Tina Reber "Miłość bez scenariusza"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Akurat (MUZA)


Gdy patrzymy na życie gwiazd kina lub muzyki, to niektórzy pewnie marzą o podobnej celebryckiej egzystencji. Zero trosk finansowych, sława, błysk fleszy, okładki najpoczytniejszych magazynów, wakacje w najpiękniejszych miejscach na ziemi, gorące noce w modnych klubach. To ta jasna strona bycia gwiazdą, zwłaszcza hollywoodzką gwiazdą. Ale takie życie na świeczniku ma także swoje cienie i jeśliby położyć na wadze tę jasną i ciemną stronę życia celebryty, to nie wiem w którym kierunku przechyliłaby się szala. 

Do czego może doprowadzić nieustanne zainteresowanie fanów i wścibstwo paparazzi, śledzenie każdego kroku gwiazdy i przeinaczanie słów wypowiedzianych bez większego zastanowienia, bezlitosne błyskanie fleszami po oczach i umieszczanie gdzie się da zdjęć zrobionych w najmniej oczekiwanych momentach i wiele innych nachalnych ingerencji nieznajomych osób, możecie przeczytać w książce Tiny Reber, zatytułowanej „Miłość bez scenariusza”.

Powieść opowiada o romansie Kopciuszka i Księcia. Nie, nie tym razem, chociaż konwencja jest zachowana. Ona, Taryn Mitchell, prowadzi bar, mieszka tuż nad nim, niedawno została zdradzona przez narzeczonego i w związku z tym chce odpocząć od facetów, uznając, że jej dotychczasowe wybory nie były zbytnio szczęśliwe. On, Ryan Christensen, hollywoodzka gwiazda kina, kręci kolejny serial niedaleko miejsca zamieszkania Taryn. Mężczyzna jest przerażony dzikimi atakami rozhisteryzowanych fanek, które bez żenady atakują go na każdym kroku, bez grama przyzwoitości podsuwając pod nos nie tylko postery z prośbą o autograf. Ryan ze spokojem znosi te inwazje, kierując się dobrem filmu i własnej kariery, ale w głębi duszy jest całkiem innym człowiekiem, dla którego największą wartością jest rodzina i ukochana kobieta przy boku. Nie wie nawet, że uciekając w popłochu przed podnieconymi fankami, trafi do miejsca i do kobiety, które zmienią w jego życiu wszystko. Gdy do baru Taryn wpada znany aktor, dziewczyna nie robi z tego wielkiej afery, bo chyba jako jedna z nielicznych nie oglądała żadnego filmu z Christensenem, a całe zamieszanie związane z ekipą filmową tuż za rogiem ulicy traktuje z przymrużeniem oka. Ryana ujmuje spokój i wyluzowanie Taryn, cieszy się, że wreszcie znalazła się kobieta, która nie reaguje dzikim krzykiem i chęcią zerwania z niego koszulki. Na to oczywiście przychodzi czas później, bowiem okazuje się, że ich pierwsze niespodziewane spotkanie to dopiero początek. Bo zarówno Taryn, jak i Ryan nie mogą przestać o sobie myśleć. Lecz czy to w ogóle ma jakąkolwiek szansę na przetrwanie?

Autorka z wielką wprawą pokazała jak bardzo różni się życie zwykłych śmiertelników od życia celebrytów, dla których takie właśnie zwykłe bytowanie może znajdować się tylko w sferze marzeń. Czy zwykła dziewczyna z małego miasta i hollywoodzka gwiazda będą mieć szansę na normalne szczęśliwe funkcjonowanie? Kiedy nie tylko natrętni dziennikarze, czy fani utrudniają im codzienność, ale także ludzie filmu, koleżanki z planu nie są w stanie przyjąć tego „mezaliansu” do wiadomości. Zdaje się, że nie jest to odkrywczy pomysł na fabułę, od razu przypomniał mi się film z Julią Roberts i Hugh Grantem „Notting Hill”. Ale nie ukrywam, że książka bardzo mnie wciągnęła i przeczytałam ją praktycznie w dwa dni, a było co czytać, gdyż powieść liczy ponad 600 stron. 

„Miłość bez scenariusza” przepełniona jest emocjami, uczuciami i gorącymi scenami pomiędzy dwójką bohaterów. To bardzo wciągający romans, który czyta się błyskawicznie. Nie znajdziecie tutaj głębokich przemyśleń, opisów, czy analiz, tutaj dialog goni dialog, a kolejne sceny pojawiają się tak jak klatki w dynamicznym filmie. Może dzięki temu tak szybko się tę książkę czyta. Fabuła wciąga, irytuje, wzrusza. To lektura w sam raz na wakacyjny czas. Dla wielbicielek romansów wręcz pozycja obowiązkowa. Polecam.

Komentarze

  1. Ta książka zauroczyła mnie bez reszty, szczególnie podobało mi się, że główni bohaterowie byli tacy naturalni i prawdziwi.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się w zupełności, choć brakowało mi tego "uderzenia", do którego Pani przyzwyczaiła mnie w swoich książkach. Niby były tragiczne momenty, ale jakoś tak słownie ugładzone... jednak nadal uważam, że to świetna książka. I będzie drugi tom ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też zabrakło jakiejś dramy, no ale w sumie to taka lajtowa książka, więc nie mogło tam być ofiar. Od tego jestem ja :P :D

      Usuń
  3. Mam chęć na tę pozycję, nawet mimo braku tych dram! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Słyszałam, że brakuje odpowiedniego punktu kulminacyjnego, ale i tak mnie ta historia bardzo ciekawi. Trochę opisem przywodzi na myśl "Brudny Świat" ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo gruba, ale to nic:) cieszę się, że fajna, bo czeka na półce:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Pomimo grubości, tę książkę czyta się bardzo szybko i przyjemnie. Wczoraj wieczorem zaczęłam lekturę i już jestem w połowie :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Sandra Brown "Następny świt"

Nora Roberts "Słodka zemsta"

Joy Fielding "Zawsze ktoś patrzy"