Pokazywanie postów oznaczonych etykietą W szpilkach od Manolo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą W szpilkach od Manolo. Pokaż wszystkie posty

sobota, 29 czerwca 2019

Wznowienia - Lipiec 2019

Moje cudowne wznowienia czterech powieści już u mnie :)
Wydawnictwo Burda Książki naprawdę pięknie wydało te książki! Okładka jest milutka w dotyku, taka aksamitna.
Wszystkie książki przeszły nową redakcję i są wzbogacone o nowe sceny.


Dodatkowo, w książce "Bez przebaczenia" znajdziecie BONUS w postaci pierwszego rozdziału II tomu, zatytułowanego "Bez pożegnania". A także na skrzydełku okładkę do tej kontynuacji (premiera w przyszłym roku).

Premiera wznowień -> 17.07. Już można zamawiać na empik.com i w pozostałych księgarniach internetowych!

sobota, 22 czerwca 2019

Michał i Liliana, oraz porywacz, czyli W szpilkach od Manolo

Premiera: 17.07. Już można zamawiać na empik.com.

Wydanie nowe, poprawione i rozbudowane o nowe sceny :)


Kolejne dni sprawiły, że zaczynałam się nieco rozpraszać. Zawsze byłam bardzo poukładana i obowiązkowa. Lecz odkąd Michał pojawił się w firmie, czułam się tak, jak w czasach szkolnych, kiedy to podobał mi się taki jeden wysoki Darek z maturalnej klasy. Pamiętam, że chodziłam często do sklepiku szkolnego, bo on tam przesiadywał ze swoimi kumplami i grał na gitarze. Babka ze sklepiku musiała być bardzo zadowolona, bo odnotowała chyba wzrost sprzedaży orzeszków w polewie czekoladowej, które namiętnie kupowałam. Patrząc od strony spożycia tychże, w sumie nie powinnam już mieć stałego uzębienia. Teraz też często chodziłam po kawę, jak tak dalej pójdzie, to wysiądzie mi pikawa, serio! 
Jednakże odniosłam wrażenie, że to działa w dwie strony. Te dziwne podchody. Zauważyłam, że spotykam Michała w różnych miejscach, że pojawia się zawsze gdzieś w moim pobliżu. Któregoś dnia wjeżdżałam na parking i on właśnie parkował, oczywiście na moim miejscu. Gdy mnie dostrzegł, a raczej moje auto, błysnął światłami i wycofał, ustępując mi miejsca.
- No nie może być! - Mruknęłam do siebie, ale zrobiło mi się całkiem miło. 
Potem poszliśmy razem do windy i powiedziałam uprzejmie:
- Bardzo dziękuję. Cieszę się, że zrozumiałeś, że to moje miejsce parkingowe.
Zaśmiał się cicho.
- No wiesz, widziałem, że miałabyś problem z zaparkowaniem na tym drugim, więc wolałem ci zwolnić to twoje, niby, miejsce.
Weszliśmy do windy, a ja miałam ochotę przywalić mu torbą z laptopem w łeb. Spojrzałam na niego ostro, on za to wpatrywał się we mnie z humorem i jednocześnie dostrzegłam w jego oczach coś, co sprawiło, że moje serce (głupie, napompowane kawą, niczym blokers sterydami) zaczęło bić jak nienormalne. Zacisnęłam mocniej dłoń na torbie z laptopem, a on wciąż się we mnie wpatrywał. Na szczęście dojechaliśmy na moje piętro i czym prędzej wysiadłam, wciąż czując na sobie jego wzrok.
Kolejny raz, kiedy zachował się całkowicie irracjonalnie, utwierdził mnie w przekonaniu, że zaczyna się coś dziać pomiędzy nami. Wpadł prosto ze spotkania z jednym z naszych strategicznych partnerów i przyniósł mi i dziewczynom całe pudełko pysznych tiramisu, które kupił po drodze do firmy. To już było jednoznaczne. Dziewczyny obżerały się, oblizując palce i patrzyły na mnie z głupimi uśmiechami. 
*
Końcówka tygodnia była nieco nużąca. W piątek mieliśmy tak zwany Casual Friday, czyli piątkowy luzik, który wszyscy wykorzystywali do cna. I nie tylko pod kątem ubierania się, bo wówczas nie obowiązywał dress code. Tak więc wszyscy z lubością przychodzili w sportowych ciuchach, adidasach, trampkach i koszulkach z dziwnymi napisami. Oczywiście nie licząc chłopaków z IT, którzy byli zwolnieni z konieczności chodzenia do pracy w garniakach. Dlatego na spotkaniach od razu można było rozpoznać, kto reprezentuje dział IT. Ich przełożony, czyli Michał Maliszewski, na codzień nosił się ze swobodną elegancją, natomiast w piątek pojawił się w firmie w jasnych lnianych spodniach, ciemnoniebieskiej koszuli i eleganckich skórzanych mokasynach. Włosy miał ułożone, jakby prosto od barbera, leciutki zarost na twarzy i czarne RayBany na czubku głowy. Naprawdę wyglądał bardzo apetycznie. Widziałam go gdy wychodził z gabinetu prezesa, ja szłam do kadr, a potem zajrzałam do kuchni, żeby w nowym ekspresie zrobić sobie kawę. Po chwili poczułam zapach piżmowych perfum, odwróciłam się i zobaczyłam niebieskie oczy wgapione we mnie. 
- Dzień dobry. - Powiedział niskim głosem.
- Cześć. - Odparłam swobodnie.
- Kawa? - Wskazał na srebrny ekspres
- Na to wygląda. 
- Na pewno pijesz latte.
- Po czym poznałeś? - Nieco teatralnym gestem dotknęłam dłonią ust.
- Dziewczyny lubią takie napoje.

