środa, 30 stycznia 2013

"Seryjny" John Lutz

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Prószyński i S-ka.


„Seryjny” Johna Lutza to kolejna powieść z nowej serii wydawnictwa Prószyński i S-ka, oznaczonej żółtym paskiem z napisem „Crime scene-do not cross”.

Faktycznie, dużym ryzykiem jest przekraczanie tej żółtej blokady, bo wówczas wchodzi się w psychodeliczny świat seryjnego mordercy, dla którego zadawanie bólu to prawdziwa i niczym nie dająca się zastąpić przyjemność. Psychopata, zwany Rzeźnikiem, napada na kobiety, unieruchamia je, a potem za pomocą zakrzywionego noża do cięcia wykładzin, zadaje im powoli niewyobrażalny ból. Czy to, że te kobiety były kiedyś ofiarami gwałtu, ma znaczenie? A czy to, że ich oprawcy zostali złapani i skazani, także z czymś się wiąże? I wreszcie… czy to, że ci oprawcy okazywali się niesłusznie skazani… czy to może być punkt zaczepienia?

Na tych właśnie poszlakach opiera swe śledztwo detektyw Frank Quinn, któremu odkrycie kto jest mordercą zleca szef nowojorskiej policji. Quinn i jego zespół prowadzą wieloetapowe i wielowątkowe śledztwo, które często zmierza w bardzo mylącym kierunku. Jednocześnie poznajemy przyszłe ofiary Rzeźnika, a także jedną z ofiar gwałtu, której historia może wiązać się z postacią mordercy. Może, ale nie musi.

Powieść napisana jest prostym językiem, czasami aż za prostym. Często zdawało mi się, że autor nadmiernie wyjaśnia przyczyny zachowań bohaterów lub opisuje ich myśli, które doskonale byłyby odczytane przez czytelnika, bez niepotrzebnego ich analizowania. To kilka drobnych niuansów, które nie przeszkadzają w całościowym odbiorze powieści. Bo w końcu to kryminał, bazujący na emocjach, zagadce i rzucaniu mylnych tropów. A tych ostatnich jest sporo. I w sumie finał sprawił, że jednak pozytywnie popatrzyłam na całość fabuły.

„Seryjny” to zgrabny kryminał z nieco denerwującą (mnie) narracją. Ale czyta się sprawnie, seryjniak naprawdę jest psychopatą w każdym calu, a grupa detektywów powoli dobiera wszystkie elementy układanki. Dla czytelników lubiących akcję, śledztwa i niekiedy brutalne opisy-lektura na jeden wieczór.

niedziela, 27 stycznia 2013

Vincent V. Severski "Niewierni"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości portalu DużeKa i wydawnictwa Czarna Owca. 
Wcześniej recenzja ukazała się TUTAJ


Ostatnie dni były dla mnie niezwykle aktywne. Byłam w Sztokholmie, Londynie, Moskwie, Wilnie, Warszawie. Ścigałam, uciekałam, grałam, strzelałam, szpiegowałam, obserwowałam. Wciągałam się w dziwne rozgrywki pomiędzy tuzami wywiadu i próbowałam ugrać swoje. Dzięki czemu mogłam się przenieść w niebezpieczny świat polskiego i obcego wywiadu? Po raz kolejny zafundował mi taką wycieczkę all inclusive Vincent V. Severski w drugim tomie trylogii o sekcji Konrada Wolskiego, zatytułowanym "Niewierni".

W tej części ponownie spotykamy głównych bohaterów, znanych z "Nielegalnych". Tym razem służby wywiadowcze Polski i innych krajów zostają postawione w stan najwyższej gotowości, bo oto w stolicy Polski dochodzi do bardzo podejrzanego spotkania. Bo co robią agenci wywiadu Korei Północnej w hotelu Marriott w centrum Warszawy? Jednocześnie uaktywnia się polski islamista, czyli Karol Hamond. Do akcji wkracza oficer Specnazu, rosyjski wywiad, a także zaniepokojeni Szwedzi. Macki sięgają do Irlandzkiej Armii Republikańskiej, a w tym wszystkim dużą rolę odgrywają... hakerzy. Ale największym zagrożeniem okazuje się być pewne czeczeńskie rodzeństwo, wyszkolone i zmanipulowane przez Al-Kaidę. 
Nietrudno się domyślić, że takie nagromadzenie elementów fabuły gwarantuje prawdziwą huśtawkę emocji i przenikających się wątków. Czy jednak nie stanowi to pewnego ryzyka? Że na ponad 800 stronach autor może w pewnym momencie się nieco "pogubić"? Że czytelnik odczuje w końcu lekkie znużenie? Nakładaniem się wątków, niedokończonymi scenami, których taka właśnie konstrukcja ma zapewne budować napięcie? Czy czytelnik nie będzie zdezorientowany mnogością występujących bohaterów? Na pewno trzeba lekturę czytać uważnie, aby przyswoić wszystkie nazwy, sytuacje, miejsca, odniesienia do realnych ulic, miast, budynków. Ale uważam, że autor z drugiej części serii o polskich wywiadowcach również wyszedł obronną ręką. Równy poziom, szybkie akcje, właśnie te niedopowiedzenia, przeskakiwanie do kolejnych wątków, by po chwili powrócić do tych wcześniejszych, humor, realia... To wszystko sprawia, że powieść czyta się z prawdziwą pasją. I przyjemnością.
 
W "Niewiernych" najbardziej przypadły mi do gustu wszelkie wątki związane ze światem islamu. Od jakiegoś czasu bardzo interesuje mnie ta religia, kultura i idee. Jeśli chodzi o sposób pisania i przedstawioną tematykę, to proza Vincenta V. Severskiego wcale nie kojarzy mi się z Larssonem. Bliżej jej raczej do Daniela Silvy i do jego świetnej serii z izraelskim agentem Mossadu, Gabrielem Allonem. Pewnie dlatego od pierwszej chwili dałam się porwać Wolskiemu i jego ekipie, bo Allon to mój ulubiony bohater literacki. Przynajmniej ostatnio. Cóż, czekam na tom trzeci i być może Konrad Wolski będzie miał szansę stać się moim numerem jeden? A tymczasem polecam "Niewiernych". To pasjonująca i inteligentna lektura dla wielbicieli doskonałej sensacji.

sobota, 26 stycznia 2013

Znalezione na stronie Apetyt na kobiecość...

"Tak bardzo cię kocham… ale krzywdzę ludzi wokół siebie… nie mogę spojrzeć w lustro, żeby nie obrzucić się pogardliwym spojrzeniem… nie mogę już nigdy nikogo zranić… nie mogę zranić ciebie, bo kocham cię całą sobą…"
fragment "Zakręty losu" A. Lingas-Łoniewska



piątek, 25 stycznia 2013

Promocja powieści "Tutto bene"

23 stycznia 2013 r. w warszawskim Muzeum Etnograficznym odbyła się promocja powieści duetu pisarskiego: Manuli Kalickiej i Zbigniewa Zawadzkiego. Mieliśmy okazję poznać kulisy powstawania książki pisanej przez dwóch autorów, a także historię powstania tego kryminału na wesoło.
I ja tam byłam, dobre wino piłam, spotkałam się z koleżankami-pisarkami i wczoraj wróciłam do Wrocławia zaopatrzona oczywiście w egzemplarz powieści "Tutto bene" (recenzja niebawem).

Oto kilka fotografii z tej imprezy:

Manula Kalicka i Zbigniew Zawadzki z prowadzącą spotkanie-Dorotą Koman:





Muzeum Etnograficzne odwiedzili także bohaterowie "Tutto bene", czyli Zosia i Grzegorz, którzy pięknie zaśpiewali o tym, dlaczego warto przeczytać tę powieść:




Tutaj pozujemy z Manulą:


 A tu z moimi koleżankami-pisarkami z tajnej ekipy:)


I jeszcze jedno:


A zdjęć z after party nie pokażę :)))

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Sabina Waszut i Mariusz Wieteska "Isabelle"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Anagram i portalu Czytajmy Polskich Autorów.

