sobota, 30 czerwca 2012

Magdalena Zarębska "Maja poznaje świat. Cz.2"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Skrzat.


Magdalena Zarębska to autorka książek i opowiadań przeznaczonych dla młodszego czytelnika. Jest wrocławianką i w 2008 roku otrzymała nagrodę główną w konkursie Stowarzyszenia Pisarzy Polskich we Wrocławiu za opowiadanie „40 razy Wrocław”. Miałam przyjemność spotkać się z nią samą, a także z jej twórczością podczas lektury „Kaktusa na parapecie” i były to niezwykle miłe spotkania.
Teraz, dzięki uprzejmości wydawnictwa Skrzat, do mojej biblioteczki zawitała książeczka „Maja poznaje świat. Część 2”. Jak mówi podtytuł są to: „proste odpowiedzi na trudne pytania”. Książka zawiera pięć opowiadań, zatytułowanych kolejno: „Całkiem nowa koleżanka”, „Chcę być zawsze najpiękniejsza!”, „Przemijanie czasu”, „Dlaczego niektórzy ludzie boją się chodzić do dentysty?”, „Ja też chcę mieć w domu jakieś zwierzątko!”, „Jestem ogromnie ciekawa, co się wydarzy w przyszłości”.
Jak nietrudno się domyśleć, lektura poświęcona jest kłopotliwym niekiedy pytaniom, na które rodzice czasami nie potrafią znaleźć właściwych odpowiedzi. Takich, które wyjaśnią dziecku nurtujący je problem, nie zafałszujeąprawdy, ale jednocześnie przekazywana treść będzie jasna i przystępna dla małego zdobywcy, poznającego świat. Z wszystkimi jego blaskami i cieniami.
Bohaterką książki jest mała Maja, która zadaje pytania swoim rodzicom, mamie Zuzi i tacie Wojtkowi, a ci starają się odpowiadać na nie jak najlepiej, jak najszczerzej i jak najbardziej delikatnie. Doskonała lektura na wieczorne „zasypianie”, a także wskazówka dla rodziców małych ciekawskich, którzy czasami potrafią zaskoczyć niespodziewanym pytaniem, na które trudno tak od razu znaleźć odpowiedź. Dodatkowym atutem jest bardzo ładne wydanie w twardej oprawie, ozdobione pięknymi ilustracjami Renaty Grzybek. Książeczka, która powinna się znaleźć w biblioteczce małego ciekawskiego czytelnika. Polecam. I oczywiście zachęcam do zaopatrzenia się w część 1 przygód Mai.


piątek, 29 czerwca 2012

Męskie spojrzenie na powieść "W zapomnieniu"

Chciałam Wam przedstawić najnowszą recenzję powieści '" zapomnieniu". Napisana została przez Czytelnika, który wygrał książkę w konkursie na portalu webook. I tam też ukazała się jego opinia o mojej wałbrzyskiej opowieści.
Bardzo wrażliwa, pełna emocji, celnych spostrzeżeń.
Myślę, ża warto zapoznać się z tym odbiorem książki, uznawanej powszechnie za "kobiecą".
A wiem, że moje powieści czytają także faceci. I fajnie, że jeden z nich zechciał o tym napisać:)




"Na tle odrapanych kamienic i ziejących dziurawymi oknami zakładu przemysłowego, zapewniającego niegdyś egzystencję połowie miasta, rozkwita, niczym róża na wysypisku śmieci, piękna i namiętna miłość miedzy nią, a Michałem, młodym, przystojnym pseudo gangsterem pochodzącym z patologicznej rodziny.
 Miłość ta okazuje się być jedynym ratunkiem w kraju omamienia, w którym każdego dnia wzrasta dystans miedzy wyobraźnią a rozumieniem...
 W połowie książki bardzo się bałem, że ta miłość nie przetrwa, że skazana jest na zagładę. Czasy nie są romantyczne, a postacie pochodzą z różnych bajek.
 Lektura książki dostarcza nie tylko wielu, wielu emocji, ale prowadzi do przewartościowania wszystkich wartości i wykroczenia poza sferę moralną w ocenie ludzkiego życia — określenia dobra i zła ..."

Więcej TUTAJ

czwartek, 28 czerwca 2012

Jula - Nie Zatrzymasz Mnie



Jula zaczynała od wrzucania swoich piosenek do YT. Pisząc "Zakład o miłość" (w 2010 roku), trafiłam na jej kawałek "Za każdym razem" i umieściłam go w playliście. W tym roku usłyszałam tę piosenkę w radiu Eska. Teraz Jula ma 4 nominacje do Eska Music Awards i wchodzi na listę z nowym utworem. Świetny przykład na to, że jak się czegoś mocno chce-można to osiągnąć. Powodzenia! :)

Sara Blædel "Handlarz śmiercią"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Prószyński i S-ka.


Sara Blædel to kopenhaska dziennikarka prasowa i telewizyjna. Jest też właścicielką wydawnictwa, publikującego głównie zagraniczne kryminały. „Handlarz śmiercią” to jej powieściowy debiut, który ukazał się w 2004 roku w jej ojczyźnie. Jest to pierwszy tom kryminalnej serii o asystent kryminalnej Louise Rick, a teraz, dzięki wydawnictwu Prószyński i S-ka, pojawił się także na polskich półkach księgarskich. A już wkrótce zostaną wydane kolejne odsłony przygód duńskiej policjantki.
W „Handlarzu śmiercią” poznajemy postać Louise Rick, młodej i ładnej obrończyni prawa, pracującej w Wydziale Zabójstw Komendy Miejskiej Policji w Kopenhadze. Kobieta jest bardzo oddana służbie, stara się wykonywać swoje obowiązki jak najlepiej, radząc sobie nie tylko z przestępcami, ale także z szowinistycznym męskim otoczeniem w wydziale. Prywatnie, Louise jest w związku z Peterem, lecz wkrótce nad tą parą zaczną gromadzić się chmury. Policjantka przyjaźni się z Camillą Lind-reporterką kryminalną, która samotnie wychowuje małego Markusa. Dziewczyny są sobie bardzo bliskie, ale niejednokrotnie poprzez konflikt interesów stają po dwóch opozycyjnych stronach danej sprawy. Kolejne śledztwo także wystawi ich przyjaźń na poważną próbę.
Do wydziału, w którym pracuje Rick, trafiają sprawy dwóch morderstw. Ginie znany dziennikarz, pracujący w tej samej gazecie co Camilla, zostają także znalezione zwłoki młodej dziewczyny. Na pozór obie sprawy nie łączą się, Louise wykonuje swoje czynności, podczas gdy Camilla wpada na niebezpieczny trop, prowadzący do kopenhaskiego półświatka, w którym z powodzeniem działa mafia narkotykowa. Rick na próżno stara się odwieść przyjaciółkę od ryzykownych działań, jednocześnie musi wykonywać swoje obowiązki i uporać się z problemami osobistymi. Już wkrótce pojawi się kolejna ofiara, ściśle związana ze środowiskiem prasowym, Camilla nawiąże bliski kontakt z „człowiekiem mafii”, a zagrożenie nadejdzie z najmniej spodziewanego kierunku.
„Handlarz śmiercią” to rasowy kryminał z ujmującymi bohaterami, ciekawie zarysowanymi, dającymi się lubić i doskonale umiejscowionymi w przedstawionej historii. Nieprzegadana, sprawna, z ciekawą intrygą, trzymająca napięcie. Dająca nadzieję na kolejne, równie interesujące części serii. Zachęcam do lektury, kryminaliści nie powinni czuć się zawiedzeni, a ja tymczasem wypatruję kolejnego tomu kryminalnych zmagań Louise Rick. Polecam.


wtorek, 26 czerwca 2012

Izabela Mikrut "Strasznie trudne wierszyki"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Skrzat.



„Strasznie trudne wierszyki” Izabeli Mikrut trafiły do mojej biblioteczki dzięki uprzejmości wydawnictwa Skrzat. To króciutka książeczka, w której zabawa przeplata się z celem pedagogicznym, a właściwie z logopedycznym. W zbiorku znajdziemy 17 wierszyków, które niosą wartość nie tylko wychowawczą, zaskakując puentą, bawiąc i wprawiając czytelnika w dobry humor. To także swego rodzaju zbiór ćwiczeń językowych, dzięki którym dziecko może poćwiczyć prawidłowe wypowiadanie niektórych głosek, sprawiających często małemu uczniowi wielką trudność. Można wspólnie czytać wesołe teksty, zwracając uwagę na prawidłowe wypowiadanie poszczególnych wyrazów. Do książeczki dołączona jest płyta, na której Maciej Stuhr w mistrzowski sposób zinterpretował wierszyki zawarte w zbiorku. To idealny podkład do książeczki, starsze dzieci mogą czytać i jednocześnie słuchać, to na pewno pomoże w utrwaleniu i zrozumieniu tekstu.
Dodatkowym atutem są piękne ilustracje autorstwa Olgi Reszelskiej, które w idealny sposób uzupełniają i obrazują wiersze Izabeli Mikrut.
„Strasznie trudne wierszyki” to doskonały przykład wydawnictwa, które łączy w sobie wyżej wymienione elementy, może stanowić pretekst do wspólnej zabawy, z której dziecko może wynieść także coś więcej. Ciekawy prezent dla młodego czytelnika na każdą okazję. Polecam


niedziela, 24 czerwca 2012

Kjell Ola Dahl "Czwarty napastnik"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości serwisu Zbrodnia w Bibliotece i wydawnictwa Czarnego.


Kjell Ola Dahl jest nazywany ojcem norweskiego kryminału. Zasłynął jako autor  serii kryminalnej z inspektorem Gunnarstrandą i asystentem Frølichem w rolach głównych. Powieści zostały przetłumaczone na wiele języków, a dzięki wydawnictwu Czarnemu trafiły także na nasze półki księgarskie. A z kolei do mojej biblioteczki, dzięki serwisowi Zbrodnia w Bibiliotece, trafiła najnowsza odsłona wspomnianej serii, zatytułowana „Czwarty napastnik”.
Tym razem ciężar utrzymania napięcia i ukazania zawiłych kryminalnych wydarzeń spadł na Franka Frølicha, który jest głównym bohaterem tej książki. A wszystko rozpoczyna się od tajnej policyjnej akcji w pewnym sklepie, gdzie na linii ognia znajdzie się piękna młoda kobieta. Frank ratuje ją z opresji i tym samym wkracza w mroczny świat namiętności, pasji i swego rodzaju zafascynowania, a także uzależnienia. Wkrótce okazuje się, że Elisabeth Faremo, bo tak nazywa się ta femme fatale, jest siostrą Jonny’ego Faremo, przestępcy, podejrzanego o zabójstwo młodego ochroniarza. Dla inspektora Gunnarstrandy sprawa zdaje się być prosta i jednoznacznie wskazywać sprawcę, jednakże niejasnym pozostaje związek pomiędzy jego pracownikiem a siostrą podejrzanego. Zwłaszcza, gdy okazuje się, że piękna Elisabeth zniknęła, a w sprawę może być zamieszana jej profesorka, z którą łączyło dziewczynę coś więcej. Sytuacja komplikuje się, gdy wkrótce zostają znalezione zwłoki Jonny’ego. Potem pojawia się następna ofiara. W tym wszystkim znajduje się Frank, który zostaje odsunięty od obowiązków służbowych, ale nieoficjalnie prowadzi własne śledztwo. I sam już nie wie na czym mu bardziej zależy: na odkryciu prawdy, kto stoi za zabójstwami, czy na znalezieniu panny Faremo, o której nie może przestać myśleć.
Powieść ujmuje sposobem przedstawienia postaci, stopniowaniem napięcia, ukazaniem głównych bohaterów, jako ludzi z krwi i kości z wielkim bagażem doświadczeń, którzy mają wiele przeżyć za sobą, którzy cierpią, kochają, nienawidzą, a przy tym nie mogą zapominać, że przyrzekali bronić i służyć. Ciekawie przedstawiony norweski półświatek, domy uciech i ludzie parający się podejrzanymi profesjami. Czy policjant będzie potrafił oddzielić zawodową powinność od gorących pragnień? Czy będzie umiał zapomnieć o tym, czego żąda jego ciało, pamiętając jednocześnie o cienkiej granicy pomiędzy prawdą a kłamstwem? Zapewniam, emocji podczas lektury będzie co niemiara. Zachęcam do przeczytania tej powieści, a najlepiej do sięgnięcia po całą serię z Gunnarstrandem i Frølichem w rolach głównych. Warto.


piątek, 22 czerwca 2012

W szpilkach od Manolo:) Pisze się (powoli, ale pisze;))

No właśnie. Piszę tę moją komedię kryminalną. Trochę powoli mi to idzie, bo i czasu brakuje i jakoś ostatnio jestem ciągle śpiąca:( Ale obiecałam sobie, że do października skończę i to mój deadline, nie ma bata!

A tymczasem dla moich czytelniczek fragmencik nowego tworu, trzymajcie kciuki za szczęśliwe ukończenie:)

Niektórzy bohaterowie:

Liliana, lat 35, dyrektor w firmie finansowej
Baśka, lat 33, menadżerka, przyjaciółka Lilki
Lidka, Marta - przyjaciółki Lilki i Baśki
Michał Maliszewski - super ekstra ciacho, pojawiające się w firmie, a także w wielu innych miejscach, facet-zagadka
Mamulka - mama Lilki, bolejąca nad odwiecznym wolnym stanem córki.
Lejdi - szefowa Lilki, powiedzmy, że nie pałają do siebie sympatią;)
Oczywiście to nie wszystkie postaci ze "Szpilek", ale powiedzmy taki trzon, na pół żartobliwy, na pół... niebezpieczny:)



Chciałam pomyśleć nad tą dziwną rozmową, ale nie miałam okazji, gdyż od razu przyszpiliła mnie Lejdi. Moja ulubienica. Ten dzień jednak miał być do dupy.
- Liliano – odezwała się tym swoim afektowanym tonem i uśmiechnęła, jakby była moją serdeczną przyjaciółką – czy możesz przejrzeć wszystkie umowy z partnerami? Trzeba sprawdzić jakie mamy okresy wypowiedzeń. Niech któraś z twoich dziewczyn to zrobi.
- Zamykamy miesiąc. Mamy co robić – odparłam spokojnie, widząc, że Maliszewski wyszedł na korytarz. Lejdi odrzuciła głowę w tył, zaśmiała się i powiedziała na tyle głośno, że na pewno to słyszał.
- Jak zawsze zabawna, do jutra do dwunastej potrzebuję mieć raport w tej sprawie.
- Jasne – mruknęłam, odwróciłam się i ruszyłam w stronę wind. Tam nacisnęłam guzik, miażdżąc go i wyobrażając sobie różne miłe rzeczy jakie robię przy użyciu fizycznej siły.
- Ja jestem zabawna? – Mamrotałam do siebie. – Doprawdy? Jak ja jestem zabawna, to ciebie wcale nie ma!
Gdy wreszcie nadjechała winda, kątem oka dostrzegłam stojącego w holu Maliszewskiego, który przyglądał mi się z rozbawionym wyrazem twarzy. Nie mogłam się pohamować, wykrzywiłam się w uśmiechu i zwiałam do windy. Boże! Czasami zachowywałam się jak idiotka, ale było mi wszystko jedno. Lejdi w ogóle nie czuła klimatu. Na koniec miesiąca grzęzłyśmy w zestawieniach, analizach, raportach, niektóre generował nam system, ale wiele gównianych tabelek trzeba było przygotowywać „na piechotę”. Pewnie prezes zapytał ją o którąś z umów, ona nie miała bladego pojęcia, no ale jest  przecież pogotowie ratunkowe w postaci Liliany i jej zespołu. Gdy słyszałam to jej „twoje dziewczyny” otwierał mi się scyzoryk w kieszeni. A raczej cały zestaw świeżo naostrzonych noży. Wpadłam do swojego pokoju, moje towarzyszki korporacyjnej niedoli od razu wiedziały, że coś jest nie tak.
- Ciacho cię wkurzył? – Marta spytała, nie odrywając spojrzenia od monitora.
- Też. A właściwie on nie – opowiedziałam o rozmowie z Michałem, pomijając dziwne kwestie, które do mnie wypowiadał. A potem rzuciłam bombę, którą na moje barki zrzuciła Lejdi.
- Jasne kurwa, to jest mega pilne! – Baśka nie przebierała w słowach.
- Pięćdziesiąt groszy!!! – Marta i Lidka wydarły się jak opętane, wskazując na szklaną świnkę-skarbonkę, którą dostałam od jednego z naszych partnerów biznesowych. Do tej pory wrzucałyśmy tam groszówki „na czarną godzinę”.
- Walcie się – Baśka wściekła rzuciła monetę do świni.
- O co chodzi? – Spytałam, obawiając się o zdrowie psychiczne moich koleżanek.
- Uznałyśmy, że za bardzo przeklinamy, dlatego za każdą „wiąchę” wrzucamy pięćdziesiąt groszy.
- O rany. A można abonament wykupić? – roześmiałam się.
- Nie można – Baśka machnęła ręką z rezygnacją. – Pilnuj się, bo możesz być liderką.
- Tutaj o to nie trudno. No nic babki, musimy sprawdzić te pieprzone umowy.
- Pięćdziesiąt groszy!!!! – Przyjaciółki zgodnie zawyły.
- O kurwa!
- ZŁOTÓWKA!!!!!
Z godnością wrzuciłam żądaną złotówkę, zagryzając wargi, bo coś mocniejszego cisnęło mi się na usta, ale nie miałam już więcej drobnych. Potem w milczeniu zasiadłam do swoich obowiązków, wiedząc, że jak je skończę będę jeszcze musiała zająć się umowami. Pieprzonymi umowami! Acha! W myślach mogę kląć i to za darmo!
Siedziałyśmy nad rzeczonymi papierzyskami do osiemnastej, Lidka pojechała wcześniej, bo musiała odebrać chłopców z przedszkola. Miała dwóch synów, jej mąż pracował na drugą zmianę-zrozumiałe. Potem wysłałam Baśkę i Martę do domu, postanawiając resztę dokończyć już sama. Zanim się zorientowałam, było już po dziewiętnastej. Biuro o tej porze było wyludnione, nieliczni pracowali tak długo. Zebrałam papiery, łapiąc się na tym, że po raz kolejny biorę robotę do domu. Gdy zjechałam windą na parking, było tam niemal pusto. Moje auto stało w odosobnieniu, czarnej beemki oczywiście już nie było. Jasne, skoro przyjeżdżał z samego rana (i zajmował moje miejsce), to i wychodził wcześniej. Oczywiście moje rozumowanie było bez sensu, ale nie wiedzieć czemu trafiało do mnie takie wytłumaczenie. Otworzyłam bagażnik i wrzuciłam tam dokumenty, laptopa i zakupy, które zrobiłam w czasie pracy. Nagle doszedł mnie jakiś dziwny odgłos. Obejrzałam się, w nadziei że zobaczę jakiegoś pracusia zmierzającego do swojego samochodu, ale nic nie dostrzegłam. Za to za jedną z kolumn dojrzałam jakiś cień. Jakby ktoś się tam krył. Zorientowałam się, że jestem tutaj zupełnie sama, na dworze zapadł już zmierzch, połowa parkingowych lamp nie działała. Moja wybujała wyobraźnia zaczęła podsuwać mi nader sugestywne obrazy. W których moje zmasakrowane ciało spoczywało gdzieś w rowie, będąc smakowitym kąskiem dla czerwi. Ostatnio byłam po lekturze serii o antropologu sądowym, gdzie bardzo obrazowo opisano to, co dzieje się z ciałem człowieka po śmierci. A raczej po morderstwie.
- Opanuj się! – Warknęłam do siebie i nie patrząc w kierunku, z którego dochodziły mnie podejrzane odgłosy, wsiadłam do samochodu.

„Piękna brunetka zamordowana na parkingu!”
„Parkingowy morderca powrócił!”
„Piękność z Biskupina zaginęła w dramatycznych okolicznościach!”

Tak mogłyby wyglądać nagłówki gazet po moim gwałtownym, acz efektownym opuszczeniu tego łez padołu. Wyjechałam na ulicę i śmiałam się w głos. Powinnam pisać książki! A najlepiej kryminały.
Słuchając mojego ukochanego Within Temptation wjechałam na ulicę Promień, gdzie mieszkałam od trzech lat. Miałam dwupoziomowy apartament, który kupiłam za własne pieniądze, posiłkując się niewielkim kredytem. Oprócz epizodu z wiarołomnym Mareczkiem, mieszkałam sama, to znaczy z kotami i żyło mi się całkiem miło. Ale, nie ukrywajmy, gdyby teraz czekał na mnie jakiś przedstawiciel płci męskiej, taki około metra dziewięćdziesięciu wzrostu, z diabelnie niebieskimi oczami, byłabym na pewno bardzo zadowolona.
- Pomysły, rodem z harlequina – parsknęłam, wysiadając. Wyciągnęłam rzeczy z bagażnika i przeszłam na drugą stronę osiedlowej drogi. I gdy już miałam wchodzić do mojej klatki schodowej, kątem oka (którego podobno nie mam, jeden pan z reklamy ostatnio przekonywał) dostrzegłam duże czarne auto wyjeżdżające z mojej ulicy. Usiłowałam dojrzeć markę, ale było już ciemno, a auto… miało wygaszone światła. Kształt wskazywał na pewną znajomą i ulubioną markę. Ale… co do diabła robił Michał Maliszewski pod moim domem, siedząc w samochodzie z wygaszonymi światłami? Chyba zmęczenie, irytacja i pewne budzące emocje poranne spotkania sprawiły, że widziałam to, co chciałabym widzieć. Nie było innego wytłumaczenia, chyba że pan blue eye to seryjny zabójca i wkrótce zostanę jego kolejną ofiarą. Weszłam do bramy i dla pewności zatrzasnęłam za sobą drzwi. Nienormalna wyobraźnia to jedno, ale zachowanie podstawowych zasad bezpieczeństwa jeszcze nikomu nie zaszkodziło. W domu nakarmiłam koty, zjadłam lekką kolację, wzięłam prysznic i padłam niemal nieprzytomna do łóżka, zasypiając w locie. Śniłam o przystojnym seryjnym zabójcy, który zakochał się we mnie do pierwszego wejrzenia i zaczął mordować dla mnie tych, którzy mnie denerwowali. To był naprawdę… fantastyczny sen.

czwartek, 21 czerwca 2012

Andrzej Gumulak "Drugie piętro"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Prószyński. 

Przyjaźń. Co to takiego? Czym właściwie jest? Przywiązaniem? Zależnością? Ślepą wiarą w drugiego człowieka? Bezkompromisowym akceptowaniem wszelkich działań tej drugiej osoby? Ale może nawet przyjaźń na dobre i na złe ma swoje granice, jeśli ktoś w dramatyczny sposób je przekracza? I niszczy wszystko to, co udało się przez lata zbudować? Wypracować? Coś, co pielęgnowane, staje się nic nie warte, umiera, zdeptane przez ludzkie postępki?

Między innymi o przyjaźni traktuje najnowsza powieść Andrzeja Gumulaka, zatytułowana „Drugie piętro”. To pełna reminiscencji historia życia dwóch starych kobiet, Lidii i Heleny. Pierwsza z nich to była primabalerina, która znana i podziwiana była głównie w państwach bloku wschodniego. Trasę jej kariery wytyczał małżonek, wysoki ministerialny urzędnik, którego los zdeterminował także dzieje Lidii. Helena natomiast była znaną i uwielbianą śpiewaczką operową, która zdobyła serca słuchaczy na zachodzie Europy. Teraz dziwne życiowe zawiłości rzuciły obie kobiety do jednego warszawskiego domu, gdzie mieszkają jedna pod drugą. Niczym Paweł i Gaweł, czynią sobie świadomie lub nie, drobne złośliwości, dając sygnał czytelnikowi, że w ich przeszłości wydarzyło się coś, co nie pozwoli im już nigdy spojrzeć sobie wzajemnie w oczy i ujrzeć w nich tę gorącą przyjaźń, która kiedyś je łączyła. Silna, bezkompromisowa, przetrwała koszmar wojny, prześladowań, nagonek. A jednak wystarczył jeden mężczyzna, aby to, nad czym Lidia i Helena pracowały przez lata, uległo całkowitej destrukcji. Czy kobietom uda się odzyskać własną przeszłość, czy kierująć się wspólnymi przeżyciami, można wybaczyć nawet najgorszą krzywdę? Czy pozorna nienawiść ma szansę przerodzić się w skrywaną miłość? Pytań jest wiele, wciąż i wciąż pojawiają się nowe wątki, ślady historii obu kobiet, po których czytelnik tropi przeszłość i poznaje teraźniejszość. Niejednokrotnie wstrząśnięty, zmieszany, wzruszony.

Andrzej Gumulak stworzył powieść pełną emocji, tych złych i tych dobrych. Stworzył postaci, które nie dają się tak łatwo zapomnieć, ich losy na długo zapadają w pamięć czytelnika, który próbuje zrozumieć, który próbuje wszystko poukładać sobie w głowie, który czasami chciałby zaprotestować, ale jedyne co może zrobić, to zakończyć lekturę i pozostać z falą szalejących myśli. Bardzo dobrze napisana opowieść, z ciekawą konstrukcją, wciągającą historią, z wyrazistymi postaciami. „Drugie piętro” inspiruje, motywuje do przemyśleń, wzbudza emocje, nie jest lekturą gładką, łatwą i przyjemną. Język nie nuży, wciąga, a postać Lidii często bawi, chociaż to taki trochę ironiczny śmiech. Polecam, doskonała lektura z nutką tajemnicy, historii i sensacji w tle.

wtorek, 19 czerwca 2012

A.B. Międzyrzecki "Consul"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości serwisu Zbrodnia w Bibliotece i wydawnictwa Nowy Świat.


Ostatnio moja półka biblioteczna ugina się od książek z gatunku szeroko rozumianej sensacji, kryminału, powieści szpiegowskich i thrillerów. Pozycja, z którą miałam właśnie okazję się zapoznać, to opowieść z pogranicza sensacji i historii szpiegowskiej. „Consul” autorstwa A.B. Międzyrzeckiego śmiało może stawiać obok pasjonujących powieści, w których dynamiczna akcja, bezlitosne czarne charaktery i wyraziści bohaterowie stanowią jeden z głównych atrybutów książki.
Powieść została podzielona na trzy części, w których poznajemy nowe postaci, na początku nie mające ze sobą wiele wspólnego. Ale już wkrótce okazuje się, że to wspólne elementy tej samej układanki. A jej głównym, powiedzmy klockiem, jest Artur Cisek „Cis”, od lata parający się przemytem kokainy z Kolumbii do Polski. Jest dobrze zorganizowany, ostrożny, ma też dla kogo żyć i o kogo dbać. Lecz okazuje się, że macki sprawiedliwości mogą dosięgnąć nawet jego. Nie ma ludzi nieomylnych, a stróże prawa już długo pracują nad rozpracowaniem tego wybitnie sprytnego i uzdolnionego przestępcy. Artur postanawia zmienić swoją tożsamość, poddaje się operacji plastycznej i już wkrótce znika niebezpieczny Cis. Za to w jednym z miast Ameryki Południowej pojawia się tajemniczy Eligo Consul, który próbuje rozpocząć nowe życie. Jednak okazuje się, że nie zawsze nowa tożsamość może być tą właściwą i bezpieczną. Consul trafia do jednego z cięższych więzień, San Cristobal, gdzie przyjdzie mu zmierzyć się z nieludzkim traktowaniem, ciągłym zagrożeniem życia i sprzedajnymi strażnikami. To tylko jedna z przeszkód, jakie pojawią się na drodze Consula. Jak zakończy się jego gra o drugie życie? Na to na pewno nie odpowiem. Mogę jedynie zachęcić do sięgnięcia po tę powieść.
„Consul” to sprawnie napisana książka sensacyjna, w której akcja goni akcję, a intryga plecie swoje sprytne sieci, w które nieuważny czytelnik może łatwo wpaść. Świetne postaci, obrazowo przedstawione realia wenezuelskiego więzienia San Cristobal, dynamiczne i wciągające sceny, to wszystko jest niewątpliwym atutem tej książki. Świetna lektura dla twardych facetów i mocnych babek. Polecam.


poniedziałek, 18 czerwca 2012

Zatrute pióra-antologia :)

Nasza kryminalna antologia już w sprzedaży:)

Książkę można zamawiać w księgarni wydawnictwa Replika TUTAJ

A także:

merlin.pl TUTAJ


I oczywiście w wielu innych księgarniach:)


A do mnie dzisiaj trafiły egzemplarze autorskie, co jest niezwykle miłym momentem tego dnia:)




niedziela, 17 czerwca 2012

Inge Löhnig "Zapłatą będzie śmierć"

Książkę przeczytałam dzięki serwisowi Zbrodnia w Bibliotece i wydawnictwu Initium.


Kryminały to coś, co tygrysy lubią najbardziej. Prawda to ogólnie znana wszystkim, którzy czytają moje recenzje i odwiedzają mojego bloga. Ale czegoś nie wiecie. Nigdy nie pisałam o mojej małej fobii, która czasami mnie dopada podczas czytania, a właściwie po zakończeniu lektury. Otóż, jeśli w czasie pochłaniania kolejnych stron nie wpadnę na to, kto był zabójcą (czasami się to zdarza, innym razem odkrywam to pod koniec, niekiedy w połowie, rzadko już na początku), wówczas gdy już wszystko jest dla mnie jasne, wracam do scen, w których morderca się pojawiał i doszukuję się symptomów, które wcześniej mi umknęły, Takie fajne ponowne śledztwo i szukanie śladów.
Podczas czytania debiutanckiej powieści autorstwa Inge Löhnig, zatytułowanej „Zapłatą będzie śmierć” o tym, kto jest zabójcą, dowiedziałam się w ostatnim, powiedzmy, kwartale powieści. To znaczy mniej więcej w tych okolicach zaczęłam się domyślać i po zamknięciu ostatniej karty książki, oczywiście wróciłam do tych scen, kiedy pojawiał się ów bohater. Ale o czym to właściwie świadczy? Na pewno o umiejętności autora do zakamuflowania tego złego, pokierowania w taki sposób akcją, aby czytelnik gubił się w domysłach i chwytał fałszywe tropy. Świetna zabawa, gdy siedzi się w fotelu i czyta o takich okropnościach.
„Zapłatą będzie śmierć” to opowieść o młodej wdowie, Agnes Gaudera, która po stracie męża i córeczki próbuje poskładać swoje rozsypane życie i kupuje dom w miasteczku Mariaseeon nad jeziorem Kirchsee. Jej bliscy zginęli w tragicznym w skutkach pożarze, a kobieta nie potrafi przestać się obwiniać o tamte wydarzenia. Teraz uprawia sport, zamierza wrócić do zawodu graficzki i próbuje odnaleźć się w nowej społeczności. Niemal od pierwszego dnia po przeprowadzce włączona zostaje do poszukiwań małego chłopca, Jakoba, który zniknął bez śladu ku rozpaczy rodziców i mieszkańców miasteczka. Do śledztwa zostaje przydzielona ekipa komisarza Konstantina Dühnforta, który nie wie jeszcze z jak tragicznymi wydarzeniami przyjdzie mu się wkrótce zmierzyć. Tak samo jak Agnes nie wie, że niebawem odkryje prawdę dotyczącą śmierci swoich bliskich. Zaskakujących i mrożących krew w żyłach sytuacji będzie wiele, do tego dojdą osobiste problemy bohaterów i niespodziewane przyciąganie, jakie zapanuje pomiędzy Agnes i Konstantinem.
Debiut niemieckiej pisarki to dynamiczny kryminał, ze świetną intrygą, zapętlającą się akcją i interesującymi bohaterami. Zgrabny język, dynamika i sprawna fabuła sprawiają, że książkę czyta się w iście błyskawicznym tempie. Lektura obowiązkowa dla wielbicieli kryminałów. Polecam!


czwartek, 14 czerwca 2012

Czerwcowy konkurs "Ku radości!" :D

Tak sobie siedzę i myślę (czy ktoś pamięta z jakiego programu dla dzieci to było?;))



I w związku z tym, że weekend zapowiada się ciekawie i ze względu na mecz naszej reprezentacji z Czechami, a także dlatego, że moje przyjaciółki przyjeżdżają do mnie, ogłaszam konkurs:)



Proszę o opisanie jakiejś śmiesznej, zwariowanej, niemającejprawasięwydarzyć historii, która przydarzyła się Wam naprawdę. Coś a'la moja przygoda z telefonem i panami ze śmieciary, którą niedawno tutaj opisywałam.
Ostatnio miałam trochę zmartwień, ale nie ma tak dobrze, nie dam się paskudnej depresji. A Wasze opowieści na pewno mi w tym pomogą.

Nagroda główna to zestaw moich trzech książek:

Bez przebaczenia - mój debiut
Dirty World - dramat, opublikowany w USA, w przyszłym roku ukaże się w Polsce (uwaga! nie odpowiadam za stan serca i umysłu po zakończeniu lektury)
W zapomnieniu - moja najnowsza powieść, bliska sercu<3

Przewiduję też 3 nagrody pocieszenia, które będą niespodziankami.


Na Wasze historie czekam pod moim adresem mailowym: agnieszka.loniewska@gmail.com do końca czerwca:)

W temacie proszę wpisać: Ku radości!

Czekam na Wasze historie:))))))))))))



W ramach zachęty wrzucam fanowskie filmiki do powyższych powieści:)

Bez przebaczenia

Dirty World




W zapomnieniu



środa, 13 czerwca 2012

Katarzyna Michalak "Nadzieja"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autorki.


Katarzyna Michalak zasłynęła kilkoma seriami powieściowymi, oscylującymi w kierunku, tak zwanej, literatury kobiecej. Jej twórczość wywołuje szereg emocji, od uwielbienia, po krytykę, a nawet niczym nieuzasadnioną nienawiść. Do tej pory przeczytałam jej dwie książki, jedna przypadła mi bardziej do gustu, druga nieco mniej, lecz nie zmienia to mojego zdania odnośnie jej twórczości. Autorka ma ciekawe pomysły i potrafi je tak ubrać w słowa, że chce się czytać. Czy Katarzyna Michalak może nas jeszcze czymś zaskoczyć? 

Po lekturze jej najnowszej powieści z serii z Czarnym Kotem, zatytułowanej „Nadzieja”, uważam że autorka dopiero się rozkręca. Bo „Nadzieja” zaskoczyła mnie całkowicie, wbiła w ziemię i powaliła na łopatki. Książkę zaczęłam czytać wieczorem, skończyłam o 2 w nocy. Nie sposób było się oderwać, nie mogłam jej odłożyć na później, chociaż oczy piekły i kręciło się w głowie. Czasami tak jest, że powieść pochłania, wciąga, nie daje chwili wytchnienia. I „Nadzieja” jest tego doskonałym przykładem.

Głównymi bohaterami tej dramatycznej opowieści są Liliana i Aleksiej. Poznajemy ich losy na przestrzeni niemal trzydziestu lat, ich pełne bólu i rozpaczy dzieciństwo, potem okres dorastania, studia i wreszcie dorosłe życie. Lilka pochodzi z patologicznej rodziny, chociaż patrząc na mieszkańców wsi i ich sposób na wychowanie i traktowanie dzieci, to jej los wcale nie był odosobniony. Aleks pochodzi z Czarnobyla, ale po tragedii w 1986 roku został przysposobiony przez ciotkę, Anastazję i zamieszkał w tej samej wsi co młodsza o dwa lata dziewczynka. Bohaterowie poznają się w chwili, gdy są jeszcze dziećmi, ale zarówno Lilka, jak i Aleks, dźwigają na swych barkach ogromny, jak na tak krótkie życie, ciężar. Lecz chłopiec już wykazuje niezwykłą moc i siłę charakteru, natomiast dziewczynka jest zastraszoną i sponiewieraną istotką, podszytą wieczną obawą i tchórzostwem. Okaże się w przyszłości, że te cechy pogłębią się u Liliany i Aleksieja i nabiorą całkiem innego wymiaru, determinując ich los.

Nie wiem jak mam ubrać w słowa to, co kołacze mi się w głowie. Historia Lilki i Aleksa to pełna dramatyzmu i bólu opowieść o wielkiej i silnej miłości, która jednak ciągle była nastawiona na ogromne próby, z których częściej bohaterowie wychodzili na tarczy, niż z tarczą. Nie chcę tutaj streszczać ich losów, jednak oprócz wątku psychologicznego i romansowego, dostaniecie jeszcze akcję i sensację w pakiecie. I nie chodzi o to, że może nie wszystkie wydarzenia miały szansę wystąpić, to nie powieść paradokumentalna, to historia zagmatwanych losów bohaterów, którą autorka stworzyła z taką dynamiką i gamą różnorodnych emocji, że opowieść nokautuje i zostawia z gromadą dzikich myśli w głowie.

„Nadzieją” Katarzyna Michalak mnie bardzo zaskoczyła w pozytywnym tego słowa znaczeniu, to rodzaj opowieści, które bardzo lubię, tworzący istną mieszankę gatunkową, z wyrazistymi bohaterami, których postępowanie (a zwłaszcza decyzje Liliany), czasami przyprawiały mnie o zgrzytanie zębów. Ale książka ma wywoływać obrażenia i „Nadzieja” właśnie taka jest. Jeśli kolejne tomy serii zostaną utrzymane w podobnym tonie, to ja jestem na tak. Polecam!

poniedziałek, 11 czerwca 2012

Paweł Fabijański "Las"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Muza.


Czy żubrówka jest przysmakiem żubrów?

Do czego potrzebni są w lesie leśnicy?
Dlaczego drzewa tracą liście na zimę?
Czy wszystkie komary gryzą?
 To tylko kilka z licznych pytań, z jakimi możecie się spotkać w najnowszej pozycji wydawnictwa Muza. „Las. Pytania i odpowiedzi” Pawła Fabijańskiego to przepięknie wydana książka w twardej oprawie, poświęcona wszystkiemu co jest związane z lasem i jego mieszkańcami. W sposób niezwykle przystępny, ale i rzeczowy, autor wyjaśnia wszelkie zagadki dotyczące lasu, zwierząt, owadów, roślin. Możemy dowiedzieć się w jakim wieku są polskie lasy, ile jest gatunków grzybów trujących i jadalnych, czy zbieranie poziomek i jagód może być szkodliwe? Czy są w Polsce miejsca, w których las nigdy nie wyrośnie?
Pozycja ta stanowi kompendium wiedzy dotyczącej tego elementu przyrody, jakim właśnie jest las. Dla młodego czytelnika wiadomości podane są w dynamicznej formie pytania i następującej wyczerpującej, ale nie nużącej odpowiedzi. A wszystko opatrzone żółtymi karteczkami, tak zwanymi „niezapominajkami” i oczywiście wspaniałymi ilustracjami i fotografiami. Roślin, zwierząt, ptaków, krajobrazów.
Książka ta jest doskonałą lekturą dla młodego przyrodnika, a także może stanowić atrakcyjne uzupełnienie wiedzy szkolnej. Świetna na prezent, lub na nagrodę dla pilnego ucznia na koniec roku szkolnego.


niedziela, 10 czerwca 2012

Iwona J. Walczak "Złocista dolina"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autorki.


Trzy kobiety. Trzy różne charaktery. Trzy małe i większe dramaty, które napisało życie. Trzy odmienne spojrzenia na świat. A jednak coś połączyło te trzy dziewczyny i sprawiło, że trafiły do tego samego miejsca na ziemi. Czasami los płata dziwnego figla, albo inaczej, sami go prowokujemy, aby wystawił nas na próbę, dał wskazówkę, innym razem popochnął w odpowiednim kierunku. Czy w najnowszej powieści Iwony J. Walczak, zatytułowanej „Złocista dolina” wszystko będzie takie proste, miłe i łagodne, jak może wskazywać na to okładka książki?
No cóż. Nie odpowiem na wszystkie pytania, bo nie byłoby to fair i w stosunku do czytelników i w stosunku do autorki. Niemniej jednak postaram się być takim palcem losu, który pokaże Wam, czy powieść znajduje się w kręgu Waszych zainteresowań.
Majka, Dorota i Katarzyna. Trzy przyjaciółki, które wzmiankowany wyżej los rzucił w różne strony świata. Kiedyś się przyjaźniły, było bardzo blisko, teraz każda żyje swoim życiem, starając się pokonywać przeszkody, jakie pojawiają się na ich drodze.
Majka to trochę zapatrzona w siebie malarka-amatorka, której mąż traci pracę. Czy poradzi sobie z kolejną kłodą rzucaną pod nogi?
Dorota, wraz z córką mieszka w Niemczech i jest pod wrażeniem zasad panujących w tym kraju. Fascynuje ją porządek, bo przecież „ordnung muss sein”. Czy ułatwi jej to przyszłe życie w naszym kraju?
Kasia, poznanianka, wychowuje syna i pasjonuje się fotografią. Jest dla mnie najsympatyczniejszą bohaterką z tej całej „babskiej” trójki.
Kasia, wraz z Dorotą i Majką postanawiają wyjechać na pojezierze ełckie i otworzyć tam pensjonat. Niby prozaiczny zabieg, tak obecnie popularny, jeśli chodzi o różnej maści powieści. Ale to tylko powłoka, pod którą kryje się znacznie więcej. Bo opowieść o Złocistej dolinie to nie jest przewidywalną opowiastką o próbie zmiany własnego życia. To świetny rys psychologiczny postaci, ukazanie trzech różnych charakterów i próba pokazania, że wcale nie jest tak prosto, łatwo i przyjemnie rzucić swój los na jedną kartę i zmienić całe swoje dotychczasowe życie. Dodatkowym atutem powieści jest umiejętność budowania przez autorkę klimatu, poprzez obrazowe opisy przyrody, natury otaczającej bohaterów, a także miast, w których rozgrywają się poszczególne wydarzenia.
Iwona J. Walczak to sprawna obserwatorka i życia i ludzi, analizująca umiejętnie postępki bohaterów i tworząca wyraziste postaci o niekiedy trudnych do zniesienia charakterach. „Złocista dolina” to z jednej strony malownicza opowieść o pięknie natury, urokach przyrody, a z drugiej o meandrach życia i wszelkich cieniach, jakie się w czasie tej życiowej drogi pojawiają. Refleksyjna, miejscami urokliwa, innym razem irytująca. Pozbawiona wyraźnego podziału na czarno-biały świat. Bo przecież nie należy zapominać o wszelkich odcieniach szarości. I autorka nie zapomina. Polecam.


sobota, 9 czerwca 2012

Czerwcowy "Bluszcz", a w nim recenzja mojej książki i nie tylko to:)



"Pisarka pochyla się nad zwyczajnymi problemami, nadając nawet osobistym doświadczeniom uniwersalny wymiar. Ta historia porusza do żywego, ale przynosi oczyszczające i pełne nadziei rozwiązanie" - z recenzji "W zapomnieniu" Damiana Gajdy w czerwcowym numerze "Bluszcza".

Oczywiście nie tylko dlatego warto sięgnąć po najnowszy numer pisma. Wspaniały wywiad z równie wspaniałą Scarlett Johansson, opowiadanie "Grusza" autorstwa Katarzyny Enerlich, rozmowa z Lukiem Bessonem to tylko jedne z licznych perełek czerwcowego "Bluszcza".

Gorąco zachęcam do lektury!