niedziela, 7 sierpnia 2016

Abbi Glines "Ocal mnie"

Abbi Glines to amerykańska pisarka, która zasłynęła serią Rosemary Beach. Romansami z problemami, na pograniczu New Adult. Jej ostatnia powieść, zatytułowana „Ocal mnie” wpasowuje się w ten nurt i niestety powiela znane z wcześniejszych książek schematy.

Główna bohaterka Eva, to dziewczyna obarczona tragicznym wydarzeniem sprzed niecałego roku, kiedy straciła miłość swego życia. Teraz próbuje jakoś funkcjonować, sił dodaje jej brat bliźniak ukochanego i zaręczynowy pierścionek, którego nie zamierza ściągać. Pracuje na ranczu ojca, żyje dniem bieżącym i nie wierzy w szczęście.
Pewnego razu na ranczo trafia młody niepokorny koszykarz - Cage, który za jazdę po pijanemu został skazany na prace społeczne. Właśnie dla pana Wilsona. Cage znany jest z hulaszczego trybu życia, za nic ma czyjeś uczucia, nie szanuje kobiet, traktując je jak przygody na jedną noc. Jednak, jak to w takich sytuacjach bywa, twarz, którą chłopak pokazuje otoczeniu, nie jest jego prawdziwym wizerunkiem. W głębi chowa się młody człowiek, który wiele przeżył w dzieciństwie i poza, którą teraz przyjął, pomaga mu przetrwać bez zbytniego zaufania innym ludziom.

Nietrudno się domyślić, jak potoczą się losy tej dwójki. Pomiędzy Evą i Cagem wybucha najpierw silne przyciąganie i pożądanie, nieco później (ale niedługo później) pojawiają się uczucia. Do których zarówno Eva, jak i Cage nie zamierzają tak szybko się przyznać. Do tego dochodzi niechęć pana Wilsona do młodego hulaki i już mamy romans z problemami.


Przeczytałam tę historię dosyć szybko, bo i nie jest szczególnie obszerna, ale nie zaznaczy się ona jakoś szczególnie w mojej pamięci. Ot, typowy wakacyjny romans, lektura powielająca schematy, jakich tysiące nie tylko w twórczości Glines. Dla miłośniczek tej autorki na pewno będzie to kolejna miła miłosna przygoda.


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Pascal.

piątek, 29 lipca 2016

Elle Kennedy "Błąd"

Elle Kennedy dała mi się poznać jako autorka łącząca wątki romansowe, dramatyczne i erotyczne w powieści „Układ”, gdzie wprowadziła czytelników w świat młodych studentów z drużyny hokejowej, szukających swojej drogi w życiu. Mamy tam hulaszcze zabawy, korzystanie z uroków młodości i nagle wszystko się zmienia, gdy pojawia się ta jedna, jedyna. Która także ma szereg problemów i niejednokrotnie dźwiga na swych barkach całkiem pokaźny ciężar. Nie inaczej jest w kolejnej odsłonie serii, zatytułowanej „Błąd”. Tutaj głównym bohaterem staje się John Logan, przyjaciela Garretta (znanego w „Układu”) i Grace Ivers, studentka pierwszego roku w Briar. 

John wciąż nie może sobie poradzić z fascynacją Hannah-dziewczyną Garretta i dlatego rzuca się co rusz w przypadkowe znajomości, kończące się jeszcze bardziej przypadkowym i szybkim seksem.
Pewnego razu, także zupełnie przypadkowo, trafia do akademika i do pokoju zamieszkałego przez Grace. Spędzają wspaniały wieczór, który co prawda nie kończy się seksem, ale rozpoczyna coś innego w życiu Logana, i chłopak zupełnie nie może sobie z tym poradzić. Z kolei Grace, w ocenie koleżanek ze studiów jest zbyt pospolita, aby było prawdą, iż umawia się z gwiazdą drużyny hokejowej. 

Rozpoczyna się gra pomiędzy bohaterami, rosnąca fascynacja, ale wszystko kończy się zbyt szybko, bo to wielki błąd, którego Logan nie może i nie chce popełnić. Czy na pewno? Chłopak ma w sobie jeszcze jedną warstwę, która niechętnie odsłania. Trudna sytuacja domowa, związana z ojcem i bratem, może uniemożliwić granie w zawodowej lidze hokeja. John jest zagubiony, nie rozumie własnych odczuć, a tym bardziej nie pojmuje tego, co zaczyna czuć do Grace. I tylko do niej.

„Błąd” to drugi tom, równie wciągający jak pierwszy, napisany swobodnie, ale w odpowiednich momentach wzruszający i wzbudzający szereg emocji. Przesycony także erotyką, która nadaje nieco pieprzyku miłosnej historii i stanowi jej uzupełnienie.

Polecam i czekam na odsłonę perypetii kolejnego zawodnika z Briar. 

wtorek, 26 lipca 2016

Lisa de Jong "Kiedy pada deszcz"

„Kiedy pada deszcz” Lisy de Jong to powieść, która z jednej strony opiera się na znanych wielbicielom gatunku New Adult schematach, ale z drugiej godnie te „utarte ścieżki” przeciera, fundując czytelnikom nowe doznania i druzgocące wręcz odczucia.

Główna bohaterka to Kate Alexander, która ma dziewiętnaście lat, pracuje w kawiarni matki, nie poszła na studia, wycofała się z życia towarzyskiego i odrzuciła miłość zakochanego w niej od lat Beau. Nikt nie ma pojęcia co stało się z tą dziewczyną, niegdyś uśmiechniętą, radosną, pragnącą czegoś więcej od świata. Nikt nie ma pojęcia, że dwa lata temu zdarzyło się coś, co sprawiło, że dawna Kate umarła i prawdopodobnie nigdy już nie wróci.
Prawdopodobnie…
Bo oto w kawiarni, w której pracuje Kate, zjawia się przystojny chłopak o smutnym i uważnym spojrzeniu i zostawia dziewczynie wiadomość napisaną na serwetce. Ta krótka chwila zmienia wiele w życiu bohaterki, a tak naprawdę zaczyna tworzyć jej świat na nowo.
Asher Hunt jest zniewalający, nie tylko pod względem fizycznym, ale przede wszystkim dostrzega skorupę, w której schowała się Kate i umiejętnie zaczyna ją rozłupywać, aby wydobyć na świat dziewczynę, którą niegdyś była.
Lecz nie da się tego zrobić bez gorącego i szalonego wręcz uczucia, jakie wybucha pomiędzy tą dwójką.
I kiedy myślimy, że historia zmierza ku szczęśliwemu końcowi… nagle wszystko znika! Nasz świat, w którym żyliśmy z bohaterami, ulega zniszczeniu. I potem jedyne co nam pozostaje, to łzy i rozdarte serca. Taka właśnie jest ta powieść. Rozdziera serce na milion kawałków i nie pozwala tak szybko się pozbierać.

Nie jestem podatna na wzruszenia w powieściach (nomen omen), ale ta naprawdę mnie rozbiła. W dodatku w tej książce występuje kawałek „Everything” zespołu Lifehouse. To jedna z tych piosenek, które są dla mnie wielką inspiracją i pojawia się w wielu moich powieściach. A tutaj jest idealnie dobrana, zarówno ze względu na warstwę melodyczną, jak i słowa.

Tak więc „Kiedy pada deszcz” polecam tym wszystkim, którzy nie boją się druzgocących zwrotów fabuły, wzruszeń i nieuchronnych kaprysów złego losu.


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Filia. 

czwartek, 21 lipca 2016

Huntley Fitzpatrick "Moje życie obok"

Ostatnio rynek wydawniczy przyzwyczaił nas do powieści z nurtu New Adult, często kończących się dramatycznie i łamiących czytelnicze serca. Powieść „Moje życie obok” autorstwa Huntley Fitzpatrick też niejednokrotnie wzburzyła mnie, wzruszyła i doprowadziła do mokrych oczu (co ma miejsce niezwykle rzadko), a jednak w żaden sposób nie mogę nazwać jej typowym NA. To coś innego, na granicy powieści obyczajowej i dramatu, nie stroniących od wątków psychologicznych, ale i śmiało pozostających w granicach nastoletniego pierwszego gorącego uczucia.

Główna bohaterka, Samantha Reed, to dobrze sytuowana siedemnastolatka, której matka robi polityczną karierę. Przed laty ojciec zostawił kobietę samą z dwiema córkami, teraz czterdziestolatka czuje, że to JEJ czas. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie nowi sąsiedzi, którzy wprowadzają się dom obok. Garrettowie są hałaśliwi, jest ich mnóstwo (kto to widział mieć tyle dzieci?!) i nie pasują do ułożonego, wygładzonego świata pani senator. Jednak Samantha jest niezwykle zafascynowana kolorową, zwariowaną rodziną i uwielbia zasiadać na dachu i obserwować szalonych sąsiadów. 

Mijają lata, pani Reed walczy o kolejną reelekcję pod wodzą młodszego o dziesięć lat Claya, który po trupach dąży do celu, ustawiając życie Samanthy i jej matki według wyborczego planu. Na pewno nie ma w tym planie Jase’a Garretta, który pojawia się w świecie Sam, burzy go i stawia na nowo. Uczucie rodzi się wśród nieśmiałych spojrzeń, uśmiechów i i jest czymś cudownym, czymś, na co Samantha czekała całe swoje siedemnastoletnie życie.

Ale jednak los postanowił odwrócić się od dwójki zakochanych nastolatków i funduje im okrutną próbę, z której mogą wyjść cało, albo pogrążyć się w nienawiści do siebie nawzajem. A to wszystko za sprawą… No właśnie, o tym musicie już przeczytać sami.
I nie jest to opowieść o tym, jak to matka nie pozwala córce spotykać się z chłopcem z wielodzietnej i „nieodpowiedniej” rodziny. Jest tu większa intryga, problem akceptacji, otwarcia na innych, dążenia po trupach do celu i pokazanie czym tak naprawdę może być (i pewnie jest) polityka.

Wyśmienita wzruszająca opowieść o życiu, miłości, ludzkich tragediach, wyborach i próbie decydowania o sobie. Polecam, ta lektura poruszyła mnie do cna!



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Zysk i S-ka

wtorek, 19 lipca 2016

Agnieszka Walczak-Chojecka "Nie czas na miłość"

Agnieszka Walczak-Chojecka dała się poznać jako autorka ciepłych i romantycznych powieści dla kobiet. Jednakże w przypadku pierwszego tomu Sagi Bałkańskiej, zatytułowanego „Nie czas na miłość” zaskakuje czytelnika na każdym kroku. Cofamy się tutaj do lat 90-tych dwudziestego wieku, kiedy to na Bałkanach rozegrała się jedna z najkrwawszych wojen domowych ostatniego stulecia. Tematyka jest mi niezmiernie bliska, gdyż od lat spędzam wakacje w Chorwacji, zwiedzałam także Bośnię i piękny Mostar, który otwiera historię bolesnej miłości młodego Serba, Dragana i pięknej Chorwatki, Jasminy.

Autorka przenosi nas do Sarajewa, w przeddzień wybuchu bratobójczych walk, kiedy to główna ulica urokliwego miasta staje się znaną na całym świecie Aleją Snajperów. Kiedy brat bratu staje się wrogiem, kiedy bomby wybuchają na placach zabaw, miasto staje się oblężoną twierdzą, a ludzie niemal umierają z głodu. To oni sobie wzajemnie zgotowali ten los, jak wiemy z historii, nie po raz pierwszy. A w tym wszystkim para młodych zakochanych w sobie ludzi, którzy znajdują się po dwóch przeciwległych stronach obozu. Jak mają się w tym odnaleźć, jak mają się kryć ze swoją miłością, czy mogą ufać sobie nawzajem? Czy mogą zaufać światu, który powoli ulega samounicestwieniu? Na tak wiele pytań nie znajdziecie odpowiedzi w tej poruszającej książce, która oprócz wątku miłosnego pokazuje nam okrucieństwo, złość i wzajemnie nakręcaną spiralę wrogości i nienawiści do tych, którzy jeszcze niedawno byli sobie braćmi i siadali przy jednym stole.

Agnieszka Walczak-Chojecka doskonale zna tę tematykę, gdyż z wykształcenia jest slawistką i przez wiele lat mieszkała na terenach dawnej Jugosławii. Miała tam przyjaciół, znajomych i z jednej strony łatwiej jej było wczuć się w prezentowany świat, a z drugiej było to ogromnie trudne, ze względów osobisto-sentymentalnych. Ta dwoistość doznań i trudność w rozumieniu tego, co tak naprawdę stało się latach dziewięćdziesiątych na Bałkanach dodaje smaku całej historii, podnosząc w znacznym stopniu dramatyzm losów młodych Bośniaków, Serbów i Chorwatów.

