piątek, 31 grudnia 2010

Szczęśliwego Nowego 2011 Roku:)

Wypijmy za ten, który minął. Każdemu z nas przyniósł pewnie wiele niespodzianek, radości, smutków, nieszczęść, euforii, rozczarowań, uśmiechu. Jak w kalejdoskopie. Ale gdy dotrwaliśmy do końca i pomimo niepowodzeń, z nadzieją spoglądamy w przyszłość, jest dobrze:)
I dlatego życzę i Wam i sobie, aby w 2011 było troszkę lepiej, żeby w tej szalonej karuzeli wrażeń, spotykało nas jak najwięcej tych lepszych rzeczy, a tym gorszym stawiajmy czoła i róbmy swoje, zbierając siły i nie poddając się. Niejedno potknięcie przed nami, ale najważniejsze jest, żeby wciąż trzymać się w pionie.
Jeszcze lepszego Nowego 2011 Roku, kochani:) Oby się ta nasza karuzela wciąż kręciła!!!

środa, 29 grudnia 2010

Świeżutkie recenzje "Zakrętów losu" plus bonus dla recenzentek:)

Pojawiają się jedna za drugą, ciesząc moje serce, duszę, umysł, ciało i wszystko co jest jeszcze możliwe do zacieszenia. Dziękuję serdecznie, nawet nie wiecie jaki ogrom radości mi przynosicie, swoimi recenzjami:)

po kolei:
Recenzja na blogu Leny:
http://recenzje-leny.blogspot.com/2010/12/agnieszka-lingas-oniewska-zakrety-losu.html

Recenzja na blogu Selene:
http://recenzje-selene.blogspot.com/2010/12/zakrety-losu-agnieszka-lingas-oniewska.html

Recenzja na blogu Sabinki:
http://sabinkat1.blogspot.com/2010/12/zakrety-losu-agnieszka-lingas-oniewska.html


Specjalnie dla Was, krótki fragment z części drugiej, całkiem inny, niż ten wydrukowany w książce:) Czy wiecie o kim na końcu myśli Kaśka? :)

"Zakręty losu-Braterstwo krwi" (fragment)
Kaśka szła cmentarną alejką. Zbliżało się święto zmarłych i wolała pojechać wcześniej do swoich bliskich, nie chcąc potem brać udziału w tej paradzie pamięci o zmarłych, która wybuchała w okolicach pierwszego listopada, aby zaraz potem zamilknąć na cały długi rok. Posprzątała na grobie ojca, zapaliła znicze i postawiła doniczkę z kwiatami. Powoli, nie śpiesząc się, udała się w stronę alejki, przy której leżała Małgośka. Idąc myślała o tym, czego była świadkiem w gabinecie Krzyśka. Widziała ten szybki ruch aplikantki, zeskakującej z biurka jej męża. Miała wrażenie, że oboje się nad czymś pochylali, a ich głowy niemal się dotykały.
Cholera...
Czy miało ją spotkać coś tak prozaicznego, jak romans męża ze swoją pracownicą? Czy coś takiego miało ich dotknąć, po tym wszystkim co przeżyli?
To było tak nieprawdopodobne, tak niepodobne do jej męża, który na każdym kroku, w każdej sekundzie dawał dowody miłości i uwielbienia, jakimi ją otaczał. Widziała to w jego oczach, dostrzegała to w jego pełnych czułości gestach.
Więc...
Czy byłoby możliwe, żeby zrobił coś tak... pospolitego?
To takie niepodobne do niego. Do jej Krzyśka.
Uznała, że zostawi to na razie i po prostu... gdyby coś jeszcze zauważyła... zapyta go wprost.
Zamyślona podeszła do grobu Małgośki, swojej przyrodniej siostry, na którym była ostatnio w dniu jej urodzin, siódmego września. Przyszła wówczas razem z Krzyśkiem, bo ten obiecał swojemu bratu, że zawsze w ten dzień będzie przynosił na grób białe róże-ulubione kwiaty zmarłej. Dziewczyny, która w wieku osiemnastu lat przedawkowała narkotyki, wskutek obdarzenia uczuciem człowieka nie rozumiejącego znaczenia słowa „miłość”.
Gdy podeszła bliżej, stanęła jak wmurowana i patrzyła na granitowy pomnik.
Nagrobek był wysprzątany, wymyty, świeciły się jeszcze, wypalone do połowy, dwa znicze. A w granitowym wazonie... stał gęsty bukiet białych róż. Całkiem świeżych, co oznaczało, że ktoś niedawno tutaj był. Tylko ona, Krzysiek i jeszcze jedna osoba wiedzieli, jakie kwiaty kochała Małgośka. Ani ona, ani Krzysiek od września tutaj nie byli.
Więc kto położył ten bukiet?
Kaśka zacisnęła zęby.
Nie...
To jest niemożliwe...
On.
Nie mógł przecież tutaj wrócić!!!

poniedziałek, 27 grudnia 2010

Noworoczne losowanie:)

W związku z końcem roku i czystkami, jakie robię w mojej bibliotece, mam dla Was kolejne losowanie. Wygrać można książkę "Uprowadzona" autorstwa Lucy Christopher.

"Ta historia mogła się przydarzyć każdej dziewczynie. Tak, tobie też. Lotnisko. Oczekiwanie na przygodę. Przystojniak, który proponuje ci kawę. A po chwili jesteś na końcu świata, zdana na łaskę i niełaskę porywacza.
Czy przetrwasz?
Czy wrócisz do swojego życia?
A co będzie, jeżli się zakochasz??"

W komentarzach proszę zgłaszać chęć otrzymania tejże lektury, losowania dokonam w niedzielę, 2 stycznia.

POWODZENIA:)

piątek, 24 grudnia 2010

Wesołych Świąt:)

Kochani
Życzę Wam, aby te święta były dla Was niezapomnianą, magiczną chwilą. Kiedy otoczeni rodziną, przyjaciółmi, zasiądziecie do wigilijnej wieczerzy, miejcie poczucie, że to jest właśnie życie. Z tego składa się nasza egzystencja. Z ulotnych chwil magii, kiedy wolni od trosk, codzienności, pogoni, siadamy przy stole i czujemy jedność i radość. I choć potem to mija, wracamy do codziennej rutyny, to wiemy, że za rok, o tej samej porze, znowu będziemy mogli nawdychać się trochę tego magicznego afrodyzjaku, który da nam siłę do przeżycia kolejnych dwunastu miesięcy.
Dziękuję także wszystkim za życzenia i słowa życzliwości.
WESOŁYCH ŚWIĄT!

środa, 22 grudnia 2010

Wywiad wirtualny nakanapie.pl

Zapraszam do zadawania pytań na portalu Nakanapie.pl, gdzie mam przyjemność gościć na wirtualnej kanapie:)

Przyjaciele są jak ciche anioły...

"Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, kiedy nasze skrzydła zapominają, jak latać."

Tymi słowami Antoine'a de Saint-Exupery'ego rozpoczęłam moją ostatnią wydaną książkę, "Zakręty losu". Nie umiałam w inne słowa ubrać wdzięczności przepełniającej moją duszę, wdzieczności, którą czuję w stosunku do moich przyjaciół. Którzy mnie wspierają, motywują i zawsze są przy mnie. I zawsze mogę na nich liczyć. To chyba jedna z większych łask, na jakie możemy trafić w naszym życiu.
A dzisiaj dostałam wspaniały prezent od świetnej babki, którą poznałam na FB i fajnie się nam online'owo rozmawia.
Rysiu, dziękuję:)
I powiedzcie...
Czy w tym cytacie nie ma ukrytej prawdy?
Wspierajmy się. Uśmiechajmy się do siebie. Bo tak naprawdę, gdy zapomnimy jak latać, dobrze mieć koło siebie kogoś, kto nam o tym przypomni...
Bo bez tego... spadniemy... boleśnie uderzając o rzeczywistość samotności, odrzucenia i braku wokół siebie choćby jednej przyjaznej twarzy. A to chyba najgorsze, co może spotkać człowieka.


Prezent od Marii Ulatowskiej:) Prawda, że cudowny?

sobota, 18 grudnia 2010

"Zakręty losu"-recenzja na blogu Słowem Malowane

Podsyłam link do kolejnej recenzji mojej najnowszej książki, której oddałam serce i duszę.
Cieszę się, że ta recenzentka dostrzegła właśnie "to coś".

Beata Woźniak, blog "Słowem malowane":
http://slowemmalowane.blogspot.com/2010/12/agnieszka-lingas-oniewska-zakrety-losu.html

Love actually



Pamiętacie ten film?
Czyż nie jest lepszy okres na oglądanie tego filmu, niż własnie teraz?
Choć jestem zwolenniczką sensacji, thrillerów i horrorów, to ten film kocham miłością wieczną. Miłością romantyczki ukrytej pod powłoką pragnienia krwi, przemocy, akcji i wydarzeń zmieniających się jak w kalejdoskopie.
Bo przecież każdy z nas potrzebuje odrobiny ciepła, garstkę uczucia, oddania, obecności drugiego człowieka.
I tu nie chodzi o to aby te święta były wesołe, radosne... One muszą być pełne miłości, nieważne jakiej, ale to dziwne uczucie, postrzegane przez niektórych tylko jako  reakcja chemiczna, musi w nas tkwić.
Musi.
Bo inaczej... po co to wszystko?
Przecież rodzimy się właśnie po to. Aby kochać. I być kochanym. Niech to będą różne rodzaje miłości, ale niech ona istnieje w nas, niech nadaje naszemu życiu cel, sens, niech pokazuje to co za horyzontem. Niech będzie zawsze obecna w naszym kolejnym, przeżywanym dniu.
I tego Wam życzę na te święta.
Ogromu miłości, uczuć i pasji.
Oddania.
Spełnienia.
I ciepła.
Drugiej osoby, ukochanego zwierzaka, książki czytanej przy kominku, oglądanego filmu, muzyki wwiercającej się w Wasze uszy...
Nigdy nie zapominajcie, że miłość to wszystko z czym przychodzimy i powinna być wszystkim co ze sobą zabierzemy.

czwartek, 16 grudnia 2010

takie wspominki dużej dziewczynki;)

Tak mnie coś wzięło...
Może dlatego, że mój syn kończy dzisiaj 15 lat?
Może dlatego, że Maria Ulatowska podesłała wczoraj muzykę z okresu mojego dzieciństwa?
Może dlatego, że okres świąteczny sprzyja wspominkom, pragnieniu powrotu do przeszłości, do beztroskich lat, kiedy ja i moja mama ubierałyśmy choinkę, przybierając ją ozdobami, pamiętającymi jeszcze dzieciństwo mojej mamy?
Może dlatego, że mam poczucie upływającego czasu i jestem wdzięczna za to co otrzymałam od losu do tej pory?
I cieszę się tym co mam.
Rodziną.
Zdrowiem.
Przyjaciółmi.
Zwierzakami.
Tym co udało mi się osiągnąć.

I chociaż czasami dopada mnie straszna deprecha, zwłaszcza gdy atakują mnie ludzie, którzy mnie nie znają i nic o mnie nie wiedzą, ale uzurpują sobie prawo do oceniania i wygłaszania bezkarnych opinii, tylko dlatego, że są anonimowi i czują się bezkarnie, ja podnoszę się.
I idę dalej.
I robię swoje.
Bo... (posługując się słowami bohaterki opowieści, którą właśnie tworzę):

"Życie jest dane człowiekowi tylko raz. Więc należy przeżyć je tak, aby nie odczuwać męczącego bólu po latach spędzonych bez celu".

I tak róbcie...
Chyba że jesteście odporni na ból.
Ja nie jestem.

A na koniec kawałek z mojego dzieciństwa, bo w moim domu muzyka zawsze zajmowała chwalebne miejsce i tak mi do dzisiaj zostało:
Drupi "Sereno"

środa, 15 grudnia 2010

Recenzja "Zakrętów losu"

niesamowita kobieta
świetna interlokutorka
dostrzegająca cudowność świata ale równie dobrze znająca jego okrucieństwo
napisała recenzję mojej książki
nie czyta takiej literatury ale zrobiła to!
i dlatego...
chylę czoła i dziękuję
Dzięki Wronko!!!
Dzięki...
http://7smoki.eu/?page_id=1073

poniedziałek, 13 grudnia 2010

Jak to było z tymi Zakrętami losu?

Tak mnie męczyła dzisiaj jedna babka. Świetna kobieta, super człowiek i zapalona miłośniczka książek wszelkiej maści.
- Skąd ci się to wzięło? Jak to było?
Zaczęłam sięgać pamięcią wstecz i przypominać sobie...
Jak to było?

Pamiętam, że postanowiłam stworzyć historię, w której będzie swoisty trójkąt. One dwie i on jeden. A najlepiej niech będą jakoś spokrewnione. Ale nie chciałam, aby doszukiwano się kalki trójkąta z "Jeźdźca miedzianego", więc nie były w końcu siostrami. I tak naprawdę to nie był trójkąt. Bo gdy napisałam pierwszy rozdział, stwierdziłam "nieee, nie zrobię z tego opowieści o miłości, przeszkodach, tej trzeciej..., nieeee. Ja muszę mieć coś więcej, potrzebuję akcji, potrzebuję złych ludzi, potrzebuję... złego brata!"

I tak narodził się Lukas.

Kto czytał "Zakręty losu" wie, jakim bezdusznym draniem był ten facet.
Ale...
Czy do końca?
Kończąc "Zakręty losu", które finał mają jaki mają (nie chcę spoilerów wrzucać;)), na początku nie miałam zamiaru pisać kontynuacji.
Ale znowu Lukas namieszał. I w sumie Krzysiek też.
I jeszcze moje uwielbienie epoki romantyzmu, sięgające czasów szkolnych.
"A gdyby tak... ten zły, pozornie wypruty z uczuć facet, okazał się całkiem innym człowiekiem?"
Poza tym nie może być tak, że zło zwycięża, więc potrzebowałam ostatecznej rozgrywki.
I tak powstała część druga, czyli "Braterstwo krwi".
I to miał być koniec:)
Serio...
I nie uwierzycie...
Historia Lukasa... jego spowiedź życia, jego losy, począwszy od momentu kiedy kończy lat siedemnaście i wstępuje na drogę przestępstwa, prozaicznie... przyśniły mi się.
Obudziłam się o czwartej rano jak rażona obuchem.

Boże...

Przecież muszę to wszystko wyjaśnić!

Nic nie dzieje się ot tak. Wszystko ma swój początek i koniec. Wszystko jest jakoś uwarunkowane. To jacy jesteśmy. To kim się stajemy. Jak to się stało, że porządny chłopak, syn szanowanego adwokata, stał się członkiem zorganizowanej grupy przestępczej? Dlaczego Łukasz stał się Lukasem?
Uznałam, że ten bohater zasługuje na coś więcej. A jego brat Krzysiek musi zrozumieć i poznać prawdę. A czytelnik wraz z nim.
I tak się stało.
Historię Lukasa pisałam 4 miesiące.
I jest to moja ukochana historia. I mój najbardziej ulubiony bohater.
Mam nadzieję, że Wam również się spodoba cała seria.
Bo żyłam nią przez wiele wiele miesięcy.
I pewne wątki wzięłam z własnych doświadczeń.
A na koniec posłużę się wierszem z 3 części tej opowieści o braciach Borowskich, który rozpoczyna "Historię Lukasa":

Daj się nieść

Jak pajęczyna wichrom południowym

I jak pył,
Co nie wie, jak się wzbije i gdzie padnie.
Przymknij oczy -

Niech spod powiek patrzą w dal ruchomą -

Mądrość znajdziesz

Nie w początku drogi - lecz na końcu.



Dalej w świat -

Tutaj więcej nic nie czeka.

Nie trwóż się,

Że cię ograbią i omamią -

Jeśliś jest

Myśliwym życia - na co reszta?

Niech ci wezmą wszystko - wtedy wszystko będzie twoim.



Złodziej w trzosie

Prawdę , zbiegłszy ci zostawi,

Zdrajca nożem

Pierś otworzy zbyt ścieśnioną -

Tobie nikt

Wyrządzić krzywdy nie jest w stanie,

Każdy ból

Nowym niebem cię obdarzy.



Wszelka droga,

Którą pójdziesz nieulękle,
Wiedzie w jasność,W źródło wiedzy i potęgi.

Dalej w światy -

Twarda zbroja twa, bezpieczna,

I lśni gwiazda Przeznaczenia nad twą głową!


Maria Konopnicka „Pokusa wiatru wiosennego”

niedziela, 12 grudnia 2010

baz'Art Targ Ludzi Kreatywnych, Wrocław, 12.12.2010r.

Zmarznięta i zmęczona wróciłam:)
Jakie wrażenia? Podziwiam ludzi umiejących pracą własnych dłoni wyczarować takie cuda, jakie spotkałam na baz'Arcie. Piękne bombki, aniołki, korale, kolczyki, torby, suknie, wspaniałości z decoupage, obrazy, ręcznie robione torby na laptopy, komórki. Olbrzymi przekrój artykułów, które cieszyły oko i na pewno i duszę.
Atmosfera była przemiła, pomimo przejmującego zimna, gdyż w starych leżakowniach Browaru Mieszczańskiego ogrzewania nie zaznaliśmy. Za to rozgrzewaliśmy się gorącą herbatą z cytryną i miodem, gulaszem z bramborów i grzanym piwem.
Spotkałam się z kilkoma osobami, które były zainteresowane moją twórczością, rozmawiałam z właścicielem portalu Biblionetka, może już wkrótce zorganizujemy coś razem dla moich czytelników.
Do przyjemnych chwil należało także spotkanie z pisarką, Beatą Andrzejczuk, która przybyła specjalnie, aby się ze mną spotkać i obdarowała mnie swoimi książkami z cyklu "Pamiętnik nastolatki". Za to ja odwdzięczyłam się "Bez przebaczenia" i "Zakrętami losu" :)
Towarzyszyły mi moje najwierniejsze czytelniczki i przyjaciółki, które przyjechały z Górnego Śląska, specjalnie po to, aby mnie wspierać i razem ze mną marznąć w gorącej atmosferze baz'Artu.
Dziękuję wszystkim serdecznie:)



czwartek, 9 grudnia 2010

"Szczątki" Belinda Bauer

Niniejszą książkę otrzymałam od serwisu nakanapie.pl, któremu serdecznie dziękuję:)





Postanowiłam zajrzeć do Wikipedii i zobaczyć, jak ta wirtualna skarbnica haseł tłumaczy słowo „rodzina”. Co znalazłam? W ujęciu socjologicznym rodzina to:
Związek intymnego, wzajemnego uczucia, współdziałania i wzajemnej odpowiedzialności, w którym akcent pada na wzmacnianie wewnętrznych relacji i interakcji.

Czyli wzajemne wspieranie się, darzenie uczuciem, dzielenie odpowiedzialnością, które mają na celu pielęgnowanie wszystkich więzi łączących bliskich sobie ludzi w jedną spójną całość.

A co gdy pojawi się coś, co uniemożliwi tę ważną pielęgnację więzi? A co gdy zjawi się ktoś, kto zniszczy wszystko co było ważne, co było uznawane za świętość, co było podstawą istnienia? Kto zbruka swoimi niecnymi działaniami te wszystkie wartości i swoimi niecnymi, brudnymi, makabrycznymi uczynkami zakończy życie niewinnych osób? Bo jednych naprawdę zabije, a w drugich zabije wolę życia. O tym właśnie jest książka Belindy Bauer pt.:”Szczątki”. Świetny debiut, trzymający w napięciu thriller i refleksyjna opowieść o kryzysie rodziny, która zostaje potwornie skrzywdzona przez chore działania seryjnego mordercy.

Główny bohater książki to dwunastoletni Steven Lamb, mieszkający w ubóstwie wraz z matką, młodszym braciszkiem i babcią. Wydawać by się mogło, że chłopiec powinien zajmować się tym, czym zajmują się chłopcy będący w jego wieku. Dokazywaniem, graniem w piłkę, sportem, szalonymi gonitwami, pierwszym zerkaniem na co ładniejsze koleżanki.

Powinien... I być może robiłby to wszystko, gdyby nie tragiczne wydarzenie sprzed lat, które zmieniło życie jego bliskich i uformowało jego dzieciństwo i młodość. Otóż przed niemal dwudziestu laty jego wujek, brat jego matki, stał się ofiarą seryjnego mordercy dzieci, Arnolda Avery'ego. Tak jak pozostałe ofiary został zakopany na pobliskich wrzosowiskach, lecz nigdy nie odnaleziono jego ciała, a morderca nie był skłonny do dzielenia się tą informacją. To sprawiło, że babka Stevena a matka zamordowanego chłopca, zamknęła się w sobie, odrzuciła dorastającą córkę, wyrzekła się wszelkich uczuć do swojej rodziny, czekając każdego dnia w oknie, aż jej syn wróci. Steven wyrastał w domu pozbawionym miłości, radości, szczęśliwych, beztroskich dni. Jego matka, pozbawiona tych wszystkich uczuć, odrzucona, tak samo zachowuje się wobec niego, lokując resztki ciepłych uczuć w młodszym synku. I doskonale to sobie potrafi tłumaczyć. Że jej matka też bardziej kochała zamordowanego braciszka, który był od niej młodszy, więc to chyba normalne, że matki faworyzują i bardziej kochają młodsze dzieci.

I dlatego Steven postanawia naprawić swoją rodzinę. Chce odzyskać dom, jakiego nigdy nie miał a o jakim zawsze marzył. Chce, aby matka go przytuliła i pocałowała, aby babcia popatrzyła na niego z uznaniem, a nie z wieczną krytyką. I robi coś, co uruchamia machinę szaleństwa, grozy i psychopatycznych pragnień chorego człowieka. Pisze list do siedzącego w więzieniu Avery'ego z prośbą o przekazanie informacji, gdzie zakopał ciało wujka. I tym samym otwiera puszkę Pandory. Bo uruchamia w umyśle socjopaty wszystkie mrożące krew w żyłach wspomnienia, które sprawiają, że uśpione demony biorą go we władanie. Rozpoczyna się gra pomiędzy chłopcem a seryjnym mordercą, gra, w której wiadomo kto rozdaje karty. Z każdym przeczytanym wersem, z każdą przeczytaną stroną czujemy grozę, która niczym poranna mgła zaczyna rozprzestrzeniać się w umyśle czytelnika. Gdy śledzimy myśli mordercy, jego chorą fascynację dziećmi, jego wspomnienia tego, co z nimi robił, naprawdę mniej odpornym osobom może zrobić się słabo. I nie chodzi tutaj o jakieś sugestywne opisy, bo tego nie ma, chodzi o niezwykłą umiejętność ukazania przez autorkę szaleństwa, które zamieszkało w głowie mordercy i było przez niego przez wszystkie lata skrzętnie pielęgnowane.

Świetne studium socjopatycznego zabójcy, osamotnionego chłopca i pokaleczonej emocjonalnie rodziny. Książka wciąga, wzrusza, trzyma w napięciu a na koniec pobudza do refleksji. Polecam na zimowe wieczory, niezły pożeracz czasu.

Reklamy i konkursy w radio

Już niedługo rozpocznie się cykl konkursów radiowych, w których będzie można wygrać moją najnowszą książkę "Zakręty losu".
Poniżej podaję listę stacji radiowych, gdzie będzie się mówiło o książce i gdzie pojawią się konkursy dla słuchaczy:)



Radio UWM FMRadio Gdańsk
RMF Classic
Polskie Radio Pomorza i Kujaw (Radio PiK)
Polskie Radio Merkury Poznań
Polskie Radio Szczecin
Akademickie Radio LUZ
Katolickie Radio Podlasie
Radio Lublin
Polskie Radio Białystok
Polskie Radio Łódź
Katolickie Radio Zamość

środa, 8 grudnia 2010

"Historia pewnego zakładu"- kolejna odsłona

Choroba mu służy. Dzisiaj napisałam caly jeden rozdział. Czyli wbrew zdrowemu rozsądkowi... katarze! Nie odpuszczaj!

Mały fragmencik dla zainteresowanych:

Uniosłam dłoń i pogłaskałam go po policzku. Zrobił ruch, jakby chciał wtulić się w moją dłoń, ten gest, tak bezbronny, tak ufny sprawił, że ścisnęło mi się serce. Widziałam, że targają nim złe emocje, jakieś przeżycia z przeszłości, które nie pozwalały mu na wyrażanie własnych uczuć, które blokowały ciepło, jakie w nim tkwiło, uwięzione, dobrze strzeżone, pilnowane przez tego Cichego, drania i egoistę.



- Powiedz to co naprawdę czujesz. Po prostu, Aleks. Szczerość przede wszystkim. Pamiętaj.


Dostrzegłam w jego oczach przerażenie, ale był to tylko ułamek sekundy. Teraz jego niebieskie tęczówki błyszczały jak w gorączce. Ścisnął moje ramiona jeszcze mocniej i przygarnął do siebie. Nasze usta niemal się stykały. Nasze oddechy się mieszały. Czułam go całą sobą i wiedziałam, że on także czuł mnie. Widziałam pragnienie w jego oczach. Głód. Niezaspokojenie. Ale widziałam także uczucie. I to mnie całkowicie rozbroiło.


- Sylwio. Nie wiem jak to się stało... to znaczy właściwie wiem... Pojawiłaś się w moim życiu na moje własne życzenie. I sprawiłaś, że dopiero teraz zobaczyłem co to znaczy czuć. Po prostu żyć. Odczuwać ból, smutek, pragnienie, radość, tęsknotę i cholerną zazdrość. Nie wychodź za niego. Nie będę ci mówił frazesów, że nie będziesz z nim szczęśliwa. Bo tego nie wiem. Ty też tego nie wiesz. Ale wiem jedno. Zrobię wszystko, żebyś była szczęśliwa ze mną. I też nie wiem czy mi się to uda, bo ja w ogóle nie wiem co to znaczy. Ale naucz mnie, Sylwio. Proszę... pomóż mi... - szeptał gorączkowo, zaciskając pięści w moich włosach a ja czułam jego rozpacz, jego pasję i jego namiętność. I wiedziałam, że muszę mu powiedzieć, co zadecydowałam.


- Aleks... posłuchaj. Wczoraj... - zaczęłam ale przerwał mi, potrząsając głową.


- Poczekaj, proszę, bo nigdy tego nie powiem...


- Ale Aleks...


- Sylwio... kocham cię. Całym sobą. Całym swoim, nienauczonym miłości, sercem. Całą swoją pokręconą głową. I całą swoją egoistyczną duszą. I błagam... - dotknął palcami dłoni moich ust. - Błagam... nie wychodź za niego. Nie zostawiaj mnie, bo bez ciebie... rozpadnę się na kawałki. Potrzebuję cię... nawet nie wiesz jak bardzo...









Jacek Skowroński "Mucha"

Jak najlepiej rozprawić się z mafijnym bossem gangu zajmującego się wszystkim tym, co stoi na bakier z prawem? Zastosować efekt synergii. Takim środkiem posłużył się bohater książki Jacka Skowrońskiego, pt.:”Mucha”. Jest to kryminał, pełen nieoczekiwanych zwrotów akcji, pomysłów rodem z sensacyjnego filmu o Jamesie Bondzie i zaskakujących odsłon poszczególnych postaci. Zaczynając czytać „Muchę” wsiadacie na rollercoastera i możecie zapomnieć o jeździe bez trzymanki. Tutaj trzeba się mocno trzymać, żeby nie wypaść z tej szalonej huśtawki. I nadążyć za pomysłowością bohaterów. A wszystko zaczyna się od niewinnej biznesowej wizyty głównego bohatera Apoloniusza, będącego agentem ubezpieczeniowym, w pewnym domu pod Warszawą, celem sprzedania polisy. W okazałej rezydencji zostaje przyjęty przez roznegliżowaną panią Jolę, która zachowuje się dziwnie i dwuznacznie. Oprócz obrazów miłych dla oka każdego faceta, naszemu bohaterowi udaje się zobaczyć coś o wiele więcej. I nie ma to nic wspólnego z krągłościami rzeczonej Joli. Otóż pojawia się właściciel posiadłości, który z pełnym zapamiętaniem i oddaniem dokonuje morderstwa na oczach agenta Apoloniusza. Ubezpieczeniowego, ale zawsze agenta. To sprawia, że nad głównym bohaterem powieści zaczynają się gromadzić przysłowiowe czarne chmury. Bo okazuje się, że posesja należy do Konrada Z. zwanego „Muchą”, znanego w półświatku szefa zorganizowanej grupy przestępczej. A bezlitosne morderstwo to rozgrywka mafijnego świata. Świata, do którego na pewno nie należy Apoloniusz i wiedza, którą teraz posiada staje się jego wyrokiem. Ale skoro jest się agentem, to trzeba jakoś iść za ciosem. I Apoloniusz idzie. Za ciosem. A nawet za dwoma i trzema i... Zwraca się o pomoc do swojego kolegi Jacka, człowieka nocy i komputerowych zawiłości. Wraz z Jackiem dokonują licznych dywersji, stosując wspomniany wyżej efekt synergii, który ma osłabić Muchę i zniweczyć jego plan zabicia świadka popełnionej zbrodni. Pojawia się także zagadkowa Wanda, która przez chwilę staje się ważna dla Apoloniusza a na pewno stanie się ważna dla Jacka. Poznajemy przedstawicieli warszawskiej żulerni, która okazuje się być zwrotnym punktem w zaplanowanej przez Apoloniusza akcji.

Sama akcja toczy się wartko, kolejne odsłony zaskakują czytelnika a niektórzy bohaterowie okazują się być całkiem innymi postaciami, niż te, za jakie je na początku mieliśmy.

Polecam „Muchę” tym, którzy lubią na chwilę oderwać się od rzeczywistości i dać się porwać szalonej akcji, pełnej sensacyjnych i humorystycznych wątków. Tutaj właśnie czarny humor predysponuje tę książkę do zakwalifikowania do gatunku czarnych komedii kryminalnych. Równie dobrze moglibyśmy umiejscowić akcję w latach 20-tych ubiegłego wieku i wyszedłby super gangsterski film. Wielkie brawa dla autora za poczucie humoru, za znajomość realiów panujących w półświatku i za świetne zakończenie. Tematy gangsterskie to moje ulubione klimaty, więc z wielką przyjemnością usiadłam koło Muchy na szalonym rollercoasterze i po prostu... dałam się porwać.

niedziela, 5 grudnia 2010

nagrody w konkursie na CPA przygotowane do wysyłki

"Bez przebaczenia" wraz z plakatami i ulotkami lecą w tygodniu do:
Anuli
Jolanty i
Aleksandry
Oczywiście z dedykacjami:)
Gratuluję i dziękuję za przepiękne wypowiedzi:*

Jarmark Bożonarodzeniowy Wrocław 2010

Podjechaliśmy dzisiaj do Rynku. Ludzi już było sporo, więc wyobrażam sobie, co dzieje się wieczorem, kiedy można podziwiać świetlną iluminację. Ale nas natchnęło dzisiaj przed południem.
Na Jarmarku można zjeść pieczone kasztany, wprawdzie nie z Placu Pigalle, ale też smaczne. Poza tym grillowane przysmaki, jabłka, banany, winogrona w czekoladzie, orzeszki wszelkiej maści no i Grzańca Wrocławskiego w takich oto kubeczkach:

Dla dzieciaków wiele atrakcji, między innymi Świat Bajek, gdzie umiejscowiono budki z bohaterami popularnych bajek, przy których można się zatrzymać i posłuchać treści.
Było całkiem sympatycznie:)


Co tu będę dużo mówić... kocham moje miasto:)

czwartek, 2 grudnia 2010

Pozdrowienia od Bibliotekarzy i Czytelników z Biesiekierza:)

Zmęczona, obładowana zakupami, przybyłam do domostwa.
Jako osoba uzależniona, włączyłam laptopa.
Odebrałam pocztę.
I co?
Uśmiech nie schodzi mi z twarzy.
Bo na poczcie czekał na mnie mail takiej oto treści:

"Witamy!



Dziś po raz kolejny usłyszałyśmy od naszej czytelniczki, że Pani książka (Bez przebaczenia) sprawia, że chce się żyć oraz że już dawno nie czytały nic tak wzruszającego Z całego serca przyłączamy się do tych słów!


Serdecznie pozdrawiamy i prosimy o jeszcze!


Bibliotekarze z Biblioteki Publicznej Gminy Biesiekierz "
 
No czyż życie nie jest piękne???
DZIĘKUJĘ!!!!

środa, 1 grudnia 2010

miła końcówka dnia

Generalnie uważałabym, że dzień był z kategorii:
- idź i nie wracaj
- zamknij drzwi z drugiej strony
- wyglądasz jak własna babka
- kiedyś byłaś piękna i młoda, teraz tylko "i" zostało
- z dupy...
Pomijam kwestię pogody, bo koń jaki jest każdy widzi, nie mam nic do dodania.
Pomijam kwestię umoczenia frędzelków szalika w keczupie i potem umazania artystycznie sweterka, podczas jedzenia posiłku w pracy.
Pomijam moje artystyczne wchodzenie po schodach do domu, gdzie po remoncie nie dorobiliśmy się jeszcze poręczy, za to mamy super extra śliskie schody, a ja kozaki na obcasie (w sumie wchodzenie na czworakach o 17, może być opacznie zrozumiane przez sąsiadów... No nic, potem będą z politowaniem spoglądać na mnie, współczująco na małżonka i z żalem na dzieci).
To wszystko jest mało ważne, bo dostałam właśnie kolejne listy od czytelników.
Jeden od czytelniczki, która przeczytała "Bez przebaczenia" i dwa od czytelników "Zakrętów losu".
Jeden z czytelników, mężczyzna, obawia się o moje bezpieczeństwo "bo jak Pani tak będzie o tej mafii pisać, to w końcu się Panią zainteresują".
Hm...
Zainteresują się na pewno bywalcy znanych wrocławskich klubów z końca lat 90-tych, które są przedstawione w 3 części trylogii, gdzie poznamy karierię gangsterską jednego z głównych bohaterów "Zakrętów losu", złego brata, Lukasa.

No nic...
Pożyjemy zobaczymy.
A tymczasem...
Ten dzień już nie jest taki straszny:)
Póki co...

poniedziałek, 29 listopada 2010

za oknem śnieg, w oczach łzy a w sercu wzruszenie, czyli kilka nowych opinii o "Bez przebaczenia"

W ostatnich dniach dostałam na maila kilka świeżych, na gorąco, pełnych ekspresji opinii Czytelniczek i Czytelników o książce "Bez przebaczenia". Na rózne rzeczy była zwracana uwaga, jedna z pań bardzo osobiście odebrała tę historię, gdyż jest żoną żołnierza i to żołnierza na misji. Więc w końcowych rozdziałach, gdy Piotr wyjechał na akcję do Afganistanu wielokrotnie odkładała lekturę, gdyż odczuwała to samo, co Paulina i nie mogła sobie z tym poradzić.
Napisał tez jeden pan, żołnierz... Nie chcę przytaczać czym się ze mną podzielił, bo to bardzo osobiste, powiem jedynie, że było to bardzo wzruszające.
Inna czytelniczka ma bardzo skomplikowany układ z ojcem i zauważyła dużo analogii pomiędzy swoją sytuacją a sytuacją głównej bohaterki "Bez przebaczenia".
Jeszcze inna pani napisała, że weszła w ten świat i bezskutecznie tłumaczyła sobie, że to tylko książka, że to tylko wymyślona historia, że nie można się aż tak wzruszać.
Te wszystkie listy, pełne ciepłych słów, pełne wzruszeń, emocji, przeżyć, są dla mnie jasną, przejrzystą wskazówką. Właściwie drogowskazem.
Nieważne, że czasami Cię zrugają, będą próbowali ośmieszyć, obrazić.
Nieważne, że czasami napiszą miażdżącą recenzję, która będzie wyłapywała rzeczy, nad którymi powinnaś popracować, albo wręcz przeciwnie, nie wyłapie nic, będzie tylko subiektywnym zapisem czyjegoś odbioru.
To wszystko jest nieważne.
Ważne są właśnie takie chwile. Kiedy otwieram laptopa i czytam... Czytam zapiski swobodnych myśli osób, które czytając moje książki, zastanawiały się nad własnym życiem, nad swoimi wyborami, postępkami. Listy osób, które płakały, które po przeczytaniu długo nie mogły zasnąć, które po kilka razy wracały do ulubionych fragmentów.
To jest mój drogowskaz.
Mój azymut.
Kierunek.
I tam zmierzam
I mam nadzieję, że nie zbłądzę:)

Konkurs na facebooku

Na stronie Czytajmy polskich autorów można powalczyć o moją książkę "Bez przebaczenia":
http://www.facebook.com/pages/Agnesscorpio/327081306707#!/event.php?eid=178313608847220

Zapraszam:)

niedziela, 28 listopada 2010

zimowo weekendowo

Ja i koc. Do tego herbata z cytryną. I oglądanie po raz setny filmu "Pojutrze".
Czy może być coś lepszego?
Pewnie tak.
Weekend w spa. Narty we Włoszech. Nordic walking w parku.
Powinnam się ruszyć, oczyścić, rozruszać stare kości zasiedziałe przez codzienne, dwunastogodzinne ślęczenie przed komputerem, najpierw w pracy, potem w domu.
och...
Jak wiele rzeczy powinnam zrobić...
Pójść do lekarza.
Kupić czapkę.
Pojechać autem na myjkę.
Poukładać ciuchy w szafce.
Skończyć książkę.
Częściej się uśmiechać.
Mniej martwić.
Nie złościć się i nie unosić.
Słuchać ludzi.
Nie zamykać się w sobie.
Nie wierzyć, że tylko ja mam rację i tylko ja wiem najlepiej.
Podlać kwiaty...
A tymczasem...
Ja i koc. Do tego herbata z cytryną. I oglądanie po raz setny filmu "Pojutrze".

Na wszystkie inne rzeczy przyjdzie czas jutro.
Albo... pojutrze...

piątek, 26 listopada 2010

baz'Art Targ Ludzi Kreatywnych-ZAPRASZAM:)

Zapraszam na baz'Art Targ Ludzi Kreatywnych, który odbędzie się we Wrocławiu, w Browarze Mieszczańskim, przy ul. Hubskiej, w godzinach od 12 do 18. Stoisko numer 13:)

Będzie można się tam ze mną spotkać, porozmawiać, napić grzanego piwa i zakupić moje książki.

Do zobaczenia!
http://bazart-tlk.blogspot.com/p/uczestnicy-bazartu.html

środa, 24 listopada 2010

aaaa jeszcze ciepła, jeszcze pachnąca;)

ściskam nóż w trzęsącej się dłoni
w oczach szaleństwo
w sercu nieznośne oczekiwanie
pragnienie
denerwująca niecierpliwość
szybciej
tnij
szarp
wyrywaj
rzucaj za siebie strzępy
docieraj do środka
tak
nareszcie
mam
jeszcze ciepła
pachnąca
moja...















A myśleliście, że co?
;)

Jestem odświeżona:)

Właściwie nie ja, tylko moja strona autorska:)
http://www.agnesscorpio.pl/

W zakładce Playlista, gdy klikniecie na "Dirty world", możecie posłuchać bezpośrednio ze strony piosenek, które inspirowały mnie do pisania tej właśnie książki.
Już wkrótce taka możliwość będzie przy pozostałych wydanych książkach.

Nad tym wszystkim i nad wieloma innymi rzeczami, związanymi z moją twórczością, pracuje moja managerka Katarzyna Zabłotna, która wierzy we mnie a ja w nią:)
Dziękuję:)

poniedziałek, 22 listopada 2010

"Ostatnia wieczerza" Rachel Cusk

Książka Rachel Cusk „Ostatnia wieczerza” to studium kobiety spełnionej, zarówno jako matka i żona, jak i pisarka, która jednak przeżywa pewien kryzys. Tak twórczy jak i osobowościowy. Nie umiejąc tego nazwać, zdefiniować, zaczyna odczuwać dziwny przymus wędrówki, poznawania nowego, wyjścia ku nieznanemu, które może okaże się lepsze, a może wcale nie, ale coś się zmieni w życiu jej i jej rodziny. I tak pewnego dnia, ona, jej mąż i jej córki, pakują się i ruszają w stronę promu, aby po drugiej stronie kanału La Manche odnaleźć odpowiedzi na pytania, a może i same pytania, aby dopełnić się jako artystka, aby poznać nowe życie, nowych ludzi, nowy świat, którego korzenie są dziedzictwem nas wszystkich. Książka opowiada o życiu autorki podczas pobytu we Włoszech, gdzie odkrywa, a może dokładniej poznaje kulturę tego kraju, jego tradycję, kuchnię, umiłowanie sztuki, rodziny, przeszłości. W obrazach włoskich artystów szuka inspiracji, szuka swojej drogi, którą ma wrażenie, że gdzieś zagubiła, zatarła. Uczy się włoskiego, spędza czas z rodziną, otwiera się na świat i otwiera się na siebie. Czasami jesteśmy tacy zagubieni, zapatrzeni w jasno wytyczony cel, zapominamy od tym, co tak naprawdę jest ważne, uśmiech dziecka, pocałunek ukochanego, zwykłe proste życie, wspólne śniadanie, rowerowa wycieczka, spacer wąskimi uliczkami, wśród starych murów kamieniczek, które widziały więcej, niż jesteśmy w stanie pojąć. Po przeczytaniu tej książki czułam się taka... oczyszczona, nawet natchniona i bardzo zazdrościłam autorce, że potrafiła podjąć taką decyzję, takie wyzwanie i wyruszyć na poszukiwanie siebie. Bo tym właśnie była ta wyprawa. Może kiedyś... też zdobędę się na coś takiego. Książka okraszona jest ilustracjami obrazów włoskich artystów (Rafaela Sanzio, Piero della Francesca i innych), a także odnajdziemy szereg fotografii dokumentujących wyprawę autorki. Poznajemy także jej interpretację poszczególnych dzieł, bardzo osobistą i subiektywną interpretację.


„Ostatnia wieczerza” to przemyślenia, wspomnienia, spostrzeżenia, pełne magii, uduchowienia, a także całkiem proste zapiski uważnej obserwatorki. Polecam wszystkim, którzy potrzebują chwili oddechu w pędzie codziennego życia i odrobiny refleksji nad tym, co tak naprawdę liczy się w naszym życiu. A na zakończenie fragment, który doskonale oddaje rozterki samej autorki, a który z powodów wiadomych lub nie, wydał mi się bardzo bliski:

„Rano idę przez pola w jasnym, suchym świetle. Wracając, słyszę przez otwarte okna grę na fortepianie. Przystaję w ogrodzie i słucham. Jasność tego dźwięku wydaje mi się bardziej rzeczywista niż wszystko to, co zostawiliśmy za sobą, niż dom, niż dni, których powtarzalność zakuła moją duszę w swego rodzaju kajdany. Samotność fortepianowego dźwięku przemawia do mojej samotnej natury. Jestem zaskoczona, że coś do mnie mówi; jakbym wcześniej była niema, nieobecna, nieświadoma; jakby moje dotychczasowe życie, życie w domu, było fałszem, a prawdziwe wędrowało gdzieś po świecie, lekkostope, niepowtarzalne, nieuchwytne, dające się dostrzec czasem przelotnie przez otwarte okno, ale tylko na moment.”

sobota, 20 listopada 2010

Konkurs z "Szóstym"- kto uda się na socjopatyczną randkę?

Mój magiczny program wylosował dwie osoby:
izusr
edith,
które to otrzymają ode mnie thriller "Szósty" wraz z dedykacją:)





 
Bardzo proszę o maila z adresem domowym na: agnieszka.loniewska@gmail.com
 
A już wkrótce nowe konkursy:)
Zapraszam:)

piątek, 19 listopada 2010

czwartek, 18 listopada 2010

Książka do wygrania-tym razem moja:)

Tak sobie siedzę i myślę...
Zrobię mały konkursik:)
Nagrodą będzie moja książka "Szósty", która sprzedała się w całym nakładzie i na razie nie będzie dostępna w księgarniach. Zatem, jeśli lubicie thriller romantyczny (jak to nazwała cudowna Anna Klejzerowicz w swojej recenzji "Szóstego": http://zbrodniawbibliotece.pl/ksiegozbior/1573,thrillerromantyczny/), to zapraszam:)
Wystarczy napisać w komentarzach tytuł thrillera/horroru/kryminału, który zapamiętacie na zawsze.
Do wygrania/rozdania są 2 egzemplarze "Szóstego" wraz z autografem oczywiście:)

Tutaj opis książki:

"W szóstym dniu Bóg stworzył człowieka - mężczyznę i kobietę. W szóstym dniu… odbiorę Ci życie, bo ja jestem twoim Bogiem…" To motto seryjnego zabójcy, który poluje na zielonookie blondynki. Sprawę prowadzi Śląska Grupa Śledcza pod dowództwem inspektora Marcina Langera. Pomaga mu profilerka - Alicja Szymczak. Okazuje się, że tych dwoje łączy nie tylko praca ale i przeszłość, chociaż jeszcze nie zdają sobie z tego sprawy. Inspektora Langera z zabójcą łączy jeszcze więcej..."

Kilka recenzji:
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/54192/6-szosty-szesc-szosty

Konkurs trwa do soboty, do godziny 19-tej:)

ZAPRASZAM:)


środa, 17 listopada 2010

Jak to jest z tą muzyką w końcu???

Jadę sobie.


Co się da to omijam, czasami stoję, lub pykam po trochu, ale zmierzam do celu. Czyli do domu. A tak na marginesie, to ja protestuję! Niech ktoś na tym dworze włączy światło! No bo jak to jest, że rano gdy wyjeżdżam do pracy i po południu, gdy wracam do domostwa mego, jest tak samo? Czyli szarawo? Że się elegancko zapytam: o so chozi? Reklamację do elektrowni mam złożyć? Ba... tylko do której? Ale wracając do tematu. Jadę sobie. Śpiewam kawałki Within Temptation, które huczą we wnętrzu mojego auta, a ja jestem szczęśliwa, bo naprawdę nic mnie tak nie odpręża jak jazda samochodem pełnym mojej muzy. Zjeżdżam już w kierunku mojej dzielnicy, pomykając długą prostą, otoczoną polami. Przede mną wyrasta tył jakiegoś poloneza, który nieoczekiwanie włącza prawy kierunkowskaz i wyraźnie chce gdzieś skręcać.

- Jasne stary... w pole? - mruczę do niego, bez najmniejszej nadziei, że mnie usłyszy, ale jakoś lepiej mi z tym. Wrzucam lewy kierunek i wyprzedzam. Nagle gdzieś do zakamarków mojego ogłuszonego „Forgiven” umysłu dociera jakiś obcy dźwięk. A kąt mego lewego oka rejestruje jakiś obraz. Zerkam, a tu... cholera... nieoznakowana policja na sygnale. Przez mój umysł przebiega błyskawiczna i nader rozbudowana myśl: „Ups...”

Taaak. Polonez nie wjeżdżał w polne meandry. Słyszał sygnał nadjeżdżającej policji i ustępował miejsca...

Pan policjant pogroził mi palcem i ich tajniackie auto wystartowało do przodu. Jechali pewnie do jakiejś sprawy, tak więc nie mieli czasu aby zająć się przygłuchą amatorką mocnego uderzenia...

A mówią, że muzyka oczyszcza.

Tak...

Mnie na pewno oczyściłaby z kilku setek mandatu...

A tak się fajnie jechało...

No...

wtorek, 16 listopada 2010

"Zakręty losu" trylogia

Chyba każdy autor ma swoją naj... historię? Nie wiem. Ze mną różnie bywa, ale z całą otwartością muszę przyznać, że bohaterowie "Zakrętów losu" na długo zapadli mi w pamięć i nadal żyję ich losami. W końcu trzy tomy, po około 350 stron każdy, odbiły się na mnie i na moim życiu. Poza tym sensacja, w połączeniu z historią miłosną, to coś co lubię i już:)

Plan wydawania poszczególnych części jest taki:
"Zakręty losu" - oficjalna premiera 19 listopada 2010r (teraz jest w przedsprzedaży na http://www.zaczytani.pl/)
"Zakręty losu-Braterstwo krwi" - marzec 2011r.
"Zakręty losu-Historia Lukasa" - listopad 2011r.
Oczywiście wydawnictwo Novae Res

A tutaj okładki:

niedziela, 14 listopada 2010

urodzinki:)

Dzisiaj mam, wczoraj obchodziłam:)
Hucznie, oczywiście.
Przyjechały moje przyjaciółki i wierne czytelniczki.
Sylwia upiekła takie cudo (z napisem Agnes Scorpio):














Najpierw, standardowo, byliśmy na kolacji (bo płeć męska też nas nawiedziła). Tam dostałam prezent. Który jest czytelny i zrozumiały tylko dla osób, które towarzyszą mi od początku mojej pisarskiej drogi. Bo gdyby nie CCB Team, nie wiem czy miałabym siłę iść dalej:) A geneza tej zagadkowej nazwy na zawsze pozostanie naszą słodką tajemnicą;)
Oto moje cudo:















Zdradzę tylko tyle, że ma to związek z jedną z moich książek, która także będzie wydana:)

Dziękuję dziewczyny:*
I posłużę się cytatem, który znajduje się na początku "Zakrętów losu", a który w pełni oddaje to wszystko co robicie dla mnie i kim dla mnie jesteście:)

"Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, kiedy nasze skrzydła zapominają, jak latać."


piątek, 12 listopada 2010

taki sobie fragment

Pracuję nad kolejną książką. Będzie to opowieść o miłości, zdradzie, fałszu, wyborach, złej przeszłości i niejasnej przyszłości.
Fragment specjalnie dla tych, którzy lubią mnie czytać:)

Kolejny dzień mojego życia. Niby taki sam, a całkiem inny. Niby ta sama twarz w lustrze, ale jednocześnie jakaś obca. Niby to samo spojrzenie, ale jednak coś więcej pojawiło się w tych zielonych tęczówkach. Czy to naprawdę byłam ja? Czy to naprawdę było moje życie? Czy to naprawdę był mój świat? Tyle pytań... Gdzie wcześniej były? Czy żyłam w jakimś dziwnym transie? Nie zastanawiając się nad sensem tego co robię? Nad decyzjami, które podejmuję? Nad ludźmi, których spotykam na swojej drodze. A może to po prostu najzwyklejsza fascynacja nieznajomym facetem. Może... Na pewno fascynacja. Ale jego wczorajsze słowa uświadomiły mi coś jeszcze. Tak, do tej pory byłam tchórzem. Bałam się. Nie chciałam zranić bliskich, nie chciałam zniszczyć tradycji, nie chciałam zostać sama i dlatego związek z Marcelem uznałam za jedną z lepszych rzeczy, jaka mogła mi się przytrafić. Bezwolna i naiwna, może głupia? Pewnie też! Ale przecież tak naprawdę taka nie jestem! Jestem całkiem inna! I mam zamiar odnaleźć tę zagubioną Sylwię. Bo byłoby szkoda, abym nigdy nie poznała, co to znaczy naprawdę istnieć. A nie być tylko atrapą dobrej córki, dobrej żony, dobrej reprezentantki rodu. I tylko jedna osoba mogła mi w tym pomóc. Właśnie on.



A teraz musiałam poukładać sobie wszystko w głowie i zastanowić się nad swoim życiem i swoimi dotychczasowymi wyborami. Od października zaczynałam ostatni rok moich studiów, za niecałe dwa tygodnie wychodziłam za mąż. Gdy tylko próbowałam to sobie wyobrazić, czułam jakiś nieokreślony niepokój. I najśmieszniejsze w tym wszystkim było to, że to dziwne uczucie nie opuszczało mnie od momentu, kiedy Marcel wsunął na mój serdeczny palec zaręczynowy pierścionek. Ale dopiero teraz zaczęłam się nad tym wszystkim zastanawiać i analizować. Zasługa pewnego wysokiego mężczyzny z blizną na policzku. To więcej niż pewne.


Teraz czekałam na Marcela, który wrócił już z wyjazdu służbowego do Warszawy i zadzwonił z informacją, że za godzinę do mnie przyjedzie. I wpatrywałam się w ekran mojej komórki. Na którym widniała wiadomość. Ale nie od niego. Tylko od Aleksa. Który napisał:


„ Ja również szaleńczo chcę, pragnę i mogę…”


Zacisnęłam dłonie na telefonie i zapatrzyłam się w ciemniejący ogród. Chciałam mu coś odpisać ale kompletnie nie wiedziałam co. Miałam mu napisać, że nie wiem co się ze mną dzieje? Że nie chcę go już więcej widzieć? Że nie mogę się doczekać, kiedy znowu go ujrzę? Że nie chcę o nim pamiętać? Ale jednocześnie ciągle o nim myślę? I czuję ciężar, który nie wiem czy dam radę unieść? Nie... To nie była wiadomość, którą mogłam mu posłać. Bo i po co? To ja musiałam podjąć ostateczne decyzje, nikt inny tylko ja.

wtorek, 9 listopada 2010

"Zakręty losu" do kupienia z autografem:)

Zapraszam na stronę: http://zaczytani.pl/ksiazka/zakrety_losu,druk
gdzie w przedsprzedaży można zakupić moją książkę "Zakręty losu", wraz z moim podpisem:) Dla pierwszych 200 kupujących!
MIŁEJ LEKTURY:)

"Zakręty losu"-fragment

Książka w przyszłym tygodniu trafi do sprzedaży, a tymczasem... krótki fragment:

Kaśka mrugnęła, dając mu znak, że już panuje nad sobą i może ją puścić. Popatrzył na nią uważnie, uznał, że się już uspokoiła i puścił jej twarz.


− Skup się! I posłuchaj! − Łukasz wpatrywał się w nią, zmuszając, żeby na niego spojrzała. Od razu tego pożałowała, bo cholernie przypominał Krzyśka.

− Czego chcesz? − spytała cicho.

− Musisz położyć tę sprawę. Nie masz wyjścia. Musisz podać nam nazwiska świadków.

− Nie zrobię tego... nie mogę... − pokręciła głową.

− Kaśka, ty chyba czegoś nie rozumiesz! − krzyknął, aż podskoczyła.

− To ty nie rozumiesz, ja nie mogę wynieść nazwisk świadków. Wywalą mnie i oskarżą. Nie zrobię tego, nie ma mowy... − patrzyła na niego, już bez strachu, a w jej wzroku rosła determinacja.

− To zrób coś, żeby nie zeznawali. Powiedz im, że jest ryzyko, że ich nazwiska wypłyną, że już wypłynęły, że już coś wiemy. Wymyśl jakieś wiarygodne kłamstwo, piękna Kasiu, na pewno potrafisz... − uśmiechnął się.

− Boże, dlaczego po prostu nie pójdziesz do więzienia, tam gdzie twoje miejsce, i nie odpokutujesz za to całe zło, jakie wyrządziłeś ludziom?

− Bo mam jeszcze tyle fajnych rzeczy do zrobienia, że więzienie nie jest dla mnie – powiedział z tym swoim pogardliwym uśmiechem.

− Jasne, fajne rzeczy... Fajnymi rzeczami nazywasz sprzedawanie ludziom ułudy, która doprowadza ich do śmierci?

− Jeśli są tacy słabi i głupi, żeby to kupować? Jeśli wierzą, że to da im szczęście? Kaśka, to ich wybór, ja im  nie każę tego brać.

− Skoro twoim wyborem było zajmować się czymś takim, to teraz powinieneś ponieść konsekwencje! A nie niszczyć życie brata! On cię kocha, inaczej dawno już doniósłby na ciebie policji! − krzyknęła.

Dostrzegła w jego wzroku jakiś błysk, stanął przed nią, pochylając głowę, żeby spojrzeć jej w oczy.

− Co do niszczenia mu życia, mógłbym się uczyć od ciebie... − powiedział cicho z lekkim uśmiechem.

Przez jej twarz przemknął grymas tak ogromnego bólu i cierpienia, że nawet on to zauważył. Poczuła się, jakby uszło z niej całe powietrze. Powiedziała cicho:

− Za milion lat byś tego nie zrozumiał...

Zerkał na nią przez moment, po chwili przybierając swój zwykły wyraz twarzy, powiedział:

− Zajmij się tym, co ci powiedziałem. To, co zrobił mu Fazi, będzie niczym w porównaniu z tym, gdy dorwie go ktoś inny. Ktoś, komu ja podlegam i cały ten biznes. Kaśka, oni nie żartują. Podbicie oka to jedno, ale... nic nie będę mógł zrobić, nic... − wpatrywał się w nią i dostrzegła w jego spojrzeniu coś na kształt rozpaczy.

− Jezu... Łukasz... − zakryła twarz rękoma.

− Dlatego musisz to zrobić. Kochasz go, prawda? Popatrz na mnie, Kaśka! − szarpnął ją lekko za ramię.

Kaśka uniosła głowę i popatrzyła na niego.

− Kochasz go – potwierdził. − Dlatego musisz to zrobić. I już nawet nie chodzi o mnie. Gdybym wiedział, że to coś da, sam bym się zgłosił. Ale oni nie mogą zeznawać. Po prostu nie mogą, Kaśka....

− Zastanowię się. Muszę pomyśleć.

− To myśl szybko! I nic mu nie mów o tej rozmowie. Nikt nie wie, że tu jestem, i niech tak zostanie! − powiedział, patrząc na nią z góry.

− Dobrze – kiwnęła głową.

− I nie bój się mnie... − spojrzała na niego ostro.

− Nie boję się...

− Jasne – uśmiechnął się. − Powiedziałem ci kiedyś, że kobiecie mego brata nigdy bym nic nie zrobił. Zresztą żadnej kobiecie... − czy jego głos się lekko załamał? Szybko się jednak opanował i dokończył − pilnuj tyłów, Kaśka. – Kiwnął jej głową i wyszedł.

Dziewczyna siedziała na sofie i nie mogła się ruszyć. Fizycznie była całkowicie sparaliżowana, natomiast w jej umyśle szalała burza myśli. Przetrawiała wszystko to, co powiedział Łukasz. Była zszokowana jego troską o Krzyśka, mimo że wielokrotnie sam zrobił mu krzywdę. Ale wiedział, że jego mocodawcy nie poprzestaną na takich środkach perswazji, tylko zdolni są do gorszych rzeczy. I Kaśka musiała teraz to wszystko sobie poukładać i podjąć jakąś decyzję.
Wiedziała, że jakąkolwiek podejmie, każda będzie zła. Ale wiedziała też, że nie może narażać Krzyśka. Że poświęciłaby wszystko, swoje życie, karierę, wszystko, co udało się jej do tej pory zdobyć i osiągnąć, jeśliby to mogło go uchronić. Przedtem wielokrotnie powtarzała mu, że nie mogą dać się zastraszyć, że muszą robić swoje, że muszą iść wytyczoną drogą. Celem był Łukasz Borowski siedzący w więzieniu. Ale teraz miała też świadomość, że nawet gdyby się tak stało, to i tak nie zapewniłoby to bezpieczeństwa Krzyśkowi. I ona miała w ręku jedyne wyjście z tej sytuacji. Musiała to zrobić.

sobota, 6 listopada 2010

"Jest książka, jest impreza!" czyli wywiad dla "Dużego Ka"

Zapraszam do lektury wywiadu ze mną w drukowanym "Dużym Ka", specjalnie na Targi Książki w Krakowie:)
http://www.agnesscorpio.pl/wywiady/wywiad01.jpg

"Uciec przed cieniem" Ewa Kopsik

"Uciec przed cieniem" Ewa Kopsik, Novae Res, 2010

"Bez twojego przyzwolenia nikt nie może sprawić, że poczujesz się gorszy” te słowa Eleanor Roosevelt kołatały się w mojej głowie niemal przez całą lekturę książki Ewy Kopsik „Uciec przed cieniem”. Chciałam je wypowiadać wciąż i wciąż. Ba! Chciałam złapać główną bohaterkę powieści, potrząsnąć jej ciałem i wykrzyczeć jej to w twarz. Może wówczas obudziłaby się ze swojego neurotycznego snu, w którym ciągle była bezwolną marionetką w rękach innych ludzi i zaczęła być normalnym człowiekiem. Jednak im bardziej wnikałam w jej świat, tym mój zapał opadał i potem już tylko obserwowałam jej kolejne poczynania, poznawałam jej jadowite myśli i wiedziałam, że nie ma ratunku.


Książka Ewy Kopsik wciąga od pierwszych wersów. Jest jak fala pochłaniająca czytelnika, pomimo że przedstawia trudny temat uzależnienia człowieka od człowieka, prześladowanego przez nieswoje grzechy przeszłości. Przeszłości, która tak silnie oddziałuje na ludzkie losy, że ciężko jest odnaleźć się głównej bohaterce w teraźniejszości, nie wspominając już o przyszłości.

Poznajemy młodą kobietę, która będąc żoną śpiewaka operowego wyjeżdża wraz z nim na kontrakt do Wiednia. Musi odnaleźć się wśród polskiej emigracji, wśród środowisku polskiej inteligencji, która bardziej na nią pozuje, niż ją naprawdę jest. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie i dzięki temu wiemy, że główna bohaterka jest błyskotliwą, inteligentną, oczytaną i nawet dowcipną osobą, która jednak kompletnie nie umie ujawnić tych cech i jest postrzegana jako gburowaty, zamknięty w sobie a nawet głupkowaty odludek. Kobieta nie potrafi nawiązywać ani kontaktów przyjacielskich, ani partnerskich. Wydarzenie z dzieciństwa prześladuje ją na każdym kroku, wytyczając kierunek, jakim podąża przez całe życie. A kierunek jest tylko jeden. Samounicestwienie. Bo tak jak żyje ona, nie można żyć. To wewnętrzna asceza. Która niszczy bohaterkę i odstręcza od niej innych. Końcówka książki jest niesamowita i nie mam tu na myśli nic nadprzyrodzonego. Bohaterka uciekała całe życie przed cieniem, jednakże cień dogonił ją, pokazał, jak bezsensowne było jej umartwianie się nad sobą i rozpamiętywanie przeszłości. I popchnął ją ku czemuś, co może zmieni jej przyszłość. Może... Bo cień nadal podąża za nią.

„Uciec przed cieniem” jest lekturą pełną alegorii, porównań, filozoficznych odniesień, a jednocześnie wsysa czytelnika, zagarniając całą jego uwagę. Jest napisana bardzo dobrym językiem, którym autorka operuje z zegarmistrzowską dokładnością, budząc u czytelnika całą gamę uczuć. Od złości, przez żal, współczucie, czarny humor, aż po zaskoczenie. I dlatego polecam tę książkę wszystkim, dla których ważna jest i intelektualna rozrywka i głęboka refleksja i długotrwałe myśli, które galopują w głowie czytelnika, jeszcze długo po jej przeczytaniu.

piątek, 5 listopada 2010

Zakręty losu-trylogia-zapraszam na fanowską stronę:)

http://www.facebook.com/pages/Zakrety-losu-trylogia/157165240988812

Zajrzyjcie i polubcie:)
Na stronie ciekawostki związane z moją najnowszą książką "Zakręty losu", także z kontynuacjami:
"Zakręty losu-Braterstwo krwi" - marzec 2011
"Zakręty losu-Historia Lukasa" - listopad 2011

Cytaty, obszerniejsze fragmenty, muzyczne kawałki z playlisty, która umieszczona została na końcowych stronach każdej części trylogii o braciach Borowskich.

Zapraszam:)))

"Zakręty losu"
Dramat sensacyjny będący opowieścią o życiu pełnym pokus i zagrożeń, o zgubnych nałogach, fałszywych ideałach, mafii i oczywiście o wielkiej miłości. Krzysztof Borowski, adwokat, broniący bossów narkotykowej mafii. Katarzyna Kochańska, prokurator, oskarżająca w procesie zorganizowanej grupy przestępczej, zwanej „Grupą z Centrum”. Łukasz „Lukas” Borowski, starszy brat Krzysztofa, od najmłodszych lat działający w mafijnych strukturach. Małgorzata Filipiak, dziewczyna, której tragiczny los na zawsze odbił się rykoszetem na życiu pozostałej trójki bohaterów. I zakręty losu rozpoczynające się trzynaście lat wcześniej i wybory jakie podjęli, a które tak a nie inaczej ukształtowały ich życiowe drogi. Pierwsza część trylogii o braciach Borowskich, pełna wzruszeń, łez, namiętności i złych rzeczy, które mogą pojawić się przed każdym z nas, na naszym zakręcie losu.



Książka podzielona na dwa okresy czasowe: koniec lat dziewięćdziesiątych, kiedy poznajemy głównych bohaterów, Katarzynę i Krzysztofa, jako zakochanych w sobie osiemnastolatków. Na drodze do ich szczęścia w pewien pokręcony sposób, staje starszy brat Krzyśka-Łukasz, który od lat działa w zorganizowanej grupie przestępczej. I tak jak sam rzucił się w złudny wir szybkiego życia i łatwych pieniędzy, tak samo wciąga w niego swoich bliskich i nie tylko. Druga część książki rozpoczyna się trzynaście lat później i wówczas nasi bohaterowie stają przed kolejnymi poważnymi wyborami. Co jest dla nich ważniejsze? Na nowo odzyskane uczucie? Czy może miłość brata do brata? Czy też oddanie zawodowi i wiara w słuszność podejmowanych decyzji? Przed takimi dylematami stają i Krzysiek Borowski i Katarzyna Kochańska i „Lukas” Borowski. Ale rozwiązanie nie zawsze jest oczywiste a co najważniejsze... bezpieczne.
 
 
"Zakręty losu-Braterstwo krwi"
Książka przedstawiająca dalsze losy bohaterów „Zakrętów losu”. Akcja rozpoczyna się w rok po tym, gdy Krzysiek i Kaśka otrzymali pewną anonimową wiadomość.



Nadal są razem, nadal się kochają, mieszkają w swojej „leśnej głuszy” i wspólnie prowadzą kancelarię. Dowiadujemy się również co robi Łukasz, jak żyje, czym się zajmuje. Czy potrafi sam sobie wybaczyć? Czy potrafi spojrzeć w lustro? Czy... żyje, a właściwie wegetuje, pożerany wyrzutami sumienia? Tak właśnie jest. Żyje w oddaleniu od bliskich, korzystając z instytucji świadka koronnego. Jednak ten mężczyzna doskonale wie, że ludzie, dla których życie innych nie ma większej wartości, nie zapominają. I kiedy mafia przypomina sobie o istnieniu Krzysztofa Borowskiego i jego żony, składając temu pierwszemu propozycję nie do odrzucenia, wydział do walki z przestępczością zorganizowaną przypomina sobie o Łukaszu Borowskim. Który tym razem staje po drugiej stronie barykady i zaczyna współpracować z policją, aby w końcu rozprawić się ze swoim dawnym... chlebodawcą.


