Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspomnienia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspomnienia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 kwietnia 2013

Spotkania w zespole szkół w Trzebnicy i w Bibliotece w Stęszewie

10 i 12 kwietnia miałam przyjemność być gościem w dwóch Bibliotekach.

10-go maja byłam w Trzebnicy, w bibliotece mieszczącej się w Powiatowym Zespole Szkół nr 2. To było naprawdę magiczne spotkanie. Bo miałam przyjemność rozmawiać z młodzieżą, która czyta, młodzieżą, dzięki której otrzymałam właśnie to zaproszenie i miałam okazję poznać moich młodych czytelników. Szkoła zaskoczyła mnie otwartością, gościnnością, a także uhonorowaniem mnie, jako autorki poczytnych książek. W szkole znajduje się gazetka, poświęcona mojej twórczości, a także specjalna ściana z namalowanym drzewkiem, na którym znajdują się cytaty z moich książek. Otrzymałam także piękny portret autorstwa jednej z uczennic. To po prostu... bardzo wzruszające :)

Kilka fotografii z tego spotkania:







12 kwietnia przybyłam do Biblioteki w Stęszewie na zaproszenie moich dwóch koleżanek "po piórze", Joanny Opiat-Bojarskiej i Iwony J. Walczak, które organizują cykliczne spotkania w ramach programu "Wiosenny piknik z Książką". Miałyśmy okazję powymieniać doświadczenia, dowiedzieć się, jak każda z nas tworzy i projektuje nowe historie, a także co nas inspiruje, co zniechęca, czego najbardziej w pracy twórczej nie lubimy.
To były naprawdę przesympatyczne dwie godziny, spędzone we wspólnym gronie z Czytelniczkami Biblioteki w Stęszewie:)
Kilka fotografii poniżej:









Przede mną kolejne spotkania, powiem szczerze, że to bardzo miły aspekt bycia autorką książek:)


czwartek, 21 kwietnia 2011

Jean Sasson, Nadżwa Bin Laden, Omar Bin Laden "Musiałam odejść"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak.

„Będę walczył do ostatnich chwil! Do ostatniego tchu! Nigdy nie przestanę walczyć o sprawiedliwość! Nigdy nie zakończę świętej wojny!”

Tymi słowami Osama Bin Laden zakończył rozmowę ze swoim czwartym synem, Omarem, który nie dawał mu spokoju, ciągle pytając, kiedy to wszystko się skończy i zaczną żyć jak normalni ludzie, jak normalna rodzina. Wtedy chyba młody chłopak uwierzył, że to nigdy nie nastąpi. A przecież kiedyś żyli zupełnie normalnie. Byli jedną z najbogatszych rodzin w Arabii Saudyjskiej. Rodzina Bin Ladenów to miejscowi oligarchowie, do których należą największe firmy, zatrudniające wielu Saudyjczyków. Jedną z takich firm zarządzał Osama Bin Laden. Jak to się stało, że z biznesmena, dobrego męża, człowieka szanującego przyrodę, zrodził się najniebezpieczniejszy i najgroźniejszy terrorysta naszych czasów?
Na te pytania próbuje odpowiedzieć autorka książki „Musiałam odejść”, Jean Sasson, relacjonując wydarzenia z Bliskiego Wschodu. A najwięcej wyjaśniają chyba wspomnienia pierwszej żony Bin Ladena – Nadżwy Bin Laden i jego czwartego syna – Omara Bin Ladena.
Z opowieści Nadżwy wyjawia się człowiek dobry, spokojny, uczciwy i bardzo religijny. Dobry mąż, co przejawia się tym, że dba o swoją rodzinę i stara się sprawiedliwie dzielić czas pomiędzy swoje żony. A także zawsze zapewnia im intymność, gdyż jego żony żyją w zupełnym odosobnieniu i nie może ujrzeć ich oblicza, nawet zakrytego, żadna postronna osoba, a już na pewno nie inny mężczyzna.
Ze wspomnień Omara, dzisiaj trzydziestoletniego mężczyzny, poznajemy nieco inną twarz Osamy Bin Ladena. Widzimy człowieka niezwykle surowo traktującego swych synów, stosującego wobec nich kary cielesne i traktującego ich jak swoje osobiste wojsko. Które musi wykonywać jego bezwzględne rozkazy. Chłopcy nie mogli się śmiać zbyt szczerym uśmiechem, gdyż ojciec liczył zęby, które pojawiły się podczas tego uśmiechu i wówczas karał wszystkich swoich synów. Zawsze stosował zasadę, że za wykroczenie jednego chłopca, karani byli wszyscy. To uczyło ich odpowiedzialności i za siebie i za resztę rodzeństwa. Chłopcy, pomimo że wywodzili się z bogatego rodu, uczyli się w szkołach państwowych, gdzie byli prześladowani zarówno przez kolegów, jak i nauczycieli. W domu nie było telewizora, nie można było używać klimatyzacji, ani lodówek, gdyż Osama uważał, że te zdobycze zachodniej techniki psują prawdziwego muzułmanina i należy żyć, tak jak niegdyś żył Mahomet.
Przez całą pasjonującą opowieść o losach rodziny największego terrorysty świata, jesteśmy świadkami spirali przemocy i fanatycznego oddania religii, jaka ogarniała Bin Ladena i doprowadziła do niewyobrażalnej tragedii. I to podwójnej tragedii. Ludzi, którzy zginęli w wyniku zamachów, zaplanowanych przez Al-Kaidę, organizację stworzoną przez Osamę, a także rodziny samego przywódcy, która została rozdzielona i ci, którzy w porę uciekli z Afganistanu, nie wiedzą, co dzieje się z pozostałymi członkami rodu.
Książkę czyta się naprawdę dobrze, opowieść ta nie daje spokojnie zasnąć, wielokrotnie rozpamiętywałam każde wydarzenie, każdą decyzję Osamy Bin Ladena, która prowadziła długą drogą w dół, a w jego mniemaniu była jedyną trafną i godną muzułmanina decyzją.
Obserwujemy wędrówkę rodziny Bin Ladenów, którzy z bogatego arabskiego rodu, mieszkającego w pięknych willach, mających służbę, przeobrazili się w biednych Nomadów, zamieszkujących rozwalające się chaty w afgańskich górach. Jak do tego doszło??? To pytanie zdaje się mnie nie opuszczać, od momentu, gdy skończyłam czytać tę opowieść.
Polecam „Musiałam odejść”, gdyż jest to zgrabnie napisana książka, nie nuży, pomimo pierwszoosobowej narracji, praktycznie pozbawionej dialogów. Oprócz szeregu informacji, które pozwolą nam poznać codzienne życie rodziny o odmiennej kulturze, dowiadujemy się wiele o sytuacji kobiet i młodych dziewcząt, mamy okazję także zobaczyć jak groźny jest fanatyzm i ślepa wiara w prawdy zawarte w poszczególnych wersach Koranu. I interpretowanie ich w taki sposób, który zawsze będzie usprawiedliwiał najokrutniejsze czyny i ogarniające wszystko i wszystkich zło.

A jak kończy się ta opowieść? Jak kończą się losy Nadżwy i Omara? Niech słowa samej Nadżwy będą odpowiedzią i... ostrzeżeniem:

„Odkąd wyjechałam z Afganistanu, zdarzyło się tak wiele nieszczęść i tragedii, że nie sposób tego opisać słowami. Za każdym razem, gdy matka traci dziecko, w jej sercu powstaje głęboka rana, która nigdy do końca się nie zagoi. Wciąż myślę o synach, którzy nie wyrosną już na mężczyzn. Myślę o córkach, które nie doświadczą cudu macierzyństwa. Widzę ich uśmiechy, które nie rozjaśnią już świata, i łzy, którym nie będę mogła zaradzić. Serce matki czuje to wszystko i krwawi, nie tylko z powodu utraty dzieci, ale na myśl o cierpieniu wszystkich innych matek, które nigdy nie zobaczą swych córek i synów.”




czwartek, 16 grudnia 2010

takie wspominki dużej dziewczynki;)

Tak mnie coś wzięło...
Może dlatego, że mój syn kończy dzisiaj 15 lat?
Może dlatego, że Maria Ulatowska podesłała wczoraj muzykę z okresu mojego dzieciństwa?
Może dlatego, że okres świąteczny sprzyja wspominkom, pragnieniu powrotu do przeszłości, do beztroskich lat, kiedy ja i moja mama ubierałyśmy choinkę, przybierając ją ozdobami, pamiętającymi jeszcze dzieciństwo mojej mamy?
Może dlatego, że mam poczucie upływającego czasu i jestem wdzięczna za to co otrzymałam od losu do tej pory?
I cieszę się tym co mam.
Rodziną.
Zdrowiem.
Przyjaciółmi.
Zwierzakami.
Tym co udało mi się osiągnąć.

I chociaż czasami dopada mnie straszna deprecha, zwłaszcza gdy atakują mnie ludzie, którzy mnie nie znają i nic o mnie nie wiedzą, ale uzurpują sobie prawo do oceniania i wygłaszania bezkarnych opinii, tylko dlatego, że są anonimowi i czują się bezkarnie, ja podnoszę się.
I idę dalej.
I robię swoje.
Bo... (posługując się słowami bohaterki opowieści, którą właśnie tworzę):

"Życie jest dane człowiekowi tylko raz. Więc należy przeżyć je tak, aby nie odczuwać męczącego bólu po latach spędzonych bez celu".

I tak róbcie...
Chyba że jesteście odporni na ból.
Ja nie jestem.

A na koniec kawałek z mojego dzieciństwa, bo w moim domu muzyka zawsze zajmowała chwalebne miejsce i tak mi do dzisiaj zostało:
Drupi "Sereno"