czwartek, 19 maja 2016

Colleen Hoover "Maybe someday"

Może kiedyś będą razem. Może kiedyś Sydney będzie szczęśliwa. Może kiedyś Ridge zrozumie, że są różne rodzaje miłości, ale taka jedyna, prawdziwa jest właśnie teraz. Może kiedyś…
Colleen Hoover to niezaprzeczalnie pisarka, która potrafi poruszyć u człowieka, nawet najtwardszego, bardzo delikatne struny. Przeczytałam do tej pory jej dwie książki, teraz skończyłam trzecią, zatytułowaną „Maybe Someday”.

Bohaterką powieści jest dwudziestodwuletnia Sydney, która staje na zakręcie życiowym. Jej chłopak okazuje się niewiernym dupkiem, jej przyjaciółka-wredną… wiadomo, rodzice nie akceptują jej studiów muzycznych, uważając, że powinna zostać prawnikiem, tak jak ojciec. W ciągu kilku godzin dziewczyna zostaje bez mieszkania, partnera, może wracać do domu, albo… Pojawia się Ridge, którego od miesięcy obserwowała ze swojego balkonu. Ridge jest muzykiem, komponuje, a w dodatku wyciąga do zrozpaczonej dziewczyny pomocną dłoń. 
Sydney wprowadza się do mieszkania chłopaka, gdzie zamieszkują jeszcze: jego przyjaciel, Warren, który nie potrafi utrzymać języka za zębami, oraz Bridgette, kelnerka z Hooters, która nie pała do nikogo sympatią. Pozornie.

Sydney jest zafascynowana Ridgem, tylko peszy ją trochę jego uważny, niemal taksujący wzrok. A potem… okazuje się, że mogę porozumiewać się tylko za pomocą komórek lub messengera, gdyż chłopak jest… głuchy. Sydney nie rozumie, jak zatem może komponować? Wkrótce poznaje więcej tajemnic skrytego muzyka, sama zaczyna z nim współpracować i pisać teksty do komponowanych przez niego piosenek. Okazuje się, że Ridge tworzy je dla swojego brata, a wszyscy tworzą znany zespół Sounds of Cedar. Potem okazuje się jeszcze, że Ridge ma dziewczynę, tą samą od niemal pięciu lat i w życiu jej nie zostawi. I dlatego, że ją kocha, a także dlatego, że Maggie… No właśnie. Kolejna tajemnica, która ma wpływ na życie bohaterów.

Problemy mnożą się na zmianę z kolejnymi dramatycznymi sekretami z przeszłości Ridge’a, a jednocześnie rośnie napięcie pomiędzy muzykiem, a jego tekściarką. Oboje wiedzą, że to nie w porządku, nie robią nic złego, a jednocześnie uświadamiają sobie, że to jest złe, te spojrzenia, marzenia, pragnienie widziane w oczach. Lecz Ridge wciąż i wciąż czuje się odpowiedzialny za Maggie, a jednocześnie ciągle ją kocha. Ale… to co czuje do Sydney zaskakuje go i sprawia, że zaczyna siebie nienawidzić.

Jak skończy się ta dramatyczna historia? Na pewno będziecie musieli uzbroić się w cierpliwość, może nawet w chusteczki. Niewątpliwą gratką są teksty piosenek, pisanych przez bohaterów, znajdują się one w książce, a jeślibyście chcieli ich posłuchać, wystarczy wejść na stronę www.maybesomedaysoundtrack.com i tam znajduje się playlista do książki, nagrana specjalnie w tym celu przez Griffina Petersona, muzyka, uczestnika 12. edycji American Idol i modela, który znalazł się na amerykańskim wydaniu książki Hoover „Losing Hope”.


Książkę polecam wszystkim tym, którzy kochają piękne opowieści o trudnej miłości, tajemnice z przeszłości, ciężkie przeżycia z dzieciństwa, które rzutują na obecne życie bohaterów. Powieść wzrusza, wciąga od pierwszych stron i jeśli znacie inne książki tej autorki, na pewno nie będziecie i tym razem zawiedzeni.


środa, 18 maja 2016

Katie Alender "Od złej do przeklętej"

Dzisiaj trochę coś z cyklu Young Adult, ale za to z nutą krwiożerczych scen rodem z opowieści o złych duchach, demonach i nawiedzonych ludziach. W pierwszej części to młodsza siostra Alexis - Kasey padła ofiarą… nawiedzenia, jeśli można to tak nazwać. W tym tomie to Alexis zmagać się będzie z cichym głosem w jej głowie nakazującym, na przykład, zabicie rodziców.
Oczywiście mowa o kolejnej odsłonie serii Katie Alender Złe dziewczyny nie umierają, zatytułowanej „Od złej do przeklętej”.

Niby wszystko jest dobrze, Kasey wraca ze szpitala psychiatrycznego, zaczyna chodzić do liceum Alexis, nowy dom, bo stary spalił się wraz z zamieszkującym go złym duchem. Stara szkoła i starzy znajomi. A zwłaszcza koleżanki, które do tej pory nie zauważały stroniącej od ludzi Kasey. Alexis to widzi, jej chłopak Carter także. Ale nagle, oto młodsza siostra zaczyna spotykać się z dziewczynami, które wcześniej traktowały ją jak powietrze (w najlepszym razie). Pod ich wpływem zmienia się, zaczyna dbać o siebie, coraz lepiej idzie jej nauka. Co dziwniejsze do ich grupy przystępuje Lydia, była koleżanka Alexis, niegdyś gotka z tak zwanego „Szwadronu śmierci”, czyli zespołu odludków i szkolnych dziwaków. Lydia także zmienia się nie do poznania. Alexis postanawia zbadać sprawę i także przystępuje do tej zagadkowej grupy dziewczyn. Okazuje się, że jest pewna… książka. Gdy Lexi składa, wraz z innymi dziewczynami przyrzeczenie, trzymając dłoń na starym woluminie, wszystko się zmienia. Zaczyna dbać o siebie, nauka nie przynosi kłopotów, pojawia się szansa na zrobienie ogromnej kariery w branży fotograficznej. Carter mówi i robi to, co ona sobie tylko pomyśli. A właściwie to, co podpowiada jej cichy głos… Aralta. Mieszkańca księgi.

To co miało być śledztwem dla Alexis, staje się sensem życia i w tym przypadku to Kasey będzie tą, która uratuje siostrę. Jednak co z pozostałymi członkiniami klubu „Promyczek”? Co z Carterem, który po przebudzeniu nie umie pogodzić się z tym, że jego dziewczyna nie zwróciła się do niego o pomoc. Co wreszcie z Araltem, czy da się pokonać coś, czego nie można ogarnąć rozumem i zdroworozsądkowym pojmowaniem?
Końcówka pokazuje, że to jeszcze nie koniec i kolejne mrożące krew w żyłach przygody Alexis i Kasey jeszcze przed nami.

„Od złej do przeklętej” może nie nie tak straszny jak tom pierwszy, ale wciąż czyta się z nieustającą ciekawością i pewną nerwowością, bo nigdy nie wiadomo co czai się w ciemnym kącie pokoju.

Polecam, bardzo fajna seria, zwłaszcza dla nastoletnich czytelników.


Za książkę dziękuję wydawnictwu Feeria Young.

środa, 11 maja 2016

"Piętno Midasa" - egzemplarze autorskie!!!

Są, są, pachną i są naprawdę pięknie wydane!!!

Przypominam:
Prapremiera na Warszawskich Targach Książki, 22 maja o godzinie 12.

Premiera: 10 czerwca, Matras-Magnolia, godzina 18, WROCŁAW


Do zobaczenia :)))


niedziela, 8 maja 2016

Jessica Park "To skomplikowane. Julie"

Och, jak ja lubię tajemnice! Wiadomo, że coś jest na rzeczy, coś wydarzyło się w przeszłości bohaterów, coś tragicznego, druzgocącego i teraz próbują swój świat stworzyć na nowo. Jednak czasami trudno jest im się podnieść, innym razem wciąż żyją przeszłością, a w jeszcze innym przypadku nie dopuszczają myśli, że ich życie zmieniło się na zawsze.

Julie przyjeżdża na studia do Bostonu. Jednak od samego początku jest skazana na porażkę i stres. Mieszkanie, które przez internet wynajęła jej mama, okazuje się barem z meksykańskim żarciem. Dziewczyna ma alternatywę: wracać do domu lub spać na ulicy. Jednak jej matka przypomina sobie, że ma w Bostonie przyjaciółkę z dawnych lat, Erin Watkins, która obecnie mieszka w Cambridge i wykłada na Harvardzie. Kobieta zgadza się przyjąć Julie na kilka nocy i oto dziewczyna ląduje w domu Watkinsów. Dziwnym domu Watkinsów, dodajmy. Przyjeżdża po nią dwudziestojednoletni Matt, który od początku wzbudza jej zainteresowanie. Przede wszystkim swoją innością. Matthew jest geekiem, nosi koszulki z dziwnymi napisami, studiuje na MIT jednocześnie matematykę i fizykę i nie ma pojęcia kim jest Lady Gaga. W domu jest też młodsza siostra Matta, trzynastoletnia Celeste, która zaskakuje swoją dojrzałością, literackim językiem i nieodłącznym towarzyszem w postaci tekturowej repliki najstarszego brata Finna, który ruszył w podróż po świecie. Celeste nigdzie się bez Płaskiego Finna nie rusza, a wszyscy domownicy traktują go, jako element rzeczywistości, żeby nie powiedzieć jako członka rodziny.
Julie też zaprzyjaźnia się z Płaskim Finnem, tym łatwiej, że z prawdziwym Finnem zaczyna korespondować na Facebooku. Jednak wciąż i wciąż próbuje zarówno od Matta, jak i od Finna wyciągnąć prawdę o tym, co wydarzyło się w przeszłości Celeste, że teraz dziewczynka jest taka, jaka jest. Rozmawiając coraz więcej z nieobecnym bratem, zaczyna się w nim zakochiwać. Jednocześnie bardzo zbliża się do Matta i zawsze może na niego liczyć. Jednak, gdy w końcu odkryje prawdę, będzie to jej osobisty koniec świata.

Powiem szczerze, że już na samym początku, gdzieś około pięćdziesiątej strony odkryłam całą intrygę i już wiedziałam co jest tajemnicą głównych bohaterów. Co jednak nie przeszkodziło mi w poznawaniu całości tej bardzo wzruszającej historii.
„To skomplikowane. Julie” Jessiki Park to powieść o stracie i próbach radzenia sobie z nią, to historia o wielkiej miłości, o nieumiejętności wyrażania uczuć, o zagubieniu. To także pozytywna opowieść o tym, że czasami warto zaufać komuś z zewnątrz, kto ma inne spojrzenie na nasze życie i może podpowiedzieć kilka celnych rozwiązań.

Piękna wzruszająca opowieść, która w finale bardzo mnie poruszyła, mimo iż wiedziałam niemal od początku w czym rzecz. Gorąco polecam.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak

sobota, 7 maja 2016

Randy Susan Meyers "Bezpieczne kłamstwa"

Problem zdrady jest zawsze delikatną materią, o której chyba lepiej czytać, niż przeżywać. Jeśli do tego dołożymy niechcianą ciążę, złamane serce i temat adopcji, zaczyna robić się dramatycznie i bardzo poważnie. Taka historia przytrafiła się bohaterom powieści „Bezpieczne kłamstwa” autorstwa Randy Susan Meyers.
Trzy kobiety, trzy opowieści, trzy życia ludzi, których los zaczyna splatać się w jedną historię.

Juliette to matka dwóch wspaniałych chłopców i żona Nathana - wykładowcy uniwersyteckiego. Mężczyzny inteligentnego, oczytanego i bardzo w niej zakochanego. Juliette wraz z przyjaciółką z powodzeniem rozwija autorską firmę kosmetyczną i jest bardzo szczęśliwą kobietą.
Tia to młoda dziewczyna, w której życiu pojawia się ten jeden, jedyny. Zakochuje się w nim swoją pierwszą prawdziwą miłością i wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że jej wybranek ma rodzinę. A wkrótce okazuje się, że i z nią może taką rodzinę stworzyć, bo kobieta jest w ciąży. Jednak los nie zamierza w tym przypadku być przychylnym.
Caroline to uznana lekarz patolog, prowadząca ważne badania nad nową szczepionką. Jej mąż, Peter marzy o dziecku, chce stworzyć ze swą wiecznie zapracowaną żoną prawdziwą rodzinę. Jednak nie jest to takie proste. Po wielu rozmowach oboje decydują się na adopcję, ale to chyba Peterowi bardziej na tym zależy. Wkrótce do ich domu trafia malutka dziewczynka, której samotna matka nie jest w stanie wychowywać. Jednakże adopcja ma charakter otwarty, a to oznacza, że w przyszłości biologiczna matka będzie mogła kontaktować się z dzieckiem.

Moja pięć lat. Dla niektórych to pięć lat prób budowania w sobie macierzyńskich uczuć. Dla innych to wieczna tęsknota i leczenie złamanego serca. Jeszcze inni żyją w błogiej nieświadomości, nie zdając sobie sprawy, że gdzieś tam żyje mała istotka, która poczęła się z gorącego romansu.
Jeden list wszystko zmienia. Zmienia na pewno życie trzech rodzin. A właściwie dwóch rodzin i wciąż samotnej Tii.


„Bezpieczne kłamstwa” to obyczajowa powieść, pełna zawirowań i problemów. Jest opowieścią o zwykłych ludziach, zagubionych, podejmujących czasami błędne decyzje, dobrych z natury, lecz szukających odpowiedzi, co tak naprawdę się liczy w naszym życiu. Spokojna wyważona opowieść, bez emocjonalnych szarpnięć, a jednak na swój sposób wciągająca i dająca do myślenia. Polecam, na spokojny wiosenny weekend.


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa MUZA.

wtorek, 3 maja 2016

Colleen Hoover "Ugly Love"

Długo przymierzałam się do sięgnięcia po tę lekturę. Wcześniej czytałam „Hopeless”, owszem zrobiła na mnie wrażenie. Jednak „Losing Hope” już niekoniecznie. Słyszałam dużo wcześniej o „Ugly Love”, ale trochę trwało, zanim książka trafiła na moją biblioteczną półkę. I co? No cóż… Pół nocy i najnowsza powieść Colleen Hoover została przeze mnie przeczytana, żeby nie powiedzieć: połknięta.

Książka ponownie opowiada o losach „młodych dorosłych”, czyli typowe New Adult. Główna bohaterka, Tate, przyjeżdża do San Francisco, aby kończyć studia pielęgniarskie, pracować w szpitalu i realizować własny plan na życie. Zamieszkuje w apartamentowcu, w mieszkaniu starszego brata, Corbina, który jest pilotem. Pierwszego dnia natyka się na śpiącego w korytarzu kompletnie pijanego mężczyznę. Nie wiem jeszcze, że jest to przyjaciel brata, Miles, także pilot, który zajmuje mieszkanie naprzeciwko. Mężczyzna wchodzi w życie Tate z butami, można powiedzieć, burzy cały jej świat, nie będąc w stanie dać jej nic więcej, oprócz obezwładniających chwil bliskości. Od początku zaznacza, że to tylko seks, bez pytań o przeszłość i bez żadnych nadziei na przyszłość. Tate zgadza się na to, ale sama siebie okłamuje, że to tylko spotkania bez zobowiązań. Nie można zapanować nad własnymi uczuciami, nie można wytłumaczyć głupiemu sercu, aby nie biło w przyspieszonym tempie, gdy tylko ON pojawia się w pobliżu. Dziewczyna ma malutką nadzieję, że w każdym można obudzić miłość, tym bardziej, że Miles daje jej pewne niewerbalne znaki, które można odczytać jako to, iż ona nie jest mu tak do końca obojętna. Jednak… tak naprawdę jak Tate ma walczyć z przeszłością Miles’a, skoro nic o niej nie wie? A mężczyzna skrywa głęboko w sobie ogromną tragedię sprzed sześciu lat i nie ma zamiaru z nikim się tym podzielić. A już najmniej z kobietą, z którą sypia. Tylko sypia? Nieważne. Miles obiecał sobie tylko jedno: już nigdy, przenigdy nikogo nie pokocha i konsekwentnie się tego trzyma.

„Ugly Love” to druzgocący emocjonalnie romans, dramat, erotyk w jednym. Autorka gra na uczuciach czytelnika, opisując zmagania bohaterów z własnymi demonami przeszłości, z pragnieniem bycia szczęśliwym, z miłością, która nie powinna się pojawić, a jednak znacząco zaznacza swoją obecność.
Czy można w końcu rozliczyć się z przeszłością? Czy pozostają tylko łzy, bezsilność i nienawiść do siebie samego?

Polecam gorąco, fantastyczna, wzruszająca, doprowadzająca do łez książka. Skoro ja się popłakałam, to naprawdę coś znaczy, bo z reguły nie wzruszam się aż tak podczas czytania.

WARTO!


czwartek, 28 kwietnia 2016

Anna Łacina "Niebo nad pustynią"

Anna Łacina to znana autorka książek opowiadających o młodych ludziach, ale skierowanych tak naprawdę do każdej grupy wiekowej. Jej powieści pokazują świat dorastających młodych ludzi, ich zmagania z rzeczywistością, szukanie własnych dróg w życiu, walkę o własne ja. To historie śmiało wpisujące się w nurt Young Adult, które ujmują dopracowaną fabułą, przesłaniami i bohaterami, których chcielibyśmy poznać w życiu realnym.

Nie inaczej jest w jej najnowszej powieści, zatytułowanej „Niebo nad pustynią”. Tutaj wędrujemy z głównymi postaciami do gorącego Egiptu, gdzie rozgrywa się akcja książki. Czwórka młodych ludzi, Klara, Anastazja, Damian i Albert, spotyka się w pięknym kurorcie, gdzie spędzają ferie zimowe. Dwójka z nich zna się ze szkoły i właściwie Anastazja trafiła tutaj całkiem świadomie, bo dowiedziała się, że będzie tutaj również Damian - chłopak ze szkoły, który nigdy nie zwraca na nią uwagi. Dziewczyna przylatuje tu z rodzicami i małym nieznośnym Cieszkiem, Klara z babcią, Damian z rodzicami, a Albert… No właśnie. Nie myślcie sobie, że to typowa nastolatkowa opowiastka o pierwszych miłostkach w pięknym miejscu na ziemi.

