niedziela, 27 lutego 2011

Pokaż mi swoją biblioteczkę, a powiem Ci kim jesteś :)

Dostałam wyzwanie od Sil, aby sfotografować zbiory książkowe, znajdujące się w moim władaniu. Z góry uprzedzam, że panuje w nich lekki chaos, w którym doskonale się odnajduję, ale jeśli chodzi o stronę wizualną, to zapewne ma braki, powiedzmy, estetyczne:)

Proszę, oto ona, moja biblio:






































Uff. To oczywiście jeszcze nie wszystko, mam jeszcze regał pod sufit z książkami, które były mi kupowane, od momentu, gdy zaczęłam czytać, czyli gdzieś od 4 roku życia. Ale już nie miałam siły go fotografować:)
Teraz proszę o pokazanie swoich biblioteczek Beatę (Słowem Malowane) i Wronkę (Chepcher Jones)

Buziaki dla wszystkich CZYTACZY :*:*:*


sobota, 26 lutego 2011

środa, 23 lutego 2011

"Jestem numerem cztery"

W poniedziałek szanowny małż i nie mniej szanowny syn, wyciągnęli mnie do kina. Ostatnio mam trochę depresyjne dni, przytłacza mnie praca, ludzie i mróz, tak więc uznałam, że czas się zrelaksować. I trochę odmóżdżyć. Poszliśmy na „Jestem numerem cztery”. Nowa amerykańska produkcja, przeznaczona raczej dla młodszego widza. Główny bohater to chłopak, na oko siedemnastoletni, który przed czymś ucieka. Ma dziwny medalion i pojawiające się znamiona na nodze, oznaczające śmierć. Śmierć jego braci. Kolejne miasto, kolejna nowa tożsamość, kolejni napotkani ludzie. A chłopak chce spróbować normalnie żyć. Jednak zagrożenie wciąż istnieje i jest coraz bliżej. Dalszy ciąg przewidywalny. Nasz bohater zaczyna uczęszczać do lokalnego liceum, poznaje dziewczynę, zaprzyjaźnia się z odludkiem i kujonem, jest prześladowany przez kapitana drużyny futbolowej, który kiedyś był chłopakiem wyżej wspomnianej panny. Kalka, kalka, kalka. Typowa komercyjna, amerykańska produkcja. Ale wiecie co? Wcale nie byłam zaskoczona. Zniesmaczona. Zdezorientowana. Wyprowadzona w pole. Bo tego właśnie się spodziewałam! Usiadłam w fotelu w kinie i na to właśnie byłam przygotowana. Historia oparta na znajomej konstrukcji, ulepszona efektami specjalnymi, ładnymi twarzami aktorów i świetną muzyką. Muszę powiedzieć, że muzyka chyba najbardziej mi się podobała. I piesek głównego bohatera, który niejedną niespodziankę ma w zanadrzu.
Tak więc… wyszłam z kina zadowolona. Zrelaksowałam się, przez 1.5 godziny nie myślałam i to właśnie było mi potrzebne.
Polecam na wyluzowanie, odstresowanie, jeśli jednak liczycie na intelektualną rozrywkę, to na pewno nie jest to dobry kierunek:)

A ta piosenka z finału ciągle chodzi mi głowie: POSŁUCHAJ

 

niedziela, 20 lutego 2011

Magiczne słowo:)

Jak to możliwe, że dla mnie magicznym słowem jest to, które określa kres wszystkiego? Ale jeśli mogę je napisać jako ukoronowanie historii, którą żyję przez wiele tygodni, miesięcy, to jak mam tego słowa nie kochać? Dzisiaj zakończyłam pisać "Historię pewnego zakładu", którą rozpoczęłam we wrześniu 2010 roku. Mogę powiedzieć, że bolało mnie często to moje pisanie. Myśli kłębiły się w głowie, układając w kolejne wersy, strony, a gdy miałam przelać je na ekran mojego laptopa... sił brakowało. Ale dzień za dniem wgłębiałam się w losy Sylwii i Aleksa, aż "nadejszła wiekopomna chwila". I udało się. Oczywiście, gdyby nie wsparcie moich przyjaciółek, które na bieżąco czytały, komentowały i mobilizowały mnie do walki z kaprysami weny, nie wiem czy dotrwałabym do tego magicznego... końca.

Dziękuję Wam kochane, bez Was nic nie byłoby takie, jakie jest:*

A na zakończenie... słowa (nie moje), od których zaczyna się "Historia pewnego zakładu":
 
„Najtrudniej uleczyć się z miłości, która przyszła nagle.”
Jean de La Bruyere

sobota, 19 lutego 2011

Wyniki losowania:)

Czyszczenie bibliotecznych półek, odsłona 3:)

Po książkę "Nie mów nikomu" Davida Rosenfelta zgłosili się:















Wraz z Madzią ukryłyśmy wszystkich uczestników:














I Magducha wylosowała:

Serdeczne gratulacje!!! Poproszę o adres na maila:)

Już wkrótce odsłona 4:)))

piątek, 18 lutego 2011

Stosikiem jestem, aaaa

Dobra, wiem, jestem uzależniona. Trzeba mieć jakiegoś pierdolca. Ja kocham książki i już. Właśnie pan listonoga przyniósł kolejną partię towaru. Bo głód to nic miłego.
No to...
Mój stos:

I jak jeszcze dodam, że "Złodziej dusz" i "Jak niczego nie rozpętałem" są z osobistymu dedykacjami od autorów, to mam nadzieję, że wzbudziłam tym Waszą zazdrość:P

Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo, o nie....
:D:D:D

wtorek, 15 lutego 2011

Czyszczenie bibliotecznych półek, część 3

Tym razem do wygrania sensacja:)

"Nie mów nikomu" Davida Rosenfelta

Inteligentna intryga i lekkie pióro. David Rosenfelt zabiera czytelników w pełną napięcia kryminalną podróż, udowadniając, że jego sława autora pierwszorzędnych thrillerów jest w pełni zasłużona.
Na jachcie Tima Wallace'a ma miejsce eksplozja. W wypadku, którego jest jedynym świadkiem, ginie jego żona, Maggie. Policjant prowadzący dochodzenie uważa, że to właśnie Tim zamordował żonę.
W sylwestrowy wieczór dwóm najlepszym przyjaciołom Tima, i jednocześnie jego wspólnikom w interesach, udaje się wyciągnąć go z domu - pierwszy raz od śmierci żony. W miejscowym pubie, kilka minut przed północą koszmar nagle powraca. "Umiesz dochować tajemnicy? Ale takiej prawdziwej?" - pyta go pijany nieznajomy. Zanim Tim cokolwiek odpowiada, nieznajomy przyznaje się do popełnienia morderstwa, a jako dowód podaje miejsce ukrycia zwłok. "Teraz to twój problem" - oznajmia Timowi i wychodzi.?
Wciągający niczym narkotyk, napisany z polotem i wyobraźnią - Nie mów nikomu to thriller, w którym wątek kryminalny i humor przeplatają się ze sobą w tak doskonałej proporcji, że po prostu nie sposób go odłożyć.

Do soboty można się zapisywać na tę książkę:) W sobotę ja i Madzia wylosujemy osobę, która otrzyma powyższy tytuł:)


 

czwartek, 10 lutego 2011

Dobry stos tynfa wart;)

No dobra, nie wyszła mi ta parafraza, ale chora jestem, więc o zrozumienie proszę:)
Wszyscy mają stosy, mam i ja...
Eeee, też kiepsko?
No to może wkleję po prostu zdjęcie?
Tak?
Proszszszę, oto moja żona Zofija:P
Wybaczcie, gorączka mnie trawi...
Milczę...
Bo milczenie jest stosem...
Okej, nie ma mnie... nie ma już nic, jesteśmy stosem, możemy iść...
Naprawdę powinno się mnie uśpić, przynajmniej na najbliższe... 100 lat?
Dobra, Proszę Państwa oto Stos, stos jest bardzo grzeczny dziś...
hihihiihi, co było w tym syropku???

wtorek, 8 lutego 2011

w zawieszeniu...

Dlaczego noc nastaje po dniu?
Dlaczego zachodzi słońce, a niebo granatowieje i pokrywa się milionem gwiazd?
Dlaczego pada deszcz?
Dlaczego wieje wiatr?
Dlaczego ten świat ciągle idzie do przodu w swoim nudnym cyklu, powtarzających się frazach, przewidywalnych, znajomych, a co za tym idzie, bezpiecznych?
Bo co może się wydarzyć?
Przecież wiem, że po nocy nastanie dzień, a potem znowu noc.
Po jesieni zima, a następnie wiosna.
Przewidywalność.
Powtarzalność.
Stałość.
To dlaczego czułem się jak rzucony w wir chaosu, niepewności, szaleństwa?
Skoro nawet przyroda była powtarzalna i przewidywalna. A ja byłem rozerwany na drobne cząstki, drążony dzień i noc przez bezlitosną tęsknotę, która katowała moją duszę, moje serce, odbierała mi resztki niespokojnego snu i nie pozwalała skupić się na czymkolwiek innym. Minął miesiąc, odkąd wyszedłem z pokoju kobiety, która była dla mnie całym moim życiem, a której życie zepsułem. I nie mogłem sobie tego wybaczyć. Ale postąpiłem tak jak mnie prosiła, dałem jej spokój, odsunąłem się i czekałem. Dzień i noc, godzina za godziną, czekałem. Na jakiś najmarniejszy znak od niej, że mnie ciągle chce, że potrzebuje czasu, ale ciągle mnie chce. Lecz Sylwia milczała, a ja coraz bardziej pogrążałem się w płonnej nadziei, że kiedyś do mnie zadzwoni. I aby spróbować zrobić coś ze sobą i ze swoim życiem i postąpić też zgodnie z jej prośbą, postanowiłem pojechać do kobiety, której nie chciałem nazywać matką a zawsze o tym marzyłem. Bo musiałem poczuć w końcu ziemię pod stopami, bo ciągle lewitowałem i bałem się, że już nigdy nie poczuję gruntu i tej pewności, że jestem bezpieczny.

(Aleks, "Historia pewnego zakładu")

niedziela, 6 lutego 2011

Podróże za jeden uśmiech i kilka zdjęć:)

Promocja mojej najnowszej książki "Zakręty losu" w pełni sezonu;)

Wczoraj wróciłam ze spotkania w łódzkim Empiku w Manufakturze. Prowadzący redaktor był świetnie przygotowany i naprawdę miło spędziłam ten czas, rozmawiając o mojej twórczości, o trendach we współczesnej literaturze, o trudnej drodze debiutanta i o nowinkach technologicznych, które być może ułatwią przyszłym debiutantom dotarcie do świadomości czytelników. Za to dział eventów łódzkiego salonu pozostawia wiele do życzenia i powinien udać się na przeszkolenie do katowickiego Empiku w Silesii, gdzie wszystko było wspaniale przygotowane i dograne. Ale cóż... zdarza się. Najważniejsze, że miałam okazję spotkać się z czytelnikami i naprawdę fajnie spędzić czas.

A co dalej?

25 lutego o godzinie 18 można będzie się ze mną spotkać we wrocławskim Empiku w Galerii Centrum.

4 marca wystąpię w programie na żywo w TVP Łódź, czyli w "Magazynie Kulturalnym", gdzie będę opowiadać o książkach, debiucie, marzeniach, akcji "Czytajmy Polskich Autorów", a także o planowanym panelu pisarek w lecie w Siedlach. Zapraszam łódzkich widzów w piątek, 4 marca, o godzinie 17. A później na pewno będzie można ten program obejrzeć w internecie.

W połowie marca być może pojawię się w Warszawie, w Empiku na Marszałkowskiej, ale jest to w fazie ustaleń, więc gdy poznam szczegóły, na pewno o tym napiszę:)

25 marca będzie można się spotkać ze mną w Poznaniu, w księgarni "Między Słowami", gdzie wraz z autorką książki "Uciec przed cieniem", Ewą Kopsik, weźmiemy udział w Miesiącu Kobiet i będziemy opowiadać o pisaniu, tworzeniu, o naszej twórczości i planach na przyszłość. Będzie to prawdopodobnie godzina 18, ale jeszcze dokładnie podam termin.

To na razie wszystko, co mam wstępnie ustalone, mam nadzieję że z niektórymi z Was uda mi się spotkać podczas tych wieczorków:)

A teraz kilka zdjęć ze spotkania w Łodzi:





czwartek, 3 lutego 2011

"Grizzly" Adam Zalewski

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa "Oficynka" :)

Czym jest zemsta? Poczciwa Wikipedia podaje, że:
Zemsta - odwet na osobie lub grupie za doznane wcześniej zło. Zemsta może przypominać sprawiedliwą karę za winy, ale jej motywem nie jest dobro społeczeństwa, lecz osobista żądza odegrania się na przeciwniku. Mściciel chce, aby jego ofiara cierpiała tak samo albo bardziej niż on i nigdy więcej nie mogła uczynić tego samego zła jemu, bądź bliskim mu osobom.
Czyli to po prostu pragnienie odebrania tego, co się utraciło, poprzez ukaranie winnych i wymierzenie im jedynej, sprawiedliwej kary. Kodeks Hammurabiego? Na pewno tak. Ale wyobraźmy sobie sytuację, że ktoś zabiera nam to co ukochaliśmy, co było naszą największą miłością, co stanowiło nasz sens życia. Czy po zduszeniu w sobie wszechogarniającego bólu i żałości, nasze pięści nie zacisną się w pragnieniu odwetu? Nasze myśli nie poszybują w kierunku sprawcy naszej tragedii i nie podsuną nam krwawych obrazów z winowajcą w roli głównej? Nikt z nas nie będzie tego wiedział, dopóki nie przeżyje takiej tragedii, jaką przeżył bohater najnowszej książki Adama Zalewskiego, zatytułowanej „Grizzly”.
Główny bohater, szeryf miasteczka Green Doll w Kentucky, Clinton Gerstaecker, znajduje w domu zmasakrowane ciało ukochanej żony, Cynthii. Wówczas ma wrażenie, jakby skończył się jego świat. Ale Gerstaecker jest człowiekiem, który nigdy nie pozostawia niedokończonych spraw. Wywodzi się z rodziny, w której honor, lojalność i wewnętrzna siła były wyznacznikami, jak postępować i którą drogą iść. I postanawia iść tylko w jednym kierunku. W kierunku dorwania winnych tej zagadkowej zbrodni i ukarania ich. Mogłoby się wydawać, że to wszystko. Zdeterminowany szeryf, pchany żądzą odwetu i krwawej zemsty przemierza kraj, tropiąc morderców, dążąc do wymierzenia bezlitosnej kary i uspokojenia zranionej duszy. Nic bardziej mylnego. Mniej więcej od połowy książki akcja zaczyna nabierać zaskakującego tempa i z opowieści o zemście i zadośćuczynieniu, robi się mrożąca krew w żyłach opowieść, granicząca z horrorem, jakiego nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić. Okrutne obrazy, opisane sugestywnie i można powiedzieć… malowniczo, wżynają się w umysł czytelnika, wzbudzając grozę, a nawet odrazę. Z drugiej strony autor pięknie opisuje zmieniającą się przyrodę i ten kontrast pomiędzy pięknem otaczającego nas świata, a złem, czającym się w człowieku, sprawia że przedstawione wydarzenia tym bardziej zapadają w nasze głowy.
Autor zadbał o szczegóły geograficzne, a także o realia życia na amerykańskiej farmie. Czytając, nie jesteśmy w stanie odczuć, że książkę napisał polski autor. Brudne tajemnice małych amerykańskich miasteczek, ich pozorny porządek, złudna czystość, to wszystko potęguje potworność przedstawionych wydarzeń.

Książka jest reklamowana jako kawał męskiej prozy. Jestem kobietą i „Grizzly” czytało mi się świetnie. Ale ostrzegam. Jeśli jesteście wrażliwcami, mało odpornymi na sugestywne opisy żywo działające na wyobraźnię, lepiej wypijcie meliskę przed lekturą. I mogę tylko dodać, że książka Zalewskiego to dobry thriller na samotną noc, kiedy drzewa za oknem rzucają tajemnicze cienie, a skrzypienie podłogi sygnalizuje, że zło może być już całkiem blisko.