"Ślubne marzenia" Diana Palmer

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Mira.

Przeczytałam romans. Autorką jest Diana Palmer, znana twórczyni właśnie tego gatunku, o którym piszą w Wikipedii, że jest utworem prozatorskim o tematyce miłosnej i przygodowej, niekiedy świadomie stylizowanym na wzór z przeszłości. Czyli na opowieść pełną zawirowań, zagmatwaną, awanturniczą historię o miłości, prowadzącą zazwyczaj do szczęśliwego zakończenia. No cóż… Nic więcej dodać nic ująć. W zbiorku „Ślubne marzenia” znajdujemy dwie opowieści, godne reprezentantki powyższego gatunku.
Pierwsza z nich, zatytułowana „Australijczyk” przedstawia losy młodej nauczycielki Priscilli, która powraca z Hawajów do domu, do Australii. Tam czeka na nią znienawidzony Jonathan, starszy od niej o dziesięć lat farmer, w którym kocha się od dawna, a który bardzo ją skrzywdził. Dziewczyna, a właściwie już kobieta, próbuje ułożyć swoje życie, ale nie będzie to łatwe, gdyż Australijczyk wyraźnie coś do niej czuje i nie zamierza tak łatwo się poddać. Ale Priscilla pamięta wydarzenia sprzed lat i nie zamierza ponownie dać się zranić.
Druga historia to „Gra uczuć”, przedstawia młodą pisarkę romansów historycznych Katriane, która mieszka ze swoją przyjaciółką Adą. Katriane nie ma najbliższej rodziny, to właśnie Ada jest jej bliska i obie kobiety traktują się jak siostry. Jednakże Ada ma starszego brata-Egana, który zdecydowanie, od pierwszych momentów kiedy tylko poznał Kati, pała do niej dziwną mieszanką uczuć. Uczuć, w których przeważającą rolę odgrywa nienawiść. Oczywiście, od nienawiści do miłości niedaleko, ale zanim do tego dojdzie, Egan niejednokrotnie zrani Kati, która wyleje przez niego morze łez. Bo Egan ocenia wszystko po pozorach i tak naprawdę nie zna tej wrażliwej kobiety, wie jedynie, że zaczyna jej coraz bardziej pożądać.
Właśnie na tym opierają się te dwie historie. Pożądanie, pragnienie, on o wiele starszy, ona niewinna, od lat coś do niego czująca. Schemat, na którym zostały oparte te dwie opowieści. Idealny przykład klasyki gatunku. W końcu nie od dzisiaj Diana Palmer nazywana jest królową romansu. Książkę czyta się oczywiście bardzo szybko i sprawnie. Bo po to chyba jest taka opowieść, przeczytać, zrelaksować się i zapomnieć. Jak dla mnie, idealna opowieść na plażę, kiedy świeci słońce, szumi morze, popijamy zimnego drinka i możemy oddać się lekturze, w której mnoży się od problemów, ale wiemy, że na końcu czeka nas szczęśliwe zakończenie. Bo same jesteśmy szczęśliwe, leżąc na rozgrzanej od słońca plaży. Oczywiście, pod warunkiem, że lubimy taką literaturę. Więc dodam, że na pewno dla wielbicielek gatunku. Ale w sumie… od czasu do czasu… można:)

Komentarze

  1. heheh to ja chyba jednak nie sięgnę po tę książkę bo wymagam od lektury nieco więcej polotu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. dokładnie Kaś, idealna lektura na plażę;) Zresztą będziemy tam razem:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Okładka przyciągnęła moje oczy, a recenzja bardzo zachęciła :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Teraz właśnie czytam. juz pierwsze opowiadanie za mną. Doczytam recenzję jak skończę coby się nie sugerować :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam :) Przyjemna, lekka książka, ale Hotel na rozdrożu podobał mi się bardziej ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Sandra Brown "Następny świt"

Nora Roberts "Słodka zemsta"

Joy Fielding "Zawsze ktoś patrzy"