piątek, 31 lipca 2015

"Skazani na ból" - zapowiedź premiery, wydawnictwo Novae Res

NEW ADULT O MIŁOŚCI PONAD PODZIAŁAMI.



Już 24 października ukaże się moja najnowsza powieść. Pomysł na tę historię przyniosło mi samo życie. W książce znajdziecie wypowiedzi ludzi związanych z ruchem skinheadów, będzie także specyficzna playlista i słowniczek.
"Skazanych na ból" będę podpisywać na Targach Książki w Krakowie właśnie w dniu premiery.

Będąc ze mną jesteś skazana na ból. Na cierpienie. I na niebezpieczeństwo.
Aleks ma dwadzieścia lat i od szesnastego roku życia jest skinheadem. Ma swoje bractwo, ideały i prawdy, w które wierzy. Amelia to osiemnastolatka, licealistka, która ma za sobą tragiczną przeszłość.
Drogi Amelii i Aleksa nigdy nie powinny się przeciąć. Nie łączy ich nic – ani pochodzenie, ani poglądy, ani rodzinna przeszłość. A jednak młodzi poznają się w dramatycznych okolicznościach i zakochują w sobie. Od tej chwili zmienia się wszystko.
Historia, która zwala z nóg. Dramatyczna pogoń za miłością silniejszą niż uprzedzenia, bolesne poszukiwanie własnej tożsamości i zakończenie, które nie pozwoli zasnąć.
"Szu­kam cię - a gdy cię widzę,udaję, że cię nie widzę.Kocham cię - a gdy cię spotkam,udaję, że cię nie kocham.Zginę przez ciebie - nim zginę,krzyknę, że ginę przypadkiem... "
Kazimierz Przerwa-Tetmajer


wtorek, 14 lipca 2015

Abbi Glines "Grając w miłość"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Pascal.


Abbi Glines to autorka, z którą spotkałam się już kilkakrotnie. A także z bohaterami, którzy teraz zdają się być moimi dobrymi znajomymi. Rush, Blair, Woods, Della. Na każdą parę składała się dwutomowa historia pełna namiętności, seksu i losowych zawirowań. W tej chwili, po lekturze kolejnej powieści Glines "Grając w miłość", wiem że perypetie Harlow i Granta też muszą mieć kontynuację, bo przecież takie zakończenie, to żadne zakończenie.

Zarówno z Harlow, jak i Grantem spotkaliśmy się w poprzedniej powieści o mieszkańcach Rosemary, ale dopiero teraz poznajemy ich historię i poszukiwanie odpowiedzi na pytanie: czy warto się zakochać? Harlow to córka znanego rockmana z zespołu Slacker Demon. Ukochana córka, należałoby dodać, a dlaczego tak się stało, dowiadujemy się właśnie z tego tomu. Młoda kobieta zamieszkuje w Rosemary wraz ze znienawidzoną siostrą, Nan. A teraz podwójnie znienawidzoną, bo sypiającą z Grantem. Z chłopakiem, który stał się kimś ważnym dla Harlow. Lecz jak widać, nie warto ufać nikomu i nie warto obdarzać uczuciem kogoś, kto na to nie zasługuje. Lecz czy dziewczyna zna prawdę? I czy będzie chciała ją poznać? A czy Grant to facet, którego można ponownie pokochać i dać  mu kolejną szansę?

"Grając w miłość" to trochę właśnie taka gra. Uczuciami, niedomówieniami i tajemnicami, które każdy z bohaterów skrzętnie ukrywa. Namiętność miesza się wraz z zazdrością, pragnienie z kłamstwami, gdy spotykamy taką mieszankę, oczywistym staje się to, że emocji, nerwów i irytacji w stosunku do bohaterów nie zabraknie.

