Posty

Wyświetlanie postów z wrzesień, 2010

Czuła sprawa pewnego czujnika;)

Wczoraj byłam na zakupach. Inaczej. Byłam oddać nieudany zakup do reklamacji i przy okazji nabyłam to i owo. Generalnie nie cierpię zakupów, sklepów, galerii, tłumów, mas przewalających się przez te weekendowe świątynie. Unikam jak mogę, a jeśli już muszę, to przenikam z szybkością Clarka Kenta i staram się nie udusić.
Ale do rzeczy...
Gdy wracałam z tej osobistej Golgoty zrobiłam sobie jeszcze jedną krzywdę. A właściwie nie sobie.
Teraz się głowiłam jak to przekażę mężowi...
Gdy usłyszałam ryk jego motocykla i zobaczyłam jak wjeżdża na podjazd, sfrunęłam po schodach jak ta Penelopa na przywitanie oczekiwanego małżonka.
To już powinno mu dać do myślenia, ale nic nie zauważył, ku mojej cichej radości.
-Ty wiesz co się stało? Jaki dzisiaj był u nas wypadek? - Zaczęłam ostro, patrząc jak ma gorsza połowa ściąga kask i patrzy na mnie zdziwiona.
-Jaki wypadek?
-No samochodowy. Jechał autobus a z drugiej strony samochód, chyba Chrysler i pewnie nie ustąpił pierwszeństwa, uderzył w autobus …

Idiorozmówki, część 3 SŁOWOTWÓRSTWO

Miejsce i czas, jak zawsze ten sam, kawiarka, godzina 8 rano.


Natka stawia swój wielki biały kubek w ekspresie, na co ja mówię:

- Ty znowu ze swoim nocnikiem.

- To nie nocnik, nocniki mają inne kształty – broni swej własności moja koleżanka.

- Kształty są różne. Teraz to już takie nocniki robią, że ho ho! – Nie ustępuję.

- A czemu właściwie mówi się nocnik? A nie na przykład dziennik? – W tym momencie stwierdzenie rzucone przez kumpla, odwraca naszą uwagę od wielkiego kubła Natki.

- No w sumie tak, gdybyś załatwiał się w dzień, to powinien być dziennik – zgadzam się.

- Ale jeśli wieczorem, to wieczornik – dorzuca drugi kumpel, z zafrasowaną miną.

- No tak, ale jeśli zrobisz to o północy, to w sumie powiesz, że załatwiłeś się do północnika – dodaję.

- Analogicznie będzie z południem. Czyli południk.

- Jeśli pójdziemy tym tropem to poranny mocz możesz oddać do porannika.

- Ewentualnie może to być jutrzennik. Wschodnik w sumie też.

- No to nie będzie tylko wieczornik. Ale i zmroknik. No …

i po wieczorku:)

Wrócilam z Wiednia.
Najpierw o najważniejszej dla mnie rzeczy, czyli wieczorku w Polskiej Akademii Nauk.
Cóż mogę powiedzieć?
Wiedziona moim wrodzonym czarnowidztwem, zakładałam że będzie z 6 osób, z tego 4, które specjalnie przyjechały z Polski, żeby mnie wesprzeć.
I co?
Moje czarnowidztwo mogę sobie w buty włożyć. (Na całe szczęście, jeśli chodzi o ścisłość).
Bo było naprawdę mnóstwo ludzi. I to jest niesamowite. Przyszli spotkać się ze mną, z nieznaną autorką książek z Polski. Spotkanie składało się z trzech części, a własciwie czterech:
Najpierw była prezentacja wydawcy, który opowiedział trochę o wydawnictwie Novae Res, przedstawił swoje główne biznesowe założenia, potem opowiedział o mnie i o tym, jak wyglądał mój debiut. Następnie były krótkie prezentacje multimedialne a potem inscenizacja fragmentu "Bez przebaczenia", wraz z akompaniamentem muzycznym, w wykonaniu aktorów Teatru Vademecum, Pani Grażyny Subocz i Pana Marcina Brechta oraz gitarzysty, Pana Macieja Smolu…

tańcz i wino pij... niech cały wiruje świaaaat

No chyba...
Ukończenie książki, którą się żyło ostatnie miesiące chyba jest wystarczającym powodem, żeby zrobić prywatkę jakiej nie przeżył nikt. I niech sąsiedzi walą do drzwi...
Po wielu tygodniach mojego czarnowidztwa, marudzenia, jęczenia, męczenia wszystkich wokół, napisałam to magiczne słowo:
K O N I E C
Czy to nie fantastyczne słowo?
To chyba jedyny koniec, który ma pozytywny wydźwięk. Przynajmniej dla mnie:)
I teraz, chociaż nogi tańczą i dusza śpiewa, czy jakoś tak... to dlaczego... dlaczego... czuję... że kolejny ptaszek wyfrunął z gniazda...?
Aaaa mój syndrom opuszczonego gniazda znowu się odezwał...
O czym ja teraz będę w nocy myśleć?
Co zapisywać w "świętym zeszycie"?
I na przypadkowym kartkach?
I do czego będę się inspirować muzyką?
I o czym rozmawiać z moimi "chomikowymi" przyjaciółkami?
I o czym marudzić Natce i Kapelusikowi?
I Sil, Kasi, Milenie, Małgoni, Ani?
No???

Ludzie!!!

Po co ja ją już skończyłam?????????????????

Spotkanie autorskie w PAN w Wiedniu

Zapowiedź mojego wieczorku autorskiego, który odbędzie się 17 września w PAN w Wiedniu, ukazała się na stronach polonijnej gazetki "Polonika":
http://www.polonika.at/
A także na stronie Teatru Vademecum, ktorego aktorzy przygotowali krótką inscenizację fragmentu książki "Bez przebaczenia":
http://www.teatr-vademecum.at/index.php

Trzymajcie kciuki! :)

Projekt plakatu do "Zakrętów losu"

Obraz
Tak będzie wyglądał plakat reklamujący moją najnowszą książkę "Zakręty losu". Plakaty zawisną w księgarniach, bibliotekach, także w salonach sieci Empik, gdzie będę miała cykl spotkań autorskich.

Gdzie ta pourlopowa witalność? Hę?

No i po ptokach...
To znaczy po urlopie.
Był i się zmył.
Szczęśliwej drogi już czas...
Żegnam was...
Time to say goodbay...
Ciao Ciao Italia (Turcja)
I pewnie kilka innych kawałków mogłabym zanucić, gdybym umiała i gdyby mój śpiew nie wywoływał u słuchaczy chęci przywalenia mi w sam środek czoła, pokrywką od kotła, w którym zazwyczaj rodzicielka ma gotowała konfitury.
No nie ma go.
Tego urlopu znaczy się.
Ale co gorsza, wraz z nim, ulotniła się witalność, którą jakoby powinnam mieć.
Po dwutygodniowej labie.
Każdy mi mówi "Ale wypoczęłaś, nie?"
Nie!
No dobra, wypoczęłam.
Ale teraz...
Chlip, chlip... Poproszę o urlop, podczas którego odpocznę po urlopie. W sumie powinno tak być. Przecież to normalne, że człowiek trochę wymęczony jest. Non stop słonce, plaża, ciepłe morze, ciepłe baseny, zimne drinki, do diabła! Przecież można upaść od tej codziennej roboty.
Ludzie! Kto to widział?
A tu jakiś dziwne przekonanie panuje, że człowiek wraca z naładowanymi bateriami.
Taaaak.
Tylko m…

Zły (fragment książki, nad którą pracuję, czyli "Zakręty losu-Historia Lukasa")

Jechałem autostradą do Legnicy, do klubu Rafika. Wymijałem wszystkie samochody, jakie tylko stanęły na mojej drodze. Na liczniku miałem dwieście kilometrów na godzinę, ale to nie był rekord prędkości w mojej ukochanej audicy. Najchętniej nacisnąłbym pedał do końca, zamknął oczy i zdał się na ten pierdolony los. Niech pokaże jakie ma plany wobec mnie, bo na razie robi chyba sobie ze mnie jaja.
Byłem zły.
Och, jak bardzo byłem zły.
Ale nie na coś, czy na kogoś.
Czy na... nią...
Nie.
To by było zbyt proste.
Ja byłem zły. Ja! Lukas! Zły, zły, zły.
Bardzo zły człowiek to ja!
Nienawidziłem świata.
Ludzi.
Nikogo.
Chyba... nawet nienawidziłem siebie.
Czy chciałem się zabić? Nie wiem, może. Gdybym wówczas doznał ukojenia i nie czuł już tego dławiącego bólu w miejscu, gdzie kiedyś miałem serce, to może?

Teraz jednak dojechałem do miasta, w którym miałem się spotkać z Rafałem i jego ludźmi. Miałem też dla nich kasę, którą sprawiedliwie dzieliłem na wszystkich.
Rafał czekał na mnie w klubie, w k…

Filmowa zapowiedź "Zakrętów losu"

Kliknij w tytuł tego posta:)
A tam filmowa zapowiedź pierwszej części opowieści o braciach Borowskich, o miłości, pasji, namiętności, zgubnych nałogach, mafii i złych wyborach. Filmik zmontowała niezastąpiona Milena Borowska a pomagała jej równie niezastąpiona Kasia Pessel.
Dziękuję dziewczyny!
Mówiłam już, że jesteście boskie?
Nie?
No to kiedyś Wam powiem:P

recenzja "Szóstego"

Pod tym linkiem możecie przeczytać recenzję "Szóstego" autorstwa pisarki Anny Klejzerowicz, autorki "Sądu ostatecznego".