- Hm. Powinnam cię nazwać stereotypowym szowinistą.



wtorek, 18 czerwca 2019

Cztery wznowienia już w przedsprzedaży!!!

Na Empik.com już można zamawiać wznowienia książek:

Bez przebaczenia ( z bonusem w postaci pierwszego rozdziału II tomu "Bez pożegnania)

Zakład o miłość

W zapomnieniu

W szpilkach od Manolo


Premiera: 17.07.2019








piątek, 26 kwietnia 2019

Wznowienia czterech powieści

Pytacie mnie o dostępność tych tytułów. Otóż będą! Już niebawem, wznowienia szykuje @burdaksiazki. Książki będą po nowej redakcji, wzbogacone o nowe sceny, w nowych okładkach. Dodatkowo "Bez przebaczenia" będzie miało bonus w postaci pierwszego rozdziału II tomu zatytułowanego "Bez pożegnania".



środa, 2 lipca 2014

Książka W szpilkach od Manolo przeszła do kolejnego etapu! FLK Siedlce 2014


Moja książka W szpilkach od Manolo przeszła do kolejnego etapu w Festiwalu Literatury Kobiecej Siedlce 2014, w kategorii PAZUR. To znaczy, że została wybrana w selekcji przez Czytelniczki i teraz będzie czytana i oceniana przez jury 



Finał we wrześniu 2014. 


Wszystkie książki, które przeszły w preselekcji, TUTAJ



poniedziałek, 19 maja 2014

Rozwiązanie konkursu na alternatywne zakończenie jednej z moich książek.

Dziękuję za wszystkie prace, oczywiście zrobiły na mnie duże wrażenie. Wraz z Izą Nowak postanowiłyśmy nagrodzić Anastazję Lynn za napisanie finałowej sceny do książki "W szpilkach od Manolo". Nagroda, czyli książka "W zapomnieniu" zostanie wysłana pocztą (adres do wysyłki proszę na maila).

