środa, 15 czerwca 2011

Agnieszka Pietrzyk "Pałac tajemnic"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Replika.

Chyba każdy z nas lubi tajemnice. Sekretne historie, sięgające odległych lat, minionych zdarzeń, będące ścisłym powiązaniem z ludźmi niegdyś żyjącymi. I dokonującymi takich, a nie innych wyborów i czynów. Bo należy pamiętać, że czas płynie, a krzywdy wracają i uderzają ze zdwojoną siłą. A zraniony człowiek potrafi czekać latami na sprawiedliwość, karmiąc się przez ten czas smakiem nadchodzącej zemsty.

W książce Agnieszki Pietrzyk „Pałac tajemnic” mamy do czynienia z okrutnym morderstwem rosyjskiej rodziny Reznikowów, zamieszkałej w starym pałacu na Mazurach. Przed wojną posiadłość należała do pruskiej rodziny arystokratów, von der Groebenów. Obecnie mieści się w niej dziesięć mieszkań gminnych, w których żyją ludzie, będący modelowym przykładem niemal każdego reprezentanta polskiego społeczeństwa. Tutaj autorka świetnie dobrała postaci dramatu, ukazując nam osoby z różnych warstw społecznych, będące w różnym wieku, z różnym wykształceniem i poziomem intelektualnym. Mamy profesora i drobnego gangstera, rodzinę pijaczków i samotną matkę po przejściach, starszą panią o niemieckich korzeniach i tajemniczego samotnika i wreszcie rodzinę Rosjan, Ludmiłę, Wołodię i ich córkę Sonię, którzy są ofiarami okrutnego morderstwa.

Do pałacu przybywa Alicja Prus, autorka kryminałów, która chce zebrać materiał i napisać książkę o zagadkowym zabójstwie. Alicja zamieszkuje w lokalu, który zajmowali Reznikowowie i zaczyna swoją pracę. Sukcesywnie spotyka się z mieszkańcami i odkrywa ich tajemnice i prawdziwe twarze. Bo pozory mylą, ludzie są drapieżnikami i stosują idealne kamuflaże. Alicja drąży coraz głębiej, wyciągając na światło dzienne sekrety, które dla niektórych powinny dalej tkwić w ciemnym zakamarku. Jednocześnie poznajemy ułamki życia i przeszłości bohaterki, co też jest dla czytelnika niezłym przeżyciem.

Powieść napisana jest w atmosferze kryminalnego śledztwa, tajemnicy, skandalu i historii, która sięga kilkadziesiąt lat wstecz. Autorka ukazuje ludzki los i ludzkie charaktery, obnaża ich niedoskonałość, pragnienie władzy, bogactwa, uznania. Ukazuje wszystkie wady, słabości, niedoskonałości. Jest morderstwo, jest olbrzymia grupa podejrzanych, tajemnica i wydarzenia z przeszłości w tle. A może to tło powinno być pierwszoplanowe? A może Alicja jest kim innym, niż wszyscy sądzą? A może, tak jak w kryminale Agathy Christie, o którym zresztą wspomina autorka, to była zmowa i winni są wszyscy mieszkańcy pałacu? Może, może, może… A może po prostu przeczytajcie ten wciągający kryminał i przekonajcie się na własnej skórze?

Polecam, zachęcam, historia wciąga, czyta się ją jednym tchem, a na koniec… na pewno niejednego czytelnika zaskoczy. Bo należy pamiętać, że pozory mylą, a na każdego trzeba patrzeć tak, jakby miał dwie twarze. Bo każdy człowiek takowe posiada. A na pewno posiadają je mieszkańcy Pałacu Tajemnic.

wtorek, 14 czerwca 2011

Drodzy Państwo... oto ja :)

Moja przyjaciółka Sil zaprosiła mnie do zabawy, którą nazwałam szybko "Przedstawienie z sobą w roli głównej". Postaram się w kilku słowach zawrzeć kilka podstawowych informacji o sobie, które pozwolą Wam poznać mnie nieco bliżej.

Mam 38 lat (dobra, w listopadzie skończę 39), czasami czuję się na 18, innym razem na 120. Jestem dosyć "ciężkim" człowiekiem, o którym można powiedzieć, że nosi serce na dłoni. Jestem zawsze szczera, czasami do bólu, co często nie stanowi powodów do dumy.

Jestem mężatką od lat... hm... pomyślmy... dwanaście, nie, trzy... jeden w pamięci... eee... a, mam! Od 18 lat! Uff... Mój mąż ma imię Mirek, ale wszyscy mówią na niego Miras. Jest dwa lata starszy ode mnie i jeśli ja jestem rewersem, to on na bank awersem, jeśli on jest Pawłem, to ja Gawłem, jeśli ja jestem Sprite, to on pragnienie, jeśli ja jestem Jacek, to on Ag... eee, coś chyba nie tak wyszło;) Mamy dwójkę dzieci, 16-latka Kubę Mirka i 10-latkę Magdę Agnieszkę. A także dwa koty – Misię i Pikselka i psa Dragona.

Od najmłodszych lat książki są moimi wiernymi towarzyszami, w moim rodzinnym domu zawsze dużo się czytało i tą pasją zostałam zarażona, o ile nie wyssałam jej z mlekiem matki (eee, byłam karmiona butelką, chyba że w mieszance coś było).

Mieszkam we Wrocławiu, ale urodziłam się w Wałbrzychu i w tym mieście będzie się działa akcja mojej najnowszej książki "Lepsze jutro", którą zacznę pisać po wakacjach.

Właśnie... pisanie... Ach, to coś wspaniałego! Zaczęłam pisać pod koniec 2008 roku i nie zamierzam przestać. Do tej pory wydałam 4 książki i jednego e-booka, do którego napisałam opowiadanie wspólnie z moimi przyjaciółkami Sil i Kaś.

Właśnie... przyjaciele... Poznałam grupę fantastycznych osób, w momencie, gdy zaczęłam pisać. Od tamtej pory trzymamy się razem, spotykamy, jeździmy razem na weekendy, w tym roku spędzamy razem urlop. Wiecie... oprócz fantastycznych maili od wiernych Czytelników, oprócz niesamowitej atmosfery na spotkaniach autorskich, oprócz satysfakcji i poczucia spełnienia... to, że mam tylu wiernych przyjaciół, jest jednym z najlepszych skutków ubocznych mojego pisania.

Muzyka, kocham ją! Jest moją inspiracją, lekiem na całe zło, nieodłącznym towarzyszem podczas jazdy samochodem i podczas tworzenia. Moje ulubione zespoły to Within Temptation, Lacuna Coil, Linkin Park, Nightwisch, Metallica, Apocaliptyca, Guano Apes i wiele innych. W październiku jedziemy całą ekipą na koncert Within Temptation do klubu Stodoła w wawie.

Praca. Pracuję w dużym holdingu finansowym, lubię swoją pracę, firmę, ludzi. Czasami jest ciężko, ale gdzie nie jest?

Marzenia. Mam ich mnóstwo. Kiedyś marzyłam, aby zostać aktorką. Potem miałam być nauczycielką. Teraz zajmuje się marketingiem internetowym, sprzedażą produktów finansowych i pisaniem książek. W sumie... może być;) Chciałabym kiedyś mieć domek nad jeziorem, gdzie komary cięłyby niemiłosiernie, a ja pisałabym z jeszcze większym zacięciem. A tak naprawdę chciałabym aby moje dzieci były szczęśliwe. I zdrowe. To jest najważniejsze.

I cieszę się, że znalazłam się w tym szalonym blogowym świecie. I możecie wierzyć lub nie, ale w tym przedstawieniu byłam do końca sobą :)

Do zabawy zapraszam Viconię

A tę laskę kupię, gdy sprzedam moją obecną dziewczynę (bo pod tym względem jestem modelowym facetem, istnieje dla mnie tylko jedna marka samochodu):

A to moja Madziucha:

A to Kuba:


poniedziałek, 13 czerwca 2011

Romansowo i... suspensowo

Jadę w piątek z pracy do domu, dzwoni moja komórka. Pani z kanału AXN.
- Czy z panią Agnieszką Łoniewską rozmawiam?
- No tak.
- Brała pani udział w konkursie na Onecie?
- Eeeee  - moja inteligentna odpowiedź. - W jakim konkursie?
- Z serialem Nikita.
- Aaaa, eee, noooo taaaak - ciąg dalszy mojej elokwencji.
- To miło mi panią poinformować, że wygrała pani komplet filmów, proszę tylko o potwierdzenie adresu do wysyłki.

I tak oto stałam się posiadaczką trzech filmów mistrza suspensu, wspaniałego Alfreda Hitchcocka:
"Cień wątpliwości"
"Kłopoty z Harrym"
"Człowiek, który wiedział za dużo".

A kilka dni temu przyszła przesyłka od przemiłej pani Moniki z Wydawnictwa Mira, w której był romans historyczny Candace Camp "Tajemnica panny Hamilton". Czasami lubię:)
I lubię niespodzianki i wygrane, o tak, zdecydowanie!


niedziela, 12 czerwca 2011

Colin Dexter "Nabożeństwo za Wszystkich Zmarłych"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości serwisu Zbrodnia w Bibliotece.


"Mam skłamać. Nie, nawet teraz nie jestem zupełnie szczera. Kazał mi uroczyście przysiąc na własny honor, że skłamię. Bezustannie podkreślał, że będzie to jedno kłamstwo, że nie będę musiała robić nic więcej (...)".

Jedno kłamstwo, jedno zafałszowanie prawdy, jedna zmowa. Pięć morderstw. Czy są ze sobą powiązane? I dlaczego wszystkie tropy prowadzą do Kościoła św. Frideswidy? Wiele pytań i zagadek pojawia się w książce "Nabożeństwo za Wszystkich Zmarłych" Colina Dextera.

Tym razem inspektor Morse i jego pomocnik sierżant Lewis przejmują, zamknięte juz przez policję, śledztwo w sprawie zabójstwa kościelnego Harry'ego Josephsa. Okazuje się, że nie był on jedyną ofiarą. A gdy Morse, z właściwą sobie systematycznością i wrodzoną umiejętnością wyłapywania szczegołów, zaczyna docierać do coraz bardziej zaskakujących szczegołów wydarzeń w kościele, ofiar pojawia się więcej i więcej. To tak, jakby otworzył złowrogie przejście, przez które z kolejnych osób powiązanych ze sprawą, w zagadkowy sposób uchodzi życie.

Kto zabił Josephsa? Kto zabił pozostałe ofiary? Czy wszystko jest takie oczywiste, jak podają policyjne raporty? A jeśliby... ktoś skłamał? A jeśliby kłamstw było więcej? A jeśli... to byłby spisek? Który miałby na celu zafałszowanie obrazu, na który wszyscy patrzyli, a nikt nie dostrzegał jego nieprawdziwości? To co wtedy? Czy Morse i Lewis będą potrafili dopatrzeć się prawdy?

Na pewno napotkają na swej drodze dużo przeszkód i niebezpieczeństw. A sam inspektor napotka jedną, bardzo silną pokusę, która nie będzie tylko i wyłącznie pokusą, ale pojawi się niebezpiecznie blisko jego spragnionego czułości serca.

Myślę, że każdy Czytelnik, który raz sięgnie po książkę z serii o inspektorze Morsie i jego pomocniku, sierżancie Lewisie, zasiądzie do lektury i następnych części. Książki wciągają, są miejscami zabawne, intrygują i zawsze zaskakują. Kryminalna zagadka jest zawsze zagadką i pozostaje nią niemal do końcowych kart książki. Do momentu, w którym sam Morse nie odsłoni prawdy. I przed bohaterami powieści i przed nami. Zdenerwowanymi Czytelnikami. Zachęcam i polecam, wielbiciele kryminalnych opowieści nie będą czuli się zawiedzeni.


piątek, 10 czerwca 2011

Los czasami jest bardzo kręty, ale prawdziwa miłość pokona wszystko...


(przynajmniej warto w to wierzyć) A ja... a ja lubię o tym pisać.
Dwóch braci. Jeden z nich zostaje adwokatem, drugi... działa w zorganizowanych grupach przestępczych. Dlaczego? Co go do tego skłoniło. Tego jeszcze nie wiecie, ale i te karty zostaną odkryte.
Ona, Kasia, zakochuje się w chłopaku swej przybranej siostry. Potem, po latach, Katarzyna zostaje prokuratorem.
Walczy z przestępcami, takimi jak brat jej byłego ukochanego. I nie wie jeszcze, że znajdzie się na sali sądowej razem ze swoją byłą i jedyną miłością. A ludzie, dla których życie ludzkie jest mniej warte niż paczka prochów, postanowią usunąć ze swej drogi wszelkich przeciwników.

