Ważna kwestia wielkości;)

Tak sobie postanowiłam skrobnąć parę słów na temat, gdzie warto wydawać? W młodym, małym, nieznanym wydawnictwie, czy w dużym i znanym?


Tu i tam przeczytałam, że mały wydawca nie jest w stanie się przebić w gąszczu wydawniczych układów, znajomości i wzajemnych uzależnień. Poza tym, pozostaje jeszcze kwestia prestiżu. I wreszcie skali rozgłosu.

A wydawca, który, oprócz tradycyjnego wydawania, oferuje jeszcze wydanie książki ze współfinansowaniem, to już w ogóle jakiś dramat.

Hm.

Szczerze?

Dopiero się odnajduję w tej całej skomplikowanej strukturze, jaką jest droga "napisanie książki, redakcja, wydanie, sprzedaż".

Wydałam "Bez przebaczenia" właśnie w młodym, "przebijającym" się na rynku, wydawnictwie. Mają również ofertę ze współfinansowaniem. Nie istnieją długo, wydają głównie debiutantów.

Czy to źle?

Że jest wydawca, który daje szansę nieznanym twórcom? Że do każdego z nich podchodzi w sposób indywidualny? Że człowiek nie jest anonimową maszyną do dostarczania tekstów i nie ma nic do powiedzenia?

Czy to uwłacza autorowi, że wydał książkę w nieznanym wydawnictwie? Po podpisaniu umowy dostałam kilka ofert od tych "dużych i znanych". Bo wiadomo, że tam reakcja na nowo wysłany tekst trwa dłużej. Ale umowa rzecz święta. A teraz... Związałam się z tym "mniejszym" na stałe. Bo jest mi dobrze. Piszę sobie spokojnie kolejną książkę, wiem, że każde moje zapytanie, każda wątpliwość nie pozostanie bez odpowiedzi. Rozliczenia ze sprzedaży dostaję na czas i nie muszę się o nie upominać. Książka "Bez przebaczenia" jest dobrze dystrybuowana, teraz, przygotowując się do wydania "Zakrętów losu", wydawca postarał się o patronów medialnych. Tak więc, wydaje mi się, że czas obalić to dziwne przekonanie, że autorzy wydający w młodych, nieznanych wydawnictwach, są mniej warci, tak samo jak same wydawnictwa.

Dziwna polska mentalność, aby krytykować wszystko i wszystkich, tak naprawdę nie wiedząc, jak wygląda druga strona medalu.

Z pozdrowieniami

Aga

Komentarze

  1. nigdy sie nad tym nie zastanawialam, ale tez nie przychodzi mi krytykowac nikogo czy zadnej firmy, ktora poczatkuje na jakimkolwiek polu. Poznajcie ich po owocach...

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadza się Kasiu, ale nas ślepe krytykanctwo jest w cenie.

    OdpowiedzUsuń
  3. To chyba najważniejsze pozostać w zgodzie z samym sobą i przekonaniem, że to co się robi jest słuszne, podziwiam za odwagę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki, na tym chyba rzecz polega:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Te wielkie i uznane dziś wydawnictwa - jak WL, W.A.B. czy Znak itp. - też kiedyż zaczynały, więc myślę, że trzeba dać szansę nowym inicjatywom. Szczególnie, że im więcej wydawnictw, tym większa konkurencja, czyli większe szanse dla autorów. Najważniejsze, żeby wydawnictwo - czy "młode" czy "stare" - było uczciwe i solidne.

    :)

    A inna - i ciekawa - jest sprawa wydawnictw typu POD, czyli ze współfinansowaniem. Nie wątpię, że w ten sposób ukazała się pula interesujących pozycji, ale... Prawdopodobnie ukazało się też wiele bardzo kiepskich czy wręcz złych (czasami dlatego, że autor nie był jeszcze gotowy na debiut, czasami dlatego że wydawnictwo było nierzetelne i nie zadbało o odpowiednią korektę/redakcję, a czasami dlatego, że nie każdy może DOBRZE pisać, za to każdy może wydać w systemie POD). Dlatego potencjalny czytelnik podejrzliwie patrzy na książki ze współfinansowaniem. I na to chyba nic nie da się poradzić. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Katia, zgadza się. Dlatego jestem za tym, żeby nie oceniać ksiązki po okładce, wydawcy po jego statusie, czy latach funkcjonowania. Przeczytajmy, zrecenzujmy, odnieśmy się... i wyróbmy sobie zdanie na podstawie doświadczeń a nie utartych schematów.
    :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Kobieta awaria :) Nowa książka pisze się :D

Czas na płodozmian, czyli komedia na czasie :)

Targi Książki w Krakowie 2017