Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Akurat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Akurat. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 31 października 2017

Kara Thomas "Mroczne zakamarki"

Małe prowincjonalne miasteczko. Młodzi ludzie. Marzenia, plany, chęć ucieczki i… seryjny zabójca. Tessa wraca do Fayette, bo otrzymała wiadomość z lokalnego zakładu karnego, że zmarł jej ojciec. Od lat nie ma kontaktu z matką, ani z siostrą, a z jej wczesną młodością wiąże się mrożąca krew w żyłach historia. Ona i jej przyjaciółka Callie przyczyniły się do ujęcia seryjnego zabójcy dziewcząt, Wyatta Stokesa, który zabił także ich koleżankę. Lecz czy teraz Tessa jest pewna, że naprawdę widziała to, co widziała i co wówczas zeznała?

Tessa nie może się doczekać, kiedy opuści Fayette, którego ciasna, niemal klaustrofobiczna atmosfera zaczyna sprawiać, że dziewczyna po prostu się dusi. Ale jednocześnie pragnie odszukać swoją siostrę, Joslin, która prawdopodobnie zmieniła tożsamość. Pragnie także wyjaśnić, co tak naprawdę wydarzyło się dekadę temu. Młoda kobieta przestaje wierzyć, że wówczas wskazały prawdziwego zabójcę, a jeśli okazałoby się prawdą, że Stokes nie był winien śmierci młodych kobiet, to może oznaczać tylko jedno. Że zabójca wciąż jest na wolności. Gdy ginie ich koleżanka i zostaje znaleziona w podobnych okolicznościach, jak poprzednie ofiary sprzed lat… Tessa już wie, że gra dopiero się rozpoczęła. Lecz nie przypuszcza do jakiej prawdy dotrze i jakie tajemnice dotyczące jej rodziny wyjdą na jaw.


„Mroczne zakamarki” to duszny thriller, przytłaczający i na pewno zaskakujący. Świetnie oddany klimat małego mrocznego miasteczka, czającego się zła i sekretów, które mogą przynieść tylko śmierć. Trzeba czytać z uwagą, akcja rozwija się powoli, ale zmierza do ciekawego finału. Dla miłośników gatunku.


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Akurat.



czwartek, 12 stycznia 2017

Paul Crilley "Poison City"

„Poison City” Paula Crilley’a to mieszanka gatunkowa na pograniczu kryminału, sensacji i fantastyki. Główny bohater, Gideon Tau, zwany Londonem, jest policjantem w delfickim wydziale w Durbanie. Zajmuje się wszystkim tym, co paranormalne, niekonwencjonalne i niedostrzegalne. Wampiry, wróżki, strzygi, anioły reprezentują swoisty półświatek, obarczony nadprzyrodzonymi mocami i dysponujący siłą, o jakiej śmiertelnikom się nie śniło.
Gideon w równie brutalny i bezkompromisowy sposób rozprawia się z istotami z „tej drugiej strony”, jednocześnie mając nadzieję, że uda mu się odnaleźć zaginioną córkę. Jest typowym gliniarzem serii kryminalnej: silnym, ale poharatanym wewnętrznie, z własną traumą, osobistą stratą i pragnieniem odkupienia. 

Autor tworząc świat pełen istot o magicznych mocach, tak naprawdę pokazuje nasz świat, pełen przemocy, zła, korupcji, szantażu. Tylko tutaj, zamiast polityków, mocodawców czy milionerów występują stwory o ponadnormalnych umiejętnościach. A specjalny oddział delfickich stróżów prawa musi sobie z tym radzić. Bo tak naprawdę wydział policji nie przyznaje się, że istnieje coś takiego, jak „druga strona” i szefowa Gideona wciąż musi walczyć o środki dla swojego wydziału.

Na podstawie „Poison City” powstaje w tej chwili serial telewizyjny i śmiem przypuszczać, że będzie dobrą alternatywą dla wszystkich wielbicieli serii o braciach Winchester, czyli „Supernatural”. 

Na uwagę zasługuje postać Psa, partnera Gideona, który uwielbia pić whisky, a jego cięty język i ostry humor nadają dialogom tej dwójki niepowtarzalnego klimatu.

Polecam wszystkim, lubiącym nieszablonowe powieści z gatunku fantasy, których nie odstraszają opisy krwawych scen i bezkompromisowy język, którym władają bohaterowie. 


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Akurat.




środa, 16 marca 2016

Anna Bednarska "Trudny mężczyzna"

A zaczęło się tak niewinnie. Jest ona, on, grupka przyjaciół, z których każdy przeżywa lepsze i gorsze chwile. Jest praca, która nieco dziwna, ale daje satysfakcję. Są chwile spędzane razem, bo przecież on jest zdolnym pisarzem, który przeniósł się do Warszawy, aby być bliżej mainstreamu i trzymać rękę na pulsie. A ona przez pięć lat jest jak ciepła i bezpieczna przystań. Co z tego, że on czasami robił skok w bok, a właściwie skoki w bok? Przecież to silniejsze od niego, poza tym robił research do książki, poza tym on nie umie inaczej, ale ją kocha. A ona wierzy. Chce wierzyć. Jeszcze trochę, jeszcze chwila, on zdobędzie uznanie i sławę i wróci do ich miasta. Zamieszkają razem. Będzie tak jak ma być.

A potem nadchodzi pewna impreza.
I pojawia się… jeszcze jeden on.
I już nic nie będzie takie jak przedtem.