Kolejna powieść Abbi Glines to dynamiczny romans, który czyta się szybko i przyjemnie. Należałoby jednak zapoznać się z poprzednimi tomami serii, aby znać historie poszczególnych bohaterów, którzy w tej odsłonie także się pojawiają.
Polecam na wakacyjne popołudnie, jako niezobowiązującą rozrywkę.

poniedziałek, 6 lipca 2015

Lucyna Olejniczak "Kobiety z ulicy Grodzkiej"

Sagi są w tej chwili w modzie, sama lubię czytać historie, który mają ciąg dalszy. Które łączą wiele wątków, a fabuła rozgrywa się na przestrzeni dziesiątek, a nawet setek lat. Jeśli opowieść napisana jest składnie, z energią, jeżeli bohaterowie porywają czytelnika, gdy realia historyczne są wiernie oddane i z dokładnością nakreślone - przyjemność z lektury jest gwarantowana.

Lucyna Olejniczak już ma na koncie powieści historią znaczone, teraz ujmuje czytelnika kolejną opowieścią sprzed dekad, która jest pierwszą częścią sagi.

"Kobiety z ulicy Grodzkiej. Hanka" to książka, w której poznajemy losy rodziny aptekarza Franciszka Bernata. Mężczyzny zepsutego, bezdusznego, dla którego własne zachcianki i chore skłonności stały się przyczynkiem nieszczęść i tragedii wielu kobiet, których los, a niekiedy posługa rzuciły do apteki na Grodzką. 
Jego córka, Wiktoria, jest osią spajającą fabułę, która przenosi nas do Krakowa końca XIX wieku. Dziewczynka rodzi się w dramatycznych okolicznościach i całe jej późniejsze życie obfituje w szereg zawirowań, wśród których Wiktoria próbuje się odnaleźć. Nie wie jednak, że nad jej życiem wciąż krąży tajemnica sprzed lat i klątwa, którą rzuciła niezwykle bliska jej osoba.

Kiedy dorastająca Wiktoria, która staje podporą i niewątpliwą przyszłością apteki Bernata, poznaje przyszłego doktora, Filipa, wydaje się, że w końcu los się uśmiechnie do zdolnej i pięknej dziewczyny. Jednak czasami tak jest, że dzieci muszą płacić za grzechy ojców, a Franciszek Bernat miał złych ucznynków na sumieniu więcej, niż przeciętny człowiek.

Czy Wiktoria pokona siłę klątwy? Czy winny zostanie ukarany? Czy miłość ma prawo zwyciężyć i w czy w ogóle jest na to jakakolwiek szansa, w świetle wyjawionych sekretów?

Lucyna Olejniczak wie, jak podtrzymać napięcie i utrzymać czytelnika w niepewności. Do tego dochodzą świetnie zarysowane realia historyczne, wręcz czuje się klimat dziewiętnastowiecznego Krakowa i wraz z bohaterami wędruje po jego ulicach.
To pierwszy tom sagi, którego klimat przenosi czytelnika w świat miniony, gdzie mimo innych realiów, ludzie kochali się tak samo mocno jak teraz, nienawidzili i popełniali okrutne czyny. Świat jednak nie jest aż tak do końca zły i daje wiarę w to, że miłość i dobro w końcu zwyciężą. A "Hanka" daje nadzieję na to, że w kolejnej odsłonie sagi autorka znowu nas zaczaruje i da porwać snutej przez siebie opowieści. Na co z wielką niecierpliwością czekam.

poniedziałek, 29 czerwca 2015

I Zlot Sekty Agnes

27 czerwca we Wrocławiu odbył się I Zlot Sekty Agnes, czyli fanów mojej twórczości. Wszystko zostało zapoczątkowane na mojej grupie fanowskiej na FB, ktoś rzucił hasło i od słowa do słowa 27 czerwca Wrocław został nawiedzony przez moje wierne Czytelniczki. 

Najpierw oddałyśmy się konsumpcji w Restauracji Gruzińskiej, gdzie jadłyśmy pyszne chaczapuri, a potem do wczesnych godzin rannych poskakałyśmy w moim ulubionym Klubie Antidotum (który to opisałam w książce "W szpilkach od Manolo").

Było energetycznie i intensywnie, zostałam obdarowana wieloma fantastycznymi prezentami i pięknym bukietem róż. Wśród wszystkich uczestników (bo było z nami dwóch panów), rozlosowałam nagrody (dwie moje książki, dwa plakaty i dwa kubeczki).

Powiem jedno: to niezwykłe mieć tak fantastyczne i wierne Czytelniczki. To daje siłę i motywację do dalszej pracy.

Dziękuję, kocham Was!!!! Do zobaczenia za rok!
#sektaAgnes









czwartek, 18 czerwca 2015

Jessica Sorensen "Przypadki Callie i Kaydena"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa 
Zysk i S-ka.

„Przypadki Callie i Kaydena” Jessiki Sorensen trafiły do mnie przypadkiem. Ostatnio mam kryzys czytelniczy, kilka powieści zaczętych, żadna nie skończona. Nie potrafię się wciągnąć w fabułę i podejrzewam, że nie jest to wina książek, tylko po prostu moja. Postanowiłam spróbować z kolejną odsłoną New Adult, zaryzykowałam i okazało się, że ta historia trafiła do mojego serca.

Callie to młoda dziewczyna, rozpoczynająca rok w college’u. Od dwunastego roku życia skrywa okrutną tajemnicę, o której nie wie nikt z najbliższego otoczenia. Zaprzyjaźnia się z Sethem, który został wyrzucony na margines społeczny za przekonania i bycie tym, kim jest. Callie i Seth wiedzą o sobie wszystko i wzajemnie pomagają zwalczyć własne demony poprzez tworzenie listy rzeczy, które powinni zrobić w życiu.

Kayden to zdolny futbolista, przystojny, wysportowany, a jednocześnie chłopak, który od wczesnych lat dziecinnych jest niszczony i psychicznie i fizycznie przez sadystycznego ojca.
Callie i Kayden, ta dwójka spotyka się na jednej uczelni i w szczupłej i smutnej dziewczynie Kayden rozpoznaje swoją wybawicielkę z opresji sprzed lat. Jednak zupełnie nie wie jak ma się przedrzeć przez ten dziwny mur, jakim otoczyła się ta dziwna młoda kobieta. Sam zresztą boi się wykonywać pierwszy krok, bo wiele mrocznych rzeczy czai się w jego duszy. O ile jeszcze w ogóle ją posiada.

Ale jeżeli pomiędzy dwójką ludzi wybucha coś więcej, niż tylko zainteresowanie i fascynacja, to nie mogą nic na to poradzić. Tylko czy ta para, tak bardzo obciążona przez przeszłość, niejednokrotnie zdruzgotana i stojąca na skraju przepaści poradzi sobie z tym uczuciem? Czy będzie miejsce na miłość w życiu pełnym bólu?

Przypadki bohaterów pokazują, że miłość ma siłę uzdrawiającą, to na pewno. Pokazują także moc przyjaźni i zaufania. Ale także to, że przed przeszłością nie można uciec i trzeba stawić jej czoła.
Końcówka wskazuje, że powinna być kontynuacja, bo takiego finału tej opowieści nie jestem w stanie zaakceptować.

Polecam, to pełna wzruszeń i uniesień historia o miłości silniejszej niż cierpienie i własne słabości. Bardzo udana odsłona New Adult, nie sztampowa i sprawnie napisana. 

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Gail McHugh "Collide"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Akurat (Muza).

Premiera książki: 17 czerwca 2015 r.


Trójkąty są modne. I nie chodzi tutaj o figury geometryczne na sukienkach (chociaż to też chyba jest na czasie), ale o układ On-Ona-On. Zawsze taka klasyka wzbudzała zainteresowanie, emocje i rumieniec zdrowej bądź nie ciekawości. Motyw stary jak świat, nader często eksploatowany, jednak ciągle żywy i nie ulegający przedawnieniu.

Autorka „Collide”, Gail McHugh także sięgnęła po tę tematykę i umiejscowiła swoich bohaterów w klasycznym właśnie trójkącie uczuciowym.
Emily to młoda dziewczyna, ale już wiele ma za sobą. Po śmierci matki postanawia przeprowadzić się do Nowego Jorku, tam gdzie pracuje jako makler jej chłopak, Dillon. Mężczyzna pomaga ukochanej osiąść w mieście, które podobno nigdy nie śpi, ale robi to też dla własnej wygody. Bo Dillon pozornie może i jest kochanym chłopakiem, ale z czasem poznajemy jego drugą twarz i nie należy ona do najsympatyczniejszych.

Dziewczyna jednak, póki co, jest szczęśliwa i zakochana. Przypadek sprawia, że spotyka potentata świata reklamy, Gavina Blake’a, który potem co rusz pojawia się w jej najbliższym otoczeniu. Jednak Emily stara się nie zwracać uwagi na przystojniaka, gdyż, po pierwsze ma chłopaka, po drugie ma chłopaka, a po trzecie Blake znany jest z rozwiązłości i przeskakiwana z kwiatka na kwiatek. Tak przynajmniej opisuje go Dillon, który, jak się potem okazuje, zna się dosyć dobrze z Gavinem. Jednak czy naprawdę go zna? I czy Dillon jest taki kryształowy, za jakiego chce uchodzić?

Emily gubi się w domysłach, pytaniach i własnych odczuciach. Wątpliwości gromadzą się w jej głowie i nie dają normalnie funkcjonować. Nie można żyć w dwóch światach naraz, a tym bardziej z dwoma mężczyznami u boku. Dziewczyna rzucona pomiędzy znane a nieznane nie wie, w którą stronę się udać. Czym doprowadza czytelnika do zgrzytania zębami. Bo jednak my wiemy o wiele więcej i to niemal od samego początku.


„Collide” to bez wątpienia klasyczny romans z problemami, zabarwiony erotyką i wątkami obyczajowymi. Typowy reprezentant gatunku pomiędzy New Adult a romansem właśnie. Czyta się szybko i bezkolizyjnie, jednak nie spodziewajmy się fajerwerków, czy duchowej uczty. To typowa rozrywka i to dla wyznawców (zdecydowanie wyznawczyń) gatunku. I im tę książkę polecam.

piątek, 12 czerwca 2015

Marcin Szczygielski "Bingo"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Instytutu Wydawniczego Latarnik.


Na pozór szczęśliwe małżeństwo. Na pozór normalna rodzina. Paweł pracuje w telewizji swojego ojca, prowadzi tam poranny program informacyjny. Anna pragnie zostać pisarką, pracuje usilnie nad Książką, która odmieni świat polskiej literatury. Gośka, ich córka, przygotowuje się do matury. Anka ma wielkie parcie na szkło, jej mąż nie ma go wcale. Za to gnębią go demony przeszłości i historia śmierci jego matki. Poza tym nie ma najmniejszego kontaktu z ojcem, ale stara się utrzymywać znajomość na poprawnym poziomie, bo Anka ma wielką chrapkę na piękny dom starego. Pozory. To one są głównym bohaterem najnowszej powieści  Marcina Szczygielskiego „Bingo”.

Paweł nie jest szczęśliwy, Anka też nie, nawet Małgośka czuje, że jej rodzina od lat odgrywa jakąś rolę. Jedno wyjście na imprezę rozdania nagród telewizyjnych uruchamia dziwną i niezrozumiałą dla szarego człowieka machinę celebryckich nagonek i na siłę tworzonej papki dla mas. Do tego Paweł odkrywa kim naprawdę jest, spotyka Wojtka i okazuje się, że ostatnie dwadzieścia lat jego życia to była farsa. I pozory właśnie. Plus tajemnica związana z matką, ojcem, dzieciństwem… Wszystko to spada na czterdziestolatka z wielką mocą. I wkrótce okazuje się, że ojciec wcale nie jest aż tak wielkim wrogiem i zdaje się rozumieć swego syna lepiej, niż ktokolwiek inny. Lecz co ma zrobić Anka, dla której pozory właśnie są ważniejsze niż prawda? Paweł podejmuje męską decyzję i postanawia raz na zawsze skończyć z udawaniem i fałszem. A sposób, w jaki tego dokonuje, jest naprawdę spektakularny.

„Bingo” to książka słodko-gorzka, ukazująca po pierwsze życie w zakłamaniu, po drugie świat celebrytów, wcale nie taki błyszczący i glamour, jak może się to wydawać odbiorcom, usadowionym po drugie stronie ekranu, czy czytającym kolorowe gazety. Autor rzuca wieloma celnymi ripostami dotyczącymi różnych sfer życia, od literatury, przez telewizję, po pracę w korporacjach. To uważna i bezkompromisowa satyra na współczesny świat, ale do cna prawdziwa i celna.


Książka warta przeczytania, tak jak i poprzednie części Kronik Nierówności. Otwiera oczy, pomaga zrozumieć jak trudno w naszej rzeczywistości być sobą i dokonać upragnionego coming outu. Polecam.

czwartek, 28 maja 2015

Justyna Wydra "Esesman i Żydówka. Wojna i miłość" (Zysk i S-ka)

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Zysk i S-ka.

Jednym z moich ulubionych tematów wykorzystywanych w literaturze jest wszystko to, co wiąże się z II wojną światową. Przedstawiane jako tło fabularne, nieodmiennie wywołuje ogromne emocje, głównie ze względu na tragizm opisywanych wydarzeń. A jeśli głównym wątkiem staje się miłość, to tym bardziej taka historia jest dla mnie interesująca, bo przecież wiadomo, że uwielbiam powieści o uczuciach. Lecz jeszcze bardziej lubię kontrowersje i zderzanie się dwóch przeciwstawnych osobowości, żyjących w różnych światach. To mój konik, a teraz tym bardziej jestem w tym temacie. Dlatego też sięgnęłam po powieść Justyny Wydry „Esesman i Żydówka. Wojna i miłość”. Nie musiałam nawet czytać opisu książki, sam tytuł sprawił, że zapragnęłam ją mieć.

Główna bohaterka to delikatna młoda Żydówka, Debora Singer, którą poznajemy w bardzo dramatycznych okolicznościach. Zmierza bydlęcym wagonem do Auschwitz i cudem tylko udaje się jej zbiec z transportu. Jednak jest ranna. Chowa się w lesie i tam znajduje ją ponury, wysoki i groźnie wyglądający esesman, Bruno Kramer. Okazuje się, że na początku wojny los zbliżył tych dwoje do siebie w równie tragicznych chwilach. Lecz wtedy role były odwrócone. Ale teraz… sytuacja Debory jest zgoła inna, a esesman w czarnym mundurze wygląda mało przyjaźnie. Od tego momentu rozpoczyna się dziwna znajomość pomiędzy katem a ofiarą. Debora zostaje objęta opieką przez swego oczywistego wroga i niemal przez całą wojnę losy tej dwójki przenikają się, ocierają, aż wreszcie prowadzą do oczywistego faktu, że oboje się pokochali. Wbrew światu, przekonaniom, wierze i rozkazom. Wojna i miłość, podtytuł adekwatny do treści. Wydawać by się mogło, że koniec wojny zwieńczy tę opowieść spodziewanym happy endem, jednak nic tutaj nie jest oczywiste. Do ostatniej chwili śledzimy zagmatwane losy Debory i Bruna i nie tylko ich. Auschwitz, Gliwice, Berlin, Schwarzwald. Podróż w poszukiwaniu bezpiecznego miejsca, a także w poszukiwaniu siebie nawzajem. Czy okrucieństwa wojny pozwolą im spokojnie żyć? Czy Debora będzie umiała wybaczyć i na nowo pokochać ponurego Niemca? Jak Bruno poradzi sobie ze świadomością, że ideały, które wyznawał i to w co wierzył upadają, jak Tysiącletnia Rzesza?

Pytań jest mnóstwo, a wszystko dąży do zaskakującego i wzruszającego finału w epilogu.


„Esesman i Żydówka” to pełna zawirowań opowieść o dwójce ludzi, których los postawił na swojej drodze, nie zważając na to, że nigdy nie powinni się spotkać, a tym bardziej pokochać. Bo to miłość jest siłą sprawczą, która pokonuje wszelkie bariery, nawet te niemożliwe do przekroczenia. Polecam, bardzo wciągająca lektura. Na uwagę zasługują także oddane realia historyczne i opowieści o losach ludzi, rzuconych w wojenną pożogę. Wszystko to stanowi idealne tło do historii o miłości silniejszej niż nienawiść.

niedziela, 5 kwietnia 2015

Kathryn Taylor "Barwy miłości"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Akurat (MUZA).


Erotyki sypią się drzwiami i oknami, najpierw ta faza miała miejsce po premierze I tom historii o pewnym panu Szarym, a teraz ponownie, kiedy tamta opowieść doczekała się adaptacji filmowej. Zawsze tak jest, że gdy jakiś, nazwijmy to trend, zacznie obowiązywać, wówczas na fali popularności powstają kolejne zbliżone, przynajmniej tematyką, historie. Pamiętamy zapewne sukces książki „Zmierzch”. Po jej premierze nastąpił boom na wampiropodobne historie (zapominając o jednej z prekursorek-Anne Rice). 
W każdym razie literatura często rządzi się prawami popytu i podaży, zwłaszcza obecnie,  mówię o literaturze popularnej.

Tak więc do mojej biblioteczki trafiła książka Kathryn Taylor, zatytułowana „Barwy miłości”. Oczywiście blurb na okładce informuje nas, że jest to najgorętsza opowieść od czasów Greya. Nie wiem, nie ocenię, musiałabym chyba przeczytać wszystkie historie romansowo-erotyczne, które ukazały się na przestrzeni ostatnich czterech lat. A poza tym nie uważam Greya za historię „gorącą”, raczej „letniawą”, więc na pewno nie będę postrzegać „Barw miłości” w tych kategoriach.

W książce oczywiście wykorzystano motyw Kopciuszka i Księcia. Z tym, że ten Kopciuszek, to młoda Amerykanka, Grace Lawson, która przyjeżdża do Londynu na trzymiesięczne praktyki w korporacji przyszłego lorda, Jonathana Huntingtona. Jak od początku można przypuszczać, dziewczyna wpada w sidła przystojnego i zniewalającego milionera, jednakże od początku ma zastrzeżone, że nie może się w nim zakochać. I że to jednorazowa przygoda. Jednakże staje się inaczej, Grace zaczyna rozumieć, że coś czuje do swojego pracodawcy. A mężczyzna? Zachowuje się inaczej, niż w stosunku do swoich wcześniejszych przygód. Ale postanawia zabrać Grace do własnego zakazanego świata. Świata wyuzdanego i przypadkowego seksu, ukrytego za kosztownie wykonanymi maskami zakrywającymi twarz.

Czy Grace podoła temu wyzwaniu? Czy Jonathan naprawdę chce, aby dziewczyna uprawiała seks z przypadkowymi kochankami, na oczach innych?

Książka kończy się zadanym pytaniem, ale brakiem odpowiedzi, co jest jednoznaczną zapowiedzią kolejnego tomu.


„Barwy miłości” to całkiem zgrabnie napisany romans erotyczny, nie nużący, ale i nie porywający. Konstrukcja głównej bohaterki jest nieco schematyczna, Jonathan ma więcej do zaproponowania. Sceny erotyczne, z małymi wyjątkami dotyczącymi nazewnictwa miejsc intymnych (są perełki i muszelki), są całkiem nieźle napisane i co ważne, nie śmieszą. Mimo mojego nieco ambiwalentnego stosunku do tej historii, finał sprawia, że chętnie przeczytam kontynuację, z nadzieją, ze oprócz ognia w sypialni (w kuchni, limuzynie i gdzie tam jeszcze…), takim ogniem i siłą zostanie obdarzona główna bohaterka. 

środa, 1 kwietnia 2015

K.A. Tucker "Cztery sekundy do stracenia"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Filia.


Świat rozsypał się tym ludziom na kawałki. Mimo młodego wieku, mają za sobą tak wiele przeżyć, tragedii, balansowania na granicy zła i dobra, że wydaje się, iż to wszystko było udziałem bardzo dojrzałych osób. A tu nie dość, że muszą zmagać się z tak okrutnymi przeciwnościami losu, to jeszcze nie mają czasu, aby cieszyć się młodością. O takich problemach była pierwsza powieść K.A. Tucker, "Dziesięć płytkich oddechów", kontynuacja "Jedno małe kłamstwo" i najnowsza odsłona tej trylogii, "Cztery sekundy do stracenia".

Ostatnia historia przedstawia losy Caina, właściciela klubu ze striptizem. Tego niespełna trzydziestolatka poznaliśmy już we wcześniejszych tomach, kiedy śledziliśmy losy sióstr, Kacey i Livie. Tam bohater pojawiał się epizodycznie i niewiele mogliśmy się o nim dowiedzieć, w tym tomie to on jest główną postacią i należy się cieszyć, że autorka postanowiła zaprezentować nam jego historię, bo jest ciekawa i zaskakująca. Ale to nie tylko on jest bohaterem "Czterech sekund...". Otóż do baru Caina trafia młoda tancerka, prosto z Las Vegas. Charlie Rourke ma dwadzieścia dwa lata (przynajmniej tak widnieje w jej dowodzie) i podobno tańczyła już w kilku klubach. Cain zatrudnia dziewczynę, chociaż od początku coś go w niej zastanawia. A gdy widzi jej pierwszy występ, jest oczarowany, podniecony i przekonany, że Charlie nigdy wcześniej nie występowała na scenie. Znaków zapytania pojawia się coraz więcej, jednocześnie Cain zauważa u siebie coraz liczniejsze objawy uzależnienia od występów Charlie, aby potem w samotności walczyć z ogarniającą go fascynacją. 

Ale czy Charlie to dobry wybór na partnerkę dla faceta, który przeżył straszną tragedię, robił straszne rzeczy i widział jeszcze gorsze, a właściwie był ich częścią? Bo ta dziewczyna jest jedną wielką zagadką, coś ukrywa i okłamuje wszystkich wokół. Cain wyczuwa takie rzeczy na odległość. Czy nie będzie za późno na to, aby jej pomóc? I czy jest to bezpieczne?

W tym tomie autorka postawiła na fabułę bardziej sensacyjną. Bo mamy mafię, narkotyki, agentów DEA, złych handlarzy i bolesne tematy z przeszłości. No i oczywiście wielką miłość, która wybucha w nieodpowiednim momencie.

"Cztery sekundy do stracenia" to zdecydowanie najbardziej dynamiczna odsłona historii przedstawionych przez K.A. Tucker, ale nadal utrzymana w tonie romansu i problemów "młodych dorosłych". Napisana sprawnie, prostym językiem, stanowi niezłą rozrywkę i czasami trzyma w napięciu. Polecam.

środa, 4 marca 2015

Irene Cao "Widzę cię" TRYLOGIA ZMYSŁÓW TOM I

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Sonia Draga.

