środa, 14 września 2016

Karin Slaughter "Miasto glin"

„Miasto glin”-najnowsza powieść Karin Slaughter to trzymająca w napięciu, kryminalna historia o tym, jak kobiety przebijały się przez męski świat i pokazywały swoją siłę, spryt i inteligencję. 
Akcja książki rozgrywa się w pierwszej połowie lat siedemdziesiątych w Atlancie, gdzie niejaki „Strzelec” poluje i zabija gliniarzy. Maggie Lawson zaczyna prowadzić własne ciche śledztwo w tej sprawie, zaraz po tym, jak jej brat Jimmy ledwo uszedł z życiem, podczas gdy jego partner zginął. Maggie wychowywana w świecie zdominowanym przez mężczyzn, próbuje walczyć o siebie, co jest niebywale trudne w tym społeczeństwie pełnym mizoginistów, rasistów i ksenofobów. Gdy do policyjnego oddziału trafia piękna, blondwłosa Kate Murphy, obleśnym żartom i poniżaniu nie ma końca. Kate zaczyna służbę u boku Jimmy’ego i już wkrótce wpada na pewien zaskakujący trop. Potem, wraz z Maggie Lawson odkrywają kolejne karty, które prowadzą wprost do seryjnego zabójcy policjantów, zwanego „Strzelcem”. A jednak do końca żaden z kolegów-gliniarzy nie jest w stanie przyznać, że dziewczyny wykonują kawał dobrej roboty.

„Miasto glin” to pełna realizmu, prawdy, bezwzględności opowieść, ukazująca świat nieprzyjazny kobietom, kolorowym, homoseksualistom i wszystkim tym, którzy odbiegają od starych norm i zasad, ustalonych przez prawowitych obywateli Atlanty. Czyli białych, heteroseksualnych mężczyzn.
Powieść ta, oprócz warstwy kryminalno-obyczajowej, oprócz zaskakującej intrygi z suspensem, jest także bolesnym przekrojem amerykańskiego społeczeństwa lat siedemdziesiątych. Patrząc na obecną sytuację polityczną, nasuwa się pytanie, czy faktycznie to miało miejsce czterdzieści lat temu, a nie na przykład… wczoraj? 

Polecam, to doskonale skonstruowany kryminał, prawdziwy, brutalny i pełen zaskakujących zwrotów akcji. Wciąga od pierwszej strony, irytuje i wzbudza szereg sprzecznych uczuć, a postaci kobiet-policjantek poruszają realizmem i szczerością. Warto przeczytać, zresztą jak wszystkie książki tej pisarki.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Muza.

sobota, 10 września 2016

Dorit Rabinyan "Żywopłot"

Książka, która już na samym początku znalazła się pod czujnym okiem izraelskiego ministerstwa edukacji. Skandal polityczny, jaki wokół niej wybuchł, sprawił iż stała się głośna i trafiła do odbiorców na całym świecie. Jej autorka, Dorit Rabinyan, urodzona w Izraelu, w rodzinie perskich Żydów, już wcześniej otrzymała wiele nagród za swoją literacką twórczość. Ale „Żywopłot” to nie tylko kawałek wartościowej prozy poruszającej drażliwy, ale i delikatny temat różnic rasowych, politycznych i religijnych, dzielących naród żydowski i arabski. To także niewątpliwie historia z życia wzięta, co czuć w każdym słowie, przesyconym prawdą, odczuwaniem i tęsknotą za normalnością.
Tak, normalnością, pomiędzy nią a nim, kobietą i mężczyzną, Liat i Hilmim. Nieważne, że dzieli ich przepaść kulturowa, polityczna i religijna. Miłość nie pojmuje takich granic, nie akceptuje różnic, nie przyjmuje podziałów. Jest bezgraniczna. Ale czy w tym przypadku ma szansę pokonać podziały, uprzedzenia i wątpliwości, które jednak zasiewają swe ziarno w sercach bohaterów?

W „Żywopłocie” autorka pokazuje nam koloryt nowojorskiego społeczeństwa tuż po zamachach w 2001 roku i problemy, z jakimi mogą spotkać się obcokrajowcy, zwłaszcza ci o innym kolorze skóry i bliskowschodnim akcencie. W każdym ujęciu czuć nowojorską metropolię, wraz z bohaterami na początku wędrujemy ulicami tego miasta i ta krajoznawcza wycieczka jest doskonałym tłem do ukazywanych wydarzeń, rozterek i prób podjęcia najwłaściwszych decyzji. 


To książka pięknie napisana, porusza barwą delikatnie opisywanego uczucia, które narodziło się w trudnych czasach i w jeszcze trudniejszych okolicznościach. Kawałek dobrej prozy z zakończeniem, które prowokuje do rozmyślań. Polecam dla czytelnika, który nie spodziewa się po tej opowieści jedynie trudnego romansu.


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Smak Słowa.

wtorek, 6 września 2016

JØrn Lier Horst "Szumowiny"

JØrn Lier Horst to były policjant, szef wydziału śledczego norweskiej jednostki. Teraz, jako pisarz, wykorzystuje nabyte doświadczenie i wiedzę, tworząc kryminały z inspektorem Williamem Wistingiem w roli głównej.

Najnowsza powieść „Szumowiny” śmiało wpisuje się w kanwę gatunkową i jest wielowątkową historią o chciwości, zemście i nienawiści.
Wisting jest zmęczony, ale nie ma czasu odpoczywać, gdyż oto w piękne letnie dni morze wyrzuca na brzeg odciętą stopę wraz z obuwiem. To dopiero początek, gdyż później pojawia się kolejna i następna i jeszcze jedna. Stopy nie są „do pary”, znakiem tego należały do czterech różnych osób.
Rozpoczyna się wielowątkowe śledztwo, a inspektor ma nieustanne naciski z góry, od przełożonego, który kreuje się na medialną gwiazdę i jak najprędzej musi pochwalić się wynikami działań swoich podwładnych.
W tym samym czasie, córka Wistinga, Line, która jest dziennikarką, przygotowuje się do ważnego dla siebie reportażu. Szykuje wielowątkowy wywiad z byłymi więźniami, odsiadującymi długoletnie wyroki, aby udowodnić, że taki pobyt w zakładzie penitecjarnym nikomu na dobre wyjść nie może.

Powieść „Szumowiny” to wieloaspektowy wciągający kryminał, gdzie należy uważnie śledzić kolejne pojawiające się wątki, niczym inspektor Wisting łączy wszelkie występujące w różnych okolicznościach ślady i poszlaki. Historia, która powoli się rozkręca, by znienacka wciągnąć czytelnika w swoje pogmatwane niuanse i nie wypuścić już do samego końca.

Dla wielbicieli autora, na pewno lektura obowiązkowa. Dla tych, którzy dopiero zaczynają przygodę z Horstem-to może być całkiem niezły start. Polecam.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Smak Słowa.

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Lars Kepler "Stalker"

Z książką duetu pisarskiego ukrywającego się pod pseudonimem Lars Kepler, spotkałam się jakiś czas temu, wówczas trafił w moje ręce thriller „Kontrakt Paganiniego”. Tam głównym bohaterem był komisarz Jonna Linna, wielki Fin, były członek specjalnej jednostki spadochroniarskiej. Nie wiem jak to się stało, że nie nabyłam pozostałych tomów serii, ale teraz mam już tę wiedzę, że to był kolosalny błąd. Właśnie skończyłam czytać „Stalkera”, piąty tom cyklu i na pewno czym prędzej zakupię brakujące części. Czyli „Hipnotyzera”, „Świadka” i „Piaskuna”.

„Stalker” to genialnie skonstruowany thriller i kryminał w jednym, w którym szczegółowe opisy tego, co czuje ofiara zbrodni, mrożą krew w żyłach lepiej, niż niejeden horror. W mieście szaleje seryjny zabójca, który najpierw śledzi i nagrywa swoje ofiary, potem wysyła krótki film policji, ale zanim władze zdążą zlokalizować ofiarę, ta już nie żyje. Ginie okrutną śmiercią, a potem zostaje upozowana. Co to oznacza? Komisarz Margot Silverman prosi o pomoc znanego psychiatrę klinicznego i hipnotyzera, Erika Marię Barka, gdyż pewne symptomy świadczą o tym, że podobne morderstwo popełniono już dziewięć lat temu. Wówczas, dzięki diagnozie Erika ujęto sprawcę, którym okazał się pastor Rocky, lecz podobieństwo działania sprawcy jest zbyt duże, aby nie zbadać sprawy z przeszłości. Wszyscy, łącznie z Erikiem, żałują że nie ma z nimi genialnego komisarza Linny, który ponad rok temu został uznany za zmarłego. Jednak czy na pewno?

„Stalker” wciąga już od pierwszej strony, intryga, którą zgotowali autorzy jest jak gęsta sieć domysłów i poszlak, którą twórcy otaczają nas, czytelników. Ale nawet gdybyśmy mieli nie wiem jak detektywistycznego nosa, nie odkryjemy prawdy, zaskoczenie będzie ogromne, zapewniam. Jest to książka przeznaczona dla odpornego na sugestywne opisy czytelnika, ja, wychowana na powieściach Stephena Kinga, niejednokrotnie czytając „Stalkera” bałam się bardziej, niż na jakimś horrorze króla. Na uwagę zasługują także genialnie skonstruowane postaci powieści i doskonałe przygotowanie merytoryczne z zakresu psychologii klinicznej i hipnozy. Gdy Erik przeprowadzał swoje badania, czułam się tak, jakby to mnie wprawiał w stan hipnozy.
Polecam, nietuzinkowy kryminał, od którego nie można się oderwać!


niedziela, 7 sierpnia 2016

Abbi Glines "Ocal mnie"

Abbi Glines to amerykańska pisarka, która zasłynęła serią Rosemary Beach. Romansami z problemami, na pograniczu New Adult. Jej ostatnia powieść, zatytułowana „Ocal mnie” wpasowuje się w ten nurt i niestety powiela znane z wcześniejszych książek schematy.

Główna bohaterka Eva, to dziewczyna obarczona tragicznym wydarzeniem sprzed niecałego roku, kiedy straciła miłość swego życia. Teraz próbuje jakoś funkcjonować, sił dodaje jej brat bliźniak ukochanego i zaręczynowy pierścionek, którego nie zamierza ściągać. Pracuje na ranczu ojca, żyje dniem bieżącym i nie wierzy w szczęście.
Pewnego razu na ranczo trafia młody niepokorny koszykarz - Cage, który za jazdę po pijanemu został skazany na prace społeczne. Właśnie dla pana Wilsona. Cage znany jest z hulaszczego trybu życia, za nic ma czyjeś uczucia, nie szanuje kobiet, traktując je jak przygody na jedną noc. Jednak, jak to w takich sytuacjach bywa, twarz, którą chłopak pokazuje otoczeniu, nie jest jego prawdziwym wizerunkiem. W głębi chowa się młody człowiek, który wiele przeżył w dzieciństwie i poza, którą teraz przyjął, pomaga mu przetrwać bez zbytniego zaufania innym ludziom.

Nietrudno się domyślić, jak potoczą się losy tej dwójki. Pomiędzy Evą i Cagem wybucha najpierw silne przyciąganie i pożądanie, nieco później (ale niedługo później) pojawiają się uczucia. Do których zarówno Eva, jak i Cage nie zamierzają tak szybko się przyznać. Do tego dochodzi niechęć pana Wilsona do młodego hulaki i już mamy romans z problemami.


Przeczytałam tę historię dosyć szybko, bo i nie jest szczególnie obszerna, ale nie zaznaczy się ona jakoś szczególnie w mojej pamięci. Ot, typowy wakacyjny romans, lektura powielająca schematy, jakich tysiące nie tylko w twórczości Glines. Dla miłośniczek tej autorki na pewno będzie to kolejna miła miłosna przygoda.


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Pascal.

piątek, 29 lipca 2016

Elle Kennedy "Błąd"

Elle Kennedy dała mi się poznać jako autorka łącząca wątki romansowe, dramatyczne i erotyczne w powieści „Układ”, gdzie wprowadziła czytelników w świat młodych studentów z drużyny hokejowej, szukających swojej drogi w życiu. Mamy tam hulaszcze zabawy, korzystanie z uroków młodości i nagle wszystko się zmienia, gdy pojawia się ta jedna, jedyna. Która także ma szereg problemów i niejednokrotnie dźwiga na swych barkach całkiem pokaźny ciężar. Nie inaczej jest w kolejnej odsłonie serii, zatytułowanej „Błąd”. Tutaj głównym bohaterem staje się John Logan, przyjaciela Garretta (znanego w „Układu”) i Grace Ivers, studentka pierwszego roku w Briar. 

