Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maria Ulatowska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maria Ulatowska. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 kwietnia 2014

Maria Ulatowska "Prawie siostry"

Ebooka przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Prószyński i S-ka.


Czasami człowiek potrzebuje oddechu, wyciszenia myśli, pragnie spokoju, ciszy, tęskni za przepastnym fotelem, w którym będzie mógł się zanurzyć, niezauważony przez nikogo. I wówczas najlepiej sięgnąć po lekturę, która pomoże w osiągnięciu tego stanu swoistej błogości, stagnacji i tak potrzebnego relaksu. Jeśli znajdziecie się w takim właśnie momencie swego życia, to polecam wam najnowszą książkę Marii Ulatowskiej, zatytułowaną „Prawie siostry”, bo ta właśnie powieść będzie doskonałym uzupełnieniem, a właściwie towarzyszem waszej chwili wyciszenia i oderwania od trudnych rzeczywistych spraw.


W tejże powieści, która przenosi nas na kilka lat a to do Bydgoszczy, a to do Gdańska, czy do Gdyni-Orłowo, kobiety są siłą wiodącą i motorem wszelkich zdarzeń. Trzy przyjaciółki z bydgoskiej szkoły, „Te Trzy”, jak zwykli o nich mówić znajomi i one same, pokazują, że czasami nawet wbrew przeciwnościom losu przyjaźń jest silniejsza niż cokolwiek innego i daje radę w sytuacjach, które na pierwszy rzut oka wydają się być bez wyjścia.

Aleksandra, czyli Leksi, Jolanta, czyli Luśka i Teodora, czyli Teo. Wielka trójca. Dziewczyny, a potem kobiety. Tak inne, różnorodne, z odmiennymi charakterami i sposobem na życie, czasami daleko od siebie, a jednak ciągle razem. Szukają rozwiązań, radzą, krytykują, doradzają. Są dla siebie podporą, chociaż czasami wydawać by się mogło, że może coś zagrozić ich przyjaźni. W końcu w każdym związku są gorsze i złe chwile, a w takim związku na całe życie może się zdarzyć wszystko. I w życiu tych trzech kobiet dzieje się naprawdę wiele. Jesteśmy świadkami ich wzlotów i upadków, śledzimy dramatyczny związek Teo, kiedy zaraz na początku drogi zostaje postawiona twarzą w twarz z niewyobrażalną tragedią, która naznaczy ją na wiele kolejnych lat. Widzimy trudną miłość Jolanty, które to uczucie na początku wcale nie wygląda jak miłość, ale w zamian za wiele przepłakanych nocy Luśka dostaje od losu naprawdę cudowny podarek. Śledzimy losy Leksi, która także szuka swojej drogi w życiu, los rzuca ją do Gdańska, zaraz po tym, gdy zwabiona fałszywym uczuciem prawie utraciła to co dla niej najważniejsze. Wędrując wraz z trzema „prawie siostrami” zwiedzamy Bydgoszcz, Pomorze, a także spotykamy na swej drodze bohaterów znanych z wcześniejszych powieści warszawskiej pisarki.

Maria Ulatowska przenosi nas w świat tak bliski, znajomy, a przez to przyjemny, beztroski, chociaż czasami denerwujący, tak jak to w życiu bywa. Opowieść o przyjaźni, miłości, ludziach, troskach, historia kilku miłości, a także wielu kłamstw i sprzeniewierzeń. Kalejdoskop wrażeń, emocji i ludzkich charakterów. Może dlatego książkę czyta się tak, jakby oglądało się ulubiony serial o losach ludzi mieszkających tuż obok, znajomych i mających problemy niemal identyczne jak my sami. Polecam, ciepła historia o przyjaźni trzech kobiet, z losami których może utożsamić się prawie każdy.

poniedziałek, 29 lipca 2013

Maria Ulatowska "Całkiem nowe życie"


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Prószyński i S-ka.
 
„Całkiem nowe życie” to najnowsza powieść Marii Ulatowskiej, znanej z serii o Sosnówce, a także innych bestsellerowych powieści traktujących o życiu zwykłych ludzi, ich zmaganiach z kapryśnym niekiedy losem, poszukiwaniu własnej drogi, wzlotach i upadkach. Książka, którą miałam okazję przeczytać, także opowiada o ludzkich losach, ukazując całą plejadę charakterów, tych złych, tych dobrych, wybory, nie zawsze słuszne i pragnienia, czasami trudne do zrealizowania.
Akcja powieści rozpoczyna się pod koniec lat sześćdziesiątych, kiedy to młodziutka Franciszka poślubia starszego prawie o trzydzieści lat Zenona i zamieszkuje wraz z nim i jego matką w Karpaczu. Młoda dziewczyna jest naprawdę zakochana, patrzy na życie przez pryzmat miłości do doświadczonego i obeznanego ze wszystkim małżonka. Próbuje także przebić się przez mur nienawiści i niechęci, którym skutecznie ogrodziła się teściowa. I stara się być szczęśliwa. Lecz czy jest to w ogóle możliwe? Zwłaszcza w świetle wydarzeń, a właściwie postępku, którego dopuścili się względem niej ukochany mąż i jego matka. Ale dziewczyna naprawdę się stara. I nie poddaje. Z dnia na dzień staje się coraz mocniejsza i twardsza, realizuje własne cele. Ale czy kapryśny znowu los i ludzie, którym obce jest chyba słowo „miłość”, pozwolą na to?
„Całkiem nowe życie” to słodko-gorzka opowieść o kobiecie, która przeżyła wiele. I złe i dobre chwile, radość i smutek, śmiała się przez łzy i płakała gorzko i rozpaczliwie. Ale w samym środku pozostała twarda, pozostała sobą, chociaż o tę tożsamość również przyszło jej toczyć boje. Maria Ulatowska po raz kolejny udowodniła, że potrafi pisać o ludziach, o ich zwykłym życiu, które w swej prostocie okazuje się być niezwykłe, niepowtarzalne, inspirujące, a czasami intrygujące. Kolejna obyczajowa powieść ze sporą dawką emocji, nerwów i wzruszeń. Myślę, że wielbicielek tego typu prozy długo nie będę musiała namawiać do sięgnięcia po losy Franki, Zenona, Andrzeja i wielu innych bohaterów, ludzkich, znajomych, a przez to na pewno interesujących. Polecam.
 
 

czwartek, 17 listopada 2011

Maria Ulatowska "Domek nad morzem"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autorki.




Będę silna i dzielna…
To słowa, a właściwie motto życiowe, które niemal przez cały czas przyświecało Ewie Brzozowskiej, głównej bohaterce najnowszej książki Marii Ulatowskiej, zatytułowanej „Domek nad morzem”.

Ewę poznajemy jako małą dziewczynkę, mieszkającą z rodzicami i dziadkami w rodzinnym mieście, w Warszawie. Jesteśmy świadkami dobrych i złych wydarzeń w jej życiu, śledzimy jej wzloty i upadki, marzenia i pragnienia. Pierwsze miłości, doznania, a także wielkie rozczarowania. Odwiecznym marzeniem Ewy jest posiadanie domku nad morzem, mała córeczka i pisanie książek. Czy to będzie miało szansę się spełnić? Czy życie zawsze się prosto i gładko układa, a los sprzyja i obdarza swą łaskawością człowieka? Przekonajcie się sami. Ale uprzedzam. Nie jest to gładka i ciepła opowieść, w której cały wszechświat sprzyja jednej osobie. To słodko-gorzka opowieść, której akcja rozgrywa się na przestrzeni kilkudziesięciu lat, w ciągu których czytelnik poznaje zmagania bohaterki z własnymi słabościami, z gniewem, ze śmiercią, narodzinami, zdradą i miłością.

Maria Ulatowska stworzyła wciągającą mini-sagę, którą czyta się z prawdziwą przyjemnością i zaangażowaniem. Dajemy się porwać historii pewnej kobiety i szeroko rozbudowanym wątkom pobocznym. Warszawa, Trójmiasto, Bydgoszcz. Tutaj rozgrywa się akcja powieści, dzięki pobudzającym wyobraźnię opisom stajemy się niemymi świadkami wydarzeń. Kibicujemy postaciom i denerwujemy się wraz z bohaterami. Powiem szczerze, że przeczytałam tę książkę praktycznie w jeden dzień i spory kawał nocy. Nie mogłam się oderwać i całą siłą woli powstrzymywałam się, aby nie zajrzeć na ostatnie strony powieści i nie sprawdzić, czy wszystko potoczy się tak, jak zakładałam od pierwszych kartek. Nie zdradzę oczywiście, czy moje oczekiwania zostały spełnione, ale dodam, że tę książkę Marii Ulatowskiej uważam za najlepszą, oczywiście według mojego osobistego gustu i subiektywnej opinii. Nieprzesłodzona, realistyczna, prawdziwa, czasami smutna, innym razem wesoła, po prostu życiowa. Taka jest ta powieść. I zastanawia mnie tylko jak wiele Marii jest w Ewie i jak dużo opisanej Warszawy w mieście, które widać, że autorka kocha i w nim żyje.

Polecam z całego serca „Domek nad morzem”, to wciągająca historia o ludziach, o nas samych, o naszych rodzinach, sąsiadach, koleżankach i kolegach. Napisana zgrabnie, z pewną chronologią wydarzeń i z zamykającymi się wątkami. Świetna lektura, która nie pozwala się odłożyć na później. Zachęcam. Udajcie się w półwieczną podróż po meandrach życia, wraz z główną bohaterką, Ewą Brzozowską.

wtorek, 5 lipca 2011

Maria Ulatowska "Pensjonat Sosnówka"

"Nie wolno tracić nadziei, dopóki człowiek żyje z człowiekiem."

Karl Jaspers
 
Maria Ulatowska jest przemiłą kobietą, o świetnym poczuciu humoru i szczerze dobrym sercu. Kocha zwierzęta, kocha pisać i tworzyć ciepłe opowieści. O życiu, ludziach, zwierzakach, miłości, przyjaźni. Opowieści przepełnione wiarą w człowieka, wiarą w to, że ten świat nie jest aż do końca zepsuty, zły, nienawistny i jest jeszcze dla nas nadzieja. Dla ludzi.

Taką też opowieścią, przepełnioną ciepłem, prostotą, oddaniem, przyjaźnią, jest kontynuacja „Sosnowego dziedzictwa”, czyli „Pensjonat Sosnówka”. Ponownie możemy śledzić losy Anny Towiańskiej, która wzięła los w swoje ręce i postanowiła zrealizować marzenia, które dla przeciętnego zjadacza chleba mogłyby wydawać się nierealne. Ale świat, w którym żyje Anna, zdaje się „sprzyjać potajemnie jej pragnieniu”. Bohaterka otwiera pensjonat, w którego prowadzeniu pomagają jej przyjaciele. Wszystko układa się jak najlepiej, jakby wedle precyzyjnie ułożonego planu. Lecz przed Anną pojawiają się także wciąż nowe i nowe wyzwania. Musi się odnaleźć, nie tylko jako sprawna bizneswoman, ale także jako kobieta, człowiek, a czasami nawet psycholog. Dziewczyna żyje z ludźmi, którzy także mają swoje problemy, tajemnice, słabości i robi wszystko aby im pomóc. Tak jak oni pomogli i pomagają jej. Czy taka symbioza jest możliwa tylko w książkach? Nie wiadomo. Patrząc na dzisiejszy świat, należałoby pokusić się o stwierdzenie, że można tylko o tym przeczytać, ale nigdy doświadczyć. Jednak moja optymistyczna natura ciągle wierzy w ludzi i w dobre intencje. A książki takie jak „Pensjonat Sosnówka” jeszcze tę wiarę podtrzymują.

Jeśli chcecie dowiedzieć się z jakimi problemami musiała się borykać Anna Towiańska, podczas prowadzenia pensjonatu, czego, a raczej kogo zapragnął pan Dyzio, co chciała uczynić Wiola, jaką niespodziankę sprawiła Szyszka, sięgnijcie po książkę Marii Ulatowskiej. Miejcie świadomość, że sięgacie po opowieść pełną dobroci, sielankowości, wiary w ludzi, pokłonu ku naturze, przyrodzie i zwierzętom. Jeśli oczekujecie zbytniego realizmu, możecie poczuć się jak nie w tej bajce. Bo ta książka, to taka po trochu bajka, a niekiedy koncert życzeń. Aby ludzie byli lepsi, życzliwsi, przyjaźniej nastawieni do siebie, do otoczenia, do fauny i flory. Uważam, że takie historie powinny powstawać, aby utrzymywać w nas tę optymistyczną część natury, która pozwoli wierzyć, że sielankowe życie jest możliwe i wcale nie musi być nudne. Polecam, wielbicielom opowieści o ludzkich losach, opisanych bez zbytniego dramatyzmu, ale za to z ogromną dozą optymizmu i nadzieją na lepsze jutro.

środa, 23 marca 2011

"Sosnowe dziedzictwo" Maria Ulatowska

Książka Marii Ulatowskiej „Sosnowe dziedzictwo” śmiało może być nazwana lekiem na całe zło, oczyszczeniem, powiewem optymizmu i ogromnym zastrzykiem pozytywnego nastawienia. Do wszystkiego. Do świata, do ludzi, zwierząt, otaczających nas obrazów. Poznajemy losy młodej i pięknej Anny Towiańskiej, która odziedzicza podupadły dworek na Kujawach. Trafia do małego miasteczka, gdzie wszyscy znają wszystkich. Cały wszechświat zdaje się skłaniać ku temu, by pomagać nowej mieszkance dworku. Od razu zostaje zaakceptowana przez tubylców, znajduje chętnych ludzi do pomocy, przygarnia ranną suczkę, dzięki której poznaje przystojnego weterynarza Grześka. Anna nie napotyka na swojej drodze najmniejszych trudności, wszystko jej sprzyja i toczy się wedle ustalonego przez opatrzność planu. Żeby młodej Towiańskiej się udało. Do tego dochodzą liczne reminiscencje do lat wojennych i do końcówki XX wieku, które naprawdę wzbogacają akcję i sprawiają, że od początku czytelnik chce poznać, co się za tym kryje.
Nie chcę tutaj streszczać całej powieści, bo nie o to chodzi. Książka jest napisana lekkim i przyjemnym stylem, przedstawione obrazy napawają optymizmem i wiarą w to, że gdzieś tam jest takie miejsce na ziemi, w którym życzliwość, zaufanie i dobroć są wartościami przestrzeganymi i pielęgnowanymi przez wszystkich ludzi. Jednakże jestem realistką i wiem, że to tylko ułuda, literacka fantazja autorki, która jak sama mówi, chciała stworzyć opowieść o dobrych ludziach i dobrym świecie, pozbawionym okrucieństwa i zła.
To prawda, że nie przepadam za takimi książkami, lubię akcję, sensację, krew, broń i czarne charaktery, mroczne dusze i mrożące krew w żyłach tajemnice. Tutaj oczywiście tego nie ma. Co nie zmienia faktu, że nawet najbardziej krwiożerczemu umysłowi należy się chwila wytchnienia. Chwila spokojnego oddechu. Odstresowania. Odbudowania w sobie wiary w ludzi i w świat. Wiary w to, że każdy z nas może odnaleźć swoje miejsce na ziemi i wcale nie musi nim być podupadły dworek, odziedziczony po przodkach. Może nim być pasja, hobby, jakieś nowe zainteresowanie, nowo napotkana osoba. Może tym być spełnienie skrywanych do tej pory marzeń, w które wierzyliśmy, ale nie mieliśmy odwagi, aby spróbować je realizować. Może być wszystko. Bo taka wiara w odnalezienie własnej drogi jest nam niezbędna, tak jak czyste powietrze i woda. I może warto przeczytać właśnie taką książkę, która napełni nas optymizmem i radością do świata i do ludzi. By po pewnym czasie wyczerpać się, wskutek prozy życia, okrucieństwa i zła. A wtedy… sięgniemy po kolejną opowieść o świecie bez wad, ludziach o szczerych sercach i realizacji własnych marzeń. Naładujemy baterię. I w drogę! Pomyślmy o historii Anny Towiańskiej i stwórzmy własną:)