czwartek, 26 maja 2016

Sandra Brown "Deadline"

Kolejna powieść Sandry Brown za mną. Sensacja z wątkiem romansowym, obfitująca w akcje mrożące krew w żyłach i zaskakujące fabularne zwroty. To można znaleźć w najnowszej powieści pani Brown, zatytułowanej „Deadline”.

Przystojny i gnębiony koszmarami przeszłości dziennikarz Dawson Scott po powrocie z Afganistanu jedzie do Savannah, gdzie trwa proces o morderstwo niejakiego Jeremy’ego Wessona. Wśród świadków jest jego była żona, Amelia. Jednak pobudki Dawsona nie są podyktowane powinnością dziennikarską - za jego pobytem w tym miejscu stoi coś o wiele więcej. Poza tym Dawson i jego ojciec chrzestny, agent FBI-Headly, przypuszczają że śmierć Wessona wcale nie jest taka oczywista i pewna, a on sam może być synem wielokrotnego mordercy i terrorysty, od lat poszukiwanego przez FBI, niejakiego Carla Wingerta.
Dawson prowadzi swoje osobiste śledztwo, obserwuje Amelię i stara się za wszelką cenę nie zasypiać, bo wówczas koszmary atakują go ze zdwojoną siłą. Jednocześnie walczy z fascynacją, jaką zaczyna czuć do tej samotnej kobiety z dwójką dzieci, obarczonej dramatyczną historią własnego nieudanego małżeństwa. Pomiędzy dziennikarzem, a jego głównym tematem, jeśli można to tak nazwać, rodzi się coś, na co nie ma miejsca w tym świecie, w którym na siebie trafili. Lecz to dopiero początek. Bo przeszłość upomina się zarówno o Dawsona, jak i o Amelię.
Sandra Brown po raz kolejny mnie nie zawiodła. Zafundowała wciągającą i pasjonującą historię pełną akcji, emocji, tajemnic i zaskakujących cliffhangerów.

Uwielbiam być zaskakiwana, a nieprzewidywalność zdarzeń, jaką funduje mi autor w powieści, to coś, co niezwykle cenię i darzę wielką atencją. Nie inaczej było w tej powieści, gdy myślałam, że wiem już wszystko, nagle-bach!, i oto zostaję z szeroko otwartymi ze zdziwienia oczami.

Polecam, wyśmienita rozrywka dla wielbicieli solidnie skonstruowanych intryg kryminalno-sensacyjno-romantycznych.



czwartek, 19 maja 2016

Colleen Hoover "Maybe someday"

Może kiedyś będą razem. Może kiedyś Sydney będzie szczęśliwa. Może kiedyś Ridge zrozumie, że są różne rodzaje miłości, ale taka jedyna, prawdziwa jest właśnie teraz. Może kiedyś…
Colleen Hoover to niezaprzeczalnie pisarka, która potrafi poruszyć u człowieka, nawet najtwardszego, bardzo delikatne struny. Przeczytałam do tej pory jej dwie książki, teraz skończyłam trzecią, zatytułowaną „Maybe Someday”.

Bohaterką powieści jest dwudziestodwuletnia Sydney, która staje na zakręcie życiowym. Jej chłopak okazuje się niewiernym dupkiem, jej przyjaciółka-wredną… wiadomo, rodzice nie akceptują jej studiów muzycznych, uważając, że powinna zostać prawnikiem, tak jak ojciec. W ciągu kilku godzin dziewczyna zostaje bez mieszkania, partnera, może wracać do domu, albo… Pojawia się Ridge, którego od miesięcy obserwowała ze swojego balkonu. Ridge jest muzykiem, komponuje, a w dodatku wyciąga do zrozpaczonej dziewczyny pomocną dłoń. 
Sydney wprowadza się do mieszkania chłopaka, gdzie zamieszkują jeszcze: jego przyjaciel, Warren, który nie potrafi utrzymać języka za zębami, oraz Bridgette, kelnerka z Hooters, która nie pała do nikogo sympatią. Pozornie.

Sydney jest zafascynowana Ridgem, tylko peszy ją trochę jego uważny, niemal taksujący wzrok. A potem… okazuje się, że mogę porozumiewać się tylko za pomocą komórek lub messengera, gdyż chłopak jest… głuchy. Sydney nie rozumie, jak zatem może komponować? Wkrótce poznaje więcej tajemnic skrytego muzyka, sama zaczyna z nim współpracować i pisać teksty do komponowanych przez niego piosenek. Okazuje się, że Ridge tworzy je dla swojego brata, a wszyscy tworzą znany zespół Sounds of Cedar. Potem okazuje się jeszcze, że Ridge ma dziewczynę, tą samą od niemal pięciu lat i w życiu jej nie zostawi. I dlatego, że ją kocha, a także dlatego, że Maggie… No właśnie. Kolejna tajemnica, która ma wpływ na życie bohaterów.

Problemy mnożą się na zmianę z kolejnymi dramatycznymi sekretami z przeszłości Ridge’a, a jednocześnie rośnie napięcie pomiędzy muzykiem, a jego tekściarką. Oboje wiedzą, że to nie w porządku, nie robią nic złego, a jednocześnie uświadamiają sobie, że to jest złe, te spojrzenia, marzenia, pragnienie widziane w oczach. Lecz Ridge wciąż i wciąż czuje się odpowiedzialny za Maggie, a jednocześnie ciągle ją kocha. Ale… to co czuje do Sydney zaskakuje go i sprawia, że zaczyna siebie nienawidzić.

Jak skończy się ta dramatyczna historia? Na pewno będziecie musieli uzbroić się w cierpliwość, może nawet w chusteczki. Niewątpliwą gratką są teksty piosenek, pisanych przez bohaterów, znajdują się one w książce, a jeślibyście chcieli ich posłuchać, wystarczy wejść na stronę www.maybesomedaysoundtrack.com i tam znajduje się playlista do książki, nagrana specjalnie w tym celu przez Griffina Petersona, muzyka, uczestnika 12. edycji American Idol i modela, który znalazł się na amerykańskim wydaniu książki Hoover „Losing Hope”.


Książkę polecam wszystkim tym, którzy kochają piękne opowieści o trudnej miłości, tajemnice z przeszłości, ciężkie przeżycia z dzieciństwa, które rzutują na obecne życie bohaterów. Powieść wzrusza, wciąga od pierwszych stron i jeśli znacie inne książki tej autorki, na pewno nie będziecie i tym razem zawiedzeni.


środa, 18 maja 2016

Katie Alender "Od złej do przeklętej"

Dzisiaj trochę coś z cyklu Young Adult, ale za to z nutą krwiożerczych scen rodem z opowieści o złych duchach, demonach i nawiedzonych ludziach. W pierwszej części to młodsza siostra Alexis - Kasey padła ofiarą… nawiedzenia, jeśli można to tak nazwać. W tym tomie to Alexis zmagać się będzie z cichym głosem w jej głowie nakazującym, na przykład, zabicie rodziców.
Oczywiście mowa o kolejnej odsłonie serii Katie Alender Złe dziewczyny nie umierają, zatytułowanej „Od złej do przeklętej”.

Niby wszystko jest dobrze, Kasey wraca ze szpitala psychiatrycznego, zaczyna chodzić do liceum Alexis, nowy dom, bo stary spalił się wraz z zamieszkującym go złym duchem. Stara szkoła i starzy znajomi. A zwłaszcza koleżanki, które do tej pory nie zauważały stroniącej od ludzi Kasey. Alexis to widzi, jej chłopak Carter także. Ale nagle, oto młodsza siostra zaczyna spotykać się z dziewczynami, które wcześniej traktowały ją jak powietrze (w najlepszym razie). Pod ich wpływem zmienia się, zaczyna dbać o siebie, coraz lepiej idzie jej nauka. Co dziwniejsze do ich grupy przystępuje Lydia, była koleżanka Alexis, niegdyś gotka z tak zwanego „Szwadronu śmierci”, czyli zespołu odludków i szkolnych dziwaków. Lydia także zmienia się nie do poznania. Alexis postanawia zbadać sprawę i także przystępuje do tej zagadkowej grupy dziewczyn. Okazuje się, że jest pewna… książka. Gdy Lexi składa, wraz z innymi dziewczynami przyrzeczenie, trzymając dłoń na starym woluminie, wszystko się zmienia. Zaczyna dbać o siebie, nauka nie przynosi kłopotów, pojawia się szansa na zrobienie ogromnej kariery w branży fotograficznej. Carter mówi i robi to, co ona sobie tylko pomyśli. A właściwie to, co podpowiada jej cichy głos… Aralta. Mieszkańca księgi.

To co miało być śledztwem dla Alexis, staje się sensem życia i w tym przypadku to Kasey będzie tą, która uratuje siostrę. Jednak co z pozostałymi członkiniami klubu „Promyczek”? Co z Carterem, który po przebudzeniu nie umie pogodzić się z tym, że jego dziewczyna nie zwróciła się do niego o pomoc. Co wreszcie z Araltem, czy da się pokonać coś, czego nie można ogarnąć rozumem i zdroworozsądkowym pojmowaniem?
Końcówka pokazuje, że to jeszcze nie koniec i kolejne mrożące krew w żyłach przygody Alexis i Kasey jeszcze przed nami.

„Od złej do przeklętej” może nie nie tak straszny jak tom pierwszy, ale wciąż czyta się z nieustającą ciekawością i pewną nerwowością, bo nigdy nie wiadomo co czai się w ciemnym kącie pokoju.

Polecam, bardzo fajna seria, zwłaszcza dla nastoletnich czytelników.


Za książkę dziękuję wydawnictwu Feeria Young.

środa, 11 maja 2016

niedziela, 8 maja 2016

Jessica Park "To skomplikowane. Julie"

Och, jak ja lubię tajemnice! Wiadomo, że coś jest na rzeczy, coś wydarzyło się w przeszłości bohaterów, coś tragicznego, druzgocącego i teraz próbują swój świat stworzyć na nowo. Jednak czasami trudno jest im się podnieść, innym razem wciąż żyją przeszłością, a w jeszcze innym przypadku nie dopuszczają myśli, że ich życie zmieniło się na zawsze.

Julie przyjeżdża na studia do Bostonu. Jednak od samego początku jest skazana na porażkę i stres. Mieszkanie, które przez internet wynajęła jej mama, okazuje się barem z meksykańskim żarciem. Dziewczyna ma alternatywę: wracać do domu lub spać na ulicy. Jednak jej matka przypomina sobie, że ma w Bostonie przyjaciółkę z dawnych lat, Erin Watkins, która obecnie mieszka w Cambridge i wykłada na Harvardzie. Kobieta zgadza się przyjąć Julie na kilka nocy i oto dziewczyna ląduje w domu Watkinsów. Dziwnym domu Watkinsów, dodajmy. Przyjeżdża po nią dwudziestojednoletni Matt, który od początku wzbudza jej zainteresowanie. Przede wszystkim swoją innością. Matthew jest geekiem, nosi koszulki z dziwnymi napisami, studiuje na MIT jednocześnie matematykę i fizykę i nie ma pojęcia kim jest Lady Gaga. W domu jest też młodsza siostra Matta, trzynastoletnia Celeste, która zaskakuje swoją dojrzałością, literackim językiem i nieodłącznym towarzyszem w postaci tekturowej repliki najstarszego brata Finna, który ruszył w podróż po świecie. Celeste nigdzie się bez Płaskiego Finna nie rusza, a wszyscy domownicy traktują go, jako element rzeczywistości, żeby nie powiedzieć jako członka rodziny.
Julie też zaprzyjaźnia się z Płaskim Finnem, tym łatwiej, że z prawdziwym Finnem zaczyna korespondować na Facebooku. Jednak wciąż i wciąż próbuje zarówno od Matta, jak i od Finna wyciągnąć prawdę o tym, co wydarzyło się w przeszłości Celeste, że teraz dziewczynka jest taka, jaka jest. Rozmawiając coraz więcej z nieobecnym bratem, zaczyna się w nim zakochiwać. Jednocześnie bardzo zbliża się do Matta i zawsze może na niego liczyć. Jednak, gdy w końcu odkryje prawdę, będzie to jej osobisty koniec świata.

Powiem szczerze, że już na samym początku, gdzieś około pięćdziesiątej strony odkryłam całą intrygę i już wiedziałam co jest tajemnicą głównych bohaterów. Co jednak nie przeszkodziło mi w poznawaniu całości tej bardzo wzruszającej historii.
„To skomplikowane. Julie” Jessiki Park to powieść o stracie i próbach radzenia sobie z nią, to historia o wielkiej miłości, o nieumiejętności wyrażania uczuć, o zagubieniu. To także pozytywna opowieść o tym, że czasami warto zaufać komuś z zewnątrz, kto ma inne spojrzenie na nasze życie i może podpowiedzieć kilka celnych rozwiązań.

Piękna wzruszająca opowieść, która w finale bardzo mnie poruszyła, mimo iż wiedziałam niemal od początku w czym rzecz. Gorąco polecam.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak

sobota, 7 maja 2016

Randy Susan Meyers "Bezpieczne kłamstwa"

Problem zdrady jest zawsze delikatną materią, o której chyba lepiej czytać, niż przeżywać. Jeśli do tego dołożymy niechcianą ciążę, złamane serce i temat adopcji, zaczyna robić się dramatycznie i bardzo poważnie. Taka historia przytrafiła się bohaterom powieści „Bezpieczne kłamstwa” autorstwa Randy Susan Meyers.
Trzy kobiety, trzy opowieści, trzy życia ludzi, których los zaczyna splatać się w jedną historię.

Juliette to matka dwóch wspaniałych chłopców i żona Nathana - wykładowcy uniwersyteckiego. Mężczyzny inteligentnego, oczytanego i bardzo w niej zakochanego. Juliette wraz z przyjaciółką z powodzeniem rozwija autorską firmę kosmetyczną i jest bardzo szczęśliwą kobietą.
Tia to młoda dziewczyna, w której życiu pojawia się ten jeden, jedyny. Zakochuje się w nim swoją pierwszą prawdziwą miłością i wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że jej wybranek ma rodzinę. A wkrótce okazuje się, że i z nią może taką rodzinę stworzyć, bo kobieta jest w ciąży. Jednak los nie zamierza w tym przypadku być przychylnym.
Caroline to uznana lekarz patolog, prowadząca ważne badania nad nową szczepionką. Jej mąż, Peter marzy o dziecku, chce stworzyć ze swą wiecznie zapracowaną żoną prawdziwą rodzinę. Jednak nie jest to takie proste. Po wielu rozmowach oboje decydują się na adopcję, ale to chyba Peterowi bardziej na tym zależy. Wkrótce do ich domu trafia malutka dziewczynka, której samotna matka nie jest w stanie wychowywać. Jednakże adopcja ma charakter otwarty, a to oznacza, że w przyszłości biologiczna matka będzie mogła kontaktować się z dzieckiem.

Moja pięć lat. Dla niektórych to pięć lat prób budowania w sobie macierzyńskich uczuć. Dla innych to wieczna tęsknota i leczenie złamanego serca. Jeszcze inni żyją w błogiej nieświadomości, nie zdając sobie sprawy, że gdzieś tam żyje mała istotka, która poczęła się z gorącego romansu.
Jeden list wszystko zmienia. Zmienia na pewno życie trzech rodzin. A właściwie dwóch rodzin i wciąż samotnej Tii.


„Bezpieczne kłamstwa” to obyczajowa powieść, pełna zawirowań i problemów. Jest opowieścią o zwykłych ludziach, zagubionych, podejmujących czasami błędne decyzje, dobrych z natury, lecz szukających odpowiedzi, co tak naprawdę się liczy w naszym życiu. Spokojna wyważona opowieść, bez emocjonalnych szarpnięć, a jednak na swój sposób wciągająca i dająca do myślenia. Polecam, na spokojny wiosenny weekend.


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa MUZA.

wtorek, 3 maja 2016

Colleen Hoover "Ugly Love"

Długo przymierzałam się do sięgnięcia po tę lekturę. Wcześniej czytałam „Hopeless”, owszem zrobiła na mnie wrażenie. Jednak „Losing Hope” już niekoniecznie. Słyszałam dużo wcześniej o „Ugly Love”, ale trochę trwało, zanim książka trafiła na moją biblioteczną półkę. I co? No cóż… Pół nocy i najnowsza powieść Colleen Hoover została przeze mnie przeczytana, żeby nie powiedzieć: połknięta.

Książka ponownie opowiada o losach „młodych dorosłych”, czyli typowe New Adult. Główna bohaterka, Tate, przyjeżdża do San Francisco, aby kończyć studia pielęgniarskie, pracować w szpitalu i realizować własny plan na życie. Zamieszkuje w apartamentowcu, w mieszkaniu starszego brata, Corbina, który jest pilotem. Pierwszego dnia natyka się na śpiącego w korytarzu kompletnie pijanego mężczyznę. Nie wiem jeszcze, że jest to przyjaciel brata, Miles, także pilot, który zajmuje mieszkanie naprzeciwko. Mężczyzna wchodzi w życie Tate z butami, można powiedzieć, burzy cały jej świat, nie będąc w stanie dać jej nic więcej, oprócz obezwładniających chwil bliskości. Od początku zaznacza, że to tylko seks, bez pytań o przeszłość i bez żadnych nadziei na przyszłość. Tate zgadza się na to, ale sama siebie okłamuje, że to tylko spotkania bez zobowiązań. Nie można zapanować nad własnymi uczuciami, nie można wytłumaczyć głupiemu sercu, aby nie biło w przyspieszonym tempie, gdy tylko ON pojawia się w pobliżu. Dziewczyna ma malutką nadzieję, że w każdym można obudzić miłość, tym bardziej, że Miles daje jej pewne niewerbalne znaki, które można odczytać jako to, iż ona nie jest mu tak do końca obojętna. Jednak… tak naprawdę jak Tate ma walczyć z przeszłością Miles’a, skoro nic o niej nie wie? A mężczyzna skrywa głęboko w sobie ogromną tragedię sprzed sześciu lat i nie ma zamiaru z nikim się tym podzielić. A już najmniej z kobietą, z którą sypia. Tylko sypia? Nieważne. Miles obiecał sobie tylko jedno: już nigdy, przenigdy nikogo nie pokocha i konsekwentnie się tego trzyma.

„Ugly Love” to druzgocący emocjonalnie romans, dramat, erotyk w jednym. Autorka gra na uczuciach czytelnika, opisując zmagania bohaterów z własnymi demonami przeszłości, z pragnieniem bycia szczęśliwym, z miłością, która nie powinna się pojawić, a jednak znacząco zaznacza swoją obecność.
Czy można w końcu rozliczyć się z przeszłością? Czy pozostają tylko łzy, bezsilność i nienawiść do siebie samego?

Polecam gorąco, fantastyczna, wzruszająca, doprowadzająca do łez książka. Skoro ja się popłakałam, to naprawdę coś znaczy, bo z reguły nie wzruszam się aż tak podczas czytania.

WARTO!