Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sylvia Day. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sylvia Day. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 lutego 2015

Sylvia Day "Wybór Crossa"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Wielka Litera.


Po zakończeniu lektury trylogii Crossa, autorstwa Sylvii Day, nie przypuszczałam, że amerykańska pisarka pokusi się o dalszą kontynuację. W sumie wszystko zostało wyjaśnione, wątki zakończyły się w mniej lub bardziej bolesny dla bohaterów sposób, a najważniejsze było to, że Eva i Gideon Cross są razem. Wbrew wszystkiemu, wbrew światu, okrutnej przeszłości i miażdżącym wspomnieniom. Jednak powstał IV tom tej serii i właśnie miałam okazję go przeczytać. Miałam obawy, że ta część nie wciągnie mnie tak, jak pozostałe, na szczęście pani Day stanęła na wysokości zadania i poprowadziła akcję tak, że książkę pochłonęłam w całkiem przyjemnym tempie.

Wszyscy, którzy wcześniej czytali tę serię, wiedzą w czym rzecz. Trochę kopciuszkowata fabuła w niczym nie przeszkadza, a wręcz pokazuje, że bajki w życiu też często się zdarzają, a przynajmniej mogą, dlaczegóż by w to nie wierzyć? Jednak bajka Gideona i Evy słodka i pastelowa nie jest, to raczej kolorystyka pełna czerni, bieli, szarości i krwistej czerwieni. W „Wyborze Crossa” Eva i Gideon planują wspólne życie, po zaręczynach i cichym ślubie przymierzają się do organizacji oficjalnej uroczystości zaślubin, a jednocześnie oboje próbują dostosować się do nowej wspólnej rzeczywistości. A nie jest to łatwe. Gideon Cross, nowojorski multimiliarder musi uważać na starych wrogów, których napytał mu jeszcze jego ojciec. Ale nie o to się martwi. Wciąż i wciąż walczy z koszmarami z dzieciństwa, do tego dochodzą jeszcze kontakty z byłymi kochankami, które raz po raz dają o sobie znać i jakby uparły się, że nie pozwolą Gideonowi zaznać szczęścia. A w tym wszystkim jest Eva, która po traumie i po tym, co zrobił dla niej Cross w poprzedniej części powieści, ma na celu tylko próbę przebicia się przez mur bolesnych wspomnień, jakim otoczył się jej ukochany i bez względu na ryzyko i zagrożenie własnego bezpieczeństwa, dąży do rozbicia tego cholerstwa. Bo chce Gideona zawsze i w każdej postaci, nawet tego skulonego i płaczącego po śnionym właśnie koszmarze. Tylko, czy potentat finansowy, dla którego władza jest wyznacznikiem wszystkiego będzie umiał do końca się otworzyć i stanąć twarzą w twarz z własną okrutną i pogmatwaną przeszłością? 

W „Wyborze Crossa” znajdujemy to co, do czego autorka nas już wcześniej przyzwyczaiła: dynamiczne i pełne podtekstów dialogi, ostry seks, wielką miłość, tragedie i wybory, wybory, wybory dwójki skażonych przez przeszłość ludzi. Pisarka zastosowała podwójną narrację pierwszoosobową, dzięki której poznajemy wydarzenia z perspektywy dwójki głównych bohaterów. To rozszerza obraz fabularny i pozwala lepiej wniknąć w świat, w którym żyją postaci.


Dla kogo jest ta książka? Na pewno dla czytelników wcześniejszych tomów, bo stanowi wcale udaną kontynuację. Wydaje mi się także, że jest tu nieco więcej psychologii postaci, przeżyć wewnętrznych, rozterek i zmagań. Seksu tyle co zawsze-czyli bardzo dużo. Z chęcią obejrzę ekranizację na podstawie tej serii, bo jest informacja na skrzydełku książki, że już trwają nad nią prace. Polecam wrażliwcom, którzy nie boją się odważnej erotyki i lubią, gdy fabuła funduje huśtawkę emocji. A tymczasem nasuwa się pytanie: będzie V tom?

czwartek, 7 listopada 2013

Sylvia Day "Rozkosze nocy"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Akurat.


Sylvia Day zasłynęła erotyczną trylogią o multimilionerze Gideonie Crossie i widać zasmakowała w tym nazwisku, bo w powieści, która trafiła na moją biblioteczną półkę, główny bohater także nazywa się Cross.

Kapitan Aidan Cross jest Strażnikiem, żyjącym od setek lat w alternatywnej rzeczywistości, którą możemy poznać tylko podczas snu. Jego zadaniem jest tropienie Koszmarów, niszczenie ich i pilnowanie, aby nie weszły do świadomości Śniących. Jednocześnie spełnia najbardziej wyuzdane zachcianki śpiących pań, dla których jest jedynie erotycznym snem, natomiast dla Aidana to prawdziwy seks i prawdziwe doznania. Jednak mężczyzna wciąż czuje, że coś mu ucieka, jest znużony i swoje obowiązki wykonuje mechanicznie. Jednocześnie ma wrażenie, że Starszyzna coś ukrywa i nie mówi Strażnikom całej prawdy. Wiele razy Cross opowiada o tym swojemu przyjacielowi, Connorowi, co on jednak zbywa śmiechem lub niedowierzaniem. Wszystko się zmienia, gdy Aidan zostaje wysłany do Śniącej o imieniu Lyss, która ma problem ze snami i nigdy nie dopuszcza do siebie Strażników. Crossowi, jako jedynemu udaje się wejść do jej strumienia świadomości i od tamtej chwili nie potrafi zapomnieć o pięknej pani weterynarz. Ich miłość rozkwita, pragną siebie coraz bardziej, kochają się jak szaleni, ale wszystko dzieje się tylko we śnie Lyss. Jednak okazuje się, że dziewczyna po przebudzeniu nie zapomniała o wszystkim, wie, jak nazywa się mężczyzna, którego pokochała. To oznacza duże zagrożenie dla całego świata Zmierzchu. Aidan wie, że ukochanej grozi niebezpieczeństwo i dlatego pokonuje barierę i przechodzi do świata realnego. Czy zdoła uratować ukochaną? A czy zdoła uratować siebie? Jak odnajdzie się w prawdziwym świecie?

Zapewniam, że „Rozkosze nocy” odpowiedzą na wszystkie te pytania. A także zapewnią wiele rumieńców na policzkach czytelników. Bo jest to niewątpliwie książka erotyczna, pełna gorących scen seksu, bardzo niegrzecznego seksu, gdzie wszystko nazwane jest po imieniu, nie ma miejsca na pruderię czy niedopowiedzenia. A jednocześnie akcja została umiejscowiona w lekko fantastycznej scenerii i nawet zbudowano na jej rzecz pewną intrygę. Powiem szczerze, że nie zachwyciła mnie ta książka, nie potrafiłam się wciągnąć w przedstawianą fabułę, naszpikowaną aż do przesady scenami erotycznymi. Ale z drugiej strony uświadomiłam sobie, że to przecież taki rodzaj modnej obecnie literatury, więc chyba nie spodziewałam się niczego innego. Tak więc pogodzona czytałam dalej i nawet pod koniec zainteresowałam się tym, jak bohater i bohaterka wybrną z impasu, w jakim się znaleźli. Oczywiście główną osią fabuły jest ich wielka miłość, której towarzyszy równie wielkie pożądanie. Tak więc można powiedzieć, że to gorący romans z nutką fantasy. Dla wielbicielek Crossa niewątpliwa gratka.

piątek, 22 lutego 2013

Sylvia Day "Płomień Crossa"

No i cóż. Udało się! Przeczytałam kontynuację „Dotyku Crossa”, czyli „Płomień Crossa” i żyję! To znaczy, nie miałam ochoty przerwać lekturę, bo bardzo nie lubię tego robić. Tak jak Gideon wszystkie sprawy doprowadza do końca, tak i ja lubię czytać do ostatniej strony, to co zaczęłam. 

„Płomień Crossa” to udana kontynuacja historii Evy i Gideona, naprawdę udana. Dowiadujemy się więcej o przeszłości Pana Mrocznego i Niebezpiecznego, a także o przeszłości Evy. Która chyba jako jedyna wie, jak przebić się przez ten mur, który zbudował wokół siebie Cross. A poza tym ona jedna potrafi doprowadzić go do utraty kontroli. A wówczas… hm… nie powiem, smakowity z niego kąsek. Ale poważnie. Drugi tom jest nieco bardziej i sensacyjny i więcej tutaj psychologii. A także dramatyzmu. To, że seksu jest ogrom, pisać nie muszę, ale jest całkiem fajnie opisany. Oczywiście, mam ogromną pod tym względem tolerancję, powiedzmy, stylistyczną, więc nie jestem chyba modelowym czytaczem takiej literatury. Niemniej jednak książka zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie i mogę nawet z pewną nieśmiałością posunąć się do stwierdzenia, że jest lepsza niż tom pierwszy.
Z chęcią przeczytam „Wyznanie Crossa”, bo już co nieco o nim wiemy, ale po tym, co zrobił pod koniec części drugiej, zyskał w moich oczach wiele (zawsze mówiłam, że lubię Bad Boyów), dlatego też z ochotą poznam jego całą tajemnicę. Chociaż wiem, że będzie bardzo bolesna.
Teraz polecam, jeśli nie jesteście pruderyjni, lubicie zgrabną fabułę, całkiem fajnych bohaterów i oczywiście nieco tajemnic, dramatów i ogrom miłości (i fizycznej i tej duchowej), polecam, na pewno lepiej przeczytać ten cykl, niż przereklamowanego Szarego.

wtorek, 19 lutego 2013

Sylvia Day "Dotyk Crossa"

Historia całkiem banalna. Taka, jakich teraz wiele, począwszy od osławionego (czytaj: przereklamowanego) Greya.

Eva Tramell przybywa do Nowego Jorku i zamieszkuje wraz ze swoim biseksualnym przyjacielem w apartamentowcu na Manhattanie. Dzięki matce, a właściwie ojczymowi, stać ją na takie luksusy. Młoda kobieta rozpoczyna pracę w agencji reklamowej, nie wiedząc tak naprawdę do czyjego imperium należy ta firma. W wejściu do wieżowca "Crossfire" wpada (niby przypadkiem) na zniewalająco przystojnego mężczyznę. Wysokiego, postawnego, z pięknymi kręconymi dłuższymi włosami, ubranego w kosztowny garnitur. I jak nietrudno się domyślić, pomiędzy tą dwójką z miejsca nawiązuje się silne wzajemne przyciąganie, oparte na zniewalającym wprost pożądaniu. Wkrótce okazuje się, że ten boski facet to właściciel połowy Manhattanu, czyli Gideon Cross, złote dziecko biznesu, znamienity przykład na to, że czasami spełnia się amerykański sen. I oczywiście właściciel firmy, w której pracuje Eva.
Nie będę streszczać książki, powiem jedynie, że fabuła obfituje w mocne i sugestywne opisy erotycznych zmagań bohaterów, w różnych konfiguracjach i z olbrzymią częstotliwością i intensywnością. Cross jest niezniszczalny, niczym superman przedziera się przez kolejne fazy orgazmu Evy i jako biznesmen z krwi i kości zawsze doprowadza sprawy do końca. Poza tym oczywiście jest kilka innych wątków, między innymi tajemnica z przeszłości Evy i Gideona.

Tak więc czy jest coś, co mnie ujęło w tej powieści, której tematyka jest obecnie tak popularna, a nowe "orgazmastyczne" opowieści pojawiają się jak grzyby po deszczu? No cóż. "Dotyk Crossa" na pewno jest o wiele lepiej napisany niż wspomniany wyżej Grey. Bohaterka jest dojrzalsza, bohater mniej irytujący i o wiele bardziej pociągający. Oboje mają swoje własne demony, dzieciństwo skażone i zniszczone, teraz pogrążają się w miłości do siebie, pragnieniu i uzależnieniu. Powiem szczerze, tę książkę czyta się szybko i gładko i jeśli to ja miałabym decydować, którą z tych dwóch bardziej promować, na pewno wybrałabym Crossa, bo jest po prostu lepsza. I stylistycznie i fabularnie. A poza tym bohaterowie mnie nie irytowali, tak jak robiła to wkurzająca do cna "wewnętrzna bogini" w Greyu.

Czy polecam? Jeśli lubicie taką literaturę i owszem. Spróbowałam i nie odrzuciło mnie, czasami reklama to nie wszystko, czasami lepiej przekonać się na własnej skórze. Teraz mam zamiar przeczytać tom drugi, mając nadzieję, że nie odrzucę go, tak jak zrobiłam wiadomo z jaką kontynuacją;)