niedziela, 22 września 2019

Kelsey Miller "Przyjaciele. Ten o najlepszym serialu na świecie"

Jeśli ktoś nie słyszał o serialu „Przyjaciele”, z pewnością przez ostatnie dwie i pół dekady musiał żyć w jaskini, albo w jakimś odosobnieniu. Nawet, jeśli nie należeliście do fanów szóstki przyjaciół z Nowego Jorku, to i tak na pewno oglądnęliście któryś z odcinków dziesięciu sezonów tego niezwykle popularnego serialu.

W tej chwili, dokładnie w 25. rocznicę premiery pierwszego odcinka, pojawiła się książka, będąca ukoronowaniem ćwierćwiecza istnienia „Przyjaciół”. Książka, która ukazuje genezę tworzenia seriali w amerykańskim przemyśle telewizyjnym, przedstawia jak doszło do powstania „Przyjaciół”, z jakimi trudnościami zmagali się twórcy. Możemy także poznać historię każdego z szóstki aktorów i aktorek, grających główne role w tej serii, jak w ogóle do tego doszło, że zagrali w tym kultowym serialu. Kelsey Miller, autorka książki, zdradza, że rola Rossa została napisana specjalnie dla Davida Schwimmera, a aktor grający Chandlera na szczęście stracił rolę w poprzednim zakontraktowanym serialu. Książka obfituje w szereg cennych dla fanów informacji, przedstawia drogę szóstki aktorów na szczyt, opowiada o tym, jak praktycznie z dnia na dzień przestali być anonimowi i jak sobie radzili z nieoczekiwaną popularnością.

W tym wydaniu znajdziecie także zdjęcia z planu, z premier i wiele niesamowitych historyjek, dodających smaczku ulubionej serii.

Jako wielka fanka „Przyjaciół” musiałam mieć tę książkę u siebie, stanowi ona doskonałe uzupełnienie dziesięciosezonowej serii Tego najlepszego serialu na świecie.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa SQN.

piątek, 13 września 2019

Samantha Towle "River"

Uwielbiam takie momenty: zaczynasz wieczorem czytać książkę i nagle… BACH! trzecia nad ranem. A ty kończysz czytać książkę.
Tak właśnie było z tytułem „River”, autorstwa Samanthy Towle.
To jedna z tych pozycji, których po prostu nie da się odłożyć.

Historia poharatanej przez życie pary rozbitków, którzy w małym teksańskim miasteczku trafiają na siebie i odnajdują odrobinę wytchnienia. A także znajdują coś o wiele więcej. Trudną przyjaźń. I wielką miłość.

Annie tkwi w siedmioletnim związku z potworem. Jest bita, gwałcona, poniewierana. Zgłaszanie na policję nic nie daje, po potwór… jest właśnie stróżem prawa. Poważanym i nagradzanym. Kiedy młoda kobieta dowiaduje się, że jest w ciąży, postanawia zawalczyć o swoje dziecko. Zmienia swoją tożsamość i ucieka. Schronienie znajduje jako Carrie w małym gorącym miasteczku w Teksasie. Zamieszkuje w starym domu i próbuje na nowo zbudować swoje życie. I siebie samą. Powoli uczy się jak funkcjonować wśród ludzi, zaczyna pracę w kawiarni i odbudowuje całkowicie zdruzgotaną pewność siebie. Ta na bank będzie jej potrzebna, gdyż jej najbliższym sąsiadem jest miasteczkowy dziwak. Wysoki, przystojny i kompletnie pokręcony River Wild, o którym krążą w miasteczku okropne plotki.

River mieszka w domu po babci, wychodzi  niego tylko wtedy, kiedy musi. Pracuje w zaciszu swojego azylu i kiedy obok wprowadza się rudowłosa nieznajoma, która już pierwszego dnia zakłóca jego spokój, jest bardziej niż wkurzony. Swoją niechęć wyraża w mało cenzuralnych słowach, ale sąsiadka zdaje się tym wcale nie przejmować.
Wkrótce zbliżają się do siebie, a ich ostre wymiany zdań stają się początkiem czegoś, co Carrie nazwie przyjaźnią, a River zbiegiem okoliczności. Jednak mężczyzna wie, że wcale tak nie jest. Lecz wie także, że skrywa sekret zbyt okrutny, aby móc się nim kiedykolwiek z rudowłosą z sąsiedztwa podzielić. Poza tym jego życie skupione jest na pewnej misji, którą musi wykonywać z zimną krwią i zimnym sercem, które niebezpiecznie się ociepla, kiedy tylko Carrie znajdzie się w pobliżu. 

Dziewczyna potrzebuje spokoju i stabilizacji, jednak River to chodząca tykająca bomba, która wybucha w zupełnie niespodziewanych momentach.
Lecz serce Carrie mówi całkiem co innego, że to właśnie jego potrzebuje i że to właśnie on jest jej bezpieczną przystanią. Która, nawiasem mówiąc, będzie jej bardzo potrzebna, bo przeszłość uderzy w uciekinierką całą mocą.

„River” to wciągająca opowieść o ludzkich tragediach, bolesnych i niewyobrażalnie strasznych. To historia zagubienia, pragnienia normalności i zrozumienia. To także opowieść o pięknej miłości, która rodzi się z trudnej przyjaźni.

I od razu ostrzeżenie: jeśli macie słabe nerwy, to zastanówcie się nad lekturą! Ostatnie strony potrafią doprowadzić do palpitacji serca!


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Niezwykłego.

niedziela, 8 września 2019

Alicja Sinicka "W jego oczach"

Alicja Sinicka to młoda stażem autorka, która zdobyła serca czytelniczek debiutancką powieścią „Oczy wilka”.

