czwartek, 19 lipca 2018

Ker Dukey&K. Webster "Zaginione laleczki"

„Zaginione laleczki” KerDukey i K. Webster to kontynuacja mrocznego thrillera, którego pierwszy tom niedawno przedstawiałam na moich kanałach. Pierwszy tom skończył się potężnym cliffhangerem i z chęcią sięgnęłam po drugą część.

W tej odsłonie dowiadujemy się, co stało się z Jade po ponownym porwaniu jej przez Benjamina. Ale, co gorsza, na scenie pojawia się jej zaginiona młodsza siostra, Mace. A raczej osoba, którą uformował psychopata, który praktycznie ją wychowywał. 
Jade nie zamierza się poddać, nie jest już zastraszoną czternastolatką, jest policjantką, którą napędza chęć zemsty, a także motywacja, aby wrócić do ukochanego Dillona. Lecz czy będzie pokonać własną przeszłość i strach przed okrutnym socjopatą? Co do postaci Benjamina, to czytelnik wreszcie poznaje prawdę o jego przeszłości, dzieciństwie i tym, co go ukształtowało i całkowicie zwichrowało jego umysł. Jest również spore zaskoczenie i niezły zwrot akcji, oraz zaskoczenie w samym finale książki. 

„Zaginione laleczki” to udana kontynuacja „Skradzionych laleczek”. Historia mroczna, okrutna, balansująca na moralnej granicy. Autorki nie przebierają w słowach, opisują żądze i dokonania (jeśli można to tak nazwać) Benjamina, a jednocześnie pokazują, że nawet bestia może pokochać swoją piękną. Tylko, że miłość narodzona z czarnego, przepełnionego złem serca, do niczego dobrego nie może doprowadzić.

Książka na pewno dla czytelników nie oburzających się na specyficzne i sugestywne opisy przemocy seksualnej i przemocy w pełnym tego słowa znaczeniu.

No i jeśli taka jest końcówka i napisane słowo: KONIEC, to ja zapytuję, czy na pewno ta historia ma taki właśnie finał?


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Niezwykłego.


środa, 18 lipca 2018

Helen Russell "Nie ma mowy!"

Historie o tym, jak kobiety próbują poukładać swoje życie, odnależć jego sens, złapać rytm i nie zgubić w tym wszystkim własnego ja, mogą zostać uznane za nieskomplikowane opowiastki, czasami nawet nieco sztampowe. A co jeśli trzydziestosiedmiolatka niechcący zmienia się w walecznego Wikinga i ugania się po duńskich lasach w celu poszukiwania pożywienia, a tak naprawdę po to, aby dostrzec to, co jej do tej pory w życiu umykało?

Bohaterka książki Helen Russell, pt.: „Nie ma mowy!”, to zbliżająca się do czterdziestki Alice, dentystka, matka dwojga dzieci, która całe swoje życie zaplanowała w kilku tabelkach w excelu. Kiedy wyjeżdża na kolejną konferencję dla stomatologów i daje się ponieść, kolokwialnie mówiąc, „melanżowi”, nazajutrz budzi się w hotelowym pokoju, naga, na kacu i wszystko wskazuje na to, że nie spędziła tej nocy sama. Kolejne upokorzenia tylko czyhają, aby spaść na głowę Alice. Wówczas pojawia się jej siostra, Melissa, która proponuje wspólny relaksujący wyjazd. Alice powinna wiedzieć, że własnej siostrze ufać nie może, ale już widzi siebie na malowniczej plaży z drinkiem z palemką w dłoni. I zgadza się na wspólny wyjazd. Jednak okazuje się, że nie ma ani plaży, ani ciepłej wody, ani drinków. Alice i Melissa lądują na północy Danii, nad morzem Bałtyckim, na obozie przetrwania dla Wikingów. Wraz z dwiema innymi kobietami, pod opieką przystojnego Magnusa, próbują przetrwać w dziczy tydzień, odnajdując nie tylko pożywienie, ale także wiele odpowiedzi na zasadnicze pytania: co tak naprawdę liczy się w życiu? Bliskość sklepu tesco, dostępność kawy w papierowym kubku, jedzenie na szybko obiadów z rodziną wpatrzoną w telewizor lub tablet? Czy może… wolność. Miłość? Rodzina? Po prostu życie?

„Nie ma mowy” to zabawna, ale i pełna refleksji i ważnych spostrzeżeń historia dwóch sióstr, które utraciły to co powinno liczyć się dla nich najbardziej: siebie. Melissa nie bez powodu wyrywa Alice z jej nieustannej pogoni za uciekającym dniem. Obie kobiety, rzucone w zimny duński las, uczą się nie tylko polować i rozpalać ognisko, ale przede wszystkim odnajdują na powrót siebie, dowiadując się o sobie rzeczy, które na zawsze je zmieniają. I Alice zdaje sobie sprawę, że ma teraz dwadzieścia lat do nadrobienia.

Polecam wszystkim kobietom, które czują, że coś im umyka, które myślą, że nic już nie można zmienić we własnym życiu, ale które gdzieś tam głęboko w sobie pielęgnują waleczną duszę Wikinga i chcą jeszcze walczyć.

Świetna komedia, wzruszająca historia, wspaniała przygoda! Warto, a nawet trzeba przeczytać!


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Burda Książki.

poniedziałek, 16 lipca 2018

Val McDermid "Miejsce egzekucji"

Val McDermid to szkocka pisarka kryminałów, którą poznałam za sprawą serii kryminalnej z Tony’m Hillem i Carol Jordan. Już wtedy jej powieści przypadły mi do gustu, zatem kiedy z Wydawnicta Papierowy Księżyc przyszła do mnie propozycja recenzji najnowszej książki tej pisarki, nie wahałam się ani chwili.

„Miejsce egzekucji” jest odrębną powieścią kryminalną, która przenosi nas w lata sześćdziesiąte, do małej angielskiej osady, rządzącej się własnymi prawami. Lecz wszystko zaczyna się w latach dziewięćdziesiątych, kiedy młoda dziennikarka Caroline, zafascynowana zagadkową sprawą kryminalną z przeszłości, zaczyna pisać książkę na ten temat. W roku 1963 z osady Scardale zniknęła w tajemniczych okolicznościach trzynastoletnia Alison. Córka Ruth i pasierbica właściciela ziemskiego, Philipa Hawkina, pana na włościach, dzięki któremu wszyscy w Scardale mieli pracę. Sprawą zajmował się młody detektyw inspektor, George Bennett. To z nim właśnie Caroline kontaktuje się w celu napisania książki o wydarzeniach sprzed ponad trzydziestu lat. Wraz z detektywem Bennettem czytelnik uczestniczy w zagwmatwanym śledztwie i odkrywa to, co spotkało młodą dziewczynę. Lecz czy na pewno? Prawda nie zawsze jest oczywista, a to co nią jest, czeka czasami latami, aby w niespodziewanym momencie uderzyć w ludzi powiązanych tą okrutną historią.

Powieść McDermid to studium psychologiczne ludzi skupionych wokół małej społeczności, gdzie jedni są zależni od innych i dzięki nim funkcjonują. To także zawiła historia kryminalna, gdzie nic nie jest takim, jakim wydaje się na początku. Czytelnik wchodzi w historię coraz głębiej i kiedy już wszystko wydaje się się być jasne, okazuje się, że to dopiero czubek góry lodowej. Val McDermid doskonale stworzyła atmosferę lat sześćdziesiątych małej angielskiej społeczności, zadbała o szczegóły dotyczące ówczesnego funkcjonowana organów prawa, a także prokuratury czy sądów. Ale dla mnie najważniejszy w tej opowieści był element zaskoczenia. Kiedy wszystko okazało się już jasne, czytelnik zaczyna wertować książkę i szukać wcześniejszych znaków, symptomów, świadczących o tym, że autorka znowu wywiodła go w pole. Uwielbiam takie zagadki i taką manipulację czytelnikiem. 


Polecam „Miejsce egzekucji”, to świetnie skrojona kryminalna historia z zaskakującym zakończeniem, miejscami okrutna, często irytująca, pokazująca, że zło może czaić się bardzo blisko. 


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Papierowy Księżyc.

Premiera: 31. lipca 2018r.

piątek, 13 lipca 2018

Kryminalnie... pisze się :)

Piszę opowiadanie do świetnej kryminalnej antologii. Moja historia będzie oparta na autentycznych wydarzeniach. Wiecie o jakie wydarzenia chodzi?



Minął kolejny tydzień od zajścia w butiku i ponownego spotkania z nim. Z Saszą. Zabrał mnie na kolację do małej knajpki na Żoliborzu. Byliśmy sami, na całe szczęście, bo już bałam się, że pojedzie z nami któryś z jego zakapiorów. O ile Sasza wyglądał jak zadbany przystojny facet, to jego, nazwijmy „koledzy”, przypominali typowych karków z siłowni, o twarzach nieskalanych myśleniem. Oczywiście było to mylne, poznałam już trochę to towarzystwo, niejeden „kark” okazywał się całkiem ogarniętym gościem, ale pierwsze wrażenie było jednoznaczne. Natomiast Sasza… był całkiem inny. Umiał słuchać, a kiedy już coś mówił, miało to sens i ukryty przekaz. Wpatrywał się we mnie tymi cholernie granatowymi oczami i zdawał się pochłaniać każde moje słowo. Chciał wiedzieć o mnie wszystko. A ja, choć do tej pory nie lubiłam opowiadać o sobie, to otwierałam się przed nim, zaskakując samą siebie.
- Jak z tym twoim starym? Męczy cię? - Kiedy zjedliśmy, kelnerka przyniosła dla mnie czerwone wino, a dla niego wodę. Oddaliła się niepostrzeżenie, a on wpatrywał się we mnie, a ja nie czułam się jak na przesłuchaniu. Pragnęłam mu wyznać wszystko. Zrzucić to z siebie, jak okropny ciężar, który przygniatał mnie niemal od urodzenia.
- Ostatnio nie. Znalazł mnie, przypadkiem zapewne.
- Nie ma przypadków w życiu. 
- Myślisz, że wszystko jest zaplanowane?
- Wszystko. - Odparł twardo.
- Nasze życie też?
- Tak. Sam je sobie planujemy, ale czasami inni ludzie robią to za nas. 
- Ja mam zamiar swoje życie wziąć w swoje ręce.
- Ja zrobiłem to już dawno. Ale nie zawsze wychodzi to, co człowiek sobie planuje. No więc jak z tym twoim starym? - Utkwił we mnie swój intensywny wzrok. Odniosłam wrażenie, że woli słuchać mnie, niż mówić. Ale nie martwiłam się tym. Pasowało mi to. Wreszcie znalazł się ktoś, kto chciał mnie słuchać. Kto patrzył na mnie i dostrzegał mnie. Inkę. Kobietę, która chciała jedynie poznać smak życia. 
- Urodziłam się w gównianej rodzinie. Wiesz, rodziny się nie wybiera, ale jeśli ja gdzieś coś tam wylosowałam, to chyba nie był mój dzień. Trafiłam najbardziej felerny los ze wszystkich możliwych. Patologia po całości. Wódka i bieda. Zestawienie idealne.
- Ale wyrwałaś się. - Sasza sięgnął po wodę i patrzył na mnie znad trzymanej szklanki. W innym wypadku taki natrętny wzrok pewnie by mnie irytował, a może peszył, ale gdy on tak na mnie patrzył… Nie przeszkadzało mi to. Oddawałam mu spojrzenie i czułam się jakoś dziwnie bezpiecznie. I ufałam mu. Nie znałam go, ale ufałam. To było dziwne, lecz nie analizowałam tego. Chciałam po prostu wyznać mu wszystko i zrzucić z siebie to całe gówno, które we mnie zalegało od lat.


cdn...



czwartek, 12 lipca 2018

Sarah A. Denzil "Milczące dziecko"

Kolejny audiobookowy thriller za mną. Jednak jest to mój ulubiony gatunek, który uwielbiam czytać, a teraz i słuchać. Tym razem była to książka autorstwa Sarah A. Denzil, pod tytułem „Milczące dziecko”. Czytała Paulina Holtz.

O czym jest ten wciągający i niekiedy mrożący krew w żyłach thriller? O prawdziwym rodzicielskim horrorze. Bo gdy ginie dziecko, którego ciało nigdy nie odnalezione, to rodzice nigdy nie osiągną upragnionego spokoju.

Emma i Rob szybko musieli dojrzeć, bo już jako nastolatkowie zostali rodzicami małego Aidena. Lecz kochali się i wierzyli, że czeka ich cudowne życie. Tak samo kochali i uwielbiali swojego synka. Do momentu, gdy chłopiec skończył sześć lat, miasteczko nawiedziła powódź, a dziecko zginęło w odmętach rozszalałej rzeki. Została znaleziona tylko czerwona kurteczka chłopca. Wówczas wszystko się rozleciało. Życie Emmy zostało zdruzgotane, Rob odszedł, rodzice zginęli w wypadku, a ona sama wciąż i wciąż czuła się tak, jakby ktoś wyrwał jakąś cząstkę jej samej i już nigdy nie miała poczuć się jak całość. Mija dziesięć lat. Emma jest żoną Jake’a i już wkrótce urodzi mu córeczkę. I wówczas zostaje odnaleziony szesnastoletni chłopiec, którym po badaniach okazuje się jej syn, Aiden. Chłopiec ma na ciele ślady starych, zagojonych już obrażeń, sygnalizujących, że był więziony, trzymany na łańcuchu, molestowany i maltretowany. Wskutek przebytej traumy nie jest w stanie mówić, a może nie chce mówić, a przecież wszyscy czekają na to, aby powiedział, co się właściwie z nim działo i kto go więził przez te wszystkie lata.

Emma próbuje na nowo budować swój świat, jednak nie ułatwia jej tego ani milczący straumatyzowany syn, ani jej mąż, który od początku jest postacią bardzo dwuznaczną i niesympatyczną. Rob znowu wkracza na scenę i także próbuje dotrzeć do odnalezionego syna. Lecz nastolatek wciąż milczy i zdaje się nie zauważać życia i świata, w którym na nowo się pojawił. Lecz w końcu… zacznie mówić. To co odkryje wcześniej Emma i to co wyzna, a raczej pokaże jej Aiden, będzie tak nieprawdopodobne i okrutne, że ciężko będzie w to uwierzyć. A jednak to prawda. A ludzie noszą maski, o czym niejednokrotnie przekonają się bohaterowie tej przerażającej historii.

„Milczące dziecko” to wciągający od pierwszych stron thriller, który niejednokrotnie zaskoczy czytelnika i przyprawi o szybsze bicie serca.

Sama interpretacja pani Pauliny Holtz bardzo przypadła mi do gustu i wiele razy aż wzdrygałam się ze strachu, kiedy lektorka w sugestywny sposób czytała poszczególne kwestie i fragmenty tego wciągającego thrillera. Polecam!


wtorek, 10 lipca 2018

S.K Tremayne "Bliźnięta z lodu"

„Bliźnięta z lodu” autorstwa S.K. Tremayne to kolejny audiobook, który przesłuchałam za pośrednictwem aplikacji Storytel. Dwa słowa o tej formie „czytania” książek. Nie byłam do niej przekonana, ale za sprawą pewnej fajnej dziewczyny z Gołdapi (Sylwia, dzięki!), spróbowałam i naprawdę jestem bardzo na TAK. Kiedy oczy pragną odpoczynku, włączam audiobooka i daję się wciągnąć w atmosferę książki czytanej. „Bliźnięta z lodu” nie dość, że ujęły mnie fabułą, to jeszcze osoba lektorki, a raczej jej głos i interpretacja bardzo mnie przekonały (czytała pani Paulina Raczyło).

Wracając do samej książki: to rasowy thriller psychologiczny, ze sprawnie zbudowaną atmosferą grozy, tajemnicą, niedopowiedzeniami i rozpaczliwą historią o próbie budowania sobie życia po niedawno przeżytej tragedii. Sara i Angus wciąż trwają w żałobie po tragicznej śmierci jednej z bliźniaczek. Lydia zginęła, została im Kirstie. I teraz trójka życiowych rozbitków trafia na osamotnioną szkocką wyspę, na której stoi dom, który odziedziczył Angus. Tutaj będą zmagać się z przeszłością i łatać swoje rozerwane na strzępy życie. 

Autor umiejętnie buduje napięcie, sukcesywnie odkrywając kolejne elementy układanki, wciąga czytelnika w subtelną nić intrygi, tak jak bohaterowie dają się pochłonąć mroźnej szkockiej bagnistej wyspie. 

Nie będę zdradzać nic więcej, możecie być pewni, że każdy rozdział przyniesie coraz więcej znaków zapytania dotyczących okoliczności śmierci Lydii (czy na pewno jej?), a bohaterowie wcale nie okażą się tacy, za jakich braliśmy ich na początku.


„Bliźnięta z lodu” to intrygujący thriller psychologiczny, a audiobook i sugestywna interpretacja pani Pauliny Raczyło niejeden raz sprawiały, że po plecach wędrowały mi dreszcze grozy i z zaniepokojeniem oglądałam się za siebie, aby sprawdzić, czy nie stoi za mną mała dziewczynka, a ja sama nie znajduję się na mrocznej wyspie pełnej znaków zapytania. Polecam gorąco!


środa, 4 lipca 2018

Susan Lewis "Nie ukryjesz się"

O czego by tu zacząć? Niezwykle rzadko z trudem zbieram myśli i układam je w słowa. Ale po przeczytaniu książki „Nie ukryjesz się” autorstwa Susan Lewis jakoś mam problem z przekazaniem wam wszystkich emocji, wzruszeń i szoku, które inwazyjnie dopadły mnie podczas lektury. Może zacznę od tego, że przeczytałam książkę praktycznie w jeden dzień i kawałek nocy, prawie 500 stron przemknęło sama nie wiem kiedy. To też o czymś świadczy, bo gdy książka mnie wciągnie, czytam do bólu.

O czym jest ta powieść?
O ogromnej ludzkiej tragedii. O bólu. O szoku. O miłości. O tym, że czasami ludzie rodzą się po prostu źli. Albo czasami zmieniają w tych złych i to w taki sposób, że nie jesteśmy w stanie nic z tym zrobić.

Justine i Matt mieli wszystko, co tylko młodzi ludzie mogą mieć. Piękny dom, inspirujące zawody, pieniądze, sławę, zagraniczne wyjazdy. Śliczną córeczkę Abby i synka Bena. Kiedy dzieci zbliżały się do dorosłości, urodziła się jeszcze jedna córeczka. Ale już wtedy nie działo się dobrze w ich rodzinie. Pojawiło się zło. Zło, które sączyło się niczym jad w ich rodzinę i doprowadziło do zmiecenia z powierzchni wszystkiego, co było dla nich sensem życia. Ale nie tylko dla nich. Dla ich rodziny, przyjaciół, otoczenia także.

„Nie ukryjesz się” to rasowy thriller i dramat psychologiczny, ze wstrząsającą i tajemniczą fabułą, tak umiejętnie poprowadzoną, że każda kartka nie tylko przybliża czytelnika do poznania tajemnicy, ale także zmusza do coraz szybszego pochłaniania kolejnych stron. A to, czego się dowiemy, całkowicie nas rozbroi i porządnie wstrząśnie.
W fabule jedna z bohaterek wspomina pewną książkę, która została także zekranizowana. „Musimy porozmawiać o Kevinie”. Jeśli ktoś oglądał lub czytał tę powieść, tutaj może spodziewać się czegoś jeszcze… gorszego.


Polecam tę książkę wszystkim pasjonatom thrillerów psychologicznych, ceniących złożoną konstrukcję bohaterów, powolne odkrywanie tajemnic i zaskakujące zwroty akcji. Zapewniam też, że i wzruszeń nie zabraknie, niezwykle rzadko płaczę podczas lektury książek, a tutaj poleciała łza i to niejedna. Naprawdę warto przeczytać!

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Kobiecego.

wtorek, 3 lipca 2018

Spotkanie autorskie w Gołdapi

30. lipca 2018 wraz z moimi koleżankami „po piórze” zawitałam do Kawiarni „Kafeterium”, gdzie czytelnicza grupa „Gołdapskie Babeczki Czytają” zorganizowała nam spotkanie autorskie. Wraz z Natalią Nowak-Lewandowską i Anną Szafrańską spotkałyśmy się w klimatycznej kawiarni z czytelnikami, którzy bardzo licznie przybyli na ten autorski wieczorek. Wszystko było dopracowane pod każdym względem, na spotkaniu była obecna także lokalna księgarnia, która oferowała nasze książki do sprzedaży.
Niesamowita atmosfera, wspaniali czytelnicy, świetne pytania, rozmowy, wspólne zdjęcia, autografy. Czyli wszystko to, co kocham i co daje mi ogromną motywację do dalszej pracy.
W Gołdapi byłyśmy od piątku do poniedziałkowego świtu, kiedy trzeba było wracać do domu. Zostałyśmy wspaniale ugoszczone, mieszkałyśmy w urokliwym domku nad brzegiem jeziora Gołdap, dziewczyny z grupy Gołdapskie Babeczki Czytają zadbały o nas w każdym calu, było cudowne ognisko w leśniczówce, były wycieczki po okolicy, zwiedziłyśmy samą Gołdap, a także trójstyk granic, Mosty Stańczyki, Piramidę w Rapie, spróbowałyśmy lokalnych specjałów, dostałyśmy wspaniałe upominki. 
To niesamowite, że tym kobietom chce się organizować takie wspaniałe spotkania, że ich pasja przeradza się w coś tak wartościowego, że zamiłowanie do książek potrafi zamienić się w coś tak cudownego.
Dziękuję z całego serca Sylwii Stankiewicz, Agnieszce Banial, Izabelli Słowikowskiej i Wioletcie Wiszowatej, czyli zorganizowanej grupie (wy wiecie o jakiej myślę), zwanej Gołdapskie Babeczki Czytają. Jesteście wspaniałe, kobiety z pasją i niesamowitym poczuciem humoru!
Sama Gołdap zrobiła na mnie ogromne wrażenie, jestem zakochana w tym miasteczku i na pewno pojawi się ono w drugim tomie trylogii, nad którą właśnie pracuję.
DZIĘKUJĘ RAZ JESZCZE!!! I na pewno wrócę do Gołdapi, niejeden raz!

Fot.: Agnieszka Milinkiewicz





Adriana Locke "Poświęcenie"

Historie, które sprawiają, że czytelnicze serce zaczyna bić w przyspieszonym tempie, a oczy robią się niepokojąco wilgotne, zawsze zostają zapamiętane na dłużej, bo rządzą nimi emocje i one właśnie wpływają na odbiór danej opowieści. Wie na pewno doskonale o tym Adriana Locke, autorka „Poświęcenia”, które zawitało do mojej biblioteczki.

Główni bohaterowie, czyli Julia i Crew, połączeni zostali dziwnym rodzinnym układem, a także przeszłością, w której to Crew skrzywdził dziewczynę. Julia ma córeczkę Everleigh, tęskni za zmarłym mężem, znajdując się na prawdziwym życiowym zakręcie, a na pomoc jej przybywa znienawidzony brat męża-Crew Gentry.
Od tego momentu w powieści rozpoczyna się prawdziwy emocjonalny rollercoaster, w którym główne role gra para głównych bohaterów. Julia pamięta krzywdy, jakich wyrządził jej Crew, a ten, niczym milczący rycerz, idzie w zaparte i wspomaga młodą kobietę na każdym kroku. Ukrywa także swoje uczucia, przeżycia, ale nietrudno się domyślić, jakimi uczuciami darzy Julię.

Ta powieść składa się głównie z szalejących emocji, pragnień, tajemnic, skrytych głęboko w umysłach bohaterów. Na czele wychodzi także dobro dziecka, pragnienie szczęścia i próba odrobiny normalności w życiorysach głównych bohaterów. No i tytułowe poświęcenie. Ono odgrywa także jedną z wiodących fabularnych ról. Czy naprawdę jesteśmy w stanie poświęcić się dla drugiej osoby? Co jesteśmy w stanie zrobić? I czy warto się oszukiwać i uciekać przed miłością? Na te i wiele innych pytań znajdziecie odpowiedzi w tej książce.


Polecam „Poświęcenie” wszystkim miłośnikom powieści, gdzie pokazane są trudne relacje międzyludzkie, walka o siebie i potęga miłości.


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Szósty Zmysł.

środa, 27 czerwca 2018

"Bang" E.K.Blair

Dawno żadna książka mnie tak nie rozwaliła emocjonalnie. Powoli zbieram myśli, aby napisać wam, co właśnie przeczytałam.
W „Bang”, autorstwa E.K. Blair mamy wszystko: okrucieństwo świata dorosłych wobec dzieci, chorą złą miłość, pragnienie odrobiny normalności, zemstę, morderstwo i wreszcie… Miłość. Prawdziwą, nieco zwichrowaną, ale oczyszczającą. Lecz nie zawsze ta prawdziwa miłość jest w stanie pokonać przeszłość.

Nina Vanderwall to żona Bennetta, potentata finansowego, milionera, właściciela firmy produkującej stal, znajdującego się na szczycie śmietanki towarzyskiej.
Lecz Nina Vanderwall ukrywa okrutny i bolesny sekret, a jej czteroletnie małżeństwo jest tylko środkiem do osiągnięcia upragnionego celu: zemsty.
Kiedy poznaje bogatego Szkota-Declana, wie, że on będzie doskonałym narzędziem do wykonania swojego zadania.

Elizabeth to dziewczynka, która w wieku ośmiu lat trafia do rodziny zastępczej, w której mieszka już dwunastoletni Pike. Dzieci znajdują się pod opieką diabłów w ludzkiej skórze i niebawem Elizabeth i Pike staną się dla siebie jedyną ostoją, jedyną namiastką normalności, a jednocześnie przekleństwem.

Nic więcej wam nie zdradzę, bo autorka tak poprowadziła akcję, że czytelnik niemal od pierwszej strony jest wciągnięty w złożoną intrygę i powoli odkrywa tajemnicę łączącą bohaterów. Ta książka autentycznie boli. I na pewno jest bardzo kontrowersyjna. Zawiera w sobie ogrom przemocy, opisy drastycznych scen seksu, a także dość sugestywne przedstawienie bohatera, który musi ranić, aby kochać. Na uwagę zasługuje umiejętnie zbudowana fabuła, w której główny wątek rozwija się stopniując napięcie i buduje nieposkromioną ciekawość u czytelnika, który musi ze wszystkich sił powstrzymywać się przed tym, aby nie zajrzeć na ostatnią stronę. A tam… no cóż… skoro to jest książka z serii „Czarny Lotos” żywię nadzieję, że będzie ciąg dalszy. Bo to nie może się tak skończyć!

Polecam, ale tylko otwartym czytelnikom o stalowych nerwach.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Niezwykłemu.

wtorek, 26 czerwca 2018

Premiera październikowa

Już w październiku ukaże się thriller, dramat i romans w jednym (z erotyką w tle). Książka, którą wraz z Danielem Koziarskim pisaliśmy przez rok. Wyszedł nam taki grubasek, prawie 600 stron. A dzieje się tam.... ojojoj. Dzieje :)

Mnie i Daniela spotkacie na Targach Książki w Krakowie, gdzie będziemy podpisywać "Klub niewiernych".



piątek, 15 czerwca 2018

Grzegorz Kozera "Noc w Berlinie"

Za sprawą bloga „Spadło mi z regała” w moje ręce wpadła powieść Grzegorza Kozery, zatytułowana „Noc w Berlinie”. Jest to historia młodego artysty-malarza, Joachima Wernera, który na progu lat trzydziestych próbuje rozwijać swoją artystyczną karierę w Niemczech. W swojej ojczyźnie, w której budzi się coś bardzo groźnego, z czego na początku niewiele osób zdaje sobie sprawę. Joachim, jako syn Niemca i polskiej Żydówki, do rodzącego się nazizmu także podchodzi bardzo sceptycznie, a Hitlera nazywa populistą i awanturnikiem. Jednak czas pokazuje bohaterom, jak bardzo się mylili. 

Ale tak naprawdę jest to książka o pięknej i trudnej miłości. Miłości, która pojawia się w najmniej odpowiednim momencie, kiedy ludzie walczą o każdy dzień i próbują nie dać się nazistowskiej pożodze, która idzie niczym huragan i pochłania wszystko.

„Noc w Berlinie” to także piękna opowieść o wrażliwej artystycznej duszy, o człowieku niepasującym do epoki, w której żyje. O młodym mężczyźnie, którego wrażliwość, dobroć i postrzeganie świata, a właściwie niepojmowanie tego, co się wokół dzieje, sprawiają, że serce kroi się z żalu, że takiej osobie przyszło żyć w tak okrutnych i chorych czasach.

Jeśli lubicie ambitne, dobrze napisane, wciągające historie z doskonałym podłożem historycznym, a jednocześnie nieprzegadane i wciągające, to powieść Grzegorza Kozery powinna znaleźć się w waszych rękach i waszych biblioteczkach. A ja cieszę się, że znalazła się w moich. Serdecznie polecam.


sobota, 2 czerwca 2018

Co tam w planach wydawniczych słychać??

Kochani, dostaję od Was mnóstwo zapytań dotyczących moich planów wydawniczych. 

Teraz mogę Wam powiedzieć, że w październiku ukaże się thriller z miłością w tle, zatytułowany "Klub niewiernych", który napisałam wspólnie z Danielem Koziarskim. Będziemy go promować na Krakowskich Targach Książki. 

Natomiast plany dotyczącego tego, co ukaże się w 2019 roku, poznacie pod koniec tego roku. Mogę Wam jedynie zdradzić, że BĘDZIE SIĘ DZIAŁO. 


Fot.: Ania Pińkowska