niedziela, 6 lutego 2011

Podróże za jeden uśmiech i kilka zdjęć:)

Promocja mojej najnowszej książki "Zakręty losu" w pełni sezonu;)

Wczoraj wróciłam ze spotkania w łódzkim Empiku w Manufakturze. Prowadzący redaktor był świetnie przygotowany i naprawdę miło spędziłam ten czas, rozmawiając o mojej twórczości, o trendach we współczesnej literaturze, o trudnej drodze debiutanta i o nowinkach technologicznych, które być może ułatwią przyszłym debiutantom dotarcie do świadomości czytelników. Za to dział eventów łódzkiego salonu pozostawia wiele do życzenia i powinien udać się na przeszkolenie do katowickiego Empiku w Silesii, gdzie wszystko było wspaniale przygotowane i dograne. Ale cóż... zdarza się. Najważniejsze, że miałam okazję spotkać się z czytelnikami i naprawdę fajnie spędzić czas.

A co dalej?

25 lutego o godzinie 18 można będzie się ze mną spotkać we wrocławskim Empiku w Galerii Centrum.

4 marca wystąpię w programie na żywo w TVP Łódź, czyli w "Magazynie Kulturalnym", gdzie będę opowiadać o książkach, debiucie, marzeniach, akcji "Czytajmy Polskich Autorów", a także o planowanym panelu pisarek w lecie w Siedlach. Zapraszam łódzkich widzów w piątek, 4 marca, o godzinie 17. A później na pewno będzie można ten program obejrzeć w internecie.

W połowie marca być może pojawię się w Warszawie, w Empiku na Marszałkowskiej, ale jest to w fazie ustaleń, więc gdy poznam szczegóły, na pewno o tym napiszę:)

25 marca będzie można się spotkać ze mną w Poznaniu, w księgarni "Między Słowami", gdzie wraz z autorką książki "Uciec przed cieniem", Ewą Kopsik, weźmiemy udział w Miesiącu Kobiet i będziemy opowiadać o pisaniu, tworzeniu, o naszej twórczości i planach na przyszłość. Będzie to prawdopodobnie godzina 18, ale jeszcze dokładnie podam termin.

To na razie wszystko, co mam wstępnie ustalone, mam nadzieję że z niektórymi z Was uda mi się spotkać podczas tych wieczorków:)

A teraz kilka zdjęć ze spotkania w Łodzi:





czwartek, 3 lutego 2011

"Grizzly" Adam Zalewski

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa "Oficynka" :)

Czym jest zemsta? Poczciwa Wikipedia podaje, że:
Zemsta - odwet na osobie lub grupie za doznane wcześniej zło. Zemsta może przypominać sprawiedliwą karę za winy, ale jej motywem nie jest dobro społeczeństwa, lecz osobista żądza odegrania się na przeciwniku. Mściciel chce, aby jego ofiara cierpiała tak samo albo bardziej niż on i nigdy więcej nie mogła uczynić tego samego zła jemu, bądź bliskim mu osobom.
Czyli to po prostu pragnienie odebrania tego, co się utraciło, poprzez ukaranie winnych i wymierzenie im jedynej, sprawiedliwej kary. Kodeks Hammurabiego? Na pewno tak. Ale wyobraźmy sobie sytuację, że ktoś zabiera nam to co ukochaliśmy, co było naszą największą miłością, co stanowiło nasz sens życia. Czy po zduszeniu w sobie wszechogarniającego bólu i żałości, nasze pięści nie zacisną się w pragnieniu odwetu? Nasze myśli nie poszybują w kierunku sprawcy naszej tragedii i nie podsuną nam krwawych obrazów z winowajcą w roli głównej? Nikt z nas nie będzie tego wiedział, dopóki nie przeżyje takiej tragedii, jaką przeżył bohater najnowszej książki Adama Zalewskiego, zatytułowanej „Grizzly”.
Główny bohater, szeryf miasteczka Green Doll w Kentucky, Clinton Gerstaecker, znajduje w domu zmasakrowane ciało ukochanej żony, Cynthii. Wówczas ma wrażenie, jakby skończył się jego świat. Ale Gerstaecker jest człowiekiem, który nigdy nie pozostawia niedokończonych spraw. Wywodzi się z rodziny, w której honor, lojalność i wewnętrzna siła były wyznacznikami, jak postępować i którą drogą iść. I postanawia iść tylko w jednym kierunku. W kierunku dorwania winnych tej zagadkowej zbrodni i ukarania ich. Mogłoby się wydawać, że to wszystko. Zdeterminowany szeryf, pchany żądzą odwetu i krwawej zemsty przemierza kraj, tropiąc morderców, dążąc do wymierzenia bezlitosnej kary i uspokojenia zranionej duszy. Nic bardziej mylnego. Mniej więcej od połowy książki akcja zaczyna nabierać zaskakującego tempa i z opowieści o zemście i zadośćuczynieniu, robi się mrożąca krew w żyłach opowieść, granicząca z horrorem, jakiego nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić. Okrutne obrazy, opisane sugestywnie i można powiedzieć… malowniczo, wżynają się w umysł czytelnika, wzbudzając grozę, a nawet odrazę. Z drugiej strony autor pięknie opisuje zmieniającą się przyrodę i ten kontrast pomiędzy pięknem otaczającego nas świata, a złem, czającym się w człowieku, sprawia że przedstawione wydarzenia tym bardziej zapadają w nasze głowy.
Autor zadbał o szczegóły geograficzne, a także o realia życia na amerykańskiej farmie. Czytając, nie jesteśmy w stanie odczuć, że książkę napisał polski autor. Brudne tajemnice małych amerykańskich miasteczek, ich pozorny porządek, złudna czystość, to wszystko potęguje potworność przedstawionych wydarzeń.

Książka jest reklamowana jako kawał męskiej prozy. Jestem kobietą i „Grizzly” czytało mi się świetnie. Ale ostrzegam. Jeśli jesteście wrażliwcami, mało odpornymi na sugestywne opisy żywo działające na wyobraźnię, lepiej wypijcie meliskę przed lekturą. I mogę tylko dodać, że książka Zalewskiego to dobry thriller na samotną noc, kiedy drzewa za oknem rzucają tajemnicze cienie, a skrzypienie podłogi sygnalizuje, że zło może być już całkiem blisko.

czwartek, 27 stycznia 2011

Ludzie listy piszą i nie tylko:)))

W ostatnie dni, dosyć ciężkie dla mnie, ze względu i na pracę zawodową, w której projekt się rodzi za projektem i na moją trudną, pisarską drogę, w bólach tworzone rozdziały, taka chwila radości i wiary w ludzi była mi bardzo potrzebna.
Bo pani listonoszka przyniosła mi oto takie niespodzianki:

Od Rysi "Trzynastą opowieść', którą kiedyś czytałam i chciałam do niej wrócić i (chyba, żeby mnie dręczyć), małą książeczkę, reklamującą powieść Rysi, która niedługo wejdzie na rynek i zrobi pewnie trochę zamieszania. Czyli szczypta "Sosnowego dziedzictwa" na zachętę, a raczej na podrażnienie zmysłów:)

A jakby tego bylo mało, w drugiej przesyłce czekał na mnie prezent od Sabiny, która recenzowała moje książki i przysłała mi cudowną biedronkową zakładkę do książek i śliczny schowek na chusteczki:)

Dziękuję moje kochane!!!!!!
































środa, 26 stycznia 2011

takie tam... fragmenty...

-->posłuchaj

Mężczyzna zacisnął usta i patrzył na stojącą przed nim kobietę z tak wielką rozpaczą w oczach, że poczuła, iż ten ból, którym nim targa, przenika ją na wskroś.
- Kochałeś ją? Prawda? Kochasz ją nadal? To znaczy, że nie jesteś pozbawiony uczuć - powiedziała pewnym głosem.
- Ona... Ciągle siedzi tutaj. - Dotknął pięścią głowy. - Ciągle tam jest. Nie daje zapomnieć. A ja... nie chcę zapomnieć. Chcę pamiętać. Zawsze.
 
***
- Kocham cię... śliczna... tak bardzo cię kocham... - jego zachrypnięty głos przepełniony był rozpaczą.
- Ja ciebie też... Zabijasz mnie za każdym razem, gdy odwracasz się ode mnie, ale ja odradzam się, wzmocniona twoją miłością i czekam i trwam, bo wiem, że nie ma dla mnie innej drogi - szeptała, obejmując go ramionami i udami, ciągle czując go w sobie.
- Nie chciałem cię skrzywdzić, nigdy. Zabiłbym się za to... - jęknął, całując jej szyję.
- Nie zabijaj się. Bo wtedy... też już bym nie żyła...
 
***
Ostatni rzut oka na dom i na nią, stojącą w drzwiach. Uśmiech, mrugnięcie okiem, wzrok pełen otuchy i miłości, niezbyt skutecznie maskujący czającą się pod nimi rozpacz, ból i tęsknotę. I nagle biegnie do niej, ona nie wie co się dzieje, on łapie ją w pół i całuje mocno, głęboko, rozdzierająco, ich języki stykają się, dotykają, szaleją, jakby chciały zapamiętać ten najcudowniejszy smak na świecie. Smak miłości. Smak wierności. Smak szaleństwa i pożądania. On wychodzi, ale trzyma coś w ręku. I gdy wsiada do samochodu, ona już wie co to jest. Z kieszeni płaszcza wyciągnął jej granatową apaszkę, która teraz dumnie spoczywa na lusterku jego samochodu.
Tak...
To ich symbol.
Ich miłości, ich tęsknoty, ich pasji i namiętności.
A także...
Ich powrotu do siebie.
Czy...
Czy tym razem, też tak będzie?
 
***
 I na koniec... Szła do miejsca, które było nazywane „bezimiennym grobem”. Tam kładła znicz i długo stała i patrzyła. I zastanawiała się... Czy ma w sobie dość siły, żeby zapalić zapałkę i przytknąć ją do krótkiego knota? I za każdym razem, gdy już miała to zrobić... drżała jej ręka i zapałka spadała na ziemię, by zgasnąć z lekkim sykiem. Jak mogła zapalać znicz za jego duszę, skoro nie była w stanie przyjąć do wiadomości tego, że on... Skoro ciągle pamiętała jego dotyk, zapach, smak i słyszała jego głęboki głos, mówiący do niej „hej piękna...”.

niedziela, 23 stycznia 2011

Spotkanie autorskie Empik-Katowice, 22 stycznia 2011r.

Wczoraj odbyło się moje spotkanie autorskie, promujące książkę "Zakręty losu", aczkolwiek podczas rozmowy poruszaliśmy tematy dotyczące wszystkich moich książek. Było bardzo sympatycznie, przyszło sporo osób, salon Empiku w Silesii Center bardzo sprawnie przygotował oprawę wieczorku. Były plakaty, książki i świetna moderatorka spotkania Monika Badowska, która była naprawdę doskonale przygotowana i zgrabnie poprowadziła rozmowę. Sama byłam trochę zestresowana i policzyłam szybko, że było to moje czternaste spotkanie autorskie, ale za każdym razem denerwuję się tak samo i głos mi drży jak osika na wietrze. Ale to chyba dobrze... Bo każde spotkanie to dla mnie ogromne przeżycie i staram się nie zawieść moich cudownych czytelników.
Niespodzianką była wizyta pisarza Marcina Pilisa, którego "Łąka umarłych" zrobiła na mnie ogromne wrażenie i miałam niewątpliwą przyjemność pisać recenzję tej książki. Marcin okazał się być przesympatycznym człowiekiem i pod koniec spotkania "rozdaliśmy" sobie nawzajem dedykację wraz z autografem. To była naprawdę świetna chwila, uwieczniona przez grupkę osób uzbrojonych w aparaty fotograficzne. Wyglądało to przezabawnie, gdyż musieliśmy się zastanowić nad tym, co napisać w dedykacji, a błyskające flesze wcale tego nie ułatwiały.
Serdecznie dziękuję Kasi Pessel za zorganizowanie tego spotkania, Empikowi w Katowicach za zaproszenie, Monice Badowskiej za wspaniałe prowadzenie i wszystkim obecnym za przybycie.
Jestem bardzo bardzo szczęśliwa, że mogliśmy się spotkać:)
A poniżej dokumentacja fotograficzna:





























































































































































































środa, 19 stycznia 2011

Anna Pasikowska "Pałac z lusterkami"

Czy chcieliście kiedyś wsiąść do pociągu, najlepiej byle jakiego i jechać w oczekiwaniu na odmianę losu? Który do tej pory dawał wam nieźle w kość?
Bohaterka powieści „Pałac z lusterkami” może nie wsiadła do przypadkowego pociągu, ale właśnie tam odnalazła drogę ku szczęściu i ku normalności.
Honorata, bo tak ma na imię główna bohaterka książki Anny Pasikowskiej, po tragicznych przeżyciach postanawia opuścić Warszawę i wrócić do rodzinnego Szczecina. Towarzyszy jej pięcioletnia córeczka. Honorata sama wychowuje dziecko, gdyż jej mąż uznany został za zaginionego, od momentu ataku terrorystycznego na Nowy Jork w 2001 roku. Ironia losu sprawiła, że w tym dniu, kiedy miał miejsce atak, urodziła się ich córka. Dziecko nigdy nie poznało ojca. Tak więc mama i córka wsiadają do pociągu jadącego do Szczecina i od tej chwili ich życie zaczyna podlegać diametralnym zmianom. Siedzący naprzeciwko starszy pan widzi smutek malujący się na twarzy młodej kobiety, zauważa również łzy płynące po jej policzkach. Inicjuje rozmowę, kierowany niewytłumaczalnym współczuciem i chęcią niesienia pomocy. Od słowa do słowa dowiaduje się wiele o przeszłości młodej kobiety, która przeżyła więcej niż niejedna starsza od niej osoba. I może po wyjściu na szczeciński dworzec, każde z nich rozeszłoby się w swoją stronę, gdyby nie dobre serce starszego pana, który okazuje się być potomkiem arystokratycznego rodu i jednocześnie ojcem najsławniejszego polskiego tenisisty. I gdyby Honorata i jej córka miały gdzie pójść.
Kobieta przyjmuje propozycję i pracy i mieszkania od pana Wysocickiego i wnika w rodzinę o tradycyjnych korzeniach, wierząc że los się w końcu do niej uśmiechnął. Potem pojawia się syn państwa Wysocickich i nietrudno się domyśleć, że jest oczarowany młodą kobietą. Ale nie wszystko jest słodkie, łatwe i przyjemne. Młody przedstawiciel rodu ma żonę, Honorata jest wdową, ale czy na pewno? Różni ich wiele, co bohaterka na każdym kroku podkreśla. Na uwagę zasługują opisy starego Szczecina, widać, że jest to swoisty konik autorki. Ciekawa jest także historia Heleny, czyli seniorki rodu, na przykładzie której możemy poznać zalążek trudnej sytuacji Niemców, którzy po II wojnie światowej pozostali na Ziemiach Odzyskanych.
Trochę irytowała mnie postać samej Honoraty, która nie wiedzieć czemu, skojarzyła mi się ze Stefcią Rudecką. Bohaterka notorycznie przypominała, że jest niższa stanem, co w XXI wieku wydaje mi się być lekką przesadą. I ciągle występowała z pozycji uniżoności, a z drugiej strony wykazywała się niezłomnością i hartem ducha. Ta niekonsekwencja w osobowości kobiety trochę mnie drażniła.
Książka Anny Pasikowskiej to ciepła lektura na zimowy wieczór, kiedy to po trudach całego dnia chcemy odpocząć, odetchnąć przy niemal baśniowej opowieści o miłości arystokraty i nieszczęśliwej dziewczyny. Bo nie ukrywam, iż nie wierzę, że taka sytuacja byłaby możliwa w realnym życiu. Ale po to właśnie powstają takie historie, aby o nich czytać. I marzyć.

wtorek, 18 stycznia 2011

"Zakręty losu" Agnieszka Lingas - Łoniewska - zapowiedź 2010



To dzięki Milenie i Kasi ten filmik:) Dziękuję dziewczyny, ja tak nie potrafię :(

Najbliższe spotkania autorskie:)

Zapraszam:

22 stycznia 2011r., godz.16:00, salon Empik w Centrum Silesia - Katowice.


5 luty 2011r., godz. 16:30, salon Empik Manufaktura - Łódź


25 luty 2011r., godz. 18:00, salon Empik Galeria Centrum - Wrocław


Do zobaczenia:)

niedziela, 16 stycznia 2011

Marcin Pilis "Łąka umarłych"

"Ludzie ludziom zgotowali ten los."

Każdy z nas pamięta zapewne to zdanie, z jednej ze szkolnych lektur, która przedstawiała odległe czasy i odległe czyny ludzi, stawiających czoła okrutnej rzeczywistości. Gdy skończyłam czytać najnowszą książkę Marcina Pilisa, „Łąka umarłych”, od razu przypomniał mi się ten cytat. Nie wiem czy będę w stanie oddać swoje wrażenia po przeczytaniu tej powieści, bo ciągle jestem w samym środku wioski Wielkie Lipy, w której dzieje się akcja. Niesamowicie poruszająca historia, traktująca o złej stronie człowieczej natury, ukazująca zło, które może mieszkać w każdym z nas, które ukryte za zasłoną normalności, wysuwa swe żądne krwi macki, w momencie gdy sami zostajemy postawieni w sytuacji zagrożenia. I wówczas... budzi się bestia. To straszne, kiedy możemy sobie uświadomić, że każdy z nas nosi w sobie takiego potwora i tylko niektórzy będą na tyle silni, aby go stłamsić, zdusić i zachować to coś, co kreuje nas na myślące istoty i podobno odróżnia nas od zwierząt. Człowieczeństwo...
Tego zabrakło bohaterom książki Pilisa. Tutaj liczyła się wola przetrwania, ślepe posłuszeństwo, siła tłumu i ukryte, mordercze skłonności niektórych ludzi. Którzy pociągnęli za sobą tych słabszych, tych niezdecydowanych, tych niepewnych, tych tchórzliwych. Którzy zadecydowali o losie innych, własnym i przyszłych pokoleń. Którzy zamienili się rolami. Z ofiar stali się katami. Bez usprawiedliwienia, bez idei, bez zrozumienia. I to jest największą tragedią tych ludzi.
Akcja „Łąki umarłych” rozgrywa się w trzech wymiarach czasowych. Te trzy daty stają się dla mieszkańców Wielkich Lip datami, które zmieniają ich życie, ich sens istnienia i uruchamiają falę wydarzeń, która zdaje się ich pochłaniać bez końca. Rok 1942, niemieccy żołnierze wkraczają do wioski, rok 1970, młody student przyjeżdża do miejsca, w którym jego ojciec-astronom prowadził wieloletnie badania i mieszkał tu w czasie wojny i w końcu 1996 rok, kiedy to były niemiecki żołnierz, jako starzec, postanawia odwiedzić wioskę, w której wydarzyło się coś, co na zawsze zaważyło na jego życiu.
Autor stworzył niezwykle sugestywną historię, z wielką umiejętnością łącząc poszczególne wątki w jedną spójną całość. Od początku opowieść pochłania czytelnika, stawiając go przed pytaniami, zagadkami i nieoczekiwanymi wydarzeniami. A pod tym wszystkim czai się groza, od której czytelnikowi podnoszą się włoski na karku. Nie wiem jak określić gatunek tej książki. Bo to i sensacja i thriller i dramat.
Niewątpliwą zaletą książki, oprócz przedstawionej historii, jest język, jakim autor się posługuje. Tutaj chłop mówi jak chłop, niemiecki żołnierz jak niemiecki żołnierz, profesor jak profesor. Poza tym pewien romantyzm w języku autora sprawia, że niektóre sformułowania są nasączone swego rodzaju poetyckością, co w połączeniu z przedstawianymi wydarzeniami, stanowi szokujący kontrast dla czytającego.
Książkę czyta się błyskawicznie, historia wzrusza, zaskakuje, stawia pod ścianą, pozbawia spokojnego oddechu. Jedna z lepszych książek, jaki ostatnio miałam okazję przeczytać.
A na koniec, jeden z fragmentów, który całkowicie wyprowadził mnie z równowagi, zostawiając zrozpaczoną i rozumiejącą, do czego to wszystko zmierza:

„Obejmuje żonę i tuli ją do siebie; jej głowa wciska się pod szyję Fiszkego, a ręce głaskają jego ramię. Cały świat, który przed chwilą runął, mieści się teraz w ich uścisku dawanym sobie nawzajem, w czułości wspierającej kolejny krok. Po co Fiszke miałby patrzeć na innych ludzi? Inni ludzie już nic nie znaczą, innych ludzi już nie ma. Gdyby inni ludzie byli tu, nie dopuściliby do tych potworności. Wzrok Fiszkego tylko chwilami odrywa się od ziemi, ale wtedy wędruje gdzieś wysoko, wbity w niebo. Fiszke nie zatrzymuje spojrzenia na żadnym wybranym elemencie, wodzi wzrokiem, jak gdyby to był odruch, coś, czego nie kontroluje. Potem Fiszke całuje Szaję w czoło, coś do niej szepce, i oboje, przywarci do siebie jak jedno ciało, idą w szeregu, nie zważając już na nic.”

Właśnie tak.
Nie ma świata.
Nie ma ludzi.
Nie ma honoru.
Nie ma uczuć.
Nie ma braterstwa.
Współczucia.
Sprawiedliwości.
Nie ma już nic...