czwartek, 28 kwietnia 2016

Anna Łacina "Niebo nad pustynią"

Anna Łacina to znana autorka książek opowiadających o młodych ludziach, ale skierowanych tak naprawdę do każdej grupy wiekowej. Jej powieści pokazują świat dorastających młodych ludzi, ich zmagania z rzeczywistością, szukanie własnych dróg w życiu, walkę o własne ja. To historie śmiało wpisujące się w nurt Young Adult, które ujmują dopracowaną fabułą, przesłaniami i bohaterami, których chcielibyśmy poznać w życiu realnym.

Nie inaczej jest w jej najnowszej powieści, zatytułowanej „Niebo nad pustynią”. Tutaj wędrujemy z głównymi postaciami do gorącego Egiptu, gdzie rozgrywa się akcja książki. Czwórka młodych ludzi, Klara, Anastazja, Damian i Albert, spotyka się w pięknym kurorcie, gdzie spędzają ferie zimowe. Dwójka z nich zna się ze szkoły i właściwie Anastazja trafiła tutaj całkiem świadomie, bo dowiedziała się, że będzie tutaj również Damian - chłopak ze szkoły, który nigdy nie zwraca na nią uwagi. Dziewczyna przylatuje tu z rodzicami i małym nieznośnym Cieszkiem, Klara z babcią, Damian z rodzicami, a Albert… No właśnie. Nie myślcie sobie, że to typowa nastolatkowa opowiastka o pierwszych miłostkach w pięknym miejscu na ziemi.

W tej książce NIC nie jest proste i przewidywalne. To historia pełna bólu, krzywd, tajemnic i rozrywających serce historii. Każdy młody człowiek dźwiga bagaż pokaźnych doświadczeń, o których dowiadujemy się w miarę posuwania akcji do przodu. 
Jest to powieść zaskakująca na każdym polu, a im bliżej końca, tym napięcie rośnie. Lepiej nie zaglądać na ostatnie strony, aby nie odebrać sobie przyjemności odkrywania. Bo tak właśnie czyta się tę książkę -  czytelnik powoli odkrywa wszystkie karty, elementy, tajemnice, które niejednokrotnie chwytają za gardło.

Anna Łacina napisała, według mnie, powieść, którą powinien przeczytać każdy, nastolatek, rodzic, babcia, siostra, brat, nauczyciel. Oczywiście, że historia nosi w sobie wartości edukacyjne, ale najważniejsze jest to, iż pokazuje różne aspekty życia i to, jak lata dorastania i to, co w nich nas spotka, ma wielki wpływ na nasze postrzeganie świata i dalsze życie.
Nie mogę nic więcej napisać, aby nie zdradzić zbyt wiele, ta książka to smakowity kąsek obyczajowo-psychologiczno-romantyczny, który trzeba powoli i z przyjemnością smakować.
Gorąco polecam, w dodatku umiejscowienie akcji w Egipcie, na pewno doskonale nastroi was przed nadchodzącymi wakacjami.

Wpiszcie sobie „Niebo nad pustynią” jako lekturę obowiązkową!

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Nasza Księgarnia.

wtorek, 26 kwietnia 2016

Mia Sheridan "Bez słów"

Uwielbiam książki, które wciągają mnie od samego początku i nie pozwalają się odłożyć nawet na chwilę. Czytam aż do samego końca, nie zważając na późną porę. Tak było właśnie podczas lektury powieści autorstwa Mii Sheridan, zatytułowanej „Bez słów”.
To dramat z pogranicza New Adult, ukazujący nie tylko uzdrawiającą siłę miłości, ale także pełną zagadek i bolesnych wydarzeń z przeszłości historię młodych ludzi, którzy spotkali się po to, aby się wzajemnie uratować.

Do małego miasteczka Pelion, usytuowanego po dwóch stronach malowniczego jeziora, przybywa Bree, dziewczyna, która po tragicznych wydarzeniach i wielkiej stracie, postanawia zmienić miejsce zamieszkania. Chce odciąć się od tego co było, potrzebuje przestrzeni, samotności, chociaż ta ostatnia raczej jej nie sprzyja, zwłaszcza, że wciąż i wciąż dopadają ją koszmary przeszłości i nawiedzają ją cykliczne ataki paniki. Pewnego razu, w sklepie, spotyka w dość zabawnych, a nawet dla niej nieco kompromitujących okolicznościach pewnego mężczyznę z długimi włosami i gęstą brodą. Próbuje jakoś nawiązać rozmowę, jednak zagadkowy facet odchodzi, nie odezwawszy się ani słowem. Niedługo po tym spotkaniu Bree spaceruje ze swoją suczką i trafia na dom tajemniczego nieznajomego, o którym już wie, że ma na imię Archer, przeżył koszmarny wypadek w dzieciństwie i nie mówi. Dziewczyna zna język migowy, gdyż jej ojciec był głuchy, coś ciągnie ją do dziwnego samotnika.
Krok po kroku, jak do zdziczałego zwierzęcia, Bree zbliża się do Archera i powoli zaczyna łączyć ich nić sympatii, która otacza ich coraz ciaśniejszym kokonem. Bree wyznaje swoje tajemnice i zauważa, że im częściej spotyka się z milczącym chłopakiem, tym rzadziej atakują ją demony przeszłości. Archer jednak nie chce do końca się otworzyć, ale dziewczyna zdaje sobie sprawę, że po życiu, jakie do tej pory pędził, potrzebuje po prostu więcej czasu. Pomiędzy tą dwójką wybucha uczucie, na początku nieco nieśmiałe, ale coraz silniejsze, szalone, pełne namiętności i współuzależnienia. Czy Archer będzie potrafił wrócić do normalnego świata, czy poradzi sobie z coraz większym uzależnieniem od Bree, czy wyzna jej to, co wydarzyło się przed laty i skazało go na życie w odosobnieniu? Czy dziewczyna raz na zawsze rozprawi się z przeszłością i czy będzie umiała żyć z człowiekiem, który sam jest tak bardzo poraniony przez świat?


„Bez słów” to wzruszająca, druzgocąca emocjonalnie powieść o ludziach, którzy stali się dla siebie wzajemnie ratunkiem od pogrążenia się w chaosie wywołanym przez wydarzenia z przeszłości, przez złych ludzi, cudzą zawiść i nienawiść. Cudowna, pełna namiętności powieść, która do końca trzyma w napięciu, a ostatnie sceny są wręcz istną huśtawką emocjonalną. Polecam, przepiękna historia o miłości silniejszej niż uprzedzenia, tragedie i dramaty z przeszłości.

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Magdalena Knedler "Nic oprócz strachu"

Magdalena Knedler potrafi zaskakiwać, oj tak. Jest jak diabeł wyskakujący z pudełka, nigdy nie wiemy co nas czeka podczas lektury jej powieści. Po udanym debiucie kryminalno-obyczajowym „Pan Darcy nie żyje”, czarowała nas psychologiczno-obyczajową „Windą”, gdzie jej erudycja przenikała się z uważną analizą otaczającego nas świata. A teraz… prawdziwa kryminalna, pełną gębą, bomba!
„Nic oprócz strachu” to pierwszy tom trylogii z polską komisarz w Ystad, Anną Lindholm. Stanowi połączenie rozbudowanej warstwy obyczajowej oraz wartkiego i zaskakującego kryminału. Anna jest żoną Szweda-Vidara, który po wypadku samochodowym traci władzę w nogach. Dzieje się to niebawem po ujęciu przez Annę seryjnego zabójcy kobiet, zwanego Narcyzem. Pani komisarz dostaje informację, że to właśnie psychopatyczny morderca jest za to odpowiedzialny. Lecz w jaki sposób tego dokonał, skoro siedzi zamknięty w celi? Ale nie tylko to zaprząta głowę policjantki. Wokół niej zaczynają się dziać bardzo podejrzane i niebezpieczne rzeczy-ktoś nadal czyha na jej życie. Kobieta jest w dodatku rozdarta pomiędzy miłością do męża, który wciąż oskarża ją o wypadek, a silnym uczuciem do swojego przełożonego, Ingvara Friska, który także odwzajemnia to uczucie. Lecz teraz Anna nie ma czasu, aby zastanawiać się nad tym, co robić dalej z własnym życiem, gdyż oprócz niepokojących wydarzeń wokół, ma jeszcze jedno zadanie do wykonania: wyjazd do rodzinnego Helu na ślub siostry, Lidii. A tym samym spotkanie po piętnastu latach z matką, która nigdy matką dla niej nie potrafiła być. 

Na Hel udaje się z mężem, niesamowitą fińską gosposią Lempi i z głową pełną podejrzeń. W rodzinnej miejscowości, zwanej początkiem Polski, spotyka Leona-Lajona, swoją pierwszą wielką miłość, który jest uznanym fotografem, a teraz będzie pełnił funkcję fotografa na weselu jej siostry. Wesele. Wszyscy czują, że coś się tam wydarzy, to znaczy Anna na pewno, zresztą ostrzega przed tym najbliższych. Napięcie rośnie wraz z każdą przeczytaną stroną i powiem szczerze, że to co zafundowała autorka, należy do najbardziej zagmatwanych kryminalnych intryg, jakie zdarzyło mi się czytać.

Jestem raczej cierpliwym czytelnikiem, ale w tym przypadku wielokrotnie musiałam ze sobą walczyć, aby nie zajrzeć na koniec i nie dowiedzieć się, kto stoi za zagadkowymi zabójstwami, dokonanymi często w bardzo trudnych okolicznościach. Morderca-wirtuoz? Czy po prostu ryzykant? Anna, Ingvar i Lajon, oraz niezawodna, obdarzona ciętym językiem Lempe, powoli odkrywają kolejne karty i składają poszczególne elementy układanki w jedną, zaskakującą całość. Ystad, Hel, Wenecja-przemieszczamy się z bohaterami, oglądając ich oczami te miejsca, dzięki plastycznym opisom mamy wrażenie, że jesteśmy tam razem z nimi.


„Nic oprócz strachu” to wciągający kryminał z misternie utkaną intrygą, która otacza czytelnika jak pajęcza sieć i tak naprawdę do końca trzyma w olbrzymiej niepewności. Jest zazdrość, miłość, oddanie, nienawiść i najniższe ludzkie instynkty. Jest też sporo odniesień do literatury, w tym do twórczości Oscara Wilde’a. Mądra, inteligentna powieść, stanowiąca jednocześnie doskonałą rozrywkę. Polecam i czekam z niecierpliwością na drugi tom!


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Czwarta Strona.

środa, 20 kwietnia 2016

Sandra Brown "Okruchy zła"

Kiedyś czytałam sporo książek autorstwa Sandry Brown, w ostatnim czasie jakoś mniej czasu spędzałam przy jej powieściach. Dlatego gdy trafiły do mnie „Okruchy zła”, byłam ciekawa, czy nadal pani Brown pisze w sposób wciągający i zaskakujący. Czy mój powrót do prozy tej amerykańskiej pisarki okazał się udany?

Bohaterką „Okruchów zła” jest doktor Emory Charbonneau, lekarka, aktywistka, działająca w akcji „Lekarze bez granic”. Jest także zapaloną biegaczką, żoną Jeffa i dziedziczką fortuny. To chyba elementarne informacje o jednej z głównych postaci. Z mężem zaczyna dzielić ją coraz więcej, dlatego Emory postanawia wyjechać na weekend w góry i potrenować przed charytatywnym maratonem. Lecz ta decyzja okazuje się być brzemienna w skutki. Emory wyrusza w wytyczoną przez siebie trasę i… Budzi się w chacie nieznajomego mężczyzny. Ma rozwaloną głowę, wstrząs mózgu i jest zdana na łaskę (czy niełaskę) człowieka, który już samym swoim wyglądem może wzbudzić niepokój. Jest wysoki, barczysty, a przenikliwe zimne niebieskie oczy przenikają kobietę na wskroś. Mało mówi i nie chce się przedstawić. Jednak nie robi nic, aby Emory poczuła się zagrożona, wręcz przeciwnie, czyni wszystko, aby pobyt w górskiej chatce stał się znośny. Nie może jej odstransportować do najbliższego miasteczka, gdyż pada gęsty śnieg, a w górach zaległa intensywna mgła. Tak więc pani doktor spędza w jego chacie cztery dni. Tylko cztery. A właściwie… aż cztery. Bo te dni zmieniają wszystko w życiu kobiety.

Czy to romans? Ależ oczywiście, każdy kto choć raz przeczytał książkę Sandry Brown wie, że u niej zawsze musi być gorące uczucie. Jednak wie tak, że musi być wątek kryminalny. I tutaj jest i to jaki?! Rozbudowany, pełen smaczków, posiadający wiele motywów. Autorka w wyśmienity sposób utkała nić intrygi kryminalnej, wprawiając czytelnika w coraz większe osłupienie i nieźle zaskakując w finale. 

„Okruchy zła” to lektura, którą czyta się błyskawicznie, dynamiczna, seksowna, intrygująca, zagadkowa. Dla mnie ponowne spotkanie z prozą Brown było czystą przyjemnością, okraszoną sporą dawką nerwów i przyspieszonego bicia serca. Polecam, doskonała czytelnicza uczta.


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Świat Książki.

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Federico Moccia "Tylko ty"

Federico Moccia dał mi się poznać jako autor emocjonujących powieści, łapiących za serce, ukazujących budującą, ale i druzgocącą moc uczuć. Po lekturze książek „Trzy metry nad niebem” i „Tylko ciebie chcę”, właśnie takie odczucia obudził we mnie, jako w czytelniczce lubiącej od czasu do czasu sięgnąć po powieści pełne romantyzmu.

„Tylko ty” to kontynuacja „Chwili szczęścia”. Poznajemy dalsze losy Niccolò i jego przyjaciela, Grubego. Młody chłopak wciąż i wciąż rozpamiętuje rozstanie z Alessią, analizuje, dlaczego dziewczyna go zostawiła. Jednocześnie tęskni za Anią, Polką, którą poznał w Rzymie i spędził z nią namiętne chwile. Nicco postanawia ruszyć do Warszawy i odszukać piękną Polkę, która coraz mocniej zagarnia jego myśli. Jednocześnie wciąż ma małą nadzieję, że Alessia do niego wróci. Mimo tego, wraz z Grubym, ruszają w podróż w nieznane, mając nazwisko Ani, ale i adres zamieszkania w Warszawie. Już podczas lotu Nicco dowiaduje się, że praktycznie wszyscy wiedzieli i wiedzą, że jego była dziewczyna spotyka się z ich wspólnym przyjacielem. Potem okazuje się, że wiedziały o tym także jego siostry i matka. Czuje się oszukany, ale i na swój sposób oczyszczony. Kończy ten etap w swoim życiu i z tym większym zapałem postanawia odszukać Anię. Jednak nic nie układa się tak, jak młodzi mężczyźni sobie założyli. Przede wszystkim okazuje się, że adres, który podał im recepcjonista z włoskiego hotelu, jest fałszywy. Trafiają za to na Tomka i Venanzio, którzy zamieszkują pod adresem, należącym jakoby do Ani. Od tego momentu zaczyna się pełne przygód poszukiwanie dziewczyny, o której Nicco dowiaduje się wielu interesujących rzeczy. A mianowicie trafia na wielki billboard z jej podobizną-wszystko staje się jasne-Ania jest modelką. Zarówno Venanzio, jak i Tomek, a i później poznana Klaudia (którą coraz bardziej zafascynowany jest Gruby), postanawiają pomóc odszukać Anię. 