Książka "Zakręty losu" jest wprowadzeniem do trylogii o rodzinie Borowskich, o Krzyśku i Łukaszu, zwanym "Lukasem". Jest moją ukochaną historią, akcja rozgrywa się na przestrzeni kilkunastu lat w moim mieście, czyli we Wrocławiu.
Pod koniec 2011 roku ukaże się druga część "Zakręty losu-Braterstwo krwi", w której więcej do powiedzenia będzie miał Łukasz Borowski, a Krzysiek znajdzie się w sytuacji nie do pozazdroszczenia.

- Nie uciekam. To nie tak. Wiem, że się boisz, ja też się boję. Każdego dnia. Każdej nocy. Że znowu coś się stanie. Ale nie boję się o siebie. Ciągle mam przed oczami twój obraz, wtedy gdy znalazłem cię w tej piwnicy. - Jęknął cicho, trzymając ją tak mocno, że prawie nie mogła oddychać. - Chciałbym, żeby ktoś skasował mi moją pieprzoną pamięć, żeby wytarł te cholerne wspomnienia, które ciągle we mnie siedzą i wracają, wracają... I męczą mnie. Te obrazy... Ty pobita, w szpitalu... Nasze dziecko... Boże... Już by chodziło, mówiłoby mamo, tato... - wbił silne palce w jej ramiona, na pewno sprawiając jej ból, ale ona nie zwracała na to uwagi, tylko gniotła w dłoniach jego marynarkę i wtulała w nią mokrą od łez twarz.

- Dlaczego mi tego nie mówisz? Krzysiu? Dlaczego ciągle dusisz to w sobie? Nie możesz tego robić... Nie możesz... - szlochała, a on trzymał ją w mocnych objęciach, ale jego twarz przypominała maskę.
- Katka. Nie chcę do tego wracać. To, że siedzi to we mnie... to nie może zaważyć na naszym wspólnym życiu.
- Ale we mnie też to siedzi. I zawsze będzie.
- Wiem. Dlatego musimy to zdusić. I nie pozwolić na to, żeby kiedykolwiek się wydostało. Bo to tak, jakbyśmy ciągle żyli z tymi wszystkimi chorymi rzeczami. Jakby cała ta pierdolona mafia rozlokowała się w naszym domu i nie miała zamiaru go opuścić. Jeśli nazywasz to ucieczką... to może tak jest. Bo nie chcę, żeby te gnoje zawładnęły twoim życiem. - Krzysiek odsunął Kaśkę i spojrzał w jej zapłakane oczy.
- A twoim mogą? - szepnęła.
Mężczyzna zacisnął szczęki i spojrzał gdzieś ponad jej głową.
- Chcę tylko żyć normalnie. Chcę, żebyś była bezpieczna. Żebyś była szczęśliwa.
- Jestem szczęśliwa. Jeśli tylko ty jesteś przy mnie. - Powiedziała już spokojniejszym głosem,
obejmując jego twarz dłońmi.
Rzucił jej szybkie spojrzenie, ale dostrzegła w jego oczach coś na kształt bólu i żalu.
- Będę przy tobie. Zawsze. Ale nie pozwolę, żeby znowu dotknęło cię to całe gówno. Już nigdy do tego nie dopuszczę. - Powiedział tak zimnym i twardym tonem, że Kaśka miała wrażenie, że nie rozmawia z nim, tylko z jego bratem, który właśnie w taki sposób zawsze zwracał się do ludzi.
- A ja nie pozwolę, żebyśmy znowu przechodzili przez to osobno. - Ona też powiedziała to twardym tonem, pocałowała go, wytarła policzki i wyszła, nie patrząc na ściągniętą twarz męża.

A zły brat? Lukas? Czy naprawdę jest taki zły? Z gruntu? Z natury? Czy Lukas ma serce? I czy to serce potrafi kogolwiek kochać?

Gdy wszedł do mieszkania, po cichu otwierając drzwi, żeby ich nie obudzić, zobaczył lekką poświatę dochodzącą z salonu. Zajrzał do środka i dostrzegł Magdalenę, śpiącą na jego sofie. Leżała na boku, dłonie ułożyła pod lewym policzkiem i oddychała cicho i spokojnie.
Czekała na niego...
Zrzucił kurtkę, okulary, poszedł do łazienki, wyjął szkła kontaktowe, umył twarz i dłonie i wszedł do salonu. Od razu napotkał jej spojrzenie.

Oczekujące.

