wtorek, 31 maja 2011

Caroline Graham "Zawiść nieznajomego"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości serwisu Zbrodnia w Bibliotece.

"Palec mię świerzbi, to dowodzi, że jakiś potwór tu nadchodzi".
Wiliam Szekspir "Makbet. Akt IV"
 
Może być wszędzie, może być każdym, sąsiadem, kolegą z pracy, sprzedawcą w kiosku, dostarczycielem pizzy. Może być tuż obok, może przechodzić koło ciebie, może cię obserwować. Nie znasz go. Jest nieznajomym, który cię nienawidzi. Który karmi się twoim strachem. Twoją dezorientacją. Który przewraca twoje życie do góry nogami. Który... chce cię zabić.

Roz Gilmour jest kobietą sukcesu, prowadzi w radio popularny program, do którego dzwonią słuchacze i opowiadają o swoich problemach. Jest żoną znanego lekarza, matką dwójki dzieci. Ma piękny dom, pasję, którą jest pisanie biografii i wiarę w to, że jej życie jest idealne. I nie zdarzy się nic, co mogłoby naruszyć ten perfekcyjny stan.

Lecz pojawienie się tego właśnie człowieka, nieznajomego, burzy odwieczny porządek świata Roz.

Książka Caroline Graham "Zawiść nieznajomego" to genialne studium umysłu człowieka, który w otaczającym go świecie upatruje powodów własnych niepowodzeń, braku sukcesów i marnego życia. Człowiek ten pielęgnuje w sobie przekonanie, że ludzie żyjący w świecie sławy, blichtru i w światłach mediów są ludźmi "z wyższej półki" i jedynym jego celem jest dołączenie właśnie do tej grupy. W tym celu próbuje dostać pracę w telewizji, a gdy to się nie udaje, postanawia spróbować swych sił w radio. Wysyła list do autorki popularnego radiowego show, do Roz Gilmour i tym samym zmienia i jej życie i swoje własne, a także pewnej nieszczęśliwej dziewczyny, która jest sekretarką Roz.

Odrzucenie powoduje, że mężczyna postanawia zrealizować swój psychopatyczny plan. To Roz jest ucieleśnieniem wszelkich jego porażek, jest powodem tego, że inni nie poznają się na jego geniuszu, na jego uroku, na jego inteligencji. I zaczyna sukcesywnie zacieśniać pętlę strachu i nękania wobec znanej prezenterki radiowej. Roz zaczyna popadać w rozpacz, pije coraz więcej, kłóci się z mężem, uderza córkę i w trochę inny sposób spogląda na przyjaciela z pracy. Z drugiej strony jesteśmy świadkami destrukcyjnego związku nieśmiałej dziewczyny, spragnionej uczucia i zainteresowania i potwora w ludzkiej skórze.

"Zawiść nieznajomego" to świetny thriller, a jednocześnie powieść psychologiczna, w której jesteśmy obserwatorami załamania się charakteru człowieka nękanego przez innego człowieka. Możemy zobaczyć jak łatwo można zniszczyć czyjeś życie, kiedy ktoś wykaże się odpowiednią determinacją i psychopatyczną przebiegłością. Z jednej strony siedzimy w głowie nękanej głównej bohaterki, która nie mogąc znaleźć oparcia w mężu, znajduje je w koledze z pracy. I z drugiej strony obserwujemy chore myśli mordercy, który w iście szalony sposób tłumaczy i usprawiedliwa swe działania. To naprawdę poruszające dialogi wewnętrzne.

Polecam tę książkę, czyta się sprawnie, choć nie jest to błaha kryminalna opowiastka. To przekrój charakterów ludzkich, miotanych namiętnościami, szaleństwem i pragnieniem miłości. Doskonała lektura, napisana świetnym językiem, wzbudza i strach i refleksje. Polecam.


poniedziałek, 30 maja 2011

Heather Graham "Rajska pokusa"


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości serwisu Zbrodnia w Bibliotece.

Czy istnieje miłość od pierwszego wejrzenia? Czy wystarczy jedno spojrzenie, jeden błysk w oku, jedno westchnienie i już wiemy, że ta druga osoba jest nam przeznaczona? Niektórzy to przeżyli, inni w to nie wierzą, jeszcze inni o tym tylko czytali, a kolejni o tym piszą. Do tych ostatnich należy z pewnością Heather Graham, amerykańska pisarka, autorka książek łaczących elementy sensacji i romansu.
W swej najnowszej powieści, zatytułowanej "Rajska pokusa", przedstawia historię dwójki ludzi, którzy pokochali się właśnie od pierwszego wejrzenia, ale na ich drodze pojawiło się zbyt wiele niebezpieczeństw, aby mogli od razu "żyć długo i szcześliwie". Bohaterką książki jest Blair Teile, trzydziestoletnia wdowa, córka wysoko postawionego dyplomaty amerykańskiego rządu, Andrew Huntingtona, która przebywa w Ameryce Środkowej i pomaga nękanym przez partyzantów tubylcom. Nie wie, że grozi jej olbrzymie niebezpieczeństwo i dlatego jej ojciec postanawia jak najszybciej wydostać ją z zagrożonego terenu, wiedząc, że w jej przypadku prośby zdadzą się na nic. Wysyła w tym celu swojego najlepszego agenta, Craiga Taylora, który ma użyć wszelkich środków, aby przywieźć do Waszyngtonu Blair, oczywiście całą i zdrową. Craig nie jest zachwycony nowym zadaniem, słyszał to i owo o córce Huntingtona i domyśla się, że to uparta i rozpieszczona kobieta, nawykła do wydawania rozkazów. Nazywa ją "księżniczką" i próbuje się wywinąć od wykonania zadania. Na próżno, gdyż jego szef uważa, że tylko on może sobie poradzić z tym zadaniem. Tak więc agent Taylor trafia do obozu w Ameryce Środkowej i zaczyna pracować w zespole organizacji Hunger Crew, która pomaga głównie dzieciom i kobietom na terenach nękanych przez rebeliantów. Poznaje Blair, która oczywiście nie wie, dlaczego przystojny Amerykanin pojawił się w samym środku dżungli. Wie tylko, że nie może oderwać wzroku od jego złotych oczu i muskularnej sylwetki. Namiętność wybucha w nich wielką mocą, ale oczywiście ta sytuacja nie może trwać wiecznie, bo Taylor wykonuje rozkazy, o których Blair nic nie wie. Ich droga będzie trudna, pełna zagrożeń, nie tylko tych z zewnątrz.

"Rajska pokusa" to udany romans z elementami sensacji, jednakże skupiający się głównie na zależnościach pomiędzy namiętnością i wybuchającym z nienacka uczuciem, a obowiązkiem i honorem. Książka obfituje w szereg miłosnych scen, opisujących namiętne zmagania dwójki bohaterów.

Z wielu ostatnich pozycji, które oparte były na podobnym schemacie, czyli gorący romans i wątek sensacyjny lub kryminalny, "Rajska pokusa" podobała mi się chyba najbardziej. Zdecydowanie lektura raczej dla kobiet i to lubujących się w tego typu połączeniu gatunków. Czyta się szybko i sprawnie, doskonała lektura na odstresowanie. Jeśli kogoś rażą opisy kiełkującego i wybuchającego pożądania, które notorycznie gnębi bohaterów,  nie powinien sięgać po tę lekturę. Same sceny są napisane dosyć plastycznie, ale nie przekraczają niewidzialnej granicy dobrego smaku. Tak jak wspomniałam wcześniej, dla wyznawców gatunku.





sobota, 28 maja 2011

Magdalena Zarębska "Kaktus na parapecie"

"Komputerów nie było, telefonów też. W telewizji dwa programy... Co oni robią? Muszą mieć masę wolnego czasu."
 
To słowa bohatera najnowszej książki Magdaleny Zarębskiej, pt.:"Kaktus na parapecie". Jest to ujmująca opowieść o chłopcu, uczniu IV klasy szkoły podstawowej, który żyje beztrosko w 2009 roku, korzystając z dobrodziejstw epoki. Słucha muzyki z iPoda, ma swój komputer, telefon komórkowy, nie koleguje się z mało popularnym Antkiem i jest wiecznie naburmuszony i niezadowolony. Pewnego dnia zagląda do gabinetu ojca, w którym ten pracuje nad nową grą komputerową i wskutek niezrozumiałych okoliczności, przenosi się do roku 1979r. Trafia do mieszkania niejakiego Mikołaja Szydełko. Chłopiec nie tylko nazywa się tak samo, ale i jest bardzo podobny do Mikołaja z 2009 roku. Ale nigdzie go nie ma. Okazuje się, że tych dwóch Mikołajów, których dzieli róznica trzydziestu lat, zamieniło się miejscami na zagmatwanej linii czasu. Nasz Mikołaj musi odnaleźć się w nowej rzeczywistości i przychodzi mu to z trudem. Na szczęście z pomocą przychodzi Krzysiek, sąsiad i kolega tamtego chłopca z lat 70-tych, który odkrywa uroki życia tamtego okresu. Nie ma komputerów, telefonów, w telewizji są tylko dwa programy, mało kto ma samochód, rano mleko rozwozi mleczarz, w szkole za najmniejszą odzywkę można dostać uwagę, a czasami nie ma lekcji, tylko jeździ się na wykopki. Za to dzieci niemal cały wolny czas spędzają na podwórkach, jeżdżąc na składakach, grając w kapsle, nikt nikogo nie kontroluje, ale i nie pilnuje. Chłopiec tęskni za swoimi czasami i dostrzega również, jak wiele wspaniałych było w jego życiu rzeczy, których nie doceniał, o których myślał, że mu się po prostu należą. Dla mnie niewątpliwą atrakcją jest umiejscowienie akcji książki, gdyż wszystko rozgrywa się w moim mieście, czyli we Wrocławiu. A lata, w które trafia Mikołaj, to lata mojego dzieciństwa, więc czułam się, jakbym to ja powróciła do przeszłości, znowu wsiadła na swój rower Wigry 3 i pojechała wałami nad Odrą na beztroską wycieczkę.

Polecam książkę Magdaleny Zarębskiej, gdyż czyta się ją naprawdę dobrze, jest napisana zgrabnym, ujmującym językiem, który wciąga nawet dorosłego czytelnika. Myślę, że to doskonała lektura dla naszych dzieci, aby po pierwsze pokazać im, w jakim otoczeniu dorastali ich rodzice, a po drugie, może historia Mikołaja Szydełko uświadomi im, w jak dobrych czasach przyszło teraz im żyć i należałoby to docenić. I polecam także dorosłym, zwłaszcza urodzonym w latach 70-tych, to będzie niezapomniana podróż do przeszłości, bo pomimo że w sklepach nic nie było, a bajka puszczana była w telewizji tylko raz dziennie, to jednak cudowne to były czasy naszego beztroskiego dzieciństwa.

Jayne Ann Krentz "Niebezpieczna układanka"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Mira.


"Niebezpieczna układanka" autorstwa Jayne Ann Krentz to nieduża objętościowo książka, którą czyta się w mgnieniu oka. Opowiada historię Sary Frazer, trzydziestoletniej kobiety, która zaniepokojona zniknięciem ukochanego wuja Lowella Kincaida, rusza na jego poszukiwanie. Trafia do domu tajemniczego przyjaciela wuja, którym jest świeżo "upieczony" pisarz, Adrian Saville. Coś łączy Sarę i Adriana, o czym ten ostatni wie zdecydowanie więcej, niż sama dziewczyna. Saville ukończył właśnie swoją pierwszą książkę, zatytułowaną "Fantom", w której wykorzystał opowieść Lowella o ukrytym złocie na granicy Wietnamu i Kambodży, tuż po zakończeniu wojny w Wietnamie. Bo Lowell Kincaid to były agent rządowy i jego zniknięcie na pewno ma ścisły związek z wojenną przeszłością. Sara doskonale zna historię wuja, a jedna z jego opowieści o super agencie, zwanym Wilkiem, wzbudza w niej niepokój, strach i wręcz przerażenie. Wilk to postać jak z koszmaru, dla Sary to największy wróg wuja, zdrajca i bezlitosny zabójca.
Sara i Adrian nie mogą dojść do porozumienia w kwestii odnalezienia wuja, Sara chce działać, natomiast Adrian jest spokojny i opanowany i zaleca czekać, wyznając zasadę, że Lowell świetnie sobie ze wszystkim poradzi.

Ale Sara Frazer jest zbyt samodzielna, szalona i impulsywna, aby trwać w bezruchu. I tym samym ściąga na siebie poważne niebezpieczeństwo.

"Niebezpieczna układanka" to zgrabna opowieść, łącząca w sobie elementy sensacji, przygody i romansu, a także tajemnicy. Gdzie znajduje się ukryte złoto? Co Lowell chciał przekazać Sarze i Adrianowi? Kim jest tajemniczy Wilk? Kto chce porwać Sarę?

Wiele pytań, a odpowiedź być może kogoś zaskoczy. Mnie nie zaskoczyła, gdyż jestem bardzo wyczulona na wszelkie kryminalne zagadki i intrygi i już w połowie zorientowałam się w czym rzecz. Ale nie przeszkodziło mi to dokończyć lekturę i zobaczyć, jak rozwinie się związek Sary i Adriana. Bo w sumie na ich romansie oparta jest cała akcja książki. Ciekawym pomysłem jest wplecenie wątku z ukrytym złotem po wojnie w Wietnamie, myślę że można by było trochę szerzej rozbudować tę historię, powstałaby wówczas opowieść bardziej przygodowa. No i sama Sara, na początku zachowuje się jak mała dziewczynka, dopiero później pokazuje waleczną stronę swej natury, to mnie trochę irytowało.

Książka na pewno przypadnie do gustu osobom lubującym się w opowieściach o silnym uczuciu, okraszonych wątkiem sensacyjnym i nawet szpiegowskim. Miła niezobowiązująca lektura na jeden wieczór.

piątek, 27 maja 2011

Nie tylko literacko we wrocławskiej "Literatce"

W związku z Targami Książki dla Dzieci we Wrocławiu, miałam okazję i przyjemność spotkać się ze świetnymi i pisarzami i ludźmi i kompanami do dysputy i nie tylko:)
Od prawej: Magdalena Zarębska, Beata Andrzejczuk, Romek Pawlak i ja:

Było tak miło i przyjaźnie, że zapomniałam o swojej niecnej kontuzji. Wróciłam naładowana pozytywną energią i z torbą pełną książek z dedykacjami od Szanownych Autorów dla mojej córki Magdy:)

John Leake "Pisarz, który nienawidził kobiet"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak.

"Nie ma nic bardziej poetyckiego niż śmierć pięknej kobiety"
Fryderyk Nietzsche
 
Powyższe słowa z powodzeniem mogłyby wypłynąć ( i czasami tak było) z ust Jacka Unterwegera, Austriaka, pisarza, dandysa, bawidamka i psychopatycznego mordercy. Tej autentycznej postaci poświęcona jest książka Johna Leake'a "Pisarz, który nienawidził kobiet". Unterweger był potworem naszych czasów i jednoczeście mistrzem manipulacji. Te słowa idealnie oddają postać Unterwegera:

"Miał nieprawdopodobną zdolność wynajdywania pogrążonych w kłopotach kobiet i wykorzystywania ich z szokującą bezwzględnością".

Ale jego zdolność manipulacji nie ograniczała się tylko do żeńskiej części populacji. Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że człowiek skazany za morderstwo, wychodzi po piętnastu latach na wolność, jako uznany pisarz, celebryta, medialna gwiazda, mająca za sobą wiedeńskie elity kulturalne? Z opinią psychiatryczną, która jednoznacznie stwierdza, że Jack Unterweger jest w pełni zresocjalizowany i nie stanowi zagrożenia, poza tym osoba pisząca tak przejmujące teksty, musi mieć bogatą w pozytywne uczucia duszę?

Tak więc znany pisarz znalazł się na wolności i rozpoczął nowe życie. Pełne seksualnych ekscesów z zafascynowanymi nim kobietami, które ujęte były i jego wzruszającymi tekstami i historią okaleczonego dzieciństwa, którą spreparował na użytek własny, a przede wszystkim jego morderczą przeszłością. To niebywałe, jak przemoc i siła pasjonowała te kobiety. Które były w stanie zrobić dla Jacka wszystko. Nawet sprzedawać swoje ciało innym mężczyznom, aby zarobić na potrzeby swojego ukochanego. Ale Unteweger był nie tylko bezwzględnym lowelasem. I nie tylko manipulatorem. Była także mistrzem kłamstwa. Bo oszukał wszystkich. Opinię publiczną, kobiety, policję, sąd, psychiatrów. Bo nigdy, przenigdy, nie zdołał zabić tkwiącego w sobie morderczego pierwiastka. Gdy będąc jeszcze w więzieniu zaczął pisać autobiograficzną powieść "Czyściec", która przysporzyła mu sławy i stała się jego drogą ku wolności, już wtedy wiedział, że nadal będzie mordował. I tak też się stało. W Wiedniu zaczęły ginąć prostytutki, które potem odnajdywane były w pobliskich lasach, czy parkach, rozebrane i w specyficzny sposób uduszone. Niektóre z nich były także brutalnie pobite. Ten sam modus operandi stosowany był w zabójstwach prostytutek w oddalonym o setki mil Los Angeles. A także w niedalekiej Pradze. I nikt nie podejrzewał znanego pisarza, celebryty, stałego bywalca nocnych, snobistycznych klubów. Do czasu...

Jednakże dla 11 kobiet było już za późno.

Powiem szczerze, że gdy tylko zaczęłam czytać tę książkę, nie mogłam uwierzyć, że jeden człowiek potrafił wprowadzić w błąd, okłamać, zmanipulować niemal całe społeczeństwo. Świadczyło to zapewne o wybitnej inteligencji tego potwora w ludzkiej skórze, a także o naiwności otaczających go osób. I wiedząc z historii, jak psychopatyczna jednostka potrafi za sobą pociągnąć tłumy, Austria doczekała się kolejnego swojego rodaka, który przez niemal dwa lata jeździł po świecie i realizował swe psychopatyczne pragnienia, a jego wydatki były pokrywane i dotowane przez Ministerstwo Kultury. Nieprawdopodobne? A jednak! Jack Unterweger tego właśnie dokonał i to całkiem niedawno, bo na początku lat dziewięćdziesiątych.

Co do samej książki, to napisana jest sprawnym i dynamicznym stylem, czyta się ją jak wciągający sensacyjny thriller i gdyby nie świadomość, że opisuje realne wydarzenia, można by było podejść do niej jak do kolejnego kryminału, który intryguje i denerwuje, ale który jest tylko wymyśloną historią. Lecz tutaj tak nie jest. Kobiety naprawdę istniały, naprawdę wsiadały do samochodu przystojnego pisarza i naprawdę... zostawały brutalnie zamordowane.

Polecam tę historię osobom lubiącym opowieści oparte na faktach, pełne brutalnego realizmu i niekiedy nader sugestywnych opisów. I w sumie polecam ją wszystkim. Potraktujmy ją jako ostrzeżenie, nauczkę, a także wskazówkę, jak nie dać się zmanipulować i zbyt łatwo nie ulegać fascynacjom mas.

A na koniec wiersz autorstwa Jacka Unterwegera, który napisał będąc jeszcze w więzieniu i wysłał do jednej z zafascynowanych nim kobiet:

PIEŚŃ MIŁOSNA DLA ŚMIERCI

Przychodzisz do mnie znów,

Nie zapominasz o mnie.

Do końca trwa agonia,

Aż pękną me okowy.



Wciąż się pojawiasz obca i daleka

Jesteś żywa, Śmierci.

Stoisz jak zimna gwiazda

Nad moją rozpaczą.

Lecz potem się przybliżasz, cała w płomieniach.

Przyjdź, kochanko, jestem tu.

Zabierz mnie, jestem twój.

czwartek, 26 maja 2011

terminy literackie i nie tylko...;)

Wczoraj robiłam powtórkę synowi z teorii języka polskiego (III klasa gimnazjum). Figury stylistyczne, charakterystyki epok, główne nurty. Dzisiaj poprawia sobie ocenę z "polaka". Rozmawiamy o głównych założeniach epoki średniowiecza i renesansu.
- W średniowieczu jaka filozofia życia była propagowana? - pytam.
- No ten, ascetyzm. - Odpowiada latorośl.
- I czym się charakteryzował?
- No umartwiali się, nie korzystali z życia, no takie emo gamonie, żal normalnie...
(bez komentarza)
- A w renesansie?
- Nooo, w renesansie to inna bajka. Carpe Diem! Łapali życie! Wiesz, tacy współcześni wyznawcy gandzi.

No i w sumie dobrze, że tak to sobie porównał, przynajmniej wiem, że zrozumiał ideę.

wtorek, 24 maja 2011

Mari Jungstedt "Upadły anioł"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości serwisu Zbrodnia w Bibliotece.

" Kiedyś marzyłem, że przeglądam gazetę i dochodzę do nekrologów. Widzę jej nazwisko. Czuję tylko ulgę".

 
Gdy skończyłam czytać kolejną w mojej biblioteczce książkę autorstwa Mari Jungstedt, popadłam w lekkie odrętwienie. Oczywiście niezmiernie się ucieszyłam, że mogłam śledzić dalsze zmagania inspektora Andersa Knutasa i jego zespołu, bo wszystkich wiodących bohaterów traktuję już jak dobrych znajomych i kibicuję im przy każdym śledztwie. A także z uwagą śledzę ich życiowe problemy. Których zresztą w kryminale "Upadły anioł" jest bez liku. Ale skąd to moje "polekturowe" odrętwienie? Otóż autorka, oprócz zaprezentowania kolejnej pasjonującej kryminalnej historii, zafundowała nam także niezmiernie trudny temat, jakim jest toksyczne rodzicielstwo, wychowywanie nastolatków i zagrożenia współczesnego świata, które stawiają przed młodymi ludźmi bariery niekiedy nie do pokonania. Sama mam szesnastoletniego syna i wiem, jak czasami jest trudno dotrzeć do młodego człowieka. Trzeba postępować i delikatnie i konsekwentnie. Z wirtuozerskim mistrzostwem starać się uderzyć we właściwą strunę, ale tak, aby nie zniszczyć instrumentu. Bo dzieci to odzwierciedlenie nas samych, nasze lustro, jak napisała Jungstedt. Nie mogę się z nią nie zgodzić.

W "Upadłym aniele" inspektor Knutas staje przed kolejnym skomplikowanym śledztwem. Otóż zostaje zamordowany, znany na Gotlandii organizator imprez Viktor Algard, który dokonywał otwarcia nowo wybudowanej hali kongresowej. Tochę wcześniej, w jednym z nocnych klubów, zostaje pobity szesnastolatek, Alexander. Chłopak znajduje się w stanie krytycznym w szpitalu. A klub, w którym bawił się nastolatek, należał do Algarda. Jak zawsze u Mari Jungstedt, pojawia się mnóstwo wątków pobocznych, które skutecznie gmatwają całą akcję. Tutaj na uwagę zasługuje mieszana narracja, dzięki której poznajemy kolejne odsłony żmudnego śledztwa, a także siedzimy w głowie zagadkowego bohatera, który odsłania przed nami kolejne sceny swojego nieszczęśliwego dzieciństwa, które tak a nie inaczej, narysowało jego obecne losy.
Możemy się tylko zastanawiać, co mają wspólnego te wszystkie elementy układanki i spróbować je poskładać w spójną całość, zanim nie dotrzemy do ostatniej strony.

Poza tym, w tej odsłonie przygód Knutasa i jego ekipy poznajemy kolejne tajemnice, problemy, kłopoty poszczególnych członków grupy śledczej, między innymi tajemniczej Karin, która najbardziej mnie fascynowała, począwszy od "Niewidzialnego". Jesteśmy też świadkami kłopotów wychowawczych samego inspektora, który staje przed olbrzymim problemem, jakim okazują się jego dorastające dzieci.

Książkę Mari Jungstedt czyta się świetnie, jest intrygująca, zagadkowa, nie jest tylko kryminałem, jest czymś więcej. Zwraca uwagę na problemy, z jakimi możemy spotkać się w codziennym życiu. Pokazuje, jak łatwo jest popełnić błąd i potem, jak wielkie może mieć on konsekwencje. Przeczytałam do tej pory wszystkie części serii o inspektorze Knutasie i z całą odpowiedzialnością przyznam, że "Upadły anioł" wzbudził we mnie najwięcej emocji. Polecam pasjonatom kryminałów z wiarygodną podbudową psychologiczną i świetną konstrukcją bohaterów. Tych drugoplanowych również.

"Życie jest teraz walką, momentem, z którym należy się uporać, co pewien czas panuje stagnacja i próżnia. Muszę myśleć małymi kroczkami. Usunąć wszystko inne. Sny, jakie miałem, cele czy ambicje już nie istnieją. Już nie pamiętam jakie były. Jeśli w ogóle jakieś miałem".
 

i kolejna publikacja:)

Tym razem zwrócił się do mnie islandzki portal informacje.is
Spodobała się im moja recenzja książki islandzkiej autorki Yrsy Sigurdardottir "Spójrz na mnie". A już wkrótce napiszą coś więcej o mojej twórczości:) Może moje książki trafią na "niewybuchową wyspę"?
Tak czy siak, jest mi niezmiernie miło i od razu człowiekowi palce palą się do pisania:)

A tutaj moja recenzja:

poniedziałek, 23 maja 2011

Dzień Dziecka na Blogu Sabinki:)

Dla wszystkim mam, tatusiów, sióstr, braci, babć, dziadków, a także tych, którzy chcą się poczuć jako dziecko, albo ciągle tak się czują:) (znam takich wielu).

Na blogu Sabinki 1-czerwcowa zabawa, w której można wygrać fajne zestawy książek dla najmłodszych:)

"Zbrodnicza" publikacja:)

Nie wiem czy już o tym pisałam, ale chyba nie:) Współpracuję z serwisem "Zbrodnia w Bibliotece". To widać, słychać i nie wiem czy czuć, ale fakt jest to niezaprzeczalny. Otrzymuję wspaniałe książki od pana Kazimierza, czytam je i recenzuję. A, że serwis tematyczny, to i książki zaspokajają me mordercze gusta. Ale nie tylko recenzje połączyły mnie z tym sympatycznym serwisem i ludźmi go tworzącymi. Jestem na liście stałych recenzentów ZwB i moje recenzje cyklicznie ukazują się na "zbrodniczych" stronach.
Oto moja kolejna publikacja:

Kolejny stosik:)

Dzisiaj znowu odwiedził mnie pan listonosz. Nie wiem czy też tak macie, ale ja za każdym razem cieszę się jak dziecko, gdy przychodzą do mnie książki do recenzji. Rozrywam opakowanie, niecierpliwie, bez odrobiny litości dla koperty czy kartonu. A potem układam z pietyzmem książki w mojej biblioteczce, patrząc z dumą i ciesząc oczy. To chyba coś z psychiką, na pewno...

A teraz trzy pozycje, które dołączyły do poprzednich, czekających na przeczytanie:
I tak, od góry:
"Niebezpieczna układanka" Jayne Ann Krentz - od pani Moniki z wydawnictwa Mira
"Teoria ruchów Vorbla" Tomasza Białkowskiego - niespodzianka od pana Jana z wydawnictwa Janka
"Pisarz, który nienawidził kobiet" John Leake - sama sobie wybrałam do recenzji z oferty wydawnictwa Znak.

Intryguje mnie powieść pana Białkowskiego, zresztą nie od dzisiaj wiadomo, że mam słabość do twórczości rodzimych autorów:)

Linda Howard "Polowanie na sobowtóra"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości serwisu "Zbrodnia w Bibliotece".

Linda Howard jest autorką około czterdziestu książek, które są zaliczane do kategorii thrillerów romantycznych. Czyli sensacja przeplata się z wątkiem romansowym, dosyć mocno zaakcentowanym. Nie inaczej ma się akcja jej ostatniej książki, zatytułowanej "Polowanie na sobowtóra". Ostatniej, w znaczeniu tej, którą ostatnio przeczytałam.

Tutaj mamy do czynienia z zagadkowym morderstwem pewnej kobiety, która całe swoje życie upodobniła do głównej bohaterki książki-Blair Mallory. Ta ostatnia jest byłą cheerleaderką, prowadzi klub fitness, niedawno się rozwiodła i ma też za sobą króciutki epizod z pewnym przystojnym porucznikiem policji. Blair całkowicie poświęca się prowadzeniu klubu, darzy sympatią wszystkich swoich "podopiecznych", oprócz jednej z klientek, Nicole, która w nieco irytujący sposób zaczyna ją we wszystkim naśladować. Lecz irytacja zamienia się w przerażenie, gdy naśladowczyni zostaje zastrzelona na parkingu przed klubem, na oczach samej właścicielki. Od tego momentu niepokojąco rośnie liczba zamachów na Blair, w jej życiu pojawia się znienawidzony porucznik Wyatt Bloodsworth i jej problemami zaczyna interesować się były mąż Jason, robiący karierę w polityce.

Powiem szczerze, że niebywale irytowała mnie główna bohaterka. I opisy dotyczące jej kreacji, które na siebie wkładała, czy makijażu, jaki sobie robiła. A także niektóre jej zachowania, świadczące o zatrzymaniu się na etapie rozwoju małej dziewczynki. Ale wkrótce zrozumiałam, że taki był zamysł autorki. Przedstawienie bohaterki w sposób ironiczno-żartobliwy, jej komentarze, jej myśli, byłej cheerlaederki, oczka w głowie tatusia, ale zdradzonej przez męża i odnoszącej biznesowy sukces. A teraz rzuconej w wir niebezpiecznych wydarzeń, które nie do końca są dla niej jasne. I jeszcze obecność byłego-niedoszłego chłopaka, przeklętego Bloodswortha, który swoją obecnością potwierdza tezę, że między niektórymi ludźmi wytwarza się chemia, nawet gdy tego bardzo nie chcą.

Książkę czyta się szybko, jest to w sumie bardziej romans niż thriller, więcej w niej rozgrywek pomiędzy Blair i Wyattem, niż samego śledztwa. Jest to lekka lektura na wiosenny wieczór, zbytnio się przy niej nie zdenerwujecie, ale czasami nawet bawi i na pewno odpręża.
Jeśli jednak liczycie na jakieś krwiożercze akcje, czy pasjonujące śledztwo, to tego tu nie znajdziecie. Lecz dla rozrywki i relaksu-jak najbardziej.

piątek, 20 maja 2011

Łukasz Śmigiel "Mordercy"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości serwisu "Zbrodnia w Bibliotece".

[…] w psychice mordercy znajduje się coś, co tkwi także wewnątrz każdego człowieka i […] ludzie chcą się dowiedzieć czegoś więcej o mordercach, ponieważ pragną więcej wiedzieć o sobie samych.

Michael Weaver "Impuls"

Zbiór opowiadań Łukasza Śmigla pod intrygującym tytułem "Mordercy" idealnie wpasowuje się w pragnienie poznania mrocznej ludzkiej natury. Zawarte w nim historie mogą być i inspiracją i ostrzeżeniem. Że zło gdzieś tam się czai, niekoniecznie za rogiem, ale może być w każdym z nas. Bo ludzie są nieprzewidywalni i czasami mogą być groźni, dla siebie i dla innych. Czasami kieruje nimi chęć przetrwania, czasami wewnętrzne pragnienie krwi. A czasami.... jakaś zewnętrzna siła, której nie potrafią się oprzeć i nie potrafią z nią walczyć.

Książka Śmigla to zbiór fascynujących, mrożących krew w żyłach 12 historii. Z których każda ujmuje kostrukcją, pomysłem, językiem i puentą. Mamy do czynienia ze zjawiskami nadprzyrodzonymi, z brudnymi ludzkimi grzeszkami, z bohaterem swoistej urban legend, z XVI-wiecznym uzdrowicielem-detektywem, z niedoszłym-przyszłym pisarzem, którego zgubiła zbytnia szczerość. Są to historie pełne przemocy, sugestywnych opisów, a także swoistych ostrzeżeń i pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że niekiedy i zawoalowanych morałów. Na uwagę zasługują interesujące inwokacje, będące wprowadzeniem w każdą historię, idealnie oddając to, co w kolejnej opowieści znajdziemy. Wielki plus za wykorzystanie mojego ulubionego kawałka Metalliki "One". Oczywiście, jak w przypadku każdego zbioru opowiadań, tutaj także mam swoich faworytów i należą do nich historie: "Śledztwo", "Śmierć na trzy", "Omega".

Ale z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że cały zbiór historii "z piekła rodem" czytało mi się znakomicie i na myśl przyszła mi seria krótkich horrorów, które niegdyś oglądałam. A które były właśnie przedstawione w podobnej formie jak "Mordercy". Ironiczno-moralizatorsko-tragicznej. I oczywiście trzymającej w napięciu.

Komu mogę polecić "Morderców"? Przede wszystkim wyznawcom gatunku. Dzieci Kinga i Mastertona na pewno poczują się usatysfakcjonowane. Poza tym czytelnikom ceniącym umiejętnie poprowadzone historie, napisane dobrym językiem, ciekawie umiejscowione, dopracowane i zaskakujące. I oczywiście straszne. Jeśli ktoś ma wrażliwy wysublimowany gust, nietrawiący obrazowych opisów, może czuć się lekko zagrożony. Przez własne "mordercze" odczucia. Bo podobno... w każdym z nas tkwi coś z mordercy...

I za autorem pozwolę sobie przytoczyć cytat Alberta Camusa:

"Nie ma na tym świecie bardziej męczącego zajęcia od morderstwa".

Tak więc... zaryzykujmy i sprawdźmy, jak duży jest ten morderczy pierwiastek, który gdzieś tam w nas tkwi...

czwartek, 19 maja 2011

Współpraca:)

Wydawnictwo WAB napisało do mnie przemiłego maila. Otóż znaleźli mój blog na blogu mojej przyjaciółki Sil i postanowili zaproponować mi współpracę:) Sympatyczna babka, pani Violetta, dała mi wolną rękę w dobieraniu "repertuaru" i poprosiła o polecenie którejś z moich książek, bo chciałaby się zapoznać z moją twórczością.
Oby więcej takich życzliwych maili:)
A ja już wybrałam sobie to i owo z ich oferty i są to głównie polscy autorzy:)

środa, 18 maja 2011

Yrsa Sigurdardottir "Spójrz na mnie"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Muza.

"Czasami to, co dobre, jest złe, a to, co złe, jest dobre. (...) Ale możliwe także, że zło jest złem, tak już ten świat jest urządzony. Zapewniam cię, że moje intencje są wyłącznie złe."

To słowa jednego z bohaterów książki islandzkiej pisarki Yrsy Sigurdardottir, książki zatytułowanej "Spójrz na mnie". Jest to kolejny thriller z serii, której główną postacią jest prawniczka Thora. Tym razem przed Thorą Gudmundsdottir postawione jest zadanie doprowadzenia do rewizji wyroku Jakoba, chłopaka z zespołem Downa, który został skazany za podpalenie ośrodka rehabilitacyjnego, w którym także przebywał. W wyniku pożaru śmierć ponieśli pensjonariusze ośrodka i jeden pracownik. Pikanterii dodaje fakt, że to ponowne śledztwo zostało zlecone i opłacone przez okrutnego pedofila Josteinna, który odsiaduje dożywotni wyrok w szpitalu psychiatrycznym, gdzie i także przebywa skazany Jakob.

Thora podejmuje się żmudnego śledztwa, nie wiedząc nawet jak okrutną prawdę przyjdzie jej odkryć. Trop prowadzi od ciężko upośledzonych pensjonariuszy po pracownika Ministerstwa Sprawiedliwości, poprzez nawiedzaną przez ducha rodzinę. Co wspólnego ma potrącona przez samochód ze skutkiem śmiertelnym dziewczyna, z pożarem ośrodka? Co oznaczają litery i cyfry, które Thora odnajduje na rysunkach jednego z pensjonariuszy, który zginął w pożarze? Jakim sposobem zaszła w ciążę dziewczyna w śpiączce? Kto wysyła Thorze smsy z dziwnymi hasłami?

