wtorek, 24 lutego 2015

Emma Chase "Zaplątani"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Filia.


„Zaplątani” autorstwa Emmy Chase stanowią pierwszy tom trylogii Tangled, kolejne części będą zatytułowane „Zakręceni” i „Zniewoleni”. Gdy zaczęłam czytać tę zaplątaną historię, spodziewałam się kolejnego erotyku z nieco wyświechtanym motywem, że ona zaczyna pracę w jego firmie, najpierw się nienawidzą, a potem i tak lądują w łóżku i to w różnych konfiguracjach. Jakież więc było moje zaskoczenie, że pomimo faktycznego lądowania w łóżku i nie tylko, to jednak bohaterowie nie powielają znanych rysów fabuły (chociażby z „Pięknego drania”), a cała akcja zostaje całkiem inaczej poprowadzona.

Bo oto, zagorzały wyznawca stanu kawalerskiego, śmiało korzystający z życia i nie odmawiający sobie kosztowania coraz to nowych damskich kąsków podczas sobotnich wypadów, syn właściciela nowojorskiej firmy skupującej podupadające przedsiębiorstwa, Drew Evans, ma grypę. Hm. No i co z tego? Noo, wiele, bym powiedziała. Bo to nie taka zwykła grypa. Drew nie może spać, nie może jeść, nie może oddychać, bo wszelkie jego zmysły skierowane są na śliczną Katherine Brooks, która pracuje razem z nim. Katherine jest odporna na zabiegi znanego młodego playboya, poza tym ma narzeczonego, ale czy naprawdę ustrzeże się przed potężnymi mackami zainteresowanego aż w nadmiarze faceta? A czy Drew będzie umiał utrzymać to, co dopiero zaczyna się budzić pomiędzy nim, a ostrożną Kate? 

Możecie powiedzieć „ale to już było”, być może, lecz liczy się też forma przekazu i podania tych znanych skądinąd motywów. A podanie to jest naprawdę wyśmienite. Narracja jest pierwszoosobowa, prowadzona z perspektywy Drew, który w nieco ironiczny i niezwykle humorystyczny sposób zwraca się do swoich kobiecych czytelniczek i tłumaczy, jak ciężko być facetem.
Taki sposób przedstawienia sprawia, że książka nie jest rzewnym romansem o zabarwieniu erotycznym, a w odbiorze staje się historią nieznośnego chłopca o wielkim poczuciu humoru, którego, no cóż, pewnie niejedna czytelniczka chciałaby mieć gdzieś w pobliżu.

Jestem ciekawa co autorka zafunduje nam w kolejnych odsłonach serii, na pewno sięgnę po następne tomy, bo tak dobrze dawno się nie bawiłam. Polecam, fajna, odstresowująca lektura.

„Kiedy moje spojrzenie nadal prześlizguje się po jej sylwetce, problem, że się tak wyrażę, narasta. Mimo iż mój umysł rozpoznaje Kate Brooks jako konkurencję, najwyraźniej mój koleżka jeszcze nie dostał tej wiadomości.
I, sądząc po jego reakcji, nadal chce się zaprzyjaźnić.
Zatem wyobrażam sobie pannę Gurgle, moją nauczycielkę fizyki z piątej klasy. Była bestią, nie kobietą. Wyglądała jak emerytowany zapaśnik - zdecydowanie nie jak modelka. Na prawym policzku miała pieprzyk tak wielki, że byliśmy pewni, iż to głowa bliźniaka, który nie oddzielił się od niej jeszcze w łonie matki. To było obrzydliwe i jednocześnie hipnotyzujące - mimowolnie człowiek cały czas gapił się na to. Kiedy mówiła, to coś podskakiwało niczym galaretka.

Drżę z powodu tego wspomnienia, ale to pomaga. W moich południowych rejonach wszystko wraca do normy.”*

* str. 57, Emma Chase, Zaplątani, Wydawnictwo Filia, Poznań, 2015.

poniedziałek, 23 lutego 2015

Rozwiązanie konkursu z książką "Utrata" Rachel Van Dyken

Serdecznie dziękuję za liczny udział w konkursie z książką "Utrata". 
Z wypowiedzi, które spełniały wymogi regulaminowe wybrałam odpowiedź Magdy 0726, która rozbawiła mnie grą słów.
Magdę proszę o przesłanie adresu do wysyłki nagrody na mojego maila: agnieszka.loniewska@gmail.com

GRATULUJĘ :)))


wtorek, 17 lutego 2015

Christina Lauren "Piękny drań"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa ZYSK i S-KA.


Pamiętacie książkę „Zmierzch”? Na pewno, nawet jeśli nie każdy z was czytał, to raczej każdy o niej słyszał. A przynajmniej ci, którzy na bieżąco śledzą to, co dzieje się w świecie wydawniczym. Ale Greya to chyba kojarzycie? Nachalna reklama zrobiła swoje i Pan Szary zdaje się wołać z każdego kąta. Co to ma wspólnego z książką, którą właśnie przeczytałam? A trochę ma. Po pierwsze, gdy ukazał się Zmierzch, zaraz po tej premierze ruszyła fala wampiropodobnych historii, a zaraz potem wykształcił się gatunek paranormal romance, który świetnie się ma do dziś. Gdy ukazał się Grey - wiadomo, zaczęły nagminnie powstawać opowieści erotyczne, oscylujące na granicy pornografii, a czasami tę granicę w mniej lub bardziej wysublimowany sposób przekraczający. Co jeszcze ma wspólnego moja miniona lektura z tymi dwoma, wymienionymi wyżej tytułami? Ano Grey był fan fiction Zmierzchu, a „Piękny drań”, któego właśnie przeczytałam, był także fanfikiem powieści Meyer. Ukazywał się w internecie pod tytułem „The Office” gdzieś w 2009 roku. Gdy zamówiłam tę książkę do recenzji, pojęcia nie miałam, że to ff, który kiedyś święcił triumfy w sieci.

„Piękny drań” duetu Christiny i Lauren to opowieść na pograniczu lekkiego chick-litu, romansu i ostrej erotyki. To właśnie ta ostatnia ma tutaj decydujący wpływ na przebieg fabuły i gdyby wyciąć wszystkie sceny seksu pomiędzy przystojnym Ryanem Benettem, a jego asystentką, Chloe Mills, to książka byłaby co najmniej o połowę krótsza. Tak, o tym właśnie opowiada ta lektura. Chloe nienawidzi swojego szefa, Ryana, który oględnie mówiąc jest dupkiem do kwadratu. Uprzykrza życie swojej ślicznej asystentce, ale ona oczywiście nie ma pojęcia, dlaczego tak się dzieje. Wie o tym tylko Ryan, który od momentu, gdy dziewczyna pojawiła się w biurze i zaczęła z nim blisko współpracować, nie może myśleć o niczym innym, jak tylko o rzuceniu jej na stół w sali konferencyjnej i zrealizowaniu wszystkich niegrzecznych fantazji, jakie siedzą mu od miesięcy w głowie. Gdy nadejdzie w końcu moment, kiedy napalony Ryan nie wytrzyma i położy łapy na krótkiej spódniczce Chloe, jego zaskoczenie będzie tym większe, że niecierpiąca go asystentka z atencją przyjmie jego mało delikatnie pieszczoty. I wtedy się zacznie. Darcie bielizny, seks na półpiętrze, seks w windzie, seks w łazience, wszędzie tam, gdzie tylko się spotkają i na siebie spojrzą. Z nienawiścią. Bo przecież nienawidzą się od pierwszego wejrzenia. Jednak czy to prawda? I czy można zbudować związek, który zrodził się z erotycznego zafascynowania? No cóż, przeczytajcie, odpowiedź na te pytania zapewne nie będzie zaskoczeniem.


„Piękny drań” to nieskomplikowana historia zabarwiona ostrą erotyką, bez głębi i jakiejkolwiek psychologicznej konstrukcji głównych bohaterów. Czyta się szybko, ale i szybko zapomina. Na plus zasługuje jednak to, że główna bohaterka, mimo że powoli zakochuje się w swym znienawidzonym szefie, nie podkłada mu się jak omdlewająca heroina z lat dwudziestych, tylko cały czas trzyma głowę wysoko i wie czego chce, nawet gdy jej koronkowe majtki po raz kolejny lądują w kieszeni napalonego Ryana. Dla wielbicieli tego typu literatury pozycja zapewne znajdzie zacne miejsce w biblioteczce. Dla mnie było trochę za mało wątków pobocznych, niezwiązanych z realizowaniem planu roboczego „uprawiajmy seks gdzie tylko się da”.

sobota, 14 lutego 2015

Rachel Van Dyken "Utrata"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Feeria Young.


Miłość aż po grób, miłość ponad wszystkie przeciwności losu, uczucie pokonujące przeszkody. Te motywy stare są jak świat. Sięgając kilkadziesiąt lat wstecz i oglądając film „Love story” zdajemy sobie sprawę jednak, że czasami pojawia się coś, co w skuteczny sposób może przerwać sielankę i zdruzgotać czyjś świat. Jest coś, co pokona miłość, a przynajmniej w brutalny sposób ją przerwie.
Czy to przypadek, że dzisiaj jest dzień zakochanych, a ja właśnie skończyłam czytać „Utratę” Rachel Van Dyken? Pewnie tak, ale ta pozycja idealnie wpasowuje się w klimat tego walentynkowego święta.

Bohaterka to osiemnastoletnia Kiersten, która po osobistej tragedii rozpoczyna studia na Uniwersytecie Waszyngtońskim. Zaprzyjaźnia się z Lisą i jej kuzynem, Gabe’em, którzy stają się jej jedynymi przyjaciółmi… Nie, to kłamstwo. Poznaje jeszcze zniewalającego opiekuna roku, „złotego chłopca”, syna milionera, utalentowanego sportowca, Westona Michelsa. O którym krążą niepokojące pogłoski, a wszystkie dziewczyny w kampusie oddałyby wiele za sam na sam z tym wspaniałym przedstawicielem płci męskiej.

Okazuje się, że Kiersten od pierwszej chwili zrobiła ogromne wrażenie na Westonie i ten nie zamierza łatwo się poddać, mimo że wszystko praktycznie stoi w opozycji do jego zamiarów względem rudowłosej dziewczyny. Przede wszystkim głęboko skrywany sekret, ponury i okrutny, męczący Wesa dzień i noc i przekreślający w jakiś sposób wszelkie myślenie o „jutrze”. Dla niego jest tylko „dziś” i chce tę chwilę wykorzystać jak najlepiej. Dlatego zbliża się do Kiersten i pomaga realizować punkty z jej planu „rzeczy do zrobienia”. On jej, a nie ona jemu, paradoksalnie. Jednak rzeczywistość jest bezkompromisowa i już wkrótce na drodze tej pary stanie coś o wiele gorszego, niż strach przed pływaniem.

„Utrata” to pozycja wpisująca się w nurt young adult, napisana sprawnie, interesująco fabularnie i ukazująca miłość w jej romantycznej i szczerej odsłonie. Narracja prowadzona jest dwutorowo, z pozycji Wesa i Kiersten co daje pełniejszy obraz na ukazywane wydarzenia, a w szczególności na przepełniające bohaterów uczucia.
Jest to pierwszy tom serii, z wielką ciekawością czekam zatem na kontynuację, a jeśli lubicie tego typu powieści, to z powodzeniem mogę ją wam polecić, bo jest to książka przy której można się wzruszyć, podenerwować, ale i uśmiechnąć. Bo przecież miło byłoby umrzeć z miłości…

Nie na krześle, nie we śnie 
Nie w spokoju i nie w dzień 
Nie chcę łatwo, nie za sto lat 
Chciałbym umrzeć z miłości 

Nie bez bólu i nie w domu 
Nie chcę szybko i nie chcę młodo 
Nie szczęśliwie i wśród bliskich 

Chciałbym umrzeć z miłości*

* Chciałbym umrzeć z miłości, Myslovitz, album: Korova Milky Bar, 2002.

środa, 11 lutego 2015

Michelle Hodkin "Mara Dryer. Tajemnica"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa YA! (GW Foksal)


Michelle Hodkin to debiutantka z Florydy, a jej książkę rekomendują Cassandra Clare i Veronica Roth, czyli autorki niezwykle popularnych serii młodzieżowych z cyklu paranormal romance i zahaczające o fantasy, ale oczywiście bardzo delikatnie. 
Książka „Mara Dryer. Tajemnica” w nieznaczny sposób wpasowuje się w ten nurt, ale nazwałabym ją raczej thrillerem z elementami nadprzyrodzonymi i oczywiście z wątkiem romansowym. 

Tytułowa Mara to dziewczyna, która zostaje odnaleziona w zawalonym szpitalu psychiatrycznym, gdzie przebywała ze swoim chłopakiem Judem, jego nielubianą siostrą Claire i przyjaciółką Rachel. Okazuje się, że cała ta trójka zginęła, jednak jest problem z odnalezieniem ciał, natomiast jako jedyna przeżyła Mara. Dziewczyna nie pamięta co wydarzyło się tuż przed wypadkiem, czuje jednakże wciąż czyjąś obecność i nieustannie gnębią ją koszmary. Nawet za dnia. Wkrótce cała rodzina Dryerów, czyli Mara, jej starszy brat Daniel i rodzice wyprowadzają się do Miami na Florydzie. Tam dziewczyna zaczyna naukę w nowej szkole i od razu trafia na najprzystojniejszego chłopaka, łamacza niewieścich serc, Noaha Shawa. Tylko dlaczego ten niesamowity facet sprawia wrażenie, jakby ją znał? Dlaczego w jego obecności czuje się jednocześnie niepewnie, jak i bezpiecznie? I co się do diabła z nią dzieje? Bo jeśli tylko ktoś lub coś wzbudzi w niej gniew i agresję to wkrótce potem… Nie, tego zdradzić nie mogą. Rozpoczyna się wędrówka w głąb umysłu dziewczyny, która za wszelką cenę chce zrozumieć to, czego była uczestniczką. Pojawia się coraz więcej sygnałów świadczących o tym, że coś jest z nią nie tak, ale to przecież nie zwykła schizofrenia, a Noah nie jest tylko kolegą, który przychodzi w odpowiedniej chwili z wybawieniem.