Ciepłe.

Pragnące.

Wiedział, że teraz... nadeszła pora spowiedzi.

Ona będzie jedyną osobą, która pozna prawdziwego Łukasza Borowskiego.

A potem... wszystko będzie zależeć tylko i wyłącznie od niej.

- Czekałam na ciebie, ale zasnęłam - uśmiechnęła się niepewnie.
- Miałem spotkanie. Ale urwałem się - usiadł w fotelu i patrzył na nią bez uśmiechu.
- Spotkanie w twoim klubie?
- To nie jest mój klub - westchnął.
- Łukasz - wstała i podeszła do niego. - Jeśli... jeśli to jest dla ciebie trudne... rozumiem. Sama wiem jak ciężko jest mówić o strasznych rzeczach, o sprawach, o których chciałoby się zapomnieć. Ale... chciałabym zrozumieć. - Stała i patrzyła na niego z góry.
- To jest trudne. Ale zrobię to. Pierwszy raz życiu. A potem... - Zacisnął szczęki. - Potem... znienawidzisz mnie...
- Kim jesteś, Łukasz? - Spytała cicho, siadając na sofie i patrząc na mężczyznę, który oddychał ciężko i zaciskał szczęki, miotany wewnętrznymi rozterkami.
Jak zacząć?
Co powiedzieć?
Wreszcie, wziął głęboki wdech i zaczął mówić.
- Jestem przestępcą. Od siedemnastego roku życia działam w zorganizowanych grupach przestępczych. Zacząłem już w liceum, handlując prochami. Potem zaliczyłem dwa lata studiów, cały czas dilując i w końcu przerwałem studia, bo miałem już tyle kasy, że uznałem, że to będzie mój sposób na życie. - Łukasz mówił obojętnym tonem, patrząc jej prosto w oczy. - I tak się zaczęło. Wyprowadziłem się z domu, doprowadzając moich rodziców do rozpaczy. Rzuciłem się w wir nocnego życia. Wiesz... łatwa kasa, łatwe dziewczyny, wieczne imprezy. Zadymy, bójki, potem doszły większe sprawy, pobicia na zlecenie, porwania, wymuszenia, zbieranie haraczy z dyskotek. Piąłem się coraz wyżej, przejmowałem knajpy, kluby, rynek dilerki. Odnalazł mnie jeden człowiek, który działał na wschodzie kraju, jeden z ludzi Siergieja, szefa bułgarskiej mafii. Zaprosił do Rzeszowa, poznałem głównego bossa. Zaproponował mi przejęcie interesów w zachodniej części Polski. I tak zostałem szefem. Stałem się Lukasem. Zimnym skurwielem. - Spojrzał na nią uważnie. - Nadal chcesz słuchać?

Jeśli porwała Was historia Krzyśka, Kaśki i Łukasza, to możecie być pewni, że w "Zakrętach losu-Braterstwie krwi" będzie się działo jeszcze więcej. Będzie dużo rozgrywek mafijnych, Lukas niczym romantyczny bohater przejdzie przemianę (ale nie szalejmy, nie do końca), będzie też występował jako agent pod przykrywką.
Tak będzie wyglądała okładka tej drugiej odsłony o braciach Borowskich:



środa, 8 czerwca 2011

Colin Dexter "Ktokolwiek widział"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości serwisu Zbrodnia w Bibliotece.

„Nie wszystko jest zawsze takie, jakie się wydaje.

Pierwsze wrażenie jest zwodnicze dla wielu”

Fedrus

Ten cytat, wykorzystany w książce Colina Dextera „Ktokolwiek widział”, idealnie oddaje intrygę, z jaką tym razem przyszło się zmierzyć Inspektorowi Morse’owi. Angielski policjant otrzymuje nowe zadanie od swojego przełożonego. Jest nim poprowadzenie tajemniczej sprawy zaginięcia młodej dziewczyny, Valerie Taylor, nad którą pracował inny genialny gliniarz, Ainley. Gdy ten ostatni odkrył coś i wrócił do śledztwa sprzed trzech lat… zginął w wypadku samochodowym. Nieszczęśliwy zbieg okoliczności? Być może. Ale tylko być może. Bo w tej opowieści mnoży się od mylnych tropów, ofiar i winnych. Morse, jak zawsze, angażuje się w śledztwo całym sobą i pomaga mu przy tym jego wierny kompan, sierżant Lewis. Ten pierwszy tworzy kilka scenariuszy, w których los Valerie jest zawsze przesądzony, a ukazana śmierć dziewczyny mrozi krew w żyłach. A podejrzanych jest całe grono, jej matka, ojczym, nauczyciele ze szkoły i sam dyrektor szkoły. Czy któreś z nich zabiło piękną młodą dziewczynę? Co tak naprawdę stało się z Valerie Taylor? W miarę postępu śledztwa zostaje popełnione morderstwo, które zdaje się być połączone z zaginięciem sprzed lat. Morse, z właściwym sobie zacięciem i swoimi, dziwnymi nieco sposobami, prowadzi sprawę i zabójstwa i zaginięcia młodej Taylor. Spotyka na swej drodze gromady pięknych kobiet i jego męska dusza przeżywa prawdziwe katusze. Bo Morse to po prostu facet. Lubi cieszyć oko pięknem kobiecego ciała, oddaje się szalonym marzeniom i popija zimne piwo. To człowiek z krwi i kości, mający swoje słabości, a także chwile zwątpienia. Za to rzadko kiedy wątpi w niego jego partner, sierżant Lewis i w tej opowieści również będziemy świadkami głębokiej wiary Lewisa w dedukcyjne umiejętności Morse’a. Czy słusznie? Przekonajcie się sami.

Jak wszystkie książki Dextera, ta także zaskakuje i trzyma w napięciu. Sprawia, że nie chce się zamknąć lektury, dopóki nie pozna się prawdy i dopóki intryga nie stanie się dla nas jasna. W moich poprzednich recenzjach książek z Inspektorem Morsem w roli głównej, już zaznaczyłam, że to jedna z moich ulubionych serii i jeden z moich ulubionych bohaterów. Nie lubię się powtarzać, ale tym razem to zrobię. Bo tak właśnie jest. Kryminalne zmagania Morse’a jako genialnego detektywa i życiowe pokonywanie zakrętów losu Morse’a, jako ujmującego faceta, są niezwykle wciągające, ujmujące i stanowią niezły narkotyk dla osób ceniących dobry kryminał z obyczajowym wątkiem w tle. A ja do takich należę. Oczywiście polecam.

poniedziałek, 6 czerwca 2011

Zbrodnia w Bibliotece mnie lubi:)

ja ją też:) w sensie jego, czyli portal, serwis... noo wiecie o co mi chodzi :)
Kolejna przesyłka z książkami, dziękuję serdecznie Panie Kazimierzu:):):)
A to sobie zamówiłam:
Katarzyna Rogińska "Wieża sokoła" (z autografem autorki)
Jeffrey Archer "Synowie fortuny"
Sebastian Fitzek "Kolekcjoner oczu"
Mark Billingham "Mściciel"

I niespodzianka od ZwB (i jak tu ich nie kochać?)
"Tajemnica Neptuna. Gdańskie opowiadania kryminalne" i audiobook "Festung Breslau" Marka Krajewskiego.

DZIĘKI!!!!!!!!!!!

Dla debiutantów-konkurs

"Moje" wydawnictwo Novae Res ogłosiło konkurs na Literacki Debiut Roku. To szansa dla debiutantów, którzy jeszcze nigdzie nie publikowali swoich tekstów. Chyba warto spróbować:)

niedziela, 5 czerwca 2011

Colin Dexter "Ostatni autobus do Woodstock"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości serwisu Zbrodnia w Bibliotece.

To moje kolejne spotkanie w Inspektorem Morsem i po raz kolejny się nie zawiodłam. Niesamowita intuicja, uszczypliwe poczucie humoru, przysłowiowy szósty zmysł i detektywistyczny nos, a także pokazanie swoich wad, przywar i słabości, sprawiają że Morse'a traktujemy jak normalnego człowieka. Obdarzonego wprawdzie przenikliwością i błyskotliwością, ale mającego wady jak każdy z nas. W książce Colina Dextera "Ostatni autobus do Woodstock", Morse musi się zmierzyć i ze sprytnym i kłamliwym mordercą, a także z własnymi słabościami i ukrytymi pragnieniami.

Zostaje zamordowana piękna młoda dziewczyna, Sylwia Kaye. Jej ciało znaleziono nieopodal baru, ofiara miała rozstrzaskaną czaszkę, a stan jej odzieży wskazywał także na to, że została zgwałcona. Sylwia pracowała w firmie ubezpieczeniowej, w której zatrudniona była także Jennifer Coleby. Czy dziewczyna mogła mieć coś wspólnego z zabójstwem koleżanki? A może coś więcej będzie miał do powiedzenia profesor uniwersytetu, Bernard Crowther? Lub jego żona Margaret? Są jeszcze współlokatorki Jennifer, Sue i Mary. No i jakie znaczenie dla całej sprawy ma tajemniczy list z licznymi błędami i ortograficznymi i stylistycznymi?

Pytania, intrygi, zagadki i kłamstwa mnożą się na każdym kroku. A inspektor Morse i sierżant Lewis muszą odnaleźć się w tej pełnej mylnych tropów historii i co najważniejsze, muszą znaleźć mordercę. Co stanowi zresztą największe zaskoczenie w tej kryminalnej opowieści i tym samym spełnia wszelkie życzenia i oczekiwania, jakie ma czytelnik co do dobrego kryminału.

Oczywiście niesamowitego smaczku dodaje sposób prowadzenia śledztwa przez Morse'a, jego zagadkowe zadania, które przydziela swoim ludziom, zupełnie nie mające jakby sensu, a niosące ukrytą odpowiedź na zadawane pytania. W tej odsłonie jesteśmy także świadkami uczuciowych porywów inspektora, który zakochuje się w pewnej przepięknej dziewczynie. Jak skończy się śledztwo i jak skończy się miłosna przygoda Morse'a przekonacie się, gdy sięgniecie po książkę Colina Dextera.

Zachęcam do zagłębienia się w opowieści o angielskim inspektorze, gdyż historie te są pełne typowego angielskiego humoru, ukazują żmudne aspekty śledztwa i fantastyczne umiejętności dedukcji, przypominające metody działania najsłynniejszego z detektywów. A w tym wszystkim główny bohater ujmuje swoją prostotą i wrodzoną inteligencją. "Ostatni autobus do Woodstock" uważam za zgrabny i ciekawie poprowadzony kryminał, pełen zawirowań, niedopowiedzeń i zaskakujących zwrotów akcji. Bo czasami... jedna decyzja, jeden spóźniony autobus... mogą zmienić ludzki los. Albo go zakończyć. Polecam.

piątek, 3 czerwca 2011

Gdańska niespodzianka:)

Dostałam dzisiaj przesyłkę, która była dla mnie kompletnym zaskoczeniem i niespodzianką. Moja serdeczna koleżanka "po piórze", Ania Klejzerowicz, wysłała mi zbiór opowiadań poświęconych miastu Gdańsk, zatytułowany "Narracje. 6 opowiadań o Gdańsku", w którym to zbiorze znajduje się także jej tekst "Pejzaż z wozem konnym".
Dziękuję za tak niesamowitą niespodziankę i przemiłą dedykację:)
Gratulacje Aniu!!!

moje wrażenia po lekturze książki "Bierki" na portalu DużeKa

Zapraszam do lektury recenzji książki Marcina Szczygielskiego "Bierki", która ukazała się na portalu DużeKa:





czwartek, 2 czerwca 2011

Wywiad ze mną:)

Na blogu "Moje recenzje książek" przesympatyczna autorka tego bloga przeprowadziła ze mną wywiad. Było mi niezmiernie miło i z tego miejsca serdecznie dziękuję i pozdrawiam Annę:)
A pod tym linkiem możecie poczytać to i owo o mnie, moich planach i o tym co mi tam w duszy gra:

środa, 1 czerwca 2011

Tomasz Białkowski "Teoria ruchów Vorbla"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Janka.

Ruchy Browna to chaotyczne ruchy cząstek w płynie (cieczy lub gazie), wywołane zderzeniami zawiesiny z cząsteczkami płynu. Tak tłumaczy to zjawisko Wikipedia. Czy jesteśmy właśnie takimi cząstkami, poruszającymi się chaotycznie, rachitycznie wykonującymi niemrawe ruchy na paśmie zwanym życiem? Czasami się zderzamy, ale nie jest to przez nas zamierzone, czy planowane, nie mamy na to wpływu. Możemy tylko bezradnie obserwować trajektorię swego lotu od poczęcia aż do śmierci. A co, jeśliby okazało się, że jakaś nieznana siła spowoduje, iż naszym ruchem przestanie rządzić chaos i wszystko stanie się uporządkowane i zmierzające w jednym kierunku? Wspólnym kierunku dla nas wszystkich?

Książka Tomasza Białkowskiego "Teoria ruchów Vorbla" jest opowieścią o zagmatwanych ludzkich losach, nieprzewidywalnych ruchach, wyborach, decyzjach. Mogę z pewnym wahaniem powiedzieć, że głównym bohaterem jest Seweryn Vorbl, blisko pięćdziesięcioletni profesor fizyki, który znajduje się w symbolicznym momencie swojego życia. Ma żonę, syna, którego od lat nie widział, matkę, której nie widział jeszcze dłużej. Ukochany pies Kuba jest jego najlepszym przyjacielem, kochanka Dorota traktuje go jak narzędzie. W Sewerynie siedzi jego tragiczna przeszłość, a przeznaczenie jest determinowane przez imię noszone przez człowieka, co stanowi przedmiot zainteresowania bohatera. Poznajemy historię jego rodziny, jego rodziców, a także jego własną. Z szerokimi retrospekcjami i dygresjami, opowieść staje się rysem wielu postaci, ich charakterologiczną wiwisekcją, która czasami wzrusza, czasami bawi, czasami przeraża. I na uwagę zasługuje niesamowita symbolika, której główną osią jest... stół w rodzinnym domu bohatera.

Białkowski bawi się słowem, niekiedy jego opowieść zmierza wolnym krokiem w kierunku groteski, czasami bliżej jej jest do dramatu, innym razem psychologia i analiza ludzkich charakterów zdają się brać narrację w posiadanie. A czasami... czasami przeczytane wersy wywołują dreszcz przerażenia i zwykłego, prymitywnego strachu.

Niesamowita lektura, wciągająca, porywająca, nie dająca odłożyć się na później. Budzi refleksje, prowokuje pytania, obnaża bezlitosną prawdę o człowieku. Jesteśmy zwierzętami, rządzą nami instynkty, popędy, a tak naprawdę jesteśmy słabi i wszyscy zmierzamy w jednym kierunku. Śmierć będzie naszym wspólnym finiszem, choćbyśmy startowali z wielu różnych miejsc, osiągali różne statusy i pozycje, to i tak nasza cząsteczka trafi tam gdzie i pozostałe. Nasze ciała zacznąć stygnąć, będziemy mieć plamy opadowe i gdyby nie lodówki, zaczęlibyśmy śmierdzieć. Więc... chyba warto żyć i to nie tak, jak bohaterowie książki Białkowskiego.

Polecam tę lekturę, przede wszystkim dojrzałemu i wymagającemu czytelnikowi, gdyż nie jest to lekka opowiastka, po przeczytaniu której szybko się o niej zapomni. Niewątpliwym plusem jest to, że umiejętna narracja i nakładające się jak w kalejdoskopie obrazy, sprawiają że książkę czyta się błyskawicznie. Moim ulubionym bohaterem jest sam Vorbl, a także jego kochanka Dorota. No i wspaniały Andrzej Vorbl, ojciec Seweryna.

Niesamowita opowieść, świetny język, wspaniała narracja i uszczypliwe, niekiedy złośliwe, bezlitosne poczucie humoru. Czyli to, co bardzo lubię. Żeby dać wam namiastkę tego, o czym mówię, wrzucam fragment, który jest myślami Seweryna Vorbla. Jeden z moich faworyzowanych.

"(...) Jak on się nazywał? Świerzb? Nie, jaki świerzb? Kto by się tak nazywał? Chrzęst? Jakoś inaczej. Śmierć. He, he, to by było dobre. Doktor Śmierć. Wzbudza respekt, nie ma co. Tu Vorbl pomyślał o swoim marnym zdrowiu, zakasłał. Zakręciło mu się w głowie. Znowu był spocony. Nikt nie może się tak nazywać! Śmierć. I nagle sobie przypomniał: Świerszcz! Tak, ten facet nazywał się Świerszcz. Co za głupie nazwisko! Jak do takiego głupiego nazwiska znaleźć imię, które je zrównoważy? Nada nieco powagi? Ja bym mu dał na imię Ernest. To przecież z germańskiego "poważny". Tak, bez wątpienia facet jest śmiertelnie poważny."

A i jeszcze jedno. Gdy przestanę śnić... zacznę się poważnie martwić.