Historia tajemniczego Artura Mangano i Leny od samego początku naznaczona była sekretami z przeszłości, niedopowiedzeniami i atmosferą rodem z psychologicznego thrillera. A teraz autorka funduje nam dalsze losy tej niecodziennej pary i ponownie zabiera nas do małej miejscowości nad jeziorem i do imponującej posiadłości rodziny Mangano.
Lena zdaje się być szczęśliwą narzeczoną Artura, który wydaje się nie widzieć świata poza swoją dziewczyną. Lecz mężczyzna nie jest w stanie tak do końca się otworzyć przed ukochaną, uznając, że są pewne rzeczy, którymi nie musi dzielić się z Leną. Właśnie ta dziwna rezerwa i tajemniczość denerwują bohaterkę, a kiedy wokół niej zaczynają się dziać dziwne i niepokojące rzeczy, Lena zaczyna wątpić w szczerość słów Artura. A także we własną poczytalność. A co, jeśli jest chora, tak samo jak jej ciotka?

Dziewczyna znajdzie się w samym środku szalonej intrygi, a miłość jej i Artura Mangano po raz kolejny napotka na swojej drodze ogrom przeciwności i zagrożeń.
Natomiast końcówka pozwala domniemywać, że to jeszcze nie koniec tajemniczej historii Leny i Artura.


Muszę przyznać, że autorka ma niezłe pomysły, aby zagmatwać fabułę i zarzucić czytelnika pytaniami bez odpowiedzi. Są jednak pewne rzeczy, które wpłynęły na moją nieco niższą ocenę tej książki, niż tomu pierwszego, który podobał mi się bez żadnych większych zastrzeżeń. Przede wszystkim irytowało mnie to, że zamiast prowadzić dialog pomiędzy bohaterami, autorka zdecydowała się na opisywanie ich wzajemnych interakcji. Straciło to nieco na dynamice i nie pozwoliło się wczuć w sytuację bohaterów. Wolę jednak emocjonalne dialogi, niż opisy tego co kto powiedział i co czuł. Nie zmienia to faktu, że to ciekawie napisana książka i jeśli czytaliście tom pierwszy, na pewno powinniście sięgnąć po „W jego oczach”. No i oczekiwać na to, co jeszcze autorka zafunduje bohaterom w tomie trzecim, który według mnie powinien powstać.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Kobiecego.

czwartek, 29 sierpnia 2019

Helen Hoang "Więcej niż pocałunek"

Może ktoś powie, że romanse są przewidywalne, ale mi to w niczym nie przeszkadza. Czasami lubię przeczytać dobrze skonstruowaną historię miłosną, która w jakiś sposób przenosi mnie na jakiś czas w inny świat i pozwala poczuć się, jak bohaterka romantycznej historii o wielkiej miłości. A jeśli ta historia pokazuje jeszcze zmagania bohaterów nie tylko z przeciwnościami losu, ale i własnymi blokadami, niejednokrotnie psychicznymi, tym bardziej chętnie po nią sięgam.

Tak właśnie było z książką Helen Hoang, zatytułowaną „Więcej niż pocałunek”.
Główna bohaterka to trzydziestoletnia analityczka, specjalistka od ekonometrii, Stella, zatrudniona w jednej z korporacji w Dolinie Krzemowej. Jest samotniczką, w całości oddaną pracy, zupełnie nie wychodzą jej kontakty z płcią przeciwną. Do tej pory miała trzech partnerów seksualnych i za każdym razem była to totalna katastrofa. Jej matka notorycznie ją próbuje swatać i nieustannie dopytuje o wnuki. Stella ma tego dość. Zgłasza się wobec tego do agencji towarzyskiej i zatrudnia niejakiego Michaela, jako mężczyznę do towarzystwa, aby ten pokazał jej, jak należy postępować z płcią przeciwną. Michael okazuje się być niebywale przystojnym i elokwentnym facetem, o sprawnych dłoniach i pięknym zapachu. To dla Stelli jest niezwykle ważne, gdyż kobieta ma zespół Aspergera, które to schorzenie w znaczny sposób utrudnia jej funkcjonowanie wśród ludzi. Wkrótce okazuje się, że bliskie towarzystwo Michaela bardzo jej odpowiada, jego dotyk jest przyjemny, a jego pocałunki nie wzbudzają w niej obrzydzenia, a wręcz przeciwnie. Stella powoli odkrywa w sobie potrzeby, o których nie miała pojęcia, a Michael zdaje się być jedynym mężczyzną, który może te potrzeby zaspokoić. Jednak chłopak skrywa pewną tajemnicę i choć zauważa, że zaczyna coś czuć do Stelli, to zdaje sobie sprawę, że w żadnym razie nie jest dla niej odpowiednią partią.

„Więcej niż pocałunek” to pełna niedomówień i sekretów historia miłości pary, którą na pozór nic nie łączy. Ukazuje także problemy osób z Aspergerem i sposób takiego postępowania z nimi, aby jak najbardziej uszanować ich potrzeby, nawyki i zachowania. 


Książka to idealna lektura na letni wieczór, romantyczna historia miłosna, okraszona dość śmiałymi scenami seksu. Czyta się ją szybko i sprawnie. Fajna opowieść o miłości, która jest w stanie pokonać wszelkie przeszkody i uprzedzenia. Polecam.


niedziela, 25 sierpnia 2019

Wojciech Chmielarz "Rana"

Swego czasu z wielkim zapałem oglądałam dwa polskie seriale kryminalne, były to „Belfer” i „Pułapka”. Zbliżone do siebie tematyką i środowiskiem, w jakim rozgrywała się akcja, stanowiły świetne połączenie historii kryminalnej i psychologiczno-obyczajowej. Bohaterami byli młodzi ludzie, uwikłani w koszmarny świat dorosłych. Podobną stylistykę i tematykę odnajdziemy w najnowszej książce Wojciecha Chmielarza, zatytułowanej „Rana”.

Akcja powieści rozgrywa się w warszawskiej prywatnej szkole podstawowej. Główna bohaterka to Klementyna, podstarzała nauczycielka matematyki, która dostaje wymarzony etat w prywatnej placówce. Kobieta chowa głęboko tragiczne wydarzenia z przeszłości i ma nadzieję, że nikt nie pozna jej sekretu. Szkołą zarządza nieco kontrowersyjna pani dyrektor, której mąż, a jednocześnie współwłaściciel podstawówki, nie ma z żoną zbyt dobrych stosunków. Ich córka, Karolina, uczy się w ósmej klasie i próbuje być buforem pomiędzy wiecznie kłócącymi się rodzicami. Kiedy koleżanka z klasy-Marysia, rzuca się pod pociąg, dyrektorka szkoły obawia się o losy placówki. A gdy jedna z nauczycielek języka polskiego, Elżbieta, znika, rozpoczyna się prawdziwe szaleństwo, w którym biorą udział: Klementyna, dziwny, nieco upośledzony uczeń-Gniewek, jego starszy brat, Sławek i zakochana w nim Karolina. Plejada postaci jest różnorodna, a tajemnice, które każda z nich skrywa, łączą się w niespodziewaną całość i prowadzą do dramatycznego finału.

Autor pokazuje świat współczesnych nastolatków, rodziców zapatrzonych tylko we własne interesy i pragnienia, sekrety, które każdy z bohaterów skrywa bardzo głęboko. Przedstawia także jak na życie dzieci wpływają rodzice, jak zachowują się dzieci bite i gnębione przez najbliższych i kiedy przemoc staje się ich codziennością, w kompletny sposób zaciera poczucie i potrzebę trzymania się w granicach człowieczeństwa.


„Rana” to historia obyczajowo-kryminalna, która wciąga od pierwszej strony i przez cały czas trzyma w napięciu, aż do zaskakującego końca. Wyraziści bohaterowie, odważne sceny, prawdziwe problemy, okrutny świat dorosłych, w którym tak trudno dorastać młodym ludziom. Polecam, świetna książka, od której trudno się oderwać!

sobota, 24 sierpnia 2019

Mark Langthorne i Matt Richards "Somebody to Love"

Pamiętam, że pierwszy raz usłyszałam „Radio GaGa” w wieku 9 lat. Od tamtej pory muzyka zespołu Queen towarzyszyła mi niemal przez całe życie. Przeniknęła do otaczającego mnie świata i stała się jego częścią. I to nie dlatego, że byłam jakąś zagorzałą fanką. Nie. Po prostu wrosła niejako do pop-kultury i chyba musiałabym mieszkać w dżungli, aby nie słyszeć o Freddiem Mercurym i nie znać piosenek zespołu Queen. Pamiętam także news donoszący o śmierci charyzmatycznego wokalisty i o tym, iż umarł pokonany przez AIDS.
Teraz w moje ręce trafiła książka traktująca o fenomenie zespołu Queen i samego Mercury’ego, którą mogę nazwać biografią i dokumentem w jednym.
W „Somebody to Love” Mark Langthorne i Matt Richards opisują nie tylko początki muzyczne niejakiego Farrokha Bulsary, znanego wszystkim jako Freddie Mercury. Wprowadzają nas w świat rocka, szołbiznesu, układów, zasad, pokazują jak działa świat wielkich pieniędzy i muzyki. A także opisują w sposób rzetelny i przystępny drogę wirusa HIV, który pojawił się wśród ludzi już na początku XX wieku. 
Ta pozycja to nie tylko biografia najpopularniejszego zespołu z niezwykle charyzmatycznym liderem, który stał się ikoną naszych czasów. To także opowieść o trudnej drodze do sławy, o niezwykłej determinacji, która szła w parze z talentem, o poszukiwaniu własnej tożsamości, o zagrożeniach i wreszcie o pokusach, którym trudno się oprzeć.
Książka jest obszernym, ale przystępnie napisanym materiałem, czyta się ją szybko i z nieustającym zainteresowaniem. Okraszona jest licznymi fotografiami Freddiego i całego zespołu, począwszy od najwcześniejszych lat, kończąc na zdjęciach zrobionych krótko przed śmiercią idola.
Polecam to wydanie, nie tylko wiernym fanom Queenu, ale także wszystkim, którzy chcą się dowiedzieć czegoś więcej o tym, który uparł się, aby połączyć rock z operą i stworzył największe dzieło wszechczasów, które na zawsze pozostanie w czołówce najwspanialszych utworów rockowych. Mówię oczywiście o wspaniałym kawałku „Bohemian Rapsody”. A do czego odnosi się tytuł książki? Chyba to pragnień samego Freddiego, który koniecznie chciał mieć kogoś, aby go kochać. I nieustannie tego kogoś szukał.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Zysk i S-ka.


piątek, 16 sierpnia 2019

M.S. Willis "Dla Ellison"

„Dla Ellison” autorstwa M.S. Willis zwróciła moją uwagę po komentarzu jednej z moich czytelniczek, że to bardzo piękna i wzruszająca historia. Miałam ochotę właśnie na coś takiego, nie można w końcu ciągle żyć thrillerami i kryminałami. 

Spodziewałam się romantycznej historii z gatunku New Adult, lekkiej i przyjemnej.
Tymczasem już w prologu zostałam zaskoczona i to prolog właśnie zasygnalizował, czego mogę się spodziewać.
Historia zaczyna się nieco tradycyjnie: Hunter to rozpuszczony bogaty chłopak z Nowego Jorku, którego życie składa się z ciągłych imprez. Jego rodzice nie interesując się nim zupełnie, skupieni na własnych karierach. Kiedy jednak chłopak parkuje swoje BMW na dnie basenu, rodzice postanawiają wysłać go na lato na Florydę, do wuja, z którym ojciec Huntera od lat nie utrzymuje kontaktu. Chłopak jest tym załamany, pozbawiony komputera i komórki, wysłany do jakiejś zapadłej dziury… nie, to jest niemożliwe!

Trochę umila mu pobyt obecność jego kuzynki, ale kiedy poznaje jej koleżankę, Eliison, wszystko zaczyna się zmieniać.
Dziewczyna jest całkiem inna, niż te, do których Hunter był przyzwyczajony. Jest pyskata, nie przebiera w słowach, lubi postawić na swoim. Jest też bardzo odpowiedzialna i ma swoje cele w życiu. W przeciwieństwie do Huntera, który nie wie co będzie jutro. Nie ma żadnych zainteresowań i nie ma pojęcia, z czym związać swoją przyszłość. Chociaż początki ich znajomości do najłatwiejszych nie należą, w końcu Ellison się przełamuje i powoli zaczyna akceptować Huntera. I zaczyna też zauważać, że jej głupie serce niepokojąco przyspiesza, gdy ten rozpuszczony bogacz znajduje się w pobliżu.