Akcja rozgrywa się gorących florydzkich klimatach, cały czas jesteśmy świadkami odkrywania tajemnicy głównej bohaterki, ale także niemałym zaskoczeniem będzie poznanie tego, co ukrywa Noah. Zakończenie to typowy cliffhanger, który sygnalizuje ogromne kłopoty i zawirowania w II tomie, który ma mieć podtytuł „Przemiana”. 

„Mara Dryer. Tajemnica” to nie do końca paranormal romance, jak napisałam powyżej, w sumie śmiem stwierdzić, że czasami kieruje się w stronę horroru, bo niektóre sceny przyprawiały o dość poważny dreszcz niepokoju. Książka stanowi dobry przykład literatury dla starszej młodzieży, łączy wiele wątków, a sprawnie poprowadzona fabuła nie pozwala na chwilę znudzenia czy zmęczenia.


Takie młodzieżówki czytać lubię, sensowne, składnie napisane i fabularnie zintegrowane, polecam i czekam na kontynuację.

wtorek, 10 lutego 2015

Konkurs z książką "Utrata" Rachel Van Dyken

Wraz z wydawnictwem Feeria zapraszam do udziału w konkursie, w którym do wygrania będzie książka "Utrata" Rachel Van Dyken.


Kiersten nie jest zwykłą dziewczyną. Ścigają ją koszmarne echa wydarzeń sprzed dwóch lat. Od tamtej pory woli unikać zobowiązań, a smutek jest jedynym znanym jej – i dlatego bezpiecznym – uczuciem. Gdy poznaje Westona, wydaje się, że dzięki niemu wyjdzie z ciemności na słońce.
Ale nie wie, że czas nie jest jej sprzymierzeńcem. Choć Wes sądzi, że potrafi ją ocalić, to dając jej wszystko, jednocześnie wszystko zniszczył. Próbował ją ostrzec, ale jak można przygotować się na coś takiego?   
Czasami musisz się śmiać, by nie wybuchnąć płaczem. A czasami, gdy myślisz, że to już koniec – to jest dopiero początek…
Pierwszy tom bestsellerowej, przepełnionej emocjami serii YA.



Wszyscy, którzy chcą powalczyć o tę powieść, powinni do 20. lutego napisać w komentarzu dlaczego sięgają po książki z nurtu young adult

Należy wymienić 3 zalety tych właśnie historii.


Wygrywa jedna osoba- jeden egzemplarz powyższej książki.
Powodzenia!

Patience Bloom "Romans to moja praca"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa WAB.


Patience Bloom swe życie zawodowe związała z gorącymi romansami, wydawanymi przez wydawnictwo Harlequin. Specjalizuje się w thrillerach romantycznych, ale to właśnie typowe romansidła stały się jej chlebem powszednim i osnową fabuły jej debiutu literackiego „Romans to moja praca”.

Kocha schematyczność, prostotę, zwyczajność przedstawianego świata i nieuchronny happy end w powieściach, nad którymi pracuje. Jednocześnie głęboko wierzy, że życie pisze różne scenariusze, ale to właśnie harlequinowe romanse są najbardziej zbliżone do rzeczywistości i jako dowód przedstawia swoje własne losy, które doskonale wpisują się w schemat ulubionych książek i filmów. Nieudane związki, ryzykowne decyzje, związki bez przyszłości, to wszystko zdarza się w życiu bohaterki książki, czyli nic nowego, ale to już było, chciałoby się rzec.
W dodatku to co uchodzi nastolatce, nieco nie przystoi kobiecie dojrzałej, i to raczej nie ze względu na wiek, ale na dojrzałość właśnie, doświadczenie, przeszłość i przeżyte rozczarowania. To w jakiś sposób powinno kształtować człowieka i dawać mu nauczkę, a właściwie receptę jak nie postępować w przyszłości. Jednak Patience nie wyciąga żadnych wniosków, tylko ponownie wchodzi do tej samej rzeki i nadal dostaje tę samą lekcję, którą odebrała już wcześniej.

Jednakże dla wielbicielek romansów i komedii romantycznych „Romans to moja praca” będzie niezłą zabawą, ucztą właściwie i wycieczką do świata nieskomplikowanych romantycznych bajek, gdzie wszystko kończy się gorącym pocałunkiem i uniesioną nogą szczęśliwie zakochanej kobiety.
Dla mnie to niezbyt udany ukłon w stronę romansowych maniaczek, brakowało mi spójności, konstrukcji i konsekwencji w prowadzeniu fabuły, ale może ze względu na przyjętą konwencję ta książka właśnie taka miała być. Nieco chaotyczna, roztrzepana i niefrasobliwa, vide bohaterki komedii romantycznych.


