czwartek, 13 października 2011

Konkursowo na blogu Sil

Zapraszam na blog Sil, gdzie można wygrać książkę ufundowaną przez wydawnictwo Mira.
Czyli... konkursowo z Mirą, odsłona 7 !!!

szczegóły TUTAJ



wtorek, 11 października 2011

Katarzyna Lewcun "Wyznania pizzonosza"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Skrzat.


Czy macie czasami ochotę poczytać coś lekkiego, luźniejszego, swobodniejszego? O ludzkich problemach, przeżyciach, ale przedstawionych w sposób żartobliwy, z przymrużeniem oka, z humorem i swego rodzaju optymizmem? Jeśli tak to zachęcam do sięgnięcia po króciutką książkę Katarzyny Lewcun, zatytułowaną „Wyznania pizzonosza”.


Jest to zabawna i nieco przewrotna opowieść o młodym chłopaku, Mateuszu, który po ukończeniu szkoły średniej podejmuje pracę jako dostawca pizzy.  Robi to na przekór swoim rodzicom, którzy spodziewają się, że ich syn pójdzie na studia i podejmie jakieś wiążące decyzje odnośnie swojej przyszłości. Tak jak zrobiła to jego starsza siostra. Jednakże Mat ma inne zamiary, podoba mu się jego praca, wyprowadza się z domu i jest zadowolony z tego co ma. Cały czas rozpamiętuje związek z ukochaną Kasią, ale wokół niego ciągle kręcą się kobiety, bo chłopak jest bardzo atrakcyjny, pewny siebie i ujmujący. Historia pizzonosza przedstawiona jest z perspektywy głównego bohatera, który pisze swoisty pamiętnik. Opowiada w nim nie tylko o swoich osobistych doświadczeniach, przeżyciach, pragnieniach, ale także jest to swego rodzaju dziennik obserwacji ludzkich zachowań, których bohater jest świadkiem podczas dostarczania pizzy. A spotykamy tu bardzo ciekawe postaci. Jednakże główny nacisk położony jest na miłosne i egzystencjonalne rozterki Mateusza: kogo naprawdę kocha i co ma robić dalej ze swoim życiem.

Książka stanowi relaksującą lekturę na leniwe deszczowe popołudnie, zawiera wiele żartobliwych scen i cytaty z wielu znanych przebojów, które stanowią doskonałe uzupełnienie dialogów i przemyśleń bohaterów. Miła i niezobowiązująca lektura z równie miłym, acz nieco zwariowanym niekiedy bohaterem. Dla złapania oddechu-idealna.

„Po takim wstępie zapewne pomyśleliście sobie, że będę wyłącznie narratorem tej opowieści. Ja – wieczny podglądacz. Że opowiem wam o czyichś problemach małżeńskich, albo że przypadkowo stałem się świadkiem morderstwa. No i błąd! Główną postacią tej książki będę ja – bo szczerze mówiąc, jestem najbardziej interesującą osobą jaką znam (oj, nie krzywcie się, tylko żartowałem… ale nadaję się na bohatera powieści, prawda?).


Książka ta jest pozycją z serii Wydawnictwa Skrzat, zatytułowaną „Smak dorosłości”. Jak podaje Wydawca ta seria to:

Seria książek o losach współczesnych młodych Polaków, którzy zaczynają samodzielne życie tu i teraz. Nie chcą wyjeżdżać z kraju i uparcie pokonują problemy codzienności. To portret nowej generacji ludzi – otwartych, samodzielnych, nastawionych nie tylko na posiadanie, ale również na istnienie i realizowanie swoich pasji, albo po prostu na spokojne, wygodne życie, na które chcą zapracować sami. Ich historie są momentami gorzkie, ale też pełne humoru i lekkie, bo ostatecznie każdy z bohaterów może powiedzieć „Kocham cię, życie”, mimo wszystko…

poniedziałek, 10 października 2011

Katowickie Targi Książki - do zobaczenia:)

Dostałam przemiłe zaproszenie na Katowickie Targi Książki, które odbędą się w dniach 20-23 października.

Będę tam gościć w piątek, 21 października, już od godziny 15-tej.
W tym właśnie czasie spotkacie mnie na stoisku portalu Granice.pl
A o 15.30 pojawię się w kąciku "Kawa z pisarzem", gdzie z chęcią odpowiem na wszystkie pytania zainteresowanych moją twórczością Czytelników.

Najpierw proponowano mi termin niedzielny, ale w tym czasie wyjeżdżam do Warszawy, tak więc myślałam, że nie uda mi się przybyć na te targi:(
Ale dzisiaj otrzymałam telefon i okazało się, że jest możliwość spotkania właśnie w piątek, 21.10. Tak więc z wielką przyjemnością przybędę do Katowic i spotkam się z Czytelnikami.

ZAPRASZAM i DO ZOBACZENIA:)))


Alessandro D'Avenia "Biała jak mleko czerwona jak krew".

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak.





„Miłość istnieje nie po to, by dać nam szczęście, ale po to, byśmy mogli sprawdzić, jak silna jest nasza odporność na ból.”

To słowa jednego z bohaterów książki włoskiego pisarza Alessandro D’Avenia, zatytułowanej „Biała jak mleko czerwona jak krew”. Jest to opowieść o nastoletniej miłości, ale nie takiej dziecinnej, naiwnej, pełnej radosnych momentów i banalnych problemów. Szesnastoletni Leo, uczeń trzeciej klasy liceum, zapalony piłkarz jest chłopakiem, który na pierwszy rzut oka może uchodzić za pewnego siebie zarozumialca. Postrzegany jest jako dusza towarzystwa, zawsze pierwszy, aby rzucić nauczycielowi ciętą ripostę. Ale w głębi duszy to zagubiony nastolatek, który wciąż szuka swojego marzenia i celu w życiu. Niko, to jego przyjaciel, z którym gra w piłkarskiej drużynie „Piratów”. Niko ma sprecyzowane plany na przyszłość i jasno wytyczony cel, co chce w życiu robić. Silvia, przyjaciółka i powierniczka Leo, jest zawsze przy nim. Lecz czasami boli ją to, że Leo jest taki krótkowzroczny i nie dostrzega tego, co ma tuż obok siebie.

Młodzież. Pełna marzeń, ale i wątpliwości. Mnożących się pytań i nie zawsze prawidłowych rozwiązań.  Autor świetnie pokazuje rozterki młodych ludzi, ich poszukiwanie siebie, odnajdywanie odpowiedzi na piętrzące się pytania. Ale gdzie ta zapowiadana miłość? Jest. Silna, druzgocąca i bolesna. Leo kocha się w Beatrice, uczennicy tego samego liceum. Marzy o niej, wyobraża sobie wspólną przyszłość, kocha się w jej rudych włosach i zielonych oczach. Jest jego muzą, boginią, marzeniem silnie związanym z przyszłością. W niej upatruje wszystko to, co ma związek z jego planami na dalsze życie. A co, jeśli okrutny los zadecyduje inaczej? Jeśli ciągle będzie stawiał przed Leo przeszkody, które uniemożliwią mu nazwanie i wypowiedzenie na głos uczuć, jakie go przepełniają? Jeśli los będzie chciał inaczej skierować drogę, którą kroczy Beatrice? Zapewniam, że znajdziecie w tej powieści odpowiedzi na powyższe pytania.  I na wiele innych. Czy warto kochać? Czy warto wierzyć w drugiego człowieka? Jak bardzo jesteśmy w stanie poświęcić się dla ukochanej osoby? Czy wobec tragedii i okrutnego kaprysu losu młoda osoba jest w stanie przejść błyskawiczny kurs dojrzałości i podejmować decyzje godne dorosłego odpowiedzialnego człowieka?

Gwarantuję, że po tej lekturze mnóstwo pytań będzie się kołatać w waszych czytelniczych głowach. Nie wiem nawet jak mam określić tę książkę? Dramat? Romans? Książka psychologiczna? Chyba wszystkiego po trochu odnajdziemy w historii Leo, Beatrice i Silvii. Powieść wzrusza i pobudza wszystkie czułe struny jakie wrażliwy człowiek ma w sercu. Napisana jest wciągającym językiem, jednocześnie prostym i pełnym metafor i jak na nastoletniego narratora, bardzo dojrzałym. Książkę tę przeczytałam praktycznie w jedno niedzielne popołudnie. Pomimo że jej konstrukcja zbliżona jest do monologu z nielicznymi dialogami, to przedstawiona historia jest tak wciągająca, że nie sposób się od niej oderwać.

„Biała jak mleko czerwona jak krew” to na pewno powieść dla młodych osób, które powinny zobaczyć jak ulotne jest życie i jak czasami warto się nad nim pochylić i wykorzystać każdą sekundę, jaka jest nam dana. Ale polecam ją wszystkim, proza przepełniona wrażliwością, pytaniami o sens życia i poszukiwaniem na nie odpowiedzi, to chyba tematyka, która raczej nie powinna być nam obca. Zachęcam.

niedziela, 9 października 2011

Mari Jungstedt "Słodkie lato"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości serwisu Zbrodnia w Bibliotece.


Od pierwszych stron wiesz, że intryga będzie miała wiele wątków. Że niejednokrotnie wejdziesz na mylny trop. Że historia ma swój początek nie tutaj i teraz, ale to coś w przeszłości naznaczyło tor obecnych wydarzeń. Że bohaterowie będą mieli swoje tajemnice, których nigdy nie chcieliby ujawnić. I wreszcie... że zło wraca a za wyrządzone krzywdy przyjdzie kiedyś zapłacić.

Takie odczucia, a raczej przeczucia, mogą ogarnąć was podczas lektury kryminalnej serii napisanej przez Mari Jungstedt. "Słodkie lato" to szósta książka z cyklu o śledztwach prowadzonych przez inspektora Andersa Knutasa i jego zespół. Akcja dzieje się jak zawsze na Gotlandii, a główni bohaterowie, czyli Anders, Karin, Johan, Emma, oprócz powinności zawodowych muszą radzić sobie także z własnymi problemami i życiowymi zawirowaniami.

W tej odsłonie Karin, pod nieobecność swojego szefa,, który przebywa na rodzinnym urlopie, rozpoczyna śledztwo w sprawie zagadkowej śmierci właściciela firmy budowlanej. Peter Bovide, bo to o nim mowa, zostaje znaleziony martwy w wodzie, niedaleko brzegu, a rodzaj odniesionych ran wskazuje na okrutne morderstwo, a raczej egzekucję. Trop prowadzi do jego firmy, w której zatrudniał pracowników z innych państw, między innymi i z Polski i oczywiście pracowali oni "na czarno". Peter miał problem z wypłacalnością i tutaj policja upatruje powodów zabójstwa. Czy słusznie? Inspektor Knutas przerywa urlop i wraca do zespołu, ponieważ jest coś w tym zabójstwie, co budzi jego wątpliwości. Potem pojawia się kolejna ofiara i grupa śledcza już wie, że rozwiązanie wcale nie jest takie proste. Co odkryją? Co łączyło obie ofiary morderstwa? Co wydarzyło się latem 1985 roku? Pytania, wątki, szczątkowe tropy rzucane na zachętę czytelnikowi, sprawiają że książkę czyta się wyśmienicie, w rekordowym tempie pokonując kolejne strony, aby jak najszybciej odkryć prawdę i przekonać się, czy osobiste śledztwo prowadzone w głowie, szło właściwym szlakiem.

Mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że i tym razem Mari Jungstedt mnie nie zawiodła. I to nie dlatego, że niejako przyzwyczaiłam się do jej prozy, do konstrukcji jej historii, czy do głównych bohaterów. To na pewno też ma wpływ na moje osobiste przywiązanie do tego cyklu, ale nie znaczący. I w tej historii autorka pokazała swój kryminalny kunszt tworzenia historii składnych, intrygujących i trzymających w napięciu. Dlatego też zachęcam wszystkim do sięgnięcia po całą serię, którą najlepiej czytać w kolejności ukazywania się poszczególnych książek. Wprawdzie w każdej odsłonie bohaterowie prowadzą odrębne śledztwo, ale ich osobiste losy tworzą pewien ciąg, który warto śledzić na bieżąco.

Zachęcam i polecam, dla "kryminalniaków" nie lada gratka.


piątek, 7 października 2011

Urodzinowo...

Moja Madzia kończy dzisiaj 10 lat. Dokładnie o 20:55.
Magdalena Agnieszka...
Moja mała żaba:*
Kocham Cię!
A tu Magda ze swoim prezentem urodzinowym, czyli koncertowo...
Play Guitar Hero!


50 000 zbliża się :)

Powoli zbliżam się do magicznej cyfry odwiedzin mojego bloga
50 000
Dlatego przymierzam się do kolejnego konkursu odwiedzalności:)
Nie wiem jeszcze co będzie nagrodą, ale w związku z nadchodzącą premierą mojej najnowszej książki... domyślcie się sami:D:D:D

Zatem...
Obserwujcie bloga, gdy będę już blisko tej magicznej cyfry, wrzucę Konkurs odwiedzalnością dyktowany :)

czwartek, 6 października 2011

Zbigniew Białas "Korzeniec"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa MG.



„Dwudziestego dziewiątego czerwca 1913 roku o godzinie szóstej rano na nasypie kolejowym w centrum Sosnowca znaleziono ciało pozbawione głowy i na podstawie dokumentów, które znajdowały się wciąż w wewnętrznej kieszeni marynarki, ustalono natychmiast,  że zwłoki należą do Alojzego Korzeńca, syna Józefa, urodzonego we wsi Tuczna Baba, właściciela firmy kafel karskiej”.

Można powiedzieć, że od tego wszystko się zaczęło. Przynajmniej główny wątek książki Zbigniewa Białasa, zatytułowanej „Korzeniec”. Ale tak naprawdę historia ta sięga wiele lat wstecz, rozpościera swoje macki przeszłości na wiele osób, na wiele rodzin, obejmując szereg wydarzeń historycznych, społecznych i politycznych. Poznajemy mnóstwo ciekawych postaci, które żyjąc na granicy trzech cesarstw muszą radzić sobie w tym niepewnym trochę politycznie świecie. Gdy na nasypie kolejowym zostaje odnalezione ciało wyżej wymienionego Korzeńca, historia startuje z kryminalnym akcentem. Ale nie jest to stricte kryminał. Oczywiście jest dziennikarskie śledztwo, prowadzone przez redaktora „Iskry” Waleriana Monsiorskiego, który nawiasem mówiąc czuje niebezpieczny pociąg do wdowy po ofierze, pani Jadwigi. Ta ostatnia jest także niezwykle ciekawą postacią, niespełniona żona, której brakuje w życiu zwykłej czułości i pożądania, realizuje się nieco na innym polu. Jako Klandestyn Bizukont pisze romantyczne opowiadania, które drukowane są właśnie w „Iskrze”.  O jej podwójnej tożsamości wie oczywiście Walerian, który trzyma tę wiedzę w ścisłej tajemnicy. W powieści pojawia się cały kalejdoskop postaci, z których każda ma swoją tajemnicę, swoją przeszłość, swoją historię. A to wszystko umiejscowione w swoistym tyglu kulturowym, gdzie mieszają się nacje Polaków, Niemców, Rosjan i Żydów. Zależności polityczne, kulturowe, społeczne przeplatają się w życiu bohaterów, ukazując jak niepewne i nawet niebezpiecznie było wówczas ich bytowanie w takim a nie innym miejscu. A cała akcja rozgrywa się w przededniu wybuchu I wojny światowej, tuż przed zamachem na arcyksięcia Sarajewa-Ferdynanda.

Jak czyta się „Korzeńca”? Na pewno bardzo uważnie. W skupieniu. Gro postaci, ich historie, obrazy z życia, sprawiają że niekiedy można się pogubić w gąszczu wątków i reminiscencji. Jednakże każda opowieść ma swój urok i na pewno przybliża rys poszczególnej postaci występującej w tej książce. „Korzeniec” to także swoisty tygiel gatunkowy, bo oprócz wątku kryminalnego znajdziemy tu także wątek sensacyjny, historyczny, uczuciowy i satyryczny. Książka ta niejednokrotnie wywoływała u mnie śmiech, gdyż pełno w niej zabawnych dialogów bądź humorystycznego opisu poszczególnych bohaterów.

Na pewno to ambitna lektura, fascynująca dla mieszkańców Śląska, którzy mogą śledzić wydarzenia sprzed lat i odnajdywać ich ślady w czasach obecnych. Poza tym to doskonały dokument historyczny, dzięki któremu możemy dowiedzieć się o sytuacji tego regionu i ludzi tam mieszkających na początku ubiegłego wieku. Polecam czytelnikowi, który oprócz rozrywki oczekuje od literatury czegoś więcej.

„(…) Bo jak nie… - Szpigiel pogroził mi na pół żartobliwie - … to felczer będzie musiał palec odjąć.
- Co znaczy odjąć? – zaniepokoił się redaktor Monsiorski.
- Amputować. Uciąć.
- O mój Boże.
- A tak na wszelki wypadek, gdyby nie pomogło, gdyby pan potrzebował felczera, to polecam Szwajcera z Modrzejowskiej. Zna go pan?
- Nie znam. Z felczerów znam tylko Warszawskiego, bo on jest też przy okazji dziennikarzem.
- Warszawskiego bym nie polecał. – Mrugnął okiem aptekarz. – On jest podobno sympatykiem socjal-syjonizmu. Mógłby panu za niektóre artykuły w „Iskrze” odciąć całą stopę.
Szpigiel zarechotał, jakby opowiedział przedni dowcip.
Wieczorem redaktor Monsiorski zaczął sobie zadawać tortury – w nadziei uniknięcia gorszych. Krzyczał, rytmicznie wsadzając nogę do miednicy:
- Wsadzić! Wyjąć! Wsadzić! Wyjąć! Auuuu. Wsadzić! Wyjąć! Wsadzić! Ein! Zwei! Auuuu!”.

wtorek, 4 października 2011

Konkursowo z wydawnictwem Mira u Sil

Zapraszam na blog Sil, gdzie ma miejsce kolejna odsłona konkursu z wydawnictwem Mira


KONKURSOWO Z MIRĄ U SIL-kliknij:)

 

"Jaśnie panicz" - zapowiedź Wydawnictwa MG

Joanna Siedlecka jest jedną z najciekawszych biografek polskich. A jej „Jaśnie Panicz. O Witoldzie Gombrowiczu” to książka niezwykła.
Sama autorka pisze o niej tak:
Zdążyłam przed Panem Bogiem. Dosłownie w ostatniej chwili, pod koniec lat siedemdziesiątych zebrałam i spisałam relacje żyjących jeszcze wtedy osób, które znały Witolda Gombrowicza w różnych okresach jego życia, od kolebki po grób.
Rozpoczęłam swą wędrówkę od gombrowiczowskiego matecznika – Małoszyc, Bodzechowa, Wsoli, od wspomnień Władki Dulnej i Janka Popka, którzy bawili się z paniczem Itkiem, zakończyłam w Maison-Laffitte, rozmową z Jerzym Giedroyciem, która, ze względów cenzuralnych, nie weszła do pierwszego wydania książki.

Książka jest biografią tego niezwykłego pisarza. Autorka uchyla w niej słynną gombrowiczowską maskę, przedziera się przez pozy i miny, którymi się zasłaniał, odkrywa cnoty, do których nigdy się nie przyznawał: niezależność, bezkompromisowość, odwagę cywilną, wrażliwość pomimo pozorów chłodu i wyniosłości. Jest to wspaniały opis jednostki, ale i epoki.

Obecna edycja zdecydowanie różni się od poprzednich szatą graficzną - zawiera około 80 dużych, ilustrujących tekst, zdjęć.

Patronat nad wydaniem objęły: Rzeczpospolita, granice.pl oraz nakanapie.pl.

Jaśnie Panicz” ukaże się 6 października.




poniedziałek, 3 października 2011

Głosowanie na Literacki Blog Roku

Rozpoczęło się głosowanie na Literacki Blog Roku.

Jeśli podoba się Wam mój blog, poproszę o głos.

Głosować można TUTAJ


D Z I Ę K U J Ę :))))))))))))

Patroni konkursu:

niedziela, 2 października 2011

J.R.Ward "Droga przeznaczenia"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Videograf II.


Bractwo Czarnego Sztyletu - tajna organizacja mistrzów sztuk walki, której zadaniem jest obrona rasy wampirów przed Korporacją Reduktorów. Dzięki właściwemu doborowi genetycznemu członkowie Bractwa obdarzeni są potężnym ciałem i umysłem oraz niecodzienną zdolnością regeneracji. Bratcwo wyławia kandydatów na swoich członków, którzy zazwyczaj nie są rodzonymi braćmi. Agresywni, pewni siebie, a przy tym tajemniczy, trzymają się z dala od cywilów i nie utrzymują kontaktów z członkami pozostałych kast, o ile nie potrzebują się dokrwić. W świecie wampirów bracia cieszą się wielkim poważaniem. O ich wyczynach krążą legendy. Giną tylko od bardzo poważnych urazów, takich jak rany postrzałowe, cios w serce, itp.

"Droga przeznaczenia" J.R.Ward to dziewiąta odsłona przygód Ghroma i jego bractwa. Miałam przyjemność zapoznać się z wszystkimi częściami tej serii, a "Drogę przeznaczenia" otrzymałam do recenzji od wydawnictwa Videograf, za co oczywiście dziękuję. O czym jest ta książka? O walce dobra ze złem, gdzie wampiry należą do tych dobrych, a reduktorzy stanowią uosobienie wszelkiego zła. W tym tomie poznajemy dalsze losy bractwa, a w szczególności walkę Johna o odzyskanie porwanej w poprzedniej części Xhex, symphatkę, w której niemy John kocha się od dawna. "Droga przeznaczenia" nie daje jednak czytelnikowi odpowiedzi na wszystkie pytania, gdyż historia Johna i Xhex została podzielona i czekać teraz trzeba na tom dziesiąty, aby dowiedzieć się, jak potoczyły się ich losy. J.R.Ward stworzyła wielowątkową opowieść, w której w każdym tomie poznajemy dzieje jednego z braci i walkę nie tylko z odwiecznym wrogiem, ale także walkę o miłość. Każda odsłona ukazuje kolejnego wampira i jego drogę ku znalezieniu swojej Wybranki. Muszę przyznać, że wciągnęłam się w tę nadprzyrodzoną historię, może dlatego, że oprócz wątków miłosnych jest tutaj bardzo dobrze zarysowany główny temat cyklu, z dopracowanymi wszelkimi szczegółami. Książkę tę, tak jak i poprzednie, czyta się jak dobrą sensację i choć niektórzy nazywają tę serię romansem paranormalnym, ja zastosowałabym inną nazwę. Sensacja paranormalna z romansem w tle. Według mnie to byłoby idealne określenie na cykl autorstwa J.R.Ward. Uprzedzam także, że książka obfituje w dosyć drastyczne sceny, nie brakuje w niej także ostrego i wulgarnego języka, jakim posługują się postaci, a także znajdziemy w tekście bardzo sugestywnie opisane sceny seksu, pragnień, żądzy.

Poza tym warto zwrócić uwagę na coś innego. Prawie w każdej odsłonie pojawia się bohater, który ma, nazwijmy to, jakiś uszczerbek, wadę, przywarę, skłonność. Domyślam się, ża autorka chciała pokazać przez to, że wszyscy ludzie są równi i nawet takie maszyny do zabijania, jak umięśnieni wojownicy Bractwa mają swoje wady, grzeszki, ubytki. A mimo to są świetni w tym co robią i zasługują na sprawiedliwe traktowanie.

Polecam, szczególnie czytelnikom lubującym się w tego typu literaturze, lecz proponuję zacząć lekturę od tomu pierwszego, na pewno będzie wówczas łatwiej zrozumieć i śledzić losy bohaterów. A mi nie pozostaje nic innego, jak czekać na tom dziesiąty, który zakończy losy Johna Matthew i Xhex i rozpocznie kolejny wątek, bo taka jest zawsze struktura powieści J.R.Ward.

sobota, 1 października 2011

Nora Roberts "Rodzinne sekrety"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Mira.


Każda rodzina ma swoje sekrety. Małe lub duże tajemnice, chowane przez lata, przekazywane tylko członkom rodziny. Minione chwile, historie, które określają istnienie małej spokrewnionej społeczności. Jednakże czasami te sekrety mogą stanowić zagrożenie. I dla jednostki i dla ogółu. Wówczas... z takich rodzinnych sekretów rodzi się nowa historia. Nie zawsze miła i nie zawsze... bezpieczna.

W książce autorstwa Nory Roberts "Rodzinne sekrety" znajdujemy dwie historie o właśnie takich rodzinnych tajemnicach. Pierwsza z nich, zatytułowana "Partnerzy czy rywale", opowiada o dziennikarskim śledztwie dwójki rywalizujących redaktorów pewnej poczytnej gazety. Laurel Armand i Matt Bates nie przepadają za sobą, ale dostają wspólną sprawę do wyjaśnienia. Zagadkowa śmierć żony właściciela posiadłości Heritage Oak, której ciało zostało znalezione na bagnach, nie daje spokoju jej siostrze, Susan. Która nie wierzy w nieszczęśliwy wypadek. Zwraca się o pomoc do znanej gazety i tym samym Laurel i Matt otrzymują zlecenie zajęcia się tą sprawą od szefa, a jednocześnie ojca Laurel. Dwójka dziennikarzy rozpoczyna żmudne śledztwo, jednocześnie zauważając, że zaczyna się coś dziać pomiędzy nimi samymi. Ale czy na pewno Matt dopiero teraz dostrzegł Laurel? I czy dziewczyna będzie potrafiła zapomnieć o niezależności? I wreszcie, czy na pewno wypadek na bagnach w Heritage Oak był tylko wypadkiem? Aby się o tym przekonać, zachęcam do lektury tej opowieści.

Druga historia nosi tytuł "Sztuka mistyfikacji". Przedstawia losy młodego i cenionego malarza, Adama Haines'a, który trafia do posiadłości znanego malarza Philipa Fairchilda i jego córki Kirby. Pięknej dziewczyny, która także staje się uznaną artystką. Adam pojawia się tam na zaproszenie Philipa, często goszczącego u siebie młodych twórców. I od razu u czytającego rodzą się pytania: czy na pewno tylko dlatego mężczyzna pojawił się w posiadłości artystów? I czy ojciec i córka nie mają czegoś do ukrycia? Czy gra niedomówień się skończy i trójka ludzi pozna prawdę? Myślę, że po lekturze już wszystko będzie jasne.

Szczerze mówiąc spodziewałam się kolejnych romansów, z małym wątkiem kryminalnym. Ale zostałam mile zaskoczona. Gdyż wątek kryminalny jest bardzo intrygujący, zaskakujący i zgrabnie poprowadzony. A nawet denerwujący. Oczywiście jest też romans, jest wzajemne przyciąganie bohaterów, jest miłość i pożądanie. Ale proporcje przechylają się tutaj w stronę intrygi kryminalnej. Książkę czyta się świetnie, błyskawicznie, dynamika i akcja przeplata się z romantyzmem i uczuciami buzującymi na każdym kroku.

Cóż mogę dodać? To cała Nora Roberts, w pełnej krasie i w moim ulubionym wydaniu. Polecam, świetna lektura na jesienny słoneczny weekend.