John wciąż nie może sobie poradzić z fascynacją Hannah-dziewczyną Garretta i dlatego rzuca się co rusz w przypadkowe znajomości, kończące się jeszcze bardziej przypadkowym i szybkim seksem.
Pewnego razu, także zupełnie przypadkowo, trafia do akademika i do pokoju zamieszkałego przez Grace. Spędzają wspaniały wieczór, który co prawda nie kończy się seksem, ale rozpoczyna coś innego w życiu Logana, i chłopak zupełnie nie może sobie z tym poradzić. Z kolei Grace, w ocenie koleżanek ze studiów jest zbyt pospolita, aby było prawdą, iż umawia się z gwiazdą drużyny hokejowej. 

Rozpoczyna się gra pomiędzy bohaterami, rosnąca fascynacja, ale wszystko kończy się zbyt szybko, bo to wielki błąd, którego Logan nie może i nie chce popełnić. Czy na pewno? Chłopak ma w sobie jeszcze jedną warstwę, która niechętnie odsłania. Trudna sytuacja domowa, związana z ojcem i bratem, może uniemożliwić granie w zawodowej lidze hokeja. John jest zagubiony, nie rozumie własnych odczuć, a tym bardziej nie pojmuje tego, co zaczyna czuć do Grace. I tylko do niej.

„Błąd” to drugi tom, równie wciągający jak pierwszy, napisany swobodnie, ale w odpowiednich momentach wzruszający i wzbudzający szereg emocji. Przesycony także erotyką, która nadaje nieco pieprzyku miłosnej historii i stanowi jej uzupełnienie.

Polecam i czekam na odsłonę perypetii kolejnego zawodnika z Briar. 

wtorek, 26 lipca 2016

Lisa de Jong "Kiedy pada deszcz"

„Kiedy pada deszcz” Lisy de Jong to powieść, która z jednej strony opiera się na znanych wielbicielom gatunku New Adult schematach, ale z drugiej godnie te „utarte ścieżki” przeciera, fundując czytelnikom nowe doznania i druzgocące wręcz odczucia.

Główna bohaterka to Kate Alexander, która ma dziewiętnaście lat, pracuje w kawiarni matki, nie poszła na studia, wycofała się z życia towarzyskiego i odrzuciła miłość zakochanego w niej od lat Beau. Nikt nie ma pojęcia co stało się z tą dziewczyną, niegdyś uśmiechniętą, radosną, pragnącą czegoś więcej od świata. Nikt nie ma pojęcia, że dwa lata temu zdarzyło się coś, co sprawiło, że dawna Kate umarła i prawdopodobnie nigdy już nie wróci.
Prawdopodobnie…
Bo oto w kawiarni, w której pracuje Kate, zjawia się przystojny chłopak o smutnym i uważnym spojrzeniu i zostawia dziewczynie wiadomość napisaną na serwetce. Ta krótka chwila zmienia wiele w życiu bohaterki, a tak naprawdę zaczyna tworzyć jej świat na nowo.
Asher Hunt jest zniewalający, nie tylko pod względem fizycznym, ale przede wszystkim dostrzega skorupę, w której schowała się Kate i umiejętnie zaczyna ją rozłupywać, aby wydobyć na świat dziewczynę, którą niegdyś była.
Lecz nie da się tego zrobić bez gorącego i szalonego wręcz uczucia, jakie wybucha pomiędzy tą dwójką.
I kiedy myślimy, że historia zmierza ku szczęśliwemu końcowi… nagle wszystko znika! Nasz świat, w którym żyliśmy z bohaterami, ulega zniszczeniu. I potem jedyne co nam pozostaje, to łzy i rozdarte serca. Taka właśnie jest ta powieść. Rozdziera serce na milion kawałków i nie pozwala tak szybko się pozbierać.

Nie jestem podatna na wzruszenia w powieściach (nomen omen), ale ta naprawdę mnie rozbiła. W dodatku w tej książce występuje kawałek „Everything” zespołu Lifehouse. To jedna z tych piosenek, które są dla mnie wielką inspiracją i pojawia się w wielu moich powieściach. A tutaj jest idealnie dobrana, zarówno ze względu na warstwę melodyczną, jak i słowa.

Tak więc „Kiedy pada deszcz” polecam tym wszystkim, którzy nie boją się druzgocących zwrotów fabuły, wzruszeń i nieuchronnych kaprysów złego losu.


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Filia. 

czwartek, 21 lipca 2016

Huntley Fitzpatrick "Moje życie obok"

Ostatnio rynek wydawniczy przyzwyczaił nas do powieści z nurtu New Adult, często kończących się dramatycznie i łamiących czytelnicze serca. Powieść „Moje życie obok” autorstwa Huntley Fitzpatrick też niejednokrotnie wzburzyła mnie, wzruszyła i doprowadziła do mokrych oczu (co ma miejsce niezwykle rzadko), a jednak w żaden sposób nie mogę nazwać jej typowym NA. To coś innego, na granicy powieści obyczajowej i dramatu, nie stroniących od wątków psychologicznych, ale i śmiało pozostających w granicach nastoletniego pierwszego gorącego uczucia.

Główna bohaterka, Samantha Reed, to dobrze sytuowana siedemnastolatka, której matka robi polityczną karierę. Przed laty ojciec zostawił kobietę samą z dwiema córkami, teraz czterdziestolatka czuje, że to JEJ czas. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie nowi sąsiedzi, którzy wprowadzają się dom obok. Garrettowie są hałaśliwi, jest ich mnóstwo (kto to widział mieć tyle dzieci?!) i nie pasują do ułożonego, wygładzonego świata pani senator. Jednak Samantha jest niezwykle zafascynowana kolorową, zwariowaną rodziną i uwielbia zasiadać na dachu i obserwować szalonych sąsiadów. 

Mijają lata, pani Reed walczy o kolejną reelekcję pod wodzą młodszego o dziesięć lat Claya, który po trupach dąży do celu, ustawiając życie Samanthy i jej matki według wyborczego planu. Na pewno nie ma w tym planie Jase’a Garretta, który pojawia się w świecie Sam, burzy go i stawia na nowo. Uczucie rodzi się wśród nieśmiałych spojrzeń, uśmiechów i i jest czymś cudownym, czymś, na co Samantha czekała całe swoje siedemnastoletnie życie.

Ale jednak los postanowił odwrócić się od dwójki zakochanych nastolatków i funduje im okrutną próbę, z której mogą wyjść cało, albo pogrążyć się w nienawiści do siebie nawzajem. A to wszystko za sprawą… No właśnie, o tym musicie już przeczytać sami.
I nie jest to opowieść o tym, jak to matka nie pozwala córce spotykać się z chłopcem z wielodzietnej i „nieodpowiedniej” rodziny. Jest tu większa intryga, problem akceptacji, otwarcia na innych, dążenia po trupach do celu i pokazanie czym tak naprawdę może być (i pewnie jest) polityka.

Wyśmienita wzruszająca opowieść o życiu, miłości, ludzkich tragediach, wyborach i próbie decydowania o sobie. Polecam, ta lektura poruszyła mnie do cna!



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Zysk i S-ka

wtorek, 19 lipca 2016

Agnieszka Walczak-Chojecka "Nie czas na miłość"

Agnieszka Walczak-Chojecka dała się poznać jako autorka ciepłych i romantycznych powieści dla kobiet. Jednakże w przypadku pierwszego tomu Sagi Bałkańskiej, zatytułowanego „Nie czas na miłość” zaskakuje czytelnika na każdym kroku. Cofamy się tutaj do lat 90-tych dwudziestego wieku, kiedy to na Bałkanach rozegrała się jedna z najkrwawszych wojen domowych ostatniego stulecia. Tematyka jest mi niezmiernie bliska, gdyż od lat spędzam wakacje w Chorwacji, zwiedzałam także Bośnię i piękny Mostar, który otwiera historię bolesnej miłości młodego Serba, Dragana i pięknej Chorwatki, Jasminy.

Autorka przenosi nas do Sarajewa, w przeddzień wybuchu bratobójczych walk, kiedy to główna ulica urokliwego miasta staje się znaną na całym świecie Aleją Snajperów. Kiedy brat bratu staje się wrogiem, kiedy bomby wybuchają na placach zabaw, miasto staje się oblężoną twierdzą, a ludzie niemal umierają z głodu. To oni sobie wzajemnie zgotowali ten los, jak wiemy z historii, nie po raz pierwszy. A w tym wszystkim para młodych zakochanych w sobie ludzi, którzy znajdują się po dwóch przeciwległych stronach obozu. Jak mają się w tym odnaleźć, jak mają się kryć ze swoją miłością, czy mogą ufać sobie nawzajem? Czy mogą zaufać światu, który powoli ulega samounicestwieniu? Na tak wiele pytań nie znajdziecie odpowiedzi w tej poruszającej książce, która oprócz wątku miłosnego pokazuje nam okrucieństwo, złość i wzajemnie nakręcaną spiralę wrogości i nienawiści do tych, którzy jeszcze niedawno byli sobie braćmi i siadali przy jednym stole.

Agnieszka Walczak-Chojecka doskonale zna tę tematykę, gdyż z wykształcenia jest slawistką i przez wiele lat mieszkała na terenach dawnej Jugosławii. Miała tam przyjaciół, znajomych i z jednej strony łatwiej jej było wczuć się w prezentowany świat, a z drugiej było to ogromnie trudne, ze względów osobisto-sentymentalnych. Ta dwoistość doznań i trudność w rozumieniu tego, co tak naprawdę stało się latach dziewięćdziesiątych na Bałkanach dodaje smaku całej historii, podnosząc w znacznym stopniu dramatyzm losów młodych Bośniaków, Serbów i Chorwatów.

Polecam z całego serca, czytając tę historię tutaj, w Południowej Dalmacji czułam całą sobą ból, strach i niepewność jutra, które przeżywali bohaterowie przecież zupełnie nie tak dawno. Nigdy więcej! chciałoby się zakrzyczeć.

A ja tymczasem z niecierpliwością czekam na drugi tom Sagi Bałkańskiej.


niedziela, 17 lipca 2016

Fiona McIntosh "Sekret perfum"

Historie rodzinne z tajemnicą i wojną w tle zawsze mają w sobie wiele uroku, dlatego też bez oporów sięgnęłam po „Sekret perfum” autorstwa Fiony McIntosh. Opowieść pełna sekretów, intryg, rodzinnych zawirowań umiejscowionych w czasach I wojny światowej jest jednocześnie piękną historią miłości, walki o własne marzenia i próby odzyskania normalności w wojennej pożodze.

Śliczna i niezwykle uzdolniona Fleurette Delacroix wychodzi za mąż za Aimery’ego De Lasseta. Robi to zgodnie z wolą starszego brata Henry’ego, który decyduje za nią o tym małżeństwie, w celu połączenia obu rodów. Nawet Felix, jej brat bliźniak nie może ją uratować od zawarcia tego niechcianego związku. Dziewczyna jest zrozpaczona, pragnie prowadzić rodzinny perfumeryjny biznes, zwłaszcza że dysponuje niepowtarzalnym węchem i jest w stanie rozpoznawać tysiące zapachów. Wraz z bratem, Felixem, tworzą swoisty zapachowy tandem, dzięki któremu rodzinna firma może osiągać coraz lepsze wyniki. Ale w początkach XIX wieku kobieta nie ma zbyt wiele do powiedzenia i powinnością Fleurette jest zostać żoną Aimery’ego. I tak też się staje, jednakże od przerażającej w oczach dziewczyny nocy poślubnej ratują ją dzwony wzywające do stworzenia regimentu, gdzie nowo poślubiony mąż musi się stawić. Niedługo poźniej także Felix rusza ze swoją jednostką, a do Fleuerette przyjeżdża kochanka męża. A jeszcze później odwiedza ją Sebastien, brat Aimiery’ego i zdradza jej tajemnicę, która może ją wrzucić w jeszcze większy chaos, niż w ten, w którym znalazła się obecnie.

„Sekret perfum” to wielowątkowa powieść, opowiadająca o ludziach żyjących w kłamstwie, o konwenansach i pragnieniu zmiany. To także historia powstawania zniewalających zapachów, które powstają dzięki wydarzeniom i przeżyciom ich autorów. To także opowieść o okrucieństwach wojennej pożogi i wolności, która nie zawsze jest wybawieniem.

Wzruszająca, pełna zawirowań, tajemnic i złamanych serc. Polecam.


