Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anna Fryczkowska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anna Fryczkowska. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 listopada 2014

Anna Fryczkowska "Kurort amnezja"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Prószyński i S-ka.
Premiera: 13 listopada 2014r.

Czasami boję się czytać książki, które mną poruszą, wstrząsną, nie dadzą się od siebie oderwać. Niedawno przeczytałam kryminał, będący trzecią częścią trylogii o popularnym i kontrowersyjnym prokuratorze. Powieść porwała mnie bez reszty i bałam się sięgać po kolejną książkę, aby nie odczuć gorzkiego smaku rozczarowania i pustki. Jakby mi czegoś brakowało. Jednak, gdy zaczęłam czytać najnowszą pozycję z dorobku Anny Fryczkowskiej, wiedziałam że żadne rozczarowanie nie będzie mieć miejsca. "Kurort amnezja" to książka, która od pierwszych stron wciąga czytelnika w swoje ponure i pełne bólu odmęty, urzeka fabułą, konstrukcją bohaterów i zaskakuje intrygą kryminalną.

Tytułowy kurort, wcale tak nim do końca nie jest, to miejsce w opuszczonej zimą nadmorskiej miejscowości, gdzie chroni się dziewczyna, która nic nie pamięta. Na tym polega gra słów oddająca to, czym staje się nadmorska mieścinka dla bohaterki. Marianna dowiaduje się o tym, że jest Marianną od swojego narzeczonego, Marka, którego też nie pamięta. Nie pamięta nawet tego, że można chodzić, myć się, patrzeć w lustro. Elementarnych zachowań uczy się od podstaw. Wszystko to nastąpiło po tragicznym w skutkach wypadku samochodowym, w którym jedna osoba zginęła, ale oczywiście dziewczyna nie ma pojęcia kto to był. Do tej samej miejscowości przybywa kobieta, która dla odmiany wie wszystko (przynajmniej tak jej się wydaje) i pragnęłaby o wszystkim zapomnieć. Ból fizyczny zdaje się być dla niej jedynym ukojeniem tego psychicznego, chociaż jest to złudne i działa tylko przez chwilę. Wanda zamęcza się wspomnieniami nieżyjącego męża, rozpamiętuje wszystko to co przeżyła z Pawłem, a zwłaszcza to, czego dowiedziała się po jego śmierci. Jak mogła być tak ślepa i głucha?! 

Dwie kobiety, dwie przeszłości, zupełnie inne, a jednak w jakiś sposób wspólne, obce, zimne, ponure nadmorskie miasteczko i ludzie. Cała plejada osobistości, których spotkać można chyba w każdym małym i eklektycznym nieco miasteczku w Polsce. Nieprzyjaźnie nastawieni do tego co inne, obce, odstające od normy. Marianna nie jest modelową dziewczyną, Wandzie też daleko od takiego wzorca. Wydawać by się mogło, że to powieść z dużą dozą psychologii, socjologiczna nawet, oczywiście taka jest, ale nagle pojawia się... trup. I tu rozpoczyna się wątek kryminalny, bardzo ciekawie poprowadzony i zaskakujący. 

"Kurort amnezja" to książka wciągająca, jest jak drzazga, która boli i denerwuje, ale ciągle i ciągle dotykamy zranionego miejsca. Z tą powieścią też tak jest, czasami irytuje, boli, przenika człowieka na wskroś, ale jednak nie można jej odłożyć, trzeba iść dalej, aż do końca. Na uwagę zasługują także wątki feministyczne, mówiące o tym jakie NIE powinny być kobiety.
Anna Fryczkowska w świetnej formie, zadziorna, gorzko refleksyjna, krytyczna i zaskakująca. Gorąco polecam, warto przeczytać!
A! I dziękuję za Psa :)


środa, 30 kwietnia 2014

Anna Fryczkowska "Z grubsza Wenus"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Prószyński i S-ka.


Anna Fryczkowska to autorka, która do tej pory dała się poznać raczej od nieco kryminalnej strony. Tymczasem na półki księgarskie trafiła jej najnowsza powieść, pod przewrotnym tytułem „Z grubsza Wenus”, która to jest poszerzonym i wzbogaconym wydaniem wcześniejszej publikacji. Książka nieco przewrotna w swej wymowie i sprawiająca często problem z odbiorem przekazanych w niej treści. Tylko uważny czytelnik może uchwycić delikatny niuans, że to nie tylko opowieść o grubaskach pragnących szczęścia, ale to coś o wiele więcej, a i problem nie dotyczy jedynie nadwagi i w ogóle to nie o tym jest ta powieść.

„Z grubsza Wenus” opowiada o dwóch kobietach: Janinie i Baśce, które spotykają się w jednym pokoju hotelowym, podczas turnusu na wczasach odchudzających. Jasia jest całkiem sympatyczną kobietą, znaną z prowadzenia w telewizji programu kulinarnego, mimo monstrualnych rozmiarów potrafi nawiązać kontakt z innymi uczestnikami wczasów. Baśka to dziewczyna zamknięta w sobie, niesympatyczna, gnębiona sennymi koszmarami, krytyczna wobec wszystkich, nie zapominając oczywiście przy tym o sobie. Obie panie nie pałają do siebie wielką sympatią, chociaż to Janina stara się wciąż i wciąż nawiązać jakiś kontakt z nieprzystępną towarzyszką. A przecież Jasia też ma swoje własne zmartwienia, sekrety i skomplikowaną sytuację uczuciową. Tak samo Baśka, która przez lata utrzymywała idealną figurę dla swojego małżonka, sama już nie wie czego właściwie oczekiwał i potrzebował mąż. Kobiety walczą nie tylko z nadprogramowymi kilogramami, starają się uporać jednocześnie z własną przeszłością, sięgając do najdalszych zakamarków umysłu, uwalniają wszystkie demony z dawnych lat, które doprowadziły je do tego pokoju hotelowego. Co tak naprawdę łączy Janinę i Baśkę? Czym dla Jasi jest ukochana wytarta koszula nocna? Kto nawiedza Baśkę w snach? Podczas lektury czytelnik może zamęczyć się pytaniami, a szukając odpowiedzi, będzie starał się zrozumieć przedstawioną w powieści symbolikę.

Jeśli ktoś spodziewa się żartobliwej powieści o grubasach, to w sumie się nie zawiedzie, bo olbrzymią zaletą tej książki jest ironiczny, złośliwy i inteligentny humor, który uwielbiam. Ale to jedynie cząstka prezentowanej fabuły, która, jak na początku wspomniałam, ma na celu ukazać nam coś więcej, niż tylko historię zmagania się z własnymi cielesnymi słabościami. Bo tu o słabości chodzi, rzec jasna, ale raczej te duchowe. Zastałe w człowieku od lat, definiujące to, czym się staje, wskutek działań innych ludzi i niemożności odparcia tego wewnętrznego ataku i postępowania wedle własnych reguł, które mogą się stać gwarancją normalnego życia. Bo jeśli żyjemy wedle planów i wytycznych kogoś drugiego, to marne szanse na to, aby w spokoju spoglądać na własną twarz w lustrze i ze swobodą witać każdy nowy dzień.

„Z grubsza Wenus” to dla mnie psychologiczne studium człowieka zagubionego i to nie tylko w świecie, ale we własnym umyśle, nastawionego na zaspokajanie potrzeb i oczekiwań innych ludzi. Doskonale napisana książka, z pazurem, z humorem i przesłaniem. Polecam uważnym i oczekującym czegoś więcej czytelnikom. Warto!

„- Wykonałaś dwanaście niepotrzebnych ruchów - dodał jeszcze, obserwując ją ze swojego fotela i siorbiąc kawę.
- A ty dwanaście niepotrzebnych dźwięków - wymamrotała pod nosem.
 - Słucham? - spytał zaskoczony, ale nie powtórzyła. Na twarzy miała wymalowany bunt. Zauważył i zmilczał”. 1

1. str. 97, Z grubsza Wenus, Anna Fryczkowska, Prószyński i S-ka, Warszawa 2014.