Recenzja wcześniej ukazała się na portalu Czytajmy Polskich Autorów
 

Miłość, zmysłowość, pożądanie, oddanie. Piękne prowansalskie plaże, aromatyczne potrawy, dobre wino. Cudowne zachody słońca, małe kręte uliczki, znajomi sklepikarze. To wystarczy, aby wyobrazić sobie cudowną atmosferę, podsycającą zmysły i wzmacniającą doznania. A jeszcze, gdy akcja rozgrywa się w latach 20-stych ubiegłego wieku, pełnych dzikości i dźwięków charlestona, naprawdę niewiele trzeba, aby dać się porwać namiętności. Właśnie takiej, jaka została przedstawiona na powieści „Isabelle” autorstwa Sabiny Waszut i Mariusza Wieteski.
Bohaterowie książki to pisarz Gael i zagadkowa Yasmine (czy aby na pewno?) Gael, w poszukiwaniu weny, po odejściu ukochanej Florence, przybywa do prowansalskiego miasteczka Antibes i zamieszkuje w pensjonacie pani Bonett.

 Wkrótce spotyka tam piękną Amerykankę i powoli, między tą dwójką, zaczyna wywiązywać się pełne pożądania i wzajemnej zależności napięcie. Gael cały czas pracuje nad nową powieścią, szukając inspiracji w odosobnieniu, w przyrodzie, albo kochając się z Yasmine, która coraz bardziej zdaje się wnikać w jego umysł i w serce. Ale dziewczyna ma tajemnicę, która może zaważyć na ich ewentualnej wspólnej przyszłości. Jeśli chcecie się dać porwać tej pełnej pożądania i poezji historii, gorąco zachęcam was do sięgnięcia po „Isabelle”.

Na pewno nie było łatwo tworzyć taką opowieść i to jeszcze w damsko-męskim tandemie. Ale okazuje się, że wszystko jest możliwe i da się uniknąć tandety, prostoty i przewidywalności. W tej powieści ujął mnie przede wszystkim nieco poetycki język, ale nie upstrzony jakimiś trudno zrozumiałymi metaforami, tylko taki bliski, przejrzysty, a jednocześnie niebywale malowniczy. Ta książka to właściwie etiuda, miłosna, pełna pragnień i marzeń, a także tajemnic. Dzięki doświadczeniu Mariusza Wieteski i debiutanckiej świeżości Sabiny Waszut „Isabelle” to prawdziwy smaczek dla czytelnika ceniącego niebanalność, romantyczność i oryginalność. Gorąco polecam.

sobota, 19 stycznia 2013

Michael Robotham "Groza"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Świat Książki.

Czasami nie trzeba trzymać w ręku broni, aby kogoś zastraszyć. Nie potrzeba krwi, aby wzbudzić przerażenie. Nie potrzeba mieć żadnego makabrycznego argumentu, wystarczą tylko… słowa. I to słowa skierowane do odpowiedniej osoby. Która jest w stanie zrobić wszystko, aby tylko uratować swoich bliskich. Właśnie. Czasami nie trzeba mieć żadnego narzędzia zbrodni, bo wystarczy jedynie wykorzystać największą słabość człowieka. Jego miłość do drugiej osoby.

Profesor Joseph O’Loughlin zaczyna wykładać na uczelni, prowadząc zajęcia ze wstępu do psychologii behawioralnej. Wcześniej wielokrotnie pomagał Policji, teraz jednak zamierza nieco spokojniej spędzać swój zawodowy czas. Tego też wymaga od niego jego żona, Julianne. Może ze względu na spokój rodziny, córek Charlie i Emmy, a może dlatego, że Joe choruje na Parkinsona. I powinien o siebie dbać. Sam Joe wie, że choroba go zmieniła, ale kocha żonę, córeczki i zamierza żyć w spokoju. Nie jest mu to jednak dane.

Policja znowu prosi go o pomoc, tym razem Joseph zostaje wezwany na most Clifton Suspension, gdzie naga kobieta, trzymająca w dłoniach komórkę, zamierza skoczyć. Profesor usiłuje nawiązać kontakt z desperatką, jednak wysiłki okazują się być daremne. Kobieta jest skupiona na głosie, wydobywającym się z telefonu i po krótkich, ale dramatycznych chwilach, skacze. Czy to było samobójstwo? O’Loughlin wcale nie jest o tym przekonany. Wkrótce pojawia się kolejna ofiara, której śmierć jest o tyle okrutna, że zadana sobie przez samą ofiarę, w perfidny i bezwzględny sposób. I znowu punktem wspólnym z poprzednim zajściem okazuje się być telefon komórkowy. Z kim rozmawiały ofiary? Dlaczego popełniły te okrutne czyny? Wobec siebie? Czy ktoś je do tego zmusił?

Profesor będzie musiał spojrzeć w oczy prawdziwemu złu. W czystej postaci. Okaże się, że nie potrzeba mieć w ręku rewolweru, przystawionego do skroni ofiary, aby zmusić człowieka do różnych makabrycznych czynów. Wszystko jest w naszych umysłach, które tak łatwo jest… zmiażdżyć. Czy Joe uda się pokonać potwora, czy wpadnie w macki grozy i już nic w jego życiu nie będzie takie jak przedtem? Oczywiście warto się o tym przekonać, czytając powieść Michaela Robothama, pt.: „Groza”.

Naprawdę przerażająca historia, ciekawie ukazany umysł człowieka, dla którego niszczenie drugiego człowieka to prawdziwa przyjemność, ciekawa intryga, mrożące krew w żyłach sceny, prawdziwa gratka dla wielbicieli sensacji. Polecam.

środa, 16 stycznia 2013

W szpilkach od Manolo-finał:)






Uff.

Właśnie postawiłam ostatni znak. Nadszedł czas pożegnań. Przedsiębiorcza Liliana, tajemniczy Michał, upierdliwa Lejdi, zwariowane Baśka, Lidka i Marta, podejrzany Sekula. Nieznośna Mamulka i spokojny Ojciec. Bohaterowie "W szpilkach od Manolo" odchodzą... ale na jakiś czas tylko. Już latem wrócą w postaci mojej najnowszej powieści, czekającej na Was na półkach księgarskich.
Tym razem to będę całkiem nowa JA. 
Mniej dramatów, za to więcej humoru, fantazji, zwariowanych sytuacji, zagadek i tajemnic.
Mam nadzieję, że będzie to dla Was niezła niespodzianka:)))

A tymczasem... na zakończenie... szklaneczka Baileysa i kawałek z playlisty:



Kreatorka wyobraźni :)

Właśnie tak określam ludzi tworzących. Piszących. Wymyślających fabułę, opowieści, historie. A także tych w magiczny sposób łączących myśli, słowa, zdania.
Poznałam przemiłą kobietę. Która przeczytała wszystkie moje książki i jak twierdzi, weszło to w fazę uzależnienia się od tworzonych przeze mnie bohaterów. To doskonała nagroda dla każdego twórcy. Ale ta świetna babka sama także pisze. Wiersze. Piękne, lekkie, uduchowione. Czasami smutne. Refleksyjne. Ale zawsze celnie trafiające w ciekawe tematy.

Jej wiersz "Miłość" ukaże się w mojej najnowszej książce "W szpilkach od Manolo".

A teraz... dziękuję serdecznie Jolu Mach i mam nadzieję, że nadal będziesz wspaniale rysować słowem. I dziękuję za ten wiersz o mnie. Pozwolę przytoczyć sobie jego końcówkę:

"W pary się łączą myśl i sens
Zamknij oczy Agnieszko
I tańcz tango ze słowami
Niech panoszą się dumnie
W twej szalonej wyobraźni..."

Obiecuję, że nie przestanę tańczyć... 

A pomaga mi w tym, na przykład... Enya:)


wtorek, 15 stycznia 2013

Styczniowa porcja lektur I

Ostatnio nie mam czasu na czytanie, studia, sesja, deadline z pisaną właśnie powieścią-wszystko to sprawia, że czytam mniej, bo najnormalniej w świecie nie mam kiedy. Ale czytam. Bez przeczytania chociażby kilku kartek-nie zasnęłabym. To moje obowiązkowe "przedspaniowe" preludium.

Tymczasem nowe pozycje w biblioteczce oczywiście się pojawiają i niezwłocznie spieszę Was z nimi zapoznać:) 

 I od góry: 
John Lutz "Seryjny" - wydawnictwo Prószyński
Tomasz Białkowski "Kłamca" - pożyczone od Kasi Taki jest świat
Katarzyna Michalak "Mistrz" - z piękną dedykacją-prezent urodzinowy dla mojej Mamy, która bardzo lubi książki Kasi :)

sobota, 12 stycznia 2013

ZBADAJ MOCZ SWOJEMU DZIECKU!!!

BADAJCIE MOCZ SWEMU DZIECKU! Odkąd dowiedziałam się o tragicznej śmierci 16-letniego syna mojej serdecznej koleżanki, nie mogę przestać o tym myśleć. Chłopiec popełnił samobójstwo pod wpływem narkotyków, rodzice nie mieli świadomości, że bierze. Każdy z nas może być pozbawiony takiej wiedzy. Kupienie testu w aptece to koszt około 31 zł. MULTITEST pozwala wykryć 6 rodzajów narkotyków, wynik znany jest po niepełnej minucie. Nie grajmy przed sobą, że to nas nie dotyczy, że to nie moje dziecko. DOTYCZY to wszystkich, a zwłaszcza nastolatków i ich rodziców. Wkrótce w programie UWAGA będzie program dotyczący tej sprawy i akcji badania moczu. Błagam, nie odpuszczajcie tego tematu, można wcześniej zareagować i zapobiec tragedii!

Jeśli ktoś krępuje się kupować w aptece stacjonarnej, można zakupić test przez internet, np. tutaj: KLIKNIJ

 

środa, 9 stycznia 2013

Liliana i Michał, czyli komediowo, kryminalnie, romansowo...

Zbliżam się do końca:) Deadline na 31 stycznia, ale skończę szybciej.

Specjalnie dla moich kochanych Czytelników-"surowy" fragment "W szpilkach od Manolo":

Odwróciłem się i wybrałem numer do kumpla z sekcji informatycznej.
- Kacper, sprawdź logowanie do sieci – podałem mu numer komórki Liliany. Gdy po chwili otrzymałem odpowiedź, wiedziałem już, że stało się coś złego. Coś bardzo złego. – Okej, dzięki. Tak, stało się. Niedługo będę w firmie, na razie. – Rozłączyłem się i popatrzyłem na rodziców mojej ukochanej.
- Co się dzieje?
- Jej telefon zamilkł koło jej domu. To znaczy, że został tam wyłączony. Teraz nie można go namierzyć.
- Och, boże…
- Michał, czym ty się właściwie zajmujesz? – Pan Arciszewski od razu zrozumiał.
- Właśnie tym. Proszę się nie martwić, znajdę ją. Będę dzwonił. Proszę tylko o klucze od jej mieszkania, muszę coś sprawdzić.
- Nie masz ich? – Mama Liliany zachlipała, ale jej mąż, wiedząc, że nie czas teraz na wyjaśnienia, bez słowa dał mi klucze i powiedział: - To nasze dziecko, wiesz o tym?
- Wiem – odparłem twardo, uściskałem moich niedoszłych (przyszłych-może) teściów i pobiegłem do samochodu. Jak wariat jechałem ulicami miasta i w dwadzieścia minut stałem przed jej blokiem na Biskupinie.
- Gdzie jesteś, moja Liliano? – Szepnąłem i wszedłem na górę. Otworzyłem drzwi do jej mieszkania, oczywiście cała trójka kociaków wyszła mi na przywitanie.
- Cześć sierściuszki. Tak, tak, zaraz dam wam jeść. Nienasycona kociarnia – nałożyłem ekipie mokrej karmy i zacząłem rozglądać się po mieszkaniu Liliany. Ten uroczy rozgardiasz, to podniecające zakręcenie, typowe dla niej, a do tego jej zapach… Wszystko to sprawiło, że poczułem ostre ukłucie w sercu. Nie wybaczę sobie nigdy, nigdy, jeśli coś jej się stanie! Przeszukałem kuchnię, salon, łazienkę, w końcu stanąłem w drzwiach sypialni. Wspomnienia uderzyły we mnie podwójną mocą. To z nią przeżyłem moje małe trzęsienie ziemi. Chwile magiczne, namiętne, pełne niewypowiedzianych słów. Teraz wiedziałem, że trzeba więcej mówić, szybciej działać, bo czasami… miłość odchodzi, albo ktoś lub coś ją zabiera. Liliano, już nigdy więcej nie będę taki głupi, tylko błagam, daj mi jakąś wskazówkę. I nie wiem, czy mnie posłuchała, czy to jakiś sygnał od losu, cholerny paranormalny drogowskaz, ale w ręce wpadła mi jej ulubiona torebka. Wysypałem wszystko na łóżko, w duchu prosząc o wybaczenie, że grzebię w jej rzeczach. Przeważały napoczęte błyszczyki, paczki chusteczek higienicznych, kilka biletów z kina, z seansów, na których byliśmy razem. Liliana miała roztkliwiający mnie zwyczaj chomikowania wszelkich śladów bytności w różnych miejscach, bilety, kartki, reklamowe foldery. Potem to wszystko zalegało w różnych miejscach, najczęściej na dnach jej torebek i gdy zmieniała którąś z nich, wyciągała dany szpargał i krzyczała:
- Oooo zobacz, pamiętasz, byliśmy na tym w kinie, a ja wylałam na ciebie całą colę.
Na samo wspomnienie zacisnąłem szczęki. Kurwa mać! Muszę jak najszybciej złapać jakiś trop. I gdy sięgnąłem po kolejny papierek, już wiedziałem…

I kawałek z playlisty, w sam raz do klimatu powieści:

WINNY 



wtorek, 8 stycznia 2013

Trylogia Zakręty losu wyróźniona:)

W rankingu portalu Granice.pl moja ukochana trylogia, czyli opowieść o braciach Borowskich znalazła się na 1 miejscu Lektur z dreszczykiem, rankingu, przygotowanym przez Sylwię Szymkiewicz-Borowską.

Bardzo miła to wiadomość:)

Jeszcze milsze są Wasze listy, w których piszecie tak wiele wspaniałych opinii o moich książkach. W ostatnim czasie jest mi trochę ciężko, z różnych względów i te pełne radości maile naprawdę podtrzymują mnie na duchu.
Dziękuję :)))

Tutaj link do wspomnianego wyżej rankingu: Granice.pl


piątek, 4 stycznia 2013

Katarzyna Michalak "Wiśniowy Dworek"

Wcale mi się ten tytuł nie podobał. Nie lubię wszelakich dworków, domków, pałacyków, pensjonacików. Jakoś sztampowo mi się to kojarzy, nie wiem, mam chyba jakieś uprzedzenie, do którego się otwarcie przyznaję. Jednakże ostatnia książka Kasi Michalak przypadła mi do gustu (mówię o powieści Nadzieja), tak więc przebywając w księgarni Traffic zaopatrzyłam się w „Wiśniowy Dworek”. Najpierw przeczytała tę książkę moja mama, która uwielbia twórczość Kasi, a ja zabrałam się za lekturę wraz z nadejściem Nowego Roku. No i co? Okazuje się, że uprzedzenia to głupota, a ja po raz kolejny zostałam wystrychnięta na dudka przez mylną interpretację tytułu. 
Owszem, jest Wiśniowy Dworek, stara posiadłość w wiosce na wschodzie Polski. Owszem, jest romantyczna i nieco „siłaczkowa” bohaterka, Danusia. „Uczycielka” w wiejskiej szkole. Jest też typowa polska wieś z całym jej specyficznym kolorytem. Ale mamy także prężną bizneswoman Dankę, warszawiankę, pnącą się po szczeblach kariery. Mamy tajemniczego obserwatora, a właściwie kreatora wydarzeń, który niejedno ma na sumieniu, a policja wszystkich krajów (przytaczając słowa mojego ulubionego zespołu sprzed lat) jest nim niezwykle zainteresowana. Jest intryga, tajemnica, strzelaniny i ucieczki. Tak więc wszystko to, co bardzo lubię w powieściach.

Nie będę streszczać fabuły, bo nie o to chodzi. Przyznam, że nie znam wcześniejszych powieści Katarzyny Michalak, czytałam chyba tylko dwie, w tym wspomnianą wyżej Nadzieję. Lecz odnoszę wrażenie, że pisarka idzie w kierunku ulubionej, przynajmniej przeze mnie, mieszanki gatunków, gdzie obyczajowe wątki mieszają się z sensacyjnymi, a nad tym wszystkim unosi się duch lekkiego romansu. Jak dla mnie-zestaw pożądany.
„Wiśniowy Dworek” to książka lekka i przyjemna, czasami denerwująca, a moim osobistym zdaniem bohaterowie męscy są o wiele bardziej pociągający niż postaci kobiece. No, ale może o to właśnie w tym wszystkim chodzi. Oczywiście zachęcam do lektury i proszę nie sugerować się tytułami, jak czasami czyni autorka niniejszego wpisu.

wtorek, 1 stycznia 2013

Jaki był? Podsumowanie roku 2012.

Początek beznadziejny. Rok 2012 nie zaczął się dla mnie dobrze, trochę depresji, czas wpatrywania się w ekran, oglądania seriali, czas stracony, bo spędzony całkowicie bezproduktywnie. 
Ale wkrótce ujrzałam światełko w tunelu i w miarę szybko się pozbierałam, nigdy nie byłam typem histerycznym, a lata pracy w korpo nauczyły mnie szybkiego poruszania się w "kwadracie zmian".
Tak więc odnalazłam nowy cel, zapisałam się na studia podyplomowe i zaczęłam robić nowe rzeczy. 
Jeśli chodzi o moją pasję, czyli pisanie, to w 2012 wydałam w sumie 5 książek. Były to:
"Szósty" - wydany przez wyd. Replika
"W zapomnieniu" - wyd. Novae Res
i trylogia "Zakręty losu" - także wyd. Novae Res
Najbardziej cieszę się z wydania tej ostatniej, czyli całej historii o braciach Borowskich, a zwłaszcza z tomu III, czyli "Historii Lukasa".
W międzyczasie zaczęłam pisać nową książkę, opartą trochę na własnych doświadczeniach, ale będzie to oczywiście historia wymyślona przeze mnie, opowiadająca o pewnej prężnej menadżerce pracującej w korpo, która kocha wysokie szpilki, koty i ma niesamowicie cięty język. Aż w końcu trafia w sam środek kryminalnej zawieruchy, która to zawierucha w dodatku nie ominie jej serca. "W szpilkach od Manolo" to na pewno komedia z elementami kryminału i lekkiego romansu. Myślę, że będziecie się nieźle bawić przy lekturze tej powieści:)

Jeśli chodzi o moją drugą pasję, czyli czytanie, to w 2012 przeczytałam 128 książek. Jakieś odkrycia? Na pewno Akunin i Silva.  

Koniec roku przyniósł mi szereg poważnych decyzji, które postawiły mnie w całkowitej gotowości do przyjęcia tego, co przyniosą mi następne miesiące. Mam nadzieję, właściwie wierzę, że były to dobre decyzje:)

Co zatem w 2013?
Wydanie dwóch kolejnych powieści:
"W szpilkach od Manolo" - lato 2013 (komedia plus kryminał)
"Obrońca nocy" - jesień 2013 (sensacja plus fantasy)
Ukończenie studiów, napisanie i obrona dwóch prac dyplomowych, realizacja własnych pasji, pisanie opowiadań, czytanie, pomysł na nową powieść.
W lecie-urlop na Krymie.
No i pozostanie w postanowieniu o niejedzeniu mięsa.

To chyba tyle...

A gdzie drugie dno? Oczywiście jest. Abyśmy ja i moja rodzina byli zdrowi i szczęśliwi. Jeśli to niezmiennie będzie, reszta przyjdzie sama :)