W tej książce nie tylko Polska ukazana oczami Włochów może być gratką dla czytelników. Także wewnętrzne rozterki głównego bohatera i ból po stracie ojca, potem Alessi, a teraz pragnienie odnalezienia Ani są pełne przemyśleń i emocjonalnych porywów. Jednakże to za mało. Zabrakło mi iskry, którą spotkałam w poprzednich powieściach Mocci. Tego czegoś, co nie pozwalało się oderwać od lektury. Tutaj wszystko idzie swoim rytmem, ale bez większych zrywów, nie zagryzamy warg w niecierpliwości, myśląc: co będzie dalej? 

To pogodna powieść o młodzieńczej miłości, marzeniach, rozterkach. Może być ciekawą lekturą wakacyjną i to raczej dla młodszych czytelników, mnie w niektórych momentach ta książka zwyczajnie nużyła.


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Muza. 

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Jessica Knoll "Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie"

TifAni FaNelli jest najszczęśliwszą dziewczyną na świecie. Ma wszystko, co może wymarzyć sobie młoda, zbliżająca się do trzydziestki, kobieta. Praca w renomowanym piśmie „Women’s Magazine”, nowojorska tablica rejestracyjna, mieszkanie na Manhattanie, brylant na palcu i rychły ślub z Lukiem, który przy nazwisku ma numer, oznaczający kolejnego z rodu. Ani ma obsesję na punkcie wyglądu, notorycznie się odchudza, z dumą nosząc rozmiary o coraz niższych numerkach. Przygotowuje się nie tylko do ślubu, ale także do udziału w filmie dokumentalnym, dotyczącym wydarzeń w jej liceum przed czternastoma laty. 

Bohaterka z wielką dokładnością przygotowuje się na ten dzień. Ma wszystkie atuty w ręku, które udowodnią, że akurat jej w życiu się udało. Poza tym, o ile dla świata ten film to wspomnienia tragicznych i krwawych wydarzeń ze stołówki Bradley School, to dla Ani szansa na pokazanie siebie w lepszym świetle i utarcie nosa tym wszystkim, którzy spisali ją na straty. Bo czternaście lat temu wydarzyło się coś więcej, niż krwawa tragedia z udziałem jej przyjaciela, Arthura. Dziewczynę spotkało okrucieństwo ze strony kolegów z drużyny, którzy posłużyli się nastolatką jak zabawką, odzierając z niewinności, wiary i pewności siebie, zostawiając zbrukaną i ośmieszoną. Być może, wszystko to, co nastąpiło później, było tylko konsekwencjami wydarzeń w domu Deana - chłopaka, a teraz mężczyzny, który spotyka się z Ani i prosi ją o wybaczenie. 

Jessica Knoll w swojej powieści „Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie” pokazuje okrucieństywo nastoletniego świata, jego bezkompromisowość i brak jakichkolwiek zahamowań. Przedstawia także wszelkie konsekwencje takich zachowań, konsekwencje okrutne, bolesne, nie tylko związane z tym, że ktoś może nie wytrzymać i sięgnie, na przykład, po broń z szafki ojca. W osobie Ani widzimy kobietę, która mimo że dorosła, nigdy tak naprawdę nie przestała być skrzywdzoną czternastolatką, narażoną na ostracyzm i poniżenie, wykorzystaną i zbrukaną. Kiedyś musiałaby nosić czerwoną literę, teraz wystarczą plecy koleżanek i kolegów. Ani całe swoje życie podporządkowała temu, by pokazać, że mimo wszystko jest górą, że jej się udało, że wygrała. Stąd te wszystkie „atrybuty”, począwszy od mieszkania w Nowym Jorku, skończywszy na zaręczynach z potomkiem szanowanego rodu.

„Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie” to gorzka historia o świecie młodych ludzi, igraniu z losem i o tym, jak ważne są momenty naszego dorastania, otoczenie, świat, który kształtuje naszą osobowość. Jest to tragiczna lekcja, z której możemy wyjść obronną ręką, albo skończyć na stołówce pewnego liceum, lub też przeżyć, ale tak naprawdę ciągle tkwić w świecie pełnym okrucieństwa i pogardy.

Polecam, ważna książka, poruszające trudne, przygnębiające i dramatyczne tematy. Refleksyjna, ale i obnażająca bezwzględność ludzi i najbliższego otoczenia. Warto.


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak.

niedziela, 3 kwietnia 2016

Caitlin Moran "Dziewczyna, którą nigdy nie byłam"

Oto Johanna, gdy ją poznajemy ma czternaście lat, ma czworo rodzeństwa, w tym ukochanego starszego o rok brata, Krissiego. Mieszka w ubogim domu w Wolverhampton, tuż po przemianach ustrojowych dokonanych przez Margaret Thatcher. Jest początek lat dziewięćdziesiątych. Ojciec dziewczyny, niedoszły rockman po wypadku, utrzymuje swą rodzinę z zasiłków. A Johanna chce więcej. Wie, że musi chcieć więcej. Lecz nigdy tego nie osiągnie będąc sobą. Grubą nastolatką o nieciekawym wyglądzie i nieciekawym imieniu.
Johanna staje się „Dziewczyną, którą nigdy nie byłam”. Tworzy siebie na nowo, glany, czarne kreski pod oczami, cylinder a’la Slash i oto na świat przychodzi… Dolly Wilde.