Wenecja jest jednym z miast, do których lubię wracać i za każdym razem odkrywam coś nowego. Nie czuję przykrego zapachu z kanałów, nie męczą mnie tłumy, gwar i natarczywi handlarze wciskający podrobione torebki i okulary. Czuję za to powiew historii, kocham stare mury i wąskie uliczki, urokliwe mosty i pranie rozwieszone pomiędzy wąskimi przesmykami. Dlatego, gdy przeczytałam, iż akcja książki „Widzę cię” Irene Cao dzieje się właśnie w w tym mieście, nie odstraszył mnie nawet blurb na okładce, iż to włoska odpowiedź na Greya. Poza tym lubię literaturę ze sporą zawartością erotyki, dlatego też „Widzę cię” zawitało do mojej biblioteczki.

Teraz muszę powiedzieć, że po pierwsze: Wenecję kocham jeszcze bardziej i muszę czym prędzej tam wrócić. Po drugie: nie każda trylogia erotyczna (bo to dopiero I tom) musi być pusta i pozbawiona głębszego dna, po trzecie: nie wierzcie blurbom!
Główną bohaterką tej historii jest prawie trzydziestoletnia Elena, która pracuje przy odnawianiu dzieł sztuki, a w tej chwili odrestaurowuje zabytkowy fresk w rodzinnej Wenecji. Od lat przyjaźni się z Felippo i czuje, że coś więcej zaczyna się pomiędzy nimi dziać. I może byłaby szczęśliwa, może budziłaby się z poczuciem, że znalazła swoją drugą połówkę, gdyby nie… Gdyby Felippo nie wyjechał służbowo do Rzymu, a we Wenecji nie pojawiłby się on. Leonardo, sławny restaurator, mężczyzna zniewalający od pierwszego spojrzenia.

Pomiędzy Leo i Ele zaczyna się coś dziać. Ale nie liczcie na romantyczne uniesienia i wyznania pierwszej prawdziwej miłości. Leonardo od razu zastrzega „tylko się we mnie nie zakochaj i nie oczekuj, że będziesz jedyną kobietą w moim życiu”. On nie bawi się w takie rzeczy. Twardy Sycylijczyk zdecydowanie coś ukrywa, a Elena z przerażeniem odkrywa, że chciałaby poznać całą prawdę o tym fascynującym mężczyźnie. Który zabiera ją na niesamowite spotkania z możliwościami własnych zmysłów i ciała. Dzięki Leo kobieta odkrywa w sobie możliwości przekraczania pewnych granic, pozbywa się uprzedzeń, wstydu i… zakochuje się? Elena zdaje sobie sprawę, że już nic nie będzie takie jak przedtem, że pragnie tylko jego, a on zostawia ją, tak jak zresztą na początku obiecał. Lecz czy naprawdę ten mężczyzna nic do niej czuje? Tego się nie dowiemy, dopóki nie przeczytamy kolejnego tomu trylogii.

Podobała mi się ta książka. Może przez cudowne weneckie uliczki, którymi przemieszczali się bohaterowie? Może przez namiętne sceny, pełne uniesień i grzesznych zachowań? Może przez to, że autorka ciekawie zarysowała główne postaci dramatu, a z bohaterki nie zrobiła głupiej zakochanej dziewczynki, tylko dojrzałą kobietę, która właściwie dopiero teraz odkryła swoją kobiecość, a jednocześnie zrozumiała, że nie jest w stanie oddzielić potrzeb ciała od potrzeb serca? A także na pewno przez to, że nad wszystkim wisi wielka tajemnica i wiem, że muszę ją jak najszybciej poznać.

Polecam „Widzę cię”, to romans, dramat, erotyk w jednym, napisany sprawnie z ciekawymi bohaterami i czającą się w weneckich uliczkach intrygą. 

czwartek, 26 lutego 2015

Premiera i bestseller :)

Moja najnowsza książka, "Szukaj mnie wśród lawendy. Zofia, Tom II", wczoraj miała premierę. A dzisiaj jest na 1 miejscu listy bestsellerów empiku. Dziękuję!!!!