Pytań jest wiele, tak jak i wątków, które pojawiają się w tej książce. Ale wszystkie zmierzają ku zaskakującemu finałowi, cały czas trzymając w napięciu i niekiedy wzbudzając grozę a także niedowierzanie. Cała akcja osadzona jest w realiach społeczno-ekonomicznych współczesnej Islandii, kiedy to zapadł się system bankowy i cały kraj stanął w obliczu bankructwa. Odbija się to na funkcjonowaniu instytucji dotowanych przez państwo, do których należał także spalony ośrodek. Oprócz wątku sensacyjnego ukazane jest także życie i troski mieszkańców Islandii i ich próby radzenia sobie z kryzysem. Ale oczywiście głównym i niezwykle smakowitym wątkiem jest niezwykła intryga, jaką zafundowała nam autorka, łącząc elementy thrillera, kryminału i zjawisk nadprzyrodzonych. Czytając, zastanawiałam się jak połączy ten szereg wątków, zdawałoby się w ogóle do siebie nieprzystających. Ale Yrsa uczyniła to spektakularnie, nieprzewidująco a jednocześnie idealnie dopasowała wszystkie elementy układanki.

"Spójrz na mnie" czyta się naprawdę dobrze, książka wciąga, intryguje, zaskakuje i czasami straszy. I jestem zła. Naprawdę. Bo to kolejna seria, którą będę musiała zdobyć, co wiąże się z kupnem kolejnego regału na książki. Ale warto. Bo tym thrillerem Sigurdardottir mnie kupiła. A zakończenie? Idealne i takie "kingowskie", że jeszcze zimne dreszcze wędrują mi po plecach. Polecam, świetna lektura!

I pamiętajcie: "Gdy zło odkryje słabość człowieka, zbuduje mu piekło".

Sztukateria

Sztukateria to nowy portal poświęcony kulturze w szerokim zakresie. Literatura, muzyka, film, wydarzenia kulturalne. Podjęłam z nimi współpracę i już ukazał się mój pierwszy tekst. Opowiem trochę o pisaniu, o drodze od debiutu do wydania pierwszej książki, o całym procesie wydawniczym. I nie tylko:)

Zapraszam do lektury:


poniedziałek, 16 maja 2011

Małe radości:)

Niby nic, a cieszy.
Mój pies, który wreszcie pojął, że jak mówię "nie wolno" to znaczy, że nie należy czegoś robić (na przykład rzucać się na psa sąsiadów, szczekającego za płotem, jednocześnie wyrywając mi ramię ze stawów).

Wakacyjna wymiana u Sabinki, lubię takie zabawy i już się cieszę, że będę dla kogoś szykować wakacyjną paczuszkę.

Kupowanie materaców, okularów, rurek, płetw i tym samym szykowanie się na wspólny wyjazd do Chorwacji z moimi kochanymi dziewczynami, czyli Sil, Kaś, Milką i Dorci:) I oczywiście z całą familią:)

Oddanie wczoraj manuskryptu ostatniej książki i planowanie kolejnej opowieści:)

Wizyta pana listonosza, który przyniósł mi przesyłkę od kochanej Rysi, a w środku było to:
Ha! I to z przemiłą dedykacją:) Oczywiście, moja mama już chapnęła książkę, ale daję jej fory, bo przecież jest po niedoszłej i przed kolejną operacją. Musi się odstresować moja mamuta:)

Tak więc małe rzeczy, a cieszą. I wielką sztuką jest w każdej takiej drobnostce zobaczyć coś miłego, życzliwego i radosnego. Należy ciągle się w tym ćwiczyć, bo proza życia potrafi w nas to zabić. Tak więc ćwiczę :) Codziennie :)

niedziela, 15 maja 2011

Czy można uleczyć się z miłości?

"Najtrudniej uleczyć się z miłości, która przyszła nagle.”

Jean de La Bruyere

Tego nie wiem, nigdy nie musiałam;)
Ale gdy zechcecie dowiedzieć się, czy Sylwia Kujawczak i Aleks Cichocki musieli leczyć się z tego niebezpiecznego uczucia, proponuję sięgnięcie po moją najnowszą książkę, której manuskrypt "poleciał" dzisiaj do wydawcy:)
Już niedługo podam termin premiery, a może być on niespodzianką dla moich Czytelników:)

I powiem tylko tyle... to całkiem inna książka, niż dotychczasowe. Nie będzie w niej wątków sensacyjnych, tylko... życie. Z całymi jego konsekwencjami...
Wesoło na pewno nie będzie.

A dla moich ukochanych i wiernych Czytelników fragment:

Spojrzałam na niego zdziwiona i zszokował mnie wyraz jego twarzy. Gdyby kiedykolwiek spojrzał na mnie takim wzrokiem, chyba zrobiłoby mi się słabo. Jego twarz przypominała maskę, kości policzkowe pulsowały, a oczy to były dwa zimne, bezduszne szkiełka, pozbawione uczuć. Przypominał mi trochę mężczyznę, którego ujrzałam wtedy w klubie, chociaż teraz wyglądał o wiele bardziej... obojętnie. Porażająco obojętnie. Jakby patrzył na przeźroczystą ścianę, za którą rozpościera się rozdzierająca pustka. Niemal czułam chłód bijący z jego ciała. I wtedy zobaczyłam ją. Stała jakieś dwa metry od nas. Obejmował ją szczupły mężczyzna. Kobieta wpatrywała się jasnoniebieskimi oczami w Aleksa, które przepełnione były żalem, tak doskonale widocznym, że poczułam mrówki wędrujące po karku. I z jednej strony widziałam jego, zimnego, obcego, oschłego i to jego chłodne spojrzenie. I z drugiej strony ją. Niemalże zrozpaczoną, z miłością i ogromem żalu wpatrującą się w stojącego obok mnie mężczyznę, który nadal mnie przytulał, ale nie czułam już jego ciepła i nie czułam już jego miłości, jego żaru i jego uczucia. I wiedziałam... po prostu wiedziałam. To była jego matka. Która go skrzywdziła. Zraniła. Zostawiła. I zabiła w nim to ciepło, o które ciągle walczyłam i którego pragnęłam, które było mi niezbędne do życia i za które oddałabym wiele. Za które oddałam przecież moje niedoszłe małżeństwo i swoją, wygodną pewnie, przyszłość. I teraz wiedziałam, że muszę się dowiedzieć co się stało, że z oczu mojego ukochanego znikło to ciepłe światło, zamieniając go w zimnego, obcego, pozbawionego uczuć człowieka. Którym przecież nie był. Nie mógł być. Nie mógł...

I jedna z moich muzycznych inspiracji: "Everything" Lifehouse

Wakacje już blisko:)

Wakacje już blisko, najczęściej oprócz płetw i materaców, zabieramy ze sobą książki, które będziemy czytać podczas wakacyjnego relaksu. W związku z tym autorka bloga "Sabinkowe czytanie" proponuje zabawę - wymianę "Z książką na wakacje".
Szczegóły zabawy na blogu SABINKI - TUTAJ


sobota, 14 maja 2011

Susan Wiggs "Obudzić szczęście"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Mira.

"Kiedy znajdziemy sie na zakręcie
co z nami będzie,
Gdy świat rozpędzi się niebezpiecznie
co z nami będzie,
nawet jeśli życie dawno zna odpowiedź
może lepiej gdy nam teraz nic nie powie... "

Tak śpiewał Liber i Sylwia Grzeszczak w piosence "Co z nami będzie".

Bohaterka powieści Susan Wiggs, zatytułowanej "Obudzić szczęście", z powodzeniem mogłaby użyć słów tej właśnie piosenki, aby określić swoją aktualną sytuację życiową. Kobieta też znalazła się na zakręcie i nie ma pojęcia co będzie dalej. Sarah Moon, zdolna rysowniczka komiksów dowiaduje się, że jej ukochany mąż ma inną. Ktoś powie "ale to już było, ile można czytać o zdradach małżeńskich"? Mi też się tak wydawało i nieco sceptycznie zaczynałam lekturę tej książki. Ale to nie tylko opowieść o zawiedzionym zaufaniu. Sarah poświęciła wiele, gdy jej mąż ciężko chorował, a teraz niemal całą jej uwagę pochłonęła walka o zajście w ciążę. Gdy okazuje się, że została zdradzona, postanawia odzyskać dawną siebie. Albo może wykreować całkiem nową dziewczynę. Zostawia wiarołomnego męża i wraca do rodzinnej Californii. Tam próbuje poskładać swoje życie na kawałki. Spotyka dawnych znajomych, składa pozew o rozwód i na jej drodze staje Will Bonner, mężczyzna, którego zapamiętała ze szkoły jako pewnego siebie, skazanego na sukces przystojniaka. W którym skrycie się podkochiwała ale dla niego była niewidzialna. Lecz Will też ma swoją przeszłość, która zadecydowała o jego przyszłości, wcale nie tak różowej, jak wszyscy sądzili i jak sądziła sama główna bohaterka.

Małe miasteczko, znający się od lat ludzie, tajemnice i grzeszki. Niby kolejna kalka, bo mnóstwo tego typu opowieści przewija się teraz przez księgarskie półki. Ale "Obudzić szczęście" czytało mi się... sama nie wiem. Szybko, to na pewno. Wciągająco, też. Opowieść nie nużyła, intrygowała, miejscami bawiła, często też wzruszała. Pewną atrakcją na pewno były też krótkie historyjki obrazkowe, które zapowiadały to, co znajdzie się w kolejnych odsłonach i doskonale nawiązywały do profesji głównej bohaterki. Nie żałuję czasu, jaki przeznaczyłam na przeczytanie tej powieści. Nie brakuje w niej nawet wątku sensacyjnego. Jest miłość, zazdrość, namiętność i zdrada. Świetna powieść na sobotnie popołudnie, która na pewno wciąga i błyskawicznie pochłania wolny czas. Z chęcią sięgnę po inne książki autorstwa Susan Wiggs. Dużo u niej uczuć, a to bardzo lubię. Mile mnie zaskoczyła i dlatego z pełnym przekonaniem polecam. Zwłaszcza wrażliwcom:)


piątek, 13 maja 2011

Amelie Nothomb "Podróż zimowa"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Muza.

"Kobiety zawsze kochają nie w porę."

Tymi słowami bohater króciutkiej książeczki Amelie Nothomb "Podróż zimowa" podsumował siłę uczucia, jakim wreszcie obdarzyła go wymarzona Astrolab. Lecz teraz jest już za późno na cokolwiek. Zoil już podjął decyzję, w jak najwłaściwszy sposób ukonorować potęgę uczucia, jakim darzył dziewczynę, uczucia, które zostało zrozumiane i odwzajemnione nie w porę. Książka Nothomb jest niezwykłą opowieścią o człowieku, który zakochawszy się w kobiecie obarczonej zobowiązaniami, nie może w pełni cieszyć się uczuciem i wówczas postanawia dokonać aktu zemsty. Spektakularnego pokazu utraconego niespełnionego uczucia, którego siła popycha go do dramatycznych i tragicznych w skutkach czynów. Otóż pracownik paryskiej elektrowni odwiedza najbiedniejszych mieszkańców miasta, aby wspomóc ich w walce z mrozem. Trafia do mieszkania, w którym żyją dwie kobiety. Jedna głęboko upośledzona-Alienor, druga to jej opiekunka, cudowna Astrolab. Jedna z nich jest genialną pisarką, Zoil jeszcze nie wie, kto jest kim, ale już zakochuje się w pięknej Paryżance. Ich znajomość się rozwija, bohater poznaje sekret ich wspólnego życia i wie, że chce jednego. Życia z Astrolab. Lecz nie jest to takie proste. Dziewczyna jest jedyną opiekunką dla głęboko upośledzonej Alienor. Zoil popada w coraz większą frustrację i wreszcie po wspólnym zażyciu z dziewczynami grzybków halucynogennych, wpada na iście szatański plan.

Książkę czyta się błyskawicznie, nie tylko dlatego, że liczy zaledwie 94 strony. Także ze względu na ujmujący, wciągający język i niezwykły pomysł na fabułę. Mistrzostwem są opisy odlotu, jakiego doznali bohaterowie po zażyciu grzybków. Z kolei scena, w której bohater dywaguje nad tym, co ma stać się przedmiotem jego zemsty-bawi. "Podróż zimowa" to na wpół groteskowa historia o miłości, ale nie tylko. Pełna retoryki i symboliki opowieść, którą przedstawia nam główny bohater Zoil. Robi krótką reminiscencję do swoich lat młodzieńczych, poznajemy historię jego imienia, która zdaje się tłumaczyć obecny i przyszły los mężczyzny.

Warto sięgnąć po tę krótką opowieść, która ujmuje świetnym językiem, bawi, wzrusza i zaskakuje. A jak tłumaczy swoje chore działania bohater? Czym się kieruje? Jakie ma motywy? Może poniższy cytat troszkę przybliży Wam to, co siedzi w umyśle Zoila:

"Nienawidzę nienawiści, a mimo to ją odczuwam. Znam tę truciznę, która wraz z zadraśnięciem przenika do krwi i infekuje sobą wszystko do szpiku kości. Czyn, który zamierzam popełnić, najlepiej to wyraża. Gdyby to był terroryzm, wymyśliłbym dla swojej nienawiści jakieś narodowe, polityczne czy religijne przebranie. Ośmielam się powiedzieć, że jestem potworem uczciwym i nie próbuję wymyślić dla własnej odrazy żadnych pobudek, celu czy szczytnych intencji. Dorabianie do akcji destrukcyjnej wzniosłych motywów budzi we mnie niesmak".


Antoinette van Heugten "Dotknąć prawdy"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Mira.

"(...) najwidoczniej nic nie jest takim, jakim się z pozoru wydaje."

Te słowa idealnie oddają treść książki Antoinette van Heugten, zatytułowaną "Dotknąć prawdy". To świetny thriller, trzymający w napięciu i nie dający zamknąć się i odłożyć na później. To także książka, która denerwuje. Irytuje. Doprowadza do pasji. Chce się krzyczeć. Chce się wiedzieć, jaki będzie finał. Oczywiście... chce się zajrzeć na ostatnią stronę, aby sprawdzić, czy przypuszczenia, okrutne przypuszczenia, które narodziły się mniej więcej na początku, okażą się prawdą. Ale zaskoczenie i tak jest.

Bohaterką powieści jest prawniczka Danielle Parkman, samotna matka dorastającego Maxa, cierpiącego na zespół Aspergera, rozwiniętą formę autyzmu. Nastolatek odznacza się wysokim ilorazem inteligencji, jest komputerowym geniuszem, ale kompletnie nie radzi sobie w kontaktach z innymi ludźmi. Gdy chłopiec zaczyna przejawiać zachowania agresywne, sięga po narkotyki, zrozpaczona Danielle zostaje skierowana przez swojego lekarza do cieszącego się ogromną renomą szpitala psychiatrycznego Maitland. Nie wie, że tym samym rozpoczyna koszmarną walkę o życie syna, a także i swoje.

Książka utrzymana jest w formie pędzącego pociągu, w której akcja rozwija się równie szybko, jak przemykające za oknem obrazy. Zaczyna się powoli, ale już czujemy, że ta jazda to jednokierunkowa pogoń ku nieznanej i jednocześnie okrutnej prawdzie.

Autorka zafundowała nam iście sensacyjny, niemal gotowy scenariusz, ale czytając doniesienia prasowe, okazuje się, że takie rzeczy naprawdę mają miejsce i to w tym wszystkim staje się jeszcze bardziej przerażające. Przyznam, że niektóre sytuacje wydawały mi się naciągane, zwłaszcza notoryczne wychodzenie cało głównej bohaterki z różnych opresji, czy sytuacji, w których oczywiste było, że powinna zostać złapana przez tych, przed którymi się ukrywała. Ale to mogę przyjąć do wiadomości, w końcu to książka sensacyjna, w której przedstawiana historia musiała trzymać w napięciu, a nieznane siły pomagały bohaterce w odkryciu makabrycznej prawdy. Ostatnie rozdziały czyta się niemal na bezdechu, a rozdział czterdziesty pierwszy przyprawił mnie o dreszcze, mdłości, wściekłość i niedowierzanie.

"Dotknąć prawdy" czyta się szybko, doskonała lektura dla miłośników przerażających historii, które piszą nie wampiry czy wilkołaki, ale ludzie, normalni na pozór ludzie, których chore umysły przejęły nad nimi władzę, doprowadzając do takich okrutnych działań. W książce nie brakuje także wątku romansowego i moją sympatię wzbudził świetny prywatny detektyw Doaks, który wspomaga bohaterkę w jej śledczych działaniach. Polecam, ale tylko czytelnikom o dość mocnych nerwach. I to nie ze względu na brutalne opisy. Tylko dlatego, iż ta książka po prostu... doprowadza do pasji. Ale czasami... fajnie jest tak się podenerowować:)

Irving Stone "Opowieść o Darwinie"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Muza

„Darwin, marnujesz czas bezużytecznie. Trzymaj się greckiej gramatyki i literatury łacińskiej. To niezawodne umiejętności angielskiego dżentelmena”.

I gdyby Karol Darwin posłuchał słów doktora Samuela Butlera, dyrektora elitarnej szkoły, założonej przez Edwarda VI i szedł drogą wytyczoną mu przez rodzinę, tradycję i kulturę, na pewno wiele dziedzin nauki by na tym ucierpiało. A Darwin byłby może miernym lekarzem, nieprzekonanym duchownym, spełniłby oczekiwania wszystkich wokół, ale nie własne. Lecz na szczęście tak się nie stało. O drodze od ciekawego świata młodzieńca do człowieka, którego odkrycia na zawsze zapisały się w historii światowej nauki, w spektakularny sposób napisał Irving Stone w swojej książce „Opowieść o Darwinie”. To wielka sztuka w taki sposób przedstawić losy wielkiego człowieka, który niemal całe życie nie wierzył w siebie i nie był pewien własnego geniuszu.

W książce wspaniale opisane są losy i zmagania Karola Darwina ze światem go otaczającym, z ludźmi, którym nie podobały się jego teorie, z niedoskonałościami ludzkiej natury, a także z niedoskonałościami ówczesnej techniki, którą często wyprzedzała myśl, a raczej potrzeba naukowca.

I wspaniale się stało, że młody Darwin nie posłuchał doktora Butlera i nie skończył studiów medycznych, na których okrutnie się nudził, a niektóre zajęcia napawały go wręcz przerażeniem. Jak na przykład praktyki w szpitalu chirurgicznym, kiedy to był świadkiem operacji wykonanej bez znieczulenia, gdzie pacjentem było małe dziecko. Nic nie mogło go przekonać do tego, aby zostać lekarzem. Potem, wskutek działań ojca, Karol rozpoczął studia w Christ's College i miał zostać wikariuszem. Lecz to nie była jego droga i to nie był jego wybór. Znaczącą datą w jego życiu jest sierpień 1831 roku, kiedy to otrzymał dwa listy, jeden od profesora Henslowa z Cambridge, a drugi od George'a Peacocka, w których to listach zaproponowano mu udział w wyprawie na Ziemię Ognistą. Rząd amerykański wysyłał swojego człowieka, kapitana FitzRoya, aby ten zbadał południowe krańce Ameryki i niezbędny był mu pomocnik, którego zadaniem byłaby obserwacja i zapisywanie wszystkich nowości historii naturalnej. Młody Darwin już wtedy był znany ze swojej fascynacji naturalizmem i geologią i taka propozycja bardzo mu schlebiała, a jednocześnie była dla niego ogromną szansą. Z której to szansy skorzystał. A która otworzyła mu szersze perspektywy na dalsze działania w sferze nauki, stanowiącej jego pasję.

Irving Stone nie napisał biografii Karola Darwina. O nie. To nie jest suchy raport dat i kolejnych wydarzeń w życiu naukowca. To opowieść o życiu, dokonaniach, pragnieniach, rozczarowaniach człowieka, który zmienił sposób postrzegania świata i do dzisiaj jego teorie są postrzegane jako kontrowersyjne. Książka jest dosyć opasłym tomem (713 stron), jednakże czyta się ją smakowicie, zachłannie pochłaniając każde słowo. Czytając, miałam wrażenie, jakby autor był niemal cały czas obecny w życiu Karola Darwina, z taką swobodą i znajomością rzeczy prezentował losy bohatera.

Myślę, że warto sięgać po tego typu historie, które nie nużą, nie są tylko zapisami historycznych wydarzeń z życia danej postaci, ale wciągają jak niejedna przygodowo-sensacyjna powieść. I sprawiają, że człowiek uświadamia sobie, iż nie jest to historia, która urodziła się w głowie autora, ale te wydarzenia naprawdę miały miejsce, co sprawia że uczta z czytania jest podwójna.

A o osobowości Darwina chyba najlepiej mówi cytat z wiersza Emersona, który to tekst miał być umieszczony na płycie nagrobnej naukowca, jednakże (zgodnie z życzeniem Karola) nie znalazło się tam nic poza imieniem, nazwiskiem, datą urodzin i śmierci. Ale uważam, że ten cytat idealnie odzwierciedla postać Karola Darwina:

„Miejcie się na baczności, kiedy wszechmocny Bóg wypuszcza na tę planetę myśliciela”.

środa, 11 maja 2011

Wielka paka:)

Wczoraj przyszła mniejsza paka z wydawnictwa Muza a dzisiaj wielka paka od serwisu Zbrodnia w Bibliotece. Moje kryminalne potrzeby zostaną zaspokojone:) Najbardziej ucieszyłam się z "Morderców" Łukasza Śmigiela i z nowej Mari Jungstedt. Jedno małe "ale"... na koniec maja mam termina z oddaniem książki. To co proponujecie? Albo mały speed, albo jakiś klonik? No problem!
:)))
Od góry:

Amelie Nothomb "Podróż zimowa" (Muza)
Yrsa Sigurdardottir "Spójrz na mnie" (Muza)
Łukasz Śmigiel "Mordercy" (Zbrodnia w Bibliotece)
Linda Howard "Polowanie na sobowtóra" (ZwB)
Mari Jungstedt "Upadły anioł" (ZwB)
Heather Graham "Rajska pokusa" (ZwB)
Caroline Graham "Zawiść nieznajomego"
Colin Dexter "Nabożeństwo za Wszystkich Zmarłych" (Zwb)
Colin Dexter "Ktokolwiek widział" (ZwB)
Colin Dexter "Ostatni autobus do Woodstock" (ZwB)

Żałuję cholernie, że jestem chora i w piątek jadę na badanie usg, bo bardzo chciałam iść na spotkanie do Empiku z Łukaszem Śmigielem. A tu kicha:((( Mam nadzieję, że lektura jego "Morderców" jakoś zrównoważy mi tę stratę:)


poniedziałek, 9 maja 2011

Weekendowo:)

W sobotę przyjechały moje przyjaciółki i bawiliśmy się do późnych godzin nocnych:) Było i strzelanie na wiwat, a także tańce, hulanki, swawole. Standard w sumie:) Nikt nie powie, że CCB Team nie potrafi się grzecznie bawić:)

Niepełny skład, ale w sumie większość: od lewej Tusiak, Szana, Agnes, Sil, poniżej od lewej Goś, Ann, Kaś, Dorci:)

Od lewej: pół Sylwii, mój małż(stojący), ja, mój syn, Szana i jej małż:)

Wspomniane strzelanki, jeszcze mieliśmy dobrego cela:)



piątek, 6 maja 2011

Wygrałam:)

Wzięłam udział w losowaniu książki Katarzyny Michalak "Zmyślona", na jej profilu na FB.
I co?
Wygrałam!
Książka już do mnie przybyła, w dodatku ze wspaniałą dedykacją:)
Kasiu, serdecznie dziękuję za tak miłe słowa:)))
Lubię wygrywać, o tak!...

Ewa Ostrowska "Kamuflaż"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości serwisu Zbrodnia w Bibliotece.

Kamuflaż - czynność wykonywana przez zwierzęta w celu ukrycia się przed drapieżnikami. Tak tłumaczy ten termin Wikipedia. Ale w książce Ewy Ostrowskiej, pod tym właśnie tytułem, definicja z powodzeniem mogłaby brzmieć tak:
Kamuflaż – czynność wykonywana przez drapieżnika w celu ukrycia się przed ludźmi i prowadzenia swoich chorych działań.
To byłoby właściwe określenie na sposób działania psychopatycznego mordercy, który rozpościera swoje bezlitosne macki nad pewnym amerykańskim miasteczkiem. W Nevadzie ludzie żyją spokojnie, wedle utartych schematów, znają się doskonale, ale dopiero wtargnięcie psychopaty pokazuje, że tak naprawdę wcale się nie znali. I nic o sobie nie wiedzieli. A swe tajemnice ukrywali głęboko, wierząc że te nigdy nie wydostaną się na zewnątrz. Próżna to była wiara. Bo wśród nich pojawia się zło w czystej postaci. A może… to zło jest im znajome? Może to nie jest nikt z zewnątrz? Może to zło ma przyjazną i dobrze znaną twarz? Na te pytania próbuje odpowiedzieć szeryf Nevady, Stan Haig, który pewnego dnia zostaje wezwany do domu Barkinsów, ponieważ z ich własnego podwórka został uprowadzony ukochany sześcioletni synek Patrick. To rozpoczyna spiralę zła i szaleństwa, która rozprzestrzenia się na całe miasteczko i niemal na wszystkich jego mieszkańców, atakując ich teraźniejszość, budząc demony przeszłości i kreśląc grubą krechą przyszłość. O ile jeszcze jakąś będą mieli.

Do pomocy szeryfowi przybywa detektyw stanowy Collin Peters, człowiek oschły, bezczelny, obcesowy, nie szanujący niczego i nikogo. Pokojowo nastawiony szeryf Haig obawia się tej współpracy, ale w końcu mężczyźni postawieni przed wciąż gmatwającą się sprawą, odnajdują wspólny język i działają w miarę zgodnie. Ale Haig nie zapomina, że on przynależy do społeczności miasteczka, a Peters nie i nie musi o wszystkim wiedzieć. Niedługo potem zostaje porwane kolejne dziecko i do zespołu śledczego dołącza doktor psychologii Jennifer Whitaker. Wydarzenia narastają w lawinowym tempie, tajemnica goni tajemnicę a nad wszystkim roztacza się groza i niedowierzanie.

Kolejna polska autorka, która stworzyła niezwykle sugestywną i wiarygodną historię, której akcja dzieje się w obcym kraju. Wszystko jest jak najbardziej na miejscu, nie ma żadnych przerysowań i to jest chyba najbardziej okrutne. Ta świadomość, że w takim miasteczku, w miejscu niemal sielankowym może wydarzyć się coś tak strasznego. Historia jest niezwykła, tragiczna, miejscami okrutna, bohaterowie mają złożone osobowości, są wyraziści, po prostu są, istnieją, żyją, wraz ze swoimi tajemnicami, grzechami, demonami. Czytając ten kryminał, thriller, ba! nawet horror, najzwyczajniej w świecie… bałam się. I to nie żadnego wampira, ducha, nadprzyrodzonej istoty. Nie. Po prostu… czułam wokół siebie, we mnie, w mojej głowie rozprzestrzeniające się, wszechobecne, nie dające się zastraszyć czy pokonać ZŁO. Kiedyś przeczytałam, że miarą dobrej historii kryminalnej jest częstotliwość występowania chęci, aby zerknąć na ostatnią stronę. Nie miałam takich chęci. I to nie dlatego, że akcja mnie do tego nie zmuszała. Ja… po prostu bałam się tam zajrzeć. Bałam się kolejnej odwracanej kartki i tego, co tam przeczytam. Ewa Ostrowska, jak dla mnie, stworzyła powieść na miarę światowego thrillera z elementami horroru, w których to nie brakuje psychologii i rysu skomplikowanej natury człowieka.

Polecam, ale tylko Czytelnikom o mocnych nerwach. Jak dla mnie-rewelacja.

A Nevada? Cóż to za miasteczko?

„Mijasz domy. Są zadbane, czyściuteńkie, wybłyszczone. Mieszkają w nich ludzie, których znasz lepiej lub gorzej, ale znasz. Porządni , zacni ludzie, myślisz sobie, mijając ich zadbane, czyściuteńkie domy. Jakiś tam malusieńki grzeszek któregoś z nich, no ale kto nie grzeszy? Cóż za spokojne miasteczko, ta nasza Nevada.”

A kim jest ON. Ten ZŁY?

„Strzeżcie się. Wszyscy go znają. Niekoniecznie musi porywać nocą. I nie muszą to być dzieciaki. Ma dobrą twarz. Słynie z uczynności i dobroci… Wzbudza zaufanie… Bez trudu zdobywa potrzebne informacje…”

Tak więc… STRZEŻCIE SIĘ…


wtorek, 3 maja 2011

Colin Dexter "Sekret aneksu numer 3"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości serwisu Zbrodnia w Bibliotece.


W ten zimowy weekend maja skończyłam czytać kryminał Colina Dextera, zatytułowany „Sekret aneksu numer 3”. Jest to jedna z trzynastu powieści o inspektorze Morsie i jego pomocniku-sierżancie Lewisie. Wszystkie zostały przetłumaczone na 40 języków, seria doczekała się także ekranizacji, która nosi tytuł „Sprawy inspektora Morse'a”. Colin Dexter otrzymał szereg nagród literackich, między innymi, „Order Imperium Brytyjskiego za zasługi dla literatury 2000”.

Myślę, że zasłużenie, bo choć było to moje pierwsze spotkanie z prozą Dextera, to jego styl przypadł mi do gustu. Zarówno konstrukcja powieści, jak i budowa postaci głównych bohaterów jest zgrabna, wciągająca i ujmująca. Oczywiście olbrzymim atutem jest tutaj przedstawiona kryminalna zagadka i dochodzenie prawdy za pomocą dedukcji, co zwolennikom kryminałów przywodzi od razu na myśl najsławniejszego z detektywów. W „Sekrecie aneksu numer 3” inspektor Morse i sierżant Lewis prowadzą śledztwo w sprawie zabójstwa nieznanego mężczyzny, którego zmasakrowane zwłoki zostają znalezione w dobudowanym aneksie oksfordzkiego hotelu, tuż po sylwestrowym balu.

Jak zawsze w takich sytuacjach, tropów jest nieskończenie wiele, podejrzanych mnóstwo, śladów za to mało. Morse z wrodzoną nieustępliwością walczy z zawiłościami ludzkiej natury, niedoskonałościami innych stróżów prawa, a także z własnymi słabościami. Potrafi być nieprzejednany, ostry, czasami nawet okrutny. Oczywiście, jak na mistrza dedukcji przestało, jest niezwykle pewny siebie i nie dopuszcza nawet skrawka myśli, że mógłby się mylić. Czy słusznie? O tym należy się przekonać, czytając kryminał Colina Dextera. Na uwagę zasługują także cytaty z innych dzieł literackich, które rozpoczynają każdy kolejny rozdział, doskonale wprowadzając czytelnika w przedstawiane wydarzenia.

Książka nie jest także pozbawiona humoru, typowo angielskiego, stonowanego, ale wywołującego uśmiech na twarzy.

„ - Oni prenumerują „Sun” - zauważył Lewis, gdy jego wzrok padł na zdjęcie młodej damy pochylonej do przodu, aby uwypuklić rozmiar potężnego biustu. - Myśli pan, że on po kryjomu oglądał świństewka?

- Ja sam po kryjomu... - ale ujrzawszy szeroki uśmiech na twarzy sierżanta, Morse przerwał i mimo woli uśmiechnął się w odpowiedzi.”

„Sekret aneksu numer 3” to na pewno pozycja dla wielbicieli gatunku, ale także dla osób, które sceptycznie nastawione do kryminału, może tym razem dadzą się porwać angielskiemu inspektorowi, jego złośliwemu poczuciu humoru, wcale nieangielskiemu porywczemu charakterowi i niezwykłej sile dedukcji. Zachęcam i polecam.

Majowy weekend we Wrocławiu:)

zapraszam na śniegowego grilla-hit wiosny we Wro:)




niedziela, 1 maja 2011

Mari Jungstedt "We własnym gronie"

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości serwisu "Zbrodnia w Bibliotece".

Uppsala leży 70 km na północ od Sztokholmu i jest czwartym co do wielkości miastem Szwecji. Ale około tysiąca lat temu miejsce to było ośrodkiem pogańskiego kultu Asów, w którym znajdowały się drewniane posągi Odyna, Thora i Freja. Co to ma wspólnego z akcją najnowszej książki o przygodach inspektora Andersa Knutasa?

Okazuje się, że duch starego kultu nawiedza współczesną Gotlandię w momencie, gdy znika młoda studentka archeologii, Martina Flochten. Grupa Knutasa, którą poznaliśmy już w poprzednich odsłonach, czyli w „Niewidzialnym” i „Niewypowiedzianym” jest już zajęta poszukiwaniem sprawcy lub sprawców okrutnego okaleczenia starego kuca, którego znaleziono w jednym z gospodarstw. Kuc został pozbawiony łba , zebrano też jego krew. Policja jeszcze nie wie, że jest to dopiero początek tragicznych i jednocześnie zagadkowych wydarzeń w Visby, które rozleniwione upałem przygotowuje się do szalonego lata. Ale grupa Knutasa już wie, że to lato na pewno będzie szalone, zwłaszcza, gdy po bezowocnych poszukiwaniach, odnajduje okrutnie okaleczone ciało dwudziestojednoletniej Martiny. Potem pojawiają się kolejne ofiary, z miejscowego muzeum zaczynają znikać staronordyckie wykopaliska, a kolejny koń zostaje pozbawiony i łba i krwi. Inspektor Knutas zaczyna ścigać się z czasem i z mordercą, cała sprawa zostaje nagłośniona, a na Gotlandię zjeżdżają ekipy telewizyjne i przedstawiciele prasy, skutecznie utrudniając śledztwo. Na miejscu jest oczywiście stały dziennikarz Telewizji Szwedzkiej, Johan Berg, którego znamy także z poprzednich części serii Mari Jungstedt. I tym razem losy Johana, Knutasa i mordercy przetną się w sposób, który zaskoczy niejednego czytelnika i pozostawi pewne pytania bez odpowiedzi.

Przystępując do lektury cieszyłam się na spotkanie z Andersem i jego ekipą, traktując ich jak dobrych znajomych. Ale przecież tak do końca jeszcze nie wszystkie karty zostały odkryte i wiele rzeczy jeszcze jest niejasnych, czekających na swoją kolej. W „We własnym gronie” jesteśmy świadkami kolejnego, pasjonującego śledztwa w sprawie serii brutalnych morderstw i okaleczeń zwierząt. A także w sprawie kradzieży skarbów kultury nordyckiej. I możemy sobie zadać pytania: dlaczego ktoś morduje? Czy ma to związek z protestami w sprawie budowy nowego hotelu, czy może do głosu dochodzą członkowie stowarzyszeń, związanych z religią staroskandynawską, czy też ma tutaj coś do powiedzenia polityka? A może wszystko razem? To są znaki zapytania, które na pewno pojawią się wam przed oczami w momencie lektury tego kryminału. Poza tym dowiadujemy się o dalszych losach głównych bohaterów serii, poznajemy ich słabości, ich grzeszki, marzenia, zamiary, tajemnice. Bo przecież są ludźmi z krwi i kości, a poza ściganiem psychopatów, mają jeszcze swoje życie i swoje problemy.

Książka Jungstedt jak zawsze zaskakuje i wciąga swoją zawiłą konstrukcją, świetną narracją i zgrabnym wplataniem osobistych wątków, dotyczących stałych postaci, do przedstawianych wydarzeń. Jestem niezwykle ciekawa jakie będzie następne śledztwo, przed którym stanie ekipa inspektora Knutasa i jak rozwinie się jeden z wątków, który w tej odsłonie został tak tragicznie urwany. Zachęcam do lektury wszystkich części przygód szwedzkiego policjanta i jego współpracowników, to naprawdę świetne historie, łączące ze sobą wątki kryminalne i obyczajowe.