Sławomir Koper "Życie prywatne elit Drugiej Rzeczypospolitej"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Bellona.

„Życie prywatne elit Drugiej Rzeczypospolitej” autorstwa Sławomira Kopra, to ciekawie przedstawione kulisy życia prywatnego osób, znajdujących się na politycznym świeczniku dwudziestolecia międzywojennego. Jakie słabości miał Józef Piłsudski? Co było jego ulubionym napojem? Dlaczego jego kochanka, młoda lekarka Eugenia Lewicka, popełniła samobójstwo? Kim naprawdę był Wieniawa-Długoszowski? Był bardziej pierwszym ułanem Rezczypospolitej, czy może lirykiem i artystą? Kto tak naprawdę rządził w domu Ignacego Paderewskiego? Jaka jest tajemnica jego testamentu? A Rydz-Śmigły? Artysta plastyk, czy może idealny dowódca? A może kolaborant? Poznajemy także szczegóły życia Ignacego Mościckiego i Stanisława Wojciechowskiego.

Książka przedstawia znane osobistości z całym arsenałem ich człowieczeństwa. Przestają być tylko suchymi nazwiskami, zapisanymi na kartach historii, stają się żywymi ludźmi z wszystkimi konsekwencjami z tym związanymi. Kochają, bawią się, piją, kłamią, zdradzają, w końcu giną. W różny sposób, czasami tragicznie, czasami cicho, czasami śmiercią samobójczą.

Historię czyta się sprawnie, jak czarno-biały film z lat dwudziestych, można poczuć atmosferę klubów, kawiarni, kabaretów. Bo pomimo ciągłych rozruchów na polu bezpieczeństwa państwa, ludzie toczyli normalne życie, oddawali się rozrywce, pasjom, grali w brydża, odwiedzali kabarety, po prostu żyli. I w taki właśnie sposób Sławomir Koper przedstawił elity drugiej RP. W sposób ludzki, zrozumiały, prosty, bez ubarwień, niepotrzebnej sztampy czy fajerwerków.

Zachęcam do lektury tej książki, która dostarcza oprócz wiedzy czysto historycznej, informacji o normalnym życiu w dwudziestoleciu międzywojennym, a także o ważnych dla Polski chwilach, pokazanych od tej drugiej, mniej oficjalnej strony.

A na zakończenie wiersz autorstwa Wieniawy-Długoszowskiego, zwanego pierwszym ułanem Rzeczypospolitej, zatytułowany „Ułańska jesień”:

„Przeżyłem moją wiosnę szumnie i bogato

Dla własnej przyjemności, a durniom na złość,

W skwarze pocałunków ubiegło mi lato

I szczerze powiedziawszy-mam wszystkiego dość…

Ustrojona w purpurę, bogata od złota

Nie uwiedzie mnie jesień czarem zwiędłych kras,

Jak pod szminką i pudrem starsza już kokota,

Na którą młodym chłopcem nabrałem się raz.

A przeto jestem gotów, kiedy chłodną nocą

Zapuka do mych okien zwiędły klonu liść,

Nie zapytam o nic, dlaczego i po co,

Lecz zrozumiem, że mówi: „no, czas bracie iść”.

Komentarze

  1. Już od bardzo dawna chcę przeczytać tą książkę, Twoja recenzja jeszcze bardziej mnie zachęciła! ;)
    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, przede mną kolejna pozycja tego samego autora:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeczytałem i bardzo mi się podobała ta pozycja :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. no no, choć to nie moja bajka, zapowiada się bardzo ciekawie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo ciekawa lektura :) i oczywiście recenzja.

    OdpowiedzUsuń
  6. mam tak wielką chęć na tę książkę, jak i na jego pozostałe dwie, że aż mnie skręca. Zamawiać dopiero będę za jakiś czas, na razie musi mi wystarczyć czytanie recenzji

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz