nie dajesz mi spać"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Pascal.


Jeśli jest się ładną babką zbliżającą powoli do trzydziestki, pracuje się w wymarzonym zawodzie, posiada się przyjaciółki w liczbie sztuk trzy, ukochanego kocurka i miłych sąsiadów gejów, to chyba powinno się być zadowolonym z życia? Caroline na pewno jest, chociaż brakuje jej czegoś jeszcze. I tu nie chodzi nawet o ukochanego faceta, jeden taki był, ale na siłę próbował ją zmieniać, formować wedle własnych upodobań i dziewczyna w końcu otrzeźwiała i zgłosiła stanowcze veto. Potem były nieliczne i niezbyt udane przygody, a jedna z nich skończyła się tak, że od Caroline z krzykiem uciekł nie facet, lecz ten na O, który przecież lubiany jest przez każdą kobietę. Nie pomagały filmy z Georgem Clooneyem, wyobraźnia też nie dawała rady, dziewczyna popadała w coraz większą frustrację i w końcu poddała się, wierząc, że już nigdy nie osiągnie tego na O. 

Aż pewnego razu… a właściwie pewnej nocy obudziło ją… walenie. I nie mowa tutaj o ssakach pływających w oceanach, ale o sąsiedzie poczynającym sobie nieźle tuż za ścianą sypialni Caroline. Jego łóżko rytmicznie uderzało w cienkie (jak się okazało) przepierzenie dzielące oba mieszkania i dziewczyna miała okazję zapoznać się z wszystkimi damami (raczej nie serca), odwiedzającymi nieposkromionego sąsiada. Którejś nocy, doprowadzona do ostateczności bohaterka też dopuściła się walenia, tym razem w drzwi „pukacza” zza ściany. I od tego wszystko się zaczęło. Simon, oczywiście okazał się być bardzo dorodnym egzemplarzem gatunku, a w połączeniu z niewątpliwymi umiejętnościami, o których na razie Caroline przekonywała się za pomocą percepcji dźwiękowych, stał się obsesją dziewczyny i śmiało zastępował w nocnych marzeniach Clooneya. Jak się potem okazało, Dziewczynka w Różowej Piżamce (bo w takim właśnie stroju Caroline pojawiła się sławetnej nocy przed drzwiami Simona) również stała się obsesją mężczyzny, któremu do tej pory związki nie wychodziły i wolał stosować zasadę friends with benefits. 

Czy dalej będzie wierny tym przekonaniom, czy odważy się uwierzyć, że czasami zdarza się miłość taka, jak u jego rodziców? Czy Caroline, kilka razy zraniona, będzie umiała zaufać mężczyźnie, który miał swój osobisty „haremik”. Czy złośliwiec na O wreszcie powróci i porwie dziewczynę falą szaleństw i namiętności? 

Oczywiście na wszystkie pytania znajdziecie odpowiedzi, bo to książka, która ma bawić, a nie stawiać egzystencjalne zagadnienia. Jest to typowy chick-lit, mamy tutaj młodą kobietę,  aktywną zawodowo, przyjaciółki, kota, gejów i ostrego zawodnika. Wszystko okraszone sporą dawką humoru, mniej lub bardziej subtelnego i kilkoma gorącymi scenami seksu. Akcja toczy się dynamicznie, a opisy miłosnych zmagań są napisane na zmianę humorystycznie i nawet nieco poetycko. Dlatego uważam, iż „Nie dajesz mi spać” Alice Clayton to udana komedia romantyczno-erotyczna, przy której można się całkiem nieźle bawić. Polecam, typowa rozrywkowa lektura.

środa, 29 stycznia 2014

Trzecia gwiazda

Ostatnio, z racji tego, że cierpię na bezsenność i zrobiłam sobie przerwę w pisaniu, oglądam filmy. I wczoraj w nocy (a właściwie dzisiaj), obejrzałam jeden z wcześniejszych filmów z Benedictem Cumberbatchem (bo żadną tajemnicą jest to, że mam teraz fazę na tego aktora). 
Film "Trzecia gwiazda" powstał w 2010 roku i opowiada historię czterech młodych mężczyzn, którzy przyjaźnią się od lat. Jeden z nich, James, umiera na mięsaka. I postanawia, wraz z kumplami wyruszyć w podróż do zatoki, gdzieś na końcu świata, gdzie niegdyś wspólnie spędzali wolny czas.
Cała czwórka rusza w podróż, podczas której wszyscy dowiedzą się czegoś więcej na swój temat i będą musieli stawić czoło śmierci, która czai się tuż za Jamesem.
Historia wzruszająca, ale i miejscami zabawna. Finał bardzo porusza, łzy lały mi się strumieniami. Dawno nie wzruszyłam się aż tak na żadnym filmie.
Jasne, że obejrzałam ten film tylko ze względu na Cumberbatcha, ale cieszę się, bo dzięki temu spotkałam się z obrazem, który naprawdę wstrząsnął moim sercem. Zachęcam Was do obejrzenia i warto przygotować paczkę chusteczek.



wtorek, 17 września 2013

Mhairi McFarlane "Nie mów nic, kocham cię"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Pascal.
 
Rachel i Ben, Ben i Rachel. Wszyscy studiujący z nimi przyzwyczaili się, że ta dwójka przyjaciół nigdy się nie rozstawała. Wspólne imprezy, wspólna nauka, wspólne przeżywanie porażek i niepowodzeń, dzielenie się tajemnicami, komentowanie nieudanych randek. Przyjaźń na wieki? Chyba nie.
Teraz Rachel jest po trzydziestce, właśnie rozstała się z narzeczonym, z którym była przez ostatnie trzynaście lat, a od dziesięciu lat nie widziała swojego najlepszego przyjaciela, Bena. Co tak naprawdę wydarzyło się dekadę temu? Czy było to coś, co nie pozwoliło młodej kobiecie ułożyć sobie życia i wspólnie budować przyszłości z Rhysem? Lecz chyba nadszedł czas na rozliczenie się z przeszłością, bo oto do Manchesteru wraca… Ben. Rachel zdaje sobie sprawę, że jej uczucie do tego zniewalającego mężczyzny nie minęło, że cały czas się oszukiwała, pozwalała, żeby ślepy los decydował za nią, aby kto inny podejmował decyzje. Właśnie z tym dziewczyna ma największy problem. Ze zmianami, z pójściem za głosem serca, nawet, jeśli wiązałoby się to z poważnymi konsekwencjami. Jak długo ma zamiar się oszukiwać? Chyba nadszedł czas, aby posłuchać tego, co w duszy gra. Lecz… czy nie jest za późno? Bowiem okazuje się, że Ben wrócił do miasta z żoną. Olivią. Bogatą, piękną i inteligentną.
Drogi dawnych przyjaciół krzyżują się i powoli okazuje się, że zarówno jedna, jak i druga strona nie była w stanie tak do końca o sobie zapomnieć. W książce „Nie mów nic, kocham cię” autorstwa Mhairi McFarlane poznajemy losy Bena i Rachel, pary, która przez ponad dziesięć lat żyła w ułudzie, kłamstwie i swojej własnej rzeczywistości. Autorka pokazuje, jak proste niedomówienia, brak porozumienia i zwykły ludzki strach przed zmianami powodują, że czasami można swoje życie przeżyć obok. I jak łatwo można przegapić prawdziwe uczucie, druzgocące, paraliżujące, a jednocześnie cudowne i porywające.
W powieści poznajemy obecne losy tej pary, a także cofamy się w przeszłość, aby zobaczyć jak rozwijała się ich przyjaźń i do czego ich to zaprowadziło. Książka napisana jest prostym, energicznym językiem, zawiera wiele kąsków humorystycznych, a także duże pokłady romantyzmu, który sprawia, że powieść wciąga i wywołuje szereg emocji. Bohaterowie czasami doprowadzają do szału, bo mamy okazję „słyszeć” ich myśli, a te często nie idą w parze z wypowiadanymi słowami. Wszystko byłoby o niebo łatwiejsze, gdyby czasami więcej mówili, a mniej myśleli. Jednak wówczas fabuła nie byłaby tak zagmatwana, a jednocześnie pasjonująca.
„Nie mów nic, kocham cię” to prawdziwa uczta dla wielbicielek romansów, ale takich ciekawie skonstruowanych, nie sztampowych, z przesłaniem , nutką humoru i bohaterami z krwi i kości, z całym ich bagażem doświadczeń i wszelkimi wadami, jakie posiadają zwykli ludzie. Polecam, świetna lektura.


czwartek, 14 marca 2013

W szpilkach od Manolo, premiera w maju:) Wydawnictwo Novae Res.

Oto jest, okładka mojej najnowszej powieści :)






OPIS:



Komedia, miejscami poważna

Kryminał, czasami niepoważny

Romans, całkiem serio!



Liliana ma trzydzieści pięć lat, kocha koty, wysokie szpilki i swoje auto. Posiada także kilka niegroźnych obsesji i bardzo wybujałą wyobraźnię. Pracuje w korporacji, ale ma dość wyścigu szczurów. Gdy pewien denerwujący przystojniak zajmuje jej miejsce parkingowe, Lilka nie zdaje sobie sprawy, że już wkrótce znajdzie się na celowniku. Tajemniczego Michała, irytującego Sekuli, a także pewnego socjopaty, który bardzo nie lubi pyskatych „młodych gniewnych”. Tajemnicze kartki z numerkami, porwania, szalone przyjaciółki, pragnąca zięcia Mamulka, znienawidzone korpo i… gorrrący romans. Wszystko to sprawi, że na punkcie „W szpilkach od Manolo” dostaniecie prawdziwego bzika!

A Mariola Zaczyńska tak pisze o tej książce:


Powieść "W szpilkach od Manolo"  przywraca wiarę w polską komedię romantyczną, w to, że może być śmiesznie! Tak, jak w komedii powinno być! Kreuje też nowy typ bohaterki: kobiety silnej, panującej nad swym życiem i nieco grzesznej. Mocną stroną powieści są brawurowe dialogi i cięte riposty, a wątek sensacyjny to już znak rozpoznawczy autorki. Polecam! Ja przy "Szpilkach..." bawiłam się świetnie.

piątek, 1 marca 2013

Mariola Zaczyńska "Szkodliwy pakiet cnót"


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Prószyński i S-ka.


Czy jest jakiś przepis na wciągającą obyczajowo-kryminalno-komediową powieść? Na pewno potrzebujemy wyrazistych bohaterów, takich z krwi i kości, z których każdy ma swoją historię i to nie do końca szczęśliwą. Lub zabawną. Ale na pewno bardzo życiową, taką, z którą czytelnik będzie się mógł utożsamiać. Do tego niezbędna jest historia z wątkiem kryminalnym i jakąś tajemnicą w tle. To niewątpliwe urozmaici akcję i nada jej pociągającego smaczku. Jeśli jeszcze tu i ówdzie pojawi się gorące uczucie, sercowe rozterki i pragnienia, to cała opowieść zyskuje na stronie emocjonalnej. Do tego żywy humor i błyskotliwe dialogi i mamy gotową receptę na wciągającą i rozrywkową powieść. 

W najnowszej książce Marioli Zaczyńskiej „Szkodliwy pakiet cnót” na pewno występują te wszystkie elementy, ale autorka posunęła się nieco dalej. Bo bohaterowie to nie tylko pozytywne postaci, w tej opowieści występują również ci stojący po ciemnej stronie mocy (a raczej prawa). Jest wiele złamanych serc, ale jest także chora i niebezpieczna miłość, toksyczni ludzie niszczący innych, twarde i odważne kobiety, które tak naprawdę chcą być po prostu kochane i złamani życiem faceci, którzy ciągle mają nadzieję na drugą szansę.

Akcja powieści toczy się w Siedlcach, podczas Offowego Tygodnia Mody. Kalina Mentlewicz zostaje wysłana do tego miasta na wschodzie Polski przez znienawidzoną naczelną. Jednocześnie czuje, że jej związek z Markiem to równia pochyła i już wkrótce ta miłość poleci na łeb na szyję. Nie wie jeszcze, że przyjeżdżając do Siedlec trafi nie tylko na gromadę wychudzonych modelek, ale także znajdzie się w samym środku kryminalnej zagadki, pozna tajemnicę starej kamienicy, a także odkryje wiele innych sekretów przeszłości, bardzo ponurych i bolesnych.

„Szkodliwy pakiet cnót” to prawdziwy rollercoaster, zarówno fabularny, jak i dialogowy. Dzięki inteligentnemu humorowi, świetnie zarysowanym bohaterom i zaskakującej fabule powieść stanowi prawdziwą chrapkę dla wszystkich, którzy cenią właśnie takie elementy w książce. Napisana sprawnie, wciągająco i przemyślanie. I pamiętajcie, to nie tylko komedia z wątkiem kryminalnym, jest tu o wiele więcej wątków, które z tymi dwoma gatunkami nie mają nic wspólnego. To sprawia, że książka zyskuje w odbiorze i sprawia, że trudno się od niej oderwać. Gorąco polecam.