środa, 28 sierpnia 2013

Małgorzata Warda "Jak oddech"

Czy miłość może być tak silna, że pokona wszystkie przeciwności losu? Że zwalczy wszelkie zło, przedostanie się przez okowy nienawiści, żalu, dawnych krzywd, obrazów nakładających się w umyśle człowieka? Nie wiem. Naprawdę nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie po przeczytaniu najnowszej powieści Małgorzaty Wardy „Jak oddech”.

To książka mroczna, magiczna, groźna, wzruszająca. Inna. Pokazuje miłość pewnej pary, Jasmin i Staszka. Przyjaciół od najmłodszych lat, nastolatków odkrywających tajemnice życia, młodych ludzi, którzy poznali już gorzki smak egzystencji, zafascynowanych sobą, pragnących, szukających siebie. A także wciąż rozpamiętujących to co wydarzyło się kilka lat wcześniej, coś, co sprawiło, że Jasmin nie może normalnie funkcjonować, a Staszek chciałby raz na zawsze się od tego odciąć. I wówczas… chłopak znika. Ot tak. Rano wychodzi do pracy i po prostu rozpływa się w powietrzu. Jego matka, Alicja, szaleje z niepokoju. Jasmin wpada w rozpacz, jej matka także. Po czterdziestu ośmiu godzinach rozpoczynają się poszukiwania, lecz czy nie jest już za późno? Czy to co widzi Jasmin wydarzyło się naprawdę, czy to tylko wytwór jej wyobraźni, rysowanej przez pogrążający się w rozpaczliwej tęsknocie umysł?

Pytań jest ogrom, a odpowiedzi wcale nie są takie oczywiste. Małgorzata Warda stworzyła opowieść o zagmatwanej fabule, która często pozostaje bez jednoznacznego zrozumienia prezentowanych wydarzeń. Porywa oryginalnością, ogromem uczuć i wieloma wątkami, które połączone w jedną całość sprawiają, że historia od początku do końca fascynuje i trzyma w niesłabnącym napięciu. Przeczytałam tę książkę w jeden dzień i wciąż powstrzymywałam się od tego, aby nie zajrzeć na ostatnią stronę i przekonać się, co autorka zafundowała nam w finale. I dobrze, że tego nie zrobiłam, bo odebrałabym bym sobie… element zaskoczenia? A może kolejną porcję pytań, która pojawiła się w mojej głowie? Pewnie i to i to. „Jak oddech” to powieść bardzo wzruszająca, inna, specyficzna. I jednocześnie wzbudzająca ogrom emocji i wrażeń. Polecam, po prostu trzeba tę książkę przeczytać!

„Ciepło. Zapomnę tamto ciepło, które emanowało z twojej skóry. Nie będę pamiętała, jakie w dotyku były twoje włosy, jak duża była twoja dłoń w porównaniu z moją. Zapomnę wszystko. Ciebie. Staniesz się tylko płaskim obrazem ze zdjęć, słowami, które będę odtwarzać w pamięci, ale bez twojej intonacji. Będziesz wrażeniem, czymś, czego nie udało się przytrzymać. Kimś, kogo straciłam”.[1]


[1] Str. 196, Jak oddech, Małgorzata Warda, Prószyński i S-ka, Warszawa 2013.

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Doddie Smith "Zdobywam zamek"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Świat Książki.
Recenzja przedpremierowa.


Blogi, pamiętniki, wspomnienia, przemyślenia. Głęboko schowane, a jednocześnie przelewane na papier w formie osobistych listów do nikogo. Czy nie lubimy pobawić się w podglądaczy i poznać  ludzkie tajemnice, ich skrywane marzenia, pragnienia, osobiste przeżycia? Pozwala to uczestniczyć w życiu bohaterów, poznawać ich najskrytsze myśli i choć przez moment poczuć się członkiem ich sekretnego świata. A jeśli bohaterka pisze swój pamiętnik żartobliwo-sardonicznym językiem i w dodatku mieszka na zamku w pierwszej połowie XX wieku, to tym bardziej cała historia zyskuje na swej atrakcyjności.

Takim właśnie zabiegiem posłużyła się Dodie Smith, autorka wielokrotnej przekładanej i wydawanej w różnych krajach powieści, pod tytułem „Zdobywam zamek”. Książka miała swą premierę w 1948 roku w Anglii i od tamtej pory doczekała się kilkudziesięciu wydań, zarówno w formach tradycyjnych, a także jako ebooki i audiobooki.