Oto alternatywne zakończenie "Szpilek" według Anastazji:


Zaczęłam wierzyć w bajki! Nie, nie chodzi mi o te z krasnoludkami, księżniczkami i czarownicami.. Raczej miałam na myśli te nowoczesne, w których kobieta i mężczyzna są ze sobą dopóki śmierć ich nie rozłączy. Albo jakaś zawistna zołza, która zazdrości faceta każdej babce, która staje przed ołtarzem. 
Jak już mowa o ołtarzu... Wiece co mi się śni od miesiąca? Ta cudowna scena, kiedy Michał mi się oświadcza! Ale czy ona była taka piękna? Z pewnością nie zabrał mnie na szczyt wieży Eiffla, nie umieścił pierścionka w jakiejś babeczce i nie klęczał przede mną pół popołudnia we fraku.
Otóż pewnego dnia moja niebieskooka rurka z kremem, zabrała mnie w sumie nawet sama nie wiem gdzie. Znaczy wiem, ale kompletnie zapomniałam, jak te ośrodki się nazywają. Wsiadasz w mały samolot, wzbijacie się w powietrze i nagle ni stąd, ni zowąd masz wyskakiwać! A kiedy robi ci się słabo, wpierasz wszystkim, że jesteś jeszcze na tyle zdrowa psychicznie i nie masz najmniejszej ochoty targnąć na swoje życie. To twój ukochany, tak właśnie w moim przypadku Michał, cię wypycha! Zaczęłam krzyczeć, choć jak mniemam brzmiałam jak piszczałka dla psa. Co ja tam wyduszałam z siebie z zamkniętymi oczami? Aaa! Tak, przysięgałam, że go uduszę! I panikowałam, że nie spisałam testamentu... Miałam nadzieję, że jakaś nadprzyrodzona moc mnie usłyszy i cudem (podobno się zdarzają, bo przeżyłam) przekaże Lidce moje koty. Boję się myśleć, co by było, gdyby mamulka wzięła je pod swoje skrzydła! One są takie kochane, choć wybredne. A ona? Dawałaby im tę zwykłą kocią karmę! Toż to byłby skandal! 
W pewnym momencie ktoś z przodu się do mnie przypiął. Tak to był mój Michał. Oczywiście zorientowałam się po chwili, bo całą swoją uwagę skupiałam na tym, żeby moje cudowne szpilki przypadkiem nie spadły mi z nóg. Tak, kto jak kto ale tylko Liliana potrafi założyć szpilki na takie wydarzenie! Ale to wszystko wina tego niebieskookiego, upartego, ale jakże niezwykle seksownego faceta, bo gdyby powiedział mi, że nie wybieramy się na lot, tylko na skoki- ubrałabym się inaczej. No i winowajca przypięty do mnie, jak rzep do psa, złapał moje policzki i wpił się w moje usta. Och, rozpływałam się. Czy on musi taki być?! Ale nie, nie, nie… mówię nie, to myślę nie! Co ten glina sobie myśli? Ten pocałunek nawet mu nie pomoże! 
Ale co ja słyszę po chwili? On mi się oświadcza! Mrugam oczami, bo już nie wiem sama, czy to ze złości, czy to ze szczęścia, zaczynają płynąć mi łzy. Wyglądam jak siedem nieszczęść, bo te ciśnienie tak zniszczyło mi fryzurę, aż szkoda gadać. Michał pociągnął za sznurek, uruchamiając tym samym spadochron. Kiedy nasz samobójczy lot zwolnił, usłyszałam ponownie pytanie:
-To jak Liliano, wyjdziesz za mnie?
-Tak, tak, tak!! Kocham Cię, Ty wariacie!-wydusiłam z siebie, ponownie atakując jego malinowe wargi. Ten zaś rozpiął nieco kombinezon i wyciągnął na wierzch łańcuszek, na którym rolę wisiorka grał p r z e p i ę k n y, wymarzony i niezwykle kobiecy pierścionek zaręczynowy! Aż krzyczał „taaak, pasuję tylko do Liliany!”. 
Na ślubie moją świadkową była Baśka. Za to Marta, Julia i Lidka się nie obraziły. Role druhen i identyczne sukienki bardzo przypadły im do gustu, choć nie obyło się bez kłótni. Jak zwykle, podobno kobietom nie dogodzisz! 
Miło wspominam nasz pierwszy taniec. Nie powiem, że moje wykonanie bez Michała, wyglądałoby jak połamaniec, ale mój, od teraz już mąż, poratował sytuację! I do tego tańczyliśmy do pięknego kawałka, jednego z moich ulubionych. A wiecie co puścili? „All I need”! I te ciche śpiewanie Michała: don't tear it down what's left on me, make my heart a better place, make my heart a better place…