Czy Lukas dostanie szansę, aby odkupić swe winy, kiedy ci, których zdradził, upomną się o jego brata?


A może nie jest jeszcze stracony i na nowo pozna, co to znaczy kochać, pragnąć i troszczyć się o kogoś? I tym razem to doceni?
W tej książce na pewno znajdą się odpowiedzi na te pytania.


"Zakręty losu-Historia Lukasa"
Trzecia i ostatnia część swoistej sagi o braciach Borowskich. Poświęcona w całości postaci Łukasza Borowskiego. Książka podzielona jest na trzy okresy, które odzwierciedlają serię wydarzeń, które odcisnęły piętno na życiu bohatera: wschód, zenit, zmierzch.



Łukasz ułożył swoje nowe życie, ma ukochaną kobietę, która spodziewa się dziecka. Zdaje się, że odkupił dawne winy i w końcu wyprostował swój pokręcony los. Ale czuje, że musi dokonać ostatecznego rozrachunku ze swoim życiem. I dlatego podczas własnego wieczoru kawalerskiego, zamyka się z młodszym bratem Krzyśkiem w rodzinnym domu i przekazuje mu całą gorzką i czasami okrutną prawdę o swoim życiu. Jego spowiedź czasami przeraża, czasami wzrusza i rysuje prawdziwy obraz tego człowieka. Który jako bardzo młody chłopak został pozbawiony możliwości decydowania o sobie a jego młodzieńcze marzenia zostały zabrane i sprowadzone do czegoś głupiego i mało istotnego. I postanowił iść swoją drogą, na przekór wszystkim. Tylko dopiero po latach zaczyna rozumieć, że ta droga prowadziła tylko w jednym kierunku. Do piekła.


Historia Lukasa to rozliczenie się z przeszłością, pełna przemocy, bólu, łez, ale i miłych wspomnień. Łukasz opowiada o swoistej karierze w strukturach mafijnych i o swojej pierwszej miłości do Małgorzaty Filipiak, której tragiczny los poznaliśmy w 1 tomie tej trylogii, „Zakrętach losu”.

lubimy 69

stronę... Lubimy 69 stronę w książce, którą właśnie czytamy...
I wrzucamy pierwsze zdanie z tej strony na swojego bloga.
Taka zabawa;)
proszę:

"...fanaberie, ukarać za brak poszanowania dla pracy przy..."


"Uciec przed cieniem" Ewa Kopsik

Wywołuję wszystkich, którzy chcą się w to pobawić:)

czwartek, 4 listopada 2010

Wyniki losowania:)

A było tak:
Komisja przygotowała karteczki z imionami wszystkich kandydatów:
Potem pieczołowicie pozaginała wszystkie losy:
Skorzystała z pomocy własnej rodzonej córki Magdy, która wylosowała szczęśliwą karteczkę:

Na której to był taki oto napis:

Tak więc zwyciężczynią tego konkursu okazała się być Kasandra_85, której serdecznie gratuluję i proszę o przesłanie adresu domowego na mojego maila: agnieszka.loniewska@gmail.com

To była fajna zabawa, wkrótce nowe książki do rozdania!!!

środa, 3 listopada 2010

Książka do wygrania:)

Hej kochani
Mam dla Was książkę "Ja, diablica" Katarzyny Bereniki Miszczuk. Recenzję tej powieści możecie przeczytać w zakładce "moje recenzje".
Zasada losowania jest taka: do jutra, do godziny 15 wpisujcie się w komentarzach, kto chce wziąć udział w losowaniu. Po tej godzinie wypiszę Wasze imiona/nicki na karteczkach i Wielka Komisja w składzie: Ja i Ja i Ja dokona uroczystego zwolnienia pieczęci i wylosuje szczęśliwego posiadacza/posiadaczkę niniejszego tytułu:) ZAPRASZAM:)))

wtorek, 2 listopada 2010

Pisadło, pomysłodajnia, premierowo i inne choróbska, czyli z jednego gara to i Salomon… taa, chyba inaczej to szło…

No właśnie… Nawiązując do powyższego tytułu niniejszego wpisu, nie wiadomo „o so chodzi” no i bardzo dobrze, bo ja sama nie wiem co jest grane. Wiem tylko tyle, że przez dwa tygodnie pisałam jedną scenę z mojej nowej opowieści, którą tworzę gdzieś od połowy września, chyba… Bo się zgubiłam w obliczeniach. No ale jak to tak? Żeby to jeszcze jakaś trudna scena była, skomplikowana, pełna ważnych kwestii bohaterów, odbijających swe piętno na ich dalszych losach. No właśnie nie. Taka sobie rozmowa, bez szaleństw. Zupełnie nie wiem, czemu mi się zacięło. Albo może wiem? Po pierwsze… ostatnio dużo pracuję i mówię tutaj o tej pracy, która pozwala mi na płacenie rachunków. Po drugie, nadeszło przesilenie jesienne, które to, prawda czy nie, zawsze na mnie jakoś oklapnięto-depresyjnie wpływa i chociaż to może czyste przekłamanie, ja tak mam i już! No więc mamy full pracy i zły wpływ warunków atmosferycznych. Co jeszcze? No w ogóle to, że pracować muszę! No to jest już jakaś przesada… A gdzie mój cichy kącik, w którym tylko ja i moje pomysły? I laptop? Aaaa dobrze, że o tym wspomniałam! O pomysłach, nie o laptopie, aczkolwiek jedno i drugie jakoś ze sobą współgra. Otóż pomysły… Mój święty zeszyt zapisany nimi jest. HAWK! Poukładałam sobie wszystko i realizuję jeden z nich. Jestem na 8 rozdziale, gdzie była wspomniana scena zawieszki, w której moi bohaterowie ugrzęźli w samochodzie i ruszyć się przez dwa tygodnie z niego nie mogli. Boże… Za takie coś to bym sama siebie zamknęła za karę w altance ogrodowej, a że nocki teraz zimnawe, miałabym ci ja za swoje! No więc moi zmumifikowani niemal bohaterowie dzisiaj mogą przejść do następnej odsłony, a mi tymczasem urodził się w głowie pomysł numer… któryś tam z kolei, do cyferek głowy nie mam, bo ja po humanie jestem i nie mówię tu o kaszce, bo za moich czasów to chyba tylko w Pewexach dostępna była. No i teraz klops, masz babo placek, czy kilka innych kulinarnych skojarzeń… Bo co robić? Panie dzieju? Panie Janeczku mam grać…? A nie, to nie o tym chciałam… No i na moim ulubionym portalu społecznościowym (precz z kryptoreklamą!) podpowiedziano mi, że tak jak się czyta kilka książek naraz, tak można je i pisać. Hm… tego jeszcze nie praktykowałam, ale zawsze musi być ten pierwszy raz. A’propos czytania, to teraz na tapecie mam dwa tytuły: „Cztery pory lata” Renaty L. Górskiej (którą to książkę otrzymałam zresztą z osobistą dedykacją autorki) i „Ymar” Magdaleny Kałużyńskiej. Nie ma to jak czytać dwie książki o tak odmiennej tematyce. I jak już przy książkach jesteśmy (jakbyśmy gdzieś indziej byli, hłe hłe hłe), dzisiaj moje „Zakręty losu” do drukarni wędrują! Wreszcie, że tak powiem bez śladu najmniejszego zniecierpliwienia, ależ skąd! Jestem niespotykanie cierpliwą osobą. Cierpliwie cierpiącą na zniecierpliwienie. O tak!


Reasumując, chyba zakreślę sobie wstępną drabinkę nowego pomysłu, co by mnie wredota po nocach nie męczyła, a potem wrócę z powrotem do historii, którą teraz tworzę. Bo przecież inaczej się nie da i skończy się tym, że sama ze sobą nie wytrzymam i wytrzaskam się po twarzy! A poza tym dopadło mnie choróbsko, mało atrakcyjnie wizualnie i zapachowo też, więc czasu trochę miałam i pewnie stąd te natrętne myśli, czyli można domniemywać, że gdy weny mi zabraknie, najlepiej złapać jakiegoś wirusa i wówczas pójdzie jak po maśle… Ta... To jest myśl!

środa, 20 października 2010

Leniwa, Agnieszka Leniwa

Zieeeeeew.
Uuuuu
Aaaaa
Uuuaaa
Nie, nie wykonuję ćwiczeń logopedycznych. Jako istota uzależniona od promieni słonecznych, ciepłolubna i zimnowstrętna, ogłaszam że powoli zaczynam zapadać w sen zimowy i może wrócę na wiosnę.
Zaczęłam pisać nową książkę, ale przecież bohaterowie nie mogą ciągle spać.
Wsiadam do auta i jadę, ale ciężko jest jeździć z zamkniętym okiem i budzić się przez bezlitosne wieszanie się na klaksonach innych użytkowników ruchu.
Ktoś coś ode mnie chce w pracy a ja się pytam, co mu się śniło?
Jest źle.
Tak.
Stwierdzam to z pełną świadomością. Jeśli wieczorem już nawet nie chciało mi się sięgnąć po książkę, to śmiem stwierdzić, że jest cholernie... jesiennie.
Może z nastaniem kolejnej, fascynującej pory roku, coś się zmieni. Taaak. Nic tak nie ożywia człowieka jak odśnieżanie podjazdu i walka z muldami na drodze.
Zatem...
Byle do zimy!
A tymczasem... dobranoc:)

piątek, 8 października 2010

Zakręty losu-odliczanie:)

Egzemplarze sygnalne mojej najnowszej książki "Zakręty losu" właśnie dotarły:)
Niesamowicie miły początek weekendu!
Już po 15 października książka będzie w sprzedaży, najpierw w księgarni wydawnictwa Novae Res:
http://zaczytani.pl/ksiazka/zakrety_losu,druk
A potem oczywiście w księgarniach na terenie kraju.
Jakoś tak... wesoło mi:)))

A to patroni medialni mojej książki:
Na kanapie.pl
Stacja Kultura
Pasja Książek
Kulturatka
Wiadomości24.pl
Radio Roxy
Książki Magazyn Literacki

EDIT: 09.10.2010r.
Dodam jeszcze, że w tej książce znajdziecie kilka bonusów:
- umieszczona została Playlista, w której umieściłam muzykę, która towarzyszyła mi podczas pisania tej książki, z rozbiciem na poszczególne rozdziały
- na końcowych kartkach pojawi się okładka kontynuacji książki, czyli "Zakręty losu-Braterstwo krwi", z zaznaczeniem, że premiera będzie miała miejsce na wiosnę 2011 roku.
- będziecie mogli także przeczytać fragment z tej kontynuacji.

:)

czwartek, 7 października 2010

"Ja, Diablica" Katarzyna Berenika Miszczuk

„Wszyscy święci balują w niebie” mówią słowa znanej piosenki. To na pewno nie sprawdza się w przypadku bohaterów powieści „Ja, Diablica” autorstwa Katarzyny Bereniki Miszczuk, wydanej przez wydawnictwo WAB.


Tutaj bale, hulanki, swawole odbywają się w miejscu znacznie oddalonym od niebiańskich przestworzy. Tutaj bohaterowie jeżdżą Lamborghini Diablo, noszą najmodniejsze ciuchy znanych projektantów, stawiają włosy na żel i żyją wiecznie. Tutaj możesz spotkać na jednej imprezie Kleopatrę, Elvisa Presleya, Napoleona lub Marylin Monroe. Chcesz być długonogą blondynką? Tylko o tym pomyśl. Chcesz mieć dom na plaży? Tylko zamknij oczy. Tutaj wszystko jest możliwe. A zatem… witajcie w piekle.

Tak, właśnie tam toczy się akcja powieści. Główną bohaterkę, Wiktorię, poznajemy tuż po tym, jak została zamordowana przez nieznanego sprawcę i trafiła do miejsca, które wszystkim kojarzy się jako ziejąca ogniem dziura w ziemi. Tutaj niczego takiego nie spotkamy. Są za to piękne domy, drogie samochody, słoneczne plaże i ekskluzywne kluby. I oczywiście zniewalająco przystojne diabły. Jeden z nich, Beleth, staje się opiekunem nowej diablicy, jaką staje się Wiktoria. Jej głównymi zadaniami będą targi o dusze nowych przybyszów, którzy przeszli przez granicę życia i śmierci. Targi, które będzie toczyła z wysłannikami nieba, którzy z kolei wykorzystując stereotypy, próbują przekonać świeżo umarłe duszyczki do pójścia „do góry”. Jednak nic nie jest takie, jakie mogłoby się wydawać. Niebo jest nudnawe, anioły przeklinają i bazują na ludzkiej naiwności . Diabły są pociągające, ale też kierują się swoimi ukrytymi zamiarami. Wiktoria, wykorzystując nadane jej moce, wraca do świata żywych, aby odnaleźć swojego zabójcę i aby nadal spotykać się z pewnym przystojnym chłopakiem, któremu nie zdążyła wyznać swoich uczuć.

I tutaj zaczyna się właściwa akcja. Bo nic nie jest oczywiste, a śmierć głównej bohaterki wcale nie była nieszczęśliwym i tragicznym wypadkiem. Nie zabraknie walk, mieczy, lejącej się krwi i wywołania trzeciej wojny światowej. Nie zabraknie miłości, pożądania i wyznań przedstawiciela piekieł. Nie zabraknie humoru, nieco czarnego miejscami i romantycznych uniesień.

Książkę czyta się szybko, można ją potraktować jako swoistą terapię na jesienną depresję. Niech się chowają zmierzchy i inne Edwardy, my mamy swojego czarnowłosego diabła Beletha, złośliwego Azazela i diablicę Wiktorię, posiadającą największe i najsilniejsze moce ze wszystkich.

Polecam tę lekturę, przy której można się odprężyć i zastanowić na jednym, zasadniczym pytaniem: Gdzie tak naprawdę balują wszyscy święci?



środa, 6 października 2010

Czytajmy polskich autorów-akcja na Facebooku

Na FB ruszyła nowa stronka "Czytajmy polskich autorów", mająca na celu propagowanie twórczości rodzimych autorów.
Zachęcam do dołączenia i współtworzenia strony!
Swoje propozycje tytułów, które warto tam umieścić, można przesyłać na adres: polscyautorzy@gmail.com
http://www.facebook.com/pages/Czytajmy-polskich-autorow/155908217774258

niedziela, 3 października 2010

"Ostatnią kartą jest śmierć" Anna Klejzerowicz

Co siedzi w ludzkim umyśle? Czy czyjaś delikatna sugestia może nas zmusić do zmiany postrzegania samego siebie? Do zrobienia sobie samemu krzywdy? Do znienawidzenia siebie, życia, innych?


Okazuje się, że nie trzeba być psychologiem, urodzonym przywódcą z psychopatycznymi zapędami.

Wystarczy być tarocistką z darem przekonywania i złymi intencjami.

Z taką właśnie osobą spotyka się główna bohaterka najnowszej książki Anny Klejzerowicz, pt.: „Ostatnią kartą jest śmierć”. Weronika Daglewska jest dziennikarką śledczą, która stając na zakręcie swojej życiowej drogi i pod względem zawodowym i osobistym, postanawia zasięgnąć opinii co do swojej przyszłości u sławnej wróżki Semiramidy.

Dowiaduje się o sobie wielu zaskakujących i nieco przerażających rzeczy. A niedługo potem dowiaduje się o samobójczej śmierci tarocistki. Wkrótce mąż zmarłej zwraca się do szalonej dziennikarki z prośbą o wyjaśnienie śmierci żony. Bo nie wierzy w samobójstwo. Weronika podejmuje się tego zadania, wchodząc na niebezpieczną i pełną zagadek drogę, na której spotyka także pewnego mężczyznę. Zagubionego mężczyznę, dodajmy, który okazał się być niedoszłą ofiarą Semiramidy. Okazuje się, że takich osób, poszkodowanych przez wróżkę, było o wiele więcej. Weronika wraz z nowo poznanym i uratowanym przez siebie Damianem, wnika w świat kart Tarota, poznając jego tajniki i złowróżbne symbole.

Jaka naprawdę była Semiramida?

Kim byli jej najbliżsi?

Co wydarzyło się przed laty?

Weronika stara się odpowiedzieć na te pytania, po kolei odkrywając karty, pod którymi ukrywają się chore i złe rzeczy z przeszłości rodziny wróżki.

Polecam kryminał Anny Klejzerowicz, któremu nie brakuje akcji, tajemnicy, zagadki, niebezpieczeństw, a także wątku miłosnego i ciętych ripost głównej bohaterki.

Świetna lektura na chłodne jesienne wieczory!

niedziela, 26 września 2010

Czuła sprawa pewnego czujnika;)

Wczoraj byłam na zakupach. Inaczej. Byłam oddać nieudany zakup do reklamacji i przy okazji nabyłam to i owo. Generalnie nie cierpię zakupów, sklepów, galerii, tłumów, mas przewalających się przez te weekendowe świątynie. Unikam jak mogę, a jeśli już muszę, to przenikam z szybkością Clarka Kenta i staram się nie udusić.
Ale do rzeczy...
Gdy wracałam z tej osobistej Golgoty zrobiłam sobie jeszcze jedną krzywdę. A właściwie nie sobie.
Teraz się głowiłam jak to przekażę mężowi...
Gdy usłyszałam ryk jego motocykla i zobaczyłam jak wjeżdża na podjazd, sfrunęłam po schodach jak ta Penelopa na przywitanie oczekiwanego małżonka.
To już powinno mu dać do myślenia, ale nic nie zauważył, ku mojej cichej radości.
-Ty wiesz co się stało? Jaki dzisiaj był u nas wypadek? - Zaczęłam ostro, patrząc jak ma gorsza połowa ściąga kask i patrzy na mnie zdziwiona.
-Jaki wypadek?
-No samochodowy. Jechał autobus a z drugiej strony samochód, chyba Chrysler i pewnie nie ustąpił pierwszeństwa, uderzył w autobus i nie wiem jak to się stało, ale autobus zniosło aż na chodnik. Wszędzie kupę blachy i odłamków plastiku i mnóstwo szkła i w ogóle laweta musiała zabierać ten samochód i było straszne zamieszanie i straszny korek - dobrze, że powietrza mi brakło, co natychmiast wykorzystał stojący obok mnie facet.
-No i? - Łypnął na mnie już nieco podejrzanie.
-No i ja się tam władowałam, a to już blisko do domu i nie chciałam stać i zaczęłam wycofywać i zawracać i zjechałam na lewo i wykręcałam i cofałam, wiesz takim dużym autem to nie jest tak łatwo i....
-I co? - Teraz ewidentnie zrobił się bardzo czujny i zerkał niespokojnie na stojące obok moje auto, które grzecznie zaparkowane na podjeździe w ogóle nie przejmowało się tym, że stało się obiektem naszego zainteresowania.
-I w sumie nic, tylko że tam nagle wyrósł wieeeeelki krawężnik, sama nie wiem skąd i chyba leciutko mi się zahaczyło... - dokończyłam z lekceważeniem, dla wzmocnienia przekazu wzruszając ramionami i machając ręką.
-Hm... Krawężnik wyrósł, mówisz... - Małżonek zdjął kurtkę i ruszył w stronę maski samochodu.

Stałam obok szczerząc zęby w nadziei chyba, że bardziej zainteresuje go moja debilna mina, niż lekko naderwany zderzak.

-Taaak. Krawężnik ci wyrósł? Zrobił to tak szybko, że nie usłyszałaś czujników parkowania?
-Nooo... Ty wiesz jaką teraz głośną muzykę w radio puszczają? - Próbowałam się obronić.
-No to teraz już ich na pewno nie usłyszysz, bo je wszystkie wyrwałaś – mruknął, zaglądając pod auto.
Wzięłam głęboki wdech.
-I tak mi nie były potrzebne, bo umiem parkować bez nich. A w ogóle to nawet się nie zapytałeś, czy mi się nic nie stało! A jak ja bym tam jechała?! Albo to we mnie by uderzył?! Ja byłam zaraz za autobusem! To co znaczy taki jeden zakichany czujnik, wobec autobusu pełnego ludzi! - warknęłam.

Małżonek podniósł się z kolan, spojrzał na mnie zupełnie zdezorientowany, w końcu zrezygnowany sapnął i mruknąwszy:
-Naprawię ci to kobieto awario – poczłapał smętnie do garażu.

Uff...

Ileż to się człowiek musi nagimnastykować przez jeden głupi czujnik...

piątek, 24 września 2010

Idiorozmówki, część 3 SŁOWOTWÓRSTWO

Miejsce i czas, jak zawsze ten sam, kawiarka, godzina 8 rano.


Natka stawia swój wielki biały kubek w ekspresie, na co ja mówię:

- Ty znowu ze swoim nocnikiem.

- To nie nocnik, nocniki mają inne kształty – broni swej własności moja koleżanka.

- Kształty są różne. Teraz to już takie nocniki robią, że ho ho! – Nie ustępuję.

- A czemu właściwie mówi się nocnik? A nie na przykład dziennik? – W tym momencie stwierdzenie rzucone przez kumpla, odwraca naszą uwagę od wielkiego kubła Natki.

- No w sumie tak, gdybyś załatwiał się w dzień, to powinien być dziennik – zgadzam się.

- Ale jeśli wieczorem, to wieczornik – dorzuca drugi kumpel, z zafrasowaną miną.

- No tak, ale jeśli zrobisz to o północy, to w sumie powiesz, że załatwiłeś się do północnika – dodaję.

- Analogicznie będzie z południem. Czyli południk.

- Jeśli pójdziemy tym tropem to poranny mocz możesz oddać do porannika.

- Ewentualnie może to być jutrzennik. Wschodnik w sumie też.

- No to nie będzie tylko wieczornik. Ale i zmroknik. No i modny teraz zmierzchnik.

- Nie patrząc na pory dnia może też być siknik, kupnik, klocnik, figurnik, brąznik, żółtnik, śmierdnik, smrodnik, mocznik.

- Eeee nie, mocznik to chyba co innego….

- A jeśli chcesz być uznany za poliglotę, to powiesz, że walnąłeś właśnie do srakinga – kwituje Natka.

Kiwamy głową z uznaniem.

Tak…

Sraking to naprawdę coś…