Kiedyś się przebudzisz...


Wiedział, że popada ze skrajności w skrajność, z jednego szaleństwa w drugie. Matka na początku się przeraziła, ale w końcu zrozumiała, że syn musi mieć jakieś zadanie, jakąś perspektywę, zawsze do czegoś dążyć, bo inaczej złowroga przeszłość może się upomnieć o swoje i ponownie zacząć zbierać bolesne żniwo. Do tego nie można było dopuścić. I Jarek nie dopuszczał. Po tym, co stało się w grudniu, myślał, że znowu będzie szalał. Że znowu dopadnie go wewnętrzna pożoga, wspomnienia, ból. A jednak zawziął się w sobie, parł do przodu, jasno wytyczając sobie cel. Pomimo tego, że ona bardzo go zraniła. Wówczas myślał, że pęknie mu serce. Albo że zrobi coś złego, coś niebezpiecznego. Sobie, jej, jemu, światu. Opanował szaleństwo, destrukcyjne zapędy skrył głęboko w duszy i po prostu… odszedł. Zostawił ją w spokoju, wybaczył, jak oto prosiła, mając na uwadze to, że ona kiedyś wybaczyła jemu. I znowu wyjechał. Czasami się zastanawiał, czy nie ma tego we krwi. Ciągła ucieczka? Rejterada? Nie! Nie tym razem.

PRZEBUDZENIE. ŁATWOPALNI II.




Komentarze

  1. Czuję się skuszona :) A to jeszcze tyle czasu...

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapowiada się ciekawie, a ja jeszcze pierwszej części nie przeczytałam :(

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz