Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Filia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Filia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 listopada 2019

Kim Holden "Druga strona"

Jest moje drugie spotkanie z twórczością Kim Holden. Po nieudanym dla mnie „Promyczku”, nie było nam po drodze, jednak teraz za sprawą Domi Czyta postanowiłam przeczytać najnowszą powieść pani Holden, zatytułowaną „Druga strona”.
I powiem wam, że to zdjęcie i napis na moim kubku z kawą, są wcale nieprzypadkowe. Bo ta książka była naprawdę Awesome!

Głównym bohaterem jest Toby Page, blisko osiemnastoletni chłopak, który wynajmuje pokój u weterana wojny w Wietnamie, Johnny’ego (akcja powieści toczy się pod koniec lat 80-tych). Toby nie płaci za wynajem, w zamian pełni funkcję konserwatora w domu, którego właścicielem jest Johnny. Chłopak jest zamknięty w sobie, odlicza dni do rozdania świadectw i ukończenia liceum, bo na ten dzień zaplanował coś bardzo ważnego dla siebie. Wtedy skończą się jego bolesne wspomnienia i koszmary, przez które cierpi na bezsenność, jest wycofany, bez najmniejszego poczucia własnej wartości. Wszystko w jego życiu jest szare, nawet nie czarno-białe, a dlaczego się tak dzieje, czytelnik odkrywa powoli i z coraz większym zaniepokojeniem, a nawet szokiem. Kiedy do domu wprowadzają się nowi najemcy, coś zaczyna się zmieniać. Alice jest śliczna, pewna siebie i niewidoma. Rozmawia z Tobym, a on bardzo bardzo powoli zaczyna się przed nią otwierać. Jednak nic tutaj nie jest łatwe, proste i szybkie. Chłopak skrywa tragiczną tajemnicę, cierpi na depresję i nie przestaje czekać na nastanie upragnionej daty. Jednak okazuje się, że nie jest sam, że wokół niego jest mnóstwo osób, którym pomógł, które go kochają i uważają za bohatera. Lecz czy to w czymś pomoże, jeśli on sam nie zacznie siebie tak postrzegać?

„Druga strona” to poruszająca dramatyczna opowieść o tym, jak dzieciństwo wpływa na ludzkie losy, jak łatwo można zniszczyć człowieka, jak ważne jest wsparcie otaczającego świata i jak trudno wyrwać się z okowów depresji. 

Książka niesamowita, wzruszająca, zaskakująca, z tajemnicami z przeszłości, świetnie skonstruowana, wyciskająca łzy. Tak, tak, łzy. Wiem, u mnie ciężko z tym, ale skoro już piszę Wam, że kilka razy się popłakałam, to wierzcie… jest na czym.
Polecam, świetna powieść, którą czyta się jednym tchem!

Domi, dziękuję! <3 b="">


poniedziałek, 5 sierpnia 2019

Agata Czykierda-Grabowska "Słońce, wiatr i księżyc"

To, że bardzo lubię czytać książki Agaty Czykierdy-Grabowskiej zapewne doskonale wiecie, jeśli z uwagą śledzicie mój profil. Jej pierwszą książką, którą przeczytałam, był „Adam” i na pewno znajduje się on na szczycie moich ulubionych powieści.
Najnowsza „Słońce, wiatr i księżyc” jest nieco inną historią, ale za to sprawiła, że poczułam się tak, jakbym cofnęła się nieco w czasie i znowu miała szesnaście lat.

Główni bohaterowie, to Kaja i Paweł, których poznajemy w momencie, gdy zaczynają wchodzić w okres dojrzewania. Kaja przyjeżdża do dziadków na wieś, a towarzyszą jej dwaj bracia, starszy Kuba i młodszy, Antek. To właśnie młodszy przysparza jej sporo kłopotów, a kiedy nieomal nie ginie w jeziorze, Kaja zdaje sobie sprawę, jak bardzo kocha braciszka. Na szczęście był tam także chłopak o pięknych zielonych oczach, mający urokliwe dołeczki w policzkach, który ratuje Antka. Od tamtej pory Kaja i Paweł zaprzyjaźniają się i spędzają całe lato razem. A potem kolejne i kolejne. Kaja, kiedy tylko może, przyjeżdża do babci i spotyka się z Pawłem i innymi dzieciakami ze wsi. Jej przyjaciel ma tragiczną sytuację rodzinną, ojca pijaka, który właśnie nad nim znęca się z wyjątkową brutalnością. Kiedy Kaja kończy lat szesnaście, orientuje się, że Paweł to nie tylko fajny kumpel. To chłopak niesamowicie przystojny, ujmujący, na którym zawsze można polegać. Nie wie jednak, co ona czuje do niego. Kiedy pewnego wieczora oboje zapominają się na chwilę i łączy ich gorący pocałunek, dziewczyna boi się, że straci przyjaźń, która jest dla niej najcenniejsza na świecie. Nie wie jednocześnie, że ona sama dla Pawła jest jak słońce, wiatr i księżyc. Które dla niej byłby w stanie ukraść, gdyby tylko wyraziła taką wolę.

Mijają lata, Kaja wraca z USA i przyjeżdża do babci, tuż po pogrzebie ukochanego dziadka. Okazuje się, że Paweł nadal mieszka w wiosce, z nikim się nie związał, radzi sobie sam, odciął się od rodziny, a szczególnie od znienawidzonego ojca.
Czy Kaja i Paweł w końcu będą umieli wyznać prawdę o tym, co do siebie czują? Czy nie jest na to za późno?

„Słońce, wiatr i księżyc” to przecudowna powieść o dorastaniu, pierwszych fascynacjach, trzymaniu się za ręce, pocałunkach, zakochaniu. Wreszcie o miłości, która potrafi przetrwać lata, o tym, że podobno mężczyzna zakochuje się tylko raz w jednej kobiecie i potem inne tylko do niej porównuje. Powieść o wsi, żniwach, lecie, ciepłej wodzie w jeziorze, zapachu zboża. Wzruszająca, miejscami denerwująca, zawierająca wiele nieprzewidywalnych zwrotów akcji, które sprawiają, że ma się ochotę zajrzeć na sam koniec i przekonać, że wszystko będzie dobrze.

Agata Czykierda-Grabowska ma niebywałą umiejętność przenikania do głów młodych bohaterów i z wielką wrażliwością, ale i realizmem pokazuje sposób myślenia nastolatków, ich obawy, pragnienia i czasami nieprzewidywalne posunięcia. 

Kolejna książka Agaty, którą przeczytałam z wielką przyjemnością, a historia Kai i Pawła dała mi możliwość przeżycia młodzieńczych fascynacji jeszcze raz. Polecam, to idealna powieść na wakacje! 


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Filia.

czwartek, 12 lipca 2018

Sarah A. Denzil "Milczące dziecko"

Kolejny audiobookowy thriller za mną. Jednak jest to mój ulubiony gatunek, który uwielbiam czytać, a teraz i słuchać. Tym razem była to książka autorstwa Sarah A. Denzil, pod tytułem „Milczące dziecko”. Czytała Paulina Holtz.

O czym jest ten wciągający i niekiedy mrożący krew w żyłach thriller? O prawdziwym rodzicielskim horrorze. Bo gdy ginie dziecko, którego ciało nigdy nie odnalezione, to rodzice nigdy nie osiągną upragnionego spokoju.

Emma i Rob szybko musieli dojrzeć, bo już jako nastolatkowie zostali rodzicami małego Aidena. Lecz kochali się i wierzyli, że czeka ich cudowne życie. Tak samo kochali i uwielbiali swojego synka. Do momentu, gdy chłopiec skończył sześć lat, miasteczko nawiedziła powódź, a dziecko zginęło w odmętach rozszalałej rzeki. Została znaleziona tylko czerwona kurteczka chłopca. Wówczas wszystko się rozleciało. Życie Emmy zostało zdruzgotane, Rob odszedł, rodzice zginęli w wypadku, a ona sama wciąż i wciąż czuła się tak, jakby ktoś wyrwał jakąś cząstkę jej samej i już nigdy nie miała poczuć się jak całość. Mija dziesięć lat. Emma jest żoną Jake’a i już wkrótce urodzi mu córeczkę. I wówczas zostaje odnaleziony szesnastoletni chłopiec, którym po badaniach okazuje się jej syn, Aiden. Chłopiec ma na ciele ślady starych, zagojonych już obrażeń, sygnalizujących, że był więziony, trzymany na łańcuchu, molestowany i maltretowany. Wskutek przebytej traumy nie jest w stanie mówić, a może nie chce mówić, a przecież wszyscy czekają na to, aby powiedział, co się właściwie z nim działo i kto go więził przez te wszystkie lata.

Emma próbuje na nowo budować swój świat, jednak nie ułatwia jej tego ani milczący straumatyzowany syn, ani jej mąż, który od początku jest postacią bardzo dwuznaczną i niesympatyczną. Rob znowu wkracza na scenę i także próbuje dotrzeć do odnalezionego syna. Lecz nastolatek wciąż milczy i zdaje się nie zauważać życia i świata, w którym na nowo się pojawił. Lecz w końcu… zacznie mówić. To co odkryje wcześniej Emma i to co wyzna, a raczej pokaże jej Aiden, będzie tak nieprawdopodobne i okrutne, że ciężko będzie w to uwierzyć. A jednak to prawda. A ludzie noszą maski, o czym niejednokrotnie przekonają się bohaterowie tej przerażającej historii.

„Milczące dziecko” to wciągający od pierwszych stron thriller, który niejednokrotnie zaskoczy czytelnika i przyprawi o szybsze bicie serca.

Sama interpretacja pani Pauliny Holtz bardzo przypadła mi do gustu i wiele razy aż wzdrygałam się ze strachu, kiedy lektorka w sugestywny sposób czytała poszczególne kwestie i fragmenty tego wciągającego thrillera. Polecam!


wtorek, 18 lipca 2017

Dot Hutchison "Kolekcjoner motyli"

Jest to jedna z tych książek, które wbijają się w naszą podświadomość i im dalej zagłębiamy się w fabułę, tym mocniej przenosimy się w przedstawiony świat. A jest to świat okrutny, bezwzględny, chory i drastyczny.

Maya i inne piękne dziewczyny żyją niczym w niebiańskim ogrodzie. Jedzą, śpią, noszą czarne suknie z odkrytymi plecami, aby obnażać piękne i przerażające tatuaże na plecach. Motyle. To właśnie znajduje się na ich ciałach i jest symbolem tego, czym są dla Ogrodnika. Piękne Motyle, które żyją tak samo krótko. Dożywają dwudziestych pierwszych urodzin, aby potem powiększyć kolekcję gospodarza. 
Akcja rozpoczyna się niejako od końca, gdy Ogród został odkryty i zlikwidowany, nieliczne ofiary przeżyły, a Maya, jako jedna z ważniejszych postaci, opowiada historię swego uwięzienia, jednocześnie wplatając sporo wątków z własnego tragicznego dzieciństwa.

Ogrodnik to socjopata, który zbudował Ogród pełen młodych kobiet, które porywa tuż po okresie dojrzewania, aby conajmniej pięć lat cieszyć się ich ciałami. Współsprawcą tego procederu jest jego sadystyczny i równie psychopatyczny starszy syn, a wkrótce pojawia się ktoś jeszcze. Chodzą legendy o jednej dziewczynie, której udało się uciec, ale Maya nie ma pojęcia jak mogła to zrobić. 
Agenci Victor Hanoverian i Brandon Eddison słuchają przerażającej opowieści, którą snuje dziewczyna, mówiąca o okropieństwach w taki sposób, jakby opowiadała o tym, jak spędziła popołudnie.


„Kolekcjoner motyli” Dot Hutchison to na pewno powieść dla czytelników o mocnych nerwach, porywająca od pierwszych wersów i brutalnie wciągająca w chory świat psychopatów. Doskonały thriller, który czyta się jednym tchem. Polecam.


wtorek, 26 lipca 2016

Lisa de Jong "Kiedy pada deszcz"

„Kiedy pada deszcz” Lisy de Jong to powieść, która z jednej strony opiera się na znanych wielbicielom gatunku New Adult schematach, ale z drugiej godnie te „utarte ścieżki” przeciera, fundując czytelnikom nowe doznania i druzgocące wręcz odczucia.

Główna bohaterka to Kate Alexander, która ma dziewiętnaście lat, pracuje w kawiarni matki, nie poszła na studia, wycofała się z życia towarzyskiego i odrzuciła miłość zakochanego w niej od lat Beau. Nikt nie ma pojęcia co stało się z tą dziewczyną, niegdyś uśmiechniętą, radosną, pragnącą czegoś więcej od świata. Nikt nie ma pojęcia, że dwa lata temu zdarzyło się coś, co sprawiło, że dawna Kate umarła i prawdopodobnie nigdy już nie wróci.
Prawdopodobnie…
Bo oto w kawiarni, w której pracuje Kate, zjawia się przystojny chłopak o smutnym i uważnym spojrzeniu i zostawia dziewczynie wiadomość napisaną na serwetce. Ta krótka chwila zmienia wiele w życiu bohaterki, a tak naprawdę zaczyna tworzyć jej świat na nowo.
Asher Hunt jest zniewalający, nie tylko pod względem fizycznym, ale przede wszystkim dostrzega skorupę, w której schowała się Kate i umiejętnie zaczyna ją rozłupywać, aby wydobyć na świat dziewczynę, którą niegdyś była.
Lecz nie da się tego zrobić bez gorącego i szalonego wręcz uczucia, jakie wybucha pomiędzy tą dwójką.
I kiedy myślimy, że historia zmierza ku szczęśliwemu końcowi… nagle wszystko znika! Nasz świat, w którym żyliśmy z bohaterami, ulega zniszczeniu. I potem jedyne co nam pozostaje, to łzy i rozdarte serca. Taka właśnie jest ta powieść. Rozdziera serce na milion kawałków i nie pozwala tak szybko się pozbierać.

Nie jestem podatna na wzruszenia w powieściach (nomen omen), ale ta naprawdę mnie rozbiła. W dodatku w tej książce występuje kawałek „Everything” zespołu Lifehouse. To jedna z tych piosenek, które są dla mnie wielką inspiracją i pojawia się w wielu moich powieściach. A tutaj jest idealnie dobrana, zarówno ze względu na warstwę melodyczną, jak i słowa.

Tak więc „Kiedy pada deszcz” polecam tym wszystkim, którzy nie boją się druzgocących zwrotów fabuły, wzruszeń i nieuchronnych kaprysów złego losu.


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Filia. 

wtorek, 19 lipca 2016

Agnieszka Walczak-Chojecka "Nie czas na miłość"

Agnieszka Walczak-Chojecka dała się poznać jako autorka ciepłych i romantycznych powieści dla kobiet. Jednakże w przypadku pierwszego tomu Sagi Bałkańskiej, zatytułowanego „Nie czas na miłość” zaskakuje czytelnika na każdym kroku. Cofamy się tutaj do lat 90-tych dwudziestego wieku, kiedy to na Bałkanach rozegrała się jedna z najkrwawszych wojen domowych ostatniego stulecia. Tematyka jest mi niezmiernie bliska, gdyż od lat spędzam wakacje w Chorwacji, zwiedzałam także Bośnię i piękny Mostar, który otwiera historię bolesnej miłości młodego Serba, Dragana i pięknej Chorwatki, Jasminy.

Autorka przenosi nas do Sarajewa, w przeddzień wybuchu bratobójczych walk, kiedy to główna ulica urokliwego miasta staje się znaną na całym świecie Aleją Snajperów. Kiedy brat bratu staje się wrogiem, kiedy bomby wybuchają na placach zabaw, miasto staje się oblężoną twierdzą, a ludzie niemal umierają z głodu. To oni sobie wzajemnie zgotowali ten los, jak wiemy z historii, nie po raz pierwszy. A w tym wszystkim para młodych zakochanych w sobie ludzi, którzy znajdują się po dwóch przeciwległych stronach obozu. Jak mają się w tym odnaleźć, jak mają się kryć ze swoją miłością, czy mogą ufać sobie nawzajem? Czy mogą zaufać światu, który powoli ulega samounicestwieniu? Na tak wiele pytań nie znajdziecie odpowiedzi w tej poruszającej książce, która oprócz wątku miłosnego pokazuje nam okrucieństwo, złość i wzajemnie nakręcaną spiralę wrogości i nienawiści do tych, którzy jeszcze niedawno byli sobie braćmi i siadali przy jednym stole.

Agnieszka Walczak-Chojecka doskonale zna tę tematykę, gdyż z wykształcenia jest slawistką i przez wiele lat mieszkała na terenach dawnej Jugosławii. Miała tam przyjaciół, znajomych i z jednej strony łatwiej jej było wczuć się w prezentowany świat, a z drugiej było to ogromnie trudne, ze względów osobisto-sentymentalnych. Ta dwoistość doznań i trudność w rozumieniu tego, co tak naprawdę stało się latach dziewięćdziesiątych na Bałkanach dodaje smaku całej historii, podnosząc w znacznym stopniu dramatyzm losów młodych Bośniaków, Serbów i Chorwatów.

Polecam z całego serca, czytając tę historię tutaj, w Południowej Dalmacji czułam całą sobą ból, strach i niepewność jutra, które przeżywali bohaterowie przecież zupełnie nie tak dawno. Nigdy więcej! chciałoby się zakrzyczeć.

A ja tymczasem z niecierpliwością czekam na drugi tom Sagi Bałkańskiej.


niedziela, 17 lipca 2016

Fiona McIntosh "Sekret perfum"

Historie rodzinne z tajemnicą i wojną w tle zawsze mają w sobie wiele uroku, dlatego też bez oporów sięgnęłam po „Sekret perfum” autorstwa Fiony McIntosh. Opowieść pełna sekretów, intryg, rodzinnych zawirowań umiejscowionych w czasach I wojny światowej jest jednocześnie piękną historią miłości, walki o własne marzenia i próby odzyskania normalności w wojennej pożodze.

Śliczna i niezwykle uzdolniona Fleurette Delacroix wychodzi za mąż za Aimery’ego De Lasseta. Robi to zgodnie z wolą starszego brata Henry’ego, który decyduje za nią o tym małżeństwie, w celu połączenia obu rodów. Nawet Felix, jej brat bliźniak nie może ją uratować od zawarcia tego niechcianego związku. Dziewczyna jest zrozpaczona, pragnie prowadzić rodzinny perfumeryjny biznes, zwłaszcza że dysponuje niepowtarzalnym węchem i jest w stanie rozpoznawać tysiące zapachów. Wraz z bratem, Felixem, tworzą swoisty zapachowy tandem, dzięki któremu rodzinna firma może osiągać coraz lepsze wyniki. Ale w początkach XIX wieku kobieta nie ma zbyt wiele do powiedzenia i powinnością Fleurette jest zostać żoną Aimery’ego. I tak też się staje, jednakże od przerażającej w oczach dziewczyny nocy poślubnej ratują ją dzwony wzywające do stworzenia regimentu, gdzie nowo poślubiony mąż musi się stawić. Niedługo poźniej także Felix rusza ze swoją jednostką, a do Fleuerette przyjeżdża kochanka męża. A jeszcze później odwiedza ją Sebastien, brat Aimiery’ego i zdradza jej tajemnicę, która może ją wrzucić w jeszcze większy chaos, niż w ten, w którym znalazła się obecnie.

„Sekret perfum” to wielowątkowa powieść, opowiadająca o ludziach żyjących w kłamstwie, o konwenansach i pragnieniu zmiany. To także historia powstawania zniewalających zapachów, które powstają dzięki wydarzeniom i przeżyciom ich autorów. To także opowieść o okrucieństwach wojennej pożogi i wolności, która nie zawsze jest wybawieniem.

Wzruszająca, pełna zawirowań, tajemnic i złamanych serc. Polecam.


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Filia.

piątek, 18 marca 2016

Nike Farida "Żona"

Dokładnie we wrześniu 2014 roku napisałam na blogu recenzję pierwszego tomu libijskiej trylogii „Panna młoda”. Miałam tez przyjemność poznać autorkę, Nike Faridę, chociaż wcześniej przez kilka miesięcy korespondowałyśmy ze sobą. Książka zabrała mnie w świat, którego nie znałam, wzbogaciła moją wiedzę o bliskowschodnich obyczajach, kuchni arabskiej, niektórych wydarzeniach historycznych i pozostawiła w oczekiwaniu na dalsze losy Karen, Jacka, Andrzeja, Marii, Esther, Johna i wielu innych bohaterów, których losy przeplatały się w pierwszym tomie.

Teraz trafiła do mnie kontynuacja serii, zatytułowana „Żona” i zabrała mi jedynie dwa wieczory i ponownie wrzuciła w świat, który ujmuje swą egzotyką, ale i druzgoce brutalnością.
Poznajemy dalesze losy Karen, która nie jest zbyt szczęśliwa w małżeństwie z Andrzejem i wbrew sobie cały czas pamięta o tym, którego imienia nie wypowiadają na głos. Jacek nadal „rozwija” swą karierę w siatce terrorystycznej bojówek Kaddafiego, jednak kocha tylko jedną kobietę i nie może przestać o niej myśleć. 
U Esther i Johna także nie dzieje się zbyt dobrze, ten ostatni naraża się władzom sowieckim i jego los podczas pobytu w Związku Radzieckim staje się bardzo niepewny. Maria zaczyna nowe życie u boku nowo poślubionego męża, Hassana, lecz czy to małżeństwo będzie takim, jakie sobie wymarzyła? A co u Romana, ojca bliźniaków? Czy ma jeszcze szanse na miłość, uczucie, których nigdy nie zaznał od Marii? 

Losy ludzkie, różne zawirowania, dobre i złe decyzje, a to wszystko umiejscowione w świecie ogarniętym pożogą, złem, terrorem. Libia już nie jest taka jak kiedyś, teraz to Dżamahirija, czyli Państwo Ludu, które oczywiście wcale takim nie jest. To co przywódca reżimu zawarł w swojej osławionej Zielonej Książce nie jest żadną demokratyczno-socjalistyczno-islamską dyrektywą państwa dobrego dla ludu, tylko dyktatem i terrorem społecznym.  Jednak Karen wciąż kocha ten kraj, bo tutaj spędziła dzieciństwo, kiedy jeszcze byli szczęśliwi we trójkę - ona, Jacek i Andrzej.

Akcja powieści przenosi czytelnika także na Maltę, do Polski, ogarniętej zbliżającym się przewrotem władzy komunistycznej i do Związku Radzieckiego.

Nie brakuje, jak to u Nike, odniesień licznych bardzo do sztuki, do antyku, do historii, można naprawdę wzbogadzić swą wiedzę i dowiedzieć się wielu istotnych informacji z zakresu historii sztuki, poezji, historii świata. Ta książka to nie tylko uczta dla duszy, ale i dla ciała, bo nie zabrakło ponownie wielu smakowitych przepisów potraw bliskowschodnich, ale nie tylko.

Powieść kończy się takim cliffhangerem, że nie omieszkałam w nocy napisać o tym autorce. I teraz czekam na tom trzeci z jeszcze większą niecierpliwością, bo widzę, że wraz z kolejną odsłoną libijskiej trylogii, powieść jeszcze bardziej trzyma w napięciu i sprawia, że nie można się od niej oderwać. Polecam, to prawdziwa perełka literacka.

ps. Dziękuję za wspomnienie o mnie w podziękowaniach, to bardzo bardzo miłe :)



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Filia.

środa, 1 kwietnia 2015

K.A. Tucker "Cztery sekundy do stracenia"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Filia.


Świat rozsypał się tym ludziom na kawałki. Mimo młodego wieku, mają za sobą tak wiele przeżyć, tragedii, balansowania na granicy zła i dobra, że wydaje się, iż to wszystko było udziałem bardzo dojrzałych osób. A tu nie dość, że muszą zmagać się z tak okrutnymi przeciwnościami losu, to jeszcze nie mają czasu, aby cieszyć się młodością. O takich problemach była pierwsza powieść K.A. Tucker, "Dziesięć płytkich oddechów", kontynuacja "Jedno małe kłamstwo" i najnowsza odsłona tej trylogii, "Cztery sekundy do stracenia".

Ostatnia historia przedstawia losy Caina, właściciela klubu ze striptizem. Tego niespełna trzydziestolatka poznaliśmy już we wcześniejszych tomach, kiedy śledziliśmy losy sióstr, Kacey i Livie. Tam bohater pojawiał się epizodycznie i niewiele mogliśmy się o nim dowiedzieć, w tym tomie to on jest główną postacią i należy się cieszyć, że autorka postanowiła zaprezentować nam jego historię, bo jest ciekawa i zaskakująca. Ale to nie tylko on jest bohaterem "Czterech sekund...". Otóż do baru Caina trafia młoda tancerka, prosto z Las Vegas. Charlie Rourke ma dwadzieścia dwa lata (przynajmniej tak widnieje w jej dowodzie) i podobno tańczyła już w kilku klubach. Cain zatrudnia dziewczynę, chociaż od początku coś go w niej zastanawia. A gdy widzi jej pierwszy występ, jest oczarowany, podniecony i przekonany, że Charlie nigdy wcześniej nie występowała na scenie. Znaków zapytania pojawia się coraz więcej, jednocześnie Cain zauważa u siebie coraz liczniejsze objawy uzależnienia od występów Charlie, aby potem w samotności walczyć z ogarniającą go fascynacją. 

Ale czy Charlie to dobry wybór na partnerkę dla faceta, który przeżył straszną tragedię, robił straszne rzeczy i widział jeszcze gorsze, a właściwie był ich częścią? Bo ta dziewczyna jest jedną wielką zagadką, coś ukrywa i okłamuje wszystkich wokół. Cain wyczuwa takie rzeczy na odległość. Czy nie będzie za późno na to, aby jej pomóc? I czy jest to bezpieczne?

W tym tomie autorka postawiła na fabułę bardziej sensacyjną. Bo mamy mafię, narkotyki, agentów DEA, złych handlarzy i bolesne tematy z przeszłości. No i oczywiście wielką miłość, która wybucha w nieodpowiednim momencie.

"Cztery sekundy do stracenia" to zdecydowanie najbardziej dynamiczna odsłona historii przedstawionych przez K.A. Tucker, ale nadal utrzymana w tonie romansu i problemów "młodych dorosłych". Napisana sprawnie, prostym językiem, stanowi niezłą rozrywkę i czasami trzyma w napięciu. Polecam.

wtorek, 24 lutego 2015

Emma Chase "Zaplątani"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Filia.


„Zaplątani” autorstwa Emmy Chase stanowią pierwszy tom trylogii Tangled, kolejne części będą zatytułowane „Zakręceni” i „Zniewoleni”. Gdy zaczęłam czytać tę zaplątaną historię, spodziewałam się kolejnego erotyku z nieco wyświechtanym motywem, że ona zaczyna pracę w jego firmie, najpierw się nienawidzą, a potem i tak lądują w łóżku i to w różnych konfiguracjach. Jakież więc było moje zaskoczenie, że pomimo faktycznego lądowania w łóżku i nie tylko, to jednak bohaterowie nie powielają znanych rysów fabuły (chociażby z „Pięknego drania”), a cała akcja zostaje całkiem inaczej poprowadzona.

Bo oto, zagorzały wyznawca stanu kawalerskiego, śmiało korzystający z życia i nie odmawiający sobie kosztowania coraz to nowych damskich kąsków podczas sobotnich wypadów, syn właściciela nowojorskiej firmy skupującej podupadające przedsiębiorstwa, Drew Evans, ma grypę. Hm. No i co z tego? Noo, wiele, bym powiedziała. Bo to nie taka zwykła grypa. Drew nie może spać, nie może jeść, nie może oddychać, bo wszelkie jego zmysły skierowane są na śliczną Katherine Brooks, która pracuje razem z nim. Katherine jest odporna na zabiegi znanego młodego playboya, poza tym ma narzeczonego, ale czy naprawdę ustrzeże się przed potężnymi mackami zainteresowanego aż w nadmiarze faceta? A czy Drew będzie umiał utrzymać to, co dopiero zaczyna się budzić pomiędzy nim, a ostrożną Kate? 

Możecie powiedzieć „ale to już było”, być może, lecz liczy się też forma przekazu i podania tych znanych skądinąd motywów. A podanie to jest naprawdę wyśmienite. Narracja jest pierwszoosobowa, prowadzona z perspektywy Drew, który w nieco ironiczny i niezwykle humorystyczny sposób zwraca się do swoich kobiecych czytelniczek i tłumaczy, jak ciężko być facetem.
Taki sposób przedstawienia sprawia, że książka nie jest rzewnym romansem o zabarwieniu erotycznym, a w odbiorze staje się historią nieznośnego chłopca o wielkim poczuciu humoru, którego, no cóż, pewnie niejedna czytelniczka chciałaby mieć gdzieś w pobliżu.

Jestem ciekawa co autorka zafunduje nam w kolejnych odsłonach serii, na pewno sięgnę po następne tomy, bo tak dobrze dawno się nie bawiłam. Polecam, fajna, odstresowująca lektura.

„Kiedy moje spojrzenie nadal prześlizguje się po jej sylwetce, problem, że się tak wyrażę, narasta. Mimo iż mój umysł rozpoznaje Kate Brooks jako konkurencję, najwyraźniej mój koleżka jeszcze nie dostał tej wiadomości.
I, sądząc po jego reakcji, nadal chce się zaprzyjaźnić.
Zatem wyobrażam sobie pannę Gurgle, moją nauczycielkę fizyki z piątej klasy. Była bestią, nie kobietą. Wyglądała jak emerytowany zapaśnik - zdecydowanie nie jak modelka. Na prawym policzku miała pieprzyk tak wielki, że byliśmy pewni, iż to głowa bliźniaka, który nie oddzielił się od niej jeszcze w łonie matki. To było obrzydliwe i jednocześnie hipnotyzujące - mimowolnie człowiek cały czas gapił się na to. Kiedy mówiła, to coś podskakiwało niczym galaretka.

Drżę z powodu tego wspomnienia, ale to pomaga. W moich południowych rejonach wszystko wraca do normy.”*

* str. 57, Emma Chase, Zaplątani, Wydawnictwo Filia, Poznań, 2015.

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Magdalena Witkiewicz "Pierwsza na liście"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Filia


Magdalena Witkiewicz to specjalistka od szczęśliwych zakończeń. Przynajmniej tak było napisane na jej stronie internetowej. Jej wcześniejsze książki były utrzymane w raczej humorystyczno-romansowym tonie, ale ostatnio gdańska autorka ewoluuje w kierunku spraw ważnych, życiowych, zmieniających ludzkie losy. Nie inaczej dzieje się w jej najnowszej powieści „Pierwsza na liście”.

Kto jest główną bohaterką tej książki? Nie jest łatwo odpowiedzieć na to pytanie. Są nimi kobiety, które połączone zostały niewidzialną nicią miłości, zdrady i dominującej nad tymi uczuciami siłą prawdziwej przyjaźni.

Osiemnastoletnia Karolina wyrusza w podróż naznaczoną, a właściwie wyrysowaną przez chorą śmiertelnie matkę, która stworzyła swoją osobistą listę ludzi, którzy mogą pomóc jej córkom, gdy jej zabraknie. W swej podróży spotyka niespodziewanego pomocnika, starszego o dziesięć lat Filipa, nie przypuszczając nawet, że stanie się on jedną z najważniejszych osób w jej życiu. Dziewczyna szuka ojca, jednak czy ten wątek będzie miał swój happy end? Dawna przyjaciółka Patrycji, matki Karoliny, szuka sensu w swoim życiu, a może zacznie to dopiero robić, gdy spotka się z Karolą? Kim jest Grażyna, która sama przeszła ogromną tragedię, a teraz może odnajdzie sens w czymś, co sprawi, że gdzieś indziej ludzie uwierzą w dobro? I wreszcie, czy Patrycja nie za wcześnie zrobiła listę? I co by się stało, gdyby tego nie zrobiła? A raczej, co by się NIE stało?

Książka wciąga nas w wieloletnią i wielowątkową opowieść o wielkich miłościach, o życiu, rodzinie, zagmatwanych ludzkich losach i wciąż o sile prawdziwej przyjaźni. Tak, o tym jest „Pierwsza na liście”. O mocy przyjaźni, która jest w stanie pokonać zadawnione winy, nieprzebaczone krzywdy, złe wybory i złamane serca. A potem okazuje się, że i także chorobę.
Powieść czyta się naprawdę w ekspresowym tempie, a niektóre wątki aż proszą się o kontynuację. Jako romantyczka i wielbicielka romansów bardzo chętnie przeczytałabym osobną historię o Karolinie i Filipie, gdyż ta para niezwykle przypadła mi do gustu.
Nie należy oczywiście zapomnieć o przesłaniu, jakie niesie książka i o ważnej misji zgłaszania się do Banku Dawców Szpiku. Przecież każdy z nas może sprawić, że czyjaś gwiazda nadal będzie świecić na niebie.

Witkiewicz refleksyjna, Witkiewicz poważna, Witkiewicz wzruszająca, ale wciąż wierna swojemu hasłu marketingowemu. Specjalistka od szczęśliwych zakończeń. I bardzo dobrze, bo po takiej dawce wzruszeń chyba bym nie dała rady czytać o kolejnej ludzkiej tragedii. Polecam, to naprawdę wartościowa książka.

niedziela, 28 grudnia 2014

Mój literacki rok 2014 :)


Luty - "Brudny świat" (Novae Res)
Kwiecień - "Przebudzenie" (Filia)
Czerwiec - "Wybaczenie" (Novae Res)
Lipiec - trzecie wznowienie "Szóstego" (Replika)
Październik - "Szukaj mnie wśród lawendy. Zuzanna" (Novae Res)

Dziękuję, że czytacie moje książki 






Do wspaniałych rzeczy, które zdarzyły mi się w tym roku, zaliczam także dostanie się na zajęcia z Adaptacji w Warszawskiej Szkole Filmowej, gdzie zgłębiam tajniki scenariopisarstwa i piszę scenariusz do "Zakrętów losu" :)

sobota, 20 września 2014

K.A. Tucker "Jedno małe kłamstwo"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Filia.



Zastanawiałam się nad przeczytaniem kontynuacji książki K.A.Tucker „Dziesięć płytkich oddechów”. Owszem, podobała mi się, ale jakieś wątpliwości mnie dopadły, co do tego, co mogę znaleźć w „Jednym małym kłamstwie”. Zupełnie nie potrafię tego zdefiniować, dlaczego tak się działo, ale wiem jedno. Najpierw trzeba się przekonać na własnej skórze, a potem oceniać i nie dawać się sterować przypuszczeniom. Bo już wiem, że byłabym bardzo na siebie zła, gdybym jednak nie przeczytała tej książki (oczywiście to abstrakcja, bo nie miałabym o tym pojęcia, ale wiecie o o co mi chodzi).

„Jedno małe kłamstwo” przedstawia dalsze losy młodszej siostry Kacey - Livie. O ile dobrze pamiętacie tę dziewczynę z „Dziesięć płytkich oddechów”, była zupełnym przeciwieństwem swej starszej siostry, także przeżyła piekło, śmierć najbliższych, oddalenie i autodestrukcję Kacey, lepkie łapy wuja, to wszystko spadło na wówczas jeszcze dziewczynkę, ale jej nie złamało. Livie jest uosobieniem spokoju, wyważenia i ma dalekosiężne plany, które w idealny sposób odzwierciedlają to, czego spodziewał się po niej ojciec. Teraz rozpoczęła naukę na Uniwersytecie w Princeton, należącym do Ligii Bluszczowej i planuje zostać lekarzem-pediatrą. Dlatego też pracuje jako wolontariuszka w szpitalu dziecięcym, gdzie na każdym kroku spotyka się z koszmarem rodziców i ich dzieci.

Wszystko zdaje się układać wedle planu, do momentu, kiedy Livie nie da się porwać… galaretkowatym shotom. Niby nic, a jednak sprawi, że obudzi się w dziewczynie jakaś wewnętrzna bestia i pokaże, że życie to nie tylko nauka i powściąganie własnych emocji. Bo to o emocje tutaj chodzi, a zwłaszcza takie, które ujawniają się w pobliżu… jego. Ashton jest kapitanem uniwersyteckiej drużyny żeglarskiej, jest wysoki, przystojny i co jeszcze? Ach! Jest cholernym aroganckim dupkiem. Pomimo że spotyka się ze śliczną Daną, to zmienia dziewczyny jak rękawiczki i tym razem na pewnej imprezie trafia na Livie. Dziewczyna znajduje chwilę zapomnienia w jego ramionach, jednak nie posuwa się dalej, czego potem może i żałuje. Wkrótce poznaje Connora, który okazuje się… przyjacielem Ashtona.

A jeszcze później naprawdę poznaje tego aroganckiego chłopaka, który tak naprawdę jest… No właśnie, nic nie jest takim, jakie się wydaje, każdy ma swoją barierę obronną, mur, za którym się chroni. I za którym ukrywa własne demony i tragedie z przeszłości. Czy Livie uda się przez to przebić? Czy Ashton będzie potrafił szczerze mówić o swoich uczuciach? Czy Connor ma szansę u Livie? Czy sama dziewczyna na pewno wie, jaka ma być jej przyszłość?

Pytań jest wiele i wraz z przewracanymi kartkami uzyskujemy odpowiedzi na nie wszystkie. Jednak nie obędzie się bez nerwów i irytacji, a także łez wzruszenia.

Bardzo podobała mi się ta książka, o wiele bardziej niż tom pierwszy. Zapewne duża zasługa fajnej kreacji głównej bohaterki i świetnej postaci Ashtona. Lubię bad boyów z głębią i demonami szargającymi duszę. Polecam obie powieści, niezwykle wciągające i wzruszające.

piątek, 19 września 2014

Jennifer L. Armentrout "Onyks"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Filia.



„Onyks” Jennifer L. Armentrout to drugi tom trylogii o Luksjanach. „Obsydian” okazał się wciągającym romansem paranormalnym z elementami sensacji, dlatego też z chęcią przywitałam kontynuację, gdyż musiałam wiedzieć jak potoczą się losy zakręconej Katy i zniewalającego Deamona Blacka.

Akcja rozpoczyna się tuż po wydarzeniach z finału tomu I, Katy została uleczona przez Deamona, który nadal siedzi za nią na trygonometrii i nie omieszkuje na każdej lekcji dźgać ją długopisem w plecy. Jednocześnie w życiu dziewczyny zachodzą niepokojące zmiany, zaczyna dostrzegać u siebie dziwne umiejętności, których wcześniej nie miała. A w jej otoczeniu, oprócz nieznośnego i pociągającego Deamona, pojawia się jasnowłosy surfer Blake, który od razu znajduje w Blacku wielkiego antagonistę. Czy to tylko zazdrość o Kate, zwaną „Kotkiem”, czy jednak przystojny Luksjanin wyczuwa coś więcej? Już wkrótce okazuje się, że Blake’a i Katy łączy coś niewytłumaczalnego i zaczynają razem… współpracować, jeśli można to tak nazwać. Co doprowadza Deamona do stanu wrzenia, a wiadomo, że jak Luksjanin się wkurzy, to dobrze nie będzie.


Kontynuacja interesująco brnie w rozpoczętą w „Obsydianie” fabułę, pojawia się wiele nowych zaskakujących wątków, jest akcja, tajemnica, napięcie i miłość. Na uwagę zasługuje świetnie wykreowana postać Deamona, który swoim poczuciem humoru (jego uporczywe mylenie imion Blake’a za każdym razem wywoływało u mnie śmiech), złośliwością, zarozumialstwem i zniewalającą powierzchownością może zawrócić w głowie niejednej czytelniczce. Co zresztą z powodzeniem czyni wśród czytelniczek bloga literackiego prowadzonego przez Katy. Nie ukrywam, że z kolei postać żeńska, czyli „Kotek”, niekiedy bardzo mnie irytowała, swoim niezdecydowaniem, wiecznym zwątpieniem i oślim uporem. Ale chyba taka właśnie jest konwencja, że widać, iż on za nią szaleje, a ona broni się przed tym nogami i rękami. Całe szczęście, że większość kwestii uczuciowych została wyjaśniona, natomiast pojawiły się nowe sekrety związane z Luksjanami i wrogimi im Arumianami. Okazuje się, że nikomu nie można ufać, a bohaterowie będą narażeni na szereg niebezpieczeństw. 

Tak więc z niecierpliwością czekam na tom trzeci serii, który będzie nosił tytuł „Opal” i zachęcam wszystkich do lektury tego cyklu. Niby wszystko już powiedziano w romansie paranormal, ale ten wyjątkowo przypadł mi do gustu, na pewno dzięki fajnemu pomysłowi i świetnie wykreowanemu głównemu bohaterowi. Polecam.

czwartek, 31 lipca 2014

K.A. Tucker "Dziesięć płytkich oddechów"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Filia.


"Dziesięć płytkich oddechów" autorstwa K.A. Tucker to kolejna powieść wyłaniająca się z nurtu "new adults". Opowiada o młodych ludziach, stających u progu dorosłości, którzy zamiast korzystać z uroków młodości już sięgnęli dna rozpaczy, tragedii i beznadziei.

Główna bohaterka to dwudziestojednoletnia Kacey, która wraz z sześć lat młodszą siostrą, Livie, ucieka z domu ciotki, apodyktycznej chrześcijanki i wujka o lepkich łapach i osiada w Miami. Dziewczyny mają za sobą traumatyczne wydarzenia, ale to Kacey była w ich centrum i walkę z demonami przeszłości okupiła wielokrotnym załamaniem, rzucaniem się w krótkie i bezsensowne przygody seksualne i eksperymenty z alkoholem i narkotykami. Lecz teraz zależy jej tylko na tym, aby zarobić na studia młodszej siostry, więc znajduje tanie mieszkanie w Miami i podejmuje słabo płatną pracę w Starbucksie. Jednak, gdy poznaje piękną Normę, zwaną Storm, samotną matkę wychowującą pięcioletnią Mię i kobieta proponuje jej pracę w nocnym klubie, dziewczyna wie, że to jedyny sposób, aby zarobić jakieś większe pieniądze. Tłumi w sobie głęboko koszmary z przeszłości i stara panować nad gniewem, który jest jedynie ucieczką na chwilę, przed traumą sprzed czterech lat. Dopiero poznanie przystojnego sąsiada z mieszkania obok sprawia, że Kacey zaczyna dostrzegać jaśniejsze strony życia. Lecz czy Trent Emerson może być jej receptą na pokonanie demonów i szansą na normalne życie? A co, jeśli on sam też coś ukrywa?

"Dziesięć płytkich oddechów" to wciągająca historia o bólu, walce z przeszłością i przebaczeniu. Napisana prostym i wciągającym językiem jest pierwszorzędną reprezentantką literatury dla "młodych-dorosłych", ale nie tylko. Chociaż mniej więcej w połowie książki odkryłam intrygę i wiedziałam w czym rzecz, nie odjęło mi to przyjemności czytania. Czego i wam życzę :) Polecam.



wtorek, 20 maja 2014

Spotkanie targowe, Warszawskie Targi Książki 2014, 24 maja.

Serdecznie zapraszam na spotkanie targowe podczas tegorocznych targów książki w Warszawie.
Będę gościem wydawnictwa Filia (stoisko 33/D3) 24 maja, od godziny 14 do 15.
Będę podpisywać Łatwopalnych i Przebudzenie, a także inne książki, jakie tylko będziecie mieć ze sobą.
Do zobaczenia :)




niedziela, 2 lutego 2014

J.A. Redmerski "Na krawędzi nigdy"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Filia.


Powieść drogi, historia gorącego romansu, piękna opowieść miłosna. Tak reklamowana książka J.A. Redmerski wzbudziła moje zainteresowanie i dzięki uprzejmości wydawnictwa Filia „Na krawędzi nigdy” trafiło do mojej biblioteczki. 

Młoda Camryn Benett jakiś czas temu przeżyła bolesną stratę, potem została zdradzona, a teraz zamknęła się na świat uczuć i wrażeń, żyjąc jakby obok i nie zwracając uwagi na to, że jej życie praktycznie dopiero się zaczyna. Przyjaźni się z Natalie, która z kolei jest w związku z Damonem, wzbudzającym w Camryn ambiwalentne uczucia. Na jednej z imprez, na którą udaje się Natalie wyciągnąć wycofaną przyjaciółkę, bohaterka staje oko w oko z wyznaniem, którego nie może przyjąć ani zrozumieć. Niedługo potem traci przyjaźń Nat, która nie chce przyjąć do wiadomości pewnej oczywistej prawdy i woli żyć w kłamstwie i ułudzie pozornego szczęścia. A Camryn czuje, że zaczyna się dusić. I musi zrobić coś, co w jakiś sposób pozwoli się jej oczyścić, poukładać szalejące w głowie myśli i odciąć całkowicie od jałowego życia, jakim do tej pory żyła. Wsiada w autobus i postanawia dojechać od Teksasu. A może gdzieś indziej? Nieważne. Musi być sama i z pewnej odległości przypatrzeć się sobie samej. Jednak nie wie, że wsiadając do tego dalekobieżnego autobusu w jakiś sposób przypieczętowuje swój los. Bo jej przyszłość uosabia się w wysokiej postaci Andrew Parrisha, który zajmuje miejsce tuż za nią i od tego momentu już nic nie będzie takie samo. Na początku niechętna mu dziewczyna, z czasem zaczyna prowadzić z przystojnym młodym mężczyzną niezobowiązującą konwersację, nie zauważając nawet, że ich rozmowy zaczynają być coraz bardziej intymne i właściwie jej niezbędne. Ale zaczyna zauważać, że czuje dziwne napięcie przebywając w towarzystwie Andrew, zaczyna budzić się w niej coś, co myślała, że umarło dawno temu i nigdy już nie wróci. Rozpoczyna się podróż przez kilka Stanów, a także wycieczka pomiędzy własnymi myślami, pragnieniami i tęsknotą za czymś mocnym, druzgocącym i niepowtarzalnym. Jednak nie zawsze jest to takie proste i już wkrótce okazuje się, że na drodze Camryn i Andrew stanie coś o wiele bardziej groźniejszego i bezlitosnego.

„Na krawędzi nigdy” to historia pełna namiętności, miłości, pragnień, czysto fizycznych doznań i duchowych tęsknot. Powieść czyta się błyskawicznie, pokonując kolejne kilometry w podróży przez bezkresne Stany, pokonuje się jednocześnie bolesną drogę do szczęścia, zrozumienia i pragnienia czerpania z życia całymi garściami. Książka obfituje w dość śmiałe sceny erotyczne, ale według mnie całkiem smakowicie napisane. Polecam, dobry romans z przesłaniem, wzruszający i nieco denerwujący. W sam raz na Walentynki.