Po wielu rozczarowaniach Dolly dostaje pracę w renomowanych magazynie muzycznym „D&ME” i po pewnym czasie zaczyna być przysłowiowym enfant terrible, przed którym drżą wszystkie zespoły rockowe i nie tylko, wypuszczające na rynek swój nowy krążek. Bo Dolly specjalizuje się w kąśliwych, złośliwych, nie pozostawiających suchej nitki na twórcach recenzjach, które niejedną karierę już przekreśliły. Tak jak kiedyś ktoś położył szansę na sukces jej… ojcu.
Czy Dolly-Johanna jest szczęśliwa? Pragnie innego życia, chce mieć chłopaka, a po swoim pierwszym razie w wieku siedemnastu lat,  w jej życiu następuje przełom i mężczyźni zbijają się w jedną masę kochanków. 

W książce Caitlin Moran pokazane jest trudne dorastanie, bardzo szybkie dorastanie i szukanie swojej drogi w życiu. Wychodząc z brudnych robotniczych podwórek miasteczka niedaleko Londynu jest na pewno o wiele trudniej wybić się i osiągnąć sukces. Ale Johannie się to udaje. Jednak jakim kosztem? Utraconego dzieciństwa, delikatności, niewinności? 
W książce zachwyca realizm, cięty humor bohaterki, obezwładniające riposty, słodko-gorzkie żarty, który mogą zniesmaczać, ale tak naprawdę stanowią tło świata, w jakim porusza się Johanna.
Ta pozycja to także kopalnia wiedzy na temat muzyki lat dziewięćdziesiątych i nie tylko. Niejednokrotnie fabuła mrozi, wzrusza, ale w większości rozbawia, chociaż czasami gorzki jest to śmiech.
Kawałek świetnej literatury, polecam, lecz uprzedzam, czasami niektóre fragmenty są więcej niż ostre. Tną tak jak żyletki ciało bohaterki…

I mój cytat number one:

„Do tej pory jedyny plan, jaki przyszedł mi do głowy, to pisanie. Umiem pisać, bo pisanie - w przeciwieństwie do choreografii, architektury albo podbijania królestw - można uprawiać, gdy jest się samotnym i biednym i bez żadnej infrastruktury, grupy baletowej czy armat. Biedni ludzie mogą pisać. To jedna z niewielu rzeczy, w których bieda ani brak znajomości nie ograniczają cię”. *



str. 42, Caitlin Moran „Dziewczyna, którą nigdy nie byłam”, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2016

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Czarna Owca

środa, 30 marca 2016

Karin Slaughter "Niewidzialny"

„Niewidzialny” Karin Slaughter to kryminalny thriller z agentem Willem Trentem w roli głównej. Jest kontynuacją serii i chociaż była to moja pierwsza powieść tej autorki, to w niczym nie przeszkadzało, iż jest to kolejny tom. Autorka tak prowadzi narrację, że można się rozeznać w osobistym poczynaniach głównych bohaterów, dowiedzieć co było wcześniej i porządnie zaostrzyć sobie apetyt na poprzednie części serii.

Agnet Will Trent, który wciąż i wciąż skrywa swoją tragiczną przeszłość i makabryczne dzieciństwo, wreszcie znalazł bezpieczną przystań w ramionach doktor Sary Linton. Powoli zaczyna się przed nią otwierać, lecz jeszcze nie na tyle, aby zdradzić jej wszystko to, co stanowi jego osobistą traumę i nie na tyle, aby zdradzić, w jakiej tajnej misji w tej chwili uczestniczy.
Policjantka, szefowa grupy uderzeniowej, Lena Adams, przeżywa trudne chwile jako żona gliniarza, Jareda Longa. Po tragedii, jaka ich spotkała, Lena nie ma nawet czasu, aby zacząć się nad sobą rozczulać, gdyż dowodzi akcją ujęcia mordercy, gwałciciela i dilera narkotyków, Sida Wallera, a wszysto to jest tylko celem do ujęcia kogoś ważniejszego. Wielki Białas. To diler, szef szefów, jakaś gruba ryba, która sporo namieszała w narkotykowym światku, spędza sen z powiek wszystkich policjantów. A Lena Adams bardzo chce go ująć. 

Lecz w tej sprawie nic nie poszło tak, jak sobie zaplanowała i Adams i Branson, a także… Will Trent.
Nie mogę napisać zbyt dużo, aby nie zdradzić poszczególnych wątków, które niespodziewanie łączą się w jedną zaskakującą całość. Autorka umiejętnie plecie nici fabularne i gdy mamy wrażenie, że nic tu do siebie nie pasuje, nagle pojawia się coś, co łączy je ze sobą, a czytelnik może tylko kręcić głową z niedowierzaniem.

Oprócz intrygi kryminalnej, mamy także wątki osobiste wiodących bohaterów, które także powoli odsłaniają to, co zapewne bohaterowie chcieliby trzymać w ukryciu.
„Niewidzialny” to doskonały thriller kryminalny (albo na odwrót), od początku do końca trzymający w napięciu, miejscami brutalny i bardzo krwawy. Sugestywne opisy dopełniają obrazu, który jeszcze długo po przeczytaniu widnieje w naszych głowach.

Polecam, tymczasem ruszam na poszukiwanie wcześniejszych tomów, gdyż bardzo, ale to bardzo zafascynowała mnie postać agenta, Willa Trenta.



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Muza.

poniedziałek, 21 marca 2016

Kathrin Lange "Serce w kawałkach"

„Serce w kawałkach” autorstwa Kathrin Lange to kontynuacja powieści z gatunku Young Adult z wątkiem kryminalnym i nadprzyrodzonym pod tytułem „Serce ze szkła”. Pierwszy tom miałam przyjemność czytać i recenzować we wrześniu ubiegłego roku i teraz trafiła na moją półkę biblioteczną część druga.

Jeśli zapoznaliście się z tomem pierwszym, to wiecie, jak dramatycznie zakończył się pobyt nastoletniej Juli na wyspie Martha’s Vineyard, gdzie dziewczyna poznała zamkniętego w sobie, znajdującego się w głębokiej depresji Davida. Chłopak przeżywa tragiczną śmierć ukochanej Charlie, która skoczyła z klifu, a wszyscy oskarżają go o ten wypadek, który chyba wypadkiem wcale nie był. Po dramatycznych wydarzeniach na klifie, Juli i David, już jako para, wracają do Bostonu i próbują normalnie żyć. Chłopak uczęszcza na terapię i wszystko wskazuje na to, że powoli zapomni o tragicznych wydarzeniach z przeszłości, zwłaszcza że ma obok siebie kochającą i oddaną dziewczynę. Jednak, gdy dociera do nich zaproszenie na urodziny ojca Davida-Jasona, oboje chcąc nie chcąc wracają na wyspę. I to okazuje się być wielkim błędem. Juli nie wierzy w klątwę Madeleine, wie że za wszystkim stoją źli ludzie, ale znowu zaczynają się dziać dziwne rzeczy, a David oddala się coraz bardziej, wpadając w stupor, w którym był, gdy dziewczyna pierwszy raz tu przybyła. Wydaje się, że gorzej już być nie może, dopóki nie zostają odnalezione zwłoki Charlie i okazuje się, że dziewczyna, zanim spadła z klifu, została zastrzelona. David oskarża się, nic nie pamięta z tamtych wydarzeń, ale uznaje, że to on na pewno jest winny, gdyż nad jego rodem ciąży klątwa. Juli nie wierzy w te wszystkie nadprzyrodzone bzdury i cały czas walczy o chłopaka.

Pojawiają się też nowi bohaterowie, nowe tajemnice, bardzo dramatyczne, a w finale autorka zafundowała tak mocny chliffhanger, że musiałam kilkakrotnie przeczytać, żeby doszło do mnie, co właściwie się wydarzyło. Teraz z wielką ciekawością czekam na tom trzeci, gdyż takie zakończenie „Serca w kawałkach” nie tylko szokuje, ale także stawia mnóstwo znaków zapytania co do tego, jak autorka ma zamiar wyjaśnić wszystkie wątki i jakie jeszcze zwroty akcji przygotowała w finałowej części.


Zachęcam do przeczytania najpierw pierwszego tomu, aby móc się rozeznać w wydarzeniach zaprezentowanych w tej odsłonie dramatycznych losów Juli i Davida. Ciekawe, pełne zagadek Young Adult z wątkami kryminalnymi i dreszczykiem niepokoju. Bo może jednak to nie źli ludzie czynią zło, tylko duchy? Polecam. 


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Muza.

piątek, 18 marca 2016

Nike Farida "Żona"

Dokładnie we wrześniu 2014 roku napisałam na blogu recenzję pierwszego tomu libijskiej trylogii „Panna młoda”. Miałam tez przyjemność poznać autorkę, Nike Faridę, chociaż wcześniej przez kilka miesięcy korespondowałyśmy ze sobą. Książka zabrała mnie w świat, którego nie znałam, wzbogaciła moją wiedzę o bliskowschodnich obyczajach, kuchni arabskiej, niektórych wydarzeniach historycznych i pozostawiła w oczekiwaniu na dalsze losy Karen, Jacka, Andrzeja, Marii, Esther, Johna i wielu innych bohaterów, których losy przeplatały się w pierwszym tomie.

Teraz trafiła do mnie kontynuacja serii, zatytułowana „Żona” i zabrała mi jedynie dwa wieczory i ponownie wrzuciła w świat, który ujmuje swą egzotyką, ale i druzgoce brutalnością.
Poznajemy dalesze losy Karen, która nie jest zbyt szczęśliwa w małżeństwie z Andrzejem i wbrew sobie cały czas pamięta o tym, którego imienia nie wypowiadają na głos. Jacek nadal „rozwija” swą karierę w siatce terrorystycznej bojówek Kaddafiego, jednak kocha tylko jedną kobietę i nie może przestać o niej myśleć. 
U Esther i Johna także nie dzieje się zbyt dobrze, ten ostatni naraża się władzom sowieckim i jego los podczas pobytu w Związku Radzieckim staje się bardzo niepewny. Maria zaczyna nowe życie u boku nowo poślubionego męża, Hassana, lecz czy to małżeństwo będzie takim, jakie sobie wymarzyła? A co u Romana, ojca bliźniaków? Czy ma jeszcze szanse na miłość, uczucie, których nigdy nie zaznał od Marii? 

Losy ludzkie, różne zawirowania, dobre i złe decyzje, a to wszystko umiejscowione w świecie ogarniętym pożogą, złem, terrorem. Libia już nie jest taka jak kiedyś, teraz to Dżamahirija, czyli Państwo Ludu, które oczywiście wcale takim nie jest. To co przywódca reżimu zawarł w swojej osławionej Zielonej Książce nie jest żadną demokratyczno-socjalistyczno-islamską dyrektywą państwa dobrego dla ludu, tylko dyktatem i terrorem społecznym.  Jednak Karen wciąż kocha ten kraj, bo tutaj spędziła dzieciństwo, kiedy jeszcze byli szczęśliwi we trójkę - ona, Jacek i Andrzej.

Akcja powieści przenosi czytelnika także na Maltę, do Polski, ogarniętej zbliżającym się przewrotem władzy komunistycznej i do Związku Radzieckiego.

Nie brakuje, jak to u Nike, odniesień licznych bardzo do sztuki, do antyku, do historii, można naprawdę wzbogadzić swą wiedzę i dowiedzieć się wielu istotnych informacji z zakresu historii sztuki, poezji, historii świata. Ta książka to nie tylko uczta dla duszy, ale i dla ciała, bo nie zabrakło ponownie wielu smakowitych przepisów potraw bliskowschodnich, ale nie tylko.

Powieść kończy się takim cliffhangerem, że nie omieszkałam w nocy napisać o tym autorce. I teraz czekam na tom trzeci z jeszcze większą niecierpliwością, bo widzę, że wraz z kolejną odsłoną libijskiej trylogii, powieść jeszcze bardziej trzyma w napięciu i sprawia, że nie można się od niej oderwać. Polecam, to prawdziwa perełka literacka.

ps. Dziękuję za wspomnienie o mnie w podziękowaniach, to bardzo bardzo miłe :)



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Filia.

środa, 16 marca 2016

Anna Bednarska "Trudny mężczyzna"

A zaczęło się tak niewinnie. Jest ona, on, grupka przyjaciół, z których każdy przeżywa lepsze i gorsze chwile. Jest praca, która nieco dziwna, ale daje satysfakcję. Są chwile spędzane razem, bo przecież on jest zdolnym pisarzem, który przeniósł się do Warszawy, aby być bliżej mainstreamu i trzymać rękę na pulsie. A ona przez pięć lat jest jak ciepła i bezpieczna przystań. Co z tego, że on czasami robił skok w bok, a właściwie skoki w bok? Przecież to silniejsze od niego, poza tym robił research do książki, poza tym on nie umie inaczej, ale ją kocha. A ona wierzy. Chce wierzyć. Jeszcze trochę, jeszcze chwila, on zdobędzie uznanie i sławę i wróci do ich miasta. Zamieszkają razem. Będzie tak jak ma być.

A potem nadchodzi pewna impreza.
I pojawia się… jeszcze jeden on.
I już nic nie będzie takie jak przedtem.

W sumie dla bohaterki, Olgi, pracującej jako redaktorka w portalu Magia życia, to chyba nawet dobrze, że coś zmieni się w jej życiu. Adam, zdolny obiecujący pisarz jest ciągle zajęty, w Warszawie robi karierę, właśnie ukazała się jego pierwsza kontrowersyjna książka, bardzo dobrze przyjęta. Zaczęły się wywiady, spotkania, plany na przyszłość. Olga wie, że musi wspierać ukochanego, jednocześnie ciągle stara się w sobie dusić wątpliwości, czy to w ogóle ma przyszłość, czy Adam jest jej wierny, bo przecież wcześniej… Kobieta zostawia to, nie myśli, nie przypomina sobie, bo i po co? Cieszy się tym, co jest. Ma satysfakcjonującą pracę, przyjaciół, Rafała, Majkę, Elizę, koleżanki z pracy. Wszystko jest… jakoś. Do momentu, kiedy na imprezie u Rafała poznaje Radka. Projektanta ogrodów, przystojnego, nieco zamkniętego, palącego za dużo papierosów mężczyznę, który od pierwszej chwili patrzy na nią tak, jakby była jedyną kobietą na ziemi. Ale nie jest jedyna, w dodatku obok niej stoi jej partner, który jakby szóstym zmysłem wyczuwa konkurencję i zaczyna przysłowiowo „znaczyć teren”.

Lecz to nie tylko imprezowe zauroczenie. Olga przestaje śnić. Radek zaczyna. Pojawiają się na swoich drogach wciąż i wciąż. Napięcie, fascynacja, pożądanie rosną z godziny na godzinę, z dnia na dzień. Lecz tu nic nie będzie proste. Związek Olgi, jej wyrzeczenia, jej wiara w Adama, przeszłość Radka, jego demony, gniew, rządzący jego życiem. Do tego przyjaciele, którzy sami nie mogą poradzić sobie z własnymi decyzjami.

„Trudny mężczyzna” Anny Bednarskiej to powoli rozpędzający się rollercoaster uczuć, emocji, trudnych decyzji i budzącej się miłości, która nie powinna się zdarzyć.
Autorka gra na uczuciach czytelnikach, zaczynając swoją powieść spokojnie, niewinnie, aby potem rzucać coraz cięższe argumenty, sprawiając że z nerwów zaczynamy tupać nogami i siłą woli powstrzymujemy się, aby nie zajrzeć na ostatnią stronę.

Świetna, wciągająca, denerwująca, pełna uczuć, emocji, przemyśleń. Doskonała lektura, polecam!



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Akurat.

niedziela, 13 marca 2016

Hanna Dikta "We troje"

„Trzeba zabić tę miłość”.