W sumie dla bohaterki, Olgi, pracującej jako redaktorka w portalu Magia życia, to chyba nawet dobrze, że coś zmieni się w jej życiu. Adam, zdolny obiecujący pisarz jest ciągle zajęty, w Warszawie robi karierę, właśnie ukazała się jego pierwsza kontrowersyjna książka, bardzo dobrze przyjęta. Zaczęły się wywiady, spotkania, plany na przyszłość. Olga wie, że musi wspierać ukochanego, jednocześnie ciągle stara się w sobie dusić wątpliwości, czy to w ogóle ma przyszłość, czy Adam jest jej wierny, bo przecież wcześniej… Kobieta zostawia to, nie myśli, nie przypomina sobie, bo i po co? Cieszy się tym, co jest. Ma satysfakcjonującą pracę, przyjaciół, Rafała, Majkę, Elizę, koleżanki z pracy. Wszystko jest… jakoś. Do momentu, kiedy na imprezie u Rafała poznaje Radka. Projektanta ogrodów, przystojnego, nieco zamkniętego, palącego za dużo papierosów mężczyznę, który od pierwszej chwili patrzy na nią tak, jakby była jedyną kobietą na ziemi. Ale nie jest jedyna, w dodatku obok niej stoi jej partner, który jakby szóstym zmysłem wyczuwa konkurencję i zaczyna przysłowiowo „znaczyć teren”.

Lecz to nie tylko imprezowe zauroczenie. Olga przestaje śnić. Radek zaczyna. Pojawiają się na swoich drogach wciąż i wciąż. Napięcie, fascynacja, pożądanie rosną z godziny na godzinę, z dnia na dzień. Lecz tu nic nie będzie proste. Związek Olgi, jej wyrzeczenia, jej wiara w Adama, przeszłość Radka, jego demony, gniew, rządzący jego życiem. Do tego przyjaciele, którzy sami nie mogą poradzić sobie z własnymi decyzjami.

„Trudny mężczyzna” Anny Bednarskiej to powoli rozpędzający się rollercoaster uczuć, emocji, trudnych decyzji i budzącej się miłości, która nie powinna się zdarzyć.
Autorka gra na uczuciach czytelnikach, zaczynając swoją powieść spokojnie, niewinnie, aby potem rzucać coraz cięższe argumenty, sprawiając że z nerwów zaczynamy tupać nogami i siłą woli powstrzymujemy się, aby nie zajrzeć na ostatnią stronę.

Świetna, wciągająca, denerwująca, pełna uczuć, emocji, przemyśleń. Doskonała lektura, polecam!



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Akurat.

niedziela, 7 lutego 2016

Gail McHugh "Amber"

W ostatnim czasie, po kasowym sukcesie Greya, potem Crossa, pojawiła się nowa moda. Bo inaczej tego nazwać nie można, w literaturze także są trendy. Wcześniej były wampiry, chick-lit, a ostatnio rządzi New Adult, połączony z coraz to śmielszymi wątkami erotycznymi. Dlaczego o tym wspominam? Bo książka autorstwa Gail McHugh zatytułowana „Amber” jest właśnie połączeniem tych dwóch ostatnich, nazwijmy to podgatunków. New Adult i ostra erotyka, tak można określić to, co reprezentuje ten właśnie tytuł. 

Zaczyna się jak standardowa historia o „młodych dorosłych”. Amber Moretti, dziewczyna-odludek, naznaczona przeszłością, która w jakiś sposób decyduje o jej teraźniejszości, rozpoczyna nowy etap w swym życiu, jakim są studia. Poznaje nowych ludzi, stara się odnaleźć w nieznajomym otoczeniu i robi wszystko, aby zapomnieć o koszmarach z dzieciństwa. Gdy poznaje przystojnego, zabawnego i pełnego ogłady Brocka, zaczyna wszystko widzieć w jaśniejszych, niż do tej pory, kolorach. Wszystko zaczyna się pozytywnie układać do chwili, gdy na drodze Amber staje także zabójczo przystojny, ale nie mający nic wspólnego z ogładą, kontrowersyjny, wytatuowany, „bad boy” Ryder. W tym momencie świat Amber zaczyna drżeć w posadach, gdyż w niedługim czasie okazuje się, że zarówno Brock, jak i Ryder zaczynają zbyt wiele znaczyć w życiu dziewczyny, a co gorsza, w grę zaczynają wchodzić uczucia, którymi zagubiona bohaterka powoli obdarza jednego i drugiego chłopaka. Powiecie: to już było, klasyczny trójkąt, zdarza się. Uwierzcie mi, to co zafundowała Gail McHugh jest dalekie od tego, co wam teraz chodzi po głowach. „Amber” to historia, która łamie wszelkie tabu, przekracza granice i rzuca czytelnika na granicę ostrej… erotyki, żeby nie użyć słowa na „P”. Oprócz czasami miażdżących opisów gorącego seksu pomiędzy… bohaterami, tak całą trójką, mamy jeszcze całą psychologiczną otoczkę tego, co przeżywają, a to także nie należy do łatwych i przyjemnych odczuć. 


Nie wiem jak mam ocenić tę powieść, na pewno napisana jest wciągającym, prostym językiem, pełnym akcji, przemyśleń i wyciekających z każdej strony emocji. Nie jestem osobą pruderyjną, a jednak niektóre opisy sprawiały, że zastanawiałam się, czy w dzisiejszej literaturze jest jeszcze granica pomiędzy subtelną erotyką, a ostrą pornografią (tak, to właśnie to słowo na „P”). Z drugiej strony, gdyby nie druzgocąca historia bohaterki, jej odczucia, przemyślenia, przeżycia, pewnie byłabym skłonna napisać, że było to tylko właśnie ostre porno. Ale tak nie jest. W tej książce jest o wiele więcej, a erotyka (balansująca na wspomnianej granicy) stanowi tylko uzupełnienie fabularnej treści. Czy możemy przyjąć, że to nowy trend w literaturze? Pewnie tak, podejrzewam, że takich książek pojawi się w najbliższym czasie jeszcze więcej. Czy to dobrze? Nie wiem, jeśli takie są potrzeby czytelników, to być może tak. Na pewno wiem, że „Amber” łamie wszelkie tabu i zdecydowanie przeznaczona jest dla dorosłych odbiorców. 

Za książkę dziękuję wydawnictwu Akurat (Muza).

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Gail McHugh "Collide"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Akurat (Muza).

Premiera książki: 17 czerwca 2015 r.


Trójkąty są modne. I nie chodzi tutaj o figury geometryczne na sukienkach (chociaż to też chyba jest na czasie), ale o układ On-Ona-On. Zawsze taka klasyka wzbudzała zainteresowanie, emocje i rumieniec zdrowej bądź nie ciekawości. Motyw stary jak świat, nader często eksploatowany, jednak ciągle żywy i nie ulegający przedawnieniu.

Autorka „Collide”, Gail McHugh także sięgnęła po tę tematykę i umiejscowiła swoich bohaterów w klasycznym właśnie trójkącie uczuciowym.
Emily to młoda dziewczyna, ale już wiele ma za sobą. Po śmierci matki postanawia przeprowadzić się do Nowego Jorku, tam gdzie pracuje jako makler jej chłopak, Dillon. Mężczyzna pomaga ukochanej osiąść w mieście, które podobno nigdy nie śpi, ale robi to też dla własnej wygody. Bo Dillon pozornie może i jest kochanym chłopakiem, ale z czasem poznajemy jego drugą twarz i nie należy ona do najsympatyczniejszych.

Dziewczyna jednak, póki co, jest szczęśliwa i zakochana. Przypadek sprawia, że spotyka potentata świata reklamy, Gavina Blake’a, który potem co rusz pojawia się w jej najbliższym otoczeniu. Jednak Emily stara się nie zwracać uwagi na przystojniaka, gdyż, po pierwsze ma chłopaka, po drugie ma chłopaka, a po trzecie Blake znany jest z rozwiązłości i przeskakiwana z kwiatka na kwiatek. Tak przynajmniej opisuje go Dillon, który, jak się potem okazuje, zna się dosyć dobrze z Gavinem. Jednak czy naprawdę go zna? I czy Dillon jest taki kryształowy, za jakiego chce uchodzić?

Emily gubi się w domysłach, pytaniach i własnych odczuciach. Wątpliwości gromadzą się w jej głowie i nie dają normalnie funkcjonować. Nie można żyć w dwóch światach naraz, a tym bardziej z dwoma mężczyznami u boku. Dziewczyna rzucona pomiędzy znane a nieznane nie wie, w którą stronę się udać. Czym doprowadza czytelnika do zgrzytania zębami. Bo jednak my wiemy o wiele więcej i to niemal od samego początku.


„Collide” to bez wątpienia klasyczny romans z problemami, zabarwiony erotyką i wątkami obyczajowymi. Typowy reprezentant gatunku pomiędzy New Adult a romansem właśnie. Czyta się szybko i bezkolizyjnie, jednak nie spodziewajmy się fajerwerków, czy duchowej uczty. To typowa rozrywka i to dla wyznawców (zdecydowanie wyznawczyń) gatunku. I im tę książkę polecam.

niedziela, 5 kwietnia 2015

Kathryn Taylor "Barwy miłości"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Akurat (MUZA).


Erotyki sypią się drzwiami i oknami, najpierw ta faza miała miejsce po premierze I tom historii o pewnym panu Szarym, a teraz ponownie, kiedy tamta opowieść doczekała się adaptacji filmowej. Zawsze tak jest, że gdy jakiś, nazwijmy to trend, zacznie obowiązywać, wówczas na fali popularności powstają kolejne zbliżone, przynajmniej tematyką, historie. Pamiętamy zapewne sukces książki „Zmierzch”. Po jej premierze nastąpił boom na wampiropodobne historie (zapominając o jednej z prekursorek-Anne Rice). 
W każdym razie literatura często rządzi się prawami popytu i podaży, zwłaszcza obecnie,  mówię o literaturze popularnej.

Tak więc do mojej biblioteczki trafiła książka Kathryn Taylor, zatytułowana „Barwy miłości”. Oczywiście blurb na okładce informuje nas, że jest to najgorętsza opowieść od czasów Greya. Nie wiem, nie ocenię, musiałabym chyba przeczytać wszystkie historie romansowo-erotyczne, które ukazały się na przestrzeni ostatnich czterech lat. A poza tym nie uważam Greya za historię „gorącą”, raczej „letniawą”, więc na pewno nie będę postrzegać „Barw miłości” w tych kategoriach.

W książce oczywiście wykorzystano motyw Kopciuszka i Księcia. Z tym, że ten Kopciuszek, to młoda Amerykanka, Grace Lawson, która przyjeżdża do Londynu na trzymiesięczne praktyki w korporacji przyszłego lorda, Jonathana Huntingtona. Jak od początku można przypuszczać, dziewczyna wpada w sidła przystojnego i zniewalającego milionera, jednakże od początku ma zastrzeżone, że nie może się w nim zakochać. I że to jednorazowa przygoda. Jednakże staje się inaczej, Grace zaczyna rozumieć, że coś czuje do swojego pracodawcy. A mężczyzna? Zachowuje się inaczej, niż w stosunku do swoich wcześniejszych przygód. Ale postanawia zabrać Grace do własnego zakazanego świata. Świata wyuzdanego i przypadkowego seksu, ukrytego za kosztownie wykonanymi maskami zakrywającymi twarz.

Czy Grace podoła temu wyzwaniu? Czy Jonathan naprawdę chce, aby dziewczyna uprawiała seks z przypadkowymi kochankami, na oczach innych?

Książka kończy się zadanym pytaniem, ale brakiem odpowiedzi, co jest jednoznaczną zapowiedzią kolejnego tomu.


„Barwy miłości” to całkiem zgrabnie napisany romans erotyczny, nie nużący, ale i nie porywający. Konstrukcja głównej bohaterki jest nieco schematyczna, Jonathan ma więcej do zaproponowania. Sceny erotyczne, z małymi wyjątkami dotyczącymi nazewnictwa miejsc intymnych (są perełki i muszelki), są całkiem nieźle napisane i co ważne, nie śmieszą. Mimo mojego nieco ambiwalentnego stosunku do tej historii, finał sprawia, że chętnie przeczytam kontynuację, z nadzieją, ze oprócz ognia w sypialni (w kuchni, limuzynie i gdzie tam jeszcze…), takim ogniem i siłą zostanie obdarzona główna bohaterka. 

niedziela, 21 grudnia 2014

Cecelia Ahern "Love, Rosie"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Akurat (Muza).

Na to pytanie chyba nikt nigdy nie znajdzie jednoznacznej odpowiedzi. Pada mnóstwo teorii, uzasadnień, przykładów, ale czy są one miarodajne i prawdziwe? Bo czy możliwa jest przyjaźń pomiędzy kobietą i mężczyzną? Taka wolna od wszelkich podtekstów seksualnych i wzajemnych pragnień? Zaczęłam się nad tym zastanawiać po lekturze książki „Love, Rosie” autorstwa Cecelii Ahern, gdzie właśnie ukazana jest taka niesamowita przyjaźń pomiędzy tytułową Rosie i Alexem.

Ta para jest właściwie nierozłączna od najmłodszych lat. Wszystko robili razem, byli outsiderami, trzymali się tylko we dwójkę, skutecznie doprowadzając nauczycieli do szału. Jednakże czas szedł do przodu, para przyjaciół dorosła, dojrzała i nadeszła pora na wiążące decyzje. Wskutek pewnych okoliczności, Alex znalazł się w Bostonie na studiach medycznych, a Rosie… została w Irlandii, gdzie musiała porzucić swoje marzenia o studiach hotelarskich, gdyż w jej życiu pojawiła się pewna mała istotka, za którą stała się w pełni odpowiedzialna.

„Love, Rosie” to właściwie zapis wieloletniej wymiany mailowej, smsowej pomiędzy Alexem a Rosie, dzięki której poznajemy niemal ich całe życie, zmagania z przeciwnościami losu, tęsknoty, błędy, pragnienia, marzenia. Niby są przyjaciółmi, ale… Właśnie, o czym jest ta książka? O przyjaźni damsko-męskiej? Też, ale jest to wciągająca i wzruszająca powieść o miłości. Bo od samego początku wiemy, że bohaterowie kochają się, tylko po pierwsze: jeszcze o tym nie wiedzą, po drugie: uświadamiają to sobie w różnych momentach życia, po trzecie: mają problem z zadeklarowaniem tego drugiej połówce.

Powieść ta to historia mijania się w czasie, w życiu, historia bolesna i często bardzo irytująca, chciałoby się potrząsnąć bohaterami, wrzasnąć na nich, pomóc w jakiś sposób. To dobrze, bo to znak, że emocje zostały nagromadzone w takim stopniu, że udzielają się czytelnikowi.
Warto dodać, że ta książka została wcześniej wydana pod tytułem „Na końcu tęczy”, a niedawno wszedł na ekrany kin film na podstawie tej opowieści.


Polecam wszystkim wielbicielkom prozy Sparksa, bo jakoś skojarzyła mi się ta historia z jego książkami, a także wszystkim pasjonatkom skomplikowanych, nie pozbawionych humoru, powieści o wielkich miłościach. 


Trailer filmu:

piątek, 5 grudnia 2014

Tina Reber "Próba uczuć"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Akurat (Muza).


Świat fabularny, przedstawiony w książkach, gdzie bohaterowie pochodzą z dwóch przeciwległych krańców czy to społecznych, czy geograficznych, czy też nawet galaktycznych zawsze wypada atrakcyjnie. No bo przecież nic tak nie pociąga jak obserwowanie zmagań dwóch różnych osobowości, które zdaje się dzielić wszystko, a łączyć tylko… miłość. No właśnie, czy miłość jest w stanie pokonać te wszelkie przeciwności, różnice, wiecznie rzucane kłody pod nogi?

Bohaterowie kontynuacji „Miłości bez scenariusza” autorstwa Tiny Reber wiedzą doskonale jak to jest pochodzić z dwóch różniących się światów. Teraz, w „Próbie uczuć” przechodzą właśnie ową próbę i trzeba zadać od razu pytanie: czy wyjdą z niej z tarczą czy na tarczy? O tym oczywiście przekonacie się po lekturze.

Ryan Christensen to hollywoodzka gwiazda światowego formatu. Gra w mega kasowym serialu, a teraz raz po raz otrzymuje główne role w filmach, na które ludzie tłumnie przybywają do kin. Jednak Ryan jest normalnym facetem, który czasami jest zmęczony, smutny, ma depresję i chciałby normalnie przejść się ulicą, bez nachalnego zaczepiania przez rozhisteryzowane fanki, czy też bez błyskania po oczach światłami fleszy przez wszechobecnych i wścibskich papparazzi. Odkąd związał się z właścicielką pubu (w którym schronił się uciekając przed hordą napalonych fanek), Taryn Mitchell, jego życie nabrało większego sensu. No bo nie samymi jupiterami i milionami dolarów człowiek żyje. Oboje przeżyli wielką tragedię i teraz próbują układać wspólny los, mając na uwadze specyfikę zawodu Ryana. Jednak czy jest to takie proste? 
Jak zareaguje Taryn na liczne sceny łóżkowe swojego chłopaka z aktorką, która prywatnie jej nie cierpi? Czy Ryan ogłosi światu ich zaręczyny, chociaż jego rzeczniczka prasowa uważa, że to zniechęci fanki? Czy Taryn może czuć się bezpieczna, bo przecież już raz stała się przedmiotem ataku, a teraz, gdy świat już wie, że jest ukochaną Ryana, czy znowu musi się pilnować? Wreszcie: czy dziewczyna pogodzi się z tym, że jej życie już nigdy nie będzie takie jak przedtem, wystarczy tylko spojrzeć na dzikie tłumy piszczących wielbicielek Christensena koczujące przed i w pubie, żeby zdać sobie sprawę, że jej anonimowość należy do czasu przeszłego.

W drugim tomie tego romansu autorka pokazuje głębiej całą grozę celebryckiego życia i zagrożenia, z jakimi gwiazdy zmagają się na co dzień. Czy to wielka czy mała cena za życie pełne wrażeń, przygód i luksusu? No cóż, zależy kto i jakie ma priorytety. Jednak miło jest poczytać o takim świecie, a potem wyjść na ulicę, nie martwiąc się, że ktoś będzie z ukrycia robił nam zdjęcia, które potem automatycznie znajdą się na plotkarskich portalach.

„Próba uczuć” to zgrabnie napisany romans, z gorącymi scenami seksu, z licznymi problemami i zawirowaniami w życiu bohaterów. Swobodna, niezobowiązująca lektura, którą czyta się szybko i która stanowi całkiem miłą rozrywkę. Dla czytelniczek pierwszego tomu na pewno obowiązkowa pozycja. Polecam.

środa, 15 października 2014

Sylvain Reynard "Pokuta Gabriela"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Akurat (Muza).


Pokuta Gabriela” autorstwa Kanadyjczyka, Sylvaina Reynarda to trzeci tom trylogii, zwanej piekielnym erotykiem. Czy ja wiem, czy to naprawdę erotyk? Oczywiście, są tam sceny namiętnego seksu, ale to nie on stanowi trzon fabuły i nie on jest najważniejszy. O czym jest ta seria? Ano o miłości, która nie powinna się zdarzyć. On, zniewalający profesor italianistyki, Gabriel Emerson, ona to jego studentka, trochę zagubiona, z nieciekawą przeszłością, Julia Mitchell, ale za to zafascynowana, tak jak i jej mentor, Dantem. Trzeci tom, który miałam okazję czytać, przedstawia dalsze perypetie tej namiętnej i poharatanej przez życie pary, która teraz wchodzi na nową drogę, już jako małżeństwo i próbuje odnaleźć się w świecie pełnym podłości, zamierzchłych spraw i przeszłości, która w jakiś sposób uformowała zarówno jego, jak i ją.

Aby mieć jasny obraz, o czym jest ta książka, przeczytałam także tom I i od razu rzuciły mi się w oczy pewne znajome rysy, zarówno fabularne, jak i bohaterów. Tak jak przypuszczałam, ta historia była niegdyś fan fiction głośnego „Zmierzchu” i ma tam swoją genezę, podobnie jak równie głośny Grey. Jednakże uważam, że zarówno warstwa fabularna, jak i kreacje bohaterów są o wiele lepsze i na wyższym poziomie, niż te dwie książki, o których wspominam.
Widać, że autor jest zafascynowany Florencją, Dantem, posiada wiedzę na ten temat i zgrabnie wplata to w fabułę. Bohaterowie nie są papierowi, naiwni, chociaż pewne konotacje z Meyerowską Bellą są, (przygryzanie wargi, usilnie karmienie Julii przez Gabriela), jednakże nie odbiera to przyjemności czytania i gdybym niegdyś nie czytała wielu fan fiction, pewnie te nawiązania nie rzuciłyby mi się w oczy.

Książka naszpikowana jest zwrotami akcji i widać, że autor uwielbia swoim bohaterom rzucać kłody pod nogi. Zakończenie trylogii może doprowadzić do niezłej nerwowości, ale nie będę zdradzać dlaczego. Jednakże ukłon w stronę Reynarda, że umiał do końca podtrzymać napięcie i fabularnie nieźle zakręcić czytelnikiem.

Jeśli chodzi o erotyczną stronę książki, to jest sporo scen miłosnych, ale są bardzo zgrabnie i niewulgarnie napisane, chociaż akurat w tym tomie jest ich zatrzęsienie. No, ale profesor Emerson i jego młoda żona niedawno mają siebie do woli, więc dajmy im się sobą nacieszyć.
Komu mogę polecić tę książkę i całą serię? Na pewno zwolenniczkom gorących romansów z bolesnymi tajemnicami przeszłości w tle i z ciągłymi zwrotami akcji, od których zęby ze złości czasami same się zaciskały. Zdecydowanie lektura dla kobiet, z serii tych lżejszych. Romans, niekiedy wzruszający i denerwujący. Najlepiej rozpocząć od tomu pierwszego, czyli „Piekła Gabriela”.

wtorek, 24 czerwca 2014

Tina Reber "Miłość bez scenariusza"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Akurat (MUZA)


Gdy patrzymy na życie gwiazd kina lub muzyki, to niektórzy pewnie marzą o podobnej celebryckiej egzystencji. Zero trosk finansowych, sława, błysk fleszy, okładki najpoczytniejszych magazynów, wakacje w najpiękniejszych miejscach na ziemi, gorące noce w modnych klubach. To ta jasna strona bycia gwiazdą, zwłaszcza hollywoodzką gwiazdą. Ale takie życie na świeczniku ma także swoje cienie i jeśliby położyć na wadze tę jasną i ciemną stronę życia celebryty, to nie wiem w którym kierunku przechyliłaby się szala. 

Do czego może doprowadzić nieustanne zainteresowanie fanów i wścibstwo paparazzi, śledzenie każdego kroku gwiazdy i przeinaczanie słów wypowiedzianych bez większego zastanowienia, bezlitosne błyskanie fleszami po oczach i umieszczanie gdzie się da zdjęć zrobionych w najmniej oczekiwanych momentach i wiele innych nachalnych ingerencji nieznajomych osób, możecie przeczytać w książce Tiny Reber, zatytułowanej „Miłość bez scenariusza”.

Powieść opowiada o romansie Kopciuszka i Księcia. Nie, nie tym razem, chociaż konwencja jest zachowana. Ona, Taryn Mitchell, prowadzi bar, mieszka tuż nad nim, niedawno została zdradzona przez narzeczonego i w związku z tym chce odpocząć od facetów, uznając, że jej dotychczasowe wybory nie były zbytnio szczęśliwe. On, Ryan Christensen, hollywoodzka gwiazda kina, kręci kolejny serial niedaleko miejsca zamieszkania Taryn. Mężczyzna jest przerażony dzikimi atakami rozhisteryzowanych fanek, które bez żenady atakują go na każdym kroku, bez grama przyzwoitości podsuwając pod nos nie tylko postery z prośbą o autograf. Ryan ze spokojem znosi te inwazje, kierując się dobrem filmu i własnej kariery, ale w głębi duszy jest całkiem innym człowiekiem, dla którego największą wartością jest rodzina i ukochana kobieta przy boku. Nie wie nawet, że uciekając w popłochu przed podnieconymi fankami, trafi do miejsca i do kobiety, które zmienią w jego życiu wszystko. Gdy do baru Taryn wpada znany aktor, dziewczyna nie robi z tego wielkiej afery, bo chyba jako jedna z nielicznych nie oglądała żadnego filmu z Christensenem, a całe zamieszanie związane z ekipą filmową tuż za rogiem ulicy traktuje z przymrużeniem oka. Ryana ujmuje spokój i wyluzowanie Taryn, cieszy się, że wreszcie znalazła się kobieta, która nie reaguje dzikim krzykiem i chęcią zerwania z niego koszulki. Na to oczywiście przychodzi czas później, bowiem okazuje się, że ich pierwsze niespodziewane spotkanie to dopiero początek. Bo zarówno Taryn, jak i Ryan nie mogą przestać o sobie myśleć. Lecz czy to w ogóle ma jakąkolwiek szansę na przetrwanie?

Autorka z wielką wprawą pokazała jak bardzo różni się życie zwykłych śmiertelników od życia celebrytów, dla których takie właśnie zwykłe bytowanie może znajdować się tylko w sferze marzeń. Czy zwykła dziewczyna z małego miasta i hollywoodzka gwiazda będą mieć szansę na normalne szczęśliwe funkcjonowanie? Kiedy nie tylko natrętni dziennikarze, czy fani utrudniają im codzienność, ale także ludzie filmu, koleżanki z planu nie są w stanie przyjąć tego „mezaliansu” do wiadomości. Zdaje się, że nie jest to odkrywczy pomysł na fabułę, od razu przypomniał mi się film z Julią Roberts i Hugh Grantem „Notting Hill”. Ale nie ukrywam, że książka bardzo mnie wciągnęła i przeczytałam ją praktycznie w dwa dni, a było co czytać, gdyż powieść liczy ponad 600 stron. 

„Miłość bez scenariusza” przepełniona jest emocjami, uczuciami i gorącymi scenami pomiędzy dwójką bohaterów. To bardzo wciągający romans, który czyta się błyskawicznie. Nie znajdziecie tutaj głębokich przemyśleń, opisów, czy analiz, tutaj dialog goni dialog, a kolejne sceny pojawiają się tak jak klatki w dynamicznym filmie. Może dzięki temu tak szybko się tę książkę czyta. Fabuła wciąga, irytuje, wzrusza. To lektura w sam raz na wakacyjny czas. Dla wielbicielek romansów wręcz pozycja obowiązkowa. Polecam.

wtorek, 15 kwietnia 2014

S.C. Stephens "Bezmyślna"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Akurat (Muza).


Czasami lubię dać porwać się uczuciom, emocjom i szaleństwu pierwszej miłości. Dlatego sięgam po książki, w których nagromadzono dość pokaźny ładunek emocjonalny, w ilościach tak dużych, że czasami aż nie do przyjęcia. Taką właśnie książką jest „Bezmyślna” S.C. Stephens, która premierę w Polsce będzie miała 30 kwietnia za sprawą wydawnictwa Akurat, czyli Muzy.
Książka ta trafiła przedpremierowo do mojej biblioteczki i sprawiła, że miałam ochotę zgrzytać zębami, na przemian ze wzruszeniem lub uśmiechem.

Bohaterka to młoda dziewczyna, Kiera, która jest w szczęśliwym związku z Australijczykiem, Denny’m. Kocha go tak bardzo, że gdy ten otrzymuje propozycję stażu w Seattle, dziewczyna rusza wraz z nim na drugi koniec Stanów i przenosi się również na tamtejszą uczelnię. Okazuje się, że zamieszkają  w domu przyjaciela Denny’ego - Kellana Kyle’a. Kiera wie, że Kellan jest członkiem zespołu rockowego D-Bags i co noc występuje w barze U Pete’a. Gdy dziewczyna pierwszy raz trafia do klubu, od razu zwraca uwagę na przystojniaka z mikrofonem, który swoim magnetycznym głosem i nietuzinkową urodą zwraca uwagę wszystkich fanek płci żeńskiej i nie tylko. Oczywiście okazuje się, że to właśnie przyjaciel Denny’ego, Kellan, u którego para ma zamieszkać. Kiera zaczyna czuć, że mogą pojawić się kłopoty, zwłaszcza, że niemal od pierwszego momentu przystojny rockman zwraca na nią uwagę. Zaczyna się męczarnia, gdyż to co rodzi się pomiędzy dziewczyną, a przyjacielem jej chłopaka, wykracza poza granice zwykłej przyjaźni, czy sympatii. Pomiędzy tą dwójką wybucha płomień namiętności i toksycznego uczucia, z którym walczą, ale nie mogą sobie zupełnie z nim poradzić. Kiera żyje w swoistym trójkącie i na początku Denny jest jedynym, który nie zdaje sobie sprawy z pewnych rzeczy, które dzieją się wokół niego.

Książka opowiada o miłości, potężnej, namiętnej i niszczącej. Mamy tutaj niezdecydowanie, szukanie rozwiązań, zakochanie się w dwóch mężczyznach naraz. Jest także bolesna przeszłość Kellana, okrutne dzieciństwo i przedmiotowe traktowanie kobiet. Jak dla mnie brzmi znajomo. Zdecydowanie mogę powiedzieć, że najmniejszą sympatią obdarzyłam główną bohaterkę, która swoją infantylnością i niezdecydowaniem doprowadzała mnie do szału. Wiele razy chciałam odłożyć tę książkę, bo Kiera sprawiała, że miałam ochotę uderzyć ją w głowę tą ponad sześciuset stronicową knigą. Ale jednocześnie chęć dowiedzenia się co dalej, jak zakończy się ta historia sprawiały, że doczytałam opowieść do końca.

Zdecydowanie jest to książka dla mało wymagającego czytelnika, gdyż oprócz emocji i niezrozumiałych decyzji bohaterki nie ma tutaj nic więcej. Z drugiej strony opowieść o trudnej miłości, namiętne sceny burzliwego romansu i dosyć ciekawie nakreślona postać Kellana sprawiają, że jednak ta książka ma coś w sobie, coś, co nie pozwala zostawić ją niedokończoną. Może taki był zabieg autorki, żeby doprowadzić czytelnika do pasji, ale jednocześnie zaciekawić i wciągnąć w ten trójkąt pełen kłamstw, namiętności i rozterek.

Przeczytałam na okładce, że jest to trylogia, mam nadzieję, że kolejne części będą dotyczyły innych członków zespołu D-Bags, bo jednak historia Kiery i Kellana jest według mnie już zakończona.
Tak więc jeśli lubicie takie wielobiegunowe powieści, pełne emocji i uczuć, z irytującymi bohaterami (bohaterką) i jesteście wielbicielami romansów pełnych przeciwności losu, to Bezmyślna jest właśnie dla was. I dodam jeszcze, że tytuł idealnie współgra z tym, co sądzę o głównej kobiecej postaci. Oczywiście sięgnę po kolejny tom serii, bo jeśli bohaterką będzie Anna, siostra Kiery, to może być ciekawie.

poniedziałek, 17 lutego 2014

"Easylog" Mariusz Zielke

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Akurat (Muza).


Każdy chyba choć raz oglądał amerykański film akcji. Pościgi szerokimi ulicami, strzelanina, wybuchy, szybkie samochody, luksusowe rezydencje, miejska dżungla, dobry i zły bohater. Jeśli do tego jeszcze dochodzi intryga, zaskakujące zakończenie i ktoś, komu kibicujemy, to można uznać, że to recepta na kasowy sukces filmowej produkcji. A co, jeśli podobne zabiegi zastosuje się w książce? A co, jeśli zrobi to polski autor? Czy to gotowa recepta na udaną powieść? 

„Easylog” to firma Ben Stillera, zajmująca się organizacją eventów i różnego rodzaju imprez. Ben nie ma nic wspólnego ze znanym z komedii amerykańskim aktorem, ale ze spełnionym amerykańskim snem bardzo wiele go łączy. Ponad dziesięć lat temu, wraz ze „złotym chłopcem”, synem milionera Devonem Clarkiem, stworzył genialne urządzenie działające w obszarze social media, które wyparło innych mniej lub bardziej poważnych konkurentów na tym polu, w tym wszechobecnego facebooka. Wally, bo tak nazywa się inteligentny komunikator, zawładnął życiem wszystkich, a firma kierowana przez Clarka stała się jedną, o ile nie jedyną dyktującą warunki, sterującą, lobbującą i definiującą styl życia firmą na świecie. Jednak zanim do tego doszło, wydarzyło się wiele złych rzeczy, które teraz nie pozwalają Benowi normalnie żyć. Mężczyzna ma złamane serce, ale także dręczą go ogromne wyrzuty sumienia i zdaje się, że nigdy nie będzie mógł osiągnąć wewnętrznego spokoju. 

Ben zostawił sukces za sobą, odszedł od Clarka i zajął się prowadzeniem własnego biznesu. Jednak to i tak nie pozwoliło mu oderwać się całkowicie od przeszłości i zapomnieć o tym, co było, kogo stracił i dlaczego, a także co właściwie stało się z jego ukochaną Sally. Mężczyzna wierzy, że jego pierwsza prawdziwa miłość ciągle żyje i ma zamiar to udowodnić. Rozpoczyna się gra. I nie ma w tym nic pejoratywnego. To naprawdę jest gra, tylko nie wiadomo kto rozstawia pionki w tej rozgrywce, kto będzie wygranym, a kto poniesie sromotną klęskę. Pamiętajmy, że w tego typu opowieściach najważniejszy jest element zaskoczenia. I w „Easylog” nie będzie inaczej. To właśnie końcowe pasjonujące sceny sprawiają, że najnowsza powieść Mariusza Zielkego zasługuje na miano wciągającej sensacyjnej książki z zaskakującą puentą. Autor stworzył powieść na miarę najlepszych czarnych scenariuszy, co może się stać, gdy za bardzo pragniemy władzy, pieniędzy i ufamy sile komunikacyjnej cyberprzestrzeni. W powieści pojawiają się ci źli i dobrzy, mordercy na zlecenie, mafia, policja i zepsute pieniędzmi i brakiem miłości dzieciaki. 

Wyraziste postaci, dynamika, świetny język, dopracowane szczegóły, intryga i zaskoczenie, to chyba recepta na udaną książkę sensacyjną. Z pewnością Mariusz Zielke zgłębił wszystkie jej składniki. Polecam.

Zadałeś się z rekinami, Ben. Po co ci to wszystko? Miałeś spokojne życie i wszystko poukładane, a ty postanowiłeś to przekreślić i wejść na drogę rozgrywek dla naprawdę dużych chłopców. I z jakiego powodu? Dla miłości? Czy to miłość cię napędzała? Czym jest? Co takiego znaczy, że jesteś dla niej gotów ponieść najwyższą ofiarę, że stawiasz wszystko na jedną kartę, ryzykujesz, nawet nie wiesz jak bardzo, bo zmieniasz się w potwora. Wiesz mi, wiem, co mówię. Nie mam pojęcia o miłości, ale o zabijaniu wiem więcej niż ty. Znacznie więcej. Trzydzieści parę razy więcej. To nie twój świat, nie twoja liga.” [1]



[1] Str. 122, Easylog, Mariusz Zielke, Akurat, Warszawa 2014

czwartek, 7 listopada 2013

Sylvia Day "Rozkosze nocy"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Akurat.


Sylvia Day zasłynęła erotyczną trylogią o multimilionerze Gideonie Crossie i widać zasmakowała w tym nazwisku, bo w powieści, która trafiła na moją biblioteczną półkę, główny bohater także nazywa się Cross.

Kapitan Aidan Cross jest Strażnikiem, żyjącym od setek lat w alternatywnej rzeczywistości, którą możemy poznać tylko podczas snu. Jego zadaniem jest tropienie Koszmarów, niszczenie ich i pilnowanie, aby nie weszły do świadomości Śniących. Jednocześnie spełnia najbardziej wyuzdane zachcianki śpiących pań, dla których jest jedynie erotycznym snem, natomiast dla Aidana to prawdziwy seks i prawdziwe doznania. Jednak mężczyzna wciąż czuje, że coś mu ucieka, jest znużony i swoje obowiązki wykonuje mechanicznie. Jednocześnie ma wrażenie, że Starszyzna coś ukrywa i nie mówi Strażnikom całej prawdy. Wiele razy Cross opowiada o tym swojemu przyjacielowi, Connorowi, co on jednak zbywa śmiechem lub niedowierzaniem. Wszystko się zmienia, gdy Aidan zostaje wysłany do Śniącej o imieniu Lyss, która ma problem ze snami i nigdy nie dopuszcza do siebie Strażników. Crossowi, jako jedynemu udaje się wejść do jej strumienia świadomości i od tamtej chwili nie potrafi zapomnieć o pięknej pani weterynarz. Ich miłość rozkwita, pragną siebie coraz bardziej, kochają się jak szaleni, ale wszystko dzieje się tylko we śnie Lyss. Jednak okazuje się, że dziewczyna po przebudzeniu nie zapomniała o wszystkim, wie, jak nazywa się mężczyzna, którego pokochała. To oznacza duże zagrożenie dla całego świata Zmierzchu. Aidan wie, że ukochanej grozi niebezpieczeństwo i dlatego pokonuje barierę i przechodzi do świata realnego. Czy zdoła uratować ukochaną? A czy zdoła uratować siebie? Jak odnajdzie się w prawdziwym świecie?

Zapewniam, że „Rozkosze nocy” odpowiedzą na wszystkie te pytania. A także zapewnią wiele rumieńców na policzkach czytelników. Bo jest to niewątpliwie książka erotyczna, pełna gorących scen seksu, bardzo niegrzecznego seksu, gdzie wszystko nazwane jest po imieniu, nie ma miejsca na pruderię czy niedopowiedzenia. A jednocześnie akcja została umiejscowiona w lekko fantastycznej scenerii i nawet zbudowano na jej rzecz pewną intrygę. Powiem szczerze, że nie zachwyciła mnie ta książka, nie potrafiłam się wciągnąć w przedstawianą fabułę, naszpikowaną aż do przesady scenami erotycznymi. Ale z drugiej strony uświadomiłam sobie, że to przecież taki rodzaj modnej obecnie literatury, więc chyba nie spodziewałam się niczego innego. Tak więc pogodzona czytałam dalej i nawet pod koniec zainteresowałam się tym, jak bohater i bohaterka wybrną z impasu, w jakim się znaleźli. Oczywiście główną osią fabuły jest ich wielka miłość, której towarzyszy równie wielkie pożądanie. Tak więc można powiedzieć, że to gorący romans z nutką fantasy. Dla wielbicielek Crossa niewątpliwa gratka.