Polecam z całego serca, czytając tę historię tutaj, w Południowej Dalmacji czułam całą sobą ból, strach i niepewność jutra, które przeżywali bohaterowie przecież zupełnie nie tak dawno. Nigdy więcej! chciałoby się zakrzyczeć.

A ja tymczasem z niecierpliwością czekam na drugi tom Sagi Bałkańskiej.


niedziela, 17 lipca 2016

Fiona McIntosh "Sekret perfum"

Historie rodzinne z tajemnicą i wojną w tle zawsze mają w sobie wiele uroku, dlatego też bez oporów sięgnęłam po „Sekret perfum” autorstwa Fiony McIntosh. Opowieść pełna sekretów, intryg, rodzinnych zawirowań umiejscowionych w czasach I wojny światowej jest jednocześnie piękną historią miłości, walki o własne marzenia i próby odzyskania normalności w wojennej pożodze.

Śliczna i niezwykle uzdolniona Fleurette Delacroix wychodzi za mąż za Aimery’ego De Lasseta. Robi to zgodnie z wolą starszego brata Henry’ego, który decyduje za nią o tym małżeństwie, w celu połączenia obu rodów. Nawet Felix, jej brat bliźniak nie może ją uratować od zawarcia tego niechcianego związku. Dziewczyna jest zrozpaczona, pragnie prowadzić rodzinny perfumeryjny biznes, zwłaszcza że dysponuje niepowtarzalnym węchem i jest w stanie rozpoznawać tysiące zapachów. Wraz z bratem, Felixem, tworzą swoisty zapachowy tandem, dzięki któremu rodzinna firma może osiągać coraz lepsze wyniki. Ale w początkach XIX wieku kobieta nie ma zbyt wiele do powiedzenia i powinnością Fleurette jest zostać żoną Aimery’ego. I tak też się staje, jednakże od przerażającej w oczach dziewczyny nocy poślubnej ratują ją dzwony wzywające do stworzenia regimentu, gdzie nowo poślubiony mąż musi się stawić. Niedługo poźniej także Felix rusza ze swoją jednostką, a do Fleuerette przyjeżdża kochanka męża. A jeszcze później odwiedza ją Sebastien, brat Aimiery’ego i zdradza jej tajemnicę, która może ją wrzucić w jeszcze większy chaos, niż w ten, w którym znalazła się obecnie.

„Sekret perfum” to wielowątkowa powieść, opowiadająca o ludziach żyjących w kłamstwie, o konwenansach i pragnieniu zmiany. To także historia powstawania zniewalających zapachów, które powstają dzięki wydarzeniom i przeżyciom ich autorów. To także opowieść o okrucieństwach wojennej pożogi i wolności, która nie zawsze jest wybawieniem.

Wzruszająca, pełna zawirowań, tajemnic i złamanych serc. Polecam.


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Filia.

sobota, 25 czerwca 2016

Jessica Sorensen "Nie pozwól mi odejść. Ella i Micha"

Z twórczością Jessiki Sorensen miałam już okazję się zapoznać, przy okazji serii o Callie i Kaydenie (do drugiego tomu pisałam nawet blurba), zatem z ciekawością sięgnęłam po najnowszą powieść tej autorki. Tym razem   historia Michy i Elli, zatytułowana „Nie pozwól mi odejść” jest sztandarowym przykładem dobrego New Adult, gdzie ponownie mamy okazję przeżywać dramaty i uniesienia z młodymi bohaterami.

Ella i Micha znają się od najmłodszych lat, wiedzą o sobie wszystko, byli świadkami swoich osobistych tragedii i znają swoje najskrytsze tajemnice. Ella wie także, że Micha od szesnastego roku życia kocha się w niej i teraz, gdy dziewczyna wraca po ośmiu miesiącach nieobecności ze studiów w Las Vegas, także niewiele się w tym temacie zmieniło. Jednak po tragicznych wydarzeniach w domu Elli, ta nie potrafi się odnaleźć, nie potrafi nikomu zaufać i tak do końca otworzyć. Micha przez ten cały czas niewyobrażalnie cierpiał, sam mając olbrzymie problemy i próbując zrozumieć, dlaczego teraz, po latach, jego nieobecny ojciec chce nagle nawiązać z nim kontakt. Wszystkie nieprzewidziane wydarzenia kumulują się, a niczego nie ułatwia napięcie i pragnienie, które wręcz buzuje pomiędzy nim, a Ellą.

Ta dwójka musi przejść długą drogę, aby odnaleźć siebie na nowo, a przede wszystkim, aby pokonać demony przeszłości i spróbować żyć już normalnie. Bez całego bagażu doświadczeń, który pomimo młodego wieku, oboje mają całkiem pokaźnych rozmiarów.
„Nie pozwól mi odejść” to typowy romans z dramatem, opowiadający o tym, jak nasze dzieciństwo może zaważyć na naszym późniejszym życiu, a także o budującej i dającej siłę mocy prawdziwej miłości.

Doskonały wakacyjny romans z problemami, zwolennicy gatunku nie powinni być zawiedzeni.


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Zysk i S-ka.

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Katie McGarry "Przekroczyć granice"

Miłość często rodzi się w trudnych okolicznościach, uczucie musi walczyć z licznymi przeszkodami, które mnożą się w iście zawrotnym tempie. A jeśli jeszcze zakochani mają za sobą dramatyczne wydarzenia i nic w ich życiu nie jest… normalne, wiadomo, że czytelnicy będą mieć niezłą huśtawkę emocjonalną. Tak właśnie było podczas lektury książki autorstwa Katie McGarry, zatytułowanej „Przekroczyć granice”.

Główna bohaterka to licealistka, Echo Emerson, która wraca do szkoły po traumatycznych wydarzeniach, które na zawsze zmieniły jej życie. Po liceum krążą o niej nieprawdopodobne plotki, wiadomo jedynie, że z niezwykle popularnej dziewczyny stała się odludkiem, noszącym koszule z długimi rękawami i nie ściągającym rękawiczek. Co ukrywa dziewczyna? Czy uda się jej na powrót wrócić na szkolny panteon?
Noah Hutchins reprezentuje wszystko to, co kojarzy się nam z określeniem „zły chłopak”. Pomieszkuje w kolejnej rodzinie zastępczej, ma zakaz kontaktowania się z młodszymi braćmi, gdyż zaatakował ostatniego opiekuna, u którego przebywał. Pali trawkę, opuszcza zajęcia i zapomniał już, że kilka lat temu był gwiazdą licealnej koszykówki, miał normalną rodzinę i normalne życie. Teraz… nie ma w nim nic… normalnego. 
Echo i Noah trafiają do tej samej psycholog szkolnej, a wkrótce okazuje się, że Echo będzie udzielać korepetycji pewnemu bardzo zdolnemu, ale niesubordynowanemu chłopakowi. Oczywiście, jest nim Noah.

Od tego momentu zaczyna się wspólna droga bohaterów, którzy za wszelką cenę starają się odzyskać dawne życie. Echo zaczyna spotykać się z dawnym chłopakiem, Lukiem, co ma jej zagwarantować powrót do „towarzystwa”. Noah powściąga przepełniający go gniew, przestaje korzystać z używek, uczy się i stara się odzyskać braci. Jednocześnie oboje zdają sobie sprawę, że ciężko jest im żyć w normalnym świecie, bo sami już dawno przestali tacy być. To zbliża ich jeszcze bardziej. Miłość, która rodzi się pomiędzy tą dwójką, nie będzie usłana różami, nie będzie prosta i nie będzie… normalna. Zwłaszcza, że Noah nosi w sobie sekret dotyczący śmierci rodziców, a Echo wciąż nie może sobie przypomnieć wydarzeń, które sprawiły, że ma liczne blizny i nie może spać w nocy. Wie tylko, że była tam jej matka, która ma teraz zakaz zbliżania się do córki.


„Przekroczyć granice” to powieść z gatunku New Adult, mówiąca właśnie o przekraczaniu granic w życiu ludzi, którzy przeżyli swoje osobiste traumy. To także piękna opowieść o miłości, zaufaniu i próbie stworzenia siebie na nowo. Niejednokrotnie denerwująca, często wzruszająca historia, która na pewno spodoba się wszystkim wielbicielom gatunku NA, a przede wszystkim tym, którzy wierzą w uzdrawiającą siłę prawdziwej miłości. Polecam.


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Muza SA.

wtorek, 14 czerwca 2016

Marta Guzowska "Chciwość"

Najnowsza powieść Marty Guzowskiej, otwierająca cykl z nową bohaterką, archeologiem i jednocześnie wytrawną złodziejką dzieł sztuki, to prawdziwa uczta dla koneserów szybkiej akcji, skomplikowanej intrygi i pięknych „okoliczności przyrody”. 

Doktor Simona Brenner pracuje na wykopaliskach w Troi, a jednocześnie przygotowuje się do skoku, po którym będzie mogła pozwolić sobie na kolejne luksusowe zakupy. Otóż jeden z kolekcjonerów, operujący niewyobrażalną gotówką, zażyczył sobie diadem Heleny Trojańskiej. Simona, jako jedyna na świecie, jest w stanie odróżnić oryginał od kopii, która nawiasem mówiąc, znajduje się w moskiewskim muzeum i po wielu przygotowaniach, zaczyna wdrażać swój plan w życie. Ale gdy w najbliższym otoczeniu pojawia się jej były kochanek, Ivan, tym razem w towarzystwie kolejnej studentki, kobieta siłą powstrzymuje się od uczynienia mu poważnej krzywdy. Jednak już wkrótce Ivan zostaje uprowadzony, a do Simony trafia pudełko z makabryczną zawartością. A to dopiero początek dramatycznych wydarzeń, w których główną rolę obejmie właśnie doktor Brenner. Troja, Grecja, wybuchy, pożary, porywacze, chciwi ludzie, którzy nie cofną się przed niczym. Ivan, który także ma swój plan, Andreas, który zawsze jest przy Simonie, bo chyba czuje do niej coś więcej, nic tylko zawodową ciekawość, tajemnicze pudełka z zagrożeniem, które może nadal stanowić poważne niebezpieczeństwo, no i on. Diadem pięknej Heleny. A to wszystko podane w iście zawrotnym tempie, w którym pokonujemy z bohaterką kolejne przeszkody, wędrujemy po basenie Morza Śródziemnego, niczym Indiana Jones unikamy nawet najbardziej niebezpiecznych pułapek.

Ale to nie tylko sensacyjno-przygodowa powieść z solidnie skonstruowaną intrygą kryminalną. Marta Guzowska jest doktorem archeologii, jej opowieść jest mocno osadzona w realiach pracy archeologów, niezwykle rzetelnie i prawdziwie pokazuje świat ludzi szukających śladów przeszłości, a także funduje czytelnikowi ciekawą lekcję historii.

Byłam na spotkaniu z autorką, podczas Międzynarodowego Festiwalu Kryminału we Wrocławiu i już wiem, że to dopiero pierwszy tom przygód wybitnej doktor archeologii. Co oczywiście jest bardzo dobrą wiadomością, a dlaczego, to dowiecie się, gdy przeczytacie ostatnią stronę tej fantastycznej książki. Polecam!


czwartek, 26 maja 2016

Sandra Brown "Deadline"

Kolejna powieść Sandry Brown za mną. Sensacja z wątkiem romansowym, obfitująca w akcje mrożące krew w żyłach i zaskakujące fabularne zwroty. To można znaleźć w najnowszej powieści pani Brown, zatytułowanej „Deadline”.

Przystojny i gnębiony koszmarami przeszłości dziennikarz Dawson Scott po powrocie z Afganistanu jedzie do Savannah, gdzie trwa proces o morderstwo niejakiego Jeremy’ego Wessona. Wśród świadków jest jego była żona, Amelia. Jednak pobudki Dawsona nie są podyktowane powinnością dziennikarską - za jego pobytem w tym miejscu stoi coś o wiele więcej. Poza tym Dawson i jego ojciec chrzestny, agent FBI-Headly, przypuszczają że śmierć Wessona wcale nie jest taka oczywista i pewna, a on sam może być synem wielokrotnego mordercy i terrorysty, od lat poszukiwanego przez FBI, niejakiego Carla Wingerta.
Dawson prowadzi swoje osobiste śledztwo, obserwuje Amelię i stara się za wszelką cenę nie zasypiać, bo wówczas koszmary atakują go ze zdwojoną siłą. Jednocześnie walczy z fascynacją, jaką zaczyna czuć do tej samotnej kobiety z dwójką dzieci, obarczonej dramatyczną historią własnego nieudanego małżeństwa. Pomiędzy dziennikarzem, a jego głównym tematem, jeśli można to tak nazwać, rodzi się coś, na co nie ma miejsca w tym świecie, w którym na siebie trafili. Lecz to dopiero początek. Bo przeszłość upomina się zarówno o Dawsona, jak i o Amelię.
Sandra Brown po raz kolejny mnie nie zawiodła. Zafundowała wciągającą i pasjonującą historię pełną akcji, emocji, tajemnic i zaskakujących cliffhangerów.

Uwielbiam być zaskakiwana, a nieprzewidywalność zdarzeń, jaką funduje mi autor w powieści, to coś, co niezwykle cenię i darzę wielką atencją. Nie inaczej było w tej powieści, gdy myślałam, że wiem już wszystko, nagle-bach!, i oto zostaję z szeroko otwartymi ze zdziwienia oczami.

Polecam, wyśmienita rozrywka dla wielbicieli solidnie skonstruowanych intryg kryminalno-sensacyjno-romantycznych.



czwartek, 19 maja 2016

Colleen Hoover "Maybe someday"

Może kiedyś będą razem. Może kiedyś Sydney będzie szczęśliwa. Może kiedyś Ridge zrozumie, że są różne rodzaje miłości, ale taka jedyna, prawdziwa jest właśnie teraz. Może kiedyś…
Colleen Hoover to niezaprzeczalnie pisarka, która potrafi poruszyć u człowieka, nawet najtwardszego, bardzo delikatne struny. Przeczytałam do tej pory jej dwie książki, teraz skończyłam trzecią, zatytułowaną „Maybe Someday”.

Bohaterką powieści jest dwudziestodwuletnia Sydney, która staje na zakręcie życiowym. Jej chłopak okazuje się niewiernym dupkiem, jej przyjaciółka-wredną… wiadomo, rodzice nie akceptują jej studiów muzycznych, uważając, że powinna zostać prawnikiem, tak jak ojciec. W ciągu kilku godzin dziewczyna zostaje bez mieszkania, partnera, może wracać do domu, albo… Pojawia się Ridge, którego od miesięcy obserwowała ze swojego balkonu. Ridge jest muzykiem, komponuje, a w dodatku wyciąga do zrozpaczonej dziewczyny pomocną dłoń. 
Sydney wprowadza się do mieszkania chłopaka, gdzie zamieszkują jeszcze: jego przyjaciel, Warren, który nie potrafi utrzymać języka za zębami, oraz Bridgette, kelnerka z Hooters, która nie pała do nikogo sympatią. Pozornie.

Sydney jest zafascynowana Ridgem, tylko peszy ją trochę jego uważny, niemal taksujący wzrok. A potem… okazuje się, że mogę porozumiewać się tylko za pomocą komórek lub messengera, gdyż chłopak jest… głuchy. Sydney nie rozumie, jak zatem może komponować? Wkrótce poznaje więcej tajemnic skrytego muzyka, sama zaczyna z nim współpracować i pisać teksty do komponowanych przez niego piosenek. Okazuje się, że Ridge tworzy je dla swojego brata, a wszyscy tworzą znany zespół Sounds of Cedar. Potem okazuje się jeszcze, że Ridge ma dziewczynę, tą samą od niemal pięciu lat i w życiu jej nie zostawi. I dlatego, że ją kocha, a także dlatego, że Maggie… No właśnie. Kolejna tajemnica, która ma wpływ na życie bohaterów.

Problemy mnożą się na zmianę z kolejnymi dramatycznymi sekretami z przeszłości Ridge’a, a jednocześnie rośnie napięcie pomiędzy muzykiem, a jego tekściarką. Oboje wiedzą, że to nie w porządku, nie robią nic złego, a jednocześnie uświadamiają sobie, że to jest złe, te spojrzenia, marzenia, pragnienie widziane w oczach. Lecz Ridge wciąż i wciąż czuje się odpowiedzialny za Maggie, a jednocześnie ciągle ją kocha. Ale… to co czuje do Sydney zaskakuje go i sprawia, że zaczyna siebie nienawidzić.

Jak skończy się ta dramatyczna historia? Na pewno będziecie musieli uzbroić się w cierpliwość, może nawet w chusteczki. Niewątpliwą gratką są teksty piosenek, pisanych przez bohaterów, znajdują się one w książce, a jeślibyście chcieli ich posłuchać, wystarczy wejść na stronę www.maybesomedaysoundtrack.com i tam znajduje się playlista do książki, nagrana specjalnie w tym celu przez Griffina Petersona, muzyka, uczestnika 12. edycji American Idol i modela, który znalazł się na amerykańskim wydaniu książki Hoover „Losing Hope”.


Książkę polecam wszystkim tym, którzy kochają piękne opowieści o trudnej miłości, tajemnice z przeszłości, ciężkie przeżycia z dzieciństwa, które rzutują na obecne życie bohaterów. Powieść wzrusza, wciąga od pierwszych stron i jeśli znacie inne książki tej autorki, na pewno nie będziecie i tym razem zawiedzeni.


środa, 18 maja 2016

Katie Alender "Od złej do przeklętej"

Dzisiaj trochę coś z cyklu Young Adult, ale za to z nutą krwiożerczych scen rodem z opowieści o złych duchach, demonach i nawiedzonych ludziach. W pierwszej części to młodsza siostra Alexis - Kasey padła ofiarą… nawiedzenia, jeśli można to tak nazwać. W tym tomie to Alexis zmagać się będzie z cichym głosem w jej głowie nakazującym, na przykład, zabicie rodziców.
Oczywiście mowa o kolejnej odsłonie serii Katie Alender Złe dziewczyny nie umierają, zatytułowanej „Od złej do przeklętej”.

Niby wszystko jest dobrze, Kasey wraca ze szpitala psychiatrycznego, zaczyna chodzić do liceum Alexis, nowy dom, bo stary spalił się wraz z zamieszkującym go złym duchem. Stara szkoła i starzy znajomi. A zwłaszcza koleżanki, które do tej pory nie zauważały stroniącej od ludzi Kasey. Alexis to widzi, jej chłopak Carter także. Ale nagle, oto młodsza siostra zaczyna spotykać się z dziewczynami, które wcześniej traktowały ją jak powietrze (w najlepszym razie). Pod ich wpływem zmienia się, zaczyna dbać o siebie, coraz lepiej idzie jej nauka. Co dziwniejsze do ich grupy przystępuje Lydia, była koleżanka Alexis, niegdyś gotka z tak zwanego „Szwadronu śmierci”, czyli zespołu odludków i szkolnych dziwaków. Lydia także zmienia się nie do poznania. Alexis postanawia zbadać sprawę i także przystępuje do tej zagadkowej grupy dziewczyn. Okazuje się, że jest pewna… książka. Gdy Lexi składa, wraz z innymi dziewczynami przyrzeczenie, trzymając dłoń na starym woluminie, wszystko się zmienia. Zaczyna dbać o siebie, nauka nie przynosi kłopotów, pojawia się szansa na zrobienie ogromnej kariery w branży fotograficznej. Carter mówi i robi to, co ona sobie tylko pomyśli. A właściwie to, co podpowiada jej cichy głos… Aralta. Mieszkańca księgi.

To co miało być śledztwem dla Alexis, staje się sensem życia i w tym przypadku to Kasey będzie tą, która uratuje siostrę. Jednak co z pozostałymi członkiniami klubu „Promyczek”? Co z Carterem, który po przebudzeniu nie umie pogodzić się z tym, że jego dziewczyna nie zwróciła się do niego o pomoc. Co wreszcie z Araltem, czy da się pokonać coś, czego nie można ogarnąć rozumem i zdroworozsądkowym pojmowaniem?
Końcówka pokazuje, że to jeszcze nie koniec i kolejne mrożące krew w żyłach przygody Alexis i Kasey jeszcze przed nami.

„Od złej do przeklętej” może nie nie tak straszny jak tom pierwszy, ale wciąż czyta się z nieustającą ciekawością i pewną nerwowością, bo nigdy nie wiadomo co czai się w ciemnym kącie pokoju.

Polecam, bardzo fajna seria, zwłaszcza dla nastoletnich czytelników.


Za książkę dziękuję wydawnictwu Feeria Young.