wtorek, 31 października 2017

Kara Thomas "Mroczne zakamarki"

Małe prowincjonalne miasteczko. Młodzi ludzie. Marzenia, plany, chęć ucieczki i… seryjny zabójca. Tessa wraca do Fayette, bo otrzymała wiadomość z lokalnego zakładu karnego, że zmarł jej ojciec. Od lat nie ma kontaktu z matką, ani z siostrą, a z jej wczesną młodością wiąże się mrożąca krew w żyłach historia. Ona i jej przyjaciółka Callie przyczyniły się do ujęcia seryjnego zabójcy dziewcząt, Wyatta Stokesa, który zabił także ich koleżankę. Lecz czy teraz Tessa jest pewna, że naprawdę widziała to, co widziała i co wówczas zeznała?

Tessa nie może się doczekać, kiedy opuści Fayette, którego ciasna, niemal klaustrofobiczna atmosfera zaczyna sprawiać, że dziewczyna po prostu się dusi. Ale jednocześnie pragnie odszukać swoją siostrę, Joslin, która prawdopodobnie zmieniła tożsamość. Pragnie także wyjaśnić, co tak naprawdę wydarzyło się dekadę temu. Młoda kobieta przestaje wierzyć, że wówczas wskazały prawdziwego zabójcę, a jeśli okazałoby się prawdą, że Stokes nie był winien śmierci młodych kobiet, to może oznaczać tylko jedno. Że zabójca wciąż jest na wolności. Gdy ginie ich koleżanka i zostaje znaleziona w podobnych okolicznościach, jak poprzednie ofiary sprzed lat… Tessa już wie, że gra dopiero się rozpoczęła. Lecz nie przypuszcza do jakiej prawdy dotrze i jakie tajemnice dotyczące jej rodziny wyjdą na jaw.


„Mroczne zakamarki” to duszny thriller, przytłaczający i na pewno zaskakujący. Świetnie oddany klimat małego mrocznego miasteczka, czającego się zła i sekretów, które mogą przynieść tylko śmierć. Trzeba czytać z uwagą, akcja rozwija się powoli, ale zmierza do ciekawego finału. Dla miłośników gatunku.


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Akurat.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza