"Czytać to bardziej żyć, to żyć intensywniej". Rozmówki, przemyślenia, recenzje młodej pisarki. Bo jestem gadułą, choć czasami milczę. Bo jestem milcząca, choć czasami ględzę. Bo jestem miła, choć czasami trudno mnie znieść. Bo jestem niesympatyczna, choć czasami trudno w moim towarzystwie się smucić. Bo kocham słowo pisane. I kocham słowo czytane. I nie lubię fałszu i zawiści, a frustratom mówię stanowcze NIE. Szkoda czasu i atłasu, a życia to na pewno. :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą erotyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą erotyka. Pokaż wszystkie posty
piątek, 3 kwietnia 2020
piątek, 24 listopada 2017
Paulina Świst "Komisarz"
Połączenie romansu, sensacji i wątków nasyconych erotyką? Kto zna moją twórczość, dobrze wie, że to moja ulubiona mieszanka gatunkowa. Ale nie tylko od strony twórczej lubię takie klimaty. To także moja ulubiona tematyka, po którą często sięgam. Właściwie wystarczy, że będzie sensacja kub kryminał, już książka znajdzie się w sferze mojego zainteresowania. Gdy do tego dojdzie hot romans, jeszcze lepiej. Nie pogardzę też sprawnie napisanymi wątkami erotycznymi.
W najnowszej książce Pauliny Świst, pod tytułem „Komisarz”. dostałam co chciałam. Jestem tak samo usatysfakcjonowana, jak Zuzanna po nocy z Wyrwą.
Właśnie komisarz Wyrwa, który drugoplanowo pojawiał się w pierwszej części, czyli w „Prokuratorze”, jest głównym bohaterem tej książki. Od lat działa undercover, rozpracowując od wewnątrz zorganizowane grupy przestępcze. Teraz także pracuje nad dużą sprawą, oczywiście wraz z prokuratorem, Łukaszem Zimnickim. Radek Wyrwa zmienia skórę i staje się ułożonym korpoludkiem, który zaczyna spotykać się z Zuzanną Kadziewicz. Skromną dziewczyną, która poświęca się pracy z trudną młodzieżą. Zuzanna jest córką znanego biznesmena, który zamieszany jest w działalność gangu specjalizującego się w handlu kobietami. Dziewczyna nic nie wie o działalności ojca, ale już wkrótce druzgocąca prawda wychodzi na jaw, a Zuza dostaje policyjnego ochroniarza, którym okazuje się łagodny i szarmancki… Radosław. Jednak wraz z odkryciem prawdziwej twarzy, znika mężczyzna, przy którym czuła się bezpiecznie. Pojawia się wkurzający, czasami chamski, bezpardonowy, nieokrzesany i cholernie seksowny komisarz Wyrwa, któremu dziewczyna strasznie działa na nerwy. Tak bardzo, że nie potrafi przestać o niej myśleć. A przecież musi ją chronić, to tylko kolejne zadanie, nic więcej. Jednak los przygotował dla tej dwójki coś innego.
„Komisarz” to sprawnie napisany romans sensacyjny, z wyrazistymi bohaterami, szybką akcją, sugestywnie napisanymi scenami seksu i zgrabnymi zawirowaniami fabularnymi. Jeśli lubicie dobrą rozrywkę, ostre dialogi i świetnie skrojonych bohaterów, polecam „Komisarza”. Tymczasem jestem ciekawa o kim napisze teraz pani Świst. Stawiam na Daniela i oczywiście czekam na kolejny tom.
piątek, 29 lipca 2016
Elle Kennedy "Błąd"
Elle Kennedy dała mi się poznać jako autorka łącząca wątki romansowe, dramatyczne i erotyczne w powieści „Układ”, gdzie wprowadziła czytelników w świat młodych studentów z drużyny hokejowej, szukających swojej drogi w życiu. Mamy tam hulaszcze zabawy, korzystanie z uroków młodości i nagle wszystko się zmienia, gdy pojawia się ta jedna, jedyna. Która także ma szereg problemów i niejednokrotnie dźwiga na swych barkach całkiem pokaźny ciężar. Nie inaczej jest w kolejnej odsłonie serii, zatytułowanej „Błąd”. Tutaj głównym bohaterem staje się John Logan, przyjaciela Garretta (znanego w „Układu”) i Grace Ivers, studentka pierwszego roku w Briar.
John wciąż nie może sobie poradzić z fascynacją Hannah-dziewczyną Garretta i dlatego rzuca się co rusz w przypadkowe znajomości, kończące się jeszcze bardziej przypadkowym i szybkim seksem.
Pewnego razu, także zupełnie przypadkowo, trafia do akademika i do pokoju zamieszkałego przez Grace. Spędzają wspaniały wieczór, który co prawda nie kończy się seksem, ale rozpoczyna coś innego w życiu Logana, i chłopak zupełnie nie może sobie z tym poradzić. Z kolei Grace, w ocenie koleżanek ze studiów jest zbyt pospolita, aby było prawdą, iż umawia się z gwiazdą drużyny hokejowej.
Rozpoczyna się gra pomiędzy bohaterami, rosnąca fascynacja, ale wszystko kończy się zbyt szybko, bo to wielki błąd, którego Logan nie może i nie chce popełnić. Czy na pewno? Chłopak ma w sobie jeszcze jedną warstwę, która niechętnie odsłania. Trudna sytuacja domowa, związana z ojcem i bratem, może uniemożliwić granie w zawodowej lidze hokeja. John jest zagubiony, nie rozumie własnych odczuć, a tym bardziej nie pojmuje tego, co zaczyna czuć do Grace. I tylko do niej.
„Błąd” to drugi tom, równie wciągający jak pierwszy, napisany swobodnie, ale w odpowiednich momentach wzruszający i wzbudzający szereg emocji. Przesycony także erotyką, która nadaje nieco pieprzyku miłosnej historii i stanowi jej uzupełnienie.
Polecam i czekam na odsłonę perypetii kolejnego zawodnika z Briar.
poniedziałek, 7 marca 2016
Elle Kennedy "Układ"
Czasami z dziwnego układu, który ma przynieść korzyść dla obu stron, może narodzić się coś potężnego, mocnego i budującego. Jednak Hannah Wells nie wierzy w dobro, ludzi, a zwłaszcza w facetów. W wieku piętnastu lat została okrutnie skrzywdzona, jej rodzinę zepchnięto na margines w małej społeczności rodzinnego miasteczka, a ona sama do teraz nie może poradzić sobie z demonami przeszłości. Jednak, jak sama mówi, „przepracowała” wydarzenia sprzed lat, w tej chwili studiuje, robi specjalizację z muzykologii i może kiedyś w przyszłości będzie śpiewać zawodowo. Albo komponować. Uczy się dobrze i jako jedna z nielicznych zaliczyła trudny test. Jej życie uczuciowe nie jest czymś, o czym warto byłoby mówić, ale ma nadzieję, że wszystko się zmieni, gdy zbliży się do futbolisty Justina, w którym skrycie się podkochuje. Tylko jak ma to zrobić, skoro nie jest zbytnio popularna, a właściwie wcale, no i wciąż walczy z własnymi ograniczeniami?
Garrett Graham to gwiazda drużyny hokejowej. Wydaje się, że chłopak ma wszystko: urodę, tabuny chętnych dziewczyn, bogatego ojca-byłego mistrza hokeja. Drużyna odnosi sukcesy, a Garret zdaje się być dzieckiem szczęścia. W sumie brakuje mu tylko jednego-zaliczenia trudnego testu. A tak poza tym ma wszystko. Czyżby? Jednak teraz koniecznie musi poprawić oceny, jeśli chce być dopuszczony do kolejnych rozgrywek. Dlatego trafia na Hannah, która zdała rzeczony test na piątkę. Dziewczyna, jako chyba jedyna na uczelni, zdaje się być mało podatna na urok „niegrzecznego chłopca” i nie zamierza poświęcać swego cennego czasu na naukę przystojnego mięśniaka, jak postrzega Grahama. Lecz to wszystko pozory. Bo przecież tak naprawdę nie można nikogo oceniać powierzchownie.
Hannah i Garrett wchodzą w pewien układ, w którym każdy ugra coś dla siebie. Nie przypuszczają jednak, że okażą się sobie tak bardzo potrzebni i poznają swoje największe sekrety. Książka, która zaczyna się jak typowy romans New Adult, nagle skręca w kierunku dramatu i w napięciu trzyma do samego końca. Bohaterowie wkurzają, denerwują i wciągają czytelnika w swoje zagmatwane historie.
„Układ” czyta się błyskawicznie, jest opowieścią o miłości, ale także pokazuje jak czasami oceniamy ludzi po pozorach, a niektórzy noszą dla świata zewnętrznego pogodne maski, pod którymi ukrywają swoje mroczne drugie ja.