W tej książce NIC nie jest proste i przewidywalne. To historia pełna bólu, krzywd, tajemnic i rozrywających serce historii. Każdy młody człowiek dźwiga bagaż pokaźnych doświadczeń, o których dowiadujemy się w miarę posuwania akcji do przodu. 
Jest to powieść zaskakująca na każdym polu, a im bliżej końca, tym napięcie rośnie. Lepiej nie zaglądać na ostatnie strony, aby nie odebrać sobie przyjemności odkrywania. Bo tak właśnie czyta się tę książkę -  czytelnik powoli odkrywa wszystkie karty, elementy, tajemnice, które niejednokrotnie chwytają za gardło.

Anna Łacina napisała, według mnie, powieść, którą powinien przeczytać każdy, nastolatek, rodzic, babcia, siostra, brat, nauczyciel. Oczywiście, że historia nosi w sobie wartości edukacyjne, ale najważniejsze jest to, iż pokazuje różne aspekty życia i to, jak lata dorastania i to, co w nich nas spotka, ma wielki wpływ na nasze postrzeganie świata i dalsze życie.
Nie mogę nic więcej napisać, aby nie zdradzić zbyt wiele, ta książka to smakowity kąsek obyczajowo-psychologiczno-romantyczny, który trzeba powoli i z przyjemnością smakować.
Gorąco polecam, w dodatku umiejscowienie akcji w Egipcie, na pewno doskonale nastroi was przed nadchodzącymi wakacjami.

Wpiszcie sobie „Niebo nad pustynią” jako lekturę obowiązkową!

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Nasza Księgarnia.

wtorek, 26 kwietnia 2016

Mia Sheridan "Bez słów"

Uwielbiam książki, które wciągają mnie od samego początku i nie pozwalają się odłożyć nawet na chwilę. Czytam aż do samego końca, nie zważając na późną porę. Tak było właśnie podczas lektury powieści autorstwa Mii Sheridan, zatytułowanej „Bez słów”.
To dramat z pogranicza New Adult, ukazujący nie tylko uzdrawiającą siłę miłości, ale także pełną zagadek i bolesnych wydarzeń z przeszłości historię młodych ludzi, którzy spotkali się po to, aby się wzajemnie uratować.

Do małego miasteczka Pelion, usytuowanego po dwóch stronach malowniczego jeziora, przybywa Bree, dziewczyna, która po tragicznych wydarzeniach i wielkiej stracie, postanawia zmienić miejsce zamieszkania. Chce odciąć się od tego co było, potrzebuje przestrzeni, samotności, chociaż ta ostatnia raczej jej nie sprzyja, zwłaszcza, że wciąż i wciąż dopadają ją koszmary przeszłości i nawiedzają ją cykliczne ataki paniki. Pewnego razu, w sklepie, spotyka w dość zabawnych, a nawet dla niej nieco kompromitujących okolicznościach pewnego mężczyznę z długimi włosami i gęstą brodą. Próbuje jakoś nawiązać rozmowę, jednak zagadkowy facet odchodzi, nie odezwawszy się ani słowem. Niedługo po tym spotkaniu Bree spaceruje ze swoją suczką i trafia na dom tajemniczego nieznajomego, o którym już wie, że ma na imię Archer, przeżył koszmarny wypadek w dzieciństwie i nie mówi. Dziewczyna zna język migowy, gdyż jej ojciec był głuchy, coś ciągnie ją do dziwnego samotnika.
Krok po kroku, jak do zdziczałego zwierzęcia, Bree zbliża się do Archera i powoli zaczyna łączyć ich nić sympatii, która otacza ich coraz ciaśniejszym kokonem. Bree wyznaje swoje tajemnice i zauważa, że im częściej spotyka się z milczącym chłopakiem, tym rzadziej atakują ją demony przeszłości. Archer jednak nie chce do końca się otworzyć, ale dziewczyna zdaje sobie sprawę, że po życiu, jakie do tej pory pędził, potrzebuje po prostu więcej czasu. Pomiędzy tą dwójką wybucha uczucie, na początku nieco nieśmiałe, ale coraz silniejsze, szalone, pełne namiętności i współuzależnienia. Czy Archer będzie potrafił wrócić do normalnego świata, czy poradzi sobie z coraz większym uzależnieniem od Bree, czy wyzna jej to, co wydarzyło się przed laty i skazało go na życie w odosobnieniu? Czy dziewczyna raz na zawsze rozprawi się z przeszłością i czy będzie umiała żyć z człowiekiem, który sam jest tak bardzo poraniony przez świat?


„Bez słów” to wzruszająca, druzgocąca emocjonalnie powieść o ludziach, którzy stali się dla siebie wzajemnie ratunkiem od pogrążenia się w chaosie wywołanym przez wydarzenia z przeszłości, przez złych ludzi, cudzą zawiść i nienawiść. Cudowna, pełna namiętności powieść, która do końca trzyma w napięciu, a ostatnie sceny są wręcz istną huśtawką emocjonalną. Polecam, przepiękna historia o miłości silniejszej niż uprzedzenia, tragedie i dramaty z przeszłości.

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Magdalena Knedler "Nic oprócz strachu"

Magdalena Knedler potrafi zaskakiwać, oj tak. Jest jak diabeł wyskakujący z pudełka, nigdy nie wiemy co nas czeka podczas lektury jej powieści. Po udanym debiucie kryminalno-obyczajowym „Pan Darcy nie żyje”, czarowała nas psychologiczno-obyczajową „Windą”, gdzie jej erudycja przenikała się z uważną analizą otaczającego nas świata. A teraz… prawdziwa kryminalna, pełną gębą, bomba!
„Nic oprócz strachu” to pierwszy tom trylogii z polską komisarz w Ystad, Anną Lindholm. Stanowi połączenie rozbudowanej warstwy obyczajowej oraz wartkiego i zaskakującego kryminału. Anna jest żoną Szweda-Vidara, który po wypadku samochodowym traci władzę w nogach. Dzieje się to niebawem po ujęciu przez Annę seryjnego zabójcy kobiet, zwanego Narcyzem. Pani komisarz dostaje informację, że to właśnie psychopatyczny morderca jest za to odpowiedzialny. Lecz w jaki sposób tego dokonał, skoro siedzi zamknięty w celi? Ale nie tylko to zaprząta głowę policjantki. Wokół niej zaczynają się dziać bardzo podejrzane i niebezpieczne rzeczy-ktoś nadal czyha na jej życie. Kobieta jest w dodatku rozdarta pomiędzy miłością do męża, który wciąż oskarża ją o wypadek, a silnym uczuciem do swojego przełożonego, Ingvara Friska, który także odwzajemnia to uczucie. Lecz teraz Anna nie ma czasu, aby zastanawiać się nad tym, co robić dalej z własnym życiem, gdyż oprócz niepokojących wydarzeń wokół, ma jeszcze jedno zadanie do wykonania: wyjazd do rodzinnego Helu na ślub siostry, Lidii. A tym samym spotkanie po piętnastu latach z matką, która nigdy matką dla niej nie potrafiła być. 

Na Hel udaje się z mężem, niesamowitą fińską gosposią Lempi i z głową pełną podejrzeń. W rodzinnej miejscowości, zwanej początkiem Polski, spotyka Leona-Lajona, swoją pierwszą wielką miłość, który jest uznanym fotografem, a teraz będzie pełnił funkcję fotografa na weselu jej siostry. Wesele. Wszyscy czują, że coś się tam wydarzy, to znaczy Anna na pewno, zresztą ostrzega przed tym najbliższych. Napięcie rośnie wraz z każdą przeczytaną stroną i powiem szczerze, że to co zafundowała autorka, należy do najbardziej zagmatwanych kryminalnych intryg, jakie zdarzyło mi się czytać.

Jestem raczej cierpliwym czytelnikiem, ale w tym przypadku wielokrotnie musiałam ze sobą walczyć, aby nie zajrzeć na koniec i nie dowiedzieć się, kto stoi za zagadkowymi zabójstwami, dokonanymi często w bardzo trudnych okolicznościach. Morderca-wirtuoz? Czy po prostu ryzykant? Anna, Ingvar i Lajon, oraz niezawodna, obdarzona ciętym językiem Lempe, powoli odkrywają kolejne karty i składają poszczególne elementy układanki w jedną, zaskakującą całość. Ystad, Hel, Wenecja-przemieszczamy się z bohaterami, oglądając ich oczami te miejsca, dzięki plastycznym opisom mamy wrażenie, że jesteśmy tam razem z nimi.


„Nic oprócz strachu” to wciągający kryminał z misternie utkaną intrygą, która otacza czytelnika jak pajęcza sieć i tak naprawdę do końca trzyma w olbrzymiej niepewności. Jest zazdrość, miłość, oddanie, nienawiść i najniższe ludzkie instynkty. Jest też sporo odniesień do literatury, w tym do twórczości Oscara Wilde’a. Mądra, inteligentna powieść, stanowiąca jednocześnie doskonałą rozrywkę. Polecam i czekam z niecierpliwością na drugi tom!


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Czwarta Strona.

środa, 20 kwietnia 2016

Sandra Brown "Okruchy zła"

Kiedyś czytałam sporo książek autorstwa Sandry Brown, w ostatnim czasie jakoś mniej czasu spędzałam przy jej powieściach. Dlatego gdy trafiły do mnie „Okruchy zła”, byłam ciekawa, czy nadal pani Brown pisze w sposób wciągający i zaskakujący. Czy mój powrót do prozy tej amerykańskiej pisarki okazał się udany?

Bohaterką „Okruchów zła” jest doktor Emory Charbonneau, lekarka, aktywistka, działająca w akcji „Lekarze bez granic”. Jest także zapaloną biegaczką, żoną Jeffa i dziedziczką fortuny. To chyba elementarne informacje o jednej z głównych postaci. Z mężem zaczyna dzielić ją coraz więcej, dlatego Emory postanawia wyjechać na weekend w góry i potrenować przed charytatywnym maratonem. Lecz ta decyzja okazuje się być brzemienna w skutki. Emory wyrusza w wytyczoną przez siebie trasę i… Budzi się w chacie nieznajomego mężczyzny. Ma rozwaloną głowę, wstrząs mózgu i jest zdana na łaskę (czy niełaskę) człowieka, który już samym swoim wyglądem może wzbudzić niepokój. Jest wysoki, barczysty, a przenikliwe zimne niebieskie oczy przenikają kobietę na wskroś. Mało mówi i nie chce się przedstawić. Jednak nie robi nic, aby Emory poczuła się zagrożona, wręcz przeciwnie, czyni wszystko, aby pobyt w górskiej chatce stał się znośny. Nie może jej odstransportować do najbliższego miasteczka, gdyż pada gęsty śnieg, a w górach zaległa intensywna mgła. Tak więc pani doktor spędza w jego chacie cztery dni. Tylko cztery. A właściwie… aż cztery. Bo te dni zmieniają wszystko w życiu kobiety.

Czy to romans? Ależ oczywiście, każdy kto choć raz przeczytał książkę Sandry Brown wie, że u niej zawsze musi być gorące uczucie. Jednak wie tak, że musi być wątek kryminalny. I tutaj jest i to jaki?! Rozbudowany, pełen smaczków, posiadający wiele motywów. Autorka w wyśmienity sposób utkała nić intrygi kryminalnej, wprawiając czytelnika w coraz większe osłupienie i nieźle zaskakując w finale. 

„Okruchy zła” to lektura, którą czyta się błyskawicznie, dynamiczna, seksowna, intrygująca, zagadkowa. Dla mnie ponowne spotkanie z prozą Brown było czystą przyjemnością, okraszoną sporą dawką nerwów i przyspieszonego bicia serca. Polecam, doskonała czytelnicza uczta.


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Świat Książki.

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Federico Moccia "Tylko ty"

Federico Moccia dał mi się poznać jako autor emocjonujących powieści, łapiących za serce, ukazujących budującą, ale i druzgocącą moc uczuć. Po lekturze książek „Trzy metry nad niebem” i „Tylko ciebie chcę”, właśnie takie odczucia obudził we mnie, jako w czytelniczce lubiącej od czasu do czasu sięgnąć po powieści pełne romantyzmu.

„Tylko ty” to kontynuacja „Chwili szczęścia”. Poznajemy dalsze losy Niccolò i jego przyjaciela, Grubego. Młody chłopak wciąż i wciąż rozpamiętuje rozstanie z Alessią, analizuje, dlaczego dziewczyna go zostawiła. Jednocześnie tęskni za Anią, Polką, którą poznał w Rzymie i spędził z nią namiętne chwile. Nicco postanawia ruszyć do Warszawy i odszukać piękną Polkę, która coraz mocniej zagarnia jego myśli. Jednocześnie wciąż ma małą nadzieję, że Alessia do niego wróci. Mimo tego, wraz z Grubym, ruszają w podróż w nieznane, mając nazwisko Ani, ale i adres zamieszkania w Warszawie. Już podczas lotu Nicco dowiaduje się, że praktycznie wszyscy wiedzieli i wiedzą, że jego była dziewczyna spotyka się z ich wspólnym przyjacielem. Potem okazuje się, że wiedziały o tym także jego siostry i matka. Czuje się oszukany, ale i na swój sposób oczyszczony. Kończy ten etap w swoim życiu i z tym większym zapałem postanawia odszukać Anię. Jednak nic nie układa się tak, jak młodzi mężczyźni sobie założyli. Przede wszystkim okazuje się, że adres, który podał im recepcjonista z włoskiego hotelu, jest fałszywy. Trafiają za to na Tomka i Venanzio, którzy zamieszkują pod adresem, należącym jakoby do Ani. Od tego momentu zaczyna się pełne przygód poszukiwanie dziewczyny, o której Nicco dowiaduje się wielu interesujących rzeczy. A mianowicie trafia na wielki billboard z jej podobizną-wszystko staje się jasne-Ania jest modelką. Zarówno Venanzio, jak i Tomek, a i później poznana Klaudia (którą coraz bardziej zafascynowany jest Gruby), postanawiają pomóc odszukać Anię. 

W tej książce nie tylko Polska ukazana oczami Włochów może być gratką dla czytelników. Także wewnętrzne rozterki głównego bohatera i ból po stracie ojca, potem Alessi, a teraz pragnienie odnalezienia Ani są pełne przemyśleń i emocjonalnych porywów. Jednakże to za mało. Zabrakło mi iskry, którą spotkałam w poprzednich powieściach Mocci. Tego czegoś, co nie pozwalało się oderwać od lektury. Tutaj wszystko idzie swoim rytmem, ale bez większych zrywów, nie zagryzamy warg w niecierpliwości, myśląc: co będzie dalej? 

To pogodna powieść o młodzieńczej miłości, marzeniach, rozterkach. Może być ciekawą lekturą wakacyjną i to raczej dla młodszych czytelników, mnie w niektórych momentach ta książka zwyczajnie nużyła.


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Muza. 

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Jessica Knoll "Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie"

TifAni FaNelli jest najszczęśliwszą dziewczyną na świecie. Ma wszystko, co może wymarzyć sobie młoda, zbliżająca się do trzydziestki, kobieta. Praca w renomowanym piśmie „Women’s Magazine”, nowojorska tablica rejestracyjna, mieszkanie na Manhattanie, brylant na palcu i rychły ślub z Lukiem, który przy nazwisku ma numer, oznaczający kolejnego z rodu. Ani ma obsesję na punkcie wyglądu, notorycznie się odchudza, z dumą nosząc rozmiary o coraz niższych numerkach. Przygotowuje się nie tylko do ślubu, ale także do udziału w filmie dokumentalnym, dotyczącym wydarzeń w jej liceum przed czternastoma laty. 

Bohaterka z wielką dokładnością przygotowuje się na ten dzień. Ma wszystkie atuty w ręku, które udowodnią, że akurat jej w życiu się udało. Poza tym, o ile dla świata ten film to wspomnienia tragicznych i krwawych wydarzeń ze stołówki Bradley School, to dla Ani szansa na pokazanie siebie w lepszym świetle i utarcie nosa tym wszystkim, którzy spisali ją na straty. Bo czternaście lat temu wydarzyło się coś więcej, niż krwawa tragedia z udziałem jej przyjaciela, Arthura. Dziewczynę spotkało okrucieństwo ze strony kolegów z drużyny, którzy posłużyli się nastolatką jak zabawką, odzierając z niewinności, wiary i pewności siebie, zostawiając zbrukaną i ośmieszoną. Być może, wszystko to, co nastąpiło później, było tylko konsekwencjami wydarzeń w domu Deana - chłopaka, a teraz mężczyzny, który spotyka się z Ani i prosi ją o wybaczenie. 

Jessica Knoll w swojej powieści „Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie” pokazuje okrucieństywo nastoletniego świata, jego bezkompromisowość i brak jakichkolwiek zahamowań. Przedstawia także wszelkie konsekwencje takich zachowań, konsekwencje okrutne, bolesne, nie tylko związane z tym, że ktoś może nie wytrzymać i sięgnie, na przykład, po broń z szafki ojca. W osobie Ani widzimy kobietę, która mimo że dorosła, nigdy tak naprawdę nie przestała być skrzywdzoną czternastolatką, narażoną na ostracyzm i poniżenie, wykorzystaną i zbrukaną. Kiedyś musiałaby nosić czerwoną literę, teraz wystarczą plecy koleżanek i kolegów. Ani całe swoje życie podporządkowała temu, by pokazać, że mimo wszystko jest górą, że jej się udało, że wygrała. Stąd te wszystkie „atrybuty”, począwszy od mieszkania w Nowym Jorku, skończywszy na zaręczynach z potomkiem szanowanego rodu.

„Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie” to gorzka historia o świecie młodych ludzi, igraniu z losem i o tym, jak ważne są momenty naszego dorastania, otoczenie, świat, który kształtuje naszą osobowość. Jest to tragiczna lekcja, z której możemy wyjść obronną ręką, albo skończyć na stołówce pewnego liceum, lub też przeżyć, ale tak naprawdę ciągle tkwić w świecie pełnym okrucieństwa i pogardy.

Polecam, ważna książka, poruszające trudne, przygnębiające i dramatyczne tematy. Refleksyjna, ale i obnażająca bezwzględność ludzi i najbliższego otoczenia. Warto.


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak.