niedziela, 10 listopada 2019

Belle Aurora "Dirty"

„Dirty” to drugi tom serii Raw Family autorstwa Belle Aurora. Głównym bohaterem tutaj jest Julius, przyjaciel Twitcha - głównej postaci z pierwszej części. 

Julius wciąż przeżywa śmierć przyjaciela i wraz z Ling nadal prowadzi swoje interesy polegające na wykonywaniu zleceń dla zorganizowanych grup przestępczych, w tym włoskiej mafii. Właśnie z jednym zleceń wiąże się fabuła tego tomu. Julius ma znaleźć zabójcę niejakiego Raula Mendozy, na zlecenie mafijnej rodziny Castillo. Córka szefa mafii - Alejandra jest w związku z synem drugiego rodu mafijnego-Dino Gambino. Wszyscy wierzą, że dziewczyna jest w udanym i szczęśliwym związku, jednak to tylko maska, fasada, która niebawem runie z wielkim hukiem. Młoda kobieta od lat jest w rękach męża i jego brata, który często znęca się nad nią i gwałci na oczach małżonka i ku jego wielkiemu zadowoleniu. I kiedy myśli, że nic już jej nie uratuje, wpada na iście szatański plan, który pozwoli jej uwolnić się od dwóch katów. Julius zostanie wciągnięty w sam środek tej rozgrywki pomiędzy włoskimi rodami mafijnymi i wszystko byłoby dobrze, gdyby jednocześnie nie zostało zaangażowane w to jego serce, które zacznie mocniej bić dla młodej i skrzywdzonej Any.
Jednocześnie obserwujemy działania Twitcha, który oczywiście żyje i próbuje odkręcić wszystko, aby móc wrócić do żony i syna. Działając potajemnie, jednocześnie pomoże Juliusowi i Anie zakończyć i rozwiązać ich sprawy.

Ta część podobała mi się bardziej niż tom pierwszy, może dlatego, że bohaterka kobieca nie była wykreowana na niestabilną irytującą dziewczynę, która nie wie czego chce i zachowuje się irracjonalnie. Ana przeszła piekło, ale jest w miarę zorganizowana i stara się utrzymać na powierzchni. Poza tym w tym tomie jest o wiele więcej akcji sensacyjnej, co także wielce przypadło mi do gustu.

Oczywiście tę historię trzeba czytać po lekturze tomu pierwszego, aby zrozumieć wszystkie wątki.

Tymczasem nie pozostaje nic innego, jak czekać na tom trzeci, który zakończy tę trylogię i zamknie (mam nadzieję) wszystkie elementy fabuły. Polecam.


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Niezwykłego.

czwartek, 7 listopada 2019

Jakub Żulczyk "Czarne słońce"

Kiedy sięgałam po „Czarne słońce” - najnowszą powieść Jakuba Żulczyka, po części byłam przygotowana na specyficzny język i formę, które poznałam już przy okazji lektury „Wzgórza psów” czy „Ślepnąc od świateł”. Jednakże to były tylko moje osobiste nadzieje, że wiem wszystko, że znam sposób tworzenia obrazów, a nade wszystko postaci przez tego pisarza. Rzeczywistość przeszła moje oczekiwania i nie mogę powiedzieć, że jestem z tego powodu rozczarowana czy niezadowolona. Raczej pogruchotana emocjonalnie, zachwycona, przerażona, a w głowie mam papkę zamiast mózgu, którą próbuję poskładać do kupy i wyartykułować parę składnych zdań na temat tej powieści.

Nie będę tutaj pisać żadnych streszczeń, bo tego nie da się opowiedzieć w kilku zdaniach krótkiej subiektywnej czytelniczej opinii. Akcja rozgrywa się w niedalekiej przyszłości, kiedy nie ma już Polski, jest za to Wielka Polska, rządząca przez Ojca Premiera. Ugrupowania katolickie w całości przejęły władzę nad krajem, Polska nie jest już członkiem Unii Europejskiej, a religia stała się główną tezą, myślą przewodnią i konstytucją państwa. Główną postacią, wokół której rozgrywają się wydarzenia, jest niejaki Gruz, neonazista, członek i założyciel ugrupowania Prawdziwy Faszyzm. Wraz z Suchym, Gwiazdą, Burzymem, Mengelem i resztą wykonują rozkazy swojego przywódcy, Damiana, który nakazuje im rozprawić się z zamkniętym obozem dla „ciapatych” czyli uchodźców. Wszystko idzie według planu, jednak krwawa, a właściwie ognista jatka, niesie za sobą poważne konsekwencje. Które będzie musiał ponieść Gruz. Zostaje dostarczycielem ważnej przesyłki, do rąk własnych Ojca Premiera, a przesyłką tą okazuje się być młoda Arabka i jej mały synek. Faszysta-Gruz musi zrobić wszystko, aby przewieźć ich przez pół kraju, gdzie każdy ma prawo strzelać do „ciapaka” i w imię Chrystusa Króla może zrobić z nimi co zechce. I to jest ta część książki, którą w sumie łatwo zreferować i gdyby dodać do tego ogrom scen przemocy, drastycznych opisów upadku ludzkości, myśli i pragnień głównego bohatera, mielibyśmy dystopijną historię końca moralności, empatii i zrozumienia. Ale do tego dochodzi to drugie dno, spojrzenie autora na świat i na to co się dzieje z drugiej strony, kiedy realizm zaczyna przeplatać się z tym, co roi się w umyśle Gruza, co szykuje się tuż obok. Młoda Arabka i jej synek. Kim są? Jaka jest ich misja? Czy główny bohater jest w stanie zapomnieć o nienawiści, którą mu wpajano od najmłodszych lat? Ech, pytań jest ogrom, a gdybym chciała napisać o tym wszystkim, co mam w głowie po lekturze „Czarnego słońca”, ta recenzja miałaby z dziesięć stron. 

Podsumowując: książka Jakuba Żulczyka jest powieścią o miłości, o końcu świata, o walce z Antychrystem, o wierze w człowieka, nie w żadnego boga, czy kościół. W to, że coś w nas jeszcze tkwi, jakiś pierwiastek dobra i może nie wszystko jest stracone.

Czasami obrazoburcza, na pewno drastyczna, bolesna, wciągająca, miejscami zabawna ( no co? mam poczucie humoru podobne do Gruza), książka-podróż, gdzie mamy tak naprawdę czterech głównych bohaterów: Gruza, Alfę, Nehlę i Jakuba Żulczyka. Powieść, którą należy czytać na raty, bo zbyt duże nasycenie emocjami, myślami, brudem, krwią, nienawiścią i miłością, może sprawić, że będziemy wyłączeni z życia na jakiś czas.  Dla mnie numer jeden. 
      
                                               ***

„Nienawiść da ci siłę, jeden z drugim, żebyś zrobił rozbieg i uderzył głową w ścianę, ale tylko miłość sprawi, że ta ściana pęknie.”
*
„- Nie. Nieprawda. - Blondyn się zaperza. - To wymaga pokonania wielkiego lęku. Zrobienie tego, o czym mówię, zajrzenie w otchłań.
- Chyba w otchłań twojej leniwej dupy  - odpowiada Alfa, a ja parskam brechtem, fajnie mi, bo przecież wiadomo od kogo podłapał te teksty, od kochanego wujka Gruza.”
*

„Przyniosłem wam miłość, a wy mnie zabiliście, co więcej, zrobiliście sobie święty symbol z narzędzia, którym mnie zabito. Gdybyście mnie utopili, to teraz modlilibyście się do garnka z wodą?”



piątek, 1 listopada 2019

Alex North "Szeptacz"

„Szeptacz” to kolejny thriller, który ostatnio wylądował na moim tablecie, w ramach abonamentu Legimi. Często tak mam, że wpadam w fazę thrillerów, romansów, sensacji czy kryminałów i czytam ciągiem książki z danego gatunku.
„Szeptacz” znalazł swoje miejsce w moim ciągu „thrillerowym” i chociaż czytałam go dość długo (wyjazdy, targi książki, etc.), to muszę przyznać, że całkiem niezły to był dreszczowiec.

Tytułowy Szeptacz to seryjny morderca chłopców, który odsiaduje swój wyrok w więzieniu. Jednak pojawia się nowy drapieżnik i władze nie wiedzą, kim on może być. Naśladowca? Fan? A może ktoś o wiele lepszy, szybszy, bardziej niebezpieczny?
Jednocześnie śledzimy losy znanego pisarza, Toma Kennedy’ego, który wraz z synkiem Jakiem zmienia miejsce zamieszkania i wprowadza się do domu w owianym złą sławą miasteczku, z którego pochodził sławny seryjny zabójca. Tom ma problem z synkiem, który po dramatycznej śmierci matki zaczyna się dziwnie zachowywać. Ciągle mówi sam do siebie, a kiedy znajduje się sam, wygląda tak, jakby z kimś rozmawiał. Tom nie wierzy w duchy, ale… Czy to co siedzi w głowie chłopca, w jego wspomnieniach, może okazać się prawdą? A czy Szeptacz istnieje naprawdę, czy Jake wie, kto z nim rozmawia, czy zło uderzy ponownie?

Nieco rozczarowało mnie jednakże zakończenie, za szybko, za łatwo, zbyt oczywiście. Ale mimo tego oceniam tę lekturę na niezłą.

„Szeptacz” to, mimo wszystko, wciągający i mroczny thriller, który miejscami mocno oscyluje w kierunku horroru, a przynajmniej dreszczowca. Niektóre sceny sprawiają, że jeśli będziecie czytać tę książkę nocą, radzę sprawdzić, czy drzwi i okna są szczelnie zamknięte.

Polecam, na jesienne wieczory idealna lektura, aby się trochę bać. A właściwie nie trochę.


czwartek, 24 października 2019

Kathryn Croft "Poza kontrolą"

Kathryn Croft to brytyjska pisarka, specjalizująca się w thrillerach psychologicznych. „Poza kontrolą” to jej najnowsza powieść, która przenosi nas w świat zwykłych ludzi, gdzie dzieją się rzeczy wciągające bohaterów w labirynt niebezpiecznych zdarzeń.

Główna bohaterka, to dwudziestodziewięcioletnia Callie, która jest świeżo upieczoną żoną o dziesięć lat starszego Jamesa. Bardzo kocha swojego męża, ale w jego domu wszędzie czuje ślad po jego zmarłej ukochanej żonie. A najbardziej dają jej to odczuć dwaj dorastający synowie, Luke i Dillon. Chłopcy na każdym roku uprzykrzają życie swojej macosze, dając jej jednoznacznie do zrozumienia, że nie jest mile widziana w ich rodzinie. Zapracowany James zostawia swoją młodą żonę często samą w obliczu takich trudności wychowawczych, a przeszłość Callie i ciążące nad jej rodziną fatum choroby psychicznej, wcale nie ułatwia jej życia.

Callie wkrótce znajduje jedynego powiernika, który zdaje się ją rozumieć, a jest nim osiemnastoletni przyjaciel Dillona-Rhys, który coraz bardziej zbliża się do kobiety. Do czego zaprowadzi ta przyjaźń i jaką kaskadę dramatycznych zdarzeń uruchomi, musicie się przekonać sami. Wokół bohaterki gromadzą się ludzie, którzy wręcz dążą do jej upadku, a to co dzieje się w jej głowie, jeszcze bardziej pogrąża kobietę, zamieniając jej życie, a także jej bliskich, w koszmar.

„Poza kontrolą” to książka z gatunku tych, które bierzecie do ręki i nie odłożycie, dopóki nie poznacie rozwiązania i wyjaśnienia wszystkich wątków fabularnych. Od razu ostrzegam: NIE ZAGLĄDAJCIE na ostatnią stronę! Robiąc to, odbierzecie sobie niewątpliwą ucztę czytelniczą, której zakończenie jest literacką wisienką na torcie.

Polecam, doskonały thriller, z wyrazistymi bohaterami, całą gamą zawirowań akcji, irytującymi postępkami bohaterów i potężnym zaskoczeniem w finale. Warto!


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Burda Książki.

wtorek, 22 października 2019

Soren Sveistrup "Kasztanowy ludzik"

„Kasztanowy ludzik” to thriller Sorena Sveistrupa, scenarzysty znanego serialu „The Killing”, który także z wielkim zaangażowaniem obejrzałam. Z nie mniejszym przeczytałam tę pasjonującą książkę, od której nie sposób było się oderwać.

Kiedy w Kopenhadze zaczynają ginąć kobiety, a na miejscu zbrodni pojawia się kasztanowy ludzik, Naia Thulin już wie, że pojawił się nowy seryjny morderca. Kobieta nie jest zadowolona ze śledztwa, gdyż ma zamiar przenieść się do oddziału do walki z przestępstwami cybernetycznymi, ale najpierw musi dokończyć tę sprawę. Na dodatek dostaje do pomocy oficera łącznikowego Europolu, który został tymczasowo przeniesiony, a tak naprawdę usunięty ze sławnej jednostki. Mark Hess nie wydaje się być zainteresowany śledztwem, sprawiając wrażenie żyjącego we własnym świecie. Kiedy kolejna zbrodnia rzuca nowe światło na prowadzone śledztwo, Thulin i Hess wiedzą już, że sprawa jest o wiele bardziej zagmatwana. Ślad prowadzi do uprowadzonej przed rokiem dziewczynki, której poćwiartowanego ciała nigdy nie odnaleziono, a sprawca siedzi w zakładzie zamkniętym. Dziewczynka ta była córką minister szwedzkiego rządu, która za cel powzięła sobie walkę o prawa bitych i gnębionych dzieci. Jednak, jakie były motywacje pani minister? I czy jej córka na pewno nie żyje? I kto będzie kolejną ofiarą Kasztanowego ludzika?

Pytania zaczynają się mnożyć, tak samo jak tropy w śledztwie, a Mark Hess nie ustaje w staraniach, aby odkryć prawdę, chociaż ma praktycznie wszystkich przeciwko sobie. Musi sięgnąć daleko w przeszłość, do historii rodzeństwa, które spotkało na swej drodze potworów w ludzkiej skórze.

Książka jest zupełnie nieprzewidywalna, nieustanne cliffhangery sprawiają, że trudno ją odłożyć choćby na moment. A osoba sprawcy jest wielkim zaskoczeniem, co jeszcze bardziej podnosi wartość tej powieści, jako pełnokrwistego thrillera.

Polecam, dawno nie czytałam tak wciągającej, poukładanej, zaskakującej i mrożącej krew w żyłach powieści. Warto, dla fanów thrillerów wręcz pozycja obowiązkowa!




poniedziałek, 7 października 2019

Anna Szafrańska "Nasze wczoraj"

Anna Szafrańska to pisarka młodego pokolenia, która zadebiutowała  w 2015 roku książką „Widmo grzechu”. Ma na koncie siedem powieści i kilka antologii. Dała się poznać jako autorka oscylująca gatunkowo pomiędzy New Adult, romansem, a powieścią obyczajową.

Jej najnowsza książka, to „Nasze wczoraj”, będąca pierwszym tomem dylogii „Na zawsze”.
W tej historii autorka po raz kolejny pokazuje, jak umiejętnie potrafi żonglować emocjami czytelników, ukazywać zagmatwane losy bohaterów, przemycając jednocześnie proste prawdy.
Bohaterami powieści są młodzi ludzie, Łucja i Daniel, którzy stoją na progu dorastania. Daniel jest starszy od Łucji o trzy lata i czuje się za nią odpowiedzialny. Jako starszy brat nieustannie chroni Łucję przed światem i przed głupimi tekstami swoich kolegów. Kiedy Łucja zaczyna uczęszczać do tego samego liceum, co on, nie jest z tego faktu zbytnio zadowolony. I to nie ze względu na zwariowanych kumpli. Ze względu na siebie. Bo to, co czuje do Łucji, w niczym nie przypomina braterskiej miłości.

Od tego wszystko się zaczyna. Koszmar dwójki młodych ludzi, którzy męcząc się w poczuciu winy, zaczynają krzywdzić innych, a także samych siebie. Głównie robi to Daniel, rzucając się w ogrom tragicznych w skutkach posunięć, które sprowadzają na niego szereg zagrożeń i nieszczęść. Lecz pamiętajcie, w tej historii nic nie jest oczywiste, ani takie, jakie przewidywaliśmy już na początku.

W „Nasze wczoraj” autorka w sposób niezwykle subtelny, ale i bardzo dotkliwy pokazała ból niespełnionej miłości, zakazanej miłości, która nie ma prawa się wydarzyć. Jednocześnie naszykowała dla czytelnika szereg zaskakujących zwrotów akcji, które sprawiają, że lektura tej książki to swoisty rollercoaster, podczas którego różne scenariusze pojawiają się w głowie.

No i oczywiście należy wziąć pod uwagę, że to pierwszy tom dylogii, który zostawi nas z szeregiem pytań i z bardzo nisko opuszczoną szczęką.

Polecam serdecznie, jeśli lubicie nasycone emocjami historie, które wstrząsną, wzruszą i zdenerwują, to „Nasze wczoraj” jest dla Was.


czwartek, 3 października 2019

Tylko raz w roku... Zapowiedź

Ich miłość była prawdziwa. Tylko wydarzyła się w złym momencie...

Świat Eli w Wigilię legł w gruzach. Świat Kamila zawsze był chłodny, pusty i sztywny jak ręcznie tkany świąteczny obrus jego wyniosłej matki. Gdy przypadkiem wpadli na siebie w ten wyjątkowy grudniowy wieczór, oboje czuli, że wydarzył się cud jak z bożonarodzeniowych filmów.Ale magia świąt nie trwa wiecznie. Ela musi się mierzyć z problemami rodzinnymi, a Kamil – stawić czoła zaborczej matce, która wie jedno: ukochany syn zasługuje na kogoś lepszego. Co roku, w Wigilię, wracają jednak – przynajmniej myślą – do miejsca, w którym spotkali się po raz pierwszy.Choć żadne z nich nigdy wcześniej nikogo tak nie kochało, ich uczucie może się okazać nie dość silne w starciu z prozą życia. Chyba że zdarzy się kolejny cud. W końcu kiedy, jeśli nie w Gwiazdkę?



Premiera: 30.10.2019

Prapremiera: Targi Książki w Krakowie

Przedsprzedaż: Empik.com


niedziela, 22 września 2019

Kelsey Miller "Przyjaciele. Ten o najlepszym serialu na świecie"

Jeśli ktoś nie słyszał o serialu „Przyjaciele”, z pewnością przez ostatnie dwie i pół dekady musiał żyć w jaskini, albo w jakimś odosobnieniu. Nawet, jeśli nie należeliście do fanów szóstki przyjaciół z Nowego Jorku, to i tak na pewno oglądnęliście któryś z odcinków dziesięciu sezonów tego niezwykle popularnego serialu.

W tej chwili, dokładnie w 25. rocznicę premiery pierwszego odcinka, pojawiła się książka, będąca ukoronowaniem ćwierćwiecza istnienia „Przyjaciół”. Książka, która ukazuje genezę tworzenia seriali w amerykańskim przemyśle telewizyjnym, przedstawia jak doszło do powstania „Przyjaciół”, z jakimi trudnościami zmagali się twórcy. Możemy także poznać historię każdego z szóstki aktorów i aktorek, grających główne role w tej serii, jak w ogóle do tego doszło, że zagrali w tym kultowym serialu. Kelsey Miller, autorka książki, zdradza, że rola Rossa została napisana specjalnie dla Davida Schwimmera, a aktor grający Chandlera na szczęście stracił rolę w poprzednim zakontraktowanym serialu. Książka obfituje w szereg cennych dla fanów informacji, przedstawia drogę szóstki aktorów na szczyt, opowiada o tym, jak praktycznie z dnia na dzień przestali być anonimowi i jak sobie radzili z nieoczekiwaną popularnością.

W tym wydaniu znajdziecie także zdjęcia z planu, z premier i wiele niesamowitych historyjek, dodających smaczku ulubionej serii.

Jako wielka fanka „Przyjaciół” musiałam mieć tę książkę u siebie, stanowi ona doskonałe uzupełnienie dziesięciosezonowej serii Tego najlepszego serialu na świecie.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa SQN.

piątek, 13 września 2019

Samantha Towle "River"

Uwielbiam takie momenty: zaczynasz wieczorem czytać książkę i nagle… BACH! trzecia nad ranem. A ty kończysz czytać książkę.
Tak właśnie było z tytułem „River”, autorstwa Samanthy Towle.
To jedna z tych pozycji, których po prostu nie da się odłożyć.

Historia poharatanej przez życie pary rozbitków, którzy w małym teksańskim miasteczku trafiają na siebie i odnajdują odrobinę wytchnienia. A także znajdują coś o wiele więcej. Trudną przyjaźń. I wielką miłość.

Annie tkwi w siedmioletnim związku z potworem. Jest bita, gwałcona, poniewierana. Zgłaszanie na policję nic nie daje, po potwór… jest właśnie stróżem prawa. Poważanym i nagradzanym. Kiedy młoda kobieta dowiaduje się, że jest w ciąży, postanawia zawalczyć o swoje dziecko. Zmienia swoją tożsamość i ucieka. Schronienie znajduje jako Carrie w małym gorącym miasteczku w Teksasie. Zamieszkuje w starym domu i próbuje na nowo zbudować swoje życie. I siebie samą. Powoli uczy się jak funkcjonować wśród ludzi, zaczyna pracę w kawiarni i odbudowuje całkowicie zdruzgotaną pewność siebie. Ta na bank będzie jej potrzebna, gdyż jej najbliższym sąsiadem jest miasteczkowy dziwak. Wysoki, przystojny i kompletnie pokręcony River Wild, o którym krążą w miasteczku okropne plotki.

River mieszka w domu po babci, wychodzi  niego tylko wtedy, kiedy musi. Pracuje w zaciszu swojego azylu i kiedy obok wprowadza się rudowłosa nieznajoma, która już pierwszego dnia zakłóca jego spokój, jest bardziej niż wkurzony. Swoją niechęć wyraża w mało cenzuralnych słowach, ale sąsiadka zdaje się tym wcale nie przejmować.
Wkrótce zbliżają się do siebie, a ich ostre wymiany zdań stają się początkiem czegoś, co Carrie nazwie przyjaźnią, a River zbiegiem okoliczności. Jednak mężczyzna wie, że wcale tak nie jest. Lecz wie także, że skrywa sekret zbyt okrutny, aby móc się nim kiedykolwiek z rudowłosą z sąsiedztwa podzielić. Poza tym jego życie skupione jest na pewnej misji, którą musi wykonywać z zimną krwią i zimnym sercem, które niebezpiecznie się ociepla, kiedy tylko Carrie znajdzie się w pobliżu. 

Dziewczyna potrzebuje spokoju i stabilizacji, jednak River to chodząca tykająca bomba, która wybucha w zupełnie niespodziewanych momentach.
Lecz serce Carrie mówi całkiem co innego, że to właśnie jego potrzebuje i że to właśnie on jest jej bezpieczną przystanią. Która, nawiasem mówiąc, będzie jej bardzo potrzebna, bo przeszłość uderzy w uciekinierką całą mocą.

„River” to wciągająca opowieść o ludzkich tragediach, bolesnych i niewyobrażalnie strasznych. To historia zagubienia, pragnienia normalności i zrozumienia. To także opowieść o pięknej miłości, która rodzi się z trudnej przyjaźni.

I od razu ostrzeżenie: jeśli macie słabe nerwy, to zastanówcie się nad lekturą! Ostatnie strony potrafią doprowadzić do palpitacji serca!


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Niezwykłego.

niedziela, 8 września 2019

Alicja Sinicka "W jego oczach"

Alicja Sinicka to młoda stażem autorka, która zdobyła serca czytelniczek debiutancką powieścią „Oczy wilka”.

Historia tajemniczego Artura Mangano i Leny od samego początku naznaczona była sekretami z przeszłości, niedopowiedzeniami i atmosferą rodem z psychologicznego thrillera. A teraz autorka funduje nam dalsze losy tej niecodziennej pary i ponownie zabiera nas do małej miejscowości nad jeziorem i do imponującej posiadłości rodziny Mangano.
Lena zdaje się być szczęśliwą narzeczoną Artura, który wydaje się nie widzieć świata poza swoją dziewczyną. Lecz mężczyzna nie jest w stanie tak do końca się otworzyć przed ukochaną, uznając, że są pewne rzeczy, którymi nie musi dzielić się z Leną. Właśnie ta dziwna rezerwa i tajemniczość denerwują bohaterkę, a kiedy wokół niej zaczynają się dziać dziwne i niepokojące rzeczy, Lena zaczyna wątpić w szczerość słów Artura. A także we własną poczytalność. A co, jeśli jest chora, tak samo jak jej ciotka?

Dziewczyna znajdzie się w samym środku szalonej intrygi, a miłość jej i Artura Mangano po raz kolejny napotka na swojej drodze ogrom przeciwności i zagrożeń.
Natomiast końcówka pozwala domniemywać, że to jeszcze nie koniec tajemniczej historii Leny i Artura.


Muszę przyznać, że autorka ma niezłe pomysły, aby zagmatwać fabułę i zarzucić czytelnika pytaniami bez odpowiedzi. Są jednak pewne rzeczy, które wpłynęły na moją nieco niższą ocenę tej książki, niż tomu pierwszego, który podobał mi się bez żadnych większych zastrzeżeń. Przede wszystkim irytowało mnie to, że zamiast prowadzić dialog pomiędzy bohaterami, autorka zdecydowała się na opisywanie ich wzajemnych interakcji. Straciło to nieco na dynamice i nie pozwoliło się wczuć w sytuację bohaterów. Wolę jednak emocjonalne dialogi, niż opisy tego co kto powiedział i co czuł. Nie zmienia to faktu, że to ciekawie napisana książka i jeśli czytaliście tom pierwszy, na pewno powinniście sięgnąć po „W jego oczach”. No i oczekiwać na to, co jeszcze autorka zafunduje bohaterom w tomie trzecim, który według mnie powinien powstać.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Kobiecego.

czwartek, 29 sierpnia 2019

Helen Hoang "Więcej niż pocałunek"

Może ktoś powie, że romanse są przewidywalne, ale mi to w niczym nie przeszkadza. Czasami lubię przeczytać dobrze skonstruowaną historię miłosną, która w jakiś sposób przenosi mnie na jakiś czas w inny świat i pozwala poczuć się, jak bohaterka romantycznej historii o wielkiej miłości. A jeśli ta historia pokazuje jeszcze zmagania bohaterów nie tylko z przeciwnościami losu, ale i własnymi blokadami, niejednokrotnie psychicznymi, tym bardziej chętnie po nią sięgam.

Tak właśnie było z książką Helen Hoang, zatytułowaną „Więcej niż pocałunek”.
Główna bohaterka to trzydziestoletnia analityczka, specjalistka od ekonometrii, Stella, zatrudniona w jednej z korporacji w Dolinie Krzemowej. Jest samotniczką, w całości oddaną pracy, zupełnie nie wychodzą jej kontakty z płcią przeciwną. Do tej pory miała trzech partnerów seksualnych i za każdym razem była to totalna katastrofa. Jej matka notorycznie ją próbuje swatać i nieustannie dopytuje o wnuki. Stella ma tego dość. Zgłasza się wobec tego do agencji towarzyskiej i zatrudnia niejakiego Michaela, jako mężczyznę do towarzystwa, aby ten pokazał jej, jak należy postępować z płcią przeciwną. Michael okazuje się być niebywale przystojnym i elokwentnym facetem, o sprawnych dłoniach i pięknym zapachu. To dla Stelli jest niezwykle ważne, gdyż kobieta ma zespół Aspergera, które to schorzenie w znaczny sposób utrudnia jej funkcjonowanie wśród ludzi. Wkrótce okazuje się, że bliskie towarzystwo Michaela bardzo jej odpowiada, jego dotyk jest przyjemny, a jego pocałunki nie wzbudzają w niej obrzydzenia, a wręcz przeciwnie. Stella powoli odkrywa w sobie potrzeby, o których nie miała pojęcia, a Michael zdaje się być jedynym mężczyzną, który może te potrzeby zaspokoić. Jednak chłopak skrywa pewną tajemnicę i choć zauważa, że zaczyna coś czuć do Stelli, to zdaje sobie sprawę, że w żadnym razie nie jest dla niej odpowiednią partią.

„Więcej niż pocałunek” to pełna niedomówień i sekretów historia miłości pary, którą na pozór nic nie łączy. Ukazuje także problemy osób z Aspergerem i sposób takiego postępowania z nimi, aby jak najbardziej uszanować ich potrzeby, nawyki i zachowania. 


Książka to idealna lektura na letni wieczór, romantyczna historia miłosna, okraszona dość śmiałymi scenami seksu. Czyta się ją szybko i sprawnie. Fajna opowieść o miłości, która jest w stanie pokonać wszelkie przeszkody i uprzedzenia. Polecam.


niedziela, 25 sierpnia 2019

Wojciech Chmielarz "Rana"

Swego czasu z wielkim zapałem oglądałam dwa polskie seriale kryminalne, były to „Belfer” i „Pułapka”. Zbliżone do siebie tematyką i środowiskiem, w jakim rozgrywała się akcja, stanowiły świetne połączenie historii kryminalnej i psychologiczno-obyczajowej. Bohaterami byli młodzi ludzie, uwikłani w koszmarny świat dorosłych. Podobną stylistykę i tematykę odnajdziemy w najnowszej książce Wojciecha Chmielarza, zatytułowanej „Rana”.

Akcja powieści rozgrywa się w warszawskiej prywatnej szkole podstawowej. Główna bohaterka to Klementyna, podstarzała nauczycielka matematyki, która dostaje wymarzony etat w prywatnej placówce. Kobieta chowa głęboko tragiczne wydarzenia z przeszłości i ma nadzieję, że nikt nie pozna jej sekretu. Szkołą zarządza nieco kontrowersyjna pani dyrektor, której mąż, a jednocześnie współwłaściciel podstawówki, nie ma z żoną zbyt dobrych stosunków. Ich córka, Karolina, uczy się w ósmej klasie i próbuje być buforem pomiędzy wiecznie kłócącymi się rodzicami. Kiedy koleżanka z klasy-Marysia, rzuca się pod pociąg, dyrektorka szkoły obawia się o losy placówki. A gdy jedna z nauczycielek języka polskiego, Elżbieta, znika, rozpoczyna się prawdziwe szaleństwo, w którym biorą udział: Klementyna, dziwny, nieco upośledzony uczeń-Gniewek, jego starszy brat, Sławek i zakochana w nim Karolina. Plejada postaci jest różnorodna, a tajemnice, które każda z nich skrywa, łączą się w niespodziewaną całość i prowadzą do dramatycznego finału.

Autor pokazuje świat współczesnych nastolatków, rodziców zapatrzonych tylko we własne interesy i pragnienia, sekrety, które każdy z bohaterów skrywa bardzo głęboko. Przedstawia także jak na życie dzieci wpływają rodzice, jak zachowują się dzieci bite i gnębione przez najbliższych i kiedy przemoc staje się ich codziennością, w kompletny sposób zaciera poczucie i potrzebę trzymania się w granicach człowieczeństwa.


„Rana” to historia obyczajowo-kryminalna, która wciąga od pierwszej strony i przez cały czas trzyma w napięciu, aż do zaskakującego końca. Wyraziści bohaterowie, odważne sceny, prawdziwe problemy, okrutny świat dorosłych, w którym tak trudno dorastać młodym ludziom. Polecam, świetna książka, od której trudno się oderwać!

sobota, 24 sierpnia 2019

Mark Langthorne i Matt Richards "Somebody to Love"

Pamiętam, że pierwszy raz usłyszałam „Radio GaGa” w wieku 9 lat. Od tamtej pory muzyka zespołu Queen towarzyszyła mi niemal przez całe życie. Przeniknęła do otaczającego mnie świata i stała się jego częścią. I to nie dlatego, że byłam jakąś zagorzałą fanką. Nie. Po prostu wrosła niejako do pop-kultury i chyba musiałabym mieszkać w dżungli, aby nie słyszeć o Freddiem Mercurym i nie znać piosenek zespołu Queen. Pamiętam także news donoszący o śmierci charyzmatycznego wokalisty i o tym, iż umarł pokonany przez AIDS.
Teraz w moje ręce trafiła książka traktująca o fenomenie zespołu Queen i samego Mercury’ego, którą mogę nazwać biografią i dokumentem w jednym.
W „Somebody to Love” Mark Langthorne i Matt Richards opisują nie tylko początki muzyczne niejakiego Farrokha Bulsary, znanego wszystkim jako Freddie Mercury. Wprowadzają nas w świat rocka, szołbiznesu, układów, zasad, pokazują jak działa świat wielkich pieniędzy i muzyki. A także opisują w sposób rzetelny i przystępny drogę wirusa HIV, który pojawił się wśród ludzi już na początku XX wieku. 
Ta pozycja to nie tylko biografia najpopularniejszego zespołu z niezwykle charyzmatycznym liderem, który stał się ikoną naszych czasów. To także opowieść o trudnej drodze do sławy, o niezwykłej determinacji, która szła w parze z talentem, o poszukiwaniu własnej tożsamości, o zagrożeniach i wreszcie o pokusach, którym trudno się oprzeć.
Książka jest obszernym, ale przystępnie napisanym materiałem, czyta się ją szybko i z nieustającym zainteresowaniem. Okraszona jest licznymi fotografiami Freddiego i całego zespołu, począwszy od najwcześniejszych lat, kończąc na zdjęciach zrobionych krótko przed śmiercią idola.
Polecam to wydanie, nie tylko wiernym fanom Queenu, ale także wszystkim, którzy chcą się dowiedzieć czegoś więcej o tym, który uparł się, aby połączyć rock z operą i stworzył największe dzieło wszechczasów, które na zawsze pozostanie w czołówce najwspanialszych utworów rockowych. Mówię oczywiście o wspaniałym kawałku „Bohemian Rapsody”. A do czego odnosi się tytuł książki? Chyba to pragnień samego Freddiego, który koniecznie chciał mieć kogoś, aby go kochać. I nieustannie tego kogoś szukał.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Zysk i S-ka.