Na pewno pozycja ta znajdzie swoich czytelników, a zwłaszcza czytelniczki, ponieważ jest doskonałym źródłem, żeby nie powiedzieć almanachem, po lekturach i filmach romantycznych, gdzie porywy serca, perypetie i wyczekiwane happy endy są stałą częścią konstrukcji i fabuły. Mimo, że także lubię udać się do świata romantycznych historii, to takie przedstawienie tego świata nie przypadło mi do gustu.

czwartek, 5 lutego 2015

Sylvia Day "Wybór Crossa"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Wielka Litera.


Po zakończeniu lektury trylogii Crossa, autorstwa Sylvii Day, nie przypuszczałam, że amerykańska pisarka pokusi się o dalszą kontynuację. W sumie wszystko zostało wyjaśnione, wątki zakończyły się w mniej lub bardziej bolesny dla bohaterów sposób, a najważniejsze było to, że Eva i Gideon Cross są razem. Wbrew wszystkiemu, wbrew światu, okrutnej przeszłości i miażdżącym wspomnieniom. Jednak powstał IV tom tej serii i właśnie miałam okazję go przeczytać. Miałam obawy, że ta część nie wciągnie mnie tak, jak pozostałe, na szczęście pani Day stanęła na wysokości zadania i poprowadziła akcję tak, że książkę pochłonęłam w całkiem przyjemnym tempie.

Wszyscy, którzy wcześniej czytali tę serię, wiedzą w czym rzecz. Trochę kopciuszkowata fabuła w niczym nie przeszkadza, a wręcz pokazuje, że bajki w życiu też często się zdarzają, a przynajmniej mogą, dlaczegóż by w to nie wierzyć? Jednak bajka Gideona i Evy słodka i pastelowa nie jest, to raczej kolorystyka pełna czerni, bieli, szarości i krwistej czerwieni. W „Wyborze Crossa” Eva i Gideon planują wspólne życie, po zaręczynach i cichym ślubie przymierzają się do organizacji oficjalnej uroczystości zaślubin, a jednocześnie oboje próbują dostosować się do nowej wspólnej rzeczywistości. A nie jest to łatwe. Gideon Cross, nowojorski multimiliarder musi uważać na starych wrogów, których napytał mu jeszcze jego ojciec. Ale nie o to się martwi. Wciąż i wciąż walczy z koszmarami z dzieciństwa, do tego dochodzą jeszcze kontakty z byłymi kochankami, które raz po raz dają o sobie znać i jakby uparły się, że nie pozwolą Gideonowi zaznać szczęścia. A w tym wszystkim jest Eva, która po traumie i po tym, co zrobił dla niej Cross w poprzedniej części powieści, ma na celu tylko próbę przebicia się przez mur bolesnych wspomnień, jakim otoczył się jej ukochany i bez względu na ryzyko i zagrożenie własnego bezpieczeństwa, dąży do rozbicia tego cholerstwa. Bo chce Gideona zawsze i w każdej postaci, nawet tego skulonego i płaczącego po śnionym właśnie koszmarze. Tylko, czy potentat finansowy, dla którego władza jest wyznacznikiem wszystkiego będzie umiał do końca się otworzyć i stanąć twarzą w twarz z własną okrutną i pogmatwaną przeszłością? 

W „Wyborze Crossa” znajdujemy to co, do czego autorka nas już wcześniej przyzwyczaiła: dynamiczne i pełne podtekstów dialogi, ostry seks, wielką miłość, tragedie i wybory, wybory, wybory dwójki skażonych przez przeszłość ludzi. Pisarka zastosowała podwójną narrację pierwszoosobową, dzięki której poznajemy wydarzenia z perspektywy dwójki głównych bohaterów. To rozszerza obraz fabularny i pozwala lepiej wniknąć w świat, w którym żyją postaci.


Dla kogo jest ta książka? Na pewno dla czytelników wcześniejszych tomów, bo stanowi wcale udaną kontynuację. Wydaje mi się także, że jest tu nieco więcej psychologii postaci, przeżyć wewnętrznych, rozterek i zmagań. Seksu tyle co zawsze-czyli bardzo dużo. Z chęcią obejrzę ekranizację na podstawie tej serii, bo jest informacja na skrzydełku książki, że już trwają nad nią prace. Polecam wrażliwcom, którzy nie boją się odważnej erotyki i lubią, gdy fabuła funduje huśtawkę emocji. A tymczasem nasuwa się pytanie: będzie V tom?

piątek, 30 stycznia 2015

Abbi Glines "Odzyskane szczęście"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Pascal.


Abbi Glines to specjalistka od powieści z nurtu new adult, które opowiadają o problemach, dramatach i gorących miłościach młodych ludzi, którzy są dopiero na początku swojej życiowej drogi, a już niejednokrotnie zakosztowali goryczy porażki.

„Odzyskane szczęście” to kontynuacja „Przypadkowego szczęścia”, gdzie poznaliśmy trudne początki związku Woodsa i Delli, dodam, że związku pełnego wzlotów i upadków. Należy pamiętać, że Woods to złote dziecko Karringtonów, dziedzic fortuny, który miał ożenić się z seksowną Angeliną. Taki był plan jego ojca, który w małżeństwie syna widział niezły interes. A Della? No cóż, to dziewczyna z całym pakietem… demonów przeszłości, przez które nie jest w stanie normalnie funkcjonować, a przeżyta w dzieciństwie trauma na lata wyryła na dziewczynie piętno, z którym nie może sobie poradzić.

W „Odzyskanym szczęściu” śledzimy dalsze losy tej zakochanej w sobie pary, wydawać by się mogło, że Della jest w stanie zapanować nad bolesnymi wspomnieniami, a Woods po śmierci ojca da radę zarządzać klubem golfowym. Jednak jego matka ma inne zdanie na ten temat, poza tym ciągle ma za złe synowi, że odrzucił tak świetną partię, jaką była Angelina. A i sama wzgardzona kobieta nie zamierza się tak łatwo poddać. Czy Della poradzi sobie z taką wrogością, zwłaszcza, że wciąż walczy z przeszłością i próbuje nie popaść w szaleństwo, jak jej matka. Tylko czy dziewczyna wie, kim naprawdę jest i skąd pochodzi? Czy prawda, którą odkryje, czy ludzie, których spotka, pomogą jej poznać własną tożsamość i podjąć wiążące decyzje co do przyszłości? I wreszcie, czy Woods zrozumie dlaczego Della musiała ruszyć na poszukiwanie własnego ja i czy poradzi sobie z nieoczekiwaną stratą?

Kolejna odsłona powieści autorstwa Glines, to spotkanie ze znanymi już bohaterami z wcześniejszych książek, a także nowe historie i nowe zawirowania fabuły. Nie brakuje także gorącego i niepruderyjnego seksu, a także nieoczekiwanych zwrotów akcji.
„Odzyskane szczęście” to przyjemny romans z problemami, a także z zapowiedzią kolejnej odsłony, pytanie tylko, który z przyjaciół Woodsa i Rusha tym razem będzie jej bohaterem.

Dla czytelniczek poprzednich tomów serii pozycja obowiązkowa. I należy czytać raczej w kolejności.

piątek, 23 stycznia 2015

Nina Reichter "Ostatnia spowiedź"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Novae Res.


Każda czytelniczka, która lubi powieści z cyklu young lub new adult pewnie słyszała o trylogii „Ostatnia spowiedź” autorstwa Niny Reichter. Sama już od dawna czytałam wiele pozytywnych, a wręcz entuzjastycznych opinii o tym cyklu, ale wciąż zapracowana i zarzucona innymi lekturami nie miałam czasu, aby przeczytać historię Ally i Bradina. Jednakże teraz postanowiłam sprawdzić sama w czym rzecz i czy te wszystkie ochy i achy są zasłużone. I wreszcie, czy ta trylogia jest dla mnie, bo chociaż nie jestem nastolatką, ani young adult, to jednak lubię tego typu literaturę i stanowi dla mnie doskonałą odskocznię od codzienności i rozrywkę w czystym wydaniu.

Nie wiem czy to tak do końca dobre porównanie, jeśli chodzi o I tom „Ostatniej spowiedzi”, bo nie mogę powiedzieć, że się przy tej lekturze relaksowałam, a chyba o to właśnie chodzi w rozrywkowej literaturze. Ale wymierną opinią niech będzie to, że przeczytałam tę grubą wcale książkę w 1,5 dnia. A to, w moim przypadku, świadczy o atrakcyjności powieści, bo już tak mam, że jeśli lektura mnie pochłonie, to czytam do bólu.
Nina Reichter wprowadza czytelnika w brudny świat show-biznesu, przedstawiając historię niezwykle popularnego niemieckiego zespołu rockowego, gdzie wokalista, Bradin Rothfeld staje się idolem nastolatek najpierw w Europie, a potem na całym świecie. Jego brat, Tom, jest utalentowanym i charyzmatycznym gitarzystą i obaj bracia stanowią główną oś zespołu Bitter Grace. Pewnej nocy, wskutek komunikacyjnych perturbacji, Bradin zostaje unieruchomiony na około pięć godzin na lotnisku w Ostrawie i spotyka tam piękną i delikatną dziewczynę, Ally Hanningam. Na początku niechętnie podaje jej ogień, aby ta mogła odpalić papierosa, bo wie, że zaraz zostanie rozpoznany, rozlegnie się znajomy pisk uwielbienia i młoda kobieta rzuci mu się na szyję. Okazuje się, że nie tylko Ally nie ma pojęcia z kim siedzi na ławce na lotnisku, to w dodatku rozmawia z nim w ironiczno-uszczypliwy i całkiem rozkoszny sposób, a Bradin czuje się przy niej tak, jak nie czuł się praktycznie przy nikim innym przez ostatnie cztery lata. Bo teraz, jako dwudziestoletnia gwiazda światowego formatu, od szesnastego roku życia jest produktem w rękach producentów i menadżerów, a muzyka, która jest jego pasją, jest także wielomilionowym biznesem. Tymczasem Ally nie wie o niczym i sama także doskonale czuje się w towarzystwie czarnowłosego szczupłego chłopaka. 
Czy ta przypadkowa rozmowa przerodzi się w coś więcej? Czy oboje mają szansę na to, aby taki związek utrzymać na dłużej? Co zrobi Ally, gdy dowie się, kim naprawdę jest Bradin? Czy chłopak pokona wszelkie przeciwności losu i opór managmentu, a także własnego brata, aby mieć tę cudowną dziewczynę przy sobie? Czy może będzie tak, że cały świat sprzysięgnie się przeciwko nim i w sposób bezkompromisowy uniemożliwi im bycie razem? I wreszcie, czy Ally będzie na tyle silna, aby uwolnić się od wpływu zaborczej i snobistycznej matki, pchającej ją w ramiona, równie snobistycznego nie kochającego jej Christophera?

No cóż. To dopiero I tom trylogii, więc, tak, boję się… Cholernie boję się tego, co może być dalej, bo wiem, że nic dobrego nie nastąpi. A jednak przeczytam kolejne tomy, bo muszę, po prostu muszę wiedzieć, jak zakończy się ta miłosna historia, pełna przeciwności i złych ludzi wokół.

Polecam, jeśli lubicie sprawnie napisane i naszpikowane emocjami książki, to „Ostatnia spowiedź” Niny Reichter na pewno jest dla was!

piątek, 16 stycznia 2015

Rebecca Donovan "Oddychając z trudem" (Feeria Young) SERIA ODDECHY

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Feeria Young.


Rebecca Donovan napisała kontynuację książki „Powód by oddychać”, która składa się na serię „Oddechy”. Drugi tom nosi tytuł „Oddychając z trudem” i jest wyśmienitym dalszym ciągiem losów poharatanej przez życie, niespełna osiemnastoletniej Emmy. Kto czytał część pierwszą, wie, jak dramatycznie się ona zakończyła. Pamiętam, że lektura tego właśnie tomu wielokrotnie wzbudzała we mnie złość, ze względu na ukazane ludzkie zło w postaci miło uśmiechającej się pani, po której nikt nie spodziewałby się, że jest zdolna do tak okrutnych zachowań względem młodej dziewczyny. 

W „Oddychając z trudem” możemy mieć nadzieję, że sprawiedliwości stało się zadość, ale czy to, co Emma ma za sobą, pozwoli jej normalnie funkcjonować? Oczywiście, zakochany w niej Evan cały czas jest tuż obok, tak samo jej przyjaciółka Sara, ale czy to nie za mało? Zwłaszcza, że dziewczyna postanawia zamieszkać z Rachel - „odnalezioną” matką, która, jak wiemy, oddała ją na wychowanie na kilka lat psychopatycznej ciotce, bo sama nie mogła sobie poradzić po śmierci ukochanego, ojca Emmy. Lecz czy to naprawdę tak wyglądało? I czy Rachel jest naprawdę gotowa na to, aby z kimś dzielić życie, skoro zdaje się być wciąż małą dziewczynką, w dodatku manipulantką? Gdy w jej życiu pojawia się o wiele od niej młodszy i bardzo przystojny Jonathan, można mieć nadzieję, że kobieta wreszcie ułoży sobie życie. Ale już wkrótce okazuje się, że mężczyzna ma więcej wspólnego z Emmą, niż z alkoholizującą się jej matką, w dodatku sam ma za sobą jakąś ogromną tragedię i ten fakt niemożebnie przybliża do siebie dziewczynę i „chłopaka” jej matki. Czy Evan będzie w stanie zrozumieć ten dziwny układ pomiędzy jego ukochaną, a starszym chłopakiem? Jakie tajemnice skrywa Rachel i kim naprawdę był ojciec Emmy? Niespodzianki wyskakują co rusz, jak króliki z kapelusza prestidigatora, a czytelnik może tylko nieustępliwie czytać dalej i denerwować się.
O tak, ten tom również przyprawia niejednokrotnie o palpitacje serca i powoduje chęć krzyczenia na bohaterów. 