Imię: Liliana
Wiek: ooo, do tego to już cenzura się dobrała!
Stan cywilny: szczęśliwa mężatka policyjnej rurki z kremem. Bardzo, bardzo smakowitej.
Zawód: widmo-właścicielka klubokawiarni Książkowo, czyt. niby jestem, ale mnie nie ma. Pełnoetatowa mamulka!
Zwierzaki: wciąż posiadam, czarne scenariusze się nie sprawdziły, mamulka nie zagłodziła moich tygrysków. 
Dzieci: dwójka. Nie, nie chłopiec i dziewczynka. Matka dwóch rozbrykanych bliźniaków! Marcina i Mateusza. Istne kopie Michała, no może po mamie dostali w pakiecie genów diabelską ciekawość.

Plan na najbliższy rok: dorobić siostrę małym, terrorystycznym bliźniakom, nie oszaleć, utrzymać kobiecą pozycję w domu pełnym (moich podkreślam) mężczyzn, nie ogłuchnąć od tego cholernego „Lilianooooo”, „Marcinieeeee”, „Mateuszuuuuu”...

Oto nagroda:

wtorek, 9 lipca 2013

Kochacie Szpilki:)

Cieszę się:)
Książka zbiera naprawdę świetne recenzje, dostaję także mnóstwo maili od Czytelniczek, które dziękują mi za tę opowieść, a także za świetne poczucie humoru. Cieszę się, że potrafiłam zaskoczyć, rozbawić i pokazać moją prawdziwą naturę. Bo piszę książki raczej dramatyczne, a tak naprawdę jestem całkiem rozrywkową osobą.
A Szpilki ciągle na liście bestsellerów :))))
Dziękuję <3 b="">



niedziela, 16 czerwca 2013

Antidotum było nasze !!! PROMOCJA "W szpilkach od Manolo ".

W piątek, 14 czerwca, we wrocławskim Klubie Antidotum odbyła się promocja mojej najnowszej powieści, "W szpilkach od Manolo". Było cudownie, magicznie i bardzo intensywnie. Zaskoczyła mnie frekwencja, liczyłam na 30-40 osób, a przyszło ich prawie 60. Po rozmowie przystąpiłam do losowania nagród dla gości, potem był przepyszny tort i szampan. A jeszcze później afterparty. Skończyliśmy około 2 nocy. Serdecznie dziękuję wszystkim Gościom, moim Kochanym Czytelnikom, Przyjaciołom. Jesteście wspaniali!

I wielki ukłon w stronę sponsorów:

Wydawnictwo Novae Res
Klub Antidotum
Anna Drukarczyk - Torty Artystyczne
Restauracja Chianti, Wrocław, ul. Legnicka
Kawiarnia Merlin, Wrocław, ul. Ruska
Babafu - Plakaty Typograficzne

Tutaj link do większej ilości fotografii. Firma zdjeciarz.com



A tu kilka zdjęć:







poniedziałek, 10 czerwca 2013

poniedziałek, 20 maja 2013

Spotkania, targi, a teraz powrót do rzeczywistości.

Ostatni tydzień był dla mnie bardzo intensywny. Jeździłam na trasie: Wrocław-Poznań i Wrocław-Warszawa. I oczywiście z powrotem;) W Poznaniu spotkałam się z wydawcą, uzgadnialiśmy kwestie dotyczące mojej najnowszej powieści, która ukaże się 23 września, a o której napiszę więcej już wkrótce. Miałam także sesję zdjęciową (też wkrótce pokażę kilka fotografii) i spotkanie w Księgarni Między Słowami.
W Warszawie spędziłam dwa dni, w piątek spotkałam się z Czytelnikami w Bibliotece na Targówku, a w sobotę na Targach Książki na Stadionie Narodowym. Niestety, byłam w kiepskiej formie, bo zaatakowała mnie choroba i na targach siedziałam z wysoką gorączką. Ale mam nadzieję, że podpisując książki i wpisując dedykacje nie zrobiłam jakiegoś gorączkowego faux pas;)

