Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zapach spalonych kwiatów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zapach spalonych kwiatów. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 listopada 2011

Rozwiązanie konkursu z książką "Zapach spalonych kwiatów"

Witajcie

Przepraszam za zwłokę, ale ostatnio wszystko się wali w mojej codzienności, od chorób po pogrzeby, tak więc mam nadzieję, że wybaczycie. 
Z natury jestem obłędnie punktualna i sama się na siebie złoszczę, gdy nie udaje mi się być gdzieś na czas, bądź nie dotrzymać słowa. Lecz czasami... rzeczywistość przytłacza i mówi stanowcze NIE. Stąd to opóźnienie w werdykcie. Który, nawiasem mówiąc, był okrutnie trudny, gdyż jak zawsze zaskoczyliście mnie pozytywnie swoimi pomysłami. Ale nagroda była jedna, więc zmuszona byłam dokonać tego nieprawdopodobnie skomplikowanego wyboru.

I chociaż wszystkie wypowiedzi mnie ujęły to chyba jednak odezwała się moja kociarska natura i Kot Swat pokonał wszystko:) Tak więc książka "Zapach spalonych kwiatów" wędruje do CYRYSI :)

Serdecznie dziękuję wszystkim za udział, Zwyciężczyni gratuluję i proszę o adres do wysyłki na mojego maila.
:))))

wtorek, 1 listopada 2011

Melissa De La Cruz "Zapach spalonych kwiatów"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak.



Opowieści pełne dziwnych zjaw, wampirów, strzyg, wilkołaków. Czarownic, strażników ciemności, upiorów. Nadprzyrodzone moce, zaskakujące wydarzenia, czary, magia. A to wszystko umiejscowione w realnym, współczesnym świecie, wśród nieświadomych istnienia drugiego wymiaru, ludzi. To obecny trend w literaturze, przez niektórych uwielbiany, przez innych krytykowany. Mogę powiedzieć, że jestem mniej więcej na pograniczu tych dwóch grup. Sięgam po opowieści paranormalne i tak jak w każdym innym gatunku, są dobre książki i książki słabsze. Nie zależy to od tematyki, tylko od warsztatu.

Z ciekawością sięgnęłam zatem po książkę Melissy De La Cruz, zatytułowaną "Zapach spalonych kwiatów". Ujęła mnie piękna okładka i interesująca zapowiedź z wydawnictwa Znak. Bohaterkami tej opowieści są trzy kobiety, matka i jej dwie córki. Joanna, Ingrid i Freya. Zamieszkują małe miasteczko North Hampton, które podobno nie znajduje się na żadnej z map a "mała wyspiarska społeczność na samym skraju Atlantyku była zagadką dla obcych, którzy trafiali tu wyłącznie przypadkiem i nawet nie przyszłoby im do głowy wracać do tego miejsca".1
Tak więc kobiety żyją w tym spokojnym, na pozór, miasteczku i wydawać by się mogło, że to kolejna z obyczajowych powieści o rodzinie, kłopotach, miłościach i poszukiwaniu własnej drogi. Zapewne część tych rzeczy także tu odnajdziemy, ale w treści doszukamy się czegoś więcej. Magia, czary, zagrożenie, czarownicy, błękitnokrwiści, tajemnice, morderstwa, samobójstwa. Bo Joanna, Ingrid i Freya to czarownice starsze niż świat, które zostały tu zesłane przed Radę i nałożona została na nie kara, zabraniająca używania swych mocy. Jednakże każda z nich w małym stopniu nadal para się magią, ale tylko po to, aby pomóc gatunkowi ludzkiemu. Freya w swoim barze przygotowuje fantastyczne drinki, które pomagając ludziom zwalczyć w sobie to, co sprawia, że nie mogą poczuć się wolni. Ingrid, prowadząca miejską bibliotekę, wiążąc supełki, pomaga kobietom w ich codziennych problemach, a Joanna, zabawiając syna swoich pomocników w prowadzeniu domu, używa magii, aby rozśmieszyć chłopca.
Ich życie upływa w miarę spokojnie, do momentu, w którym Freya zaręcza się z bogatym i przystojnym Branem Gardinerem. Sprawy jeszcze bardziej się komplikują, gdy poznaje jego oszałamiającego brata, Kiliana, do którego zaczyna czuć dziwny pociąg. Którego nie rozumie i z którym nie może sobie poradzić. A to dopiero początek kłopotów. Pojawiają się martwe ptaki, zanieczyszczenia, zaginięcia ludzi. Jak z tym poradzą sobie czarownice, jednocześnie panując nad swoimi mocami? I jak rozwiążą zagadkę, jednocześnie rozwiązując problemy osobiste? Myślę, że po przeczytaniu tej książki na część pytań na pewno znajdziecie odpowiedź. Ale czy na wszystkie? Mogę dodać tylko tyle, że zakończenie jest zaskakujące i daje nadzieję na kontynuację. Napisałam nadzieję? No tak, bo nie ukrywam, że opowieść ta przypadła mi do gustu i z wielką chęcią sięgnę po ciąg dalszy tej magicznej historii. Pełnej pasji, namiętności, takiej zwykłej ludzkiej, a jednocześnie nadprzyrodzonej i jak nie z tego świata.  

Polecam "Zapach spalonych kwiatów" nie tylko zwolennikom tego rodzaju literatury, myślę, że jeżeli nikt do tej pory nie czytał nic z tematyki "paranormalnej", to z powodzeniem może zadebiutować na czytelniczym polu właśnie z niniejszym tytułem. Zachęcam.

1) Str. 11

Przypominam o konkursie na moim blogu, w którym można wygrać właśnie tę książkę, zapraszam TUTAJ

sobota, 29 października 2011

Konkurs z książką "Zapach spalonych kwiatów"

Nie zawsze pomyłki kończą się źle;) Do mnie, omyłkowo, trafiły dwa egzemplarze ksiązki do recenzji z Wydawnictwa Znak. Uzgodniłam z panem Tomaszem, że w związku z tym zrobię konkurs na blogu. I dlatego możecie powalczyć o książkę Melissy De La Cruz, zatytułowaną "Zapach spalonych kwiatów".

Aby ją zdobyć, należy wypowiedzieć się w następującej kwestii:

"Jeśli byłabyś Czarownicą, jakie moce chciałabyś mieć i do czego byś je wykorzystywała?" (czarodziejskie pytanie także dla przedstawicieli płci męskiej)

Na wasze odpowiedzi czekam do przyszłej soboty, gdy w niedzielę wrócę z targów, postaram się ogłosić zdobywcę nagrody:)

Powodzenia:)