Powieść Hanny Dikty zatytułowana „We troje” to historia pełna bólu, tęsknot, pragnień, a przede wszystkim dążenia do szczęścia. Już sam tytuł może sugerować, że będzie tu mowa o trójkącie miłosnym, ale tak naprawdę jest tu coś więcej. 

Bohaterami książki są ludzie, którzy stają w konfrontacji ze śmiertelną chorobą, własnymi marzeniami i pragnieniami. Agata ma o dwadzieścia lat starszego męża-Jacka, artystę, z którym prowadzi urokliwy pensjonat. Jej siostra Joanna wychodzi za mąż za Piotra, którego Agata poznaje w dramatycznych okolicznościach. Na prośbę siostry jedzie do Piekar Śląskich, gdyż Joasia ląduje w szpitalu. Tam spotyka Piotra, który oznajmia jej, że jego ukochana ma raka. To druzgoce świat Agaty, ale to dopiero początek dewastacji uporządkowanego życia bohaterki. Od pierwszej chwili coś ciągnie ją do szwagra, który teraz pogrążony w rozpaczy, także szuka bratniej duszy do porozmawiania. Po wyjeździe Agaty zaczynają się smsy, a kobieta nie może sobie poradzić z dwuznacznością uczucia, którym zaczyna obdarzać szwagra.
Jednocześnie obserwujemy powolne oddalanie się Jacka i Agaty, walkę o normalność Joanny, która odmawia leczenia i za wszelką cenę pragnie dziecka. A w tym wszystkim Piotr rozrywaną miłością do dwóch kobiet. Trudna, patowa wręcz sytuacja.

Hanna Dikta pokazuje te mroczniejsze momenty życia, ale wcale nie oderwane od rzeczywistości, bo przecież nie opisała żadnych niemożliwości, a wręcz przeciwnie-takie rzeczy zdarzają się i są prawdziwe, życiowe. Rozdarcie bohaterów pomiędzy trudnymi wyborami, pomiędzy uczciwością a pragnieniami. Pomiędzy różnymi odmianami miłości. To trudne, bolesne i wciąż budzące wiele sprzecznych odczuć. 


„We troje” to dramat obyczajowy ze sporą dawką psychologii, książka bolesna, wzruszająca, czasami ciężka w odbiorze. Nie należy do łatwych i przyjemnych, niesie przesłanie, że tak naprawdę mamy jedno życie i należy je pielęgnować i dążyć do szczęścia. Tylko czy jest ono możliwe, jeśli po drodze zostawiamy za sobą ofiary? Na to pytanie każdy z czytelników musi odpowiedzieć sobie sam.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autorki.

czwartek, 10 marca 2016

Kendall Ryan "Jesteś wyzwaniem"

Jest wiele pozycji w romansowej literaturze, gdzie dziewczyna jest tą niewinną, nie do zdobycia, z postanowieniami zachowania czystości dla tego jedynego, właściwego, a nalepiej ślubnego. Bohaterom męskim raczej się to nie zdarza. Ale od czego pisarska wyobraźnia. W książce będącej kontynuacją "Jesteś zagadką", pojawia się właśnie taki mężczyzna. Autorka, Kendall Ryan w powieści "Jesteś wyzwaniem" przedstawia bohaterów uwikłanych w związek, który nie powinien się zdarzyć.

Liz jest znużona życiem na granicy, przypadkowymi związkami, romansem z rozwiedzionym wykładowcą. Zwłaszcza teraz, kiedy jej przyjaciółka Ashlyn żyje w szczęśliwym związku z Aidenem, ona sama zaczyna dostrzegać brak koło siebie tej przysłowiowej drugiej połówki. 
Tymczasem na poddasze domu, w którym mieszka, wprowadza się przystojniak, który trafił tam chyba wprost z wybiegu z ciuchami od Ralpha Laurena. Cohen jest zniewalający, do tego uprzejmy, uśmiechnięty i jest... prawiczkiem. Na nic przyciąganie, na nic rodzące się pragnienie pomiędzy Liz i Cohenem. Młody mężczyzna ma swoje zasady, a Liz... No cóż. Ona wie jedynie, co znaczy dobra zabawa. Jednak czy w sercu kobiety zaczyna się coś budzić? I czy będzie umiała dać Cohenowi to, czego on oczekuje? I nie chodzi tutaj o pragnienia czysto cielesne.
W dodatku pojawia się matka przystojnego sąsiada, która od razu jest bardzo nieprzychylnie nastawiona do Liz. A sama Liz też ma swoje tajemnice, których narazie nie chce ujawniać. Do tego dochodzi niebezpieczny zawód Cohena, związany z pracą w ochotniczej straży pożarnej. Nietrudno zgadnąć, że zanim bohaterowie osiągną upragniony spokój, wiele się wydarzy.

"Jesteś wyzwaniem" to romans z problemami, z gorącymi scenami miłosnymi i z zasłużonym happy endem. Jednakże mnie nie porwał, brakowało mi rozwinięcia historii Liz, a także motywacji Cohena. Zdaje się, że autorka potraktowała poszczególne wątki nieco po macoszemu, co odbiło się na całokształcie. Ot, rozrywka na jeden wieczór, jeśli ktoś czytał I tom, to zapewne II także przypadnie mu do gustu.


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Pascal