W „Zdobywam zamek” poznajemy historię siedemnastoletniej Cassandry, która wraz z siostrą Rose, bratem Thomasem, ekscentrycznym ojcem i jeszcze bardziej szaloną macochą, a także z przystojnym Stephenem mieszka w opuszczonym zamku niedaleko Londynu. Rodzina żyje na skraju nędzy, mimo, że pan domu ma swoim koncie jedyną napisaną książkę, która okazała się międzynarodowym bestsellerem, a za którą tantiemy już dawno zostały spożytkowane przez członków rodziny Mortmain. Teraz wszyscy żyją nadzieją, że senior rodu powróci do pisania i może w końcu zacznie zarabiać jakieś pieniądze. Wszystko zmienia się, gdy pojawiają się właściciele zamku, bogaci Amerykanie, bracia Cotton. Simon i Neil okazują się być nie tylko przystojni, ale także nieżonaci, co nie pozostaje bez związku ze starszą siostrą Rose i panującą na zamku biedą.

Jak zakończą się losy tego czworokąta, a właściwie pięciokąta, bo nie można zapomnieć o przystojnym Stephenie, który darzy gorącym uczuciem Cassandrę? Ta ostatnia jest narratorką opowieści, a wszystkie wydarzenia otrzymujemy w formie pamiętnika, pisanego przez nastolatkę. I nieważne, że powieść ta została napisana ponad sześćdziesiąt la temu, marzenia i pragnienia, namiętności i zawody pozostały takie same, w końcu to technika i medycyna się rozwinęły, ale pasje rządzące ludźmi, aż tak bardzo się nie zmieniły.

Powieść ujmuje prostotą, lekkością, poczuciem humoru, a także licznymi analogiami do znanych dzieł literackich. Nieodparcie towarzyszyło mi wrażenie, że czytam jakąś nieznaną do tej pory część Dumy i uprzedzenia. Może z lekkim powiewem nowoczesności. 

Książka Dodie Smith to uczta dla wrażeń, uczuć i wyobraźni, pozwala przenieść się na chwilę na zimne angielskie wzgórza i zaznać wolności i swobody, mimo, że w domu chłód, a wszystkie świece już dawno się wypaliły. Gorąco polecam, lektura, która powinna znaleźć się chyba w każdym kanonie.


niedziela, 25 sierpnia 2013

Agnieszka Skórzewska "Klub Księżycowej Bransoletki"

Książkę przeczytałyśmy z moją córką dzięki uprzejmości Wydawnictwa Zielona Sowa.


Klub Księżycowej Bransoletki to kolejna ciekawa pozycja dla dziewczynek, którą przygotowało wydawnictwo Zielona Sowa. Wiadomo, że dziewczynki w wieku około 8-10 lat lubią kolorowe gadżety, biżuterie i symbole, które mogą oznaczać tajemnicę i sekretne stowarzyszenia. Bohaterki pierwszej odsłony nowej serii przygotowanej przez wspomniane wyżej wydawnictwo także będą miały swój symbol i swoje tajemnice.
Główne postaci to Kamila i Marysia, przyjaciółki z podwórka, a także ze szkoły. Wkrótce ich grono powiększa się o jeszcze jedną dziewczynkę, która wprowadza się do ich kamienicy. Przyjaciółki przyjmują ją z ochotą do swojego towarzystwa i niebawem Maja przyłącza się także do ich grupy tanecznej. Dziewczynki postanawiają założyć Klub Księżycowej Bransoletki, którego symbolem jest srebrny księżyc, zawieszony na kolorowej bransoletce. Oprócz tego symbolu dziewczynki łączy wiele sekretów i tylko im znanych mniejszych lub większych tajemnic. A młode czytelniczki także mogą się poczuć zaproszone do tego tajnego składu, ponieważ do książeczki dołączono śliczną bransoletkę z księżycową zawieszką.

Pozycja przeznaczona jest dla dziewczynek w wieku około 8-10 lat, aczkolwiek mojej dwunastolatce książka także przypadła do gustu. W końcu każda z nas marzyła o tajnych stowarzyszeniach, tajemnicach, symbolach i sobie tylko znanych hasłach.
Książeczka na pewno warta uwagi, zwłaszcza dla dorastających dziewczynek, a dodany gadżet tylko uwiarygodnia zaprezentowaną opowieść, która stanowi początek serii. Polecam.

A wielbicielki serii mogą odwiedzać stronę internetową poświęconą tej serii: Księżycowa Bransoletka

sobota, 24 sierpnia 2013

Anna Łacina "Miłość pod Psią Gwiazdą"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Nasza Księgarnia.


Anna Łacina to specjalistka od młodzieżowych opowieści o wyborach, marzeniach, miłości, zdradach i trudnych decyzjach. W swojej najnowszej książce „Miłość pod Psią Gwiazdą” wchodzi w świat młodych ludzi, których problemy mogą wydawać się banalne, a przecież wcale takie nie są. Życie zwykłych ludzi, ich marzenia, radości, fascynacje są zawsze interesujące, bo mogą stanowić odzwierciedlenie nas samych w różnych sytuacjach i w różnych etapach naszego życia.

Magdzik to młoda licealistka, która ma problemy z matematyką, a także z dwoma chłopcami, którzy nieoczekiwanie pojawiają się w jej życiu. Robert „Ferrari” to syn Hiszpanki i Polaka, młody zbuntowany chłopak, który pojawia się w liceum, do którego chodzi Magda. Uczęszcza tu także Andrzej, poczciwy grubasek, który po pewnym czasie zyskuje na atrakcyjności i zaczyna prowadzić szkolną gazetkę. Iza, opiekunka i obrończyni zwierząt, wolontariuszka w toruńskim schronisku dla zwierząt, ciągle szuka swojej bratniej duszy. Poza nimi w powieści pojawia się cała plejada postaci, które od początku do końca budują swoisty klimat, będący intrygującym tłem prezentowanych wydarzeń. 

Proza Anny Łaciny jest niezwykle dopracowana językowo, a także merytorycznie, widać, że autorka dokonała researchu odnośnie tematyki prezentowanej w powieści. Widać także jej fascynacje astrologiczno-matematyczne, a także dobre i współczujące serce dla zwierząt.

„Miłość pod Psią Gwiazdą” to powieść nie tylko dla młodzieży, ukazująca problemy świata współczesnego, a także to, co od lat jest istotą ludzkości. Czyli miłość, zazdrość, nienawiść i pragnienia. Książka godna polecenia, zastanowienia się, pochylenia nad wieloma ważnymi aspektami życia. Wciągająca i intrygująca, z zachwycającym i bardzo wzruszającym zakończeniem. Gorąco zachęcam do lektury.


środa, 14 sierpnia 2013

Urlopowo :)))

Wreszcie jest. Tyle człowiek czeka, pragnie go jak kania dżdżu, a ten uparty uperdliwiec jaja sobie normalnie robi. Każe wyczekiwać jak na Angelinę Jolie na czerwonym dywanie. Człowiek drży z niecierpliwości, przebierając w miejscu, a ten idzie sobie powoli, rozglądając się na boki i myśli, że jest taki niepowtarzalny. Z czego się cieszysz, ty dwutygodniowa labo? Za rok przyjdzie twój następca, a ty odejdziesz w zapomnienie! No dobra, ważne jest, że już jutro pojawi się u mnie :) Urlop, znaczy.
Wraz z rodziną i przyjaciółmi wyjeżdżami na urokliwy chorwacki półwysep Pelješac. Oczywiście wynajmując apartamenty nie obyło się bez problemów, bo po półrocznej rezerwacji okazało się, że zmarł mąż właścicielki i w tym roku nie będzie mogła wynająć nam domu. Wówczas (trzy tygodnie przed nadejściem primadonny, znaczy urlopu) zaczęliśmy szukać czegoś podobnego i atrakcyjnego dla 10 desperatów. I nasz nigdy nietrzeźwiejący kucharz z Polski, czyli Krzyś znalazł!
- Słuchajcie, jedźmy dalej, jak zrobimy 1200 km, to i zrobimy 1500.
W sumie racja, znając naszych facetów to i 2000 by zrobili. Jak się przyspawają do kierownicy, to człowiek zaczyna mieć żółte oczy, a tu zero litości.
Jak powiedział, tak zrobił, zadzwonił, napisał, do tego włączyła się Sil i oto jedziemy. Trpanj na nas czeka :)
Ale to nie koniec perturbacji przedwyjazdowych. Dzwoni moja sis, Dor:
- Kochanie, byliśmy w NFZ po karty EKUZ, wiesz co się okazało?
- Co takiego? - Pytam, starając się ukryć niepokój.
- Oni w ogóle nie mają mojej Zofii w spisie.
Zosia, zwana Sofiją to młodsza latorośl mojej Dor.
- Jak to nie mają? To jak ty chodziłaś z nią do lekarza?
- No właśnie sama nie wiem - widzę oczami wyobraźni, jak moja sis wzrusza radośnie ramionami. - Muszę jechać do firmy i załatwiać zaświadczenie, że Zośka się urodziła.
Hm, w sumie sześć lat po narodzinach to i tak szybko...
Dobrze, że nie musiała jechać do Warszawy, bo tam znajduje się centrala jej "firmy". Ale o tym sza!
Tak więc udało się zgłosić dziecię i wszyscy mamy Ekuzy.
Po tygodniu dzwoni Dor (zaznaczam, że gdy ona dzwoni, to nic już nie jest takie samo).
- Kochanie, sprawdzałaś paszporty dzieci?
- Eeee - odpowiadam elokwentnie - nie, ale na pewno mają jeszcze ważne.
- Ha ha, my też tak myśleliśmy.
Czuję niepokój, ale to chyba norma.
- Kto nie ma?
- No Sofija. Tydzień temu się skończył. Ale już dzisiaj rano byliśmy, z rozwianym włosem pobiegłam z dziecięciem do fotografa, potem razem z Krzyśkiem do urzędu, tam pani powiedziała, że najwcześniej za dwa tygodnie będzie do odbioru.
- Za dwa tygodnie to będziemy pić wino i leżeć na plaży - zauważyłam, nie bez ironii.
- Oj wiem, dlatego wysłałam Krzyśka, aby użył swego magicznego uroku i udało się.
Hm, czy dwumetrowy facet ma magiczny urok? Nieważne jak, ważne, że załatwił ;) A ja poleciałam od razu sprawdzać, czy moje dzieci mają ważne paszporty. Mają. Na Cro wprawdzie niepotrzbne (no, ale jakiś dokument dziecko musi mieć), ale jedziemy jeszcze do Bośni, a tam obligo.
To tylko takie małe preludium przedwyjazdowe. Jedziemy jutro (czyli w czwartek), przed nami prawie 1500 km, po drodze zgarniamy Sil z Trogiru (oni jadą już dzisiaj), mam nadzieję, że wyczerpaliśmy już niespodzianki i teraz jedyne co nam pozostaje, to reisefieber.
Nie życzćie nam słońca, bo tego tam nie brakuje, raczej braku wszelkich niespodziewanych zakrętów losu (hm, słyszałam o tej książce, podobno super :))
 
Buziaki :DDD
 
A tu będziemy moczyć dupki:
 
 
Oczywiście nie byłabym sobą, jakbym nie wspomniała o moich książkach:) Już można zamawiać Łatwopalnych, tutaj: KLIK
A mi kroi się pewna fajna historia, która wydarzyła się naprawdę, po wakacjach spotykam się z główną bohaterką i zasiadam do pisania, bo to będzie naprawdę coś świetnego!
 
 
 

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Wilhelm Peter „Zakład pogrzebowy przedstawia! Dobrze, że do nas trafiłeś”

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Academicus.
 
Pisanie bloga to chyba bardzo popularny sposób samooczyszczania się, przybierający różne obrazy, ale zawsze mający na celu przekazanie… czegoś. Treść i forma dowolna, a także tematyka, czasami banalna, innym razem ukierunkowana na konkrety, albo specyfikę danej profesji czy zainteresowań. A jeśli ta dana tematyka jest inna, oryginalna, specyficzna i nietuzinkowa, wiadomo, że teksty będą czytane chętnie i z wielkim zainteresowaniem.
Obecną nowoczesną formę komunikacji i dzielenia się swoimi wrażeniami, spostrzeżeniami wykorzystał Wilhelm Peter, właściciel  zakładu pogrzebowego i autor bloga http://bestatterweblog.de Może miał już dość odpowiadania na liczne pytania odnośnie pracy przedsiębiorcy pogrzebowego, tego co robi się z ciałem człowieka po śmierci, jak przygotowuje się je do ceremonii pożegnalnych, czy w jego pracę wkrada się rutyna i czy podchodzi do swych „klientów” z obojętnością? Dlatego zaczął opisywać swoje życie, codzienne obowiązki  na wyżej wspomnianym blogu, robiąc to z sardonicznym poczuciem humoru, co sprawiło, że nawet najbardziej dramatyczne historie były przyjmowane przez czytających bez niepotrzebnej traumy.
W tej chwili nakładem wydawnictwa Academicus ukazała się książka Petera, zatytułowana przewrotnie „Zakład pogrzebowy przedstawia! Dobrze, że do nas trafiłeś”, która jest zapisem bloga. Autor opowiada o swojej codziennej pracy, prezentuje swoich współpracowników, przedstawia różne historie ze swej codzienności, by nie powiedzieć, pogrzebowej codzienności. Opowieści pisane przez życie, smutne, wzruszające, dramatyczne, czasami nawet zabawne. Przedsiębiorca pogrzebowy to nie smutny chudy pan w czarnym ubraniu, to człowiek z krwi i kości, mający swoje własne dobre i złe chwile, radości, smutki, starający się dostrzec w codzienności odrobinę uśmiechu i wiary. Może ta cienka granica, po której poruszają Peter i jego współpracownicy, sprawia, że dostrzegają radość życia i nieuchronność śmierci. Może im będzie łatwiej się z tym pogodzić? I przyjąć, jako oczywistość?
Jedno jest pewne: książka napisana jest prostym i ujmującym językiem, pełnym żartobliwych porównań i spostrzeżeń, ukazującym niezwykłe poczucie humoru autora. Nieco inne spojrzenie na to, co nas wszystkich czeka, nieco odmienny obraz przedsiębiorcy pogrzebowego, próba ukazania, że radość można znaleźć w każdym zawodzie wykonywanym z pasją i oddaniem. Warto przeczytać, polecam.

piątek, 9 sierpnia 2013

"Zakręty losu. Historia Lukasa" przeszły do kolejnego etapu!


Moja powieść "Zakręty losu. Historia Lukasa" przeszła do kolejnego etapu eliminacji Festiwalu Literatury Kobiecej w kategorii Pióra. Wraz z Lukasem do walki stanęło 27 innych świetnych powieści. Konkurencja ogromna, ale już bardzo się cieszę i dziękuję Czytelniczkom :) I oczywiście gratuluję wszystkim Autorkom, których powieści także się tu znalazły. Wiele z tych książek czytałam i były to bardzo udane spotkania czytelnicze :)
 
A wykaz wszystkich powieści, które przeszły pod obrady jury, tutaj: Pióro i Pazur
 
 
 

James Craig "Londyn we krwi"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Muza.
 
„Londyn we krwi” to debiutancka powieść Jamesa Craiga, otwierająca zarazem cykl kryminałów z inspektorem Johnem Carlyle’em. Powieść ostra, surowa i bezkompromisowa. Ukazująca brudne sprawki i te na szczytach władzy, a także te w zwykłych domach pospolitych ludzi.
Inspektor Carlyle od kilkunastu lat pracuje w londyńskiej policji, jednak jego porywczość i wewnętrzna sprawiedliwość, a czasami poczucie misji sprawiły, że od lat jego kariera stoi w miejscu. Nie potrafi wbrew sobie przypodobywać się ludziom, od których mógłby zależeć jego ewentualny sukces. Do tego pracę w policji traktuje jak… pracę w policji, a nie element gry politycznej. To wszystko sprawia, że jego szefowa, Carol Simpson, patrzy na niego z pobłażliwą krytyką. Bo dla niej policja to nie służba, a tylko polityczny interes. Gdy w otoczeniu grupy mężczyzn, którzy starają się o najwyższe stołki w brytyjskim parlamencie, zaczynają ginąć ich dawni znajomi, zamordowani w okrutny i bestialski sposób, Simpson robi wszystko, aby sprawa ta nie przedostała się do prasy. Bo jest tuż przed wyborami, a bliźniacy Edgar i Xavier Carltonowie zdają się mieć już wygraną w kieszeni. Na Edgara czeka stołek premiera, Xavier też znajdzie swoje miejsce w Gabinecie Cieni. Jednak morderca ma inne plany. Wraca sprawa sprzed lat, kiedy to młodzieńcze szaleństwa raz po raz przekraczały wszelkie granice i zniszczyły czyjeś życie.
Carlyle z wrodzoną sobie systematycznością odkrywa kolejne karty tej nasączonej polityką układanki, spotykając jednocześnie swojego wielkiego antagonistę z przeszłości. Jednocześnie lawiruje pomiędzy krytyczną szefową, dziennikarką-karierowiczką i korzysta z pomocy przyjaciela, Dominika, który jest narkotykowym bossem, a jednocześnie głową kochającej się rodziny.
„Londyn we krwi” to mocna powieść, z wieloma politycznymi i społecznymi akcentami. Ale jednocześnie nieprzegadana i nie nużąca zbytnimi informacjami. Wartka akcja, bohater z krwi i kości, nieodrealniony, prawdziwy, do tego świetna intryga (która w drugiej połowie książki staje się jednak przewidywalna), sprawiają że powieść czyta się szybko i pomimo wszystko z niesłabnącym zainteresowaniem. Zachęcam do sięgnięcia po ten kryminał, a ja czekam już na drugą część, zatytułowaną „Milcz nawet po śmierci”.