piątek, 31 grudnia 2010

Szczęśliwego Nowego 2011 Roku:)

Wypijmy za ten, który minął. Każdemu z nas przyniósł pewnie wiele niespodzianek, radości, smutków, nieszczęść, euforii, rozczarowań, uśmiechu. Jak w kalejdoskopie. Ale gdy dotrwaliśmy do końca i pomimo niepowodzeń, z nadzieją spoglądamy w przyszłość, jest dobrze:)
I dlatego życzę i Wam i sobie, aby w 2011 było troszkę lepiej, żeby w tej szalonej karuzeli wrażeń, spotykało nas jak najwięcej tych lepszych rzeczy, a tym gorszym stawiajmy czoła i róbmy swoje, zbierając siły i nie poddając się. Niejedno potknięcie przed nami, ale najważniejsze jest, żeby wciąż trzymać się w pionie.
Jeszcze lepszego Nowego 2011 Roku, kochani:) Oby się ta nasza karuzela wciąż kręciła!!!

środa, 29 grudnia 2010

Świeżutkie recenzje "Zakrętów losu" plus bonus dla recenzentek:)

Pojawiają się jedna za drugą, ciesząc moje serce, duszę, umysł, ciało i wszystko co jest jeszcze możliwe do zacieszenia. Dziękuję serdecznie, nawet nie wiecie jaki ogrom radości mi przynosicie, swoimi recenzjami:)

po kolei:
Recenzja na blogu Leny:
http://recenzje-leny.blogspot.com/2010/12/agnieszka-lingas-oniewska-zakrety-losu.html

Recenzja na blogu Selene:
http://recenzje-selene.blogspot.com/2010/12/zakrety-losu-agnieszka-lingas-oniewska.html

Recenzja na blogu Sabinki:
http://sabinkat1.blogspot.com/2010/12/zakrety-losu-agnieszka-lingas-oniewska.html


Specjalnie dla Was, krótki fragment z części drugiej, całkiem inny, niż ten wydrukowany w książce:) Czy wiecie o kim na końcu myśli Kaśka? :)

"Zakręty losu-Braterstwo krwi" (fragment)
Kaśka szła cmentarną alejką. Zbliżało się święto zmarłych i wolała pojechać wcześniej do swoich bliskich, nie chcąc potem brać udziału w tej paradzie pamięci o zmarłych, która wybuchała w okolicach pierwszego listopada, aby zaraz potem zamilknąć na cały długi rok. Posprzątała na grobie ojca, zapaliła znicze i postawiła doniczkę z kwiatami. Powoli, nie śpiesząc się, udała się w stronę alejki, przy której leżała Małgośka. Idąc myślała o tym, czego była świadkiem w gabinecie Krzyśka. Widziała ten szybki ruch aplikantki, zeskakującej z biurka jej męża. Miała wrażenie, że oboje się nad czymś pochylali, a ich głowy niemal się dotykały.
Cholera...
Czy miało ją spotkać coś tak prozaicznego, jak romans męża ze swoją pracownicą? Czy coś takiego miało ich dotknąć, po tym wszystkim co przeżyli?
To było tak nieprawdopodobne, tak niepodobne do jej męża, który na każdym kroku, w każdej sekundzie dawał dowody miłości i uwielbienia, jakimi ją otaczał. Widziała to w jego oczach, dostrzegała to w jego pełnych czułości gestach.
Więc...
Czy byłoby możliwe, żeby zrobił coś tak... pospolitego?
To takie niepodobne do niego. Do jej Krzyśka.
Uznała, że zostawi to na razie i po prostu... gdyby coś jeszcze zauważyła... zapyta go wprost.
Zamyślona podeszła do grobu Małgośki, swojej przyrodniej siostry, na którym była ostatnio w dniu jej urodzin, siódmego września. Przyszła wówczas razem z Krzyśkiem, bo ten obiecał swojemu bratu, że zawsze w ten dzień będzie przynosił na grób białe róże-ulubione kwiaty zmarłej. Dziewczyny, która w wieku osiemnastu lat przedawkowała narkotyki, wskutek obdarzenia uczuciem człowieka nie rozumiejącego znaczenia słowa „miłość”.
Gdy podeszła bliżej, stanęła jak wmurowana i patrzyła na granitowy pomnik.
Nagrobek był wysprzątany, wymyty, świeciły się jeszcze, wypalone do połowy, dwa znicze. A w granitowym wazonie... stał gęsty bukiet białych róż. Całkiem świeżych, co oznaczało, że ktoś niedawno tutaj był. Tylko ona, Krzysiek i jeszcze jedna osoba wiedzieli, jakie kwiaty kochała Małgośka. Ani ona, ani Krzysiek od września tutaj nie byli.
Więc kto położył ten bukiet?
Kaśka zacisnęła zęby.
Nie...
To jest niemożliwe...
On.
Nie mógł przecież tutaj wrócić!!!

poniedziałek, 27 grudnia 2010

Noworoczne losowanie:)

W związku z końcem roku i czystkami, jakie robię w mojej bibliotece, mam dla Was kolejne losowanie. Wygrać można książkę "Uprowadzona" autorstwa Lucy Christopher.

"Ta historia mogła się przydarzyć każdej dziewczynie. Tak, tobie też. Lotnisko. Oczekiwanie na przygodę. Przystojniak, który proponuje ci kawę. A po chwili jesteś na końcu świata, zdana na łaskę i niełaskę porywacza.
Czy przetrwasz?
Czy wrócisz do swojego życia?
A co będzie, jeżli się zakochasz??"

W komentarzach proszę zgłaszać chęć otrzymania tejże lektury, losowania dokonam w niedzielę, 2 stycznia.

POWODZENIA:)

piątek, 24 grudnia 2010

Wesołych Świąt:)

Kochani
Życzę Wam, aby te święta były dla Was niezapomnianą, magiczną chwilą. Kiedy otoczeni rodziną, przyjaciółmi, zasiądziecie do wigilijnej wieczerzy, miejcie poczucie, że to jest właśnie życie. Z tego składa się nasza egzystencja. Z ulotnych chwil magii, kiedy wolni od trosk, codzienności, pogoni, siadamy przy stole i czujemy jedność i radość. I choć potem to mija, wracamy do codziennej rutyny, to wiemy, że za rok, o tej samej porze, znowu będziemy mogli nawdychać się trochę tego magicznego afrodyzjaku, który da nam siłę do przeżycia kolejnych dwunastu miesięcy.
Dziękuję także wszystkim za życzenia i słowa życzliwości.
WESOŁYCH ŚWIĄT!

środa, 22 grudnia 2010

Wywiad wirtualny nakanapie.pl

Zapraszam do zadawania pytań na portalu Nakanapie.pl, gdzie mam przyjemność gościć na wirtualnej kanapie:)

Przyjaciele są jak ciche anioły...

"Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, kiedy nasze skrzydła zapominają, jak latać."

Tymi słowami Antoine'a de Saint-Exupery'ego rozpoczęłam moją ostatnią wydaną książkę, "Zakręty losu". Nie umiałam w inne słowa ubrać wdzięczności przepełniającej moją duszę, wdzieczności, którą czuję w stosunku do moich przyjaciół. Którzy mnie wspierają, motywują i zawsze są przy mnie. I zawsze mogę na nich liczyć. To chyba jedna z większych łask, na jakie możemy trafić w naszym życiu.
A dzisiaj dostałam wspaniały prezent od świetnej babki, którą poznałam na FB i fajnie się nam online'owo rozmawia.
Rysiu, dziękuję:)
I powiedzcie...
Czy w tym cytacie nie ma ukrytej prawdy?
Wspierajmy się. Uśmiechajmy się do siebie. Bo tak naprawdę, gdy zapomnimy jak latać, dobrze mieć koło siebie kogoś, kto nam o tym przypomni...
Bo bez tego... spadniemy... boleśnie uderzając o rzeczywistość samotności, odrzucenia i braku wokół siebie choćby jednej przyjaznej twarzy. A to chyba najgorsze, co może spotkać człowieka.


Prezent od Marii Ulatowskiej:) Prawda, że cudowny?

sobota, 18 grudnia 2010

"Zakręty losu"-recenzja na blogu Słowem Malowane

Podsyłam link do kolejnej recenzji mojej najnowszej książki, której oddałam serce i duszę.
Cieszę się, że ta recenzentka dostrzegła właśnie "to coś".

Beata Woźniak, blog "Słowem malowane":
http://slowemmalowane.blogspot.com/2010/12/agnieszka-lingas-oniewska-zakrety-losu.html

Love actually



Pamiętacie ten film?
Czyż nie jest lepszy okres na oglądanie tego filmu, niż własnie teraz?
Choć jestem zwolenniczką sensacji, thrillerów i horrorów, to ten film kocham miłością wieczną. Miłością romantyczki ukrytej pod powłoką pragnienia krwi, przemocy, akcji i wydarzeń zmieniających się jak w kalejdoskopie.
Bo przecież każdy z nas potrzebuje odrobiny ciepła, garstkę uczucia, oddania, obecności drugiego człowieka.
I tu nie chodzi o to aby te święta były wesołe, radosne... One muszą być pełne miłości, nieważne jakiej, ale to dziwne uczucie, postrzegane przez niektórych tylko jako  reakcja chemiczna, musi w nas tkwić.
Musi.
Bo inaczej... po co to wszystko?
Przecież rodzimy się właśnie po to. Aby kochać. I być kochanym. Niech to będą różne rodzaje miłości, ale niech ona istnieje w nas, niech nadaje naszemu życiu cel, sens, niech pokazuje to co za horyzontem. Niech będzie zawsze obecna w naszym kolejnym, przeżywanym dniu.
I tego Wam życzę na te święta.
Ogromu miłości, uczuć i pasji.
Oddania.
Spełnienia.
I ciepła.
Drugiej osoby, ukochanego zwierzaka, książki czytanej przy kominku, oglądanego filmu, muzyki wwiercającej się w Wasze uszy...
Nigdy nie zapominajcie, że miłość to wszystko z czym przychodzimy i powinna być wszystkim co ze sobą zabierzemy.

czwartek, 16 grudnia 2010

takie wspominki dużej dziewczynki;)

Tak mnie coś wzięło...
Może dlatego, że mój syn kończy dzisiaj 15 lat?
Może dlatego, że Maria Ulatowska podesłała wczoraj muzykę z okresu mojego dzieciństwa?
Może dlatego, że okres świąteczny sprzyja wspominkom, pragnieniu powrotu do przeszłości, do beztroskich lat, kiedy ja i moja mama ubierałyśmy choinkę, przybierając ją ozdobami, pamiętającymi jeszcze dzieciństwo mojej mamy?
Może dlatego, że mam poczucie upływającego czasu i jestem wdzięczna za to co otrzymałam od losu do tej pory?
I cieszę się tym co mam.
Rodziną.
Zdrowiem.
Przyjaciółmi.
Zwierzakami.
Tym co udało mi się osiągnąć.

I chociaż czasami dopada mnie straszna deprecha, zwłaszcza gdy atakują mnie ludzie, którzy mnie nie znają i nic o mnie nie wiedzą, ale uzurpują sobie prawo do oceniania i wygłaszania bezkarnych opinii, tylko dlatego, że są anonimowi i czują się bezkarnie, ja podnoszę się.
I idę dalej.
I robię swoje.
Bo... (posługując się słowami bohaterki opowieści, którą właśnie tworzę):

"Życie jest dane człowiekowi tylko raz. Więc należy przeżyć je tak, aby nie odczuwać męczącego bólu po latach spędzonych bez celu".

I tak róbcie...
Chyba że jesteście odporni na ból.
Ja nie jestem.

A na koniec kawałek z mojego dzieciństwa, bo w moim domu muzyka zawsze zajmowała chwalebne miejsce i tak mi do dzisiaj zostało:
Drupi "Sereno"

środa, 15 grudnia 2010

Recenzja "Zakrętów losu"

niesamowita kobieta
świetna interlokutorka
dostrzegająca cudowność świata ale równie dobrze znająca jego okrucieństwo
napisała recenzję mojej książki
nie czyta takiej literatury ale zrobiła to!
i dlatego...
chylę czoła i dziękuję
Dzięki Wronko!!!
Dzięki...
http://7smoki.eu/?page_id=1073

poniedziałek, 13 grudnia 2010

Jak to było z tymi Zakrętami losu?

Tak mnie męczyła dzisiaj jedna babka. Świetna kobieta, super człowiek i zapalona miłośniczka książek wszelkiej maści.
- Skąd ci się to wzięło? Jak to było?
Zaczęłam sięgać pamięcią wstecz i przypominać sobie...
Jak to było?

Pamiętam, że postanowiłam stworzyć historię, w której będzie swoisty trójkąt. One dwie i on jeden. A najlepiej niech będą jakoś spokrewnione. Ale nie chciałam, aby doszukiwano się kalki trójkąta z "Jeźdźca miedzianego", więc nie były w końcu siostrami. I tak naprawdę to nie był trójkąt. Bo gdy napisałam pierwszy rozdział, stwierdziłam "nieee, nie zrobię z tego opowieści o miłości, przeszkodach, tej trzeciej..., nieeee. Ja muszę mieć coś więcej, potrzebuję akcji, potrzebuję złych ludzi, potrzebuję... złego brata!"

I tak narodził się Lukas.

Kto czytał "Zakręty losu" wie, jakim bezdusznym draniem był ten facet.
Ale...
Czy do końca?
Kończąc "Zakręty losu", które finał mają jaki mają (nie chcę spoilerów wrzucać;)), na początku nie miałam zamiaru pisać kontynuacji.
Ale znowu Lukas namieszał. I w sumie Krzysiek też.
I jeszcze moje uwielbienie epoki romantyzmu, sięgające czasów szkolnych.
"A gdyby tak... ten zły, pozornie wypruty z uczuć facet, okazał się całkiem innym człowiekiem?"
Poza tym nie może być tak, że zło zwycięża, więc potrzebowałam ostatecznej rozgrywki.
I tak powstała część druga, czyli "Braterstwo krwi".
I to miał być koniec:)
Serio...
I nie uwierzycie...
Historia Lukasa... jego spowiedź życia, jego losy, począwszy od momentu kiedy kończy lat siedemnaście i wstępuje na drogę przestępstwa, prozaicznie... przyśniły mi się.
Obudziłam się o czwartej rano jak rażona obuchem.

Boże...

Przecież muszę to wszystko wyjaśnić!

Nic nie dzieje się ot tak. Wszystko ma swój początek i koniec. Wszystko jest jakoś uwarunkowane. To jacy jesteśmy. To kim się stajemy. Jak to się stało, że porządny chłopak, syn szanowanego adwokata, stał się członkiem zorganizowanej grupy przestępczej? Dlaczego Łukasz stał się Lukasem?
Uznałam, że ten bohater zasługuje na coś więcej. A jego brat Krzysiek musi zrozumieć i poznać prawdę. A czytelnik wraz z nim.
I tak się stało.
Historię Lukasa pisałam 4 miesiące.
I jest to moja ukochana historia. I mój najbardziej ulubiony bohater.
Mam nadzieję, że Wam również się spodoba cała seria.
Bo żyłam nią przez wiele wiele miesięcy.
I pewne wątki wzięłam z własnych doświadczeń.
A na koniec posłużę się wierszem z 3 części tej opowieści o braciach Borowskich, który rozpoczyna "Historię Lukasa":

Daj się nieść

Jak pajęczyna wichrom południowym

I jak pył,
Co nie wie, jak się wzbije i gdzie padnie.
Przymknij oczy -

Niech spod powiek patrzą w dal ruchomą -

Mądrość znajdziesz

Nie w początku drogi - lecz na końcu.



Dalej w świat -

Tutaj więcej nic nie czeka.

Nie trwóż się,

Że cię ograbią i omamią -

Jeśliś jest

Myśliwym życia - na co reszta?

Niech ci wezmą wszystko - wtedy wszystko będzie twoim.



Złodziej w trzosie

Prawdę , zbiegłszy ci zostawi,

Zdrajca nożem

Pierś otworzy zbyt ścieśnioną -

Tobie nikt

Wyrządzić krzywdy nie jest w stanie,

Każdy ból

Nowym niebem cię obdarzy.



Wszelka droga,

Którą pójdziesz nieulękle,
Wiedzie w jasność,W źródło wiedzy i potęgi.

Dalej w światy -

Twarda zbroja twa, bezpieczna,

I lśni gwiazda Przeznaczenia nad twą głową!


Maria Konopnicka „Pokusa wiatru wiosennego”