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Filia.

sobota, 25 czerwca 2016

Jessica Sorensen "Nie pozwól mi odejść. Ella i Micha"

Z twórczością Jessiki Sorensen miałam już okazję się zapoznać, przy okazji serii o Callie i Kaydenie (do drugiego tomu pisałam nawet blurba), zatem z ciekawością sięgnęłam po najnowszą powieść tej autorki. Tym razem   historia Michy i Elli, zatytułowana „Nie pozwól mi odejść” jest sztandarowym przykładem dobrego New Adult, gdzie ponownie mamy okazję przeżywać dramaty i uniesienia z młodymi bohaterami.

Ella i Micha znają się od najmłodszych lat, wiedzą o sobie wszystko, byli świadkami swoich osobistych tragedii i znają swoje najskrytsze tajemnice. Ella wie także, że Micha od szesnastego roku życia kocha się w niej i teraz, gdy dziewczyna wraca po ośmiu miesiącach nieobecności ze studiów w Las Vegas, także niewiele się w tym temacie zmieniło. Jednak po tragicznych wydarzeniach w domu Elli, ta nie potrafi się odnaleźć, nie potrafi nikomu zaufać i tak do końca otworzyć. Micha przez ten cały czas niewyobrażalnie cierpiał, sam mając olbrzymie problemy i próbując zrozumieć, dlaczego teraz, po latach, jego nieobecny ojciec chce nagle nawiązać z nim kontakt. Wszystkie nieprzewidziane wydarzenia kumulują się, a niczego nie ułatwia napięcie i pragnienie, które wręcz buzuje pomiędzy nim, a Ellą.

Ta dwójka musi przejść długą drogę, aby odnaleźć siebie na nowo, a przede wszystkim, aby pokonać demony przeszłości i spróbować żyć już normalnie. Bez całego bagażu doświadczeń, który pomimo młodego wieku, oboje mają całkiem pokaźnych rozmiarów.
„Nie pozwól mi odejść” to typowy romans z dramatem, opowiadający o tym, jak nasze dzieciństwo może zaważyć na naszym późniejszym życiu, a także o budującej i dającej siłę mocy prawdziwej miłości.

Doskonały wakacyjny romans z problemami, zwolennicy gatunku nie powinni być zawiedzeni.


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Zysk i S-ka.

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Katie McGarry "Przekroczyć granice"

Miłość często rodzi się w trudnych okolicznościach, uczucie musi walczyć z licznymi przeszkodami, które mnożą się w iście zawrotnym tempie. A jeśli jeszcze zakochani mają za sobą dramatyczne wydarzenia i nic w ich życiu nie jest… normalne, wiadomo, że czytelnicy będą mieć niezłą huśtawkę emocjonalną. Tak właśnie było podczas lektury książki autorstwa Katie McGarry, zatytułowanej „Przekroczyć granice”.

Główna bohaterka to licealistka, Echo Emerson, która wraca do szkoły po traumatycznych wydarzeniach, które na zawsze zmieniły jej życie. Po liceum krążą o niej nieprawdopodobne plotki, wiadomo jedynie, że z niezwykle popularnej dziewczyny stała się odludkiem, noszącym koszule z długimi rękawami i nie ściągającym rękawiczek. Co ukrywa dziewczyna? Czy uda się jej na powrót wrócić na szkolny panteon?
Noah Hutchins reprezentuje wszystko to, co kojarzy się nam z określeniem „zły chłopak”. Pomieszkuje w kolejnej rodzinie zastępczej, ma zakaz kontaktowania się z młodszymi braćmi, gdyż zaatakował ostatniego opiekuna, u którego przebywał. Pali trawkę, opuszcza zajęcia i zapomniał już, że kilka lat temu był gwiazdą licealnej koszykówki, miał normalną rodzinę i normalne życie. Teraz… nie ma w nim nic… normalnego. 
Echo i Noah trafiają do tej samej psycholog szkolnej, a wkrótce okazuje się, że Echo będzie udzielać korepetycji pewnemu bardzo zdolnemu, ale niesubordynowanemu chłopakowi. Oczywiście, jest nim Noah.