Polecam, doskonała lektura dla wielbicieli książek z gatunku NA, pełnych namiętności, dramatycznych zwrotów akcji, sekretów i emocji.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Zysk i S-ka.
piątek, 19 lutego 2016
Abbi Glines "Oddychaj mną"
Abbi Glines znana jest na całym świecie jako autorka dobrze czująca się w nurcie New Adult i widać, że twardo utrzymuje się w postanowieniu tworzenia historii o młodych ludziach. Wychodzi jej to całkiem nieźle, niektóre opowieści są do siebie nieco podobne, ale w ogólnym rozrachunku można postawić jej duży plus. W tej chwili jestem po lekturze jej najnowszej książki, która także rozpoczyna serię o ludziach znajdujących się na progu dorosłości, o ich problemach, zmaganiach z rzeczywistością, o trudnych, jak na tak młody wiek doświadczeniach życiowych i oczywiście o wielkich, namiętnych miłościach.
Sadie White, bohaterka "Oddychaj mną" to raptem siedemnastoletnia dziewczyna, która tak naprawdę nigdy nie miała dzieciństwa. Jej nieodpowiedzialna matka urodziła ją jako nastolatka i chociaż lat przybyło, to kobieta nadal zachowuje się jak świrnięty podlotek. Nigdzie nie potrafi zagrzać miejsca i utrzymać jakiejkolwiek posady. Teraz jest w ciąży (z kimś tam) i chociaż ma dobrze płatną pracę w wielkiej posiadłości na prywatnej wyspie, to jednak nie ma siły wykonywać swoich obowiązków pokojówki. Sadie przejmuje od niej tę powinność, bo przecież coś jeść trzeba, a i rachunki same się nie zapłacą. Już pierwszego dnia orientuje się, do kogo należy imponujący dom. Jax Stone. Tego imienia i nazwiska nie trzeba tłumaczyć żadnej nastolatce w USA. Jax-cudowne dziecko, teraz gwiazda rocka, bożyszcze tłumów, a zwłaszcza ich żeńskiej części. Nigdzie nie rusza się bez ochrony, gdyż podekscytowane i zdesperowane dziewczyny mogą być naprawdę nieobliczalne. Dlatego dziewiętnastolatek ma swój azyl-dom na wyspie Sea Breeze. Przyjeżdża tam, gdy chce się wyciszyć i odpocząć, chociaż matka ciągle mu przypomina o powinnościach wobec fanów, producentów, menagerów i całego świata szoł-bizu. Dobrze, że chłopak ma wyrozumiałego i kochającego brata-Jasona, dzięki któremu zachował jako taką równowagę psychiczną.
Gdy pojawia się w w swoim azylu, zauważa śliczną blondynkę z niebieskimi oczami. Na początku sądzi, że to kolejna fanka, która zatrudniła się, aby być bliżej swego idola. Jednak już po pierwszym spotkaniu konstatuje, że dziewczyna nawet nie słucha jego muzyki i przebywanie w jego obecności nie robi na niej zbyt wielkiego wrażenia. Czy aby na pewno?
Więcej pisać nie będę, zapewne domyślacie się jak potoczą się dalsze losy Sadie i Jaxa. Jednak nie będzie to takie proste, jak mogłoby się wydawać. Szołbiznes rządzi się swoimi prawami i raczej nie ma w nim miejsca dla ubogiej piękności z południa. Czy miłość pokona barierę społeczną, majątkową i poradzi sobie ze światem, w którym do tej pory żył Jax?
Przeczytajcie :) Na pewno lektura nie zajmie zbyt wiele czasu, gdyż czyta się ją szybko i przyjemnie. Doskonała rozrywka z lekkim miłosnym pazurem.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Pascal.
wtorek, 17 lutego 2015
Christina Lauren "Piękny drań"
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa ZYSK i S-KA.
Pamiętacie książkę „Zmierzch”? Na pewno, nawet jeśli nie każdy z was czytał, to raczej każdy o niej słyszał. A przynajmniej ci, którzy na bieżąco śledzą to, co dzieje się w świecie wydawniczym. Ale Greya to chyba kojarzycie? Nachalna reklama zrobiła swoje i Pan Szary zdaje się wołać z każdego kąta. Co to ma wspólnego z książką, którą właśnie przeczytałam? A trochę ma. Po pierwsze, gdy ukazał się Zmierzch, zaraz po tej premierze ruszyła fala wampiropodobnych historii, a zaraz potem wykształcił się gatunek paranormal romance, który świetnie się ma do dziś. Gdy ukazał się Grey - wiadomo, zaczęły nagminnie powstawać opowieści erotyczne, oscylujące na granicy pornografii, a czasami tę granicę w mniej lub bardziej wysublimowany sposób przekraczający. Co jeszcze ma wspólnego moja miniona lektura z tymi dwoma, wymienionymi wyżej tytułami? Ano Grey był fan fiction Zmierzchu, a „Piękny drań”, któego właśnie przeczytałam, był także fanfikiem powieści Meyer. Ukazywał się w internecie pod tytułem „The Office” gdzieś w 2009 roku. Gdy zamówiłam tę książkę do recenzji, pojęcia nie miałam, że to ff, który kiedyś święcił triumfy w sieci.
„Piękny drań” duetu Christiny i Lauren to opowieść na pograniczu lekkiego chick-litu, romansu i ostrej erotyki. To właśnie ta ostatnia ma tutaj decydujący wpływ na przebieg fabuły i gdyby wyciąć wszystkie sceny seksu pomiędzy przystojnym Ryanem Benettem, a jego asystentką, Chloe Mills, to książka byłaby co najmniej o połowę krótsza. Tak, o tym właśnie opowiada ta lektura. Chloe nienawidzi swojego szefa, Ryana, który oględnie mówiąc jest dupkiem do kwadratu. Uprzykrza życie swojej ślicznej asystentce, ale ona oczywiście nie ma pojęcia, dlaczego tak się dzieje. Wie o tym tylko Ryan, który od momentu, gdy dziewczyna pojawiła się w biurze i zaczęła z nim blisko współpracować, nie może myśleć o niczym innym, jak tylko o rzuceniu jej na stół w sali konferencyjnej i zrealizowaniu wszystkich niegrzecznych fantazji, jakie siedzą mu od miesięcy w głowie. Gdy nadejdzie w końcu moment, kiedy napalony Ryan nie wytrzyma i położy łapy na krótkiej spódniczce Chloe, jego zaskoczenie będzie tym większe, że niecierpiąca go asystentka z atencją przyjmie jego mało delikatnie pieszczoty. I wtedy się zacznie. Darcie bielizny, seks na półpiętrze, seks w windzie, seks w łazience, wszędzie tam, gdzie tylko się spotkają i na siebie spojrzą. Z nienawiścią. Bo przecież nienawidzą się od pierwszego wejrzenia. Jednak czy to prawda? I czy można zbudować związek, który zrodził się z erotycznego zafascynowania? No cóż, przeczytajcie, odpowiedź na te pytania zapewne nie będzie zaskoczeniem.
„Piękny drań” to nieskomplikowana historia zabarwiona ostrą erotyką, bez głębi i jakiejkolwiek psychologicznej konstrukcji głównych bohaterów. Czyta się szybko, ale i szybko zapomina. Na plus zasługuje jednak to, że główna bohaterka, mimo że powoli zakochuje się w swym znienawidzonym szefie, nie podkłada mu się jak omdlewająca heroina z lat dwudziestych, tylko cały czas trzyma głowę wysoko i wie czego chce, nawet gdy jej koronkowe majtki po raz kolejny lądują w kieszeni napalonego Ryana. Dla wielbicieli tego typu literatury pozycja zapewne znajdzie zacne miejsce w biblioteczce. Dla mnie było trochę za mało wątków pobocznych, niezwiązanych z realizowaniem planu roboczego „uprawiajmy seks gdzie tylko się da”.
piątek, 22 lutego 2013
Sylvia Day "Płomień Crossa"
No i cóż. Udało się! Przeczytałam kontynuację „Dotyku
Crossa”, czyli „Płomień Crossa” i żyję! To znaczy, nie miałam ochoty przerwać
lekturę, bo bardzo nie lubię tego robić. Tak jak Gideon wszystkie sprawy
doprowadza do końca, tak i ja lubię czytać do ostatniej strony, to co zaczęłam.
„Płomień Crossa” to udana kontynuacja historii Evy i
Gideona, naprawdę udana. Dowiadujemy się więcej o przeszłości Pana Mrocznego i
Niebezpiecznego, a także o przeszłości Evy. Która chyba jako jedyna wie, jak
przebić się przez ten mur, który zbudował wokół siebie Cross. A poza tym ona
jedna potrafi doprowadzić go do utraty kontroli. A wówczas… hm… nie powiem,
smakowity z niego kąsek. Ale poważnie. Drugi tom jest nieco bardziej i
sensacyjny i więcej tutaj psychologii. A także dramatyzmu. To, że seksu jest
ogrom, pisać nie muszę, ale jest całkiem fajnie opisany. Oczywiście, mam
ogromną pod tym względem tolerancję, powiedzmy, stylistyczną, więc nie jestem
chyba modelowym czytaczem takiej literatury. Niemniej jednak książka zrobiła na
mnie bardzo pozytywne wrażenie i mogę nawet z pewną nieśmiałością posunąć się
do stwierdzenia, że jest lepsza niż tom pierwszy.
Z chęcią przeczytam „Wyznanie Crossa”, bo już co nieco o nim
wiemy, ale po tym, co zrobił pod koniec części drugiej, zyskał w moich oczach
wiele (zawsze mówiłam, że lubię Bad Boyów), dlatego też z ochotą poznam jego
całą tajemnicę. Chociaż wiem, że będzie bardzo bolesna.
Teraz polecam, jeśli nie jesteście pruderyjni, lubicie
zgrabną fabułę, całkiem fajnych bohaterów i oczywiście nieco tajemnic, dramatów
i ogrom miłości (i fizycznej i tej duchowej), polecam, na pewno lepiej
przeczytać ten cykl, niż przereklamowanego Szarego.
wtorek, 19 lutego 2013
Sylvia Day "Dotyk Crossa"
Historia całkiem banalna. Taka, jakich teraz wiele, począwszy od osławionego (czytaj: przereklamowanego) Greya.
Eva Tramell przybywa do Nowego Jorku i zamieszkuje wraz ze swoim biseksualnym przyjacielem w apartamentowcu na Manhattanie. Dzięki matce, a właściwie ojczymowi, stać ją na takie luksusy. Młoda kobieta rozpoczyna pracę w agencji reklamowej, nie wiedząc tak naprawdę do czyjego imperium należy ta firma. W wejściu do wieżowca "Crossfire" wpada (niby przypadkiem) na zniewalająco przystojnego mężczyznę. Wysokiego, postawnego, z pięknymi kręconymi dłuższymi włosami, ubranego w kosztowny garnitur. I jak nietrudno się domyślić, pomiędzy tą dwójką z miejsca nawiązuje się silne wzajemne przyciąganie, oparte na zniewalającym wprost pożądaniu. Wkrótce okazuje się, że ten boski facet to właściciel połowy Manhattanu, czyli Gideon Cross, złote dziecko biznesu, znamienity przykład na to, że czasami spełnia się amerykański sen. I oczywiście właściciel firmy, w której pracuje Eva.
Nie będę streszczać książki, powiem jedynie, że fabuła obfituje w mocne i sugestywne opisy erotycznych zmagań bohaterów, w różnych konfiguracjach i z olbrzymią częstotliwością i intensywnością. Cross jest niezniszczalny, niczym superman przedziera się przez kolejne fazy orgazmu Evy i jako biznesmen z krwi i kości zawsze doprowadza sprawy do końca. Poza tym oczywiście jest kilka innych wątków, między innymi tajemnica z przeszłości Evy i Gideona.
Tak więc czy jest coś, co mnie ujęło w tej powieści, której tematyka jest obecnie tak popularna, a nowe "orgazmastyczne" opowieści pojawiają się jak grzyby po deszczu? No cóż. "Dotyk Crossa" na pewno jest o wiele lepiej napisany niż wspomniany wyżej Grey. Bohaterka jest dojrzalsza, bohater mniej irytujący i o wiele bardziej pociągający. Oboje mają swoje własne demony, dzieciństwo skażone i zniszczone, teraz pogrążają się w miłości do siebie, pragnieniu i uzależnieniu. Powiem szczerze, tę książkę czyta się szybko i gładko i jeśli to ja miałabym decydować, którą z tych dwóch bardziej promować, na pewno wybrałabym Crossa, bo jest po prostu lepsza. I stylistycznie i fabularnie. A poza tym bohaterowie mnie nie irytowali, tak jak robiła to wkurzająca do cna "wewnętrzna bogini" w Greyu.
Czy polecam? Jeśli lubicie taką literaturę i owszem. Spróbowałam i nie odrzuciło mnie, czasami reklama to nie wszystko, czasami lepiej przekonać się na własnej skórze. Teraz mam zamiar przeczytać tom drugi, mając nadzieję, że nie odrzucę go, tak jak zrobiłam wiadomo z jaką kontynuacją;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)