„Powód by oddychać” czyta się błyskawicznie, to powieść nasycona emocjami, zwrotami akcji i tajemnicami, a ich rozwiązanie poznamy pewnie w całości dopiero w III tomie, który będzie miał tytuł „Bez tchu”.
Według mnie to bardziej new adult niż young adult, bardzo wciągająca historia, ukazująca ludzkie tragedie, które mogą się zdarzyć każdemu, bez względu na to kim jest i skąd pochodzi.

Polecam, ciekawa, niegłupia i pozbawiona naiwności historia.

piątek, 9 stycznia 2015

Piąta rocznica :)

Dzisiaj mam małą rocznicę. Dokładnie 9 stycznia 2010 roku ukazała się moja debiutancka powieść "Bez przebaczenia". Wcześniej, w 2009 roku podpisałam na nią umowę z wydawnictwem Novae Res i (z małymi wyjątkami na niektóre książki) współpracuję z nimi do dzisiaj. Dwa lata temu pożegnałam się z pracą w korporacji i poświęciłam tylko pisaniu. To było moim marzeniem i cieszę się, że udało mi się to osiągnąć.

Dziękuję wszystkim wiernym Czytelnikom, moim przyjaciołom i rodzinie, wydawcy i wszystkim, którzy ciepło przyjmują moje powieści :)

Mam nadzieję, że jeszcze wiele czytelniczych wrażeń przed nami <3 b="">


poniedziałek, 5 stycznia 2015

Magdalena Witkiewicz "Pierwsza na liście"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Filia


Magdalena Witkiewicz to specjalistka od szczęśliwych zakończeń. Przynajmniej tak było napisane na jej stronie internetowej. Jej wcześniejsze książki były utrzymane w raczej humorystyczno-romansowym tonie, ale ostatnio gdańska autorka ewoluuje w kierunku spraw ważnych, życiowych, zmieniających ludzkie losy. Nie inaczej dzieje się w jej najnowszej powieści „Pierwsza na liście”.

Kto jest główną bohaterką tej książki? Nie jest łatwo odpowiedzieć na to pytanie. Są nimi kobiety, które połączone zostały niewidzialną nicią miłości, zdrady i dominującej nad tymi uczuciami siłą prawdziwej przyjaźni.

Osiemnastoletnia Karolina wyrusza w podróż naznaczoną, a właściwie wyrysowaną przez chorą śmiertelnie matkę, która stworzyła swoją osobistą listę ludzi, którzy mogą pomóc jej córkom, gdy jej zabraknie. W swej podróży spotyka niespodziewanego pomocnika, starszego o dziesięć lat Filipa, nie przypuszczając nawet, że stanie się on jedną z najważniejszych osób w jej życiu. Dziewczyna szuka ojca, jednak czy ten wątek będzie miał swój happy end? Dawna przyjaciółka Patrycji, matki Karoliny, szuka sensu w swoim życiu, a może zacznie to dopiero robić, gdy spotka się z Karolą? Kim jest Grażyna, która sama przeszła ogromną tragedię, a teraz może odnajdzie sens w czymś, co sprawi, że gdzieś indziej ludzie uwierzą w dobro? I wreszcie, czy Patrycja nie za wcześnie zrobiła listę? I co by się stało, gdyby tego nie zrobiła? A raczej, co by się NIE stało?

Książka wciąga nas w wieloletnią i wielowątkową opowieść o wielkich miłościach, o życiu, rodzinie, zagmatwanych ludzkich losach i wciąż o sile prawdziwej przyjaźni. Tak, o tym jest „Pierwsza na liście”. O mocy przyjaźni, która jest w stanie pokonać zadawnione winy, nieprzebaczone krzywdy, złe wybory i złamane serca. A potem okazuje się, że i także chorobę.
Powieść czyta się naprawdę w ekspresowym tempie, a niektóre wątki aż proszą się o kontynuację. Jako romantyczka i wielbicielka romansów bardzo chętnie przeczytałabym osobną historię o Karolinie i Filipie, gdyż ta para niezwykle przypadła mi do gustu.
Nie należy oczywiście zapomnieć o przesłaniu, jakie niesie książka i o ważnej misji zgłaszania się do Banku Dawców Szpiku. Przecież każdy z nas może sprawić, że czyjaś gwiazda nadal będzie świecić na niebie.

Witkiewicz refleksyjna, Witkiewicz poważna, Witkiewicz wzruszająca, ale wciąż wierna swojemu hasłu marketingowemu. Specjalistka od szczęśliwych zakończeń. I bardzo dobrze, bo po takiej dawce wzruszeń chyba bym nie dała rady czytać o kolejnej ludzkiej tragedii. Polecam, to naprawdę wartościowa książka.