Irving Stone "Opowieść o Darwinie"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Muza

„Darwin, marnujesz czas bezużytecznie. Trzymaj się greckiej gramatyki i literatury łacińskiej. To niezawodne umiejętności angielskiego dżentelmena”.

I gdyby Karol Darwin posłuchał słów doktora Samuela Butlera, dyrektora elitarnej szkoły, założonej przez Edwarda VI i szedł drogą wytyczoną mu przez rodzinę, tradycję i kulturę, na pewno wiele dziedzin nauki by na tym ucierpiało. A Darwin byłby może miernym lekarzem, nieprzekonanym duchownym, spełniłby oczekiwania wszystkich wokół, ale nie własne. Lecz na szczęście tak się nie stało. O drodze od ciekawego świata młodzieńca do człowieka, którego odkrycia na zawsze zapisały się w historii światowej nauki, w spektakularny sposób napisał Irving Stone w swojej książce „Opowieść o Darwinie”. To wielka sztuka w taki sposób przedstawić losy wielkiego człowieka, który niemal całe życie nie wierzył w siebie i nie był pewien własnego geniuszu.

W książce wspaniale opisane są losy i zmagania Karola Darwina ze światem go otaczającym, z ludźmi, którym nie podobały się jego teorie, z niedoskonałościami ludzkiej natury, a także z niedoskonałościami ówczesnej techniki, którą często wyprzedzała myśl, a raczej potrzeba naukowca.

I wspaniale się stało, że młody Darwin nie posłuchał doktora Butlera i nie skończył studiów medycznych, na których okrutnie się nudził, a niektóre zajęcia napawały go wręcz przerażeniem. Jak na przykład praktyki w szpitalu chirurgicznym, kiedy to był świadkiem operacji wykonanej bez znieczulenia, gdzie pacjentem było małe dziecko. Nic nie mogło go przekonać do tego, aby zostać lekarzem. Potem, wskutek działań ojca, Karol rozpoczął studia w Christ's College i miał zostać wikariuszem. Lecz to nie była jego droga i to nie był jego wybór. Znaczącą datą w jego życiu jest sierpień 1831 roku, kiedy to otrzymał dwa listy, jeden od profesora Henslowa z Cambridge, a drugi od George'a Peacocka, w których to listach zaproponowano mu udział w wyprawie na Ziemię Ognistą. Rząd amerykański wysyłał swojego człowieka, kapitana FitzRoya, aby ten zbadał południowe krańce Ameryki i niezbędny był mu pomocnik, którego zadaniem byłaby obserwacja i zapisywanie wszystkich nowości historii naturalnej. Młody Darwin już wtedy był znany ze swojej fascynacji naturalizmem i geologią i taka propozycja bardzo mu schlebiała, a jednocześnie była dla niego ogromną szansą. Z której to szansy skorzystał. A która otworzyła mu szersze perspektywy na dalsze działania w sferze nauki, stanowiącej jego pasję.

Irving Stone nie napisał biografii Karola Darwina. O nie. To nie jest suchy raport dat i kolejnych wydarzeń w życiu naukowca. To opowieść o życiu, dokonaniach, pragnieniach, rozczarowaniach człowieka, który zmienił sposób postrzegania świata i do dzisiaj jego teorie są postrzegane jako kontrowersyjne. Książka jest dosyć opasłym tomem (713 stron), jednakże czyta się ją smakowicie, zachłannie pochłaniając każde słowo. Czytając, miałam wrażenie, jakby autor był niemal cały czas obecny w życiu Karola Darwina, z taką swobodą i znajomością rzeczy prezentował losy bohatera.

Myślę, że warto sięgać po tego typu historie, które nie nużą, nie są tylko zapisami historycznych wydarzeń z życia danej postaci, ale wciągają jak niejedna przygodowo-sensacyjna powieść. I sprawiają, że człowiek uświadamia sobie, iż nie jest to historia, która urodziła się w głowie autora, ale te wydarzenia naprawdę miały miejsce, co sprawia że uczta z czytania jest podwójna.

A o osobowości Darwina chyba najlepiej mówi cytat z wiersza Emersona, który to tekst miał być umieszczony na płycie nagrobnej naukowca, jednakże (zgodnie z życzeniem Karola) nie znalazło się tam nic poza imieniem, nazwiskiem, datą urodzin i śmierci. Ale uważam, że ten cytat idealnie odzwierciedla postać Karola Darwina:

„Miejcie się na baczności, kiedy wszechmocny Bóg wypuszcza na tę planetę myśliciela”.

Komentarze

  1. Ta książka od dawna jest na mojej liście i z pewnością przeczytam za jakiś czas.

    OdpowiedzUsuń
  2. interesująca recenzja, nie powiem... ale książka nie w moim guście...

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetna recenzja książki o interesującym człowieku :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ojj, uwielbiam tego typu historie, bardzo podoba mi się okładka :)

    OdpowiedzUsuń
  5. powtórzę, że recenzja bardzo ciekawa, ale książka nie w moim typie :(

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Sandra Brown "Następny świt"

Nora Roberts "Słodka zemsta"