Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mariusz Zielke. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mariusz Zielke. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 lutego 2014

"Easylog" Mariusz Zielke

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Akurat (Muza).


Każdy chyba choć raz oglądał amerykański film akcji. Pościgi szerokimi ulicami, strzelanina, wybuchy, szybkie samochody, luksusowe rezydencje, miejska dżungla, dobry i zły bohater. Jeśli do tego jeszcze dochodzi intryga, zaskakujące zakończenie i ktoś, komu kibicujemy, to można uznać, że to recepta na kasowy sukces filmowej produkcji. A co, jeśli podobne zabiegi zastosuje się w książce? A co, jeśli zrobi to polski autor? Czy to gotowa recepta na udaną powieść? 

„Easylog” to firma Ben Stillera, zajmująca się organizacją eventów i różnego rodzaju imprez. Ben nie ma nic wspólnego ze znanym z komedii amerykańskim aktorem, ale ze spełnionym amerykańskim snem bardzo wiele go łączy. Ponad dziesięć lat temu, wraz ze „złotym chłopcem”, synem milionera Devonem Clarkiem, stworzył genialne urządzenie działające w obszarze social media, które wyparło innych mniej lub bardziej poważnych konkurentów na tym polu, w tym wszechobecnego facebooka. Wally, bo tak nazywa się inteligentny komunikator, zawładnął życiem wszystkich, a firma kierowana przez Clarka stała się jedną, o ile nie jedyną dyktującą warunki, sterującą, lobbującą i definiującą styl życia firmą na świecie. Jednak zanim do tego doszło, wydarzyło się wiele złych rzeczy, które teraz nie pozwalają Benowi normalnie żyć. Mężczyzna ma złamane serce, ale także dręczą go ogromne wyrzuty sumienia i zdaje się, że nigdy nie będzie mógł osiągnąć wewnętrznego spokoju. 

Ben zostawił sukces za sobą, odszedł od Clarka i zajął się prowadzeniem własnego biznesu. Jednak to i tak nie pozwoliło mu oderwać się całkowicie od przeszłości i zapomnieć o tym, co było, kogo stracił i dlaczego, a także co właściwie stało się z jego ukochaną Sally. Mężczyzna wierzy, że jego pierwsza prawdziwa miłość ciągle żyje i ma zamiar to udowodnić. Rozpoczyna się gra. I nie ma w tym nic pejoratywnego. To naprawdę jest gra, tylko nie wiadomo kto rozstawia pionki w tej rozgrywce, kto będzie wygranym, a kto poniesie sromotną klęskę. Pamiętajmy, że w tego typu opowieściach najważniejszy jest element zaskoczenia. I w „Easylog” nie będzie inaczej. To właśnie końcowe pasjonujące sceny sprawiają, że najnowsza powieść Mariusza Zielkego zasługuje na miano wciągającej sensacyjnej książki z zaskakującą puentą. Autor stworzył powieść na miarę najlepszych czarnych scenariuszy, co może się stać, gdy za bardzo pragniemy władzy, pieniędzy i ufamy sile komunikacyjnej cyberprzestrzeni. W powieści pojawiają się ci źli i dobrzy, mordercy na zlecenie, mafia, policja i zepsute pieniędzmi i brakiem miłości dzieciaki. 

Wyraziste postaci, dynamika, świetny język, dopracowane szczegóły, intryga i zaskoczenie, to chyba recepta na udaną książkę sensacyjną. Z pewnością Mariusz Zielke zgłębił wszystkie jej składniki. Polecam.

Zadałeś się z rekinami, Ben. Po co ci to wszystko? Miałeś spokojne życie i wszystko poukładane, a ty postanowiłeś to przekreślić i wejść na drogę rozgrywek dla naprawdę dużych chłopców. I z jakiego powodu? Dla miłości? Czy to miłość cię napędzała? Czym jest? Co takiego znaczy, że jesteś dla niej gotów ponieść najwyższą ofiarę, że stawiasz wszystko na jedną kartę, ryzykujesz, nawet nie wiesz jak bardzo, bo zmieniasz się w potwora. Wiesz mi, wiem, co mówię. Nie mam pojęcia o miłości, ale o zabijaniu wiem więcej niż ty. Znacznie więcej. Trzydzieści parę razy więcej. To nie twój świat, nie twoja liga.” [1]



[1] Str. 122, Easylog, Mariusz Zielke, Akurat, Warszawa 2014

piątek, 1 listopada 2013

Mariusz Zielke "Formacja trójkąta"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Czarna Owca.


„Formacja trójkąta” autorstwa Mariusza Zielke to jego druga powieść po kontrowersyjnym „Wyroku”.  Wydana przez wydawnictwo Czarna Owca, w serii zwanej Czarną, idealnie wpasowuje się w ten sensacyjno-kryminalny cykl. Jest to moje pierwsze spotkanie z prozą tego autora i muszę przyznać, że niezwykle udane. Klimat politycznych afer, przekrętów, mafii, szybkich samochodów, postrzałów, wybuchów, ostrego seksu, płatnej miłości, a także zwykłych ludzkich pragnień jest mi niezwykle bliski, ale nie dlatego, że mam to na co dzień (o nie!), lecz ze względu na osobiste upodobania i zainteresowania. 

Akcja powieści zaczyna się w momencie zabójstwa Witolda Sworowskiego, prezesa Giełdy Papierów Wartościowych. Dziennikarz Bartek Milik zaczyna zajmować się tą sprawą, jednocześnie do akcji wkracza piękna agentka ABW, Marta, oraz wkrótce na arenie pojawia się twardy gliniarz, Greg, prywatnie przyjaciel Bartka. Wkrótce agentka ABW znajdzie się w śmiertelnym niebezpieczeństwie, Milik ruszy jej z pomocą, jednocześnie czując coraz większy pociąg do pięknej dziewczyny. Ale to dopiero początek tragicznej w skutkach rozgrywki, gdzie sekrety zahaczają o najwyższe władze, a tak naprawdę okazuje się, że wszystkim rządzi pieniądz i seks. Bohaterowie wikłają się w coraz większe układy i zależności, odkrywają, jak funkcjonują najwyższe osoby w państwie. To, co ujrzą pod płaszczykiem patriotyzmu, dobra kraju i oddania społeczeństwu jest niczym innym, jak tylko zwykłym pragnieniem kasy i realizowaniem tylko własnych zachcianek.

Mariusz Zielke uwikłał swoich bohaterów w zagmatwaną intrygę, gdzie każdy ich krok może być ostatnim, a rozwiązanie wcale nie jest oczywiste i jednoznaczne. 

Powieść wciąga od początku do końca, czyta się ją jak świetny scenariusz zgrabnej historii sensacyjno-obyczajowo-kryminalnej, ze sporą domieszką erotyki, złych charakterów i nader celnego rysu naszej teraźniejszości.

„Formacja trójkąta” na pewno zaspokoi czytelników lubiących inteligentną fabułę, bohaterów z krwi i kości, świetne dialogi i nieszablonowe zakończenia. Niewątpliwie należę do takiej właśnie grupy czytelniczej, dlatego wpisuję tę powieść na moją osobistą listę najciekawszych książek. Polecam.

„Milik przysłuchiwał się tej rozmowie i mógł powiedzieć jedno: jeśli wszystkie śledztwa w tym kraju wyglądają podobnie, to przestępcy mogą się czuć bezkarni. Prokuratorów nie obchodził wynik śledztwa, wina, kara czy cokolwiek w tym koszyku usług. Oni chcieli się upewnić, że prywatna wendeta Marty nie skończy się jakąś wielką chryją na poziomie Sejmu, komisji śledczej czy – nie daj Boże – organów Unii Europejskiej. Możesz zamordować, kogo chcesz, ukraść, na co masz ochotę, napierdalać się z gangsterami na głównej ulicy miasta, tylko – na Boga – nie każ nam za to ponosić odpowiedzialności.” [1]


[1] Str. 192, Formacja trójkąta, Mariusz Zielke, Czarna Owca, Warszawa 2013.

wtorek, 29 maja 2012

Mariusz Zielke "Księga kłamców"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autora.

Nie ma to jak zamieszać czytelnikowi w głowie, zostawić go z rozdziawionymi ustami, wyrazem niedowierzania na twarzy, a nawet nieco debilnym jej wyrazem. Bo kto tu kogo zrobił w konia? Kto z kogo zrobił idiotę? A może ktoś tu się przeliczył, wierząc, że wszystko będzie takie jasne w odbiorze? Ależ skąd. W najnowszej powieści Mariusza Zielke „Księga kłamców” NIC nie jest jasne, NIC nie jest proste, WSZYSTKO z chirurgiczną precyzją stworzone zostało po to, aby biedny czytelnik zaliczył uderzenie koparą o podłoże.
O czym więc jest ta książka? Ech, gdyby było to takie łatwe, na pewno z chęcią odpowiedziałabym na to odwieczne pytanie. „O czym jest ta powieść?” „Co autor miał na myśli?”
A skąd ja, na litość boską, mam to wiedzieć? Wiem tylko, że występuje tutaj znana malarka Anna, która najbardziej lubi malować nago. Jest zafascynowany nią młodziutki Bastian. Jest jego dziewczyna, Ina, która nie do końca wie, kogo właściwie kocha. I on. Siergiej. Pojawia się w najmniej oczekiwanych momentach. Zaskakuje. Szokuje. Jest bezwstydny, pewny siebie i swojej zniewalającej mocy, którą wykorzystuje wobec płci przeciwnej. Zawsze gotowy, zawsze chętny, biorący, ale i czasami hojny. Bóg seksu? Też. Demon? Na pewno. Ale… czy wierzę w to, co napisałam? Tego nie wiem.
Autor stworzył historię wielowymiarową, inspirującą, burzącą powszechny osąd na to co dobre, a co złe, na to co czarne i białe, znane i słyszane. Przekomarza się niemal w każdym słowie i w każdej scenie, burzy stereotypy, kala świętości, mówiąc kolokwialnie, ukręca na siebie bat. Nie ma dla niego rzeczy niemożliwych, nie ma granic, nie istnieje dobro ogółu, ani jednostki, jest fantazja, jest nieposkromiona wyobraźnia, jedna historia wychodząca z drugiej, które na zmianę wciągają, innym razem oburzają, odrzucają. A jednak nie pozwalają się oderwać i rzucić niedokończoną powieść w kąt. Tak więc jest to idealna książka dla każdego, kto nie boi się wyzwań, kto lubi się trochę zakręcić, komu nieobce psychodeliczne klimaty, gdzie nigdy nie wiadomo co jest jawą, a co snem.
W sumie nie wiem po się tyle rozpisałam. Bo „Księgi kłamców” nie da się jednoznacznie określić, zdefiniować, a tym bardziej nie da się zrecenzować jej treści. Najlepiej po nią sięgnąć i po przeczytaniu udawać, że się nie zwariowało.