czwartek, 26 lutego 2015

wtorek, 24 lutego 2015

Emma Chase "Zaplątani"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Filia.


„Zaplątani” autorstwa Emmy Chase stanowią pierwszy tom trylogii Tangled, kolejne części będą zatytułowane „Zakręceni” i „Zniewoleni”. Gdy zaczęłam czytać tę zaplątaną historię, spodziewałam się kolejnego erotyku z nieco wyświechtanym motywem, że ona zaczyna pracę w jego firmie, najpierw się nienawidzą, a potem i tak lądują w łóżku i to w różnych konfiguracjach. Jakież więc było moje zaskoczenie, że pomimo faktycznego lądowania w łóżku i nie tylko, to jednak bohaterowie nie powielają znanych rysów fabuły (chociażby z „Pięknego drania”), a cała akcja zostaje całkiem inaczej poprowadzona.

Bo oto, zagorzały wyznawca stanu kawalerskiego, śmiało korzystający z życia i nie odmawiający sobie kosztowania coraz to nowych damskich kąsków podczas sobotnich wypadów, syn właściciela nowojorskiej firmy skupującej podupadające przedsiębiorstwa, Drew Evans, ma grypę. Hm. No i co z tego? Noo, wiele, bym powiedziała. Bo to nie taka zwykła grypa. Drew nie może spać, nie może jeść, nie może oddychać, bo wszelkie jego zmysły skierowane są na śliczną Katherine Brooks, która pracuje razem z nim. Katherine jest odporna na zabiegi znanego młodego playboya, poza tym ma narzeczonego, ale czy naprawdę ustrzeże się przed potężnymi mackami zainteresowanego aż w nadmiarze faceta? A czy Drew będzie umiał utrzymać to, co dopiero zaczyna się budzić pomiędzy nim, a ostrożną Kate? 

Możecie powiedzieć „ale to już było”, być może, lecz liczy się też forma przekazu i podania tych znanych skądinąd motywów. A podanie to jest naprawdę wyśmienite. Narracja jest pierwszoosobowa, prowadzona z perspektywy Drew, który w nieco ironiczny i niezwykle humorystyczny sposób zwraca się do swoich kobiecych czytelniczek i tłumaczy, jak ciężko być facetem.
Taki sposób przedstawienia sprawia, że książka nie jest rzewnym romansem o zabarwieniu erotycznym, a w odbiorze staje się historią nieznośnego chłopca o wielkim poczuciu humoru, którego, no cóż, pewnie niejedna czytelniczka chciałaby mieć gdzieś w pobliżu.

Jestem ciekawa co autorka zafunduje nam w kolejnych odsłonach serii, na pewno sięgnę po następne tomy, bo tak dobrze dawno się nie bawiłam. Polecam, fajna, odstresowująca lektura.

„Kiedy moje spojrzenie nadal prześlizguje się po jej sylwetce, problem, że się tak wyrażę, narasta. Mimo iż mój umysł rozpoznaje Kate Brooks jako konkurencję, najwyraźniej mój koleżka jeszcze nie dostał tej wiadomości.
I, sądząc po jego reakcji, nadal chce się zaprzyjaźnić.
Zatem wyobrażam sobie pannę Gurgle, moją nauczycielkę fizyki z piątej klasy. Była bestią, nie kobietą. Wyglądała jak emerytowany zapaśnik - zdecydowanie nie jak modelka. Na prawym policzku miała pieprzyk tak wielki, że byliśmy pewni, iż to głowa bliźniaka, który nie oddzielił się od niej jeszcze w łonie matki. To było obrzydliwe i jednocześnie hipnotyzujące - mimowolnie człowiek cały czas gapił się na to. Kiedy mówiła, to coś podskakiwało niczym galaretka.

Drżę z powodu tego wspomnienia, ale to pomaga. W moich południowych rejonach wszystko wraca do normy.”*

* str. 57, Emma Chase, Zaplątani, Wydawnictwo Filia, Poznań, 2015.

poniedziałek, 23 lutego 2015

Rozwiązanie konkursu z książką "Utrata" Rachel Van Dyken

Serdecznie dziękuję za liczny udział w konkursie z książką "Utrata". 
Z wypowiedzi, które spełniały wymogi regulaminowe wybrałam odpowiedź Magdy 0726, która rozbawiła mnie grą słów.
Magdę proszę o przesłanie adresu do wysyłki nagrody na mojego maila: agnieszka.loniewska@gmail.com

GRATULUJĘ :)))


wtorek, 17 lutego 2015

Christina Lauren "Piękny drań"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa ZYSK i S-KA.


Pamiętacie książkę „Zmierzch”? Na pewno, nawet jeśli nie każdy z was czytał, to raczej każdy o niej słyszał. A przynajmniej ci, którzy na bieżąco śledzą to, co dzieje się w świecie wydawniczym. Ale Greya to chyba kojarzycie? Nachalna reklama zrobiła swoje i Pan Szary zdaje się wołać z każdego kąta. Co to ma wspólnego z książką, którą właśnie przeczytałam? A trochę ma. Po pierwsze, gdy ukazał się Zmierzch, zaraz po tej premierze ruszyła fala wampiropodobnych historii, a zaraz potem wykształcił się gatunek paranormal romance, który świetnie się ma do dziś. Gdy ukazał się Grey - wiadomo, zaczęły nagminnie powstawać opowieści erotyczne, oscylujące na granicy pornografii, a czasami tę granicę w mniej lub bardziej wysublimowany sposób przekraczający. Co jeszcze ma wspólnego moja miniona lektura z tymi dwoma, wymienionymi wyżej tytułami? Ano Grey był fan fiction Zmierzchu, a „Piękny drań”, któego właśnie przeczytałam, był także fanfikiem powieści Meyer. Ukazywał się w internecie pod tytułem „The Office” gdzieś w 2009 roku. Gdy zamówiłam tę książkę do recenzji, pojęcia nie miałam, że to ff, który kiedyś święcił triumfy w sieci.

„Piękny drań” duetu Christiny i Lauren to opowieść na pograniczu lekkiego chick-litu, romansu i ostrej erotyki. To właśnie ta ostatnia ma tutaj decydujący wpływ na przebieg fabuły i gdyby wyciąć wszystkie sceny seksu pomiędzy przystojnym Ryanem Benettem, a jego asystentką, Chloe Mills, to książka byłaby co najmniej o połowę krótsza. Tak, o tym właśnie opowiada ta lektura. Chloe nienawidzi swojego szefa, Ryana, który oględnie mówiąc jest dupkiem do kwadratu. Uprzykrza życie swojej ślicznej asystentce, ale ona oczywiście nie ma pojęcia, dlaczego tak się dzieje. Wie o tym tylko Ryan, który od momentu, gdy dziewczyna pojawiła się w biurze i zaczęła z nim blisko współpracować, nie może myśleć o niczym innym, jak tylko o rzuceniu jej na stół w sali konferencyjnej i zrealizowaniu wszystkich niegrzecznych fantazji, jakie siedzą mu od miesięcy w głowie. Gdy nadejdzie w końcu moment, kiedy napalony Ryan nie wytrzyma i położy łapy na krótkiej spódniczce Chloe, jego zaskoczenie będzie tym większe, że niecierpiąca go asystentka z atencją przyjmie jego mało delikatnie pieszczoty. I wtedy się zacznie. Darcie bielizny, seks na półpiętrze, seks w windzie, seks w łazience, wszędzie tam, gdzie tylko się spotkają i na siebie spojrzą. Z nienawiścią. Bo przecież nienawidzą się od pierwszego wejrzenia. Jednak czy to prawda? I czy można zbudować związek, który zrodził się z erotycznego zafascynowania? No cóż, przeczytajcie, odpowiedź na te pytania zapewne nie będzie zaskoczeniem.


„Piękny drań” to nieskomplikowana historia zabarwiona ostrą erotyką, bez głębi i jakiejkolwiek psychologicznej konstrukcji głównych bohaterów. Czyta się szybko, ale i szybko zapomina. Na plus zasługuje jednak to, że główna bohaterka, mimo że powoli zakochuje się w swym znienawidzonym szefie, nie podkłada mu się jak omdlewająca heroina z lat dwudziestych, tylko cały czas trzyma głowę wysoko i wie czego chce, nawet gdy jej koronkowe majtki po raz kolejny lądują w kieszeni napalonego Ryana. Dla wielbicieli tego typu literatury pozycja zapewne znajdzie zacne miejsce w biblioteczce. Dla mnie było trochę za mało wątków pobocznych, niezwiązanych z realizowaniem planu roboczego „uprawiajmy seks gdzie tylko się da”.

sobota, 14 lutego 2015

Rachel Van Dyken "Utrata"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Feeria Young.


Miłość aż po grób, miłość ponad wszystkie przeciwności losu, uczucie pokonujące przeszkody. Te motywy stare są jak świat. Sięgając kilkadziesiąt lat wstecz i oglądając film „Love story” zdajemy sobie sprawę jednak, że czasami pojawia się coś, co w skuteczny sposób może przerwać sielankę i zdruzgotać czyjś świat. Jest coś, co pokona miłość, a przynajmniej w brutalny sposób ją przerwie.
Czy to przypadek, że dzisiaj jest dzień zakochanych, a ja właśnie skończyłam czytać „Utratę” Rachel Van Dyken? Pewnie tak, ale ta pozycja idealnie wpasowuje się w klimat tego walentynkowego święta.

Bohaterka to osiemnastoletnia Kiersten, która po osobistej tragedii rozpoczyna studia na Uniwersytecie Waszyngtońskim. Zaprzyjaźnia się z Lisą i jej kuzynem, Gabe’em, którzy stają się jej jedynymi przyjaciółmi… Nie, to kłamstwo. Poznaje jeszcze zniewalającego opiekuna roku, „złotego chłopca”, syna milionera, utalentowanego sportowca, Westona Michelsa. O którym krążą niepokojące pogłoski, a wszystkie dziewczyny w kampusie oddałyby wiele za sam na sam z tym wspaniałym przedstawicielem płci męskiej.

Okazuje się, że Kiersten od pierwszej chwili zrobiła ogromne wrażenie na Westonie i ten nie zamierza łatwo się poddać, mimo że wszystko praktycznie stoi w opozycji do jego zamiarów względem rudowłosej dziewczyny. Przede wszystkim głęboko skrywany sekret, ponury i okrutny, męczący Wesa dzień i noc i przekreślający w jakiś sposób wszelkie myślenie o „jutrze”. Dla niego jest tylko „dziś” i chce tę chwilę wykorzystać jak najlepiej. Dlatego zbliża się do Kiersten i pomaga realizować punkty z jej planu „rzeczy do zrobienia”. On jej, a nie ona jemu, paradoksalnie. Jednak rzeczywistość jest bezkompromisowa i już wkrótce na drodze tej pary stanie coś o wiele gorszego, niż strach przed pływaniem.

„Utrata” to pozycja wpisująca się w nurt young adult, napisana sprawnie, interesująco fabularnie i ukazująca miłość w jej romantycznej i szczerej odsłonie. Narracja prowadzona jest dwutorowo, z pozycji Wesa i Kiersten co daje pełniejszy obraz na ukazywane wydarzenia, a w szczególności na przepełniające bohaterów uczucia.
Jest to pierwszy tom serii, z wielką ciekawością czekam zatem na kontynuację, a jeśli lubicie tego typu powieści, to z powodzeniem mogę ją wam polecić, bo jest to książka przy której można się wzruszyć, podenerwować, ale i uśmiechnąć. Bo przecież miło byłoby umrzeć z miłości…

Nie na krześle, nie we śnie 
Nie w spokoju i nie w dzień 
Nie chcę łatwo, nie za sto lat 
Chciałbym umrzeć z miłości 

Nie bez bólu i nie w domu 
Nie chcę szybko i nie chcę młodo 
Nie szczęśliwie i wśród bliskich 

Chciałbym umrzeć z miłości*

* Chciałbym umrzeć z miłości, Myslovitz, album: Korova Milky Bar, 2002.

środa, 11 lutego 2015

Michelle Hodkin "Mara Dryer. Tajemnica"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa YA! (GW Foksal)


Michelle Hodkin to debiutantka z Florydy, a jej książkę rekomendują Cassandra Clare i Veronica Roth, czyli autorki niezwykle popularnych serii młodzieżowych z cyklu paranormal romance i zahaczające o fantasy, ale oczywiście bardzo delikatnie. 
Książka „Mara Dryer. Tajemnica” w nieznaczny sposób wpasowuje się w ten nurt, ale nazwałabym ją raczej thrillerem z elementami nadprzyrodzonymi i oczywiście z wątkiem romansowym. 

Tytułowa Mara to dziewczyna, która zostaje odnaleziona w zawalonym szpitalu psychiatrycznym, gdzie przebywała ze swoim chłopakiem Judem, jego nielubianą siostrą Claire i przyjaciółką Rachel. Okazuje się, że cała ta trójka zginęła, jednak jest problem z odnalezieniem ciał, natomiast jako jedyna przeżyła Mara. Dziewczyna nie pamięta co wydarzyło się tuż przed wypadkiem, czuje jednakże wciąż czyjąś obecność i nieustannie gnębią ją koszmary. Nawet za dnia. Wkrótce cała rodzina Dryerów, czyli Mara, jej starszy brat Daniel i rodzice wyprowadzają się do Miami na Florydzie. Tam dziewczyna zaczyna naukę w nowej szkole i od razu trafia na najprzystojniejszego chłopaka, łamacza niewieścich serc, Noaha Shawa. Tylko dlaczego ten niesamowity facet sprawia wrażenie, jakby ją znał? Dlaczego w jego obecności czuje się jednocześnie niepewnie, jak i bezpiecznie? I co się do diabła z nią dzieje? Bo jeśli tylko ktoś lub coś wzbudzi w niej gniew i agresję to wkrótce potem… Nie, tego zdradzić nie mogą. Rozpoczyna się wędrówka w głąb umysłu dziewczyny, która za wszelką cenę chce zrozumieć to, czego była uczestniczką. Pojawia się coraz więcej sygnałów świadczących o tym, że coś jest z nią nie tak, ale to przecież nie zwykła schizofrenia, a Noah nie jest tylko kolegą, który przychodzi w odpowiedniej chwili z wybawieniem.

Akcja rozgrywa się gorących florydzkich klimatach, cały czas jesteśmy świadkami odkrywania tajemnicy głównej bohaterki, ale także niemałym zaskoczeniem będzie poznanie tego, co ukrywa Noah. Zakończenie to typowy cliffhanger, który sygnalizuje ogromne kłopoty i zawirowania w II tomie, który ma mieć podtytuł „Przemiana”. 

„Mara Dryer. Tajemnica” to nie do końca paranormal romance, jak napisałam powyżej, w sumie śmiem stwierdzić, że czasami kieruje się w stronę horroru, bo niektóre sceny przyprawiały o dość poważny dreszcz niepokoju. Książka stanowi dobry przykład literatury dla starszej młodzieży, łączy wiele wątków, a sprawnie poprowadzona fabuła nie pozwala na chwilę znudzenia czy zmęczenia.


Takie młodzieżówki czytać lubię, sensowne, składnie napisane i fabularnie zintegrowane, polecam i czekam na kontynuację.

wtorek, 10 lutego 2015

Konkurs z książką "Utrata" Rachel Van Dyken

Wraz z wydawnictwem Feeria zapraszam do udziału w konkursie, w którym do wygrania będzie książka "Utrata" Rachel Van Dyken.


Kiersten nie jest zwykłą dziewczyną. Ścigają ją koszmarne echa wydarzeń sprzed dwóch lat. Od tamtej pory woli unikać zobowiązań, a smutek jest jedynym znanym jej – i dlatego bezpiecznym – uczuciem. Gdy poznaje Westona, wydaje się, że dzięki niemu wyjdzie z ciemności na słońce.
Ale nie wie, że czas nie jest jej sprzymierzeńcem. Choć Wes sądzi, że potrafi ją ocalić, to dając jej wszystko, jednocześnie wszystko zniszczył. Próbował ją ostrzec, ale jak można przygotować się na coś takiego?   
Czasami musisz się śmiać, by nie wybuchnąć płaczem. A czasami, gdy myślisz, że to już koniec – to jest dopiero początek…
Pierwszy tom bestsellerowej, przepełnionej emocjami serii YA.



Wszyscy, którzy chcą powalczyć o tę powieść, powinni do 20. lutego napisać w komentarzu dlaczego sięgają po książki z nurtu young adult

Należy wymienić 3 zalety tych właśnie historii.


Wygrywa jedna osoba- jeden egzemplarz powyższej książki.
Powodzenia!

Patience Bloom "Romans to moja praca"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa WAB.


Patience Bloom swe życie zawodowe związała z gorącymi romansami, wydawanymi przez wydawnictwo Harlequin. Specjalizuje się w thrillerach romantycznych, ale to właśnie typowe romansidła stały się jej chlebem powszednim i osnową fabuły jej debiutu literackiego „Romans to moja praca”.

Kocha schematyczność, prostotę, zwyczajność przedstawianego świata i nieuchronny happy end w powieściach, nad którymi pracuje. Jednocześnie głęboko wierzy, że życie pisze różne scenariusze, ale to właśnie harlequinowe romanse są najbardziej zbliżone do rzeczywistości i jako dowód przedstawia swoje własne losy, które doskonale wpisują się w schemat ulubionych książek i filmów. Nieudane związki, ryzykowne decyzje, związki bez przyszłości, to wszystko zdarza się w życiu bohaterki książki, czyli nic nowego, ale to już było, chciałoby się rzec.
W dodatku to co uchodzi nastolatce, nieco nie przystoi kobiecie dojrzałej, i to raczej nie ze względu na wiek, ale na dojrzałość właśnie, doświadczenie, przeszłość i przeżyte rozczarowania. To w jakiś sposób powinno kształtować człowieka i dawać mu nauczkę, a właściwie receptę jak nie postępować w przyszłości. Jednak Patience nie wyciąga żadnych wniosków, tylko ponownie wchodzi do tej samej rzeki i nadal dostaje tę samą lekcję, którą odebrała już wcześniej.

Jednakże dla wielbicielek romansów i komedii romantycznych „Romans to moja praca” będzie niezłą zabawą, ucztą właściwie i wycieczką do świata nieskomplikowanych romantycznych bajek, gdzie wszystko kończy się gorącym pocałunkiem i uniesioną nogą szczęśliwie zakochanej kobiety.
Dla mnie to niezbyt udany ukłon w stronę romansowych maniaczek, brakowało mi spójności, konstrukcji i konsekwencji w prowadzeniu fabuły, ale może ze względu na przyjętą konwencję ta książka właśnie taka miała być. Nieco chaotyczna, roztrzepana i niefrasobliwa, vide bohaterki komedii romantycznych.


Na pewno pozycja ta znajdzie swoich czytelników, a zwłaszcza czytelniczki, ponieważ jest doskonałym źródłem, żeby nie powiedzieć almanachem, po lekturach i filmach romantycznych, gdzie porywy serca, perypetie i wyczekiwane happy endy są stałą częścią konstrukcji i fabuły. Mimo, że także lubię udać się do świata romantycznych historii, to takie przedstawienie tego świata nie przypadło mi do gustu.

czwartek, 5 lutego 2015

Sylvia Day "Wybór Crossa"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Wielka Litera.


Po zakończeniu lektury trylogii Crossa, autorstwa Sylvii Day, nie przypuszczałam, że amerykańska pisarka pokusi się o dalszą kontynuację. W sumie wszystko zostało wyjaśnione, wątki zakończyły się w mniej lub bardziej bolesny dla bohaterów sposób, a najważniejsze było to, że Eva i Gideon Cross są razem. Wbrew wszystkiemu, wbrew światu, okrutnej przeszłości i miażdżącym wspomnieniom. Jednak powstał IV tom tej serii i właśnie miałam okazję go przeczytać. Miałam obawy, że ta część nie wciągnie mnie tak, jak pozostałe, na szczęście pani Day stanęła na wysokości zadania i poprowadziła akcję tak, że książkę pochłonęłam w całkiem przyjemnym tempie.

Wszyscy, którzy wcześniej czytali tę serię, wiedzą w czym rzecz. Trochę kopciuszkowata fabuła w niczym nie przeszkadza, a wręcz pokazuje, że bajki w życiu też często się zdarzają, a przynajmniej mogą, dlaczegóż by w to nie wierzyć? Jednak bajka Gideona i Evy słodka i pastelowa nie jest, to raczej kolorystyka pełna czerni, bieli, szarości i krwistej czerwieni. W „Wyborze Crossa” Eva i Gideon planują wspólne życie, po zaręczynach i cichym ślubie przymierzają się do organizacji oficjalnej uroczystości zaślubin, a jednocześnie oboje próbują dostosować się do nowej wspólnej rzeczywistości. A nie jest to łatwe. Gideon Cross, nowojorski multimiliarder musi uważać na starych wrogów, których napytał mu jeszcze jego ojciec. Ale nie o to się martwi. Wciąż i wciąż walczy z koszmarami z dzieciństwa, do tego dochodzą jeszcze kontakty z byłymi kochankami, które raz po raz dają o sobie znać i jakby uparły się, że nie pozwolą Gideonowi zaznać szczęścia. A w tym wszystkim jest Eva, która po traumie i po tym, co zrobił dla niej Cross w poprzedniej części powieści, ma na celu tylko próbę przebicia się przez mur bolesnych wspomnień, jakim otoczył się jej ukochany i bez względu na ryzyko i zagrożenie własnego bezpieczeństwa, dąży do rozbicia tego cholerstwa. Bo chce Gideona zawsze i w każdej postaci, nawet tego skulonego i płaczącego po śnionym właśnie koszmarze. Tylko, czy potentat finansowy, dla którego władza jest wyznacznikiem wszystkiego będzie umiał do końca się otworzyć i stanąć twarzą w twarz z własną okrutną i pogmatwaną przeszłością? 

W „Wyborze Crossa” znajdujemy to co, do czego autorka nas już wcześniej przyzwyczaiła: dynamiczne i pełne podtekstów dialogi, ostry seks, wielką miłość, tragedie i wybory, wybory, wybory dwójki skażonych przez przeszłość ludzi. Pisarka zastosowała podwójną narrację pierwszoosobową, dzięki której poznajemy wydarzenia z perspektywy dwójki głównych bohaterów. To rozszerza obraz fabularny i pozwala lepiej wniknąć w świat, w którym żyją postaci.


Dla kogo jest ta książka? Na pewno dla czytelników wcześniejszych tomów, bo stanowi wcale udaną kontynuację. Wydaje mi się także, że jest tu nieco więcej psychologii postaci, przeżyć wewnętrznych, rozterek i zmagań. Seksu tyle co zawsze-czyli bardzo dużo. Z chęcią obejrzę ekranizację na podstawie tej serii, bo jest informacja na skrzydełku książki, że już trwają nad nią prace. Polecam wrażliwcom, którzy nie boją się odważnej erotyki i lubią, gdy fabuła funduje huśtawkę emocji. A tymczasem nasuwa się pytanie: będzie V tom?