„Dla Ellison” to książka nie tylko o potężnej sile miłości, o pierwszym zakochaniu, o problemach, ludzkich tragediach. To przede wszystkim książka o przemianie i o życiowych wyborach. Jak są ważne, istotne dla młodego człowieka. Który może osiągnąć tak wiele, może nawet ratować ludzkie życie.

Książkę czyta się szybko, chociaż prolog jest jasnym przekazem co do zakończenia, to i tak będziecie ciekawi jak do tego wszystkiego doszło. Polecam.


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Niezwykłego.


czwartek, 15 sierpnia 2019

Ker Dukey &K. Webster "Nowa laleczka"

Kolejne spotkanie z Bennym za mną i powiem szczerze, że była to jazda bez trzymanki. „Nowa laleczka” to III tom serii Laleczki, autorstwa duetu pisarskiego Ker Dukey i K. Webster. 

Historia psychopatycznego mordercy i gwałciciela, Benjamina Stantona, który porywa młode dziewczyny, więzi je, gwałci, znęca się nad nimi, koniec końców morduje. A robi to w poszukiwaniu tej jednej, jedynej, która przypomni mu jego ukochaną… siostrę. Do tej pory myślał, że to była ukochana Jade, która niecnie go zdradziła, uciekła, a teraz związana jest ze znienawidzonym gliniarzem, Dillonem. 

W trzecim tomie Benny nieoczekiwanie powraca, a jego niedoszła ofiara Jade i jej ukochany Dillon nie wiedzą, że zło czai się tak blisko. Jednak Benny spotyka na swojej drodze tą, której przez wszystkie lata bezskutecznie poszukiwał. Elisabeth jest jego siostrą, prawdziwą, która staje się jego nową prawdziwą laleczką. Jednocześnie Benjamin pogrąża się w dziwnym układzie z niejakim Tannerem, który pomógł mu uciec i zyskać nowy wygląd i nową tożsamość. Tanner to Pan, a Benny to Potwór. 
Ale czy na pewno? Czy Tanner zdaje sobie sprawę, że oto zaprosił prawdziwego potwora w ludzkiej skórze do tańca?
Chyba nikt nie zdaje sobie z tego sprawy, a zwłaszcza Elisabeth, która zakochuje się w przystojnym tajemniczym mężczyźnie z tatuażami.


„Nowa laleczka” to wstrząsający thriller, który zabiera czytelnika w mroczne zakamarki pokręconych umysłów bohaterów. Jest to historia, która często wzbudza niesmak, a nawet obrzydzenie. Autorki nie szczędziły koszmarnych opisów zbrodni popełnianych przez Benjamina i Tannera, ich dziwnej zależności, manipulacji i seksualnego napięcia. Jeśli jesteście wyczuleni na takie właśnie sceny, radzę uważać. Jednakże, jeśli czytaliście poprzednie dwie części, ta na pewno przypadnie wam do gustu. 
Wydaje mi się, że to najciekawszy tom serii. A tymczasem mogę lekko zaspoilerować, że na pewno będzie tom czwarty, bo przecież to nie może się tak skończyć!


niedziela, 11 sierpnia 2019

Bezlitosna siła-Polluks PRZEDSPRZEDAŻ

HOT💋 HOT 💋HOT💋 !!! Kochani, wielki NEWS!!! ❤️❤️

Premiera "Polluksa" 18 września, ale już teraz możecie zamówić książkę przedpremierowo z wyjątkowym rabatem, przygotowanym specjalnie dla moich NAJWIERNIEJSZYCH CZYTELNIKÓW. 💪❤️💪

Książki szukajcie tu:
➡️ https://bit.ly/2YTmObe

JAK TO ZROBIĆ? ➡️➡️➡️ Poniżej szczegóły promocji:
❤️ Aby skorzystać z promocji należy wpisać kod POLLUKS podczas zakupu książki na empik.com
❤️ Kod uprawnia do zakupu książki w specjalnej przedpremierowej cenie 24,90 zł 
❤️ Kod jest jednorazowy dla danego konta empik.com

Promocja trwa do 18 sierpnia ❣️
Przedsprzedaż umożliwia zamówienie książki przed premierą.
Wysyłka następuje w momencie pojawienia się dostępności w empik.com 



sobota, 10 sierpnia 2019

Colleen Hoover "Coraz większy mrok"

Colleen Hoover i thriller? Powiecie: niemożliwe! Przecież to autorka romansów New Adult! No oczywiście, ale kto powiedział, że nie może pokazać się od innej, mrocznej strony? I powiem szczerze, że wyszło to bardzo dobrze. 
„Coraz większy mrok” jest budzącym dreszcze thrillerem, który od samego początku wciąga czytelnika w historię pełną niedopowiedzeń i tajemnic.

Lowen Ashleigh to mało znana pisarka thrillerów, która boryka się z problemami finansowymi. Przez kilka lat była związana ze swoim agentem literackim, teraz łączy ich tylko biznes. Lowen dostaje niespodziewaną propozycję od Jeremy’ego Crawforda, męża sławnej autorki bestsellerowej serii, propozycję, która może być dla niej szansą na nowe życie, a także na zarobienie wielkich pieniędzy. Lowen ma bowiem za zadanie ukończyć serię znanych thrillerów, autorstwa Verity Crawford, musi napisać jeszcze trzy tomy, kończące cykl. Verity uległa poważnemu wypadkowi i nie jest w stanie kontynuować pracy. Jest unieruchomiona, w stanie śpiączki. Lowen przyjmuje propozycję, zwłaszcza że ofertę składa ujmujący i przystojny Jeremy, którego poznała tego samego dnia w dość nieoczekiwanych okolicznościach.

Kobieta wyjeżdża do posiadłości Crawfordów, znacznie oddalonej od Nowego Jorku. Tam poznaje tragiczną historię rodziny Jeremy’ego i Verity. Ich dwie córki-bliźniaczki zginęły w dramatycznych okolicznościach. Został tylko pięcioletni synek-Crew. 

Lowen zaczyna pracować w gabinecie znanej pisarki i pewnego razu odkrywa pewien zaskakujący tekst, który wygląda na autobiografię. To, czego się z niego dowiaduje, przyprawia ją o dreszcz, mdłości i przerażenie. Widzi całkiem inną twarz sławnej Verity i poznaje tajemnicę związaną ze śmiercią dziewczynek. W dodatku zaczyna czuć coś do Jeremy’ego, a i on nie pozostaje jej obojętny. 

Co tak naprawdę było motywacją do napisania przez Verity autobiografii, w której obnaża mroczną stronę swojej natury?
I czy Verity Crawford naprawdę jest w śpiączce?

Powiem szczerze, że niektóre sceny przypominały mi najlepsze thrillery, a nawet horrory, jakie miałam okazję czytać. Książkę kończyłam późnym wieczorem i co rusz oglądałam się za siebie, bojąc się, że ujrzę tam wstającą z łóżka Verity.
„Coraz większy mrok” to świetnie skonstruowany thriller z zaskakującym zakończeniem i nieoczekiwanymi zwrotami akcji. Niczego nie można być pewnym i nikt nie jest takim, za jakiego czytelnik ma go na początku.

Konstrukcją książka przypomina mi jedną z moich ulubionych powieści, zatytułowaną „Trzynasta opowieść” Diane Satterfield, którą wam także serdecznie polecam.

A jeśli lubicie dobre thrillery z wyrazistymi bohaterami, intrygą i tajemnicą, to książka Colleen Hoover na pewno spełni wasze oczekiwania. Moje spełniła.


piątek, 9 sierpnia 2019

Christina Lauren "Seksowny kłamca"

Christina Lauren to amerykański duet pisarski, znany z powieści New Adult, okraszonych gorącymi scenami miłosnymi. Obie panie rozpoczynały swoją przygodę z pisaniem, tworząc historie fan fiction do serii „Zmierzch”. Potem zaczęły tworzyć niezależne książki pod pseudonimem i zdobyły popularność na całym świecie. 

Jestem po lekturze ich ostatniej książki, zatytułowanej „Seksowny kłamca”.
To opowieść o London, młodej dziewczynie, zdolnej graficzce, która zraniona przez niewiernego faceta, postanawia nie wierzyć już żadnemu przedstawicielowi płci przeciwnej. Pracuje w dwóch barach, pływa na desce i zastanawia się, co ma dalej robić ze swoim życiem. Pewnego razu w barze poznaje przystojnego Luke’a, z którym spędza upojną noc. Decyduje się na niego w jednej chwili, to ma być tylko przygoda, tym bardziej, że Luke znany jest ze swoich licznych przygód. I nawet nie pamięta jej imienia, zwracając się do niej przez całą noc per Logan. 

Jednakże okazuje się, że to wcale nie będzie jedna noc. Gdyż Luke okazuje się być byłym chłopakiem przyjaciółki London-Mii. A w dodatku notorycznie pojawia się w barze i wydaje się, że chce kontynuować znajomość. Lecz London nie ma zamiaru tego robić. I ze względu na Mię, a także dlatego, że telefon Luke’a dzwoni non stop i nie ma chyba dziewczyny w najbliższym okręgu, z którą by nie spał.

Powiem szczerze, że w historii więcej seksu niż kłamstw, bo tak ogólnie rzecz biorąc, Luke wcale nie kłamał. Wszyscy wiedzieli, że jest łasy na babki, a motywację takiego zachowania poznajemy, kiedy historia posuwa się do przodu.


„Seksowny kłamca” to zgrabnie napisany romans, historia młodych ludzi, którzy bez powodzenia bronią się przed miłością. Książkę czyta się szybko, napisana jest zgrabnie, prosto i na temat. Lektura w sam raz na letni wypoczynek. Jeśli czytaliście poprzednie części serii Wild Seasons, to na pewno lektura obowiązkowa. Jeżeli nie mieliście do czynienia z tą serią, z powodzeniem można czytać tę książkę jako osobną historię.


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Zysk i S-ka.

wtorek, 6 sierpnia 2019

"Molly" Agnieszka Lingas-Łoniewska - nowy pomysł!

Pracuję teraz nad dramatem sensacyjnym zatytułowanym "Molly". Główna bohaterka będzie postacią, jakiej do tej pory jeszcze nie stworzyłam. 
Nie wiem kiedy ta książka się ukaże, gdyż mam już zapełniony najbliższy plan wydawniczy. Nie wiem też, kiedy uda mi się ją skończyć, gdyż piszę sobie spokojnie i powoli. 
Będę wrzucać tutaj kolejne rozdziały :)

Zrobiłam też sobie sama okładkę, to moja zabawa grafiką.

Miłej lektury rozdziału 1-go!


-------------------------------------------



Rozdział 1

Problem „Molly” -> POSŁUCHAJ

Robson patrzył na mnie zmrużonymi oczami i lekko wykrzywiał.
- Ale o co ci chodzi?
- Mała, jeśli chcesz dostać tę robotę, to twoja spódniczka chyba lekko za krótka jest.
- Kochanie, ja tam będę siedzieć na telefonie. Znaczy, nikt mnie oglądał nie będzie. - Poprawiałam dżinsową spódnicę, do której długości przyczepił się mój przyjaciel.
- Wszyscy faceci będą się gapić. Zamiast załatwiać sprawy biednych petentów, będą zaśliniać biurka.
- Uspokój się. To moja pierwsza praca na etacie. Nie psuj zabawy. - Wydęłam usta i pomalowałam je różowym błyszczykiem.
- Właśnie, co ci odbiło z tą pracą?
- Ej, mam dwadzieścia lat. Najwyższa pora.
- No trochę mnie zdziwiłaś, fakt.
- Poza tym to nic obciążającego. Pogadam z klientami przez telefon, załatwię reklamację niezadowolonych zbyt dużym rachunkiem, a wieczorami będziemy mogli robić to, w czym jesteśmy najlepsi.
Robson podszedł do mnie, zadarłam głowę, bo przy wysokości metr pięćdziesiąt pięć wszyscy wyglądali przy mnie jak wielkoludy. A mój przyjaciel mierzył nieco ponad metr osiemdziesiąt.
- Idziemy dzisiaj do „Fantomu”.
- No rejczel, bejbe. A ty nie masz czasem randki? - Spojrzałam na kumpla.
- Nie, Alicja dzisiaj pracuje. Dlatego chcę iść do „Fantomu”.
- Liczysz, że ci się trafi?
Robson wykrzywił swoje idealnie wykrojone usta i przejechał dłonią po blond włosach.
- Powiem ci, że chyba spróbuję z Alicją.
- Chcesz być wierną Julią na balkonie? - parsknęłam. - Ale jaja.
- Spróbuję.
- No, łatwo nie będzie, pięknisiu.
- Robimy dzisiaj kogoś?
- Może jakieś auto? Pojeździłabym.
- Good idea!
- To do wieczora! O dwudziestej pierwszej pod Fanto!
- Baaaaj!
- A teraz idę do pracy.
- Ha, ha, ha, jestem ciekaw jak długo wytrzymasz.
- Wal się, Robson!

Fakt faktem praca na etacie była nudna i bez żadnej przyszłości. Ale płacili za mnie składki i w sumie siedzenie na infolinii znanej sieci komórkowej wiele mnie trudu nie musiało kosztować. Przeszłam przez dwie rozmowy, swoją drogą potrafiłam się sprzedać, miałam gadane i dobrze wyglądałam. Cierpiałam katusze, kiedy musiałam ubrać ciemne spodnie i jasną bluzkę, włosy spiąć i nie żuć gumy podczas rozmowy. Byłam uzależniona od gum do żucia, butów na platformach i szybkiej jazdy samochodem. A, że takowego nie posiadałam… wprawiłam się w pożyczaniu środków lokomocji, gdzie i kiedy tylko mi się chciało.  Robson był za to geniuszem kieszonkowcem. Poznaliśmy się jako dzieci, kiedy już dawno dziećmi przestaliśmy być. A teraz… mieszkaliśmy w małym mieszkanku niedaleko wrocławskiego Rynku, które Robson odziedziczył po zmarłej babci i staraliśmy się przeżyć każdy dzień. Robert był starszy ode mnie o dwa lata, miał niewielki spadek po babci, jego matka zmarła, gdy Robson miał siedem lat. Ojca nigdy nie poznał. Babcia była zbyt stara i chora, aby się nim zająć. Przez to trafił do bidula, a potem do rodziny zastępczej. A tam byłam już ja. Od tamtej pory byliśmy nierozłączni. Łączyło nas beznadziejne dzieciństwo, wspólne dorastanie w rodzinie zastępczej, w której różne rzeczy się działy i potem wspólne zamieszkanie. A także wiele pojebanych akcji, dzięki którym zbliżyliśmy się jeszcze bardziej. I wciąż cudem unikaliśmy jakichkolwiek konsekwencji. Co było naprawdę prezentem od losu, bo już tyle przypałów zaliczyliśmy, że naprawdę chyba karma jakoś nad nami czuwała. Może uznała, że skoro wychowaliśmy się bez wzorców, to i tak nieźle sobie radzimy. Oboje byliśmy świetnymi złodziejami. Kradliśmy wszędzie. W spożywczakach, ciuchlandach, na stacjach benzynowych (choć tam niechętnie), w galeriach handlowych, drogeriach, księgarniach. Oboje lubiliśmy czytać książki, ale nie było nas na nie stać. Zapisaliśmy się do biblioteki, lecz ciężko było o nowości. Więc po zajumaniu i przeczytaniu książki, zanosiliśmy ją do biblioteki jako darowiznę. Żeby nie było, że okradamy autorów. No, tak nie do końca, ale myślę, że w jakiś sposób to im rekompensowaliśmy. W ogóle byliśmy takimi robinhoodami naszych czasów. Kradliśmy, przykładowo, karmę dla zwierząt i karmiliśmy bezdomne koty. Albo psa sąsiadki, której się nie przelewało. Wiedzieliśmy jak to jest mieć zbyt mało, więc mieliśmy zawsze coś dla ubogiej sąsiadki czy bezdomnego kota. Ale najbardziej lubiłam „pożyczać” samochody. Zawsze można było coś znaleźć w schowkach, lub pod siedzeniami, albo gdzieś z tyłu. Batoniki, napoje, płyty CD, książki, gazety, ciuchy, zakupy, prezerwatywy. W sumie było to trochę jak wyjście do supermarketu. Otwierać fury nauczył mnie mój eks chłopak, który teraz ścigał się za kasę, podczas nielegalnie organizowanych wyścigów. Poznałam go, gdy miałam piętnaście lat. Chodziliśmy przez dwa lata, potem zerwał ze mną, bo laska, z którą spotykał się niejako „przy okazji” zaciążyła. Baron, bo taką miał ksywkę, szczęśliwy zbytnio nie był, ale poczuwał się do ojcostwa i usłyszałam tylko: „Sorry, Molly, no dałem dupy po całości”.
Na mój gust to chyba jakoś odwrotnie się odbyło, ale nie wnikałam. Nie przeżyłam tego jakoś wybitnie, z Baronem dobrze się bawiłam, nauczył mnie wielu cennych rzeczy i w sumie nadal mieliśmy kontakt. Bo Baron czasami też handlował kradzionymi samochodami, więc jak „pożyczyłam” jakąś lepszą furę, to dawałam znać mojemu byłemu, a on przejmował fant, gdy ja już się najeździłam. Oczywiście odpalał mi za to kasę.
A dlaczego musiałam jeździć? Robson nazywał to „adrenalinowym hajem”. A ja? Wiedziałam dlaczego to robię. Tylko ja wiedziałam.

