Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jacek skowroński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jacek skowroński. Pokaż wszystkie posty

sobota, 16 lutego 2013

Jacek Skowroński "Zabić, zniknąć, zapomnieć"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Prószyński i S-ka.


Motyw seryjnych morderców jest często wykorzystywany w literaturze, traktowany jako interesujący, zagadkowy, pasjonujący, mroczny. Wycieczka w głąb ludzkiego umysłu i próba zrozumienia pobudek kierujących na pozór normalnym człowiekiem. Wiele o tym napisano, zarówno w tekstach naukowych, jak i w powieściach, thrillerach.
A co, jeśli ktoś zabija, ale nie dlatego, że czuje jakiś wewnętrzny przymus, nad którym nie może zapanować, lecz robi to z całkiem innych pobudek? Z chęci zarobku, uprawiając ten swego rodzaju wolny zawód, właśnie w taki sposób go postrzega? Co nim kieruje? Czy ma wyrzuty sumienia? Czy nocami dostrzega twarze swoich ofiar? Czy z takiej profesji można kiedyś zrezygnować? Odejść na emeryturę i żyć wygodnie za ciężko zarobione pieniądze?

Jacek Skowroński w swojej najnowszej powieści „Zabić, zniknąć, zapomnieć” porusza ten właśnie pasjonujący i bardzo trudny temat. Przedstawia bohatera, który przeżył w swoim życiu wiele, dotknął niemal dna, widział mnóstwo okrutnych rzeczy, a także często padał ofiarą silniejszych i bezwzględnych oprawców. Jaka przyszłość może czekać takiego młodego chłopaka? Który zajrzał w czeluści okrucieństwa, zła i podłości? Ale ciągle gdzieś tam tkwi w nim pewna doza człowieczeństwa. I nawet stać go na uczucia. Pojawia się ktoś, kto dostrzega w nim potencjał. I wówczas… zaczyna się werbunek. Swoista rekrutacja do wykonywania zawodu, który stoi w opozycji do wszelkich zasad, którymi powinien kierować się człowiek. Czy dla bohatera, Rafała, będzie to jedyna droga, aby utrzymać się na powierzchni? Co nim kieruje? Czy spełni oczekiwania swojego opiekuna? Wreszcie… czy naprawdę nie ma w nim nic z człowieka? Czy przeszłość skutecznie zabiła w nim wszelkie ludzkie odruchy?

Naprawdę, mogłabym pytać w nieskończoność, bo powieść ta wyzwala właśnie takie odczucia. Ogromne znaki zapytania, niepewności, żalu, współczucia. Czy to już syndrom sztokholmski? Raczej nie, to chyba próba zrozumienia motywów, wyjaśnienia sobie, że nikt tak do końca nie jest zły, to okoliczności, przeżycia mogą wyzwolić w ludziach te najgorsze instynkty.

Powieść Jacka Skowrońskiego jest jak rzeka, silna, ciemna, kłębiąca się i wciągająca kolejną ofiarę w swoją zimną toń. Niezwykle sugestywnie i realistycznie ukazany ciemny światek morderców, prostytutek, złodziei, szemranego towarzystwa tak zwanej szarej strefy. I w tym wszystkim on, główny bohater. Jakby nieco inny, a przecież tkwiący w tym wszystkim od lat. Czy uda mu się z tego wyzwolić? Tak, znowu padają pytania. A odpowiedzi… przeczytajcie i udzielcie ich sobie sami. Polecam, naprawdę świetna lektura.
A! I jeszcze jedno! Mężczyznę podobno poznaje się nie po tym jak zaczyna, ale jak kończy… Jacek Skowroński zakończył tę opowieść… rzucając na kolana!

środa, 8 grudnia 2010

Jacek Skowroński "Mucha"

Jak najlepiej rozprawić się z mafijnym bossem gangu zajmującego się wszystkim tym, co stoi na bakier z prawem? Zastosować efekt synergii. Takim środkiem posłużył się bohater książki Jacka Skowrońskiego, pt.:”Mucha”. Jest to kryminał, pełen nieoczekiwanych zwrotów akcji, pomysłów rodem z sensacyjnego filmu o Jamesie Bondzie i zaskakujących odsłon poszczególnych postaci. Zaczynając czytać „Muchę” wsiadacie na rollercoastera i możecie zapomnieć o jeździe bez trzymanki. Tutaj trzeba się mocno trzymać, żeby nie wypaść z tej szalonej huśtawki. I nadążyć za pomysłowością bohaterów. A wszystko zaczyna się od niewinnej biznesowej wizyty głównego bohatera Apoloniusza, będącego agentem ubezpieczeniowym, w pewnym domu pod Warszawą, celem sprzedania polisy. W okazałej rezydencji zostaje przyjęty przez roznegliżowaną panią Jolę, która zachowuje się dziwnie i dwuznacznie. Oprócz obrazów miłych dla oka każdego faceta, naszemu bohaterowi udaje się zobaczyć coś o wiele więcej. I nie ma to nic wspólnego z krągłościami rzeczonej Joli. Otóż pojawia się właściciel posiadłości, który z pełnym zapamiętaniem i oddaniem dokonuje morderstwa na oczach agenta Apoloniusza. Ubezpieczeniowego, ale zawsze agenta. To sprawia, że nad głównym bohaterem powieści zaczynają się gromadzić przysłowiowe czarne chmury. Bo okazuje się, że posesja należy do Konrada Z. zwanego „Muchą”, znanego w półświatku szefa zorganizowanej grupy przestępczej. A bezlitosne morderstwo to rozgrywka mafijnego świata. Świata, do którego na pewno nie należy Apoloniusz i wiedza, którą teraz posiada staje się jego wyrokiem. Ale skoro jest się agentem, to trzeba jakoś iść za ciosem. I Apoloniusz idzie. Za ciosem. A nawet za dwoma i trzema i... Zwraca się o pomoc do swojego kolegi Jacka, człowieka nocy i komputerowych zawiłości. Wraz z Jackiem dokonują licznych dywersji, stosując wspomniany wyżej efekt synergii, który ma osłabić Muchę i zniweczyć jego plan zabicia świadka popełnionej zbrodni. Pojawia się także zagadkowa Wanda, która przez chwilę staje się ważna dla Apoloniusza a na pewno stanie się ważna dla Jacka. Poznajemy przedstawicieli warszawskiej żulerni, która okazuje się być zwrotnym punktem w zaplanowanej przez Apoloniusza akcji.

Sama akcja toczy się wartko, kolejne odsłony zaskakują czytelnika a niektórzy bohaterowie okazują się być całkiem innymi postaciami, niż te, za jakie je na początku mieliśmy.

Polecam „Muchę” tym, którzy lubią na chwilę oderwać się od rzeczywistości i dać się porwać szalonej akcji, pełnej sensacyjnych i humorystycznych wątków. Tutaj właśnie czarny humor predysponuje tę książkę do zakwalifikowania do gatunku czarnych komedii kryminalnych. Równie dobrze moglibyśmy umiejscowić akcję w latach 20-tych ubiegłego wieku i wyszedłby super gangsterski film. Wielkie brawa dla autora za poczucie humoru, za znajomość realiów panujących w półświatku i za świetne zakończenie. Tematy gangsterskie to moje ulubione klimaty, więc z wielką przyjemnością usiadłam koło Muchy na szalonym rollercoasterze i po prostu... dałam się porwać.