Od tego momentu zaczyna się wspólna droga bohaterów, którzy za wszelką cenę starają się odzyskać dawne życie. Echo zaczyna spotykać się z dawnym chłopakiem, Lukiem, co ma jej zagwarantować powrót do „towarzystwa”. Noah powściąga przepełniający go gniew, przestaje korzystać z używek, uczy się i stara się odzyskać braci. Jednocześnie oboje zdają sobie sprawę, że ciężko jest im żyć w normalnym świecie, bo sami już dawno przestali tacy być. To zbliża ich jeszcze bardziej. Miłość, która rodzi się pomiędzy tą dwójką, nie będzie usłana różami, nie będzie prosta i nie będzie… normalna. Zwłaszcza, że Noah nosi w sobie sekret dotyczący śmierci rodziców, a Echo wciąż nie może sobie przypomnieć wydarzeń, które sprawiły, że ma liczne blizny i nie może spać w nocy. Wie tylko, że była tam jej matka, która ma teraz zakaz zbliżania się do córki.


„Przekroczyć granice” to powieść z gatunku New Adult, mówiąca właśnie o przekraczaniu granic w życiu ludzi, którzy przeżyli swoje osobiste traumy. To także piękna opowieść o miłości, zaufaniu i próbie stworzenia siebie na nowo. Niejednokrotnie denerwująca, często wzruszająca historia, która na pewno spodoba się wszystkim wielbicielom gatunku NA, a przede wszystkim tym, którzy wierzą w uzdrawiającą siłę prawdziwej miłości. Polecam.


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Muza SA.

wtorek, 14 czerwca 2016

Marta Guzowska "Chciwość"

Najnowsza powieść Marty Guzowskiej, otwierająca cykl z nową bohaterką, archeologiem i jednocześnie wytrawną złodziejką dzieł sztuki, to prawdziwa uczta dla koneserów szybkiej akcji, skomplikowanej intrygi i pięknych „okoliczności przyrody”. 

Doktor Simona Brenner pracuje na wykopaliskach w Troi, a jednocześnie przygotowuje się do skoku, po którym będzie mogła pozwolić sobie na kolejne luksusowe zakupy. Otóż jeden z kolekcjonerów, operujący niewyobrażalną gotówką, zażyczył sobie diadem Heleny Trojańskiej. Simona, jako jedyna na świecie, jest w stanie odróżnić oryginał od kopii, która nawiasem mówiąc, znajduje się w moskiewskim muzeum i po wielu przygotowaniach, zaczyna wdrażać swój plan w życie. Ale gdy w najbliższym otoczeniu pojawia się jej były kochanek, Ivan, tym razem w towarzystwie kolejnej studentki, kobieta siłą powstrzymuje się od uczynienia mu poważnej krzywdy. Jednak już wkrótce Ivan zostaje uprowadzony, a do Simony trafia pudełko z makabryczną zawartością. A to dopiero początek dramatycznych wydarzeń, w których główną rolę obejmie właśnie doktor Brenner. Troja, Grecja, wybuchy, pożary, porywacze, chciwi ludzie, którzy nie cofną się przed niczym. Ivan, który także ma swój plan, Andreas, który zawsze jest przy Simonie, bo chyba czuje do niej coś więcej, nic tylko zawodową ciekawość, tajemnicze pudełka z zagrożeniem, które może nadal stanowić poważne niebezpieczeństwo, no i on. Diadem pięknej Heleny. A to wszystko podane w iście zawrotnym tempie, w którym pokonujemy z bohaterką kolejne przeszkody, wędrujemy po basenie Morza Śródziemnego, niczym Indiana Jones unikamy nawet najbardziej niebezpiecznych pułapek.

Ale to nie tylko sensacyjno-przygodowa powieść z solidnie skonstruowaną intrygą kryminalną. Marta Guzowska jest doktorem archeologii, jej opowieść jest mocno osadzona w realiach pracy archeologów, niezwykle rzetelnie i prawdziwie pokazuje świat ludzi szukających śladów przeszłości, a także funduje czytelnikowi ciekawą lekcję historii.

Byłam na spotkaniu z autorką, podczas Międzynarodowego Festiwalu Kryminału we Wrocławiu i już wiem, że to dopiero pierwszy tom przygód wybitnej doktor archeologii. Co oczywiście jest bardzo dobrą wiadomością, a dlaczego, to dowiecie się, gdy przeczytacie ostatnią stronę tej fantastycznej książki. Polecam!