niedziela, 3 maja 2020

Klaudia Muniak "Psychopata"

Klaudia Muniak z wykształcenia jest biotechnolożką, zajmowała się także nanotechnologią. Teraz daje się poznać jako autorka thrillera medycznego i zarówno od strony merytorycznej, jak i fabularnej, jest to całkiem pozytywne spotkanie literackie.

W powieści „Psychopata” funduje nam wycieczkę po zakamarkach ludzkiego umysłu i ukazuje do czego zdolny może być człowiek, którego mózg zostanie poddany pewnym impulsom. Główna bohaterka, to Maja Lipska, która pracuje w ośrodku badawczym, gdzie prowadzone są badania nad nowotworami mózgu. Pozostaje w związku z Olkiem, przystojnym gliniarzem, który prowadzi śledztwo w sprawie tajemniczych zabójstw kobiet. Dla Mai wszystko zmienia się po pewnej konferencji, kiedy budzi się na ławce w parku i orientuje, że gdzieś zgubiła jeden dzień. Potem w jej głowie pojawiają się makabryczne obrazy, pełne krwi i przemocy. Zauważa u siebie fascynację owymi wizualizacjami, zaczyna łapać się na tym, że wokół niej dzieje się coś zagadkowego, nad czym nie ma kontroli. Czy to prawda, że w każdym z nas tkwi jakiś pierwiastek socjopaty i wystarczy tylko odpowiedni impuls, aby uaktywnić te skrywane mordercze skłonności? Pytania się mnożą, ofiary też, Olek łapie potencjalnego winnego, a Maja… no cóż. Przekonajcie się sami.

„Psychopata” to zgrabnie napisany thriller z dużą dawką informacji dotyczących metodologii badań nad neurogenezą. Jest tego sporo, co stanowi tło rozgrywających się wydarzeń. Nie brakuje także pełnych uniesień scen erotycznych i tajemnicy, która unosi się nad bohaterami. A wszystko prowadzi do bardzo zaskakującego końca.

Polecam, to całkiem wciągający thriller medyczny, z wyrazistymi bohaterami i zagadkową fabułą. A ja tymczasem czekam na tom II.


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Kobiecego.

sobota, 2 maja 2020

KOLACJA Z TIFFANYM - premiera 3.06.



Conti wstał i klasnął w dłonie. Przy stole zapadła cisza. Faceci z szacunkiem patrzyli na szefa, jednocześnie zezując pożądliwie w kierunku gara z czerwonym sosem. Sosem, który doprawiłam kopalnią soli w Wieliczce. Zaczęłam analizować potencjalną drogę ucieczki. Bo raczej nie mogło to się dla mnie skończyć dobrze. Bellissima Natalia – zwrócił się do mnie Conti. – Zaprosiłem cię do stołu, bo jesteś kobietą naszego Tiffany’ego, a on jest dla nas jak brat. I to dosłownie. – Zerknął na Chrisa. – Goszczę cię w moim polskim domu i zapraszam na kolację. Zjemy nasze kalabryjskie spaghetti, które osobiście doprawiam zgodnie z przepisem naszej babci. – Znowu zerknął na Chrisa. Ten z kolei gapił się na mnie. Zrobiło mi się trochę… nieprzyjemnie. – Do stołu zapraszam tylko przyjaciół. A ty jesteś przyjacielem rodziny Conti.– Yhym, przynajmniej na razie – mruknęłam, ale szef chyba tego nie usłyszał. Usłyszał natomiast Chris, który pochylił się do mnie i szepnął:– Nie bój się. Nie dam cię skrzywdzić. Kocham brata.Spojrzałam na niego, zaskoczona, ale się nie odezwałam. Kiedy Conti kazał rozlać sos z wielkiego gara i wszyscy mieli zacząć jeść, szef zerknął na puste miejsce i warknął po włosku:Dove va Franco?Zrobiło się zamieszanie, faceci zaczęli coś do siebie wykrzykiwać, machać rękami, jeden drugiego popychał, jakby kazał mu coś zrobić. Nie wiedziałam, co się dzieje. Spojrzałam na Chrisa, który wydawał mi się teraz jedynym sprzymierzeńcem.– Franco. Jeden z ochroniarzy. Spóźnia się na posiłek, a Gianni tego nienawidzi.– Och… – wyrwało mi się, bo chyba domyśliłam się, co dzieje się z panem Franciszkiem. Chris rzucił mi spojrzenie spod zmarszczonych brwi, Conti coś krzyknął, a na to wszystko do jadalni wpadł rzeczony Franco z rozwalonym łbem i zagulgotał coś po włosku, wskazując na mnie palcem. Wszyscy zwrócili na mnie wzrok, więc uśmiechnęłam się delikatnie i wzruszyłam ramionami.



-----------------------

PREORDER: EMPIK.COM

piątek, 24 kwietnia 2020

Patrycja Żurek "Marcin"

Patrycja Żurek to młoda autorka, kompletnie mi nie znana. Po jej książkę sięgnęłam z bardzo prozaicznego powodu: lubię imię Marcin. Poza tym lubię również odkrywać nowości i dawać im szansę. Jak to było w przypadku pani Patrycji?

Akcja „Marcina” rozgrywa się w niebezpiecznej i pełnej biedoty dzielnicy Mysłowic. Główne bohaterki, to bliskie koleżanki: Anna i Marika. Anna jest otyłą dziewczyną, w końcówce ciąży, ma męża Tomasza, który ją kocha, ale ona sama nie potrafi czerpać radości ze swojego życia. Z nielicznych wspomnień wiemy, że jej dzieciństwo nie było modelowe, potem spotkała Tomasza, z którym połączyło ją coś szczególnego, ale ciąża wszystko przerwała. Młoda kobieta traktuje noszone w łonie dziecko jak intruza i irytuje się na męża, który wydaje się być przeszczęśliwym przyszłym ojcem. 
Marika, to całkowite przeciwieństwo Anny. Jest ładna, bezkompromisowa i postanawia zawalczyć o siebie. Na początek… zostaje prostytutką. Pewnego razu trafia na Wiktora, zdolnego i przystojnego biznesmena, który ma określone potrzeby i Marika postanawia te potrzeby spełniać. Za określoną opłatą, rzecz jasna. Tym samym wikła się w układ pełen bólu, sadyzmu i jednocześnie trudnych, nie do końca opisanych, uczuć.

Obserwatorem i komentatorem wydarzeń i przedstawionego świata, jest tytułowy Marcin. Chłopak wychowywany przez matkę, która znęcała się nad nim i fizycznie i psychicznie. Teraz, po jej śmierci, żyje w skrajnym ubóstwie, brudzie, nękany widmowymi obrazami matki, która każe mu zemścić się na Annie i Marice, oskarżając je o swoją śmierć. Marcin to postać do cna tragiczna, ale niemniej niż Anna i Marika. Świat, w którym żyją, to rzeczywistość, której znać nie chcemy i ciężko uwierzyć, że gdzieś obok mogą być tacy ludzie. Anna, pogrążona w depresji, Marika, sprzedająca ciało i godność, Marcin, skrzywdzony przez najbliższą osobę, skażony przez biedę, nękany przez choroby. Ich losy krzyżują się, łączą, aby w końcu spleść i doprowadzić do wstrząsającego finału.

Nie ma w tej powieści nic ładnego i pozytywnego, więc jeśli liczycie na jakiś romans, czy historię obyczajową, możecie się rozczarować. Nie rozumiem, dlaczego książka została zakwalifikowana jako romans. Według mnie to thriller psychologiczny dotykający bardzo poważnych tematów. 

Polecam czytelnikom lubiącym nieszablonowe historie, pobudzające do refleksji i ukazujące bolesne sfery życia. 


niedziela, 19 kwietnia 2020

Chris Carter "Polowanie na zło"

Chris Carter należy do moich ulubionych pisarzy i autorów thrillerów, a stworzona przez niego postać, Roberta Huntera, to mój numer jeden, jeśli chodzi o ukochanych bohaterów książkowych. Z wielką niecierpliwością czekałam na kolejną odsłonę zmagań kalifornijskiego detektywa i psychologa-geniusza, który w wieku dwudziestu trzech lat zrobił doktorat z analizy behawioralnej i biopsychologii. I oczywiście się nie zawiodłam, „Polowanie na zło” to powieść, której się nie czyta, ją się połyka!

W tej odsłonie Robert ponownie musi się zmierzyć ze swoim dawnym przyjacielem, genialnym seryjnym mordercą, Lucienem Folterem, z którym zetknął się ponad trzy lata temu („Geniusz zbrodni”). Teraz Folter ucieka z aresztu, zostawiając za sobą pasmo krwi i ofiar, aby po raz ostatni zagrać w grę ze swoim ulubionym detektywem.
Folter jest geniuszem i socjopatą w każdym calu. Nie morduje pchany dziwną potrzebą, czy też wskutek znęcania się nad nim w przeszłości. Nie. Lucien zabija, gdyż sprawdza, do czego może posunąć się człowiek, jakie są granice wytrzymałości i jakie metody zabójstw są najbardziej skuteczne. Przez lata zabijał dziesiątki osób, a wszystko poddawał głębokiej analizie i opisywał z wielką skrupulatnością. Jednak Robert Hunter zabrał mi te zapiski, a jego samego wsadził do więzienia. Jednakże Folter ucieka i ma zamiar pokazać Hunterowi, jak to jest, gdy traci się wszystko.

Rozgrywka pomiędzy dawnymi przyjaciółmi jest pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji, moich ulubionych cliffhangerów i dynamicznych dialogów pomiędzy bohaterami. Każdorazowo przygotowanie Foltera do zabójstw, jest majstersztykiem i naprawdę nie da się przewidzieć, w którą stroną potoczy się akcja.


Polecam, to doskonały thriller, który wciąga od samego początku, pokazując mrok, jaki może się tlić w pozornie normalnie wyglądającym człowieku. Jeśli nie czytaliście wcześniejszych tomów, nic nie szkodzi. Książka jest napisana tak, że można czytać ją bez znajomości serii, ale gwarantuję, że gdy po nią sięgniecie, będziecie chcieli zapoznać się z całym cyklem z Robertem Hunterem. Genialny thriller, polecam, a ja, tymczasem… no cóż, chyba zacznę czytać całą serię od początku.


środa, 8 kwietnia 2020

"Fale i echa" Agata Czykierda-Grabowska

Powieść „Fale i echa” Agaty Czykierdy-Grabowskiej miałam okazję czytać jeszcze w ubiegłym roku, kiedy autorka skończyła dopiero ją pisać. Pamiętam, że przeczytałam ją praktycznie w jedną noc i zrobiła na mnie kolosalne wrażenie. Potem napisałam do Agaty, że powieść jest rewelacyjna, a zakończenie należy do moich ulubionych. Napisałam też polecajkę do tej książki, a teraz, gdy powieść jest już w sprzedaży, chciałabym wam ją gorąco polecić.

 Główna bohaterka to młoda studentka pedagogiki, która od lat cierpi na nerwicę lękową, a także walczy z depresją. Codziennie o tej samej porannej godzinie umiera, aby rodzić się na nowo, jej lęki uniemożliwiają jej normalne funkcjonowanie. Boi się śmierci, jak niczego innego w życiu. Często spędza czas w klubach, co daje jej chwilowe wytchnienie. Pewnego razu w jednej z dyskotek poznaje niesamowitego chłopaka o pięknych oczach. Filip jest chłopakiem, który ma za sobą tragiczne przeżycia i teraz pragnie jedynie odejść z tego świata. Ona nie chce umierać, a on tego właśnie chce. Jednak ich spotkanie może raz na zawsze zmienić ich pragnienia i pomóc zwalczyć demony, które zdają się rządzić ich młodymi życiami. Lecz czy to okaże się możliwe, musicie się sami przekonać. Jeżeli oczywiście jesteście gotowi na niesamowity rollercoaster emocji, wzruszeń, nerwów i prawdziwą burzę uczuć i namiętności. Oraz na wspaniałe wprost zakończenie, które potrafiło przyprawić mnie niemal o palpitację serca. 


„Fale i echa” to świetna książka, poruszająca trudne tematy, ale podane w sposób przystępny, bez zbytniego przegadania. To także piękna opowieść o sile miłości, która musi zmierzyć się z ponurymi i depresyjnymi zakamarkami umysłów bohaterów. Polecam, jeśli lubicie wartościowe i wzruszające książki, to ta lektura na pewno spełni wasze oczekiwania.


piątek, 3 kwietnia 2020

Pola Roxa "Osaczona"

Pola Roxa to pseudonim, a „Osaczona” to podobno książka oparta po części na życiorysie autorki. Jeśli tak, to zaprawdę, barwne to było życie. Obawiam się, że to jedynie chwyt marketingowy, a fabuła to wynik rozbujałej wyobraźni pani Poli.Główna bohaterka, to warszawianka, Karolina Dąbrowska, pracująca w wielkiej korporacji finansowej. Tkwi w małżeństwie z Rafałem, mieszka pod Warszawą, ma kotkę, zwariowaną siostrę i matkę, która ma zawsze do niej jakieś „ale”. Kiedy wskutek pewnej intrygi ze strony przyjaciółki i koleżanki z pracy, wyjeżdża na samotne wczasy do Bułgarii, poznaje tam atrakcyjnego i intrygującego Waldka. Lecz wciąż jest wierną żoną swojego nieco nudnego męża. Kiedy wraca do domu, okazuje się, że zupełnie niepotrzebnie się powstrzymywała. Bo Bartek już wcale taki wierny nie był. I wtedy nieoczekiwanie w życiu Karoliny ponownie pojawia się tajemniczy i zabawny Waldek. Wybucha przepełniony namiętnością i ostrym seksem romans, ale nie o tym jest ta historia (przynajmniej takie sprawia wrażenie). Potem, niczym na rollercoasterze, historia nabiera rozpędu i mamy tutaj wszystko: broń, narkotyki, mafię, piękne rezydencje, jachty, Maroko, Meksyk, USA. Okazuje się, że Waldek wcale nie jest tym, za kogo ma go Karolina, ale miłość podobo jest w stanie udźwignąć wszystko. Rozpoczyna się ostra jazda bez trzymanki, a czym się zakończy? To całkiem tak jak w sensacyjnym romansie. Domyślcie się sami. Książkę czyta się szybko, to dobra rozrywka, można oderwać się od dołujących myśli. Jest tu mnóstwo scen ostrego seksu i do tego mam nieco uwag. Można napisać namiętną, pełną pożądania scenę seksu, bez tych wszystkich mokrych, niby ostrych,  określeń. Serio, sprawdzałam. A poza tym, „Osaczona” to całkiem fajna historia, z dużą dozą mało prawdopodobnych zdarzeń, w której akcja dzieje się szybko i nie ma miejsca na nudę. Dla rozrywki z przymrużeniem oka, książka w sam raz. 


niedziela, 29 marca 2020

Weronika Tomala "Tam, gdzie diabeł mówi dobranoc"

Ach, nawet nie wiecie, jak uwielbiam odkrywać młodych autorów i jak uwielbiam nie przeżywać rozczarowania lekturą! Jestem właśnie świeżo po przeczytaniu powieści Weroniki Tomali, zatytułowanej „Tam, gdzie diabeł mówi dobranoc” i powiem szczerze, że jestem oczarowana tą książką! 

Poznajemy młodą gniewną, czyli pracownicę warszawskiej korporacji, zbliżającą się do trzydziestki Darię. Kobieta żyje swoją pracą, mieszka w wynajmowanym apartamentowcu, ma narzeczonego, Rafała, który także robi karierę. Daria żyje szybko, dni mijają niepostrzeżenie, związek z ukochanym zdaje się nie być tym, czego oczekiwała, a jej matka nieustannie jest z niej niezadowolona. Wszystko zmienia się, kiedy Daria zostaje oddelegowana przez własnego szefa do Rybnika, gdzie ma nadzorować otwarcie nowego oddziału. 

Młoda kobieta na początku nie przyjmuje tego dobrze, ale wyjeżdża na Śląsk i zamieszkuje w domu starszej pani, która posługuje się idealną śląską gwarą. Zaraz na początku dziewczyna spotyka przystojnego lecz nieco gburowatego mężczyznę i wdaje się z nim w utarczkę słowną. Okazuje się, że to sąsiad jej gospodyni, Artur, który jest górnikiem i mieszka wraz z bratem w domu naprzeciwko. Pomiędzy Darią a Arturem rozpoczyna się gra, w której wygrany nie będzie tylko jeden. A może przegrany? Bo dziewczyna co weekend wraca do Warszawy, aby spotkać się z narzeczonym. Który, nawiasem mówiąc, zdaje się być coraz bardziej oddalony. 

Kiedy Daria zdaje sobie sprawę, że kocha Artura i chce z nim być, wszystko się wali. I to dosłownie. Nie zapominajmy, że akcja dzieje się na Śląsku, w środowisku górników. To także zasługuje na uwagę. 

Autorka z wielką dokładnością przedstawiła pracę górników, zjeżdżamy wraz z Arturem tysiąc trzysta metrów pod ziemię i towarzyszymy mu podczas żmudnej i niebezpiecznej pracy. To mnie niesamowicie ujęło, zawsze cenię przygotowanie autora do pisanej książki, do opisywanego świata, to zasługuje na ogromne wyróżnienie. Ale nic dziwnego, że tak dokładny research został przeprowadzony, skoro pani Weronika pochodzi z rodziny górniczej, a jej mąż także pracuje jako górnik. Za to wielki ukłon i szacunek.

Książka jest cudowna, wciąga od pierwszych stron, powoduje motylki w brzuchu i trzepotanie serca. W finale niesamowicie wzrusza i wyzwala sporo łez. Uwielbiam takie historie, nieszablonowe, dobrze napisane i prawdziwe aż do bólu. Polecam, polecam, polecam! I dziękuję za piękną śląską gwarę i za przystojnego ujmującego górnika! 





piątek, 27 marca 2020

Bezlitosna siła. MARS - premiera 1.07.

Wyszedł z aresztu na Podwalu i poszedł w stronę placu Legionów, gdzie czekał na niego samochód. Tak się umówił z prawnikiem. My siedzieliśmy w czarnym jeepie z przyciemnionymi szybami. Samochód nie miał tablic rejestracyjnych, załatwiłem go od chłopaków z dzielni. Kiedy Kosiniak podszedł do swojego volvo, pojawiłem się jak duch i stanąłem za jego plecami. Odwrócił się i spojrzał na mnie. Po chwili w jego wzroku pojawił się strach. Tego mi było trzeba. – Co ty… – Chyba chciał uciec, może krzyczeć, ale wyjąłem pistolet i przyłożyłem mu do brzucha.– Wsiadaj. – Wskazałem nasz samochód, zaparkowany obok.– Człowieku.– Nie będę z tobą rozmawiał. Wsiadaj. Już. Patryk otworzył tylne drzwi i bez słowa wskazał Kosiniakowi miejsce. Koleś posikał się ze strachu. Złapałem go za szyję, ścisnąłem, panując nad chęcią złamania jego pierdolonego karku, i wrzuciłem go do tyłu, gdzie czekał na niego Konrad. Usiadłem za kierownicą, Patryk koło mnie i ruszyliśmy na Swojczyce, gdzie Patryk miał miejsce, w którym swego czasu załatwiał pewne niewyjaśnione sprawy.W czasie drogi Kosiniak zaczął skomleć.– Posłuchaj, ja nie wiem, o co chodzi? Jesteś z Liwią? Mieliśmy stare sprawy, ona była kiedyś ze mną, pogrywała sobie. Ale nie zrobiłbym jej…Odwróciłem się gwałtownie i zerknąłem na Konrada.– Zająć się tym? – zapytał.– Tak – odparłem i utkwiłem wzrok w drodze.W lusterku wstecznym widziałem, jak Konrad zaciska ramię na szyi tego gnoja i go przydusza. Koleś stęknął kilka razy i wreszcie stracił przytomność.Patryk westchnął.– A mówiłem, żeby wziąć jakiegoś sedana. Wrzucilibyśmy kutasa do bagażnika i nie trzeba by było słuchać jęków.– Kumpel nie miał sedana. Sorry – rzuciłem.– Przynajmniej łopata się zmieściła – zauważył przytomnie Konrad.– No to jest argument, Saturn!W trzydzieści pięć minut dojechaliśmy na Swojec.W lesie znajdowała się stara zdewastowana chata, która niejedno widziała. Konrad wyciągnął spanikowanego dupka, który odzyskał już przytomność i patrzył na nas przerażony. Chciał coś znowu jęczeć, ale uniosłem ostrzegawczo palec i pokazałem, że ma milczeć. Chyba zrozumiał. Szedł posłusznie w kierunku chaty. Tuż przed wejściem zaczął się drzeć i próbował dać nogę. Złapałem go za szyję i przycisnąłem do siebie. Wrzuciłem go do chaty i warknąłem:– Lubisz rzucać dziewczynami, pierdolony gnoju? A co powiesz na to? – Kopnąłem go w twarz z półobrotu, wypluł krew i kilka zębów. – Może porzucasz mną? Patryk i Konrad stali niewzruszeni i patrzyli na plującego krwią kolesia.– Pomóżcie mi… – jęknął.Konrad pokręcił głową.– Ej, stary, poplamiłeś sobie koszulę. – Wskazał na plamy na mojej jasnej koszuli.– Nie ubrałeś się odpowiednio, bracie. – Patryk przewrócił oczami.





wtorek, 11 lutego 2020

Molly... soon.

- Przestań się zachowywać jak rozpieszczona gwiazda rocka, tylko weź się w garść. I porozmawiaj ze mną. - Patrzyłam na niego spokojnie. - Nie jestem twoim wrogiem.
- Jesteś pewna?
- O co ci chodzi?
- Ty i on. To coś poważnego? - Ruszył w moją stronę gwałtownie.
Nawet nie drgnęłam.
- Ja i kto?
- Widziałem was.
- Was? Nas? Kogo? Czego?
- Molly, przestań pierdolić!
- No super, masz dobry wzrok. - Wzruszyłam ramionami. - I co w związku z tym?
- Nie pogrywaj ze mną, Molly. Obściskiwałaś się z tym dupkiem. Na naszej kanapie w salonie. A mieliśmy umowę.
- Pomógł mi uratować ci tyłek. Przytaskał cię po schodach do łóżka.
- I za to wsadziłaś mu język w gardło? - Robson pochylił się nade mną. Czułam jego pot i zapach przetrawionego alkoholu.
- Więcej go tutaj nie przyprowadzę. Ty bzykałeś Mariettę na naszej sofie. Więc i tak jestem ci coś winna. Ale to nie mecz. - Bezwiednie powtórzyłam słowa Wiktora, które kiedyś do mnie wypowiedział.
- Nie chcę, żebyś się z nim spotykała.
Zaśmiałam się.
- Ja też nie chcę wielu rzeczy. Tego, że zachowujesz się jak idiota. Że napastujesz swoją byłą. Że śpisz z kurwami. Że moja mama nie żyje, a mój stary siedzi w więzieniu. Ale na pewne sprawy nie mamy wpływu. I ty nie masz wpływu na to, co dzieje się w moim życiu i z kim się spotykam.
- On cię zrani.
Objęłam się ramionami.
- Wiesz co, Robson. Narazie to ty mnie ranisz. Więc zastanów się nad tym.



piątek, 31 stycznia 2020

Poznajcie Marsa :)

Premiera IV tomu "Bezlitosnej siły" - 1.07.2020

Darek przypatrywał mi się uważnie. Nagle sięgnął po moją wodę, wyprostował się i wyciągnął do mnie rękę. Spojrzałam na niego zaskoczona.
– Chodź. Mam receptę na twój ciężki rok. 
– Mianowicie?
Przewrócił oczami.
– Chodź, Liwia. Nie zjem cię.
Na sam dźwięk mojego imienia w jego ustach poczułam dziwną słabość. Ale zeskoczyłam ze stołka i podałam mu rękę. Jego dłoń była duża i ciepła. Ruszył w kierunku wyjścia, a gdy odchodziliśmy, machnęłam do przyjaciółek, że zaraz wracam. Widziałam niepokój w oczach Martyny i uśmiech na twarzy Inez. Dostrzegłam też Konrada, który zmarszczył brwi. Spokojnie, poradzę sobie. Chyba.
Darek torował drogę pomiędzy ludźmi, którzy rozstępowali się przed nim niczym Morze Czerwone. Widziałam zachwycone spojrzenia dziewczyn, które oczywiście wiedziały, kim on jest. Na mnie zerkały z zazdrością. Oj, dziewczyny, to tylko kumpel. Nikt więcej.
Kiedy zaczął mnie prowadzić w kierunku korytarza, gdzie mieściły się pokoje do prywatnych tańców, zatrzymałam się. Spojrzał na mnie zaskoczony.
– Jeśli myślisz, że tam z tobą wejdę, to... chyba jakiś żart. – Może i byłam trochę wstawiona, ale nie zalana i na pewno nie zamierzałam dać się zaliczyć.
Zmarszczył brwi i po chwili zerknął na drzwi i na mnie. Jego czoło się wygładziło, ciemne oczy zrobiły się niemal czarne i wyglądał prawie jak Polluks. Uśmiechnął się tym swoim kpiącym uśmiechem, podnosząc jeden kącik ust.
– Serio, pani doktor, taki z pani tchórz?
– Akurat odwaga ma z tym niewiele wspólnego. – Zamierzałam wyrwać się z jego uścisku i wrócić do dziewczyn, zła, że zachowuje się jak idiota.
Ale on przyciągnął mnie do siebie, uderzyłam o jego twarde ciało, wszystkie moje zmysły zapaliły się niemal jak alarm w centrum handlowym.
Boże, co za durne porównania przychodzą mi do głowy!
– Spokojnie, Liwio, tu cię prowadzę. – Pochylił się ku mnie i szepnął, a jego ciepły oddech pachnący gumą do żucia musnął mi szyję.
Zagryzłam policzek od wewnątrz i wzięłam głęboki wdech. On uniósł brew, gnojek, obserwował mnie, wszystko wyczuwał. Uśmiechnął się szerzej i wciągnął mnie w wąski korytarz. Wtedy wszystko zrozumiałam.
Zapomniałam o tym tajnym przejściu. Prowadził mnie do podziemi.
– Nie martw się... – Popatrzył mi w oczy. – Do czerwonego pokoju pójdziesz ze mną z własnej woli. – Zaczęliśmy schodzić po schodach.
– Niedoczekanie – burknęłam, ale podążyłam za nim.
Musiałam przyznać sama przed sobą, że mi się cholernie podobał. Ale to nie wszystko. On mnie pociągał. Nie czułam czegoś takiego przy żadnym mężczyźnie. Nie czułam tego przy Mariuszu. Ale pożądanie to nie wszystko. A Darek był dzieciakiem. Mogłam się z nim dobrze bawić, ale nic więcej. Poza tym raczej nie sprawiał wrażenia, jakby dorósł do czegokolwiek poza wożeniem się bmw, zadymami, walką w klatce i zaliczaniem dziewczyn.


środa, 8 stycznia 2020

10. lat pracy twórczej!!!

To już 10 lat.
Kiedy to minęło? Naprawdę nie mam pojęcia.
Dokładnie 9. stycznia 2010 ukazała się moja debiutancka powieść, "Bez przebaczenia". Wydało ją Wydawnictwo Novae Res.
Od tamtej pory ukazało się moich 33 powieści (licząc styczniową premierę-Saturna) i 8 antologii.
Odbyłam niezliczoną ilość spotkań autorskich (tak liczę, że gdzieś około 600).
Poznałam mnóstwo cudownych ludzi.
Stworzyłam pierwszą grupę fanowską, zwaną Sekta Agnes.
Od 2013 roku zajmuję się tylko pisaniem, odeszłam z pracy w korporacji i od tej pory pasja stała się moją pasją, a pasja-pracą.
W 2019 podpisałam nowy kontrakt z Wydawnictwem Burda Książki na kolejne 5. lat.
Dziękuję wszystkim moim Czytelnikom, bez Was nie byłoby to możliwe!!!
Dziękuję także wydawnictwom, z którymi współpracowałam i współpracuję:
Novae Res,
Replika,
Filia,
Skarpa Warszawska,
Czwarta Strona,
Burda Książki.



Poniżej lista wszystkich moich powieści i antologii, wraz z datami wydań (uwzględnia pierwsze wydania, bez wznowień).


Grafiki: Magdalena Cała