Ten wieczór zaczął się zupełnie standardowo. Pożarliśmy pizzę, wypiliśmy po piwie kupionym w Żabce i ruszyliśmy do klubu. Tutaj często bawili się chłopcy od Barona, więc czułam się jak u siebie. Poza tym wszyscy znali mnie i Robsona. Sami swoi, można powiedzieć. Ale gdy wtedy tam weszłam, zobaczyłam jakieś towarzystwo białych kołnierzyków, usadowione w jednej z większych lóż. Bawili się głośno, rzucali niewybrednymi żartami i zaczepiali kelnerki.
- Kadra zarządzająca się bawi. - Robson mrugnął i uśmiechnął się do Agaty, barmanki, która miała do niego słabość i zawsze dawała mu darmowe drinki.
- Ta, białe kołnierzyki, a słoma z butów.
- A ty jak zawsze wszystkich do jednego wora.
- Taka już jestem i za to mnie kochasz. Wbijam na parkiet.
- Leć, mała. Zaraz do ciebie przyjdę.
Kiedy mijałam lożę z panami-menadżerami zobaczyłam… jego. Miał ciemne oczy, niemal czarne włosy, był szeroki w ramionach i chyba wysoki, co było ciężkie do stwierdzenia, bo siedział. Akurat jego sąsiad coś mu perorował, ale gdy mijałam ich stolik, ten z ciemnymi oczami kiwał tylko głową, ale jego wzrok nie opuszczał mojego. Uśmiechnęłam się kącikiem ust i weszłam na parkiet. 
Jasne koleś. Popatrz sobie. Nie lubię białych koszul, głupich żartów i grzecznych chłoptasiów, którzy nie umieją się bawić.
Tańczyłam, zamykając się na to, co mnie otaczało. Uwielbiałam tłum, dym, dudniący bit i rytm, który czułam każdą komórką ciała. Było mi z tym dobrze, czułam się na swoim miejscu. Tylko ja, muzyka i mój świat. Bez ludzi. Bez przeszłości. Bez przyszłości. Tylko ja tu i teraz.
Nagle poczułam, że ktoś tańczy bardzo blisko mnie. No tak, jak zwykle. Jeśli nie było w pobliżu mnie Robsona, to zawsze jakiś amator się do mnie przystawiał. Odwróciłam się i miałam zamiar warknąć coś odpychającego. Ale zamiast tego… spojrzałam w jego karmelowe oczy. Bo one nie były ciemne, tylko właśnie karmelowe. I znajome.

*

Nie chciałem iść na tę imprezę, ale mój wspólnik, Jacek, bardzo naciskał. Podpisaliśmy umowę na nową budowę, dlatego mój przyjaciel uznał, że zasłużyliśmy na świętowanie. Byliśmy dużą firmą deweloperską, która budowała piąte już osiedle we Wrocławiu. I teraz piliśmy, oblewając niewątpliwy sukces. Jacek zrobił rezerwację w „Fantomie”. Nie chciałem bawić się właśnie tutaj. Z wielu względów. Ale teraz… wszystko wydawało mi się jak najbardziej na miejscu. Bo gdy już myślałem, że ten wieczór będzie naprawdę beznadziejny, w końcu spojrzałem w stronę baru i… Zobaczyłem ją. Siedziała przy barze i śmiała z czegoś, co powiedział jej towarzysz. Była ubrana w krótką spódniczkę, buty na platformach i bluzkę odsłaniającą brzuch. Miała długie i zgrabne nogi, jasne włosy, sięgające ramion i kpiący uśmiech. Kiedy poszła na parkiet, zdecydowałem się w jednej chwili.
- Zaraz wracam. - Rzuciłem do Jacka, łapiąc jego zdziwione spojrzenie. Byliśmy tacy różni, może dlatego tak świetnie się dogadywaliśmy. On był szalony, niecierpliwy i lubił ryzyko. Jak wolałem spokój, lubiłem wszystko analizować, a zanim podjąłem decyzję, zastanawiałem się bardzo długo. Jedynie teraz… kiedy zobaczyłem ją, podjąłem decyzję niemal błyskawicznie. Na myślenie przyjdzie czas kiedy indziej.
Gdy podszedłem do niej na parkiecie, widziałem jak się spięła, bo zapewne wyczuła moją obecność za swoimi plecami. Odwróciła się gwałtownie, jakby chciała mnie uderzyć, albo krzyknąć, lecz dostrzegłem, że zamarła. Patrzyła na mnie przez chwilę, kołysząc się lekko, aż wreszcie uśmiechnęła się kącikiem ust. Ten uśmiech doskonale znałem. I pamiętałem.
- Kleisz się do mnie? - Dziewczyna przysunęła się, stanęła na palcach i krzyknęła mi do ucha.
Zmieszałem się.
- Ależ… nie chciałem, znaczy… - Zająknąłem się. Zupełnie mnie zaskoczyła.
A wtedy zaśmiała się głośno, przywarła do mnie całym ciałem i objęła za szyję. Zaczęła się kołysać, mimo iż muzyka była klubowa i ostro dawała czadu.
- Zluzuj, kolego. Możemy się razem pobawić, nie wyglądasz na psychola.
Podjąłem tę grę, chociaż nie byłem przyzwyczajony do takich zachowań. Objąłem ją w pasie i zacząłem wraz z nią lekko kołysać. Niezupełnie w takt muzyki.
- Masz imprę firmową?- Spytała, czułem jej miętowo-alkoholowy oddech. Nie wiem czemu, ale bardzo to na mnie podziałało.
- Coś w tym stylu.
- Biały kołnierzyk, co? - Odchyliła się i patrzyła na mnie. Po chwili ścisnęła moje ramiona. Miałem na sobie błękitną koszulę, z podwiniętymi do łokci rękawami i materiałowe spodnie. Nie zdążyłem się przebrać, prosto z biura przyjechaliśmy do klubu.
- Na to… - Nie dopowiedziałem, bo nieoczekiwanie wyszarpnęła mi koszulę ze spodni i spojrzała na mój brzuch. - Co ty robisz…?!
- O ja pierdzielę! Ale masz kaloryfer! Kurczę, nietypowy z ciebie kołnierzyk! Już cię lubię.
Poprawiłem się i spojrzałem na nią, kręcąc głową.
- Zawsze rozbierasz obcych mężczyzn na parkiecie?
Wzruszyła ramionami i potrząsnęła przecząco głową.
- Nie. Tylko tych z fajnym brzuchem.
- Jak masz na imię? - Spytałem, chociaż wcale nie musiałem.
- A ty?
- Ja byłem pierwszy.
- Ostatni będą pierwszymi, znasz to?
Skrzywiłem się. Była irytująca. Ale jednocześnie zabawna. Taka, jaką pamiętałem. Szkoda, że ona nie pamiętała mnie.
- Wiktor.
Drgnęła, ale za chwilę znowu tańczyła i robiła jakieś dziwne figury. Była taka wyluzowana. Kompletna odmiana dla mnie. Uśmiechnąłem się.
- O, pan sztywniak się uśmiecha. Ho ho, widzę, że ortodonta to twój przyjaciel. Molly jestem. - Odparła na jednym wydechu i ruszyła w stronę baru.
- Co? Jak? Zaczekaj!
Nawet się nie obejrzała. Podeszła do baru, gdzie stał ten wysoki chłopak i pokazała barmanowi dwa palce. Po chwili miała już w dłoni drinka z colą.
- A więc masz na imię Molly. - Powiedziałem, patrząc na nią z góry.
- Aha. Panie Wiktorze. Poważny z ładnymi mięśniami.
- Kto to? - Wysoki chłopak uwiesił się na jej ramionach i patrzył na mnie z zainteresowaniem.
- Biały kołnierzyk.
- Chyba błękitny. Siema Robson jestem. - chłopak podał mi rękę.
- Wiktor. Cześć. - Oddałem blondynowi uścisk. Z powrotem popatrzyłem na dziewczynę. - Może porozmawiamy?
- Może się zabawimy! - Molly ruszyła w stronę loży, przy której siedzieli moi kumple. Ten cały Robson był tuż za nią.
- Może przedstawisz nas swoim kolegom? - Spojrzała na mnie, mrużąc oczy. Miałem wrażenie, że rzuca mi wyzwanie. 
- Jasne, słuchajcie, to jest Molly i Robson, to Jacek, Andrzej, Marcin, Piotr i Eryk. - Po kolei przedstawiałem moich kumpli, wspólnika. Ci uśmiechali się durnowato i po kolei wstawali, jakby byli w szkole, a nauczycielka sprawdzała obecność.
- Super. Widzę, że się bawicie na smutno. Może trochę fanu? Chętnie zawołam koleżanki? - Molly napiła się piwa, które stało przed Jackiem i oblizała usta.
- No jasne!
- Oczywiście!
- Bardzo chętnie!
No tak, moi koledzy musieliby być ślepi, żeby móc zareagować inaczej.
Molly kiwnęła na cztery dziewczyny siedzące przy barze i po chwili w naszej loży zrobiło się ciasno i głośno. Ona sama podeszła do mnie i wzięła mnie za rękę.
- Siadamy? - Wcisnęła się obok Jacka i pociągnęła mnie za sobą. Jej kumpel usiadł po drugiej stronie, reszta dziewczyn też wcisnęła się pomiędzy moich kumpli. Zaraz pojawiła się kelnerka i zaczęły się zamówienia. Spojrzałem na siedzącą obok mnie dziewczynę.
- Lubisz robić zamieszanie, co?
- Nie. - Pokręciła głową. Poczułem zapach jej perfum. Pachniała jak słońce, jak morze. Jak wolność. Idealnie. Przełknąłem ślinę. 
- A jak to nazwiesz?
- Mam nerw społecznika. Lubię, kiedy ludzie dobrze się czują. Poza tym, co to za impra samych facetów. Nuda. No chyba, że stoicie po tej drugiej stronie. - Uśmiechnęła się.
- Eee, ja na pewno nie.
- A po której jesteś stronie? - Spojrzała na mnie z zaciekawieniem i ukłuła mnie palcem w ramię. - Kurde, gościu, ale bicek.
- Bicek? - Zmrużyłem oczy. - Co to za język.
- Dzieci ulicy. - Odparła szybko. - No to jak z tobą jest?
- Czy ty ze mną flirtujesz?
- Nie, coś ty. - Zamrugała, nieco teatralnie. - Chcę z tobą jedynie omówić problemy trzeciego świata.
- No tak, w tym celu tu przyszłaś. - Pokiwałem głową poważnie.
- No nie?  - Zrobiła jakiś grymas, kiwnęła głową i przewróciła oczami. 
Zaraz potem Robson podniósł się i pożegnał.
- Ja spadam, zdzwonimy się, siema sis.
- Pa pa! - Molly pomachała u dłonią. Potem utkwiła wzrok we mnie.
- Chcesz się zabawić?
- Co masz na myśli? 
- Nie to co ty.
- A skąd wiesz… - Zacząłem, ale Molly już wstawała i wyciągała do mnie rękę. - Spadamy, Wiko. - Patrzyła na mnie, żując gumę.
- Wiko? - Parsknąłem.
- Wóz albo przewóz, dawaj. - Zrobiła dużego balona, który pękł, osiadając na jej pełnych ustach.
Byłem podniecony. I kompletnie roztrojony. 
Zdecydowałem się w jednej chwili. Ująłem jej rękę i kiedy poczułem ciepło jej drobnej dłoni, przez całe moje ciało przeleciał jakiś dziwny prąd. Kiedy już prawie wychodziliśmy, usłyszałem głośny okrzyk Marcina:
- Ej, ludzie, nie widzieliście mojego portfela?

Nie zwróciłem już na to uwagi, patrzyłem jedynie na falujące włosy w kolorze łanu zboża i jej króciutką dżinsową spódniczkę, odsłaniającą zgrabne nogi. Nie wiedziałem zupełnie co się dzieje, to miało kompletnie inaczej wyglądać. No, ale to była Molly. Czyli Melania Tarczyńska. Dziewczyna, którą pamiętałem jako pięciolatkę, niszczącą moje budowle z klocków Lego. Wówczas miałem lat dwanaście i serdecznie jej nienawidziłem. A potem… stało się to, co się stało. I wiedziałem, że gdy ona pozna całą prawdę, znienawidzi mnie. Więc musiałem korzystać póki mogłem. Bo kiedy przestałem ją nienawidzić, zacząłem ją kochać.

cdn.