Serdecznie dziękuję wszystkim za przyjście na spotkanie ze mną, za przemiłe rozmowy, spotkania i wsparcie. Było wspaniale i bardzo intensywnie:) Do zobaczenia na kolejnych targach, na pewno w Krakowie, a także w Katowicach :D

A poniżej kilka fotografii:

W Bibliotece na Targówku



Z pisarką i przyjaciółką-Magdaleną Zimniak, która moderowała moje spotkanie autorskie :)

 "U Szwejka" nasza Grupa Siedlecka, w składzie: Anna Fryczkowska, Mariola Zaczyńska, Małgosia Warda, Agnieszka Gil, Hanna Cygler, ja, Maria Ulatowska, Manula Kalicka i Magdalena Zimniak :)

Na Targach Książki podpisuję "W szpilkach od Manolo":)

Targi Książki, stoisko portalu Granice.pl Pisarki zrobiły niezłe zamieszanie;) Od lewej: Iwona Grodzicka-Górnik, Renata Kosin, Kasia Bulicz-Kasprzak, Magdalena Kordel, Agnieszka Gil, ja, Kasia Michalak, Kasia Enerlich :)))

I jeszcze ja, w Bibliotece:)


niedziela, 12 maja 2013

Spotkania, zapraszam:)

Ten tydzień będzie dla mnie bardzo intensywny, będę miała trzy spotkania, na których przedpremierowo będzie można nabyć moją najnowszą powieść "W szpilkach od Manolo".

Zapraszam:

15 maja, godzina 18, Księgarnia Między Słowami, Poznań
17 maja, godzina 17.30, Biblioteka na Targówku, ul. Kuflewska 6, Warszawa
18 maja, godz. 14-15, Warszawskie Targi Książki, stoisko 16/D2-Granice.pl


Już się cieszę i oczywiście wszystkim miłośnikom moich książek mówię DO ZOBACZENIA :))) 


poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Konkurs "Czytam w Szpilkach"

W związku ze zbliżającą się premierą książki "W szpilkach od Manolo", zapraszam serdecznie do udziału w konkursie fotograficznym, zorganizowanym przez Księgarnię Atena z Kamiennej Góry.

Szczegóły pod tym linkiem: Czytam w Szpilkach




czwartek, 14 marca 2013

W szpilkach od Manolo, premiera w maju:) Wydawnictwo Novae Res.

Oto jest, okładka mojej najnowszej powieści :)






OPIS:



Komedia, miejscami poważna

Kryminał, czasami niepoważny

Romans, całkiem serio!



Liliana ma trzydzieści pięć lat, kocha koty, wysokie szpilki i swoje auto. Posiada także kilka niegroźnych obsesji i bardzo wybujałą wyobraźnię. Pracuje w korporacji, ale ma dość wyścigu szczurów. Gdy pewien denerwujący przystojniak zajmuje jej miejsce parkingowe, Lilka nie zdaje sobie sprawy, że już wkrótce znajdzie się na celowniku. Tajemniczego Michała, irytującego Sekuli, a także pewnego socjopaty, który bardzo nie lubi pyskatych „młodych gniewnych”. Tajemnicze kartki z numerkami, porwania, szalone przyjaciółki, pragnąca zięcia Mamulka, znienawidzone korpo i… gorrrący romans. Wszystko to sprawi, że na punkcie „W szpilkach od Manolo” dostaniecie prawdziwego bzika!

A Mariola Zaczyńska tak pisze o tej książce:


Powieść "W szpilkach od Manolo"  przywraca wiarę w polską komedię romantyczną, w to, że może być śmiesznie! Tak, jak w komedii powinno być! Kreuje też nowy typ bohaterki: kobiety silnej, panującej nad swym życiem i nieco grzesznej. Mocną stroną powieści są brawurowe dialogi i cięte riposty, a wątek sensacyjny to już znak rozpoznawczy autorki. Polecam! Ja przy "Szpilkach..." bawiłam się świetnie.

sobota, 9 lutego 2013

W szpilkach od Manolo... w realu:)

Nie, żebym twierdziła, że ta książka nie jest fikcją. Bo jest. Ale niektóre postaci mają swoje odzwierciedlenie w świecie rzeczywistym:)

Wczoraj "Szpilki" miały swoje kolejne party:)


środa, 16 stycznia 2013

W szpilkach od Manolo-finał:)






Uff.

