poniedziałek, 29 listopada 2010

za oknem śnieg, w oczach łzy a w sercu wzruszenie, czyli kilka nowych opinii o "Bez przebaczenia"

W ostatnich dniach dostałam na maila kilka świeżych, na gorąco, pełnych ekspresji opinii Czytelniczek i Czytelników o książce "Bez przebaczenia". Na rózne rzeczy była zwracana uwaga, jedna z pań bardzo osobiście odebrała tę historię, gdyż jest żoną żołnierza i to żołnierza na misji. Więc w końcowych rozdziałach, gdy Piotr wyjechał na akcję do Afganistanu wielokrotnie odkładała lekturę, gdyż odczuwała to samo, co Paulina i nie mogła sobie z tym poradzić.
Napisał tez jeden pan, żołnierz... Nie chcę przytaczać czym się ze mną podzielił, bo to bardzo osobiste, powiem jedynie, że było to bardzo wzruszające.
Inna czytelniczka ma bardzo skomplikowany układ z ojcem i zauważyła dużo analogii pomiędzy swoją sytuacją a sytuacją głównej bohaterki "Bez przebaczenia".
Jeszcze inna pani napisała, że weszła w ten świat i bezskutecznie tłumaczyła sobie, że to tylko książka, że to tylko wymyślona historia, że nie można się aż tak wzruszać.
Te wszystkie listy, pełne ciepłych słów, pełne wzruszeń, emocji, przeżyć, są dla mnie jasną, przejrzystą wskazówką. Właściwie drogowskazem.
Nieważne, że czasami Cię zrugają, będą próbowali ośmieszyć, obrazić.
Nieważne, że czasami napiszą miażdżącą recenzję, która będzie wyłapywała rzeczy, nad którymi powinnaś popracować, albo wręcz przeciwnie, nie wyłapie nic, będzie tylko subiektywnym zapisem czyjegoś odbioru.
To wszystko jest nieważne.
Ważne są właśnie takie chwile. Kiedy otwieram laptopa i czytam... Czytam zapiski swobodnych myśli osób, które czytając moje książki, zastanawiały się nad własnym życiem, nad swoimi wyborami, postępkami. Listy osób, które płakały, które po przeczytaniu długo nie mogły zasnąć, które po kilka razy wracały do ulubionych fragmentów.
To jest mój drogowskaz.
Mój azymut.
Kierunek.
I tam zmierzam
I mam nadzieję, że nie zbłądzę:)

Konkurs na facebooku

Na stronie Czytajmy polskich autorów można powalczyć o moją książkę "Bez przebaczenia":
http://www.facebook.com/pages/Agnesscorpio/327081306707#!/event.php?eid=178313608847220

Zapraszam:)

niedziela, 28 listopada 2010

zimowo weekendowo

Ja i koc. Do tego herbata z cytryną. I oglądanie po raz setny filmu "Pojutrze".
Czy może być coś lepszego?
Pewnie tak.
Weekend w spa. Narty we Włoszech. Nordic walking w parku.
Powinnam się ruszyć, oczyścić, rozruszać stare kości zasiedziałe przez codzienne, dwunastogodzinne ślęczenie przed komputerem, najpierw w pracy, potem w domu.
och...
Jak wiele rzeczy powinnam zrobić...
Pójść do lekarza.
Kupić czapkę.
Pojechać autem na myjkę.
Poukładać ciuchy w szafce.
Skończyć książkę.
Częściej się uśmiechać.
Mniej martwić.
Nie złościć się i nie unosić.
Słuchać ludzi.
Nie zamykać się w sobie.
Nie wierzyć, że tylko ja mam rację i tylko ja wiem najlepiej.
Podlać kwiaty...
A tymczasem...
Ja i koc. Do tego herbata z cytryną. I oglądanie po raz setny filmu "Pojutrze".

Na wszystkie inne rzeczy przyjdzie czas jutro.
Albo... pojutrze...

piątek, 26 listopada 2010

baz'Art Targ Ludzi Kreatywnych-ZAPRASZAM:)

Zapraszam na baz'Art Targ Ludzi Kreatywnych, który odbędzie się we Wrocławiu, w Browarze Mieszczańskim, przy ul. Hubskiej, w godzinach od 12 do 18. Stoisko numer 13:)

Będzie można się tam ze mną spotkać, porozmawiać, napić grzanego piwa i zakupić moje książki.

Do zobaczenia!
http://bazart-tlk.blogspot.com/p/uczestnicy-bazartu.html

środa, 24 listopada 2010

aaaa jeszcze ciepła, jeszcze pachnąca;)

ściskam nóż w trzęsącej się dłoni
w oczach szaleństwo
w sercu nieznośne oczekiwanie
pragnienie
denerwująca niecierpliwość
szybciej
tnij
szarp
wyrywaj
rzucaj za siebie strzępy
docieraj do środka
tak
nareszcie
mam
jeszcze ciepła
pachnąca
moja...















A myśleliście, że co?
;)

Jestem odświeżona:)

Właściwie nie ja, tylko moja strona autorska:)
http://www.agnesscorpio.pl/

W zakładce Playlista, gdy klikniecie na "Dirty world", możecie posłuchać bezpośrednio ze strony piosenek, które inspirowały mnie do pisania tej właśnie książki.
Już wkrótce taka możliwość będzie przy pozostałych wydanych książkach.

Nad tym wszystkim i nad wieloma innymi rzeczami, związanymi z moją twórczością, pracuje moja managerka Katarzyna Zabłotna, która wierzy we mnie a ja w nią:)
Dziękuję:)

poniedziałek, 22 listopada 2010

"Ostatnia wieczerza" Rachel Cusk

Książka Rachel Cusk „Ostatnia wieczerza” to studium kobiety spełnionej, zarówno jako matka i żona, jak i pisarka, która jednak przeżywa pewien kryzys. Tak twórczy jak i osobowościowy. Nie umiejąc tego nazwać, zdefiniować, zaczyna odczuwać dziwny przymus wędrówki, poznawania nowego, wyjścia ku nieznanemu, które może okaże się lepsze, a może wcale nie, ale coś się zmieni w życiu jej i jej rodziny. I tak pewnego dnia, ona, jej mąż i jej córki, pakują się i ruszają w stronę promu, aby po drugiej stronie kanału La Manche odnaleźć odpowiedzi na pytania, a może i same pytania, aby dopełnić się jako artystka, aby poznać nowe życie, nowych ludzi, nowy świat, którego korzenie są dziedzictwem nas wszystkich. Książka opowiada o życiu autorki podczas pobytu we Włoszech, gdzie odkrywa, a może dokładniej poznaje kulturę tego kraju, jego tradycję, kuchnię, umiłowanie sztuki, rodziny, przeszłości. W obrazach włoskich artystów szuka inspiracji, szuka swojej drogi, którą ma wrażenie, że gdzieś zagubiła, zatarła. Uczy się włoskiego, spędza czas z rodziną, otwiera się na świat i otwiera się na siebie. Czasami jesteśmy tacy zagubieni, zapatrzeni w jasno wytyczony cel, zapominamy od tym, co tak naprawdę jest ważne, uśmiech dziecka, pocałunek ukochanego, zwykłe proste życie, wspólne śniadanie, rowerowa wycieczka, spacer wąskimi uliczkami, wśród starych murów kamieniczek, które widziały więcej, niż jesteśmy w stanie pojąć. Po przeczytaniu tej książki czułam się taka... oczyszczona, nawet natchniona i bardzo zazdrościłam autorce, że potrafiła podjąć taką decyzję, takie wyzwanie i wyruszyć na poszukiwanie siebie. Bo tym właśnie była ta wyprawa. Może kiedyś... też zdobędę się na coś takiego. Książka okraszona jest ilustracjami obrazów włoskich artystów (Rafaela Sanzio, Piero della Francesca i innych), a także odnajdziemy szereg fotografii dokumentujących wyprawę autorki. Poznajemy także jej interpretację poszczególnych dzieł, bardzo osobistą i subiektywną interpretację.


„Ostatnia wieczerza” to przemyślenia, wspomnienia, spostrzeżenia, pełne magii, uduchowienia, a także całkiem proste zapiski uważnej obserwatorki. Polecam wszystkim, którzy potrzebują chwili oddechu w pędzie codziennego życia i odrobiny refleksji nad tym, co tak naprawdę liczy się w naszym życiu. A na zakończenie fragment, który doskonale oddaje rozterki samej autorki, a który z powodów wiadomych lub nie, wydał mi się bardzo bliski:

„Rano idę przez pola w jasnym, suchym świetle. Wracając, słyszę przez otwarte okna grę na fortepianie. Przystaję w ogrodzie i słucham. Jasność tego dźwięku wydaje mi się bardziej rzeczywista niż wszystko to, co zostawiliśmy za sobą, niż dom, niż dni, których powtarzalność zakuła moją duszę w swego rodzaju kajdany. Samotność fortepianowego dźwięku przemawia do mojej samotnej natury. Jestem zaskoczona, że coś do mnie mówi; jakbym wcześniej była niema, nieobecna, nieświadoma; jakby moje dotychczasowe życie, życie w domu, było fałszem, a prawdziwe wędrowało gdzieś po świecie, lekkostope, niepowtarzalne, nieuchwytne, dające się dostrzec czasem przelotnie przez otwarte okno, ale tylko na moment.”

sobota, 20 listopada 2010

Konkurs z "Szóstym"- kto uda się na socjopatyczną randkę?

Mój magiczny program wylosował dwie osoby:
izusr
edith,
które to otrzymają ode mnie thriller "Szósty" wraz z dedykacją:)





 
Bardzo proszę o maila z adresem domowym na: agnieszka.loniewska@gmail.com
 
A już wkrótce nowe konkursy:)
Zapraszam:)

czwartek, 18 listopada 2010

Książka do wygrania-tym razem moja:)

Tak sobie siedzę i myślę...
Zrobię mały konkursik:)
Nagrodą będzie moja książka "Szósty", która sprzedała się w całym nakładzie i na razie nie będzie dostępna w księgarniach. Zatem, jeśli lubicie thriller romantyczny (jak to nazwała cudowna Anna Klejzerowicz w swojej recenzji "Szóstego": http://zbrodniawbibliotece.pl/ksiegozbior/1573,thrillerromantyczny/), to zapraszam:)
Wystarczy napisać w komentarzach tytuł thrillera/horroru/kryminału, który zapamiętacie na zawsze.
Do wygrania/rozdania są 2 egzemplarze "Szóstego" wraz z autografem oczywiście:)

Tutaj opis książki:

"W szóstym dniu Bóg stworzył człowieka - mężczyznę i kobietę. W szóstym dniu… odbiorę Ci życie, bo ja jestem twoim Bogiem…" To motto seryjnego zabójcy, który poluje na zielonookie blondynki. Sprawę prowadzi Śląska Grupa Śledcza pod dowództwem inspektora Marcina Langera. Pomaga mu profilerka - Alicja Szymczak. Okazuje się, że tych dwoje łączy nie tylko praca ale i przeszłość, chociaż jeszcze nie zdają sobie z tego sprawy. Inspektora Langera z zabójcą łączy jeszcze więcej..."

Kilka recenzji:
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/54192/6-szosty-szesc-szosty

Konkurs trwa do soboty, do godziny 19-tej:)

ZAPRASZAM:)


środa, 17 listopada 2010

Jak to jest z tą muzyką w końcu???

Jadę sobie.


Co się da to omijam, czasami stoję, lub pykam po trochu, ale zmierzam do celu. Czyli do domu. A tak na marginesie, to ja protestuję! Niech ktoś na tym dworze włączy światło! No bo jak to jest, że rano gdy wyjeżdżam do pracy i po południu, gdy wracam do domostwa mego, jest tak samo? Czyli szarawo? Że się elegancko zapytam: o so chozi? Reklamację do elektrowni mam złożyć? Ba... tylko do której? Ale wracając do tematu. Jadę sobie. Śpiewam kawałki Within Temptation, które huczą we wnętrzu mojego auta, a ja jestem szczęśliwa, bo naprawdę nic mnie tak nie odpręża jak jazda samochodem pełnym mojej muzy. Zjeżdżam już w kierunku mojej dzielnicy, pomykając długą prostą, otoczoną polami. Przede mną wyrasta tył jakiegoś poloneza, który nieoczekiwanie włącza prawy kierunkowskaz i wyraźnie chce gdzieś skręcać.

- Jasne stary... w pole? - mruczę do niego, bez najmniejszej nadziei, że mnie usłyszy, ale jakoś lepiej mi z tym. Wrzucam lewy kierunek i wyprzedzam. Nagle gdzieś do zakamarków mojego ogłuszonego „Forgiven” umysłu dociera jakiś obcy dźwięk. A kąt mego lewego oka rejestruje jakiś obraz. Zerkam, a tu... cholera... nieoznakowana policja na sygnale. Przez mój umysł przebiega błyskawiczna i nader rozbudowana myśl: „Ups...”

Taaak. Polonez nie wjeżdżał w polne meandry. Słyszał sygnał nadjeżdżającej policji i ustępował miejsca...

Pan policjant pogroził mi palcem i ich tajniackie auto wystartowało do przodu. Jechali pewnie do jakiejś sprawy, tak więc nie mieli czasu aby zająć się przygłuchą amatorką mocnego uderzenia...

A mówią, że muzyka oczyszcza.

Tak...

Mnie na pewno oczyściłaby z kilku setek mandatu...

A tak się fajnie jechało...

No...

wtorek, 16 listopada 2010

"Zakręty losu" trylogia

Chyba każdy autor ma swoją naj... historię? Nie wiem. Ze mną różnie bywa, ale z całą otwartością muszę przyznać, że bohaterowie "Zakrętów losu" na długo zapadli mi w pamięć i nadal żyję ich losami. W końcu trzy tomy, po około 350 stron każdy, odbiły się na mnie i na moim życiu. Poza tym sensacja, w połączeniu z historią miłosną, to coś co lubię i już:)

Plan wydawania poszczególnych części jest taki:
"Zakręty losu" - oficjalna premiera 19 listopada 2010r (teraz jest w przedsprzedaży na http://www.zaczytani.pl/)
"Zakręty losu-Braterstwo krwi" - marzec 2011r.
"Zakręty losu-Historia Lukasa" - listopad 2011r.
Oczywiście wydawnictwo Novae Res

A tutaj okładki:

niedziela, 14 listopada 2010

urodzinki:)

Dzisiaj mam, wczoraj obchodziłam:)
Hucznie, oczywiście.
Przyjechały moje przyjaciółki i wierne czytelniczki.
Sylwia upiekła takie cudo (z napisem Agnes Scorpio):














Najpierw, standardowo, byliśmy na kolacji (bo płeć męska też nas nawiedziła). Tam dostałam prezent. Który jest czytelny i zrozumiały tylko dla osób, które towarzyszą mi od początku mojej pisarskiej drogi. Bo gdyby nie CCB Team, nie wiem czy miałabym siłę iść dalej:) A geneza tej zagadkowej nazwy na zawsze pozostanie naszą słodką tajemnicą;)
Oto moje cudo:















Zdradzę tylko tyle, że ma to związek z jedną z moich książek, która także będzie wydana:)

Dziękuję dziewczyny:*
I posłużę się cytatem, który znajduje się na początku "Zakrętów losu", a który w pełni oddaje to wszystko co robicie dla mnie i kim dla mnie jesteście:)

"Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, kiedy nasze skrzydła zapominają, jak latać."


piątek, 12 listopada 2010

taki sobie fragment

Pracuję nad kolejną książką. Będzie to opowieść o miłości, zdradzie, fałszu, wyborach, złej przeszłości i niejasnej przyszłości.
Fragment specjalnie dla tych, którzy lubią mnie czytać:)

Kolejny dzień mojego życia. Niby taki sam, a całkiem inny. Niby ta sama twarz w lustrze, ale jednocześnie jakaś obca. Niby to samo spojrzenie, ale jednak coś więcej pojawiło się w tych zielonych tęczówkach. Czy to naprawdę byłam ja? Czy to naprawdę było moje życie? Czy to naprawdę był mój świat? Tyle pytań... Gdzie wcześniej były? Czy żyłam w jakimś dziwnym transie? Nie zastanawiając się nad sensem tego co robię? Nad decyzjami, które podejmuję? Nad ludźmi, których spotykam na swojej drodze. A może to po prostu najzwyklejsza fascynacja nieznajomym facetem. Może... Na pewno fascynacja. Ale jego wczorajsze słowa uświadomiły mi coś jeszcze. Tak, do tej pory byłam tchórzem. Bałam się. Nie chciałam zranić bliskich, nie chciałam zniszczyć tradycji, nie chciałam zostać sama i dlatego związek z Marcelem uznałam za jedną z lepszych rzeczy, jaka mogła mi się przytrafić. Bezwolna i naiwna, może głupia? Pewnie też! Ale przecież tak naprawdę taka nie jestem! Jestem całkiem inna! I mam zamiar odnaleźć tę zagubioną Sylwię. Bo byłoby szkoda, abym nigdy nie poznała, co to znaczy naprawdę istnieć. A nie być tylko atrapą dobrej córki, dobrej żony, dobrej reprezentantki rodu. I tylko jedna osoba mogła mi w tym pomóc. Właśnie on.



A teraz musiałam poukładać sobie wszystko w głowie i zastanowić się nad swoim życiem i swoimi dotychczasowymi wyborami. Od października zaczynałam ostatni rok moich studiów, za niecałe dwa tygodnie wychodziłam za mąż. Gdy tylko próbowałam to sobie wyobrazić, czułam jakiś nieokreślony niepokój. I najśmieszniejsze w tym wszystkim było to, że to dziwne uczucie nie opuszczało mnie od momentu, kiedy Marcel wsunął na mój serdeczny palec zaręczynowy pierścionek. Ale dopiero teraz zaczęłam się nad tym wszystkim zastanawiać i analizować. Zasługa pewnego wysokiego mężczyzny z blizną na policzku. To więcej niż pewne.


Teraz czekałam na Marcela, który wrócił już z wyjazdu służbowego do Warszawy i zadzwonił z informacją, że za godzinę do mnie przyjedzie. I wpatrywałam się w ekran mojej komórki. Na którym widniała wiadomość. Ale nie od niego. Tylko od Aleksa. Który napisał:


„ Ja również szaleńczo chcę, pragnę i mogę…”


Zacisnęłam dłonie na telefonie i zapatrzyłam się w ciemniejący ogród. Chciałam mu coś odpisać ale kompletnie nie wiedziałam co. Miałam mu napisać, że nie wiem co się ze mną dzieje? Że nie chcę go już więcej widzieć? Że nie mogę się doczekać, kiedy znowu go ujrzę? Że nie chcę o nim pamiętać? Ale jednocześnie ciągle o nim myślę? I czuję ciężar, który nie wiem czy dam radę unieść? Nie... To nie była wiadomość, którą mogłam mu posłać. Bo i po co? To ja musiałam podjąć ostateczne decyzje, nikt inny tylko ja.

wtorek, 9 listopada 2010

"Zakręty losu" do kupienia z autografem:)

Zapraszam na stronę: http://zaczytani.pl/ksiazka/zakrety_losu,druk
gdzie w przedsprzedaży można zakupić moją książkę "Zakręty losu", wraz z moim podpisem:) Dla pierwszych 200 kupujących!
MIŁEJ LEKTURY:)

"Zakręty losu"-fragment

Książka w przyszłym tygodniu trafi do sprzedaży, a tymczasem... krótki fragment:

Kaśka mrugnęła, dając mu znak, że już panuje nad sobą i może ją puścić. Popatrzył na nią uważnie, uznał, że się już uspokoiła i puścił jej twarz.


− Skup się! I posłuchaj! − Łukasz wpatrywał się w nią, zmuszając, żeby na niego spojrzała. Od razu tego pożałowała, bo cholernie przypominał Krzyśka.

− Czego chcesz? − spytała cicho.

− Musisz położyć tę sprawę. Nie masz wyjścia. Musisz podać nam nazwiska świadków.

− Nie zrobię tego... nie mogę... − pokręciła głową.

− Kaśka, ty chyba czegoś nie rozumiesz! − krzyknął, aż podskoczyła.

− To ty nie rozumiesz, ja nie mogę wynieść nazwisk świadków. Wywalą mnie i oskarżą. Nie zrobię tego, nie ma mowy... − patrzyła na niego, już bez strachu, a w jej wzroku rosła determinacja.

− To zrób coś, żeby nie zeznawali. Powiedz im, że jest ryzyko, że ich nazwiska wypłyną, że już wypłynęły, że już coś wiemy. Wymyśl jakieś wiarygodne kłamstwo, piękna Kasiu, na pewno potrafisz... − uśmiechnął się.

− Boże, dlaczego po prostu nie pójdziesz do więzienia, tam gdzie twoje miejsce, i nie odpokutujesz za to całe zło, jakie wyrządziłeś ludziom?

− Bo mam jeszcze tyle fajnych rzeczy do zrobienia, że więzienie nie jest dla mnie – powiedział z tym swoim pogardliwym uśmiechem.

− Jasne, fajne rzeczy... Fajnymi rzeczami nazywasz sprzedawanie ludziom ułudy, która doprowadza ich do śmierci?

− Jeśli są tacy słabi i głupi, żeby to kupować? Jeśli wierzą, że to da im szczęście? Kaśka, to ich wybór, ja im  nie każę tego brać.

− Skoro twoim wyborem było zajmować się czymś takim, to teraz powinieneś ponieść konsekwencje! A nie niszczyć życie brata! On cię kocha, inaczej dawno już doniósłby na ciebie policji! − krzyknęła.

Dostrzegła w jego wzroku jakiś błysk, stanął przed nią, pochylając głowę, żeby spojrzeć jej w oczy.

− Co do niszczenia mu życia, mógłbym się uczyć od ciebie... − powiedział cicho z lekkim uśmiechem.

Przez jej twarz przemknął grymas tak ogromnego bólu i cierpienia, że nawet on to zauważył. Poczuła się, jakby uszło z niej całe powietrze. Powiedziała cicho:

− Za milion lat byś tego nie zrozumiał...

Zerkał na nią przez moment, po chwili przybierając swój zwykły wyraz twarzy, powiedział:

− Zajmij się tym, co ci powiedziałem. To, co zrobił mu Fazi, będzie niczym w porównaniu z tym, gdy dorwie go ktoś inny. Ktoś, komu ja podlegam i cały ten biznes. Kaśka, oni nie żartują. Podbicie oka to jedno, ale... nic nie będę mógł zrobić, nic... − wpatrywał się w nią i dostrzegła w jego spojrzeniu coś na kształt rozpaczy.

− Jezu... Łukasz... − zakryła twarz rękoma.

− Dlatego musisz to zrobić. Kochasz go, prawda? Popatrz na mnie, Kaśka! − szarpnął ją lekko za ramię.

Kaśka uniosła głowę i popatrzyła na niego.

− Kochasz go – potwierdził. − Dlatego musisz to zrobić. I już nawet nie chodzi o mnie. Gdybym wiedział, że to coś da, sam bym się zgłosił. Ale oni nie mogą zeznawać. Po prostu nie mogą, Kaśka....

− Zastanowię się. Muszę pomyśleć.

− To myśl szybko! I nic mu nie mów o tej rozmowie. Nikt nie wie, że tu jestem, i niech tak zostanie! − powiedział, patrząc na nią z góry.

− Dobrze – kiwnęła głową.

− I nie bój się mnie... − spojrzała na niego ostro.

− Nie boję się...

− Jasne – uśmiechnął się. − Powiedziałem ci kiedyś, że kobiecie mego brata nigdy bym nic nie zrobił. Zresztą żadnej kobiecie... − czy jego głos się lekko załamał? Szybko się jednak opanował i dokończył − pilnuj tyłów, Kaśka. – Kiwnął jej głową i wyszedł.

Dziewczyna siedziała na sofie i nie mogła się ruszyć. Fizycznie była całkowicie sparaliżowana, natomiast w jej umyśle szalała burza myśli. Przetrawiała wszystko to, co powiedział Łukasz. Była zszokowana jego troską o Krzyśka, mimo że wielokrotnie sam zrobił mu krzywdę. Ale wiedział, że jego mocodawcy nie poprzestaną na takich środkach perswazji, tylko zdolni są do gorszych rzeczy. I Kaśka musiała teraz to wszystko sobie poukładać i podjąć jakąś decyzję.
Wiedziała, że jakąkolwiek podejmie, każda będzie zła. Ale wiedziała też, że nie może narażać Krzyśka. Że poświęciłaby wszystko, swoje życie, karierę, wszystko, co udało się jej do tej pory zdobyć i osiągnąć, jeśliby to mogło go uchronić. Przedtem wielokrotnie powtarzała mu, że nie mogą dać się zastraszyć, że muszą robić swoje, że muszą iść wytyczoną drogą. Celem był Łukasz Borowski siedzący w więzieniu. Ale teraz miała też świadomość, że nawet gdyby się tak stało, to i tak nie zapewniłoby to bezpieczeństwa Krzyśkowi. I ona miała w ręku jedyne wyjście z tej sytuacji. Musiała to zrobić.

sobota, 6 listopada 2010

"Jest książka, jest impreza!" czyli wywiad dla "Dużego Ka"

Zapraszam do lektury wywiadu ze mną w drukowanym "Dużym Ka", specjalnie na Targi Książki w Krakowie:)
http://www.agnesscorpio.pl/wywiady/wywiad01.jpg

"Uciec przed cieniem" Ewa Kopsik

"Uciec przed cieniem" Ewa Kopsik, Novae Res, 2010

"Bez twojego przyzwolenia nikt nie może sprawić, że poczujesz się gorszy” te słowa Eleanor Roosevelt kołatały się w mojej głowie niemal przez całą lekturę książki Ewy Kopsik „Uciec przed cieniem”. Chciałam je wypowiadać wciąż i wciąż. Ba! Chciałam złapać główną bohaterkę powieści, potrząsnąć jej ciałem i wykrzyczeć jej to w twarz. Może wówczas obudziłaby się ze swojego neurotycznego snu, w którym ciągle była bezwolną marionetką w rękach innych ludzi i zaczęła być normalnym człowiekiem. Jednak im bardziej wnikałam w jej świat, tym mój zapał opadał i potem już tylko obserwowałam jej kolejne poczynania, poznawałam jej jadowite myśli i wiedziałam, że nie ma ratunku.


Książka Ewy Kopsik wciąga od pierwszych wersów. Jest jak fala pochłaniająca czytelnika, pomimo że przedstawia trudny temat uzależnienia człowieka od człowieka, prześladowanego przez nieswoje grzechy przeszłości. Przeszłości, która tak silnie oddziałuje na ludzkie losy, że ciężko jest odnaleźć się głównej bohaterce w teraźniejszości, nie wspominając już o przyszłości.

Poznajemy młodą kobietę, która będąc żoną śpiewaka operowego wyjeżdża wraz z nim na kontrakt do Wiednia. Musi odnaleźć się wśród polskiej emigracji, wśród środowisku polskiej inteligencji, która bardziej na nią pozuje, niż ją naprawdę jest. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie i dzięki temu wiemy, że główna bohaterka jest błyskotliwą, inteligentną, oczytaną i nawet dowcipną osobą, która jednak kompletnie nie umie ujawnić tych cech i jest postrzegana jako gburowaty, zamknięty w sobie a nawet głupkowaty odludek. Kobieta nie potrafi nawiązywać ani kontaktów przyjacielskich, ani partnerskich. Wydarzenie z dzieciństwa prześladuje ją na każdym kroku, wytyczając kierunek, jakim podąża przez całe życie. A kierunek jest tylko jeden. Samounicestwienie. Bo tak jak żyje ona, nie można żyć. To wewnętrzna asceza. Która niszczy bohaterkę i odstręcza od niej innych. Końcówka książki jest niesamowita i nie mam tu na myśli nic nadprzyrodzonego. Bohaterka uciekała całe życie przed cieniem, jednakże cień dogonił ją, pokazał, jak bezsensowne było jej umartwianie się nad sobą i rozpamiętywanie przeszłości. I popchnął ją ku czemuś, co może zmieni jej przyszłość. Może... Bo cień nadal podąża za nią.

„Uciec przed cieniem” jest lekturą pełną alegorii, porównań, filozoficznych odniesień, a jednocześnie wsysa czytelnika, zagarniając całą jego uwagę. Jest napisana bardzo dobrym językiem, którym autorka operuje z zegarmistrzowską dokładnością, budząc u czytelnika całą gamę uczuć. Od złości, przez żal, współczucie, czarny humor, aż po zaskoczenie. I dlatego polecam tę książkę wszystkim, dla których ważna jest i intelektualna rozrywka i głęboka refleksja i długotrwałe myśli, które galopują w głowie czytelnika, jeszcze długo po jej przeczytaniu.

piątek, 5 listopada 2010

Zakręty losu-trylogia-zapraszam na fanowską stronę:)

http://www.facebook.com/pages/Zakrety-losu-trylogia/157165240988812

Zajrzyjcie i polubcie:)
Na stronie ciekawostki związane z moją najnowszą książką "Zakręty losu", także z kontynuacjami:
"Zakręty losu-Braterstwo krwi" - marzec 2011
"Zakręty losu-Historia Lukasa" - listopad 2011

Cytaty, obszerniejsze fragmenty, muzyczne kawałki z playlisty, która umieszczona została na końcowych stronach każdej części trylogii o braciach Borowskich.

Zapraszam:)))

"Zakręty losu"
Dramat sensacyjny będący opowieścią o życiu pełnym pokus i zagrożeń, o zgubnych nałogach, fałszywych ideałach, mafii i oczywiście o wielkiej miłości. Krzysztof Borowski, adwokat, broniący bossów narkotykowej mafii. Katarzyna Kochańska, prokurator, oskarżająca w procesie zorganizowanej grupy przestępczej, zwanej „Grupą z Centrum”. Łukasz „Lukas” Borowski, starszy brat Krzysztofa, od najmłodszych lat działający w mafijnych strukturach. Małgorzata Filipiak, dziewczyna, której tragiczny los na zawsze odbił się rykoszetem na życiu pozostałej trójki bohaterów. I zakręty losu rozpoczynające się trzynaście lat wcześniej i wybory jakie podjęli, a które tak a nie inaczej ukształtowały ich życiowe drogi. Pierwsza część trylogii o braciach Borowskich, pełna wzruszeń, łez, namiętności i złych rzeczy, które mogą pojawić się przed każdym z nas, na naszym zakręcie losu.



Książka podzielona na dwa okresy czasowe: koniec lat dziewięćdziesiątych, kiedy poznajemy głównych bohaterów, Katarzynę i Krzysztofa, jako zakochanych w sobie osiemnastolatków. Na drodze do ich szczęścia w pewien pokręcony sposób, staje starszy brat Krzyśka-Łukasz, który od lat działa w zorganizowanej grupie przestępczej. I tak jak sam rzucił się w złudny wir szybkiego życia i łatwych pieniędzy, tak samo wciąga w niego swoich bliskich i nie tylko. Druga część książki rozpoczyna się trzynaście lat później i wówczas nasi bohaterowie stają przed kolejnymi poważnymi wyborami. Co jest dla nich ważniejsze? Na nowo odzyskane uczucie? Czy może miłość brata do brata? Czy też oddanie zawodowi i wiara w słuszność podejmowanych decyzji? Przed takimi dylematami stają i Krzysiek Borowski i Katarzyna Kochańska i „Lukas” Borowski. Ale rozwiązanie nie zawsze jest oczywiste a co najważniejsze... bezpieczne.
 
 
"Zakręty losu-Braterstwo krwi"
Książka przedstawiająca dalsze losy bohaterów „Zakrętów losu”. Akcja rozpoczyna się w rok po tym, gdy Krzysiek i Kaśka otrzymali pewną anonimową wiadomość.



Nadal są razem, nadal się kochają, mieszkają w swojej „leśnej głuszy” i wspólnie prowadzą kancelarię. Dowiadujemy się również co robi Łukasz, jak żyje, czym się zajmuje. Czy potrafi sam sobie wybaczyć? Czy potrafi spojrzeć w lustro? Czy... żyje, a właściwie wegetuje, pożerany wyrzutami sumienia? Tak właśnie jest. Żyje w oddaleniu od bliskich, korzystając z instytucji świadka koronnego. Jednak ten mężczyzna doskonale wie, że ludzie, dla których życie innych nie ma większej wartości, nie zapominają. I kiedy mafia przypomina sobie o istnieniu Krzysztofa Borowskiego i jego żony, składając temu pierwszemu propozycję nie do odrzucenia, wydział do walki z przestępczością zorganizowaną przypomina sobie o Łukaszu Borowskim. Który tym razem staje po drugiej stronie barykady i zaczyna współpracować z policją, aby w końcu rozprawić się ze swoim dawnym... chlebodawcą.


Czy Lukas dostanie szansę, aby odkupić swe winy, kiedy ci, których zdradził, upomną się o jego brata?


A może nie jest jeszcze stracony i na nowo pozna, co to znaczy kochać, pragnąć i troszczyć się o kogoś? I tym razem to doceni?
W tej książce na pewno znajdą się odpowiedzi na te pytania.


"Zakręty losu-Historia Lukasa"
Trzecia i ostatnia część swoistej sagi o braciach Borowskich. Poświęcona w całości postaci Łukasza Borowskiego. Książka podzielona jest na trzy okresy, które odzwierciedlają serię wydarzeń, które odcisnęły piętno na życiu bohatera: wschód, zenit, zmierzch.



Łukasz ułożył swoje nowe życie, ma ukochaną kobietę, która spodziewa się dziecka. Zdaje się, że odkupił dawne winy i w końcu wyprostował swój pokręcony los. Ale czuje, że musi dokonać ostatecznego rozrachunku ze swoim życiem. I dlatego podczas własnego wieczoru kawalerskiego, zamyka się z młodszym bratem Krzyśkiem w rodzinnym domu i przekazuje mu całą gorzką i czasami okrutną prawdę o swoim życiu. Jego spowiedź czasami przeraża, czasami wzrusza i rysuje prawdziwy obraz tego człowieka. Który jako bardzo młody chłopak został pozbawiony możliwości decydowania o sobie a jego młodzieńcze marzenia zostały zabrane i sprowadzone do czegoś głupiego i mało istotnego. I postanowił iść swoją drogą, na przekór wszystkim. Tylko dopiero po latach zaczyna rozumieć, że ta droga prowadziła tylko w jednym kierunku. Do piekła.


Historia Lukasa to rozliczenie się z przeszłością, pełna przemocy, bólu, łez, ale i miłych wspomnień. Łukasz opowiada o swoistej karierze w strukturach mafijnych i o swojej pierwszej miłości do Małgorzaty Filipiak, której tragiczny los poznaliśmy w 1 tomie tej trylogii, „Zakrętach losu”.

lubimy 69

stronę... Lubimy 69 stronę w książce, którą właśnie czytamy...
I wrzucamy pierwsze zdanie z tej strony na swojego bloga.
Taka zabawa;)
proszę:

"...fanaberie, ukarać za brak poszanowania dla pracy przy..."


"Uciec przed cieniem" Ewa Kopsik

Wywołuję wszystkich, którzy chcą się w to pobawić:)

czwartek, 4 listopada 2010

Wyniki losowania:)

A było tak:
Komisja przygotowała karteczki z imionami wszystkich kandydatów:
Potem pieczołowicie pozaginała wszystkie losy:
Skorzystała z pomocy własnej rodzonej córki Magdy, która wylosowała szczęśliwą karteczkę:

Na której to był taki oto napis:

Tak więc zwyciężczynią tego konkursu okazała się być Kasandra_85, której serdecznie gratuluję i proszę o przesłanie adresu domowego na mojego maila: agnieszka.loniewska@gmail.com

To była fajna zabawa, wkrótce nowe książki do rozdania!!!

środa, 3 listopada 2010

Książka do wygrania:)

Hej kochani
Mam dla Was książkę "Ja, diablica" Katarzyny Bereniki Miszczuk. Recenzję tej powieści możecie przeczytać w zakładce "moje recenzje".
Zasada losowania jest taka: do jutra, do godziny 15 wpisujcie się w komentarzach, kto chce wziąć udział w losowaniu. Po tej godzinie wypiszę Wasze imiona/nicki na karteczkach i Wielka Komisja w składzie: Ja i Ja i Ja dokona uroczystego zwolnienia pieczęci i wylosuje szczęśliwego posiadacza/posiadaczkę niniejszego tytułu:) ZAPRASZAM:)))

wtorek, 2 listopada 2010

Pisadło, pomysłodajnia, premierowo i inne choróbska, czyli z jednego gara to i Salomon… taa, chyba inaczej to szło…

No właśnie… Nawiązując do powyższego tytułu niniejszego wpisu, nie wiadomo „o so chodzi” no i bardzo dobrze, bo ja sama nie wiem co jest grane. Wiem tylko tyle, że przez dwa tygodnie pisałam jedną scenę z mojej nowej opowieści, którą tworzę gdzieś od połowy września, chyba… Bo się zgubiłam w obliczeniach. No ale jak to tak? Żeby to jeszcze jakaś trudna scena była, skomplikowana, pełna ważnych kwestii bohaterów, odbijających swe piętno na ich dalszych losach. No właśnie nie. Taka sobie rozmowa, bez szaleństw. Zupełnie nie wiem, czemu mi się zacięło. Albo może wiem? Po pierwsze… ostatnio dużo pracuję i mówię tutaj o tej pracy, która pozwala mi na płacenie rachunków. Po drugie, nadeszło przesilenie jesienne, które to, prawda czy nie, zawsze na mnie jakoś oklapnięto-depresyjnie wpływa i chociaż to może czyste przekłamanie, ja tak mam i już! No więc mamy full pracy i zły wpływ warunków atmosferycznych. Co jeszcze? No w ogóle to, że pracować muszę! No to jest już jakaś przesada… A gdzie mój cichy kącik, w którym tylko ja i moje pomysły? I laptop? Aaaa dobrze, że o tym wspomniałam! O pomysłach, nie o laptopie, aczkolwiek jedno i drugie jakoś ze sobą współgra. Otóż pomysły… Mój święty zeszyt zapisany nimi jest. HAWK! Poukładałam sobie wszystko i realizuję jeden z nich. Jestem na 8 rozdziale, gdzie była wspomniana scena zawieszki, w której moi bohaterowie ugrzęźli w samochodzie i ruszyć się przez dwa tygodnie z niego nie mogli. Boże… Za takie coś to bym sama siebie zamknęła za karę w altance ogrodowej, a że nocki teraz zimnawe, miałabym ci ja za swoje! No więc moi zmumifikowani niemal bohaterowie dzisiaj mogą przejść do następnej odsłony, a mi tymczasem urodził się w głowie pomysł numer… któryś tam z kolei, do cyferek głowy nie mam, bo ja po humanie jestem i nie mówię tu o kaszce, bo za moich czasów to chyba tylko w Pewexach dostępna była. No i teraz klops, masz babo placek, czy kilka innych kulinarnych skojarzeń… Bo co robić? Panie dzieju? Panie Janeczku mam grać…? A nie, to nie o tym chciałam… No i na moim ulubionym portalu społecznościowym (precz z kryptoreklamą!) podpowiedziano mi, że tak jak się czyta kilka książek naraz, tak można je i pisać. Hm… tego jeszcze nie praktykowałam, ale zawsze musi być ten pierwszy raz. A’propos czytania, to teraz na tapecie mam dwa tytuły: „Cztery pory lata” Renaty L. Górskiej (którą to książkę otrzymałam zresztą z osobistą dedykacją autorki) i „Ymar” Magdaleny Kałużyńskiej. Nie ma to jak czytać dwie książki o tak odmiennej tematyce. I jak już przy książkach jesteśmy (jakbyśmy gdzieś indziej byli, hłe hłe hłe), dzisiaj moje „Zakręty losu” do drukarni wędrują! Wreszcie, że tak powiem bez śladu najmniejszego zniecierpliwienia, ależ skąd! Jestem niespotykanie cierpliwą osobą. Cierpliwie cierpiącą na zniecierpliwienie. O tak!


Reasumując, chyba zakreślę sobie wstępną drabinkę nowego pomysłu, co by mnie wredota po nocach nie męczyła, a potem wrócę z powrotem do historii, którą teraz tworzę. Bo przecież inaczej się nie da i skończy się tym, że sama ze sobą nie wytrzymam i wytrzaskam się po twarzy! A poza tym dopadło mnie choróbsko, mało atrakcyjnie wizualnie i zapachowo też, więc czasu trochę miałam i pewnie stąd te natrętne myśli, czyli można domniemywać, że gdy weny mi zabraknie, najlepiej złapać jakiegoś wirusa i wówczas pójdzie jak po maśle… Ta... To jest myśl!