Właśnie postawiłam ostatni znak. Nadszedł czas pożegnań. Przedsiębiorcza Liliana, tajemniczy Michał, upierdliwa Lejdi, zwariowane Baśka, Lidka i Marta, podejrzany Sekula. Nieznośna Mamulka i spokojny Ojciec. Bohaterowie "W szpilkach od Manolo" odchodzą... ale na jakiś czas tylko. Już latem wrócą w postaci mojej najnowszej powieści, czekającej na Was na półkach księgarskich.
Tym razem to będę całkiem nowa JA. 
Mniej dramatów, za to więcej humoru, fantazji, zwariowanych sytuacji, zagadek i tajemnic.
Mam nadzieję, że będzie to dla Was niezła niespodzianka:)))

A tymczasem... na zakończenie... szklaneczka Baileysa i kawałek z playlisty:



środa, 9 stycznia 2013

Liliana i Michał, czyli komediowo, kryminalnie, romansowo...

Zbliżam się do końca:) Deadline na 31 stycznia, ale skończę szybciej.

Specjalnie dla moich kochanych Czytelników-"surowy" fragment "W szpilkach od Manolo":

Odwróciłem się i wybrałem numer do kumpla z sekcji informatycznej.
- Kacper, sprawdź logowanie do sieci – podałem mu numer komórki Liliany. Gdy po chwili otrzymałem odpowiedź, wiedziałem już, że stało się coś złego. Coś bardzo złego. – Okej, dzięki. Tak, stało się. Niedługo będę w firmie, na razie. – Rozłączyłem się i popatrzyłem na rodziców mojej ukochanej.
- Co się dzieje?
- Jej telefon zamilkł koło jej domu. To znaczy, że został tam wyłączony. Teraz nie można go namierzyć.
- Och, boże…
- Michał, czym ty się właściwie zajmujesz? – Pan Arciszewski od razu zrozumiał.
- Właśnie tym. Proszę się nie martwić, znajdę ją. Będę dzwonił. Proszę tylko o klucze od jej mieszkania, muszę coś sprawdzić.
- Nie masz ich? – Mama Liliany zachlipała, ale jej mąż, wiedząc, że nie czas teraz na wyjaśnienia, bez słowa dał mi klucze i powiedział: - To nasze dziecko, wiesz o tym?
- Wiem – odparłem twardo, uściskałem moich niedoszłych (przyszłych-może) teściów i pobiegłem do samochodu. Jak wariat jechałem ulicami miasta i w dwadzieścia minut stałem przed jej blokiem na Biskupinie.
- Gdzie jesteś, moja Liliano? – Szepnąłem i wszedłem na górę. Otworzyłem drzwi do jej mieszkania, oczywiście cała trójka kociaków wyszła mi na przywitanie.
- Cześć sierściuszki. Tak, tak, zaraz dam wam jeść. Nienasycona kociarnia – nałożyłem ekipie mokrej karmy i zacząłem rozglądać się po mieszkaniu Liliany. Ten uroczy rozgardiasz, to podniecające zakręcenie, typowe dla niej, a do tego jej zapach… Wszystko to sprawiło, że poczułem ostre ukłucie w sercu. Nie wybaczę sobie nigdy, nigdy, jeśli coś jej się stanie! Przeszukałem kuchnię, salon, łazienkę, w końcu stanąłem w drzwiach sypialni. Wspomnienia uderzyły we mnie podwójną mocą. To z nią przeżyłem moje małe trzęsienie ziemi. Chwile magiczne, namiętne, pełne niewypowiedzianych słów. Teraz wiedziałem, że trzeba więcej mówić, szybciej działać, bo czasami… miłość odchodzi, albo ktoś lub coś ją zabiera. Liliano, już nigdy więcej nie będę taki głupi, tylko błagam, daj mi jakąś wskazówkę. I nie wiem, czy mnie posłuchała, czy to jakiś sygnał od losu, cholerny paranormalny drogowskaz, ale w ręce wpadła mi jej ulubiona torebka. Wysypałem wszystko na łóżko, w duchu prosząc o wybaczenie, że grzebię w jej rzeczach. Przeważały napoczęte błyszczyki, paczki chusteczek higienicznych, kilka biletów z kina, z seansów, na których byliśmy razem. Liliana miała roztkliwiający mnie zwyczaj chomikowania wszelkich śladów bytności w różnych miejscach, bilety, kartki, reklamowe foldery. Potem to wszystko zalegało w różnych miejscach, najczęściej na dnach jej torebek i gdy zmieniała którąś z nich, wyciągała dany szpargał i krzyczała:
- Oooo zobacz, pamiętasz, byliśmy na tym w kinie, a ja wylałam na ciebie całą colę.
Na samo wspomnienie zacisnąłem szczęki. Kurwa mać! Muszę jak najszybciej złapać jakiś trop. I gdy sięgnąłem po kolejny papierek, już wiedziałem…

I kawałek z playlisty, w sam raz do klimatu powieści:

WINNY 



środa, 12 września 2012

W szpilkach od Manolo... pisze się:)

Bardzo lubię tę moją zwariowaną Lilianę, trochę nerwową, nadpobudliwą i posiadającą zbyt wybujałą wyobraźnię. Przez to i nie tylko przez to, wpakuje się w wielkie kłopoty i jeszcze większe niebezpieczeństwo;)

Kolejny dzień zaczął się zupełnie zwyczajnie. Znowu jechałam do fabryki, słuchając głośno radia i starając się uniknąć korków. Tym razem byłam pewna, że nikt nie zajmie mojego miejsca na parkingu, bo koleżka z księgowości poszedł na niezasłużony urlop. 
Tak więc swobodnie wjeżdżam na parking, kierując się strzałkami, gdy nagle z naprzeciwka, jadąc pod prąd, nadjeżdża czarna beemka, świecąc mi ksenonami prosto w oczy. W zamian za to, ja błyskam kierowcy „długimi”, ale facet (bo to facet), nic sobie z tego nie robi, tylko ścina zakręt i wjeżdża na moje miejsce. Na MOJE miejsce. Uff... Czuję, że zaczynam się gotować, poluźniam apaszkę, parkuję po drugiej stronie i wychodzę wściekła z samochodu. Wyszarpuję torebkę, laptopa, papiery, nad którymi pracowałam w domu. Widzę kątem oka faceta z beemki, który wyciąga teczkę z bagażnika i przygląda mi się ukradkiem. Idę w stronę biurowca, wściekle stukając obcasami.
-        A swoją drogą, przydałaby się znajomość zasad poruszania się na parkingu i nie tylko! - Mówię głośno, nie patrząc na faceta. A szkoda. Bo jest na co popatrzeć. Facet ma około metra dziewięćdziesięciu wzrostu, niebieski ślad zarostu na twarzy, ciemne włosy i cholernie niebieskie oczy. Kiedy zdążyłam się przyjrzeć? Błagam. Co to w ogóle za pytanie? Mam to opanowane do perfekcji. „Obcinam” i oceniam i to tak, że obiekt nawet nie wie, że już znalazł się na mojej osobistej liście. Tylko cholera... teraz mam problem. Bo facet nie mieści się w mojej skali. Co nie znaczy, że nie jestem na niego wkurzona i co nie znaczy, że liczę na coś więcej. Zerkam na rejestrację jego auta - warszawska. Pewnie przyjechał w interesach, w naszym biurowcu mieści się bardzo dużo firm. Chcę go ominąć, ale facet nie zamierza puścić mojej sarkastycznej uwagi mimo uszu.
-        A gdzie jeszcze?
Patrzę na niego przez ułamek sekundy i czuję lekki zawrót głowy. Dlatego nie reaguję tak jak zwykle i ta chwila zawahania jest od razu przez niego wykorzystana. Uśmiecha się lekko (co sprawia, że zaciskam dłonie na rączce torby z laptopem) i tłumaczy jak pięciolatce:
-        Gdzie jeszcze powinienem poznać zasady poruszania się?
Mrugam, jakby stado much wpadło mi do oczu. Czy facet próbuje ze mną flirtować? Wyszłam z wprawy, że nie rozpoznaję symptomów. Biorę głęboki wdech i odzyskuję równowagę.
-        Wszędzie. Na drodze szczególnie. Poza tym zaparkował pan na moim miejscu.
Facet patrzy na mnie, na moje auto i na swoje. Zaczyna się rozglądać, wreszcie, ku mojemu zdumieniu kuca i zagląda pod własny samochód.
-        Co pan robi? - Nie wytrzymuję. Powinnam odejść, ale coś mnie powstrzymuje.
-        Jak pani ma na imię? - Jego niebieskie gały wwiercają się we mnie. Ale trzymam się i nie daję, może dziesięć lat temu... Ech, o czym ja w ogóle myślę!
-        Co to ma do rzeczy?
-       Szukam jakiś oznaczeń, może wygrawerowanego pani imienia na tym miejscu parkingowym, może słupka, znaku, ale nic nie widzę.
Prycham, wzruszam ramionami, szkoda, że jeszcze się nie poplułam. Odwracam się i chcę odejść z godnością, ale nie jest mi to dane. Teczka z papierami wyślizguje mi się z rąk i w spektakularny sposób ląduje na betonowej podłodze. Lekki wiatr podrzuca dokumenty, które zwiewnie szybują niczym falujące małe chmurki. Moja reakcja jest mniej romantyczna, niż ten widok.
-        O kurwa!
Rzucam się i próbuję dogonić cholerne papiery, które wybrały wolność. Facet spokojnie zaczyna zbierać kartki, opatrzone logo firmy, w której pracuję. A także moim imieniem i nazwiskiem. I nazwą stanowiska. Widzę, że czyta to, co jest tam napisane.
Wreszcie zbiera wszystko w ładną kupkę, odbiera mi teczkę, chowa wszystko do środka i wręcza niczym bukiet.
-        Proszę, pani Liliano.
Mruczę coś niezrozumiałego, co świadczy o mojej kulawej inteligencji, nie patrzę już na faceta, tylko zmierzam w kierunku biurowca. Słyszę, czuję, nie wiem co jeszcze, w każdym razie wiem, że on idzie tuż za mną i mam wrażenie, że gapi się na moje nogi. W duchu dziękuję sobie, że założyłam dzisiaj kostium, bo co jak co, ale nogi mam świetne. Wchodzę do biurowca, naciskam guzik windy i czekam. Staram się nie rozglądać, bo wiem, że facet stoi tuż za mną. Zastanawiam się, dokąd on zmierza, nasz biurowiec ma dziesięć pięter, na każdym kilka firm, moja mieści się na piątym i szóstym. Ja urzęduję na piątym. Wreszcie przyjeżdża winda i do środka wchodzi tłumek ludzi. O tej porze zawsze jest przepełnienie, nawet tutaj. Jedziemy ściśnięci jak szprotki w konserwie, mój parkingowy prześladowca stoi przede mną, bez skrępowania gapię się na jego szerokie plecy. Facet ładnie pachnie, jego włosy lśnią w świetle jarzeniówki. Jest naprawdę wysoki, cholera, podoba mi się, co mnie bardzo denerwuje, bo prawdopodobnie nie zobaczę go już nigdy więcej. Wreszcie dojeżdżamy do piątego piętra, otwierają się drzwi i przeciskam się do wyjścia. Ocieram się o rękę „mojego” faceta, ten patrzy na mnie i się uśmiecha. I gdy go mijam, mówi cicho „do zobaczenia”. Wysiadam i nie wiem, czy naprawdę coś powiedział, czy mi się wydawało? Gdy wchodzę do swojego pokoju czuję się dziwnie, chcę opowiedzieć coś moim dziewczynom, ale te są podekscytowane czymś innym.